Strona 10 z 21

: 24 stycznia 2019, 23:27
autor: Nanatar
Gniazdko Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

Ping- zadźwięczał sygnał i pięć sekund później deszczownica przestała lać wodę i przełączyła w system odzyskiwania wilgoci. Dmuchawy wystylizowały fryzurę według programu, w tym samym czasie Lenu przeglądał notowania giełdowe wyświetlane na powierzchni matowego szkła dzielącego go od reszty lokum, lokując niewielkie sumy.

Podczas kiedy pospiesznie wkładał leginsy wykonane z zmodyfikowanego czarnego jedwabiu, przetykane pajęczymi nićmi, programowanych dietą pająków, skrzące się prawdziwym srebrem, obcisły sportowy podkoszulek z implantem małych piersi, na to luźną bluzeczkę z podobnego materiału jak leginsy, w prywatnym gniazdku medyka trzej mężczyźni stawali się odkrywcami jak chłopcy w starych domach dziadków.

O.D. pchany wrodzoną ciekawością śmiało wskoczył na krzesełko przy toaletce. Ze zdumieniem stwierdził, że jest dużo wygodniejsze niż wygląda. Nie mógł odmówić sobie dokładnego sprawdzenia wszystkich funkcji maleńkiego krzesełka łączącego funkcje biurowego, wypoczynkowego i kiedy fixer przechylił się niebezpiecznie w tył i myślał, że walnie głową w szybę terrarium, zastygł w takiej pozycji, że przypomniało mu się co wyczyniał zeszłego czwartku. Na tym małym krzesełku możliwa byłaby pozycja, którą próbował z pewną uroczą mulatką. Zaraz jednak jego wzrok wylądował na starym meblu z drewna i kuszącymi szufladkami jak z książki o Alicji.

Wojski tymczasem rozerwał czteropak piwa, związany hodowlanym konopnym sznurkiem, zdążył tylko podać jedno Krzyśkowi, swoje zaś opróżnił do połowy trzema potężnymi ruchami. Wtedy jego wzrok padł na lodówkę.

- Fajna, ciekawe czy coś się chłodzi - zainteresował się solo, zmieniając myśli w czyn otworzył drzwi. Nie zobaczył jednak spodziewanej flaszeczki, choć cybernetyczy wzrok notował każdy szczegół. Zamrożona woda, jakieś woreczki z proszkami, podłużne naczynia z glutami i bez. Może część z tych rzeczy była nawet jedzeniem , ale Bartek nie zamierzał ryzykować, nie uszły jednak jego uwagi trzy załadowane strzykawki. Zrezygnowany popatrzył na Ketarskiego, zastygłego w klęczkach na sypialnym materacu przed szybą terrarium.

W pierwszej chwili Krzyśkowi zdawało się, że ekscentryczny Lenu trzyma w swym maleńkim mieszkanku las za szybą, było to oczywiście ładne, ale niefunkcjonalne i drogie. Może pomagało nu w randkach. Szybko uległ czarowi przenosząc świadomość między soczystą zieleń, ale kiedy myślał że jest sam w raju jak biblijny Adam dostrzegł inną obecność. Czy posiadaczem trójkątnej zielonej głowy i liściastych odnóży była Ewa, czy może szatan.

- Kurwości, w zamrażalce na pewno coś jest! - wyrażone werbalnie przez Wojskiego olśnienie zwróciło na niego uwagę Krzyśka i O.D.


Trzymając w ręku kevlarową kurtkę z głębokim kapturem, Lenu cudownie odświeżony już miał wychodzić z łazienki, kiedy na ścianie wyświetliła się wiadomość.

Potwierdzamy zakup trzech dorosłych osobników i siódemki maluchów. Przesyłamy kopie umowy po jej podpisaniu, przelejemy połowę honorarium, drugą po otrzymaniu zwierząt.
"Maria Pralnia" - sekretarka Iga Sławińska
-

- Ciekawe dlaczego wciąż używało się słowa podpisać, nikt nic nie pisał. potwierdzał, kodem procka, tęczówką. Tak czy inaczej oznaczało to dla Lenu dodatkowych kilka stów. Pozbędzie się kilku owadów ale z dużym zyskiem, szczególnie, że nu rozmnożył siódemkę małych. To znaczy prawie, spoczywały sobie jako jajeczka złożone w swojej części lasu, wraz z braćmi i siostrami. Wyraźnie zadowolony nu wyszedł do kolegów.

