Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa
Bradley i Nicholas czekali w zniecierpliwieniu na Silvio i Richarda. Sytuacja stawała się powoli nieco nerwowa, gdyż minęło już ponad pół godziny od czasu w jakim mieli się tutaj spotkać. Co jakiś czas pod komisariat przyjeżdżał nowy radiowóz z kolejnymi, zalanymi obywatelami. Dwójka spokrewnionych szybko doszła do wniosku, że na komendzie w czasie karnawału sporo się dzieje. Policjanci z pewnością nie dostali wolnego z tej okazji. Większość jednak została oddelegowana na ulice, a w samym budynku przebywało teraz niewielu mundurowych. Światło paliło się tylko w głównym wejściu oraz w pokojach na parterze. Pozostałe okna były ciemne, co niewątpliwie sprzyjało całej misji.
Spóźnialscy pojawili się po czterdziestu minutach. Richard i Silvio przyjechali razem, Chevroletem należącym do Toreadora. Oczywiście zaparkowali w bezpiecznej odległości, by nie przyciągać zbędnej uwagi. Gdy cała czwórka spotkała się ponownie, Richard wytłumaczył spóźnienie problemem podczas podróży. Wyjaśnił, że ktoś ich śledził i nie dawał za wygraną, jednak Silvio okazał się lepszym kierowcą i dzięki znajomości miasta, udało mu się zgubić motocyklistę. Kilka minut rozmowy wystarczyło, by wszystko sobie wyjaśnić, a następnie skupić się na realizacji planu wejścia na komendę.
Byli gotowi. Bradley wyglądał dokładnie tak jak komendant, nawet mówił takim samym głosem stojąc z lekko przygarbioną głową. Wizerunek obu sprawdzili kamerą jaką Ventrue kupił poprzedniej nocy. Gdy Richard Pennington pojawił się na schodach, koteria natychmiast przerwała konwersacje, przyglądając się mu uważnie. Szef policji udał się na parking, a następnie wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Dla pewności odczekali jeszcze kwadrans, życzyli sobie wzajemnie powodzenia, a następnie Nosferatu i Toreador udali się na komendę. Ventrue i Tremere pozostali w najlepszym miejscu do obserwacji budynku. W każdym momencie mogli wykonać telefon by ostrzec towarzysza lub przekazać mu ważne informacje. To dawało im więcej pewności w działaniu i budowało podstawy współpracy. Wiedzieli, że zdani są teraz tylko na siebie.
Zaraz po wejściu na komendę Nosferatu przeszedł bez słowa, kierując się prosto do drzwi prowadzących do strefy dostępnej tylko dla policjantów. Na ławce tuż obok siedział człowiek z opuchniętą twarzą i widocznymi zadrapaniami. Po drugiej stronie znajdował się długi korytarz, na ścianach którego widoczne były stalowe drzwi do cel. Kainici szybko zorientowali się, że to nie jest do końca zwykły komisariat. Gdy Bradley wysunął rękę w kierunku klamki, usłyszeli dźwięk zwolnienia blokady zamka. Siedzący w punkcie przyjęć policjant bez słowa wcisnął przycisk, widząc twarz swojego przełożonego. Szczur otworzył drzwi, po czym wszedł do środka, a za nim Degenerat udający jednego z zwykłych policjantów. Zanim wyszli z pomieszczenia, Silvio usłyszał od faceta siedzącego na ławce:
- Nie przejmuj się tym starym chwastem. Miasto wie, że to pizda... - po czym uśmiechnął się pokazując tym samym, brak dwóch wybitych tej nocy zębów.
Nosferatu nie miał czasu odpowiedzieć, skupiony na odgrywaniu roli Richarda Penningtona oraz nowy wizerunek Silvio. Zaczęli szukać zejścia do piwnic, co okazało się być dość trudnym zadaniem. Nosferatu jednak poradził z nim sobie bezbłędnie. Poprzedniej nocy zdążył przestudiować podstawowe informacje dotyczące terenu w jakim się poruszali. Widział mniej więcej gdzie powinny znajdować się schody w dół. Przez kilka minut krążyli po pomalowanych seledynową farbą korytarzach, aż w końcu dotarli pod wzmocnione drzwi. Bradley natychmiast począł grzebać przy zamku. Wystarczyła zaledwie chwila i przejście było otwarte. Ujrzeli szerokie i długie kręcące się spiralnie schody w dół, widoczne dzięki zimnemu światłu świetlówek wiszących pod sufitem. Gdy zamknęli za sobą drzwi, okazało się że były dobrze wygłuszone. Znajdowali się w całkowitej ciszy.
Na dole znajdowało się główne biuro N.O.S.T.F, składające się z wielu pokoi podłączonych do systemu wentylacji. Przez szybę znajdującą się w każdym z drzwi spostrzegli, iż tylko w jednym pali się światło. Na końcu szerokiego korytarza, znajdowało się wejście z napisem Carter. Postanowili nie wydawać żadnych dźwięków i najciszej dostać się do pokoju Cartera. Gdy byli wewnątrz, Silvio zajął się segregatorami, a Bradley włączył komputer.
[center]***[/center]
W tym czasie Nicholas i Richard patrzyli się na każdy fragment otoczenia, aby jak najwcześniej wykryć źródła ewentualnych zagrożeń. Nocny wiatr niósł z oddali rytm muzyki i okrzyki ludzi, stanowiące tętno karnawału. Przez następne minuty nic nadzwyczajnego się nie działo, lecz to nie uspokoiło czujności Richarda i Nicholasa.
Richard spojrzał na swojego rolexa, uświadamiając sobie że kompani są tam już dobre pół godziny. Dał znak Czarodziejowi, który odpowiedział prostym gestem mówiącym, że należy czekać. Kolejny radiowóz wjechał na parking, tylko tym razem policja przywiozła bardziej agresywnego mężczyznę. Facet miał długie rozwiane czarne włosy, podartą czarną koszulkę oraz brudne od krwi dziurawe na kolanach jeansy. Pomimo faktu że miał za plecami spięte kajdankami ręce, potrafił doskonale balansować ciałem, poruszając się na nogach. Dwóch policjantów wyciągnęło pałki i po chwili na parkingu rozpoczęła się walka, która przyciągnęła uwagę Richarda i Nicholasa.
Kilka sekund później zobaczyli radiowóz, który wyjechał nagle zza budynku o który się opierali. Nieoczekiwanie auto skręciło w ich stronę i zatrzymało się tuż przed nimi. Zaskoczeni Kainici ukryli się bardziej w ciemności, mając nadzieję, że nikt ich nie zauważył. Przez chwilę wydawało im się, że kierowca przygląda się bójce na parkingu policyjnym.
Szyba samochodu zaczęła opadać ukazując twarz mężczyzny w mundurze policyjnym. Nie widzieli jej dokładnie, ale wiedzieli że policjant jest sam. Po chwili usłyszeli głos:
- Który z was to Silvio Bertone?
Wracamy do gry. Co robicie panowie?