Strona 85 z 95

: 18 marca 2015, 10:25
autor: Araven
Nim nadeszli żołnierze zabieram 2 karabiny, oddam im strzelbę ew. bo chyba mam ją od wojska.

Sierżancie jak tam macie rannych?, z tych z Legionu żyje chyba tylko jeden, może zdołacie go uratować. Przydałby się jeniec... Bo jak umrze zostaną nam ich ofiary tylko.

Do więźniów

Ludzie spokojnie nic wam nie grozi, ale na razie zostańcie gdzie jesteście.
Techniczny
Będę chciał zdobyć lub znaleźć jak najwięcej naboi do 2 karabinów. Jak się nazywają?
I Atutu Bękart Wojny mogę użyć w każdej walce? Czy jak? Bo nie pamiętam. jeden karabin daję Chudemu.

: 18 marca 2015, 12:16
autor: _stone_
Obrazek

Tak w teorii - Głowie Jima wygląda plan. Cyferki to kolejność zdarzeń.

: 18 marca 2015, 15:02
autor: 8art
Simpson kulejąc, piszcząc z bólu na zmianę z rzucaniem wszyskich mozliwych przekleństw podbiegł do jeńców. Lewą ręką podtrzymywał spadające gacie, w prawej dzierzył strzelbę, której lufa chaotycznie omiatała wszystko i powodując zrozumiałe próby uników związanych jeńców, a także Flanagana:

- Weź cholera przestan machać tą strzelbą jak siatką na motyle, bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz! - wrzasnął słusznie obawiający się o potencjalne skutki wystrzału John. Bart uspokoił się nieco, skupiając się nieco bardziej na portkach niż na wyszukiwaniu celów końcem lufy Remingtona. Wyraźny odgłos ulgi rozszedł się od strony jenców. Chudzielec wyprostował się i zaczekawszy sekundę na resztę Republikanów zaczął swą mowę:

- No właśnie. Zostaliście uratowani przez Barta Simspona, przyszłego pułkownika armii RNK i Johna Flangana, najlepszego strzelca jakiego widziała Ameryka. Kurwa żebyscie widzieli jak on zajebiście strzela! Kiedyś odstrzelił Kajdaniarzowi lewe jądro z tysiąca dwustu stóp. Kurwa sam widziałem! Bart Simspon to jakby coś ja, żeby nie było. Nic się już nie bójcie, dopóki mam przy sobie jakieś granaty, to rozpierdole każdego, kto wam zagrozi. Eeeee w zasadzie to nie mam granatów, ale chuj z tym. Dam radę gołymi rękoma. No to ten teges... musimy sprawdzić coście za jedni, wiecie te... względy bezpieczeństwa. - Simpson spojrzał po jeńcach, a potem jęknąwszy z bólu podrapał się po obolałej tyłku: - Kurwa dupa mnie boli. Widzieliscie? Prawie mnie odstrzelili skurwysyny, ale frajerzy nie wiedzieli, że nie tak łatwo Simpsona, lisa pustyni załatwić.

Simpson ostrożnie podszedł do sierżanta, skradając się niemal tak, jakby jeńcy mogli go przypadkiem nie zauważyć. Szepnął cicho: - Trzeba ich sprawdzić. Tam może być jakiś legionista, słyszałeś kiedyś o syndromie szotolmowym? No to wy ich tu przesegregujcie, a ja i Flanagan zajmiemy się trupami. Trzeba sprawdzić czy napewno trupnęli.
Simpson chce obszukać trupy w poszukiwaniu interesujących fantów np map sztabowych, meldunków, ale także wszelakich dóbr zdobycznych mających wartość materialną. Proces będzie okraszony odruchami wymiotnymi chudzielca, nienawykłego do babrania się w cieplutkich zwłokach

: 18 marca 2015, 20:29
autor: Keth
Pustkowia Mojave opodal Rancza Wolfhorna

Nie wypuszczając pistoletu z dłoni John sprawdził naprędce kilku najbliższych legionistów, przewracając na plecy podziurawione kulami ciała i przyciskając do szyi ofiar złożone razem palce. Nie znalazł ani jednego żywego jeńca, toteż zawrócił w stronę postrzelonego przez siebie człowieka niosąc pod pachą dwa znalezione przy trupach karabiny. Jasnowłosy strzelec nie miał pojęcia jak nazywała się produkowana ze stali i aluminium broń legionistów, ale ich niewielka waga i poręczność z miejsca zwróciły uwagę mężczyzny.

