PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2016, 17:23

Walmart, druga noc śledztwa

Nicholas Bertrand rzadko miewał ochotę na śmiech. Od czasu do czasu zwykł się uśmiechać, zwykle kącikami ust, częściej ironicznie niż przyjaźnie, teraz jednak raz wyraz skrajnego niesmaku wymalowany na twarzy Toreadora wywołał u Tremere potrzebę szczerego roześmiania się. Stłumiwszy parsknięcie dłonią Czarodziej przybrał przepraszającą minę, spoważniał w jednej chwili przypominając sobie o priorytetach spotkania. Sarkastyczne docinki pod adresem Bertone miały swój urok podobnie jak uszczypliwości przeznaczone dla Szczura, ale aktualna sytuacja Tremere nie nastrajała go zbyt życzliwie do świata.

- Zasadzka w moim mieszkaniu - powiedział ściszając głos i bawiąc się dla niepoznaki częściowo opróżnioną puszką coli - Improwizowany ładunek wybuchowy. Jak już wspomniałem Bradleyowi, amatorszczyzna, ale niebezpieczna w konsekwencjach. Policja zabezpieczyła cały budynek, śledztwo potrwa co najmniej kilka dni. Będę potrzebował trochę czasu, by pociągnąć za sznurki w urzędach i załatwić zgodę na ponowne ciche zasiedlenie.

- Rozumiem, że chciałbyś nas poprosić o tymczasowe schronienie? - Silvio naciągnął kapelusz jeszcze niżej na twarz, ale Nicholas i tak zdołał dostrzec wieloznaczny błysk jego szklistych oczu.

- Absolutnie nie - zaznaczył czym prędzej Tremere - Mam wiele alternatywnych możliwości. Ściągnąłem was tutaj w ramach ostrzeżenia. Nie mam w tym mieście nieprzyjaciół zdeterminowanych dość mocno, by posunęli się do takiego czynu. To znaczy, że ładunek podłożyli poplecznicy Doriana. Nasz przeciwnik musi już wiedzieć o istnieniu koterii i rozpoczął przeciwdziałania. Według mnie to tylko ostrzeżenie. Od jakiegoś czasu znikają tu Spokrewnieni, więc Carter musi być niebezpiecznym łowcą. Podejrzewam, że to jego robota. Jeśli tak, ma dość doświadczenia i środków, by trwale zlikwidować Spokrewnionego. Potraktował mnie pobłażliwie, więc jak już rzekłem, to raczej forma ostrzeżenia.

Bertrand upił z puszki coli, rozejrzał się pozornie bez zainteresowania po wnętrzu jadłodajni.

- Może być tak, że Carter prowadzi kampanię wymierzoną wprost w Marcela - wyjawił po krótkiej chwili milczenia - Byłby szaleńcem, gdyby chciał zmierzyć się z całą orleańską Camarillą. A Marcel musi wiedzieć jakie są motywy Doriana i Cartera i chyba nie chce tej wiedzy upublicznić. Jeśli mam rację, to by tłumaczyło ten sfuszerowany zamach. Ktoś dał nam znać, żebyśmy się trzymali z dala od tej sprawy i nie wtrącali w konfrontację. Ktoś najwyraźniej nas monitoruje, przynajmniej mnie. A jeśli mnie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa również was. Nie spotkały was dzisiaj żadne nieprzyjemności?
Wymieńmy się uwagami i spostrzeżeniami. Nicholas będzie chciał przespać dzień w siedzibie orleańskiej Piramidy. Jak rozumiem, najbliższej nocy bierzemy się za komisariat, tak? I jak generalnie ma się sprawa z sesją, bo akcja bardzo mocno stanęła. Czy to jakaś dłuższa przerwa czy tylko tymczasowa? (pytam, bo od weekendu wyjeżdżam na dwutygodiowy urlop, a nie chciałbym pod swą nieobecność zostać zakołkowany za lagi).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 lipca 2016, 18:15

Nowy Orlean, Walmart; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa

Nim kobieta zdążyła zareagować na uszczypliwy komentarz Nicholasa, do McDonalda wkroczył, niczym agent z taniej powieści, zdegustowany Silvio, któremu aby nie rzucać się w oczy brakowało jedynie egzemplarza USA Today z wyciętymi dziurami do obserwacji.

- Na litość, kobieto, nie mogłabyś być choć odrobinę o siebie zadbać? - rzekł, przysiadając się do dwóch pozostałych kainitów.

Kubanka patrzyła z rozdziawioną gębą na nowego przybysza nim cicho syknęła:

-puta madre jaki gentleman, ale gładki wobec dam... Wyszedł cham ze wsi, ubrał się w garnitur, ale wiocha w chamie pozostała.

Znów otarła pot z czoła i głośno beknęła. Zastanawiało ją jedno, czy będzie rzygać tylko facet w nowych ciuchach, czy też nowy przybysz, który gadał przez duże Ę i Ą.