Trochę za delikatny facet, albo trochę za płaska laska, w dodatku umięśniona, co widać było na opiętych spodniach i odsłoniętych ramionach. Ale w obydwu wydaniach pupa wyglądała pociągająco, chciałoby się pieścić policzki, całować usta i patrzeć w bezmiar błękitu oczu.

Strzelając szczęściem i chwilową radością Lenu spoglądnął po kolegach. - Przepraszam, Pusisuka!
- Sieć otwarta

- Jeśli ktoś chce się wykąpać to każdy ma cztery minuty.
Każdy w mieszkaniu ma dostęp do sieci, ściany mają ekrany, więc nie można się elektronicznie włamać inaczej niż przez serwer administratora. Europe Fun Heineken.

Może ktoś jeszcze coś dopisze, nawet przed tym jak Lenu wyszedł z łazienki.

Niewielkie lokowane sumy w giełdę to np. 100pln

: 24 stycznia 2019, 23:41
autor: 8art
Mieszkanie Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

Wojskiego dwa razy nie trzeba było zachęcać do odegrania hejnału. Charakterystyczne stuknięcie i syk gazowanego alkoholu wypełnił aneks kuchenny, gdy Bartke oworzył puszkę, po czym wypił zawartość od jednego przyłożenia nie roniąc nawet jednej kropli drogocennego trunku.

Dobre wychowanie, nawet wśród żuli wymagało, żeby spytać kolegów, czy aby nie reflektują złocistego napoju:

- Browara? - spytał szybko, czekając jedynie ułamek sekundy na odpowiedź. Jako że ani Krzysiowi, ani Bergharowi pić się najwyraźniej nie chciało, bo nie zdążyli odpowiedzieć w tym czasie, to odszpuntował sobie kolejną puszkę. Ostatniej miał zamiar bronić nawet z narażeniem życia. W końcu tylko cham i największy prostak pozbawiłby sponsora i dobrodzieja jego działki, o którą zresztą wyraźnie poprosił.

- Ej! dawaj jedną puszkę... - prychnął brat, chyba bardziej po to żeby nie Wosjki zdążył się nabombić, niż bo miał ochotę na piwo: - I zostaw jedno Lenu!

Bartkowski zrobił urażoną minę odrywając się picia drugiego piwa:

- No wiesz co, Krzysiu? Za kogo tym mnie masz? Za menela z Mokotowa? Ostatniego nie tknąłbym choćby chuj na chuju stanął.

: 26 stycznia 2019, 21:09
autor: Nanatar
Gniazdko Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

Postawił egg w porcie zasilania, zasięgiem objęło smartegg'a.

https://www.youtube.com/watch?v=rti8VO- ... hQ8InGOa1o

Lenu czuł się bez makijażu nico obnażony, ale uważał, że oczekując zaufania od członków ekipy, sam nie powinien ukrywać się za maską. Nie licząc naturalnie zalotnych półuśmiechów i niewielkiego egzo-implantu, który tym bardziej rozmywał nu płeć. Przecisnął się między Krzyśkiem i Bartkiem, zabierając pivo z rąk tego ostatniego, upił duży łyk i otworzył lodówkę wyjmując kilka dziwnie wyglądających skorup.

- Kokos - popukał - utwardzany i modyfikowany kształtem, żeby był bardziej płaski, wszystko na poziomie genetyki. Tym chcę się w przyszłości zajmować. Udoskonalaniem natury. - Sięgnął do uchwytu na ścianie nad blatem i otworzył maleńkie drzwiczki, włożył do wnętrza pojemniki i musnął panel, który za dotknięciem jak w bajce zabłysł słabym światłem. Zamknął, wypił kolejny łyk.

- Jedzenie - wskazał, na ścianę - ale jeśli ktoś uważa, że nie ma różnicy mam też prepak. - Ping - drzwiczki uchyliły się. - rozmrożone.

Lenu przetarł niedbale ręką blat i wyłożył na niego miseczki. Z pierwszej wyjął białawą substancję, przypominającą nieco C6 i zaczął ugniatać w dłoniach. Wojski zaczął przez chwilę podejrzewać, że psychopata zechce ich wysadzić, ale zaraz zgrabne dłonie uformowały z masy okrągły pacek.

