: 29 listopada 2015, 02:02
- Kutasairzu, gadaj co jest na tych płytach! No mów! - wrzeszczał Ahmed, co prawda już nie bijąc ale nadal szarpiąc ochroniarza.
- ...X... jest... na nich X... - wybełkotał ochroniarz przez bąble krwi na ustach, jego ręka wskazała stół na którym obok niedokończonego posiłku, była przygotowana do zabrania niewielka paczka. Ahmed rozejrzał się szybko za czymś czym mógłby związać ochroniarza. Przy boku jego paska obok karty magnetycznej znalazł zaciskowe opaski. Pascal pomagał mu jak potrafił, pogwizdywał przy tym cichutko minuet Bacha. Ahmed spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Przepraszam... to mnie zawsze uspakaja... - powiedział wychwytując spojrzenie. -To wszystko na pewno ma jakieś logiczne wyjaśnienie... ta klamka... wiem co widziałem... ja nie oszalałem... Prawda panie Omarze? - Ręce mu drżały przy krępowaniu ochroniarza. - Wszystko będzie dobrze Pascalu, wszystko się wyjaśni... - pociągnął nosem próbując powstrzymać napływ śluzów. - To przez ten dym, oczy łzawią...
Kiedy Pascal kończył wycierać chusteczką nos, Ahmed ruszył w kierunku stolika. Papierowe opakowanie zawierało kilkanaście uszeregowanych płyt kompaktowych każda z numeracją poprzedzoną napisem czerwonym flamastrem "Pacjent X sesja numer...". Paczka wyglądała jakby ktoś przygotował by ją stąd za chwilę zabrać.
- Panie Pascalu...? - zapytał Baart i zniknął w drugim pomieszczeniu. Pascal ruszył za nim. David i Baart patrzyli się na to co wyświetlały kamery tyle, że na różne monitory. Na tym który obserwował deJong widać było ich korytarz a na nim dwóch mundurowych i doktora. Szykowali się do wkroczenia do jakiegoś pomieszczenia. Medyk coś im tłumaczył gestykulując przygotowywanym zastrzykiem, policjanci zaś odbezpieczyli kabury. Nie wyglądało to jakby mieli przebierać w środkach...
Na monitorze Davida szalały z kolei czarno-białe szumy świadczące o uszkodzonej kamerze. Nagrania nie było ale Beltfort puszczał i przewijał nagranie bez ustanku, nie wlepiając w niego wzrok przez cały czas. Wydawał się skrajnie pobudzony.
- Widzicie! Widzicie to moja Ann! Ona tutaj jest... - David pokazywał lewą dłonią na jeden z monitorów, którego zapis sprzed trzech godzin cofał i puszczał bez ustanku a prawą zaczął bezceremonialnie potrząsać Baartem próbując zwrócić jego uwagę. Wyglądało na to, że dla niego obsługa tych wszystkich kamer nie stanowi najmniejszego problemu. Przełączał kilka innych wyświetlając nagrania z różnych korytarzy sprzed trzech godzin. Na jednym z nich mignął charakterystyczny garnitur deJonga. - Te skurwysyny trzymają ją w piwnicy! - złapał się za głowę uświadamiając przerażającą prawdę - To ona tam na dole tak wyła. A ja nic nie zrobiłem!
Nie myśląc dłużej opętany myślą o Ann, David ruszył w kierunku drzwi na korytarz.
[center]***[/center]
Wciągnął parę łyżek zupy ale leżąca teraz obok niego na talerzu ręka nie dawała mu spokoju. Odsunął talerz zupy z łyżką i zabrał się za krojenie dłoni. Ilość szczegółów tej podróby była imponująca. Kiedy rozkroił dłoń, widział wyraźnie przekrojone, ścięgna i żyły. Ilość kości też jakby się zgadzała. Obrócił dłoń na drugą stronę. Miała długie paznokcie. Nieco za długie jak na jego gust. Czerwona farba jaka z nich poschodziła tu i ówdzie pod wpływem temperatury sugerowała jasno...
Nagle cichy dźwięk przy drzwiach całkowicie pochłonął jego uwagę. Znał go bardzo dobrze z rodzinnych stron. Był to odgłos odbezpieczanej broni.
- ...X... jest... na nich X... - wybełkotał ochroniarz przez bąble krwi na ustach, jego ręka wskazała stół na którym obok niedokończonego posiłku, była przygotowana do zabrania niewielka paczka. Ahmed rozejrzał się szybko za czymś czym mógłby związać ochroniarza. Przy boku jego paska obok karty magnetycznej znalazł zaciskowe opaski. Pascal pomagał mu jak potrafił, pogwizdywał przy tym cichutko minuet Bacha. Ahmed spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Przepraszam... to mnie zawsze uspakaja... - powiedział wychwytując spojrzenie. -To wszystko na pewno ma jakieś logiczne wyjaśnienie... ta klamka... wiem co widziałem... ja nie oszalałem... Prawda panie Omarze? - Ręce mu drżały przy krępowaniu ochroniarza. - Wszystko będzie dobrze Pascalu, wszystko się wyjaśni... - pociągnął nosem próbując powstrzymać napływ śluzów. - To przez ten dym, oczy łzawią...