Kucnąwszy przy tracącym przytomność popleczniku Cezara John uderzył go lekko w policzek, bez wkładania w ten cios zbędnej złości czy sadyzmu. Mężczyzna ocknął się pod wpływem tego uderzenia, otworzył szerzej oczy.

- Vulpes Inculta się co do was mylił - wychrypiał ranny legionista - Ścierwa pustyni, przeżarte rozkładem żywe trupy.... wszyscy skończycie na krzyżach...

- Ty przodem na tamten świat, przyjacielu - oczy Johna wbijały się w ściągniętą grymasem bólu - Chociaż możemy cię uratować... jeśli dasz nam dobry powód.

- Powód? - legionista wyszczerzył poplamione krwią zęby na podobieństwo osaczonego w pułapce dzikiego zwierzęcia - Pluję na was i na śmierć...

Włożony w wypowiedzenie nienawistnej kwestii wysiłek okazał się dla rannego zbyt wielkim wyzwaniem. Wydawszy z siebie głuche stęknięcie przybysz z Kolorado opadł na skalisty grunt i znieruchomiał niczym głaz.

- Nie żyje? - spytał sierżant, który zatrzymał się u boku Flanagana spoglądając w dół na martwego człowieka.

- Tak - skinął głową John - Oberwaliście?

- Ani jednego draśnięcia - odparł dowódca patrolu - Ale dobrze będzie szybko się stąd zwinąć. Zabieramy wszystko, co cenne, podpalamy namioty i z powrotem do Nipton, zanim ktoś nas tu przyłapie.
Aravenie, macie dwa wiadome karabinki oraz 37 naboi do nich (nazwijmy je z racji pochodzenia Centurionami, chociaż nie wiecie jaka jest prawdziwa nazwa). Strzelby możecie zostawić albo gdzieś kiedyś przehandlować, zostały Wam podarowane. Pamiętajcie, że łupy należy podzielić między cały patrol i myśliwego-przewodnika, potem podam ich wyszczególnienie.

Wśród uwolnionych nieszczęśników znaleźliście czterech Kajdaniarzy (zidentyfikowanych po tatuażach na przedramionach), czterech członków napadniętej pod Novac kupieckiej karawany, jednego niemal oszalałego z nadmiaru przerażających wspomnień mieszkańca Nipton i dwóch wędrownych medyków porwanych pod Boulder City.

: 18 marca 2015, 21:02
autor: Araven
Sierżancie, kajdaniarzy trzeba skuć, albo mieć na nich oko by nie zwiali, mogą udzielić ważnych informacji o sytuacji w więzieniu i ich zabezpieczeniach, oraz uzbrojeniu, reszta może iść wolno. Bierzmy łupy i znikajmy, podpalenie bym sobie darował.
Cicho to mówię, by Kajdaniarze nie słyszeli.

: 18 marca 2015, 21:16
autor: Keth
Pustkowia Mojave opodal Rancza Wolfhorna

- Chcecie nas tutaj zostawić? - powiedział roztrzęsionym głosem jeden z handlarzy uprowadzonych z rozbitej karawany pod Novac dwa dni wcześniej, naznaczony licznymi siniakami po pobiciu przez brutalnych prześladowców - Gdzie niby mamy iść? Przecież te zwierzęta nas dopadną i zabiją!

- A dokąd wy idziecie? - spytał naprędce niski wędrowny uzdrowiciel, starszy wiekiem człowiek o pomarszczonej jak suszona śliwka twarzy - Nie możemy dołączyć do was? Macie mundury Republiki, prawda?

- Tak - skinął głową sierżant, nadzorujący jednym okiem poczynania swoich wiążących Kajdaniarzy wojaków - Wracamy poprzez Nipton do Przyczółka. Jeśli chcecie się przyłączyć, nie będę wam tego zabraniał, ale musicie dotrzymać nam tempa. Wykonujemy zadanie, nie możemy sobie pozwolić na spowolnienie.