- Ciasto, pomidory, sól, pieprz, oregano, ser, wszystkie organiczne składniki zmodyfikowane, ale były kiedyś żywe i rosły. - włożył okrągły placek do tego samego otworu. - Przypominam, że dla niecierpliwych mam prepak.

- Jak można ulepszyć żarcie dla mas? Odpowiedź: Nie można. Można go zrobić taniej, więcej, ale jeśli zamieni się w coś więcej nie będzie już dla mas. Co w procesie produkcji mógł zmienić owad Adobe? Może ta wizja jest szalona, ale jeśli to nie miało nic wspólnego z jedzeniem dla mas, a z przenoszeniem rzadkiego dostosowania patyczaków na ludzi. - zamyślił się.

- Dobra - pociągnął łyk - Moim zdaniem powinniśmy wrócić na Pragę, szukać analogowo jeśli sieciowcy nic nie mogą znaleźć. A jeśli mamy tam wrócić to potrzebuję pistoletu. Umiem trochę strzelać.

Ping

- Proszę pizza gotowa - skończył pivko, urwał sobie kawałek i podszedł do ładującego się jajka. Wyświetlił nagarnie z AV-ką na dużym ekranie, podzielonym na pół z zapisem z oka Ketarskiego. - Cholera, nie wiem dlaczego, ale wierzę, że jest w tym tłumie.

Dziewczyna gdzieś znikała, do przodu wychodził chłopak. Pizza, tłuste palce na padzie. Na domiar spostrzegł, że właśnie je oblizał i zamierzał wytrzeć w spodnie. Pospiesznie podszedł do toaletki i jednej z szufladek wydobył czarną szminkę, błyszczącą jak lakierki Lucyfera. Naniesiona na usta zdecydowanie poprawiła nu nastrój.
Z mieszkania zabierze jeszcze wszystkie zastrzyki zwiodczające i inne, oraz substraty. Przed wyjściem spróbuje jeszcze raz skontaktować się z Elką. Przejrzymy też nagranie z lotniska wyhaczone przez czarną.

: 28 stycznia 2019, 13:46
autor: Keth
Gniazdko Lenu, Mokotów 27 lipca 2055

Manager HR usiadł na podłodze przy terrarium, bezceremonialnie opierając się plecami o ścianę niewielkiego mieszkanka i pogrążając w głębokiej zadumie. Kątem oka śledził poczynania kręcących się obok towarzyszy, ale jego myśli poświęcone były analizie szczegółów nieudanej misji i próbom zaplanowania dalszych posunięć.

- Lenu, jeśli chcecie, możecie skoczyć z powrotem na Pragę - przerwał w końcu milczenie - Pokręćcie się po okolicy, ale bez zwracania na siebie uwagi. Zadzwoń do wszystkich waszych wspólnych z Adobe znajomych i poproś ich o kontakt, gdyby gdzieś wypłynął. Ja jadę do firmy. Będę chciał pogadać z Dyndałą.

Ketarski podniósł się z podłogi, spojrzał na plastikową torbę, w której nosił od pewnego czasu złożony w kostkę garnitur, odrzucił po krótkim namyśle opcję przebrania się w korporacyjny strój.

- Lenu, zrzuć mi przez apkę na smarta ten filmik z naszą avką nad hotelem, od razu - poprosił zapinając zamek kurtki i stawiając wysoko kołnierz - I zrób gdzieś w sieci dobrze schowaną kopię. Dyndała chciał, żebyśmy usunęli wszystkie nagrania z tej akcji. Jedna utajniona kopia nie zaszkodzi.

Manager podszedł do drzwi mieszkania, położył dłoń na przycisku otwierania magnetycznego zamka.

- Odezwę się do was w ciągu dwóch godzin. Jeśli tego nie zrobię, wyślijcie wieczorem do firmy L4 i zaszyjcie się gdzieś na kilka dni, aż sprawy przyschną. Lenu, sprawdź jeszcze, gdzie siedzi teraz Sara i wyślij mi wiadomość po sprzęgu. Na razie.
Ketarski odłączy się od grupy i pojedzie do firmy powęszyć na miejscu. O ile dobrze pamiętam, Sara już wyszła z biurowca, tak? Jeśli tak, Krzysztof zajrzy w drodze do firmy pod jej obecny adres.

