Strona 10 z 15

: 23 sierpnia 2015, 20:05
autor: Keth
12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Brodacz przeniósł spojrzenie na Indianina, wzdrygnął się zauważalnie z sobie tylko wiadomego powodu. Ubrudzony sadzą Ivaho nie sprawiał przyjaznego wrażenia, jego na co dzień beznamiętna twarz nabrała teraz groźnego wyglądu.

- Flatwoods jest po drugiej stronie autostrady, kawałek stąd na wschód - oznajmił jeniec, wciąż kurczowo ściskając okolice rany postrzałowej - Pół godziny drogi, ale to zupełna ruina, ani jeden dom tam nie przetrwał. Jak tu przyjechałem, byłem tam z Chuckiem pogrzebać w ruinach. Nic nie znaleźliśmy. Tamci musieli spać pod ziemią, dopóki ten stary ich nie obudził. Mogliśmy się wcześniej domyślić, co kombinuje, ale nikomu nawet przez myśl nie przyszło, że tam może być jakaś pieprzona Krypta!

Tray i Mad Dog wymienili na dźwięk słów brodacza niespokojne spojrzenia, nie do końca mężczyźnie wierząc.
...

: 23 sierpnia 2015, 23:03
autor: Suriel
Joe wrócił z krótkiego rekonesansu stał oparty o resztkę murku i słuchał rozmowy.

Jebane wampiry. Wcześniej bestia Molocha. Eksplozja i ten cholerny padalec - wąż. Diabeł rzucił na mnie wszystkie swoje piekielne siły, to pewne. Panie mniej mnie zatem swej w opiece, bo najwyraźniej bardziej boleśnie mu w dupę wszedłem niż ten pocisk brodaczowi. Pomyślał Kaznodzieja i pokiwał głową przytakując sam sobie.

: 24 sierpnia 2015, 21:54
autor: Yarin
- Pierdolisz... - podsumował relację brodatego.

Sędzia westchnął. Opowiastka mężczyzny dawała kolejną możliwość - nie obrona, nie ucieczka, a eksploracja krypty. Mad Dog miał przeczucie, że reszta ekipy będzie chciała zbadać ten wątek. Zresztą nie mają transportu, a w pół godziny dadzą radę dojść na drugą stronę autostrady.

- No to robimy sobie wycieczkę, co? - wyszczerzył przeżółkłe zęby Mad Dog. - Na pewno musimy trzymać dupska razem, inaczej padniemy jak kawki. Broń mamy, chęć wydostana się z tego syfu też. To jak, ruszamy? Przewodnika mamy, jakby co...

: 25 sierpnia 2015, 00:46
autor: Keth
Czy mogę zatem przyjąć, że wyruszacie do Flatwoods obadać na miejscu sprawę tajemniczej Krypty? Kto idzie, kto ewentualnie zostaje? Co z postrzelonym w tyłek brodaczem? Co z człowiekiem znalezionym przez Joe'ego przy szopie? (przypuszczam, że Suriel przeoczył ten fragment postu). Jakieś inne ważne deklaracje przed wyruszeniem w drogę?

: 25 sierpnia 2015, 10:24
autor: Suriel
- No to robimy sobie wycieczkę, co?

Koaznodzieja się zamyślił solidnie rozważając propozycję.

Odwiedzić diabła w piekle? Po co? Chyba że po to by wyłączyć mu ogrzewanie kotłów. Gdybym umiał jeździć na motorze dawno już zrobiłbym inną rzecz.


- Do cholery jasnej, pomysł w swej przewrotności nie jest taki głupi. Na pewno znajdziemy się wtedy tam gdzie ich nie będzie. Nie możemy tylko iść na wprost bo się spotkamy z nimi w połowie drogi na otwartym terenie. Ha, pytanie tylko ilu z nich będzie w środku i co się stanie jak tamci wrócą. Objedzą nas do zakrwawionych kości.

Przez chwilę drapał się w brodę zastanawiając co zrobić. Po czym cicho dodał.

- A propos zakrwawionych kości. To tam w rumowisku sterczy jakiś niedobitek co jeszcze dycha. - wstrzymał wzrokiem reakcję towarzyszy - Ale spokojnie, to żaden z naszych, więc nie ma się co spieszyć.

Potem odwrócił się do bordacza.

- Gadaj jak żeś tu przeżył. Jak to się stało że cię nie zżarli do tej pory. A może to ty ich wyjadłeś albo wydałeś i teraz nam tu bajki opowiadasz. Jest tu jakaś kryjówka, hę?