Nick będzie musiał, wcześniej czy później, ale raczej wcześniej wyrzucić z siebie zawartość fastfooda. Jedynie nieliczni spokrewnieni potrafili obyć się bez torsji wystarczająco długo aby nie wzbudzać podejrzeń. Silvio natomiast? Może byłaby to zagadka, gdyby nie był degenrackiej krwi, ale Kubanka była w stanie od razu wyczytać z twarzy Toreadora mieszankę odrazy i zdegustowania spowodowanej wrażeniami wizualno, zapachowo, estetycznymi.

- Co się dokładnie stało, drodzy... Państwo?

-Jak to co?! - wyrzuciła z siebie oburzona, żywo gestykulując - Zmajstrował mi brzuch! To nie mój fagas, żebym się nim przejmowała, ale dolara nie odpuszcze! Nie wywinie się od alimentów mecenasie!

Uśmiechnęła się uroczo do "mecenasa", obnażając popsute zęby. Potem kaszlnęła astmatcznie i przez chwilę łapczywie łapała oddech. Nick wyjaśnił szybko co się stało. Kubanka chwili dodała ale na tyle cicho, żeby nie zostać usłyszana przez pracowników:

-Zwijajmy się stąd. Dla bezpieczeństwa trochę potem pokombinuję z waszym wyglądem...
Wciąż nie znam wyników obserwacji. Na razie zakładam, że mój BG nie spostrzegł niczego niepokojącego. Jeśli jednak MG uzna, że Nick jest obserwowany lub Brad był śledzony, to chciałbym sobe zadtrzec prawo do bardziej powściągliwego zachowania Kubanki;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2016, 22:31

Wydaje mi się, że Walmart jest w miarę bezpiecznym dla nas miejscem, bo tutaj mogą się kręcić tylko wampirzy degeneraci, ale jeśli koledzy chcą zmienić miejsce rozmowy, nie mam nic przeciwko. Ciekawi mnie natomiast, z którymi moimi przemyśleniami się zgadzacie, a których nie kupujecie.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 17 lipca 2016, 21:39

[center]Nowy Orlean, Walmart; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa[/center]

- Puta madre jaki gentleman, ale gładki wobec dam... Wyszedł cham ze wsi, ubrał się w garnitur, ale wiocha w chamie pozostała. - Ta wypowiedź na moment zbiła Toreadora z tropu, nie na tyle jednak, by zapomniał on całkowicie języka w gębie.

- Bardzo szanowną panią PRZEPRASZAM, - zaakceptował kainita, ciągnąć dalej ten teatrzyk - ale o ile mi wiadomo, to stwierdzenie faktu pozostaje faktem. Jeśli jednak czuje się pani urażona moim zachowaniem, to proszę pozwolić, że się zrehabilituję: czy powiększony zestaw Double Quarterpounder z serem wystarczy, milady? - rzekł puszczając oczko Szczurowi z pewnym rozbawieniem. Wiedział, co się stanie, jeśli Nosferatu przyjmie jego propozycję i ta bawiła go jeszcze bardziej. Nie czekając jednak na odpowiedź zapytał:

- Co się dokładnie stało, drodzy... Państwo?

-Jak to co?! - wyrzuciła z siebie oburzona, żywo gestykulując - Zmajstrował mi brzuch! To nie mój fagas, żebym się nim przejmowała, ale dolara nie odpuszczę! Nie wywinie się od alimentów mecenasie!

Oho, roli mecenasa jeszcze nie odgrywał w żadnej ze swych sztuk, jednak zainteresowała go ta propozycja. Siadając do stołu rzucił:

- No dobrze, proszę mi w takim razie opowiedzieć wszystko od początku do końca i ze szczegółami! I proszę się nie martwić, obowiązuje mnie przecież tajemnica zawodowa.

Po czym wysłuchał relacji Bertranda z niepokojem. Perspektywa bycia obserwowanym we własnym domu nie napawała go zbytnim optymizmem i było to bardzo delikatne ujęcie tematu... Poza tym nie znał się na śledzeniu i innych kryminalnych sprawach, co stawiało go w tym momencie w bardzo niekorzystnym świetle w porównaniu do reszty tymczasowej koterii. W związku z czym postanowił skupić się na słuchaniu. Propozycja zmiany miejsca sprawiła, że zaczął się jeszcze bardziej obawiać, więc zapytał szeptem, by nie zwrócić uwagi postronnych osób:

- Czy to znaczy, że ktoś nas w tym momencie śledzi?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 lipca 2016, 21:30

Panowie, wciąż ciekawi mnie Wasza opinia na temat spostrzeżeń Nicholasa. Po drugie, gdzie chcecie się przenieść, żeby pogadać na spokojnie (ja sam chętnie zostałbym w Walmarcie). Po trzecie, drogi Mistrzu, czy możemy liczyć na kontynuację tej sesji? Dla mnie osobiście to pierwsza przygoda w Świecie Mroku i chociaż dopiero raczkuję, coraz bardziej mi się ten setting podoba. Chętnie dotrwałbym do finału, jeśli Mistrz wciąż gotowy, by się z nami użerać.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lipca 2016, 23:57