: 29 stycznia 2019, 14:01
autor: 8art
Mieszkanie Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

- No chyba nie myślisz Krzysiu, że cię zostawimy. Jak coś to wjeżdżamy na pełnej kurwie po ciebie. - pocieszył brata Wojski, któremu znów wyraźnie poprawił się humor po zatankowaniu. Świat po kilku procentach zawsze wydawał się bardziej kolorowy i przyjazny, no a przedewszystkim wolny od kaca. Nic więc dziwnego że podstarzał solo zaczął dużo bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość.

- To może my nie będziemy już nadużywać gościnności paniiiiaaa Lenu i zamiast kręcić się bez celu po Pradze obskoczymy meisjcówki, gdzie mógł się skitrać ten cały mambo-jambo. Można by sprawdzić, czy np nie było w ostatnim czasie nietypowych przesyłek do lokalnych sklepów zoologicznych z ojczyzny czarnuszka. Może fiutek wyskoczył gdzieś odebrać patyczaka albo coś w ten deseń, albo czy nie zaginął jego bagaż podczas lotu.

: 30 stycznia 2019, 23:07
autor: Suriel
Nanatar deklaracja z ramki przyjęta. Elka poza zasięgiem , obejrzeliście raz jeszcze nagranie z lotniska. Odpisz sobei hajs za popcorn i chipsy. Tyle toreb co wyniósł z niego tyle dojechało na Pragę. Nie wygląda by się awanturował i czegoś szukał.
Co robi reszta? Gdzie jesteście? Konkrety, myślę że na Denvera nie ma co czekać zdawkowo się udziela ostatnio raczej.

: 30 stycznia 2019, 23:39
autor: Nanatar
Gniazdko Lenu, Mokotów 27 lipca 2055, piątek popołudniu

Kiedy Krzysiek poinformował o swej decyzji, Leny już chciał w proteście ubierać buty i jechać z szefem. Pociągnął na uchwyt i zjechała kolejna szafka, wprost na O.D. zasypując go butami. Kilka par sportowych, lekkie pantofle na spacer, stylowe na randkę, kolejne pary butów do występów, były tam cowboyki, odnóża owadów, kosmitów, Lenu zdecydował się na mocne, a lekkie trepy, z dobrej hodowlanej skóry.

Już miał buty na nogach, kiedy dotarło do nu, że Krzysiek nie zabierze ich ze sobą, a do tego mają zadanie. Sztubacka, a zarazem rycerska deklaracja Wojskiego, nieco ubawiła, ale dobrze usposobiła Lenu. W pełni podzielał zdanie pijanego bohatera, choć nie potrafił wyobrazić sobie jak mieliby wziąć szturmem siedzibę firmy.

Dziewczyna posłała jeszcze pokrzepiający uśmiech do kolegi i w rozpiętych butach zasiadła po turecku przed jajkiem, do ucha wsadziła mała słuchawkę i wybierała po kolei numery: Elki, do instytutu. W tym samym czasie przeszukiwała sieć w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca przechowania plików. Najpierw skompresowała i zakodowała, teraz wyglądało to jak program do analizy chemicznej. Ale cały proces trwał, jak w takich chwilach lenu żałowała, że nie ma bezpośredniego sprzęgu, to będzie z pewnościom kolejny wydatek w autoewolucję. Egg wyposażany był w virtual-pad, holograficzne kontrolery, znacznie przyspieszające obsługę programów i serfowanie w sieci, ale wciąż angażujące mięśnie rąk.

Prawdziwą rozterkę przeżył Lenu zastanawiając się gdzie umieścić plik, tak żeby nie wypłynął powodując błąd systemu. Spoglądał po kolegach, fixer zdołał oswobodzić się z obuwia i wpatrywał się z uwagą w wydrukowaną maskę modliszki. - Mi już niepotrzebne, możesz zatrzymać jeśli chcesz, to prezent. - z kolei na Bartka - w sklepach nie ma nic o przesyłkach z Afryki, a mam wrażenie że Adobe odebrał owada na lotnisku. Jakie miejscówki jeszcze możemy obskoczyć? Wszystkie sprawdzone. Przynajmniej w sieci, dlatego chce wrócić na Pragę, bo tam kłębuszek się urywa. Trzeba znaleźć nitkę, jak w tej bajce o potworze z przeszczepioną głową byka.

