Szczęściem Borlonowa zaczęła wracać do siebie po tym jak zaczęli się powoli kierować w stronę zaułków Chłopskiego Krocza. Przed sutenerą Milcarr był już niemal pewien, że nie będzie z nią tak źle. Dał jej jeszcze kilka złotych monet na odchodne, po czym powoli ruszył w stronę Kufla Bajarza, żebrząc po drodze. Chciał trochę rozpytać na dzielnicy o strzałki do dmuchawki, ale Eco miał jedyny egzemplarz, toteż nie przychodziło mu nic innego do głowy, jak udać się do miejsca spotkań. Miał nadzieję, że spotka tam kogoś z Surelian i będą mogli działąć dalej w tajemniczym śledztwie. Korciło go aby posmarować oczy święconą wodą, którą zdobył dla niego gwardzista, ale nie wiedział, kiedy może mu wpaść w ręcę kolejny flakonik, toteż trzymał buteleczkę na gorsze czasy.
PBF - Okna Duszy
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ślepak powiódł o świcie wciąż pogrążoną w rozpaczy wdowę po Borlonie do Wielkiego Gothmeda w Srebrnej Przystani. Rybak był właśnie tego wyznania. Kapłani wzięli ciało, aby o zmierzchu zgodnie z kanonami wiary oddać Borlona wodzie, a w przypadku Ostrogaru - jeziorze Dan - Ugar. Milcarr z niechęcią wysupłał z chudego trzosa trzy katanki i wręczył bez słowa młodemu akolicie, bo wdowa nie bardzo była kontaktowa. Rozumiał ją trochę Ślepak, bo przecie bez rybaka czekały ją i dziatwę ciężkie czasy, ale w garść się musiała zebrać szybko, bo choć Milcarr obiecał że jej pomoże, to nie miał zamiaru jej jak bezrozumnej po Ostrogarze prowadzać, a głupio mu było ją przed świątynią ku opamiętaniu oćwiczyć.
Szczęściem Borlonowa zaczęła wracać do siebie po tym jak zaczęli się powoli kierować w stronę zaułków Chłopskiego Krocza. Przed sutenerą Milcarr był już niemal pewien, że nie będzie z nią tak źle. Dał jej jeszcze kilka złotych monet na odchodne, po czym powoli ruszył w stronę Kufla Bajarza, żebrząc po drodze. Chciał trochę rozpytać na dzielnicy o strzałki do dmuchawki, ale Eco miał jedyny egzemplarz, toteż nie przychodziło mu nic innego do głowy, jak udać się do miejsca spotkań. Miał nadzieję, że spotka tam kogoś z Surelian i będą mogli działąć dalej w tajemniczym śledztwie. Korciło go aby posmarować oczy święconą wodą, którą zdobył dla niego gwardzista, ale nie wiedział, kiedy może mu wpaść w ręcę kolejny flakonik, toteż trzymał buteleczkę na gorsze czasy.
Szczęściem Borlonowa zaczęła wracać do siebie po tym jak zaczęli się powoli kierować w stronę zaułków Chłopskiego Krocza. Przed sutenerą Milcarr był już niemal pewien, że nie będzie z nią tak źle. Dał jej jeszcze kilka złotych monet na odchodne, po czym powoli ruszył w stronę Kufla Bajarza, żebrząc po drodze. Chciał trochę rozpytać na dzielnicy o strzałki do dmuchawki, ale Eco miał jedyny egzemplarz, toteż nie przychodziło mu nic innego do głowy, jak udać się do miejsca spotkań. Miał nadzieję, że spotka tam kogoś z Surelian i będą mogli działąć dalej w tajemniczym śledztwie. Korciło go aby posmarować oczy święconą wodą, którą zdobył dla niego gwardzista, ale nie wiedział, kiedy może mu wpaść w ręcę kolejny flakonik, toteż trzymał buteleczkę na gorsze czasy.