Nowy Orlean, Walmart; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa

Bradley słuchał uważnie słów Tremre'a, kalkulująć ile prawdy mogą skrywać jego słowa:

- Może być tak, że Carter prowadzi kampanię wymierzoną wprost w Marcela. Byłby szaleńcem, gdyby chciał zmierzyć się z całą orleańską Camarillą. A Marcel musi wiedzieć jakie są motywy Doriana i Cartera i chyba nie chce tej wiedzy upublicznić. Jeśli mam rację, to by tłumaczyło ten sfuszerowany zamach. Ktoś dał nam znać, żebyśmy się trzymali z dala od tej sprawy i nie wtrącali w konfrontację. Ktoś najwyraźniej nas monitoruje, przynajmniej mnie. A jeśli mnie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa również was. Nie spotkały was dzisiaj żadne nieprzyjemności?

Pewnym było, że byli na celowniku Cartera już wcześniej, albo przynajmniej część z nich, bo Westwood nie wierzył w to, że ich przypadkowe spotkanie w zaułku przed klubem zostało zaaranżowane. Z resztą jego, póki co nie spotkały żadne nieprzyjemności, żadne granaty w drzwiach, czy zasadzki. Był pewien, że atak przed Żądłem nie był skierowany w niego. Pamiętał wyraźnie, że napastnicy wyraźnie zaatakowali jedynie dwójkę z nich: Richarda i Silvio. Nicholas i Bradley nie zdawali się być w kręgu zainteresowania pary porywaczy. Oczywiście nie stanowiło problemu późniejsze powiązanie Bertranda ze sprawą. Westwooda kryła maska tysiąca twarzy i murzyn w niczym nie przypominał groteskowego nosferatu, a Tremere, cóż wyglądał jak wyglądał, łatwo było go skojarzyć. A jeśli nawet powiązano Westwooda z resztą kainitów od razu, to jego schornienie nie było tak łatwo dostępne jak mieszkanie Tremere'a, czyniąc z Nicka cel dużo łatwiejszy dla siepaczy Cartera.

Jedno nie ulegało wątpliwości. Carter wiedział dużo. Namierzyć schronienia Kainitów nie było bardzo prosto, chyba że Czarodziej wykazywał się dalece posuniętą nieostrożnością, lub Carter, dzięki wpływom Doriana miał w kieszeni lokalnych Szczurów. Ale skoro wiedział tak dużo, czemu zdecydował się na porwanie w miejscu publicznym, mógł spokojnie wpaść za dnia do schornień interesujących go spokrewnionych, w tym przypadku Degenerata i Arystokraty, niż ryzykować nieudaną akcję w nocy. Chyba że takie było zamierzenie, dać znak Księciu, że coś się dzieje, że jego podwładni nie są bezpieczni...

Czyżby były władca Orleanu wracał do gry i znów starał się o swój stołek? Ewidentne zagrożenie dla społeczności mogło by podkopać wizerunek Marcela. Ale czy wystarczająco, żeby wykopać go ze stanowiska? To były tylko spekulacje. Westwood nie wiedział (JESZCZE) kim był Dorian, w jakich okolicznościach przestał być księciem...

Kubanka rozchyliła ordynarnie uda rozsiadając się wygodniej na krzesełku, po czym wymownie patrząc się w zestaw jaki wcześniej sobie zamówiła dała do zrozumienia Mecenasowi, że już nie potrzebuje więcej paszy, bo sama się o nią zatroszczyłą (i zarobiła). Cicho podzieliła się swoimi spekulacjami z kainitami.
Generlanie przekazuje swoje spostrzeżenia z powyższych akapitów, oczywiście tak aby nie zostać dosłyszanym przez postronnych. Proszę wziąść pod uwagę, że wciąż gramy bez MG i być może teraz jako gracz nie wiem wszystkiego (np czy Bertrand był śledzony, albo sam Westwood), co może zmienić nieco punkt widzenia nosfera.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 września 2016, 22:19

Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Krople deszczówki powoli kapały z rynny nieopodal. Było chłodno, ale przynajmniej deszcz przestał już siąpić. Nie to, żeby stojącej w mroku osobie warunki pogodowe sprawiały większą różnicę, ale kto lubił być przemoczony do suchej nitki.

Westwood stał w cieniu, spokojny tego, że nikt niepowołany nie dostrzeże jego obecności. Czekał na swoich nowych "przyjaciół". Starał się nie myśleć zbyt wiele o czekającym go, być może niebezpiecznym zadaniu. Skupił się na wydarzeniach ostatniej nocy i mimowolnie uśmiechnął się w mroku, przypominając sobie z jakim obrzydzeniem Silvio uciekał z lakierkami, kiedy Nick puścił pawia zaraz po tym jak opuścili Maca. Bradley tylko poklepał targającego się od torsji Tremera pytając retorycznie, czy hamburger nie smakował.

