W nie zrozumiały sposób deszczowa aura zaczynała go z wolna przytłaczać, gasiła coś co kłębiło się we wnętrzu plątaniną zdawałoby się niezwiązanych ze sobą myśli i skojarzeń. Jeszcze przed chwilą wątki zdawały mu się układać w pewną chwiejną, lecz spójną całość. Teraz wypełniała go jedynie pustka.
Niepokojąca pustka, z którą wahał się pozostawać na osobności.
-Dlaczego zatem Vallo, który czuł się zagrożony wybrał się na spotkanie bez obstawy? -niespodziewanie wypowiedział na głos.
-Sam bez cienia wątpliwości ufam Pinkiemu- rzekł czule obejmując ukrywające się pod przemokniętą marynarką stworzenie, czasami kojarzone z kundlem.
-Nigdy nie zrobiłbyś Panu krzywdy prawda? Gdybym kiedykolwiek chciał Cię zostawić w domu, to tylko w bardzo zasadnym celu. Lecz ja nie mam niczego ważnego, czego należy pilnować, chyba że..
..że obawiałbym się, że jakiś okrutny i niemiły ktoś pozbawi mnie Ciebie, lub pomiesza Twoje niewinne zmysły narzucając Ci swą chorą, zdeprawowaną wolę.
Przez moment Marcus zastanowił się nad niepokojącym skojarzeniem. Czasami nie pamiętał wszystkich szczegółów swych sesji terapeutycznych z dr Zachariaszem. Często rozmyślał nad tym. Pinki zaś w jakiś niewytłumaczalny sposób tak często wyczuwał te myśli. Nawet teraz.
Spod mokrych połaci jeszcze niedawno białej marynarki dało się słyszeć niespokojne, narastające powarkiwanie paskudztwa. Szamoczący się pysk wychynął na zewnątrz, w kącikach ust pojawiła się piana.
-Spokojnie, no już. Pan Marcus o Ciebie zadba- Koroviev uspokoił psa głaszcząc go delikatnymi ruchami.