Gwar zapewnień utrwalił podoficera w przekonaniu, że uwolnieni w obozowisku więźniowie bez trudu nadążą za patrolem, i tak przecież spowolnionym grupką pechowych Kajdaniarzy.

- Gdzie odeszli inni legioniści? Ilu ich było? - spytał dowódca zwiadu.

- Prawie setka - oszacował szybko pomarszczony uzdrowiciel - Dowodził nimi jakiś szaleniec w czapce z głowy kojota. Prawdziwy potwór, bestia w ludzkiej skórze. Poszli w stronę rzeki, kilkanaście godzin temu, zabrali ze sobą resztę więźniów.

- Jak wielu?

- Chyba z dwudziestu, może trzydziestu. Złapali ich tak samo jak nas, na autostradach, w pobliżu osad. Nigdzie nie można się czuć bezpiecznie.
Sierżant odpuścił sobie podpalanie, bardziej zależy mu na wycofaniu się z niebezpiecznej ziemi niczyjej w stronę Nipton!

: 18 marca 2015, 21:49
autor: 8art
Simpson aż zrobił się purpurowy z radości, ale poza tym skrywał entuzjazm pod ledwo utrzymywaną maską obojętności.

- A ty co? Zawału dostałeś? - zapytał któryś z żołnierzy.

- Ja nie, kurwa, nie. Zajebiście kurde, czujecie żołnierzu? - Chudy nie mógł już wytrzymać kotłującej się w nim radości. Cicho powiedział do żołnierza: - Jakby nie mój pomysł, żeby iść tutaj to byśmy gówno a nie języka złapali. Trzeba szybko skontaktować się z przyczółkiem i zameldować o tym że mamy Kajdaniarzy. Niech wstrzymają atak, dopóki nie przesłuchamy ich. Mogą sporo wiedzieć.

Nastąpiła chwila ciszy, w trakcie której Simpson przebierał chaotycznie rękoma, aż w końcu poskoczył radośnie wrzeszcząc: - Kurwa! Ja za tą akcję medal dostane i wakat oficerski! O wciasną dupkę brahmina! Jestem kurwa jak generał Custer!

: 21 marca 2015, 19:57
autor: Keth
Skalna kryjówka w pobliżu Jean

Duncan Moore i jego ludzie wiedzieli, że porucznik Hayes odradzał angażowanie się w walki z Kajdaniarzami, ale rzucony przez Jima pomysł padł na żyzną glebę. Napadnięci wcześniej przez rozpasanych i nie szanujących ludzkiego życia skazańców, nie pragnęli w tej chwili niczego innego jak tylko wzięcia na nich odwetu.

Czterech czy pięciu więźniów pilnujących okolic więzienia od strony Jean nie bez powodu wydało im się doskonałym celem i zarazem okazją, której grzechem było nie wykorzystać.

- Ciebie i tak nie było sensu wystawiać na wabia, przez ten pancerz - powiedział Bridges dotykając palcem kompozytowego napierśnika Sue - Widok kalifornijskiej żołnierki tylko by ich spłoszył. Vera, ty się nadasz w sam raz. Skurwiele nie mieli w więzieniu żadnych kobiet, jak cię zobaczą, fiutami powybijają sobie zęby... za przeproszeniem pastora.

- Mam nadzieję, że wszystko wypali - wtrącił Juan Sanchez, który do pomysłu wystawienia swej partnerki jako przynęty podszedł najmniej entuzjastycznie z wszystkich - Jeśli nie...

- Sue zostanie tam, gdzie Jeremy zauważył ich czujkę, jako snajper - oznajmił Duncan, który wcześniej zastanawiał się w skupieniu nad taktycznymi sugestiami Jima - Połowa z nas zostaje z nią, druga połowa spróbuje obejść drani z flanki. Weźmiemy ich w dwa ognie.

- Kto ma iść na flankę? - spytał Kyle Roberts, kucający z wyrazem ogromnej ekscytacji na twarzy.

- Ty, Jeremy, Juan i Jim - zdecydował Duncan - Ja, Sue, pastor, Chris i Vera zostaniemy tutaj. Pamiętajcie, nie zawalcie tego. Mamy okazję im dowalić, ale nie kosztem kogokolwiek z naszych. Już straciliśmy zbyt dużo ziomków.