Cóż, takie były drobne niedogodności bycia zimnym trupem. Nawet "black pudding" nie był na liście potraw kainitów. Vitae, tylko ciepła, rozkoszująca niczym usta wprawnego kochanka Vitae...

Przynajmniej nikt nie mógł poznać się, kto rzyga w zaułku. Nosferatu korzystając z odpowiedniej chwili, zmienił wygląd koterii na kilku kreoli z marginesu, pasujących do ponurego obrazu podupadającego Malwarta i zaniedbanej okolicy. Nawet jeśli ktoś widział rzygającego Nicka, to zapamiętał tylko ciemnoskórego typa w kraciastej koszuli i dżinsach i podobnych do niego ziomków. Jeden wycofywał się w pośpiechu, jakby jego stare sandały były zbyt cenne by zostać obrzygane. Drugi klepał kumpla po plecach śmiejąc się. Scena jakie można było mnożyć w nieskończoność w podobnych do tego miejscach.

Pomijając otoczkę, spotkanie w McDonaldzie było dla Bradleya bardzo owocne. Choć nikt ich nie śledził, uzmysłowiło szczurowi, że są w realnym niebezpieczeństwie. Zamach na Nicka był tego dowodem. Co najważniejsze Nosferatu wyciągnął wiele informacji z meetingu. Zdobył od Degenerata tak ważne taśmy video z komisarzem, których późniejsza gruntowna analiza mogła wydatnie wpłynąć na sukces misji jakiej się podjął.

Teraz w głowie Westwooda kołatało bardzo ważne pytanie. Czy lepiej było iść samemu na komendę, czy w parze, trio czy może w kwartecie? Od strony technicznej misja solo była najłatwiejsza. Bradley nie musiałby sobie zaprzątać głowy skupiając się na aspektach utrzymania Maskę Tysiąca Twarzy na współtowarzyszach. Upstrzony kamerami posterunek mógł być śmiertelną pułapką, jeśli ktoś niepowołany dostrzegłby, że po korytarzach spaceruje wampir. O siebie się nie bał. Wiedział z autopsji, że jego moc Niewidzialności działa innaczej od swoich pobratymców, pozwalając oszukać nawet taśmy video. Potrafił utrzymać moc na sobie niemal w każdych warunkach, ale każda dodatkowa osoba zwiększała ryzyko. Nawet przypadkowe oddalenie mogło zrzucić maskę, a wtedy taki kainita zostałby na łasce urządzeń nagrywających. Inną sprawą było, że Szczur był psem i wiedział jak się zachować, ale czy mógł być pewny innych, którzy taką wiedze mogli mieć z Miami Vice?

Z drugiej strony, jak to mawiali, co dwie głowy to nie jedna i ktoś w teamie mógł przynieść nieocenione usługi. Nosferatu zaczynał skłaniać się ku opcji wejścia z jednym z wampirów. Pozostała dwójka mogła zostać na zewnątrz w odwodzie. Ale z którym?

W kieszeni miał jednak na wszelki wypadek cztery pary chirurgicznych rękawiczek. Może i potrafił oszukać oczy ludzi i kamer, ale moc była tylko sztuczką na umysłach i linie papilarne pozostawały niezmienne. Dlatego Bradley powaziął wszelakie środki ostrożności. Umył się by przypadkiem nie emanować jako komisarz policji podejrzanym smrodem kanałów, miał rękawiczki, kilka narzędzi, gdyby musiał sforsować jakieś zabezpieczenia i laptopa.

Pozostawało tylko czekać na resztę kainitów. Poprosił wczoraj aby ktoś skołował kamerę video. Nie mogło być najmniejszej wtopy. Kiedy Bradley z kimś przybiorą inne tożsamości, nie mógł pozostawić ślepemu losowi, że na nagraniach nie wyjdą tak jak należy. Sam już wcześniej zajrzał na komendę i pod pozorem mało istotnej rozmowy sprawdził kim jest policjant na recepcji.
OK, zakładam, że mam alterego dla wampira który będzie towarzyszył Bradleyowi w wycieczce na komendę. Pytanie, kto chce isć ze szczurem i dlaczego będzie przydatny. Jacyś ochotnicy? Na mój gust ktoś musi zostać na zewnątrz w razie W, np zadzwonić do nas żeby powiedzieć, że wraca prawdziwy komendamnt :o. Zabrałbym wszystkich, ale to będzie dużo trudniejsze. Poza tym nie będziemy mogli się rozdzielać itp. Zbyt duże ryzyko, że nawet przypadkiem ktoś zagapi się, zostanie w tyle i nagle na kamerach wyjdzie, że to nie pan policjant to jakiś dziwny typ.