Ponieważ Milcarr w zasadzie nic nie robi, to uda się Kufla w oczekiwaniu na innych, no chyba, że będzie mijał po drodze pechowy zaułek...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
"Baryłka Piana"; 26 orakt-ran
Otlaf odczekał chwilę upewniając się, że utykający człowiek i jego towarzysze poszli w głąb wypełnionej gwarnym tłumkiem ulicy, po czym wyślizgnął się zza klatek z cuchnącymi niemiłosiernie grzywaczami i podszedł do pachołków z "Baryłki Piana". Dwaj młodzi mężczyźni - rosły półolbrzym trzymający po dwie beczułki pod pachami oraz irytujący urodziwy półelf - przerwali rozładunek wózka na widok stojącego przy nich mieszańca.
- Też kogoś szukasz? - spytał długowłosy półelf opierając stopę o postawioną na bruku beczułkę - Czy się zgubiłeś?
Otlaf uśmiechnął się porozumiewawczo, między palcami jego prawej dłoni zalśniła wsadzona tam wcześniej złota moneta.
- Nie zajmę wam wiele czasu, bo widzę, że ciężka wasza dola - oświadczył życzliwym tonem - A że skwar się dzisiaj z nieba leje, złoto na dzbanek zimnego piwa zawsze mile widziane.
- Czego chcesz za tę monetę? - burknął półolbrzym spoglądając na złodzieja nieco podejrzliwym wzrokiem - Jak mam komu kulasy połamać, to cena będzie dużo wyższa, pojmujesz?
- Wystarczy mi wiedzieć, o co was pytał ten kulawy, co poszedł dalej uliczką? Znam go dobrze, bo swego czasu wychędożyłem jego córkę, szpetną tak, że cała rodzina winna to uznać za wielką przysługę. Ale ten zawziął się i chyba wciąż mnie szuka po bazarach.
- Pytał, czy zachodzi do nas jakiś kupiec ze świtą, w której jest ślepiec z czarną opaską na oczach - odparł półelf - Ponoć miał z nim dobić targu na dostawę drewna, a ten się o coś obraził i nie chce zwrócić zaliczki. Może i jaki kupiec zachodzi, nam to nie wiedzieć, my na zapleczu robimy, a w składzie, nie na jadalnej sali.
- Nie opieprzać mi się, bo nie zapłacę! - w progu karczmy stanął zażywny krasnolud o brodzie sięgającej przyrodzenia, modnie przystrzyżonej i ozdobionej naciągniętymi na włosy mosiężnymi pierścieniami - Dawać te beczułki do środka!
Otlaf pstryknął palcami posyłając monetę w nadstawioną dłoń półelfa, cofnął się czym prędzej od "Baryłki" nie chcąc ściągać na siebie złości brodacza. Stając w cieniu baldachimu rozciągniętego nad straganem jakiegoś rzemieślnika mieszaniec zamyślił się głęboko, albowiem słowa pachołka niosły w sobie duże ostrzeżenie. Właściciel sakwy rzeczywiście szukał tych, którym wieczór wcześniej nieopatrznie i przez wielką pomyłkę oddał coś, czego ci nie powinni byli dostać. A teraz czynił wszystko, by tych nieznajomych odnaleźć, zwłaszcza najlepiej zapamiętanego Milcarra.
Złoto złotem, taki dług w najgorszym przypadku zawsze można było oddać, ale Otlaf poczuł zimny dreszcz na wspomnienie trzech wypreparowanych z wielką wprawą głów, które zostały skrzętnie i błyskawicznie ogryzione przez koty Eco i które w zasadzie straciły bezpowrotnie wszystkie swoje walory dekoracyjne.
Postukując palcami w metalową klamrę pasa, mieszaniec obrzucił raz jeszcze spojrzeniem uliczkę, od ostatnich klatek Ptasiego Bazaru po przejście wiodące ku jednemu z głównych deptaków Placu Karczemnego.
Stojący za oddalonym o kilkanaście kroków straganem handlarza przekąskami człowiek o ostrzyżonej do łysa czaszce odpowiedział mu spojrzeniem, przyłapany w mgnieniu oka na dyskretnej obserwacji Otlafa.
