Strona 81 z 170
: 01 stycznia 2014, 23:10
autor: Keth
Pod Rezolutnym Goblinem, chwilę później
Huskun porwał półmisek wędzonych ryb sprzed nosa gnoma tak szybko, że ten wbił z zaskoczenia mosiężny widelczyk w blat dębowego stołu, nie dość żwawo próbując przytrzymać swój posiłek w miejscu za pomocą sztućca. Wpychając do ust od razu całą makrelę, goblin jął ruszać miarowo szczęką spozierając jednocześnie to na Draya, to zaś na siedzącego obok iluzjonisty Barthura.
- Nic, tylko byście żarli - wydusił z siebie pomiędzy kolejnymi kęsami zaklinacz - Ten tam Balin prawdziwie się przejął, osełką po toporze wodzi, a żelazo szykuje, a wy co? Trza zacząć się gotowić do tej bitki, co byśmy potem nie beczeli gorzko jak jakie wydupczone z zasadzki owce!
Wypluwszy kilka drażniących swymi rozmiarami ości goblin przerwał na chwilę pożeranie posiłku Imageriusa i jął wiercić swego wielkiego druha natarczywym wzrokiem.
- Weźmiesz jaką porządną pałę? Balin bierze topór, ale wiadomo, dobrej pały nic nie przebije.
Trzeba zacząć opracowywać plan pacyfikacji, nie pójdziemy tam chyba na żywioł. Na początek proponuję, by Gusłek rzucił na naszą trójkę Błogosławieństwo, bo jako pianici będziemy mogli wykorzystać moc zaklęcia w stu procentach (wersja z opóźniaczem za 5 PM od zaczarowanego, premia +9 do TR, OB, UM, etc.).
: 01 stycznia 2014, 23:20
autor: namakemono
- Nie wiem skąd w tak... niepozornym ciele taki spryt a roztropność się zrodziły. Dobrześ uczynił Huskunie. Nie to, żeby biednej niewiasty nieszczęście obojętnym mi być miało, ale roboty mamy zatrzęsienie, przeto każdego jednego nieboraka z opresyi uratować nie zdołamy. Pod brzemieniem z małymi złego objawami walcząc się ugniemy, a obrośnięte w siłę wielkie tego miasta zło stopą swą paskudną do cna nas rozgniecie. A do tego dopuścić nam nie wolno. Niech noc przyniesie radę. Gdy owa białogłowa pokornie w progach naszych stanie, wtedy rozważymy czy pomocy jej udzielić. Jeśli zaś nie stanie, sprawa sama się załatwi. Dzięki mój uczniu, żeś tak dobrze się spisał. Wyjdziesz ty jeszcze na czło... znaczy się daleko zajdziesz Huskunie.
: 01 stycznia 2014, 23:24
autor: Keth
Jak się mają sprawy z Orofarem? Jego stan się jakoś poprawia? I gdzie są teraz zakwaterowane jego dziewice? (giermkiem się nie interesuję, nic mi po nim, za to elfki... mniam...).
I na wypadek, gdyby ktoś zapytał, chciałem jeszcze wyjawić, dlaczego właściwie wynajęliśmy gnoma kaligrafa, który teraz przepisuje zaklęcia z podarowanej przez ariańskiego kapłana księgi do nowej - otóż księga ta ma być prezentem dla kapłana Katana, jeśli ten zgodzi się spotkać z Gusłkiem. Formuły czarów są koszmarnie drogie, toteż taki dar powinien zrobić odpowiednie wrażenie - oczywiście sam gospodarz z księgi nie skorzysta, bo zapewne zna wszystkie te zaklęcia na pamięć, ale prezent nada się jak nic na opchnięcie dalej albo oddanie jakiemuś pociotkowi.
: 02 stycznia 2014, 10:42
autor: deliad
Pod Rezolutnym Goblinem, 39 dzień kepon-ranu
Deszcz ustąpił, a na błękicie nieba zachodzące słońce zaczęło malować pręgi czerwieni.
Balin przeciągnął kciukiem po ostrzu topora. Z opuszki wypłynęła kropla krwi. Broń był gotowa na pertraktacje.
Przez szparę w drzwiach pokoju Huskun lustrował wzrokiem przechodzące elfki, mlaszcząc przy tym i cmokając. Kobiety weszły do drzwi na przeciwko pokoju zajmowanego przez Orofara wraz z giermkiem. Orofar odzyskał już w pełni władze umysłowe po pojedynku, chociaż jej finał osłabił go na duchu i na ciele. Rany opatrzono, ale paladyn był wyraźnie strapiony werdyktem bogów i odmawiał jakichkolwiek wizyt i rozmów.
