Kubańczyk strzelił trzy razy, desperacko pociągając za spust. W półmroku trawionego paniką klubu dźwięk wystrzałów wydał się jeszcze bardziej ogłuszający niż chwilę wcześniej. Przybysz w wojskowej kurtce dostał prosto w pierś, impet trafień odrzucił go w tył na framugę zewnętrznych drzwi, ale bynajmniej nie powalił na podłogę. Na przedziurawionej kulami kurtce nie pojawiła się żadna plama krwi, chociaż Clarens pewien był, że człowiek w czapce powinien zginąć.
- Jezu, następny borg - wykrztusił zdjęty nagłą trwogą medyk, który w międzyczasie zdążył przypaść na kolana przy postrzelonej dziewczynie - Gonzo, on może być od Kobry! Znaleźli nas, kurwa mać!
Odzyskawszy równowagę mężczyzna w czapce ruszył biegiem w stronę gangstera Voodoo, płynnym ruchem zgarniając z podłogi upuszczony przez drugiego napastnika nóż. Widząc to Kubańczyk skoczył w przeciwnym kierunku, pomiędzy kulących się wszędzie wokół klientów.
Biegł wprost na dwóch strzegących Mulan fikserów, wymachując bronią i wrzeszcząc coś niezrozumiale.