Zakładam też, że ostatniej nocy Westwood poprosił (zapewne drużynowego sponsora;)) o kamerę video. Przed wejściem jak już zostanie przywdziana MTT, to nagramy się, żeby sprawdzić, że wszystko jest ok (tzn nagarały się iluzyjne maski, a nie prawdziwe oblicza kaintów)
Ostatnio zmieniony 16 września 2016, 21:41 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 września 2016, 22:06

Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Bradley zaczynał się już trochę niepokoić. Fakt, że zjawił się tu zaraz po zmroku i nie miał zbyt wygórowanych oczekiwań co do pośpiechu z jakim zjawi się tu reszta koterii, ale z każdą chwilą zwiększała się szansa, że zaraz wyjdzie z budynku komendant. A Westwood chciał, żeby ktoś oprócz niego widział jak wygląda, żeby móc zweryfikować potem efekty Maski Tysiąca Twarzy.

Fuck me... Chociaż degenerat mógłby się zjawić przed wyjściem "szeryfa". Taki pedant to dostrzegłby, że krawat ma inny wzorek. Założe się, że nawet skarpetki musi mieć wyprasowane w kancik... - pomyślał Bradley, wcale nie mając w tej sytuacji za wadę perfekcjonizmu nieumarłego. Prawde powiedzawszy najbardziej w tej kwestii liczył na Toreadora, ale jak się nie miało co się lubiło, to trzeba było działąć z tym co się miało. Choć w zasadzie nie miało się niczego. Ani Degenerat, Arystokrata, ani Czarodziej nie zaszczycili jeszcze swoimi wielkopańskimi dupami przytulnego zaułka, jaki wybrał na miejsce zbiórki Bradley. Ok, może nie był zbyt przytulny, ale nie śmierdziało tu zbytnio kocimi szczynami,a przede wszystkim rozpościerał się stąd dobry widok na wyjście z komendy.

Był gotów działać w pojedynkę, jeśli koteria wystawi go do wiatru. Napewno zatrzymywały ich ważne sprawy: Silvio prasował przygniecioną skarpetę, Nick pewnie ciął się zrozpaczony, że nie udało mu się zginąć ostatniej nocy, a Richard zajęty był onanizowaniem się pod zwyżkujące wykresy FTSE100 i Dow Jones. Profesjonaliści w każdym calu, każdy śiwetny w swoim fachu.

Normalnie pewnie nie przejmowałby się wcale, zacząłby akcję jutro, za tydzień, rok, wiek... Był nieumarły. Miał wieczność na wszystko. Ale w tej sprawie, Książę Orleanu dał im bardzo konkrettny limit czasowy. I tego czasu nie mieli zbyt wiele...
Taki post, żeby nie było, że czas stanął w Orleanie...;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 września 2016, 14:08

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

Nicholas nie potrafił wyzbyć się wrażenia irytacji i rozdrażnienia, które nie opuszczało go od chwili opuszczenia tymczasowej kryjówki. Rezydentura Piramidy w Nowym Orleanie stała otworem dla wszystkich członków Rodziny, ale konieczność wykorzystania jej jako schronienia stanowiła pewnego rodzaju upokorzenie. Wampir nie potrafiący ustrzec swego własnego siedliska tracił na poważaniu reszty nieumarłej społeczności, a Bertrand nie wątpił, że większość Tremere w mieście wiedziała już o wybuchu w mieszkaniu Nicka. Wieści szybko się rozchodziły, nie tylko za pośrednictwem siatki wampirzych informatorów - Tremere mogli ślęczeć bez końca nad starymi księgami i stołami w alchemicznych laboratoriach, ale nawet oni od czasu do czasu oglądali telewizyjne wiadomości.

Opuszczający siedzibę Piramidy Nick nie mógł nie zauważyć wieloznacznych spojrzeń, jakimi odprowadzali go inni członkowie kongregacji, dopiero zmierzający ku wejściu rezydentury.

Powodzenie misji zleconej koterii przez Księcia stało się nagle jeszcze istotniejsze dla przyszłości Bertranda, ono bowiem miało zaważyć na dalszej pozycji młodego Tremere w mieście.
Czyżby długa przerwa w wątku miała się skończyć? Fajnie by było powrócić do regularnej gry! Nicholas udaje się na spotkanie z resztą koterii we wzmiankowanym przez 8ARTa zaułku.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 października 2016, 13:58

Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Wpatrzony w drzwi komisariatu Bradley zamyslił się chwilę. Sekundy dłużyły się mu niemiłosiernie jakby stał w zimnej mżawce od od co najmniej sześciu tygodni. Świadomość nużącego wyczekiwania na chwilę, gdy wprawiona w ruch tajemniczą ręką demiurga zjawi się tu koteria, a potem z komendy wyjdzie jej szef zaczynała niepokoić Nosferatu. Ależ chciałby mieć samemu taką siłę sprawczą i móc przyśpieszyć bieg zdarzeń kilkoma kliknięciami w klawiaturę spoczywającego w torbie laptopa. Czuł się jakby nie był sobą, tylko istniał w wirtualnej rzeczywistości, która właśnie zaliczyła krytyczną zawiechę na wiele tygodni...