Chwilę jeszcze się zastanowił, wysłał babci przepis na ciasto na pizzę, o który prosiła i jakieś zakodowane dyrdymały z imprezy i część kodu, u babci jako krzaczki. Kolejną informację do instytutu i kolejną część, przez chwilę chciał założyć konto Wojskiemu i tam to umieścić, ale solas skrywał za wiele zagadek i nie wydawał się pewny, trudno ocenić co za sobą ciągnął. Zgodnie z teorią najciemniej pod latarnią, przeprogramował swój piekarnik, tam zostawił całość. Może trochę wariować, dopóki nie zgra tego z powrotem. Na koniec wysłał jeszcze w sieć łańcuszek z fragmentem kodu, a łańcuszek dotyczył zaadoptuj robala po eksperymentach. Na cele fundacji Dziedzictwo przyrodnicze datek, tak żeby w raporcie na rachunku bankowym był znów właściwy kod. Skasował film z jajka. Zostawił w trybie czuwania, żeby mógł korzystać z jego zasobów ze smartphona.

- To co, załatwi ktoś pistolet? To wy panowie jesteście od załatwiania i broni.
Kopie chyba zrobione, choć nie jedna a dwie, chyba, że jeszcze gdzieś jest. Lenu proponuje na Pragę pod blockhaus, jeśli ktoś ma lepszy konkretny pomysł niech wali.
Może odbierze Elka, może Lenu przypomni sobie jakiś konkretny lokal, który lubili.
Na wypad Medek ubrany jak wyżej + lekka kurtka kevlarowa. Plecaczek, wszystkie zastrzyki i substraty. Bierze tylko telefon, jajo w trybie czuwania.

: 31 stycznia 2019, 09:29
autor: Suriel
Mordor, biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055


Było po siedemnastej kiedy w końcu dotarł do gmachu firmy. Miał wejść przez Mordor ale ostatecznie na wszelki wypadek zdecydował się na rzadziej używane boczne wejścia dla pracowników. Z perspektywy tylnego wejścia monumentalny biurowiec Propak Polska częstokroć przypominał mu jedną z wież Srebrna Tower. Czyli kompleksu dwóch bliźniaczych wież posiadających ponad sto dziewięćdziesiąt pięter, zaprojektowanych przez pewnego Austriaka, podobno na cześć jakichś dwóch bardzo nietypowych bliźniaków. Z tego co Ketarski słyszał, potomkowie tegoż architekta do dzisiaj włóczyli się po sądach w sprawie o wynagrodzenie za wykonany ćwierć wieku temu projekt. Podobieństwo przychodziło mu na myśl z powodu elementów wykończenia biurowca czyli tandetnych materiałów oraz brak parkingu dla samochodów. Do dalszego podobieństwa wobec tych dwóch molochów, biurowcowi brakowało czterdziestometrowego mega godła na środku jego elewacji, całego podświetlanego częściowo nie sprawnymi już ledami. A także windy dla kota.

W biurowcu było cicho. Po siedemnastej mało kto zostawał. Była taka opinia, że kto nie wyrabiał się ze swoimi obowiązkami w normalnych dziewięciu godzinach pracy ten był nieefektywny i należało go wymienić. Wyjątkiem były tylko tak zwane ciężkie terminowe kontrakty z nierealnymi deadlineami wyznaczonymi przez kontrakty zewnętrzne. W powietrzu unosił się zapach feromonów i emocji pracowników który nagromadził się w ciągu całego dnia. Tak uchodził stres z pracowników. Nigdy nie udawało się go zabić do końca drogimi perfumami zestresowanych korporaków. Najgorszy zapach zawsze zostawiali kiedy HR-owiec miał ich zwolnić. Dlatego właśnie Ketraski od roku miał w nozdrzach filtry.

Stukot eleganckich butów Ketarskiego rozległ się w sterylnym korporacyjnym korytarzu. Sprawnie minął bramki i dotarł do eleganckiego holu w urządzonego w błyszczącej bieli i odcieniach szarości. Przemieszczając się korytarzami czuł jednak, że jest obserwowany przez szklane oczy kamer które nigdy nie przestawały patrzyć.

Obie dziewczyny były na parterze. Oprócz nich i recepcjonistki było tu dwóch rosłych ochroniarzy, którzy zazwyczaj pilnowali wejścia. Wyglądały na lekko poszarpane. Od razu kiedy zauważyły Ketarskiego podniosły się szybko z sofy i podeszły.