- Będziemy ostrożni - obiecał Kyle, spoglądający kątem oka na przytulających się w geście pożegnania Verę i Juana - Nikt nic nie spieprzy.

- Dobra, ruszajmy. Nie ma co tracić czasu.
Rozpoczyna się realizacja planu!

: 22 marca 2015, 09:23
autor: Keth
Pustkowia Mojave opodal Rancza Wolfhorna

Splądrowanie obozowiska zajęło kilka szaleńczych minut, pełnych ponaglania i przekleństw. Ludzie nie noszący na ciele więziennych tatuaży dostali pozwolenie na zabranie broni zabitym legionistom, z czego ochoczo skorzystali, dozbrajając się w karabinki i rewolwery znalezione przy zakrwawionych trupach. Jakiś Kajdaniarz wysunął podobną propozycję sugerując, że więźniowie również gotowi byli walczyć przeciwko Legionowi, tu jednak Kalifornijczycy nie okazali równie daleko posuniętej ufności, poprzestając na wyzwiskach i groźnym potrząsaniu M16.

Dowodzący patrolem sierżant odstąpił od pomysłu podpalenia namiotów, uświadamiając sobie dzięki sugestiom Johna, że widok dymu mógł niepotrzebnie zaalarmować kręcące się w pobliżu inne czujki Legionu. Sformowawszy kolumnę republikańscy żołnierze popędzili grupę związanych Kajdaniarzy w kierunku Nipton. Uzbrojeni ochotnicy pomagali im pilnować skazańców, truchtając wzdłuż kolumny.

Flanagan przewiesił sobie przez plecy strzelbę, do jednej ręki wziął odbezpieczony karabinek, do drugiej duży plecak wypełniony zbieranymi naprędce przez Simpsona łupami. W skrzyniach znalezionych w obozie znajdowało się mnóstwo zapuszkowanych konserw opatrzonych etykietami sugerującymi, że Legion korzystał z jakiejś fabryki żywności w Arizonie. Wieprzowina z fasolą i wołowy gulasz wywołały u chudzielca głośne burczenie w brzuchu, ale nikt nie próbował pozwolić sobie na popas. Czas był bezcenny i uciekał z każdą sekundą.

- To była dobra akcja - oznajmił sierżant, który przystanął na chwilę obok Johna - Cholernie trudno to przyznać, ale mieliście rację z tym atakiem. Jestem Peter, Peter Clarks.

- John Flanagan - odpowiedział jasnowłosy strzelec podnosząc się z kolan i wymieniając z ostrzeżonym na irokeza podoficerem uścisk dłoni.

Sierżant podniósł wzrok ku lazurowym przestworzom, pozbawionym choćby jednego obłoku i skąpanym w słonecznym żarze.

- Ruszajmy stąd, zanim dostanę udaru - sapnął dając wyraz swemu niezadowoleniu z upału - Swoją drogą, świetnie strzelasz.
Podaję łupy kurierów: dwa karabinki Centur Mk II z zapasem 37 pocisków 5.56mm, do tego dwa rewolwery S&W 91 (każdy nabity do pełna, po 6 kul). Zapas świeżej żywności na dwa dni dla każdego (puszki z wieprzowiną i wołowiną). Dwa skórzane bukłaki z wodą. Sporo bitych z niklu monet Legionu, o bliżej niesprecyzowanym nominale. Mnóstwo drobiazgów wartych w sumie 100 dolarów RNK. Ponadto jeśli chcecie, możecie się przebrać za legionistów (pancerz 1 PP na wszystkich częściach ciała, bardzo charakterystyczny ze względu na swój wygląd).
Aravenie, atutu Bękarta Wojny możesz używać w każdej odrębnej walce, jeden raz w dowolnym momencie. Odpalając go uzyskujesz na czas jednej rundy premię +4 Punkty Akcji.

