Przyczółek Mojave, baza RNK
Półciężarówka pokonała strome wzniesienie przed Przyczółkiem pośród przeraźliwego jęku skrzyni biegów i ryku przeciążonego silnika. Widząc co się święci, sierżant Clark polecił wysiąść ze środka wszystkim prócz kierowcy, bo przegrzany napęd pojazdu w każdej chwili mógł odmówić posłuszeństwa.
Eskortowani przez ludzi sierżanta Kilbura, ocaleni z obozowiska Legionu cywile zostali odprowadzeni do strefy internowania, chociaż większość z nich gorąco przeciwko temu protestowała i żądała natychmiastowego uwolnienia. Republikańscy podoficerowie okazali się nieubłagani, obstawiając przy konieczności przesłuchania cywilów jako świadków zbrodni popełnianych przez Legion, dokumentowanych przez organy śledcze Republiki.
Oszczędzony przez Clarka Kajdaniarz trząsł się przez całą drogę do budynku sztabu, z przerażenia nie potrafiąc wykrztusić ani słowa. Posadzony na krześle w głównym pomieszczeniu i pilnowany przez uzbrojonego w Berettę Suareza, wyglądał tak jakby w każdej chwili miał zemdleć.
- Nie znaleźliśmy Boxcara, ale mamy innego skazańca, sir - oznajmił wyprężony jak struna Clark, kiedy do pomieszczenia weszli Strażnik Jackson i major Knight - Od kilku lat osadzony w Jean, będzie zeznawał. Prawda, że będziesz zeznawał?
Sierżant położył dłoń na ramieniu więźnia, a ten aż wzdrygnął się pod wpływem tego dotyku, kiwając z dzikim zapałem głową.
- Powiem wszystko, co tylko zechcecie - wyrzucił z siebie spoglądając błagalnie na kalifornijskich oficerów.
- Raport, sierżancie - zażądał sprawiający wrażenie wyjątkowo zachmurzonego Jackson - Skąd go macie?
- Nipton było puste, sir. Potem pojawił się miejscowy, myśliwy. Zaprowadził nas do polowego obozu Legionu. Zdecydowałem się na nawiązanie walki, sir. Zabiliśmy tuzin tamtych bez strat własnych, żaden nie uciekł. Przywieźliśmy ich broń i inne fanty. W obozie byli jeńcy, w tym również Kajdaniarze złapani przez legionistów w Nipton. Trzech z nich musieliśmy zastrzelić przy próbie ucieczki, ale ten tutaj był rozsądniejszy. Zasługuje, żeby dać mu szansę, sir.
- Co z resztą uwolnionych? - odezwał się Knight, stojący u boku Jacksona z ramionami założonymi na piersiach.
- Przywieźliśmy tutaj, Kilbur zaprowadził ich do strefy cywilnej, sir - wyjaśnił rzeczowym tonem Clark, stojąc wciąż na baczność.
- Doskonała robota, sierżancie. Możecie odejść - kiwnął głową Strażnik - Dawson, ściągnijcie tu kogoś od przesłuchań. Flanagan, Simpson, nie do końca wam wyszło, ale nie szkodzi. Tak czy owak mamy źródło informacji. Jakie macie teraz plany?
- Konwój Johnsona dojechał bez szwanku do Primm - dodał major Knight - Dostaliśmy potwierdzenie od porucznika Hayesa.
Do zmierzchu pozostały dwie godziny. Nie wygląda na to, by wojskowi z Przyczółka wybierali się jeszcze tego dnia do Primm albo na inny patrol w okolicy. Oczywiście zawsze możecie ruszyć do Primm na piechotę, jeśli nie chcecie nocować na przejściu granicznym.