- Nie pisałam. Nie chciałam wam głowy zawracać duperelami.Wyszłyśmy na zewnątrz ale tam było kilku bambusów i trochę się nas czepneli. Jakby nie ochrona budynku mogło by być... słabo. - Powiedziała Czarna. Miała rozciętą wargę.

- Nooo.. o jednego za dużo za było. Ale i tak cofka do budynku to była full profesjonal. Bez większych strat. - Dorzuciła cicho druga. - W środku bez problemów. Tylko ten blondyn z ochrony mnie się nie podoba, cały czas się na mnie lampi. Wkurwia mnie to.

Czarna uśmiechnęła się przyjaźnie, jakby była rozbawiona tą ostatnią uwagą ale zaraz szybko spoważniała spoglądając na managera.

- To co... to już wszystko? Po akcji?

Kiedy ciche pytanie zwisło bez odpowiedzi w powietrzu, Blondi nie wytrzymała, ponownie przyłapując ochroniarza na zerkaniu. Opinająca ją ciasna kevlarowa kurteczka zaszeleściła kiedy szybko zrobiła parę kroków w jego kierunku by zatrzymać się w pół drogi. Ketarski obserwował ją z tyłu. Elastyczne dżinsy typu super slim opasywały nader zgrabną figurę soloski. Dzięki fitnessowi i ćwiczeniom kształty dziewczyny przywodziły na myśl dobrze wysportowaną osiemnastkę a nie blisko trzydziestoletnią kobietę. Ketarski przyłapał się że jego wzrok powędrował mimowolnie w owo intymne centralne miejsce gdzie owe nogi zbiegały się łącząc w jedno z jędrną pupą.

- Chcesz dostać w pizdę? Hę? Czemu się na mnie tak gapisz? - zapytała ochroniarza grożąc mu pięścią

Chłopak nie potrafił nic składnego odpowiedzieć, nerwowo poprawił kołnierzyk białej koszuli jakby go ktoś przyłapał na gorącym uczynku.

: 01 lutego 2019, 09:21
autor: Suriel
Praga, 27 lipca 2055, piątek koło godziny 16:40

Dzień pracy miał się już ku końcowi kiedy Lenu i jego kumple docierali na "Pragie" jak na nią mówił solo. Miejski trafik zrobił swoje, spowolnił ich ponownie, tym bardziej dotkliwie, że akurat jechali w kierunku takim jak wszyscy, czyli z miejskiego ula do noclegowni czyli w takim kierunku jak robiły to o tej porze inne pracowite kropo-pszczółki. Jadąc miejskim rozważał to porównanie. Podobno pszczoły, kiedy jeszcze żyły na Ziemi, potrafiły tak intensywnie pracować, że nie jadły i umierały z przepracowania. Najwyraźniej niektórym ludziom musiało się to spodobać więc z przenieśli ten nowy model śmierci na własny gatunek. Z typową ochotą i zapałem z jaką przenoszono wszystko co głupie bądź destruktywne dla rodzaju ludzkiego. Ten rodzaj śmierci nazywał się Karoshi, znany i stosowany był już od ubiegłego wieku w Japonii, kraju skisłej wiśni.

Znowu jakieś myśli robakach. Zganił się w myślach Nu i powrócił do obserwacji widoku jaki serwowała mu brudna Warszawa, za pokrytą deszczem tubą Loopa.

Świst otwieranych drzwi zakomunikował im, że pora na wysiadkę, byli niemal na miejscu. Musieli jedynie przejść kawałek ulicy z południa na północ by znaleźć się tam gdzie urwało się im śledztwo. Czyli pod hotel. Wojski wykazał na tyle dużo ochroniarskiego rozsądku, by zasugerować chrapliwym głosem, że nie należy podchodzić do niego zbyt blisko. Postanowili pokręcić się w pewnej odległości od niego według wytycznych starego ochroniarza.