Gnom alchemik odrzucił pióro i odwrócił się do Gusłka.
- To ile w końcu mam tych czarów przepisać i które, bo chyba nie wszystkie? Na dziś już mam dosyć przyjdę jutro przed południem - ziewnął i ruszył ku drzwi.
Tymczasem Drayaharus trenował szybkie wyciąganie swojego nowo "naładowanego" amuletu, to spod koszuli, to z kieszeni lub z rękawa.
Barthur wraz z krasnoludami zaglądali przez okno z tarasu.
- Wieczór już - zauważył Balin - trzeba się naradzić jak będziemy postępować.
: 02 stycznia 2014, 11:57
autor: Araven
Pierwsza sprawa. Ile jesteś winien tym szubrawcom? Druga sprawa, czy płacimy czy ich pozabijamy. Kwestia jak są silni. Jestem za tym by próbować się dogadać i im zapłacić, negocjując kwotę. Może coś utargujemy, co myślicie?
: 02 stycznia 2014, 23:43
autor: Keth
Karczma, 39 dzień kepon-ranu, wczesny wieczór
Huskun łypnął na krasnoluda z ukosa, wciąż nie potrafiąc się do końca zdecydować, czy go lubi czy nie lubi i odkładając rozstrzygnięcie tej kwestii na kiedy indziej.
- Świątobliwy Gusłak jest im winien śmieszne sto sztuk złota - prychnął goblin ubiegając odpowiedzią samego kapłana - Żeby takiego Gusłaka ważyć się napastować o sto złociszy toż to pycha i buta w jednym, zaprawdę powiadam wam! Ja bym im nic nie płacił, tylko za gęby wziął i buciskiem przycisnął. Jeno bez zabijania, porządnie nastraszyć by się zdało, a potem wziąć na łańcuch. Może się nawet którzy na pianicką wiarę nawrócą jak dostąpią zaszczytu spojrzenia na pałę Barthura?
Porażony znienacka frywolną myślą, Huskun zerknął wpierw wymownie na ciasne w kroku nogawice półolbrzyma, dopiero po chwili poważniejąc i przenosząc spojrzenie z powrotem na Balina.
- Bić aż do zabicia nie wypada, wszak my świątobliwa świta Gusłaka, a tyś sam z siebie jakoby kapłanem, nawet jeśli się nie modłasz - dodał z pewnym przekąsem zaklinacz, faktycznie nie potrafiący przypomnieć sobie widoku Balina skupionego na modłach - A żeby strachanie wyszło jak najlepiej, trza będzie się do magii ubiec, a zaklęć czarodziejskich. Pomiarkujcie sobie jeno cosik takiego. Jak my tam we czterech wejdziemy i rzekniemy, żeśmy towarzysze świątobliwego Gusłaka i jego akolici... prócz ciebie, cny Balinie, ale mógłbyś chociaż raz nakłamać, nic cię porządnego nasza kompania nie nauczyła, oj nie... i że akolici, a potem poczniemy czarami strachać, jak nic posrają się w portki te sucze chwosty! A my im wtedy, że albo się nas będą słuchać albo skończą straszniście kiepskawo. I co wy na to, hę? Nie aby genialnie? No, już się tak nie wstydźcie, przecie możecie wprost rzeknąć, że genialnie!
Wolałbym uniknąć rozlewu krwi. Potrzeba nam porządnego bluffu, demonstracji siły zwieńczonej wymuszeniem posłuszeństwa. Huskun bierze naładowany do pełna amulet i prosi Gusłka o Błogosławieństwo w wersji z opóźnionym zapłonem dla pianickiej ekipy. Balinowi bardziej się chyba opłaca rzucić własne zaklęcie na siebie, bo jako innowierca miałby tylko połowę bonusu od Gusłka.
I naturalnie Gusłek pozostaje w karczmie. Może w międzyczasie dowie się od giermka Orofara, co takiego wydarzyło się w przedbiegach pojedynku, kiedy tamten czmychnął tak bezrozumnie?
: 03 stycznia 2014, 11:23
autor: namakemono
Oczywiście chętni wyznawcy Piana otrzymają stosowne błogosławieństwo przed misją. A Gusłek, jak proponujesz, Keth, pójdzie do Orafara zobaczyć jak się miewa, przy okazji wypyta giermka o tamto wydarzenie.