Kot który wystraszył się nagle stojącego spokojnie w zaułku nieśmiertelnego prychnął i uciekł między śmietniki wyrywając Bradleya z zamyślenia. Westwood rozejrzał się podejrzliwie wokół cicho szepcząc do siebie:

- Fuck. Jakieś leny zaczynam mieć dziwne. - fakt wypowiedziany do siebie zaniepokoił Spokrewnionego, bo pozornie nic nie znaczące słowa niosły daleko idące konotacje. Może te dziwne przemyslenia nie były tylko wymysłem znudzonego Szczura, lecz ktoś zaszczepił je podstępnie w głowie Bradleya:

- Kurwa jakby mi jakiś Świr w glowie mieszał Demencją... - szepnął drugi raz. Rodziło to setki pytań: jak Malkavianie mogli być w to zamieszani, po co? Po czyjej stali stronie?

Nie wiedział czy to tylko jego chora wyobraźnia, czy coś co się działo naprawdę, ale Westwood postanowił się wziąść w garść i skupić na robocie.
Czy my jeszcze gramy w NObN czy to już straszliwy koniec tej fajnej sesji?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 października 2016, 17:11

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

Pogrążony w głębokiej zadumie Nicholas drgnął mimowolnie, kiedy z pobliskiego zaułka wyprysnął bez ostrzeżenia jakiś bezdomny kot. Przestraszone zwierzę wygięło się na widok Bertranda w komiczny sposób, zasyczało wściekle i czmychnęło w otchłań uchylonego piwnicznego okienka na podobieństwo miniaturowej żywej rakiety.

Wysuwające się odruchowo zalążki wampirzych kłów zniknęły w ułamku chwili pośród zwyczajnych zębów Tremera. Wiedziony przeczuciem kainita przystanął u wylotu mrocznego zaułka, skinął głową do siebie samego widząc tkwiącą opodal samotną postać.

- Nie dzwonili? - spytał półgłosem podchodząc do Westwooda. Zamiar zachowania dyskrecji był w zasadzie zbyteczną ostrożnością, bo jeśli Nosferat okupował zaułek, to z pewnością nie było w nim żadnych niepożądanych świadków w postaci bezdomnych, ale Nicholas wolał dmuchać na zimne.
Bertrand dołączył do Westwooda i razem wyczekują niecierpliwie reaktywacji!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 listopada 2016, 14:15

Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Pojawienie się Bertranda w zaułku przyniosło wyraźną ulgę Westwoodowi. Teraz przynajmniej nie musiał działać kompletnie osamotniony. W razie niespodziewanego wypadku miał backup w postaci Tremera na zewnątrz. Może nie było to wsparcie jakiego idealnie zażyczłby sobie Nosfer, ale pewno lepsze niż szaleńczo wręcz odważny Silvio lub nie nadający się do niczego innego jak sponsoring Richard.

Nie dzwonili? - zapytał Nick.

- Zesrali się na rzadko póki co... - stwierdził z przekąsem Szczur: - Ale przynajmniej komisarz NOPD wciąż jeszcze siedzi w biurze, więc mamy trochę czasu.

Bradley podniósł jedną brew i uważnie przyjrzał się Czarodziejowi. Wczorajszy wypadek na kwadracie Bertranda wpędził Westwooda w niemałą konsternację i wzmożył bardzo czujność kainity. Choć wszystkie znane mu przesłanki mówiły póki co, że sam jest bezpieczny, to niebezpieczeństwo mogło bardzo szybko zawisnąć także nad głową Bradleya. Wampir kiwnął do Nicka:

- Stań w cieniu. Zamaskuje nas nieco. Nikt cię nie śledził?
Okrywam nas Płaszczem Cienia, cobyśmy się ewentualnym menelom zbytnio w oczy nie rzucali. Gramy jeszcze?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 lutego 2017, 13:04

Nowy Orlean, Zaułek w pobliżu Komendy Policji; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Bradley i Nicholas czekali w zniecierpliwieniu na Silvio i Richarda. Sytuacja stawała się powoli nieco nerwowa, gdyż minęło już ponad pół godziny od czasu w jakim mieli się tutaj spotkać. Co jakiś czas pod komisariat przyjeżdżał nowy radiowóz z kolejnymi, zalanymi obywatelami. Dwójka spokrewnionych szybko doszła do wniosku, że na komendzie w czasie karnawału sporo się dzieje. Policjanci z pewnością nie dostali wolnego z tej okazji. Większość jednak została oddelegowana na ulice, a w samym budynku przebywało teraz niewielu mundurowych. Światło paliło się tylko w głównym wejściu oraz w pokojach na parterze. Pozostałe okna były ciemne, co niewątpliwie sprzyjało całej misji.