[center]Obrazek[/center]

W boku budynku widoczna była wyraźna wyrwa z której ziało nieprzyjemną ciemnością. Wyglądało to trochę jakby temu betonowemu kolosowi ktoś wybił ząb. Na ziemi przed obiektem walało się nadal sporo szkła i krwi, oświetlonych w migających kogutach pracujących służb porządkowych. Teren ulicy wokół hotelu wciąż oznaczony był korowodem kolorowych odblaskowych taśm. Za nimi w cienkich strugach deszczu, opatulone w jarzeniowe uniformy pracowały wielobarwne ekipy porządkowe. Było trochę policji pilnującej przy kubku kawy nieprzekraczalnej linii i trochę strażaków którzy zwijali już majdan. Za wstążkami z zakazem wstępu stały niewielkie grupy gapiów. Wybuch butli gazowej. Mówili gapie. Temat musiał jednak być nie chwytliwy medialnie albo nazbyt szybko się wypalił, bo prócz miejscowych mieszkańców nie widać było ekip telewizyjnych.

Osłaniając się przed trującym deszczem w końcu ruszyli trasą ucieczki Molisabe tak jak pokazywała to pierwsza kamera czyli w kierunku północnym.

[center]Obrazek[/center]

Bez przekonania przedzierali się przez kolorowy korowód pracujących na swą Karoshi. Trop jednak szybko się urywał i trzeba było polegać na intuicji. Lenu ciągnął ich w kierunku widocznego sklepu ze zwierzakami, chociaż sprawdził w jego bazie danych transakcje i niczego ciekawego nie znalazł.

Praga była inna niż na pierwszy rzut oka zdawało się mieszkającej na co dzień w drogiej koprodzielnicy Nu. Pod pozornym ładem jaskrawych sklepików ciągnących się po obu stronach drogi kryła się druga ciemna strona. Percepcja Wojskiego oraz Berghara operowały w nieco innych realiach. Trzeba było pożyć na ulicy rok czy dwa by wyczulić oko na niuanse, które nabierały mocy z każdym krokiem alej od wiślańskiej części Pragi. Choć trzeba było przyznać że ta cześć Pragi była zaledwie przedsionkiem do tego co skrywała gorsza część dzielnicy, to i tak już dawało się odczuć jej charakter. Obaj szybko wychylili styraną dziwkę na rogu i jej koleżankę stojąca obok pod okapem sklepu ze sprzętem AGD. Nieco dalej, na rogu ulicy przy budce z hot dogami i colą, kręcił się czekający na klientów dealer lub miejscowy fixer. Po prawej w wejściu do jednej z bram tkwili trzej młodzi boosterzy o tak sam o podgolonych bokach głowy i bardzo podobnych agresywnych tatuażach z powtarzającym się motywem ostrza i napisem RazorBlc. Dwóch podpierało ściany, jeden w słowiańskim przykucu obserwował tłum. W swych czarnych podkoszulkach nie wyglądali na szczególnie niebezpiecznych ale mogło być to złudne, niewątpliwie był to ich rewir i jak wszyscy byli częścią większej całości która na pewno potrafiła pilnować terenu wpływów. W bocznych zaś uliczkach zapewne skrywała się gdzieś odrzucana przez całe społeczeństwo brać Wojskiego.

[center]Obrazek[/center]

: 02 lutego 2019, 18:08
autor: Keth
Mordor, biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055

Ketarski odczekał, aż zbesztany ochroniarz odwróci wzrok, potem wskazał dziewczynom ręką wejście do kafejki na parterze, przeznaczonej przede wszystkim dla gości firmy i chwilowo świecącej pustkami. Roboty serwujące energetyczne napoje i odgrzewany prepak w stu różnych smakach tkwiły w bezruchu czekając, aż ktoś przesunie w ich pobliżu bezdotykową kartą płatniczą albo pchnie zamówienie po szynie sprzęgniętego ze smartfonem koprocesora.

- Oficjalnie zadanie skończone - przyznał siadając na obciągniętej tanią syntetyczną skórą sofie - Mam nadzieję, że obie dostałyście już kasę na konta. Jest coś, co mnie dręczy i być może uda się jeszcze coś dodatkowo zarobić, ale to już robota dla wolnych strzelców i z większym ryzykiem.

Manager odczekał chwilkę, podjął wywód ponaglany pytającymi spojrzeniami obu kobiet.