: 27 sierpnia 2015, 23:27
autor: Keth
12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Brodacz w dżinsach zaczynał coraz szybciej dochodzić do siebie, grymas paniki ustąpił niemal całkowicie z jego obolałego oblicza zastąpiony mieszaniną podejrzliwości i ostrożnej nadziei. A także rosnącego gniewu. Mad Dog dostrzegł spojrzenie rannego myszkujące po postaciach stojących nad nim mężczyzn, usilnie czegoś poszukujące. Sędzia domyślił się, że więzień próbuje odnaleźć wzrokiem podobne do swojego tatuaże mogące utrwalić go w przekonaniu, że ma do czynienia z innymi zaprzysiężonymi wasalami Carringtona.

I o ile Mad Dog się nie mylił, nikt z towarzyszących mu najemników takiego tatuażu nie posiadał, przynajmniej nie na odkrytych częściach ciała.

- Może mam kryjówkę, a może nie mam - oświadczył brodacz i tym razem sędzia był już pewien, że w głosie postrzelonego w tyłek federalisty pobrzmiewa nieudawana złość - Kurwa, próbowaliście mnie zabić! Kim wy jesteście i czego tu szukacie? Wy wysadziliście stację?!
Chciałbym jeszcze raz zaznaczyć, że kropnięty przez Was gość leży we własnej krwi, chociaż pracuje dla tego samego pryncypała, więc jeśli przetrwa ten incydent, może Wam narobić sporo kłopotu. Nie wiem też, co sądzić o całkowitym braku zainteresowania człowiekiem leżącym przy szopie, pod stertą blach - Joe olał go i wrócił do reszty na tyłach sklepu, a reszta zupełnie olała jego odkrycie!

Swoją drogą, dawno już nie miałem do czynienia z tak dopasowaną do siebie bandą wykolejeńców i zdegenerowanych okrutników! :P

: 28 sierpnia 2015, 08:24
autor: Suriel
- No dobra niech ktoś skoczy po ten jebany motocykl, kto umie na tym jeździć ręka w górę? Motocykl może posłużyć do odciągnięcia lub zmylenia kanibali. Jestem za tym by ruszyć w grobowiec ale jeśli mnie przegłosujecie to jeden musi szybko zapieprzać na jakiś wysoki punkt bo nie mamy oczu, a to znaczy że zginiemy.
- Co do ciebie brodaty przyjacielu to niestety nie mam ani umiejętności ani chęci by grzebać ci w twojej postrzelonej dupie. Jeśli chcesz przeżyć musisz się szybko opatrzyć a jeśli nie umiesz to będziesz się musiał szybko nauczyć. Tak, tak to my wieźliśmy wam bajurę do zatankowania stacji. Ale wyjebał ją w powietrze napad molocha. Witaj wśród swoich, bracie.

Joe podrapał się po krzywmy nosie.

Wprawdzie nie kazałem im się spieszyć z tym pogorzelcem co leży w gruzach bo i po co nie ma. Ale do jasnej cholery nawet bluźniercy należy się ostatnie namaszczenie.

Tak dumając odwrócił się na pięcie i z sapnięciem ruszył w kierunku miejsca gdzie jakiś czas temu widział zakrwawioną rękę.

Tych dwóch naszych spaliło pod Mitsubishi, musi zatem być to ktoś z bikersów. Jeśli tak...

Ręka odruchowo poszła do noża.

: 30 sierpnia 2015, 17:00
autor: Keth
12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Doświadczenie wyniesione z surowego życia nauczyło kaznodzieję, że nawet w obliczu łaski ostatniego namaszczenia konający grzesznicy często woleli odwracać się od Boga. Przywalony blachami nieszczęśnik mógł mieć przy sobie pistolet albo nóż, toteż pamiętny ustawicznych knowań szatana Joe wyciągnął zza pasa własne ostrze. W razie potrzeby zbawienie mogło przyjmować różne formy, od modlitwy po litościwe pchnięcie sztychem.

Zasłaniając się nożem kaznodzieja złapał wolną dłonią za gorący metal i pociągnął go w bok z głuchym stęknięciem odsłaniając leżącego pod spodem człowieka.

Potwornie poparzony falą płomieni, bez wątpienia cierpiący z powodu uszkodzonych płuc i najpewniej oślepiony, Greg Callahan z miejsca skojarzył się pastorowi z grzesznikiem wyciągniętym z piekielnego kotła.