Spóźnialscy pojawili się po czterdziestu minutach. Richard i Silvio przyjechali razem, Chevroletem należącym do Toreadora. Oczywiście zaparkowali w bezpiecznej odległości, by nie przyciągać zbędnej uwagi. Gdy cała czwórka spotkała się ponownie, Richard wytłumaczył spóźnienie problemem podczas podróży. Wyjaśnił, że ktoś ich śledził i nie dawał za wygraną, jednak Silvio okazał się lepszym kierowcą i dzięki znajomości miasta, udało mu się zgubić motocyklistę. Kilka minut rozmowy wystarczyło, by wszystko sobie wyjaśnić, a następnie skupić się na realizacji planu wejścia na komendę.

Byli gotowi. Bradley wyglądał dokładnie tak jak komendant, nawet mówił takim samym głosem stojąc z lekko przygarbioną głową. Wizerunek obu sprawdzili kamerą jaką Ventrue kupił poprzedniej nocy. Gdy Richard Pennington pojawił się na schodach, koteria natychmiast przerwała konwersacje, przyglądając się mu uważnie. Szef policji udał się na parking, a następnie wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Dla pewności odczekali jeszcze kwadrans, życzyli sobie wzajemnie powodzenia, a następnie Nosferatu i Toreador udali się na komendę. Ventrue i Tremere pozostali w najlepszym miejscu do obserwacji budynku. W każdym momencie mogli wykonać telefon by ostrzec towarzysza lub przekazać mu ważne informacje. To dawało im więcej pewności w działaniu i budowało podstawy współpracy. Wiedzieli, że zdani są teraz tylko na siebie.

Zaraz po wejściu na komendę Nosferatu przeszedł bez słowa, kierując się prosto do drzwi prowadzących do strefy dostępnej tylko dla policjantów. Na ławce tuż obok siedział człowiek z opuchniętą twarzą i widocznymi zadrapaniami. Po drugiej stronie znajdował się długi korytarz, na ścianach którego widoczne były stalowe drzwi do cel. Kainici szybko zorientowali się, że to nie jest do końca zwykły komisariat. Gdy Bradley wysunął rękę w kierunku klamki, usłyszeli dźwięk zwolnienia blokady zamka. Siedzący w punkcie przyjęć policjant bez słowa wcisnął przycisk, widząc twarz swojego przełożonego. Szczur otworzył drzwi, po czym wszedł do środka, a za nim Degenerat udający jednego z zwykłych policjantów. Zanim wyszli z pomieszczenia, Silvio usłyszał od faceta siedzącego na ławce:

- Nie przejmuj się tym starym chwastem. Miasto wie, że to pizda... - po czym uśmiechnął się pokazując tym samym, brak dwóch wybitych tej nocy zębów.

Nosferatu nie miał czasu odpowiedzieć, skupiony na odgrywaniu roli Richarda Penningtona oraz nowy wizerunek Silvio. Zaczęli szukać zejścia do piwnic, co okazało się być dość trudnym zadaniem. Nosferatu jednak poradził z nim sobie bezbłędnie. Poprzedniej nocy zdążył przestudiować podstawowe informacje dotyczące terenu w jakim się poruszali. Widział mniej więcej gdzie powinny znajdować się schody w dół. Przez kilka minut krążyli po pomalowanych seledynową farbą korytarzach, aż w końcu dotarli pod wzmocnione drzwi. Bradley natychmiast począł grzebać przy zamku. Wystarczyła zaledwie chwila i przejście było otwarte. Ujrzeli szerokie i długie kręcące się spiralnie schody w dół, widoczne dzięki zimnemu światłu świetlówek wiszących pod sufitem. Gdy zamknęli za sobą drzwi, okazało się że były dobrze wygłuszone. Znajdowali się w całkowitej ciszy.

Na dole znajdowało się główne biuro N.O.S.T.F, składające się z wielu pokoi podłączonych do systemu wentylacji. Przez szybę znajdującą się w każdym z drzwi spostrzegli, iż tylko w jednym pali się światło. Na końcu szerokiego korytarza, znajdowało się wejście z napisem Carter. Postanowili nie wydawać żadnych dźwięków i najciszej dostać się do pokoju Cartera. Gdy byli wewnątrz, Silvio zajął się segregatorami, a Bradley włączył komputer.

[center]***[/center]
W tym czasie Nicholas i Richard patrzyli się na każdy fragment otoczenia, aby jak najwcześniej wykryć źródła ewentualnych zagrożeń. Nocny wiatr niósł z oddali rytm muzyki i okrzyki ludzi, stanowiące tętno karnawału. Przez następne minuty nic nadzwyczajnego się nie działo, lecz to nie uspokoiło czujności Richarda i Nicholasa.

Richard spojrzał na swojego rolexa, uświadamiając sobie że kompani są tam już dobre pół godziny. Dał znak Czarodziejowi, który odpowiedział prostym gestem mówiącym, że należy czekać. Kolejny radiowóz wjechał na parking, tylko tym razem policja przywiozła bardziej agresywnego mężczyznę. Facet miał długie rozwiane czarne włosy, podartą czarną koszulkę oraz brudne od krwi dziurawe na kolanach jeansy. Pomimo faktu że miał za plecami spięte kajdankami ręce, potrafił doskonale balansować ciałem, poruszając się na nogach. Dwóch policjantów wyciągnęło pałki i po chwili na parkingu rozpoczęła się walka, która przyciągnęła uwagę Richarda i Nicholasa.