Otlaf odczekał chwilę upewniając się, że utykający człowiek i jego towarzysze poszli w głąb wypełnionej gwarnym tłumkiem ulicy, po czym wyślizgnął się zza klatek z cuchnącymi niemiłosiernie grzywaczami i podszedł do pachołków z "Baryłki Piana". Dwaj młodzi mężczyźni - rosły półolbrzym trzymający po dwie beczułki pod pachami oraz irytujący urodziwy półelf - przerwali rozładunek wózka na widok stojącego przy nich mieszańca.
- Też kogoś szukasz? - spytał długowłosy półelf opierając stopę o postawioną na bruku beczułkę - Czy się zgubiłeś?
Otlaf uśmiechnął się porozumiewawczo, między palcami jego prawej dłoni zalśniła wsadzona tam wcześniej złota moneta.
- Nie zajmę wam wiele czasu, bo widzę, że ciężka wasza dola - oświadczył życzliwym tonem - A że skwar się dzisiaj z nieba leje, złoto na dzbanek zimnego piwa zawsze mile widziane.
- Czego chcesz za tę monetę? - burknął półolbrzym spoglądając na złodzieja nieco podejrzliwym wzrokiem - Jak mam komu kulasy połamać, to cena będzie dużo wyższa, pojmujesz?
- Wystarczy mi wiedzieć, o co was pytał ten kulawy, co poszedł dalej uliczką? Znam go dobrze, bo swego czasu wychędożyłem jego córkę, szpetną tak, że cała rodzina winna to uznać za wielką przysługę. Ale ten zawziął się i chyba wciąż mnie szuka po bazarach.
- Pytał, czy zachodzi do nas jakiś kupiec ze świtą, w której jest ślepiec z czarną opaską na oczach - odparł półelf - Ponoć miał z nim dobić targu na dostawę drewna, a ten się o coś obraził i nie chce zwrócić zaliczki. Może i jaki kupiec zachodzi, nam to nie wiedzieć, my na zapleczu robimy, a w składzie, nie na jadalnej sali.
- Nie opieprzać mi się, bo nie zapłacę! - w progu karczmy stanął zażywny krasnolud o brodzie sięgającej przyrodzenia, modnie przystrzyżonej i ozdobionej naciągniętymi na włosy mosiężnymi pierścieniami - Dawać te beczułki do środka!
Otlaf pstryknął palcami posyłając monetę w nadstawioną dłoń półelfa, cofnął się czym prędzej od "Baryłki" nie chcąc ściągać na siebie złości brodacza. Stając w cieniu baldachimu rozciągniętego nad straganem jakiegoś rzemieślnika mieszaniec zamyślił się głęboko, albowiem słowa pachołka niosły w sobie duże ostrzeżenie. Właściciel sakwy rzeczywiście szukał tych, którym wieczór wcześniej nieopatrznie i przez wielką pomyłkę oddał coś, czego ci nie powinni byli dostać. A teraz czynił wszystko, by tych nieznajomych odnaleźć, zwłaszcza najlepiej zapamiętanego Milcarra.
Złoto złotem, taki dług w najgorszym przypadku zawsze można było oddać, ale Otlaf poczuł zimny dreszcz na wspomnienie trzech wypreparowanych z wielką wprawą głów, które zostały skrzętnie i błyskawicznie ogryzione przez koty Eco i które w zasadzie straciły bezpowrotnie wszystkie swoje walory dekoracyjne.
Postukując palcami w metalową klamrę pasa, mieszaniec obrzucił raz jeszcze spojrzeniem uliczkę, od ostatnich klatek Ptasiego Bazaru po przejście wiodące ku jednemu z głównych deptaków Placu Karczemnego.
Stojący za oddalonym o kilkanaście kroków straganem handlarza przekąskami człowiek o ostrzyżonej do łysa czaszce odpowiedział mu spojrzeniem, przyłapany w mgnieniu oka na dyskretnej obserwacji Otlafa.
...