: 03 stycznia 2014, 14:51
autor: Dobro
- Postraszyć, mówicie... Może i znalazła by się na to jakaś rada! - wesoło powiedział gnom, podnosząc palec wskazujący do góry. - A gdyby my przyszli w eskorcie straszliwej bestii, której kapało by z gęby wiadrami? Ewentualnie tak ich rozśmieszę, że będą chichrać się do rozpuku, nawet z pały Barthura! W każdym razie, jako rzekłeś mój kochany Huskinie - nie wypada zabijać sługom Pianna. Od którego liczę na małe błogosławieństwo, co nie, Gusłek? - mrugnął okiem do kapłana.
W razie wyprawy zabieram ze sobą księgę, kuszę, bełty i sztylet. Staram się to schować pod płaszczem, żeby wyglądać na małego pokurcza, zupełnie niegroźnego...
: 04 stycznia 2014, 09:36
autor: deliad
Dzielnica portowa Rotgan-kir, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch
Gdy ostatnie promienie słońca zaczęły znikać za położonymi na zachodzie odległymi szczytami gór, Nieulękli sprawdziwszy uprzednio swój sprzęt, opuścili karczmę "Pod rezolutnym goblinem". W sercach czuli podniecenie spowodowane zwiększonym poziomem adrenaliny we krwi. Szli na akcje.
Życie w centrum miasta ożyło ze zdwojoną siłą po popołudniowym skwarze i pulsowało jak tętnica szyjna czerwonego smoka.
Odziany w czerń, Huskun przemykał między stoiskami straganiarzy zmierzając w stronę nadlatującej bryzy. Gdzie bryza, tam ocean, port i dzielnica portowa, a gdzie dzielnica portowa tam i magazyny, a gdzie magazyny tam i poszukiwany magazyn z numerem trzynaście.
Maszerujący za Huskunem Drayaharus zaczynał żałować, że zabrał płaszcz, bo mimo wieczornej pory temperatura nadal była wysoka i było mu bardzo gorąco. Tylko gdzie wtedy ukrył by dość obszerną księgę czarów i kuszę.
Już po chwili grupa interwencyjna Nieulekłych przedostała się przez plac targowy, mijając naprędce naprawioną fontannę.
W pewnej chwili w serca Nieulękłych wkradł się nieuzasadniony niczym lęk i obawa. Serca zaczęły bić mocniej, a zmysły się wyostrzyły
.
Barthur wziął to na karby swojej zwiększonej wróżbiarskiej intuicji i zaczął nerwowo rozglądać. Stał nieopodal wysokiego drewnianego płotu. Przez szczerbę spowodowaną ułamaniem szczytowej części deski, dojrzał nadpalone żerdzie i stertę przydymionych kamieni. Jego wzrok starał się przebić przez nienaturalną ciemność jaka spowijała zgliszcza. Jego twarz pokrył pot. Wydawać się mogło,że jest tam budynek, ale widać go jedynie kontem oka, bo wpatrujące się na wprost spojrzenie trafiało jedynie w mrok. Wielgachny goblin z trudem przełknął ślinę przez stawiające opór gardło.
- Idź dalej, nie ma się na co gapić! - dobiegł go nerwowy głos strażnika z halabardą.
Barthur zorientował się, że pozostali Nieulękli znikają już za w uliczce odchodzącej od rynku i czym prędzej za nimi ruszył.
W miarę jak oddalali się od rynku liczba przechodniów zmniejszała się, podobnie jak liczba zapalonych latarni i świateł w oknach. Budynki stały się podlejsze i niższe. Drogi bardziej zaśmiecone i śmierdzące. Apogeum smrodu emitował rynek rybny, gdzie zgraja kotów walczyła ze szczurami o nadgniłe wnętrzności i łby ryb.
W okolicy magazynów, ruch ustał zupełnie, a ostatnie osoby na jakie się natknęli gnieździły się w ciasnym zaułku. Wyglądali na ubogich pielgrzymów Sharami, którzy nie znaleźli lepszego zakwaterowania w zatłoczonym mieście.
Magazyn numer trzynaście, o czym świadczyła krzywo wysmarowana smołą liczba nad bramą, był wciśnięty między magazyn dziesiąty a dwunasty. Był mniejszy i niższy od swoich sąsiadów, do których przylegał ścianami bocznymi. Ponad dwuskrzydłową bramą znajdowały się jeszcze jedna kwadratowe drzwi, do których jednak nie prowadziły żadne schody. Dojścia do magazynu od tyłu było niemożliwe, bo tam przylegał do niego kolejny magazyn.
Przez szparę pod wrotami widać było smużkę światła.
: 05 stycznia 2014, 17:50
autor: 8art
Barthur czuł się niepewnie. Nie bał się tego co czekało na nich w środku magazynu 13, ale tajemnicza atmosfera okolicy wywoływała we wróżbicie dziwne uczucia. Poprawił rękawice, okrywające spocone dłonie i dla dodania sobie otuchy chwycił trzonek pyrlika. Miał nadzoeję, że nie będzie musiał zaraz robić z niego użytku.