: 22 marca 2015, 09:37
autor: Keth
Pustkowia w pobliżu Jean

Przemieszczając się w niebywale ostrożny sposób, ludzie wyznaczeni do oskrzydlenia Kajdaniarzy pełzli poprzez skalisty teren korzystając z każdego głazu i każdej rozpadliny mogącej zapewnić im osłonę. Rozpłaszczona obok Duncana Sue przyglądała się ich postępom przez lornetkę, wstrzymując chwilami oddech i modląc się w duchu o to, by żaden z obsadzających posterunek Kajdaniarzy nie nabrał znienacka ochoty do rozejrzenia się po najbliższej okolicy.

Obserwacja punktu kontrolnego pozwoliła dziewczynie upewnić się w kalkulacjach na temat liczebności przeciwnika. Skazańców było pięciu, chociaż dwóch niemal przez cały czas kryło się pod blaszanym zadaszeniem szopy. Tylko jeden miał broń długą, najpewniej śrutową strzelbę należącą do jednego z zabitych podczas buntu więziennych strażników. Ten sam człowiek nosił też kuloodporną kamizelkę i sprawiał wrażenie przywódcy posterunku, odnosząc się do pozostałych więźniów z bezceremonialną obcesowością, chwilami wręcz trącając ich kolbą bądź kopiąc.

Pozostali skazańcy nosili zwyczajne ubrania, a za broń służyły im metalowe pręty i przywiązane do nich noże. Wszyscy poruszali się z ospałością sugerującą bezgraniczne znudzenie i brak zainteresowania czymkolwiek prócz osłony przed słońcem.

Snajperka odsłoniła zęby w złowieszczym uśmiechu czując narastającą ekscytację, przesunęła szkła lornetki w bok na grupę Jima. Ukryci wśród skał ludzie dotarli już na wyznaczone stanowiska i znieruchomieli czekając na pojawienie się Very.

Młoda Latynoska zdjęła z włosów opaskę rozpuszczając je i mierzwiąc zręcznymi ruchami dłoni. Oddawszy pastorowi na przechowanie obrzyna podwinęła koszulkę odsłaniając swój płaski opalony brzuch, po czym spojrzała pytająco na Duncana.
Zaczynamy czy ktoś chce coś jeszcze zadeklarować?

: 22 marca 2015, 09:43
autor: Araven
Sierżancie znikajmy stąd. Nie wiem jak ty Chudy, ale ja się nie przebieram za legionistę to bydło, nie żołnierze, więc nie założę ich pancerza. Broń to co innego.

: 22 marca 2015, 09:56
autor: Keth
Nipton, główna ulica

Crowe i Garret - dwaj żołnierze wyznaczeni do pilnowania wojskowej półciężarówki - czekali na resztę patrolu w pobliżu ratusza, przezornie ukryci w częściowo spalonym domku przy głównej ulicy. Widok sporej gromady przybyszów musiał ich zaskoczyć, ale wychynęli ze swej kryjówki natychmiast po rozpoznaniu towarzyszy broni, odwieszając karabiny na ramiona.

- Nic się nie działo, sierżancie - zameldował Garret - Tylko kretoszczury próbują podżerać zwłoki, ale odpędzaliśmy je kamieniami. Co to za jedni?

Spojrzenie szeregowca pobiegło ku pilnującym Kajdaniarzy ludziom uwolnionym w obozowisku Legionu, spoglądającym na ruiny Nipton z wyrazem skrajnej grozy na twarzach. Smród spalonych zwłok wciąż przesycał powietrze, skręcając wnętrzności i dusząc przerażającym fetorem.

- Jeńcy Legionu, tutejsi - odpowiedział Clark - Ci związani to Kajdaniarze, zabieramy ich ze sobą. Trzeba ich przesłuchać na Przyczółku.

- Wszyscy do środka nie wlezą - zauważył inny z szeregowców - Jak będziemy wracali?
W Nipton znajduje się teraz dziesięciu żołnierzy RNK, dwaj kurierzy, czterej Kajdaniarze, siedmiu uwolnionych jeńców oraz myśliwy o imieniu Clive, który na razie nie przejawia ochoty do odłączenia się od grupy. Nie ma szans, by wszyscy zmieścili się do półciężarówki. Jakieś pomysły bądź sugestie odnośnie podróży powrotnej do Przyczółka?