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran
Oddal się na mocy prawa, albo zmuszony będę użyć siły! Wtrące Cię do lochów strażnicy, gdzie inni nauczą Cię posłuszeństwa wobec prawa! Eko szybko wykrzyczał swoje słowa po czym zaczął celować w typa.
Oddal się na mocy prawa, albo zmuszony będę użyć siły! Wtrące Cię do lochów strażnicy, gdzie inni nauczą Cię posłuszeństwa wobec prawa! Eko szybko wykrzyczał swoje słowa po czym zaczął celować w typa.
Celuje, używam przycelowania, jeżeli ten nie chce odejśc oddaje strzał ostrzegawczy między nogi, jeżeli to nie poskutkuje. Krzyce nastepnym razem ustrzele twe klejnoty!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran
Rosły pałkarz wytrzeszczył oczy na widok wymierzonej w siebie kuszy, stanął jak wryty opuszczając uzbrojoną rękę wzdłuż boku.
- Nie znasz asseru czy tylko pomylony na rozumie jesteś? - sarknął rozjuszony nie na żarty Eco, który lubił, kiedy obywatele wypełniali jego polecenia - Mam strzelać?!
- Wybaczenia upraszam! - ryknął Ostrogarczyk wypuszczając pałkę z dłoni i cofając się coraz szybciej w stronę wylotu zaułka - Pogadać chciałem, o tym kurwim synu, co okradł zwłoki! Ale wybaczenia upraszam, już mnie tu nie ma!
Odwróciwszy się na pięcie pałkarz runął przed siebie na złamanie karku, w mgnieniu oka zniknął za rogiem stojącego przy ulicy budynku. Eco został znienacka sam jak palec w zaułku, z rosnącym przeczuciem błędnie podjętej decyzji.
Rosły pałkarz wytrzeszczył oczy na widok wymierzonej w siebie kuszy, stanął jak wryty opuszczając uzbrojoną rękę wzdłuż boku.
- Nie znasz asseru czy tylko pomylony na rozumie jesteś? - sarknął rozjuszony nie na żarty Eco, który lubił, kiedy obywatele wypełniali jego polecenia - Mam strzelać?!
- Wybaczenia upraszam! - ryknął Ostrogarczyk wypuszczając pałkę z dłoni i cofając się coraz szybciej w stronę wylotu zaułka - Pogadać chciałem, o tym kurwim synu, co okradł zwłoki! Ale wybaczenia upraszam, już mnie tu nie ma!
Odwróciwszy się na pięcie pałkarz runął przed siebie na złamanie karku, w mgnieniu oka zniknął za rogiem stojącego przy ulicy budynku. Eco został znienacka sam jak palec w zaułku, z rosnącym przeczuciem błędnie podjętej decyzji.
...
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran
Stój w imieniu prawa!
Stój w imieniu prawa!
Biegnę za nim!! Chce go przesłuchać!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran
Czarny płaszcz na plecach Eco załopotał donośnie uniesiony pędem powietrza, kiedy gnający szaleńczo gwardzista wyskakiwał na uliczkę. Widok jego gotowej do strzału kuszy wprawił w panikę grupkę grzebiących w błocku brudnych dzieciaków. Malcy rozprysnęli się na wszystkie strony niczym pchły z futra gnolla wyczuwające nadchodzącego druida, powciskali się w wąziutkie okienka wilgotnych zagrzybionych suteren. Siedzący opodal na zydlu beznogi i niewidomy żebrak potrzebował krótkiej chwili, aby uświadomić sobie, że straszny kusznik może mieć wobec niego złe zamiary. Wytrzeszczywszy na napastnika oczy nieszczęśnik zerwał się na nogi, które wcześniej sprytnie ukrył w grząskiej ziemi i zawodząc wniebogłosy popędził w ślad za oddalającym się środkiem uliczki pałkarzem.