- Mówia wam chopy, straszno tu kaj żeśmy tu przybyli, ale tym pierunom w co kas czekajo, trza pokazać żeśmy nieulękli. Ino nie wchodźmy tam bez pozoru, bo to jakowaś zasadzka może być. Może by który poszedł i rozeznanie zrobił?
: 05 stycznia 2014, 19:57
autor: Dobro
- Hmm... To może zrobimy tak. Otworzycie jeno drzwi, a ja zaraz wyślę tam podobiznę Gusłka... Będziemy wiedzieć, czy to pułapka, jak coś świśnie w powietrzu...
Pot spływał z twarzy gnoma, który pocił się niezmiernie pod płaszczem. Jednak taka była cena ukrycia broni i szybkiej ewakuacji w razie problemów, a i trudniej byłoby go rozpoznać... mimo wszystko, Drayaharus nie żałował swojego ubioru.
Wielki Barthur czuł się trochę jakby niepewnie, co iluzjonista złowił od razu. Mimowolnie ręka sięgnęła do przywiązanej do pasa kuszy i pogłaskała jej kolbę, jakby upewniając się, że broń dalej tam jest.
: 06 stycznia 2014, 14:28
autor: deliad
Dzielnica portowa Rotgan-kir, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch
Drayaharus spojrzał po wahających się towarzyszach i podjął szybką decyzję. Uchwycił amulet i wypowiedział kilka słów. Efekt był natychmiastowy. Tuż koło gnoma pojawił się Gusłek, w czarnych szatach z symbolem kielicha. Był nieco mglisty i niewyraźny, ale w pogłębiającym się mroku ten mankament był niemal niezauważalny.
Kierowane wolą iluzjonisty widziadło przeleciało w stronę wrót magazynu numer trzynaście. Zrobiło to całkiem bezdźwięcznie, a mimo to gdy stanęło przed samą bramą, drzwi na górze uchyliły się i dobiegł z nich nieco piskliwy głos.
- No jesteś nareszcie! Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o flaszce dla kumpli. Właź.
- Ej! Przylazł! Rozewrzyjcie bramę - piskliwy głos dobiegł z wnętrza magazynu.
- Tak, jest sam - dodał po chwili, a przy wrotach rozległ się szmer przesuwanego rygla.
Mechanicznie:
Udany rzut na UM (23) i MD (11) i powstało widziadło Gusłke. Nieudany rzut na odp. nr 1 obserwującego "strażnika" spowodował w uwierzenie w widziadło.
: 06 stycznia 2014, 16:07
autor: Keth
Dzielnica portowa, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch
Popis czarodziejskich talentów Drayaharusa niemal odebrał Huskunowi mowę. Zręcznie spreparowana podobizna Gusłka, niczym żywa w maskujących pewne mankamenty zaklęcia ciemnościach, sprawiła, że szacunek goblina wobec gnoma z miejsca urósł.
Przysłuchując się dobiegającym od strony wrót dźwiękom zaklinacz zmrużył swe oczy i położył odruchowo dłonie na rękojeściach wiszących u boków sztyletów. Fortel iluzjonisty okazał się udany, wszelako pozostawało jeszcze pytanie, w jaki sposób go skapitalizować. Wierzyciele Gusłka w każdej chwili musieli przejrzeć na oczy i pojąć, z czym tak naprawdę mają do czynienia, a wówczas akolitom kapłana przyszłoby toczyć boje z zatrzaśniętą ponownie bramą.
- Mus nam do środka! - wysyczał goblin - A żwawo!
Faktycznie nie pomyśleliśmy, co dalej. W środku jest więcej drabów, któryś z nich musi siłą rzeczy zaliczyć test odporności na iluzje. Jak pojmą, czym jest "Gusłek", jeszcze gotowi się okopać na stanowiskach i wtedy do środka się już nie wedrzemy. Proponuję runąć sprintem za próg, póki wejście stoi otworem, a potem przejść do prezentacji i negocjacji!
: 06 stycznia 2014, 17:44
autor: Araven
Dobrze gadasz Huskun, hurmem za mną. Po czym Balin ruszył biegiem za widziadłem.
Wpadamy do środka i będziemy negocjować.
: 06 stycznia 2014, 17:54
autor: Dobro
- Olaboga, co tu robić... - mruknął Drayaharus, trzymając się za kuszę przez płaszcz, podreptał jako ostatni, za znikającymi w ciemnościach magazynu towarzyszami.