Pustkowia Mojave opodal Rancza Wolfhorna
Jak się szybko okazało, pomarszczony i ogorzały od słońca myśliwy zwał się Clive i od wielu lat polował w tej części Nevady zaopatrując w mięso i warzywa mieszkańców Nipton, Novac oraz Boulder City. Wcześniej łowił też ryby w rzece Kolorado, ale zarzucił ten rodzaj pracy w ubiegłym roku ze względu na coraz częstsze najazdy bojówek Legionu. Na obozowisko ludzi Cezara natrafił przypadkiem, zaalarmowany głośnymi krzykami człowieka krzyżowanego ku przestrodze reszty więźniów.
Odpowiednio poinstruowani, republikańscy żołnierze i towarzyszący im kurierzy dotarli szybkim marszem w pobliże nieprzyjacielskiego obozu, pokonując ostatnią milę z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, ukrywając się za skałami i w kępach kolczastych roślin, czasami zaś wręcz czołgając się po gorącym skalnym pyle.
Rozpłaszczając się tuż poniżej kamienistej grani będącej w opinii przewodnika ostatnią przeszkodą na drodze do obozowiska, mężczyźni wyjrzeli bardzo ostrożnie pomiędzy głazami, taksując bacznym wzrokiem krajobraz po drugiej stronie wzniesienia.
- Są skurwiele - syknął bardzo cicho sierżant, który przyłożył do oczu szkła lornetki. Leżący tuż obok John wytężył swoje oczy próbując dojrzeć jak najwięcej szczegółów usytuowanego pod osłoną sąsiedniego wzgórza obozowiska.
Kilka rozbitych w piachu namiotów różniło się od siebie rozmiarami, największy zaś przypominał z grubsza polowy magazyn przesłonięty ogromną płachtą brezentu. Gromadka siedzących przy niewielkich ogniskach więźniów pilnowana była przez niecały tuzin mężczyzn w dziwacznych blaszanych zbrojach i hełmach. Flanagan od razu rozpoznał w nich legionistów Cezara, stylizujących się chyba na starożytnych wojowników z czasów miecza i topora, a przynajmniej z czasów przedwojennych. Ci strzegący obozowiska różnili się od swych poprzedników sprzed wieków przede wszystkim uzbrojeniem, większość miała bowiem broń palną.
- Widzę dziewięciu, ale jacyś mogą siedzieć w namiotach - powiedział sierżant - Będzie ciężko do nich podejść, ale jeśli się postaramy, może damy radę przeskoczyć kilkoma osobami na sąsiednie wzgórze i wziąć ich w krzyżowy ogień? Co myślicie?
Jesteście na miejscu, nie zostaliście zauważeni. Dziewięciu legionistów w miasteczku namiotowym w niecce między wzgórzami pilnuje siedmiu czy ośmiu więźniów. Możecie ostrzelać obóz z miejsca, w którym się znajdujecie albo spróbować wpierw rozciągnąć nieco pierścień okrążenia, by móc złapać drani w ogień krzyżowy (ale to będzie wymagało zadania sobie trudu skradania).