Po chwili Galbro wrócił do piwniczki, znosząc tacę z owocami, chlebem i żółtym serem. Spojrzał na gotowych do akcji mężczyzn a na jego twarzy pojawiło się zrozumienie.
- Spokojnie, to jeden z moich niewolników wrócił. Wasze przybycie sprawiło, że całkiem o tym zapomniałem! No, to na czym my to skończyliśmy...
- Ach, tak! No więc ja myślę... i nie tylko ja! - poprawił się, kładąc wszystkie artykuły spożywcze na stole i biorąc jabłko wgryzł się w miąższ i przeżuł głośno. - Że to sprawka tego przeklętego księcia Villagro, który chce ożenku z młodziutką księżną Chabelą, co zapewni mu tron Zingary. Nikt inny nie miał interesu, by zabić tłuściocha, a gildia złodziei nie okrada arystokracji. Po prostu myślę, że z tych czterech biedaków... - Galbro zamilczał, spoglądając na niewyspane facjaty zebranych wokoło ludzi.
- Rozumiem, to was oskarżono - powiedział z przekąsem. - Wygląda na to, że byliście idealnymi kozłami ofiarnymi. Prawdziwym zrządzeniem losu dla tego padalca Villagro! Odkąd podniósł podatki dla kupców, handel jest coraz mniej opłacalny. A wracając - kontynuował, ponaglany przez spojrzenia Garro. - Po obecnym królu Ferdrugo III kolejna jest księżniczka Chabela - pod warunkiem, że wyjdzie za mąż zanim król wyciągnie nogi. Jeżeli nie - następny w kolejce jest książę Tovarro, wygnany do Asgalun, w królestwie Shem. Myślim.... myślę - poprawił się kupiec - że ten szczwany lis Villagro chce ożenku z Chabelą, a stary Valbrosso z pewnością by do tego nie dopuścił - sam potajemnie chciał poswatać swego młodszego brata, diuka Morteno z księżniczką Chabelą. Takie przynajmniej krążą plotki... - dodał ciszej, zagryzając kawałem sera.
- A co tam u króla? Pewnie wściekł się, że zabito najwyższego dostojnika duchownego w Kordawie? - drążył temat Garro.
- Król... powiadają, że trawi go dziwna choroba; rzadko kiedy udziela audiencji, nie pokazuje się publicznie od kilku tygodni... W każdym razie, to ludzie Villagro zajęli się sprawą zabójstwa arcykapłana. Tyle ludzie szeptają na targowisku. Oj złe do czasy dla Kordawy nastały, oj złe...
- Możesz nas przenocować gdzieś? - spytał milczący Sigurd.
- Tak, ale skoro jesteście poszukiwani, to rano straż będzie ściśle patrolować miasto, a bramy będą podwójnie obstawione. Jeżeli chcecie uciekać, to najwyższy czas... Lub udowodnić swoją niewinność - spojrzał na zielarza. - Ja wam wierzę, ale tylko ja.