Kiedy Pascal kończył wycierać chusteczką nos, Ahmed ruszył w kierunku stolika. Papierowe opakowanie zawierało kilkanaście uszeregowanych płyt kompaktowych każda z numeracją poprzedzoną napisem czerwonym flamastrem "Pacjent X sesja numer...". Paczka wyglądała jakby ktoś przygotował by ją stąd za chwilę zabrać.
- Panie Pascalu...? - zapytał Baart i zniknął w drugim pomieszczeniu. Pascal ruszył za nim. David i Baart patrzyli się na to co wyświetlały kamery tyle, że na różne monitory. Na tym który obserwował deJong widać było ich korytarz a na nim dwóch mundurowych i doktora. Szykowali się do wkroczenia do jakiegoś pomieszczenia. Medyk coś im tłumaczył gestykulując przygotowywanym zastrzykiem, policjanci zaś odbezpieczyli kabury. Nie wyglądało to jakby mieli przebierać w środkach...
Na monitorze Davida szalały z kolei czarno-białe szumy świadczące o uszkodzonej kamerze. Nagrania nie było ale Beltfort puszczał i przewijał nagranie bez ustanku, nie wlepiając w niego wzrok przez cały czas. Wydawał się skrajnie pobudzony.
- Widzicie! Widzicie to moja Ann! Ona tutaj jest... - David pokazywał lewą dłonią na jeden z monitorów, którego zapis sprzed trzech godzin cofał i puszczał bez ustanku a prawą zaczął bezceremonialnie potrząsać Baartem próbując zwrócić jego uwagę. Wyglądało na to, że dla niego obsługa tych wszystkich kamer nie stanowi najmniejszego problemu. Przełączał kilka innych wyświetlając nagrania z różnych korytarzy sprzed trzech godzin. Na jednym z nich mignął charakterystyczny garnitur deJonga. - Te skurwysyny trzymają ją w piwnicy! - złapał się za głowę uświadamiając przerażającą prawdę - To ona tam na dole tak wyła. A ja nic nie zrobiłem!
Nie myśląc dłużej opętany myślą o Ann, David ruszył w kierunku drzwi na korytarz.
[center]***[/center]
Wciągnął parę łyżek zupy ale leżąca teraz obok niego na talerzu ręka nie dawała mu spokoju. Odsunął talerz zupy z łyżką i zabrał się za krojenie dłoni. Ilość szczegółów tej podróby była imponująca. Kiedy rozkroił dłoń, widział wyraźnie przekrojone, ścięgna i żyły. Ilość kości też jakby się zgadzała. Obrócił dłoń na drugą stronę. Miała długie paznokcie. Nieco za długie jak na jego gust. Czerwona farba jaka z nich poschodziła tu i ówdzie pod wpływem temperatury sugerowała jasno...
Nagle cichy dźwięk przy drzwiach całkowicie pochłonął jego uwagę. Znał go bardzo dobrze z rodzinnych stron. Był to odgłos odbezpieczanej broni.
Po pierwsze sorry Panowie za opóźnienie ale jak gracze znikają to i ja tracę ochotę. No ale jedziemy bo od jutra może się zwiększy frekwencja ponieważ wraca Dobro. To pozytywna wieść bo zła to macie w nadmiarze.
Akcja zatrzymana przed wejściem policji na kolację do kanibala Ervina. Nigdy by tam nie stali jakby się drużyna na własne życzenie nie stukała i nie tłukła.
* Gdyby deJong wpadł na pomysł użycia arkany przy gaszeniu to być może miałby "farta" i by coś znalazł a teraz już jest po jabłkach. Podpowiadam na drugi raz, że ta arkana jest na zasadzie przechylenia szczęścia przy losowych rzeczach a nawet wbrew fabule. Mag to jeden z niewielu systemów gdzie gracze naprawdę współtworzą scenariusz.
Akcja zatrzymana przed wejściem policji na kolację do kanibala Ervina. Nigdy by tam nie stali jakby się drużyna na własne życzenie nie stukała i nie tłukła.
* Gdyby deJong wpadł na pomysł użycia arkany przy gaszeniu to być może miałby "farta" i by coś znalazł a teraz już jest po jabłkach. Podpowiadam na drugi raz, że ta arkana jest na zasadzie przechylenia szczęścia przy losowych rzeczach a nawet wbrew fabule. Mag to jeden z niewielu systemów gdzie gracze naprawdę współtworzą scenariusz.