Strona 90 z 170

: 26 stycznia 2014, 15:21
autor: namakemono
- Świetny pomysł, Huskunku. Serce mi krwawi na myśl, że bydlątko bezrozumne ku zgubie wiedziemy, lecz Pian nam wszystkim świadkiem, że w imię dobra wyższego to czynić będziemy. Przyprowadźcie zatem jakąś gadzinę.

: 26 stycznia 2014, 15:30
autor: 8art
- Gadzinę? Gdzie ja tero gad znajdę? Musi być gad? Przeca nauki naszego Piana nic nie mówią, że mu gadziny mniej miłe. Przeca antara nie przyprowadzo w środek tako ćmica...

: 26 stycznia 2014, 17:26
autor: namakemono
- Wybaczcie, jeślim się źle wyraził . Zwierzątko. O zwierzątko mi się rozchodziło. Może być psiak, kociak, może być i kura, może takoż być i gad tudzież płaz, byle dostatecznie duży, coby urok zadziałał. Żaba czy jaszczurka zwykła tedy się nie nada. Takoż ślimak ni mrówka nijak pomocne nie będą. Skupmy się zatem na zwierzu powszechnie w mieście występującym. I do roboty, bo nam huncwot ucieknie abo co gorsza w czasie gadki bezproduktywnej na plecy znienacka wskoczy i do cna ducha wyssie.

: 26 stycznia 2014, 17:55
autor: Denver
A magiczne przerwanie? Mogę unieść sztylet czarem i przerwać linię. Myślicie, że moc po sztylecie trafi do mnie? - Milczący do tej pory Bazookh, dał o sobie znać tak niespodziewanie, że badacze przy symbolu aż drgnęli. Ale chyba mamy czas - to rozwiązanie na wypadek braku okolicznych gadzin - uniósł kąciki ust w jakimś podejrzanym geście. Pewnie oblizywał się na myśl o zwierzętach

: 26 stycznia 2014, 18:29
autor: deliad
Można przerwać linię gadziną czy innym zwierzakiem, pewnie nawet celnym rzutem kamienia. Lewitującym sztyletem również. Czar drzemie w prawym oku, a sztylet leży w lewy, to odległość zaledwie kilkunastu centymetrów, uda się bez trudu. Przypominam, że "groźne" jest tylko prawe oko, pozostałe kręgi są "rozładowane".

: 26 stycznia 2014, 18:51
autor: Denver
Daję im czas na namysł
-

: 26 stycznia 2014, 19:09
autor: deliad
Zgliszcza, 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Barthur ruszył ku wyjściu z świątynie, przeciskając się miedzy gruzami. Rozglądał się za szczurem, pogwizdywał na psy i wabił koty. Gdy dotarł do płotu stanął jakby go zamurowało. Na placu coś się działo, a sądząc po gniewnych głosach szykowała się jakaś rozróba.

Przesunął deskę i zajrzał przez uczynioną w ten sposób szparę. Koło fontanny stały dwie grupy ludzi i nieludzi, niemal wszyscy zakuci w zbroje oraz z ciężkim ostrym żelastwem.

- Wejdziemy tam i zrobimy porządek z tą pijawą, czy to wam się podoba czy nie!
- krzyknął głębokim basem człowiek z grupy po prawej stronie fontanny.

- Więc planujesz wedrzeć się do przybytku Moghlitha paladynie? I myślisz, że ci na to pozwolimy? - odparł człowiek z lewej strony.

- Zginęli ludzie! Nie dopuszczę, żeby się to powtórzyło - odparł wściekle ten z prawej.

- To nie twoja jurysdykcja. Zajmie się tym straż miejska, a ty idź ratować dziewice, czy co tam robicie. Jeżeli jakikolwiek paladyn przekroczy ten płot wyrżniemy was do nogi - odpowiedział z jadowitym spokojem osobnik z lewej i ujął w dłonie dwuręczny miecz, a pozostali jego stronnicy również wyciągnęli broń.

- Skoro tak, to poczynajmy w imię Asteriusza, sąd boży pokaże po czyjej stronie racja! - warknął paladyn sięgając po miecz i tarczę.

W tejże dramatycznej chwili na plac wbiegł Drayaharus wiodący dwa oddziały straży miejskiej. Podbiegł nieco bliżej i stanął jak wryty.

- Hejże! Ktoście wy! Gadać ino prędko
- wypalił orkowy dziesiętnik.

- Stul dziób gnido, bo cię zgniotę jak pluskwę! Bacz co mówisz i do kogo -wyhamował jego rezon jeden z lewej opozycji.

- Ponoć potworzysko ludzi naszych wymordowało, co zgliszczy pilnowali - zaczął się tłumaczyć dziesiętnik.

