: 20 stycznia 2014, 20:40
"Rezolutny Goblin", 40 dzień kepon-ranu, przed świtem
Blady jak śmierć Huskun wysunął głowę spod swego łóżka dygocząc na całym ciele i strzelając na wszystkie strony oczami wielkości bransolet olbrzymki. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć, w jaki sposób dotarł w pozornie bezpieczne ściany pokoju, ale nie omieszkał złożyć w podzięce Pianowi kilka nieskładnych świątobliwych wersetów.
- Drayaharus! - wrzasnął piskliwie, przypominając sobie bez większych szczegółów, że współdzielił paniczną ucieczkę z utalentowanym w sztuce iluzji gnomem - Drayaharus! Tchórzu jeden niepospolity, dawaj tu mnie bronić!
Lecz gnomi iluzjonista nie odpowiedział na wykrzyczane drżącym głosem polecenie, co tylko spotęgowało grozę duszącą w żelaznym uścisku gardło Huskuna. Przełykając nerwowo ślinę goblin wyczołgał się spod łóżka i przekradł do otwartego szeroko okna wyglądając trwożnie ponad parapet.
Na placu oddzielającym karczmę od spalonej świątyni Czaszkogłowego działy się jakieś straszne rzeczy, powietrzem wstrząsały jakieś przerażające krzyki, szczękała stal.
- Wąpierz ubity?! - wrzasnął ponownie Huskun, kurczowo ściskając palcami skraj parapetu i wytrzeszczając jeszcze bardziej oczy.
Blady jak śmierć Huskun wysunął głowę spod swego łóżka dygocząc na całym ciele i strzelając na wszystkie strony oczami wielkości bransolet olbrzymki. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć, w jaki sposób dotarł w pozornie bezpieczne ściany pokoju, ale nie omieszkał złożyć w podzięce Pianowi kilka nieskładnych świątobliwych wersetów.
- Drayaharus! - wrzasnął piskliwie, przypominając sobie bez większych szczegółów, że współdzielił paniczną ucieczkę z utalentowanym w sztuce iluzji gnomem - Drayaharus! Tchórzu jeden niepospolity, dawaj tu mnie bronić!
Lecz gnomi iluzjonista nie odpowiedział na wykrzyczane drżącym głosem polecenie, co tylko spotęgowało grozę duszącą w żelaznym uścisku gardło Huskuna. Przełykając nerwowo ślinę goblin wyczołgał się spod łóżka i przekradł do otwartego szeroko okna wyglądając trwożnie ponad parapet.
Na placu oddzielającym karczmę od spalonej świątyni Czaszkogłowego działy się jakieś straszne rzeczy, powietrzem wstrząsały jakieś przerażające krzyki, szczękała stal.
- Wąpierz ubity?! - wrzasnął ponownie Huskun, kurczowo ściskając palcami skraj parapetu i wytrzeszczając jeszcze bardziej oczy.
Kocham tę postać, ale czasem mi za nią wstyd... 