- Stój! W imieniu Katana, aresztuję cię! - ryknął zlany potem Eco, w przeciwieństwie do swej ofiary obciążony niewygodną zbroją i orężem. Słysząc jego krzyk obaj mężczyźni jeszcze przyśpieszyli, niczym uskrzydlone istoty z nieziemskiej rasy Archonów pomknęli na czubkach palców poprzez błoto. Rozmówca strażnika na wszelki wypadek cisnął też za siebie pałkę, aby jej ciężar go niepotrzebnie nie spowalniał.
- Kurwości, stójcie, bo zatłukę jak psy! - w głos odstającego coraz bardziej od zbiegów gwardzisty wkradła się pierwsza nuta histerii - Stójcie, bo nie zdzierżę!
W oknach mijanych domów pojawiło się kilka ciekawskich głów, trzasnęły jakieś ryglowane naprędce drzwi.
Czarny płaszcz na plecach Eco załopotał donośnie uniesiony pędem powietrza, kiedy gnający szaleńczo gwardzista wyskakiwał na uliczkę. Widok jego gotowej do strzału kuszy wprawił w panikę grupkę grzebiących w błocku brudnych dzieciaków. Malcy rozprysnęli się na wszystkie strony niczym pchły z futra gnolla wyczuwające nadchodzącego druida, powciskali się w wąziutkie okienka wilgotnych zagrzybionych suteren. Siedzący opodal na zydlu beznogi i niewidomy żebrak potrzebował krótkiej chwili, aby uświadomić sobie, że straszny kusznik może mieć wobec niego złe zamiary. Wytrzeszczywszy na napastnika oczy nieszczęśnik zerwał się na nogi, które wcześniej sprytnie ukrył w grząskiej ziemi i zawodząc wniebogłosy popędził w ślad za oddalającym się środkiem uliczki pałkarzem.
- Stój! W imieniu Katana, aresztuję cię! - ryknął zlany potem Eco, w przeciwieństwie do swej ofiary obciążony niewygodną zbroją i orężem. Słysząc jego krzyk obaj mężczyźni jeszcze przyśpieszyli, niczym uskrzydlone istoty z nieziemskiej rasy Archonów pomknęli na czubkach palców poprzez błoto. Rozmówca strażnika na wszelki wypadek cisnął też za siebie pałkę, aby jej ciężar go niepotrzebnie nie spowalniał.
- Kurwości, stójcie, bo zatłukę jak psy! - w głos odstającego coraz bardziej od zbiegów gwardzisty wkradła się pierwsza nuta histerii - Stójcie, bo nie zdzierżę!
W oknach mijanych domów pojawiło się kilka ciekawskich głów, trzasnęły jakieś ryglowane naprędce drzwi.
SZ obu zbiegów jest wyższa od SZ Eco, toteż strażnik nie ma szans na doścignięcie obu przerażonych majestatem jego urzędu uciekinierów. Istnieje tylko jedna potencjalna szansa na zatrzymanie pałkarza, a jest nią strzelenie do niego z kuszy, najlepiej selektywnie, żeby tylko zranić, a nie zabić! Rozważę tę opcję z technicznego punktu widzenia, jeśli Dretch zaznaczy, że w ogóle taką możliwość rozważa.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ptasi Bazar; 26 orakt-ran
Jeden rzut oka na skupioną twarz mężczyzny wystarczył, aby Otlaf pojął, że spogląda w oczy jednego z trzech opiekunów właściciela sakwy. Łysy stał za straganem tak, by buda jak najbardziej go zasłaniała i tylko łaska Sureliona sprawiła, że mieszaniec spostrzegł ukrytego prześladowcę kątem oka.
Złodziej zachował kamienne oblicze, chociaż krew momentalnie zagotowała mu się w żyłach. Udając, że nic się nie stało zakręcił spokojnie w miejscu i jął się oddalać od "Baryłki Piana", wracać z powrotem pomiędzy klatki Ptasiego Bazaru.
Dyskretne spojrzenie ponad ramieniem rozwiało wszelkie złudzenia. Łysy był kilkanaście kroków za surelianinem i co gorsza, kawałek dalej pomiędzy przechodniami sunął drugi z prześladowców, ten z włosami upiętymi w kucyk. Obaj szli ze znudzonymi wyrazami twarzy, ale ich oczy zdradzały prawdziwe intencje: przeszywali nimi postać mieszańca niczym myśliwi idący śladem nieświadomej niebezpieczeństwa zwierzyny.