- Zgliszczy parchaty wypierdku! To świątynie Pana Śmierci, którą wraz odbudujecie! Nikt, ale to nikt poza prawowitymi kapłanami nie ma do niej wstępu. Wola burmistrza jeżeli dobrze pamiętam! - dalej wymyślał dziesiętnikowi wąsaty rycerz.

- Ja swoje rozkazy znam! - odwarknął dziesiętnik wyraźnie się czerwieniąc - przeto mi nie przeszkadzajcie. Moje to zadanie świątyni pilnować i nikogo nie wpuszczać.

- A, ponoć ktoś tam wlazł - powiedział przeciągając sylaby rycerz - przeto ma się rozumieć na stryczek pójdzie? Żeby procedury przyspieszyć powiem, że Orofar go zwą. Wraz ze swoimi krzywoprzysiężnymi przydupasami tam siedzi i na prawo miejskie pluje. Ujmij go i do lochów prowadź.

Dziesiętnik wyraźnie się zmieszał i spozierał spode łba to na jednych to na drugich.

- O jaki uczony w prawie się znalazł! - warknął paladyn - choć ja cię nauczę mojego prawa. Masz tu moją rękawicę psi synu.

Pośród rycerstwa poczyniło się zamieszanie, gdy prawie wszyscy zaczęli ściągać rękawice.

- A ja na pojedynki nie zezwalam! - rozległ się donośny kobiecy głos.

Wszystek stojącym na placu obróciło się w stronę balkonu domu burmistrza. Stała tam kobieta, a morska bryza rozwiewała jej nocny przyodziewek.

- Jako, że sprawy ojca prowadzę, takoż wprowadzam zakaz pojedynkowanie się w mieście, aż do powrotu mego ojca. Przecie tanowie byli dziś w południe i widzieli jak się pojedynek skończył. Wielu ludzi ucierpiało poza walczącymi. Nie zgadzam się na to!

Rycerstwo zaczęło dreptać w miejscu, nie wiedzieć co odpowiedzieć, ale znalazł się ktoś kto to wiedział.

- Idź dziewczątko do dom, bo się zaziębisz - powiedział korpulentny człowiek wysiadający z lektyki - sprawami ojca się zajmuj, ale takimi co cię nie przerastają. No idź już, ja tu wszystko ogarnę, jako członek rady miejskiej w jej dobrze będę działał.

Wraz Barthur rozpoznał kapłana Katana, co to uprzednie nocy, piwnicę po nich wysprzątał i sarkofag ze sobą zabrał.

Wraz z kapłanem na rynek wbiegli strażnicy świątynni w liczbie mogącej odeprzeć niewielkie oblężenie miasta przez sharany i ruszyli kordonem otoczyć zgliszcza świątyni.

: 26 stycznia 2014, 20:32
autor: 8art
Niezłe termina spadły na Nieukękłych. Wzięła się za nich miejska straż i jeszcze jacyś czarni rycerze, choć ten znów był blady jak ściana, nawet bardziej niż Orofar.

Czym prędzej przerwał polowanie na zwierzątko i jak szybko się dało pobieżył do kompanów naradzających się przed magicznymi znakami, by dać im znać o tym jak zmieniła się sytuacja na rynku:

- Mospanowie, biada nam. Areszt na nas chcą kłaść! Ten katanicki kapłan i drugi czorny rycerz, tyż blady jak ściona. Mus nam uchodzić nim nas tu najdą!

Wątek techniczny

Mam nadzieje, ze w miedzyczasie, nim barthur wrocil z "polowania" udalo sie aktywowac znaki lewitujacym sztyletem. Olbrzymowi nie przychodzi nic lepszego do głowy jak stąd pryskać i potem ewentualnie rżnąć głupa (a w tym Barthur jest bardzo dobry), że nas tu wcale a wcale nie było ino gnomia iluzja:)

: 27 stycznia 2014, 10:42
autor: Araven
Nigdzie nie spadamy. My wąpierza gonili, rozróby wszczęli czarni rycerze i jakowyś paladyni. Nie wnikam czyja jest słuszność, pewnikiem paladynów.
My tu po prawie. Do przelewu krwi nie doszło. Ja zostaję, wy czyńcie jako uważacie.

Balin zostaje wierząc, że nie ma powodu uciekać. Ufa, w to, że jest tanem, oraz w katańskie prawo. Twarde, ale i przestrzegane.

: 27 stycznia 2014, 10:59
autor: deliad
Pamiętajmy, że burmistrz posługując się katańskim prawem zakazał wstępu do świątyni, pod karą.... właśnie, w zasadzie nie znacie kary.
Do czasu zakończenia sprawy ze spaleniem świątyni, tylko kapłani morghlitha mają do niej wstęp.
Czyli podsumowując weszliście do świątyni wbrew zakazowi, co jest czymś w rodzaju "włamania". Jeżeli jeszcze zabierzecie sztylet, to będzie włamanie na tle rabunkowym, a patrząc z nieco innej perspektywy, świętokradztwem, które jest karane mękami i śmiercią (z rąk kapłanów Morghlitha).
Dura lex sed lex.