Federalista próbował coś powiedzieć popękanymi ustami, ale wydawane przez niego dźwięki przybrały postać przeciągłego niezrozumiałego charczenia.
Przy Mitsubishi leżały zwłoki Masona. Joe właśnie odnalazł drugiego z przewodników, w stanie bardzo ciężkim, wręcz krytycznym!

: 30 sierpnia 2015, 21:18
autor: Suriel
- Cholera człowieku, myślałem że nie żyjesz! - Joe chwycił go pod ramię i niezdarnie ze względu na nogę, zawlókł go do chłopaków.
Tam położył go na ziemi, przyklękł u wezgłowia i powiedział.

- Greg, Pan odpuści wszystkie grzechy musisz tylko wyznać skruchę, czy żałujesz?

: 31 sierpnia 2015, 17:45
autor: Keth
12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Greg Callahan zmarł kilka minut po odnalezieniu go przez kaznodzieję. Świszczący Joe zmówił nad ciałem federalisty krótką modlitwę, w szczególności dziękując zmarłemu za Uzi, które wielebny obiecał wykorzystać w prawej intencji.

Ubrudzony sadzą Indianin wychynął spośród kłębów dymu niczym zjawa, przemknął obok klęczącego przy zwłokach Joe'ego rozglądając się bacznie wokół siebie. Obaj mężczyźni wiedzieli, że zbyt długie przebywanie w miejscu szalejącego wciąż pożaru mogło ściągnąć na nich dodatkowe niebezpieczeństwo.

- To był Greg - oznajmił Joe wracając truchtem do swych towarzyszy - Pan wezwał go do siebie, do lepszego świata. Zazdroszczę mu ogromnie, ale walczę z pokusą strzelenia sobie w łeb, bo wiem, że ma droga nie dobiegła jeszcze końca. Każdy z nas odejdzie w chwili, którą wyznaczy dla niego Pan!
Jak widzę, sesja stanęła w miejscu. Nie wiem, czy to brak zainteresowania czy brak czasu, toteż pozwolę sobie zatrzymać bieg fabuły i poproszę o deklarację, kto nadal gra...

: 31 sierpnia 2015, 18:41
autor: 8art
Ja gram tylko nie bardzo wiem co robimy. Wycieczka do Flatwoods dla Tray'a nie jest najlepszym pomysłemze względu na pręt w stopie. Może byśmy się zbunkrowali gdzieś w pobliżu, a brodaczowi ucieli jęzora i zostawili na przynętę dla kanibali. Moglibyśmy ocenić siły zanim wpakujemy się na kwadrat.

: 31 sierpnia 2015, 20:05
autor: Keth
Po wyjęciu pręta i założeniu opatrunku Tray może się jako tako poruszać, to zatwardziały wędrowny handlarz z Zasranych Stanów, a nie jakaś miękka przedwojenna cipka! Da radę, możesz mi wierzyć!

Generalnie, możecie od razu ruszyć dl Flatwoods albo przyczaić się najpierw w bezpiecznym oddaleniu, by sprawdzić, czy zgodnie ze słowami brodacza ktoś się na stacji zjawi zaalarmowany dymem pożaru. Propozycję obcięcia języka i porzucenia w roli przynęty mogę traktować za pewniak czy to tylko pomysł do obgadania?

: 31 sierpnia 2015, 22:50
autor: 8art
Eeeee no to luz. Skoro Thor może skakać rączo niczym jelonek, to no problemo! Wystawienie brodacza jako przynęty zostawiammpod dyskusję, obcięcie języka biorę pod uwagę wtedy jeśli zostawimy go na wabia, żeby nas jeszcze nie wydał. Kto wie co takiemu wariatowi w desperacji może do łba strzelić!

: 02 września 2015, 14:24
autor: Suriel
Ja oczywiście gram. Modlę się i udzielam ostatniej posługi jak trzeba. Więc jak ktoś nie gra ti ja chętnie jego postać odprawie w krainę wiecznych łowów.
Co do fabuły to moim zdanuem należy zabezpieczyć motocykl, chociaż by ze względu ba wache która jest w jego baku. Może da radę zrobić koktajl Mołotowa. Dwa jestem za marszem w bezbozna siedzibę kanibali. Tam wypalimy ich płomieniem sprawiedliwości. No i może da się jeszcze kogo nie zjedzonego ocalić.
Zastanawia mnie też brodacz. Na przykład gdzie się ukrywał i po co kradł nam indianina. Kto tu jest tak na prawdę kanibalem.

: 02 września 2015, 17:34
autor: deliad
Ja też gram, chodziarz strasznie skomplikowałem sobie sprawy zawodowe i średnio pracuję od 7 do 19.