: 22 marca 2015, 10:24
autor: Keth
Pustkowia w pobliżu Jean

Wymieniwszy z Duncanem uścisk dłoni, Vera podniosła się ze skalistego gruntu i zaczęła iść przez rumowisko głazów krokiem skrajnie wyczerpanej kobiety, słaniając się na nogach i przykładając jedną dłoń do skroni. Zaledwie kilka minut wystarczyło, by któryś z włóczących się leniwie po posterunku Kajdaniarzy dostrzegł w palących promieniach słońca zbliżającą się ludzką sylwetkę.

Zaalarmowani jego okrzykiem, z szopy wychynęli natychmiast wszyscy pozostali skazańcy. Ten ze strzelbą odbezpieczył broń przykładając ją do ramienia, ale opuścił strzelbę chwilę później uświadamiając sobie, kto szedł nieświadomy niebezpieczeństwa w stronę szopy.

W więzieniu w Jean osadzeni byli jedynie mężczyźni. W społeczności takiej nie istniał żaden sposób naturalnego zaspokojenia popędu płciowego, toteż widok bezbronnej kobiety dosłownie zelektryzował zbiegłych więźniów. Pogwizdując i krzycząc coś ruszyli biegiem w stronę Very, wszyscy z wyjątkiem jednego.

Ten jeden - szczupły łachmaniarz osadzony w miejscu przez człowieka ze strzelbą - próbował przez ułamek chwili dyskutować z przywódcą, ale zdzielony w brzuch kolbą broni pogodził się widać z wydanym mu poleceniem. Obejrzawszy się w stronę Latynoski z grymasem wściekłego rozczarowania na twarzy zaczął biec w przeciwną stronę, ku wzgórzu, za którym znajdowało się więzienie.

- Pchnęli jednego do Jean! - syknął przez zęby Duncan - Sue, zdejmiesz go?
Karganie, masz jakieś specjalne życzenia co do rozdysponowania swoich Punktów Akcji?

: 22 marca 2015, 13:01
autor: Keth
Nipton, główna ulica

- Więźniów do środka, Garret i Crowe za eskortę - polecił po chwili namysłu sierżant Clark - Suarez, poprowadzisz wóz. Reszta może wrzucić do środka zbędny bagaż, pójdziemy piechotą. Trzeba będzie narzucić mocne tempo, panowie. Czujecie się na siłach?

Pytanie podoficera skierowane było do ludzi uwolnionych w obozowisku, wygłodzonych i sponiewieranych wcześniej przez swoich prześladowców. Wszyscy dzielnie się trzymali w drodze do Nipton, ale marsz całej grupy opóźniony był wówczas ospałym tempem związanych i nieskorych do współpracy Kajdaniarzy. Po umieszczeniu zbiegłych skazańców w półciężarówce tempo podróży miało wydatnie wzrosnąć, toteż sierżant zatroskanym spojrzeniem otaksował starszych wiekiem towarzyszy.

- Poradzimy sobie - oznajmił z udawanym przekonaniem pomarszczony uzdrowiciel, ściskający w dłoni ciężki rewolwer - Zapewniam, że sobie poradzimy.

- W porządku - skinął głową Clark, nie pokazując po sobie w żaden sposób oczywistego powątpiewania - Suarez, odpalaj motor, zwijamy się stąd.
To ostatnia chwila, by negocjować z sierżantem wywiezienie z Nipton spalinowego generatora prądu!

: 22 marca 2015, 13:02
autor: Kargan
Pustkowia w pobliżu Jean

- Kurwa wiedziałam, że będą kłopoty - mruknęła cicho Sue koncentrując się na biegnącym łachmaniarzu. Spokojny oddech, wzrok skupiony na celowniku i lufa
odkładająca delikatną poprawkę. Biegnący pod górę mężczyzna nie mógł poruszać się zbyt szybko... Sue wsłuchała się w spokojny rytm bicia swojego serca i delikatnie ściągnęła spust...
Nie pamiętam ile PA kosztuje strzał z mojej snajperki, ale zamierzam zrobić to dokładnie, spokojnie i z "przycelowaniem".
Jeśli nie trafię za pierwszym razem to przeładuję i poprawię w kolejnej rundzie - nie sądzę by starczyło mi na dwa strzały z przycelowaniem w jednej rundzie.
Mam nadzieję, że reszta jest gotowa i da ognia jak tylko usłyszy mój strzał