Kilka sekund później zobaczyli radiowóz, który wyjechał nagle zza budynku o który się opierali. Nieoczekiwanie auto skręciło w ich stronę i zatrzymało się tuż przed nimi. Zaskoczeni Kainici ukryli się bardziej w ciemności, mając nadzieję, że nikt ich nie zauważył. Przez chwilę wydawało im się, że kierowca przygląda się bójce na parkingu policyjnym.

Szyba samochodu zaczęła opadać ukazując twarz mężczyzny w mundurze policyjnym. Nie widzieli jej dokładnie, ale wiedzieli że policjant jest sam. Po chwili usłyszeli głos:

- Który z was to Silvio Bertone?
Wracamy do gry. Co robicie panowie?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 lutego 2017, 17:50

Zaułek w pobliżu Komendy Policji; trzecia noc śledztwa

Nicholas przesunął się kilka kroków w stronę samochodu zarzucając zamiar wtopienia się w mrok nocy. Ktokolwiek siedział za kierownicą radiowozu, wiedział doskonale, gdzie kainitów szukać i jak przynajmniej jeden z nich się nazywał. Przez umysł Bertranda przemknął ciąg analitycznych rozważań, niosąc ze sobą względne uspokojenie. Wcześniejsza wzmianka o ogonie Silvia dała Tremere do myślenia, ale wszystko wskazywało na to, że policjant - bez wątpienia czyjś ghul - nie miał wobec koterii skrajnie wrogich intencji, w przeciwnym razie nie ryzykowałby tak otwartej konfrontacji, a raczej ubiegłby się do napaści z zasadzki.

- Uznaj, że obaj nim jesteśmy - oświadczył Nicholas próbując dojrzeć w mroku rysy twarzy funkcjonariusza - Jeśli chcesz mu coś przekazać, jesteśmy jego uszami. Mów.
Piszę z pracy, bez dojścia do podręcznika (zaraz okaże się również, że wciąż jestem wampirycznym noobem). Czy mogę w trakcie tej konwersacji stwierdzić za pomocą jakiegoś zmysłu, że mam do czynienia ze zwykłym człowiekiem, ghulem bądź krewniakiem?

OD MG:
Spoiler!
Masz Dyscyplinę Nadwrażliwość 2 Widzenie Aury. Rzut Percepcja + Empatia na ST:8. Już przy 1 sukcesie będziesz wiedział, czy to człowiek, Wampir, a może Wilkołak.

Uznaję że badasz to więc rzucam:

Wypadają 2 sukcesy. Facet w samochodzie ma bladą aurę koloru ciemnoniebieskiego. Blada aura oznacza, że to Wampir a ciemnoniebieski mówi Nicholasowi o tym, że policjant jest nieufny i podejrzliwy.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 lutego 2017, 22:10

Nowy Orlean, Gabinet Cartera w NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Palce Westwooda zaczęły z niesamowitą prędkością klikać po klawiaturze komputera, próbując dostać się do ukrytych na dysku twardym danych. Spojrzał tylko na grzebiąecego w segregatorach Degenerata. Miał nadzieję, że on i jego współpasażer naprawdę zdołali zgubić ogon, a nie tylko im się tak wydawało. Syknął do Silvio:

- Kolego, założyłeś rękawiczki które ci dałem? I nie rzucaj żadnych imion, takie miejsca mogą być na podsłuchu.

Skupił się znów na monitorze. Spodziewał się, że poziom zabezpieczeń może być wyższy od standardowych haseł na komputerach policyjnych. Jeśli Carter trzymał tu informacje o ich działalności, która wedle znanych im danych tyczyła się nadnaturali, to Westwood był pewien, że zadbano aby dane były bezpieczne dla postronnych. Zapewne zaszyfrowane na dyskach twardych. Ale nie takie tajemnice potrafił wydobyć Bradley z trzewi komputerów. Potrzebny był tylko czas. Szczur rozważał, że jeśli nie będzie sforsować zabezpieczeń, to zakosi twardy dysk i potem odpali go na wyizolowanej maszynie celem dalszej ekstracji. Wolał jednak tego uniknąc i pozostawić chociaż wrażenie, że nigdy nie doszło tu żadnego incydentu...
W poście 142 deklarowałęm, że mam 4 pary rękawiczek chirurgicznych. Staramy się uwinąć jak najszybciej ze wszystkim, zostawić wszystko we względnym porządku, potem spadamy. Czy w pokoju ze światłem ktoś jest? Szukam jakiegoś zdjęcia Cartera. W razie gdyby ktoś tu wpadł, to mógłbym zmienić swój wygląd na szefa NOSTF.

ODPOWIEDZ