Obaj trzymali prawe ręce wsunięte pod płaszcze na wysokości bioder i Otlaf pewien był, że nie trzymali w dłoniach mieszków.
Gdzie podziewał się trzeci z towarzyszy kulawca, tego mieszaniec nie wiedział i wcale nie chciał wiedzieć. W tej chwili interesowało go tylko jedno: jak najszybsze zniknięcie z oczu tych niebezpiecznych ludzi.
Jeden rzut oka na skupioną twarz mężczyzny wystarczył, aby Otlaf pojął, że spogląda w oczy jednego z trzech opiekunów właściciela sakwy. Łysy stał za straganem tak, by buda jak najbardziej go zasłaniała i tylko łaska Sureliona sprawiła, że mieszaniec spostrzegł ukrytego prześladowcę kątem oka.
Złodziej zachował kamienne oblicze, chociaż krew momentalnie zagotowała mu się w żyłach. Udając, że nic się nie stało zakręcił spokojnie w miejscu i jął się oddalać od "Baryłki Piana", wracać z powrotem pomiędzy klatki Ptasiego Bazaru.
Dyskretne spojrzenie ponad ramieniem rozwiało wszelkie złudzenia. Łysy był kilkanaście kroków za surelianinem i co gorsza, kawałek dalej pomiędzy przechodniami sunął drugi z prześladowców, ten z włosami upiętymi w kucyk. Obaj szli ze znudzonymi wyrazami twarzy, ale ich oczy zdradzały prawdziwe intencje: przeszywali nimi postać mieszańca niczym myśliwi idący śladem nieświadomej niebezpieczeństwa zwierzyny.
Obaj trzymali prawe ręce wsunięte pod płaszcze na wysokości bioder i Otlaf pewien był, że nie trzymali w dłoniach mieszków.
Gdzie podziewał się trzeci z towarzyszy kulawca, tego mieszaniec nie wiedział i wcale nie chciał wiedzieć. W tej chwili interesowało go tylko jedno: jak najszybsze zniknięcie z oczu tych niebezpiecznych ludzi.
Powodzenia! Na przekór złym przeczuciom będę trzymał kciuki!
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Strzelam, do tego co uciekał ostatni!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Zakładam, że jestem już trochę w Ostrogarze. W takim razie do najbliższego załomu i za zakrętem ile sił w nogach uciekam. Przy szybkości 99 i braku ograniczeń zakładam, że powinienem się im zerwać. Zwyczajnie chcę im zwiać. Na razie nie bezpośrednio do kryjówki, ale tak, żebym się zbliżał do swoich.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chłopskie Krocze; 26 orakt-ran
Podjąwszy desperacką decyzję, strażnik zatrzymał się raptownie i podrzucił do ramienia przygotowaną do strzału kuszę. Docisnął do końca kolbę broni, wstrzymał oddech przyjmując wyuczoną w strażnicy pozę strzelecką, wymierzył grot bełtu prosto w plecy uciekającego żebraka, który swą zwinnością przeczył pod każdym względem rzekomemu kalectwu.
Metalowa cięciwa kuszy szczęknęła dźwięcznie, nienaturalną ciszę uliczki przeszył charakterystyczny świst pocisku.
Trafiony prosto między łopatki rzekomy kaleka stęknął głucho przeszyty bełtem na wylot, poplątały mu się nogi, runął na twarz w błoto i nieczystości uliczki turlając się bezwładnie. Eco nie musiał łamać sobie głowy nad skutecznością oddanego przez momentem strzału: wiedział od razu, że bełt zbiega zabił.
Drugi uciekinier - rozmowny początkowo pałkarz z zaułka - obejrzał się ponad ramieniem i zawrzasnął z trwogą na widok upadającego żebraka. Widok konającego plebejusza dodał zbiegowi natychmiast sił i wigoru, toteż nim Eco zdążył wyciągnąć z kołczanu na udzie następny bełt, pałkarz przepadł ostatecznie w labiryncie pobliskich uliczek.