Niewątpliwie ściganie krwiożerczego mordercy jest okolicznością łagodzącą, ale kto poza wami go widział?

: 27 stycznia 2014, 11:05
autor: namakemono
Czyli opcje mamy następujące: Albo znikamy w nadziei, że nikt nam nie będzie w stanie złamania prawa udowodnić, albo zostajemy i za wszelką cenę próbujemy złapać wąpierza, żeby stał się naszym niepodważalnym alibi.

: 27 stycznia 2014, 11:24
autor: Araven
Hm, pewnikiem nas jednak wsadzą, spadajmy.

: 27 stycznia 2014, 12:21
autor: Dobro
- O, to, to! - gnom zawtórował słowa Balina, podskakując przy tym z otwartymi szeroko oczyma i wskazując sękatym palcem na krasnoluda. W końcu ktoś uratuje biednego gnoma przed walką z wampirem!

- Na nas już pora... o, patrzcie! - krzyknął Drayaharus, wskazując palcem przeciwległy budynek, wcześniej chwyciwszy się za amulet na szyi i inwokując zaklęcie Zmiana Koloru na ściane budynku, sprawiając, że lśniła jak tęcza.

- Spadamy - szepnął do pozostałych i nie czekając na ich reakcję, ruszył złodziejskim, przyczajonym krokiem do zniknięcia z horyzontu obu grup.
Poniekąd czuje się odpowiedzialny za sprowadzenie małych kłopotów (straży miejskiej) na Nieulęknionych... ale widze tu bardzo dogodną okazję do nieoczekiwanych zwrotów akcji!

: 27 stycznia 2014, 12:34
autor: Denver
Widząc zamieszanie w szeregach, Bazookh westchnął ciężko. Sytuacja na górze nie była może za ciekawa, ale była jeszcze szansa by napsuć nieco więcej krwi "czaszkowcom". Drużyna przygotowująca się do opuszczenia sali nie zwróciła uwagi jak zaczął mamrotać zaklęcie i gestykulować.
Czynię to, co proponowałem wcześniej. Chociażby po to żeby zobaczyć co się stanie. A może uda się ubić wampira i pokazać jego truchło?

: 27 stycznia 2014, 18:14
autor: deliad
Zgliszcza, 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Sytuacja Nieulękłych szybko się zmieniała. Ze ścigających szybko, dość niespodziewanie, mieli stać się ściganymi. Balina zirytował sytuacja, ale po chwili wahania zdecydował się na odwrót wiodąc pozostałych za sobą.

Orofar to bladł to czerwieniał na twarzy.
- Mam czmychać niby szczur? Jak jakiś przestępca! - mówił ze wściekłością - a, żeby tych czarnuchów nicość pochłonęła! Nie dam im satysfakcji oglądania mnie pojmanego, a i was nie mogę wydać. Jeszcze mi zapłacą za tą zniewagę.

Tupot ciężkich butów oraz chrzęst metalowych zbroi towarzyszył otaczaniu świątyni. Nieulękli musieli się pośpieszyć. Droga od frontu obstawili rycerze i staż, boki przemieszczająca się straż świątynna, pozostał uciekać tyłem.
Bazookh pośpiesznie uchwycił amulet i wymówił słowo mocy, które poderwało rytualny sztylet. Broń zatańczył w powietrzu i ciągnąc ostrzem po podłodze ruszyła ku figurze magicznej. Ostrze przecięło linie. Bazookh spodziewał się jakiegoś snopa iskier, błysku, trzasku czy czegoś w tym stylu. Jednak nic takiego się nie stało. Krasnolud ruszył za resztą drużyny.

Tylko dzięki wielkiej sile Barthura udało się przedostać przez ruiny na tylny podwórzec. Wróżbita uniósł spory kawał zawalonego dachu otwierając drogę odwrotu reszcie ekipy. Tylny podwórzec podobnie jak i przedni był zarośnięty chaszczami pokrzyw. W płocie nie było żadnej furty więc Balin wybił z płotu kilka desek. Gdy wszyscy wymknęli się w ciemne zaułki miasta, Bazookh jako ostatni zastawił dziurę deskami i ruszył za resztą. Strażnicy świątynni dopiero po chwili dotarli do chwili spowolnieni odnalezionymi trupami pozostałych strażników.

Drayaharus snuł różne plany ucieczki z rynku gdzie kroiła się spora rozróba. W końcu odwrócił uwagę prostym czarem i szybko i niepostrzeżenie wszedł do "Rezolutnego goblina".

Bazookch udany rzut na UM (39), figura magiczna zniszczona.
Draya udane rzucenie czaru (12) odwróciło uwagę i gnom zwiał do karczmy.
PM - odpisane.
Czy Bazookh zabiera sztylet ze sobą? Gdzie kierujecie się ucieczce ze świątyni?