Podjąwszy desperacką decyzję, strażnik zatrzymał się raptownie i podrzucił do ramienia przygotowaną do strzału kuszę. Docisnął do końca kolbę broni, wstrzymał oddech przyjmując wyuczoną w strażnicy pozę strzelecką, wymierzył grot bełtu prosto w plecy uciekającego żebraka, który swą zwinnością przeczył pod każdym względem rzekomemu kalectwu.
Metalowa cięciwa kuszy szczęknęła dźwięcznie, nienaturalną ciszę uliczki przeszył charakterystyczny świst pocisku.
Trafiony prosto między łopatki rzekomy kaleka stęknął głucho przeszyty bełtem na wylot, poplątały mu się nogi, runął na twarz w błoto i nieczystości uliczki turlając się bezwładnie. Eco nie musiał łamać sobie głowy nad skutecznością oddanego przez momentem strzału: wiedział od razu, że bełt zbiega zabił.
Drugi uciekinier - rozmowny początkowo pałkarz z zaułka - obejrzał się ponad ramieniem i zawrzasnął z trwogą na widok upadającego żebraka. Widok konającego plebejusza dodał zbiegowi natychmiast sił i wigoru, toteż nim Eco zdążył wyciągnąć z kołczanu na udzie następny bełt, pałkarz przepadł ostatecznie w labiryncie pobliskich uliczek.
TR 123, SKUT 191 kł. RTR 76. Rzut 1k100: 66. Dorzut na obrażenia: -18. Netto 173. Trup. Gratuluję, doskonały strzał. 5 PD za głowę fałszywego żebraka... myślę, że przez pewien czas w Chłopskim Kroczu nikt nie wpadnie na pomysł, by naciągać przechodniów na fałszywe kalectwo...
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Ket ... kusza ręczna, nie normalna ... post #128 .... nie chciałem zabić ...
Post #132 Kusza ręczna TR 133 ; opźn. 4; SKUT kł (90);AT 2+1naładowany. Jednakże jeżeli będą atakować to uciekam!
W ekwipunku postaci masz kusze typowa:
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 20 lipca 2017, 10:33 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Myślę, że w przyszłości kluczem do unikania podobnych pomyłek będą bardziej obszerne deklaracje poczynań graczy. Gdybyś napisał, że Eco strzela tak, by nie zabić, liczyłbym wyniki inaczej - zabrakło pełnej informacji dla MG. Jak też słusznie zaznaczył Bartek, oparłem się na kuszy z Twojej karty postaci z wątku technicznego, bo tam Eco ma przypisaną kuszę typową. Wyszło wskutek tego nieporozumienie, ale nie da się go już odkręcić - przyjmuję, że żebrak był osłabiony głodem i chorobami, że nawet pomniejsza rana w tym konkretnym wypadku okazała się śmiertelna.
Aktualnie sprawy mają się następująco: pałkarz już uciekł, a podobno miał jakieś informacje o rzekomym złodzieju, który okradł pozostawione w zaułku zwłoki elfki (i bardzo wątpię, byście go kiedykolwiek zobaczyli ponownie, tego pałkarza). Żebrak zginął od strzału z kuszy. Ulica się wyludniła, ale jestem pewien, że zaraz się na niej zakotłuje, bo niektórym miejscowym taka egzekucja bardzo podniesie ciśnienie!
Aktualnie sprawy mają się następująco: pałkarz już uciekł, a podobno miał jakieś informacje o rzekomym złodzieju, który okradł pozostawione w zaułku zwłoki elfki (i bardzo wątpię, byście go kiedykolwiek zobaczyli ponownie, tego pałkarza). Żebrak zginął od strzału z kuszy. Ulica się wyludniła, ale jestem pewien, że zaraz się na niej zakotłuje, bo niektórym miejscowym taka egzekucja bardzo podniesie ciśnienie!