- Adobe się nam wymknął, zniknął bez śladu - Krzysztof ściszył głos - Zarząd uznał, że dalsze szukanie go to zbyt duży koszt i się odciął od sprawy, ale gdybyśmy mimo wszystko znaleźli gościa, nabilibyśmy duże punkty. Duże punkty mogą się przełożyć na dużą kasę. Pomyślcie, czy chcecie w to wejść, ale najpierw opowiedzcie, o co chodzi z tą sytuacją przed firmą i z tymi bambusami. Dokładnie i ze szczegółami poproszę.
Zakładam, że teren przed firmą jest lepiej strzeżony niż zaułki Pragi, więc napastowanie kobiet w takim miejscu nie powinno być codziennością. I pytanie, czy termin bambusy oznacza czarnoskórych czy to tylko taka zwyczajna obelga na boosterów.

: 04 lutego 2019, 08:54
autor: Suriel
Mordor, biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055, koło 17:25

Czarna siadła na sofie tuż obok Ketarskiego splatając dłonie na kolanach na których trzymała również laptopa. Obok nich w lekkim rozkroku typowym dla profesjonalsów z ochrony stanęła druga z dziewczyn.

- Ja wchodzę. I tak nie miałam planów na dzisiejszy wieczór - rzuciła soloska wzruszając ramionami.

- A ja... to zależy. Jeśli mam przeszperywać praskie serwery należące do ludków Bibliotekarza w poszukiwaniu śladu Molisabe, to dziękuję. Za duże ryzyko. On ma tam sztab sieciarzy na usługach, nic nie umknie ich uwadze. Wypalą mi chrom. - powiedziała z namysłem - Ale inne rzeczy... to mogę ci zrobić, zależy co byś chciał?

- No co ty. Wymiękasz? Teraz? - zapytała Angela niewyraźnie, trzymała w ustach frotkę do włosów. Spinała je w koński kuc, by nie przeszkadzały w ewentualnej bójce. - Po tym co te czarnuszki nam zrobiły. Nie chcesz się na nich odegrać? Serio?

- Nie... nie za taką cenę. - Powiedziała Czarna wbijając wzrok w Krzysztofa. - Weszli nam do pokoju, kiedy byłyśmy jeszcze na górze. Było ich dwóch. W garniturach, dobrze zbudowani, obaj czarni jak asfalt. Zwracali się do nas po chamsku. Żądali wydania wszystkich danych dotyczących Molisabe. Nie wiem skąd wiedzieli, że je mamy i nie wiem skąd wiedzieli gdzie nas szukać. Jak odmówiłam jeden chciał mi wyrwać laptopa ale Angela ich trochę przystopowała. Zaraz pojawiła się ochrona biurowca to spokornieli. Wycofali się wtedy. Dogrywka była już na dole. Na parkingu jak wyszłyśmy. Musieli na nasz czekać. Było ich trzech. O nic już nie prosili, od razu przeszli do rzeczy. Ale pierwszego złożyła Angela jednym strzałem z kolanka w krocze...

- Nooo, to była krótka piłka.... heh... - przytaknęła solska z zawadiacką miną na twarzy, na wspomnienie tej części akcji.

- No i dałyśmy drapaka z powrotem do biura, ale byli szybsi i mnie dogonili. Darli się na nas, żeby oddać lapka z danymi, że takim kurwom jak my to w jego kraju to w ogóle nawet głosować nie wolno. Była bójka. A potem jeden się przedarł przez Angelę i mnie jebnął. I, to ostatnie co pamiętam... Nie przejmuj się Angela, było ich za dużo. Nie dałabyś rady aż trzem zawodowcom na raz. - Skończyła spoglądając na poirytowaną soloskę.

- Wkurwili mnie. Głosować nie wolno... Jebani, zacofani syjoniści... - rzuciła przez zęby Angela.

Ketarski i Czarna popatrzyli się na siebie ze zdziwieniem.

- Chyba raczej islamiści? - Skorygował ostrożnie Ketarski. - Bo to pewnie chodziło o prawo szariatu, z tymi prawami do głosu.

- A to nie to samo? - Zapytała z rozbrajającą szczerością Blondi.

Czarna spokojnie pokręciła głową.

- Ja to wiedziałam. Ja, tak tylko... - powiedziała bez przekonania, zbita z tropu soloska - W każdym bądź razie chwilę potem wskoczyli chłopaki z ochrony budynku i jak wyciągnęli swoje H&K 1055, to tamci od razu odpuścili. Chłopaki z ochroniarki generalnie nie interweniują na parkingach, bo to teren wspólny firm ale tym razem zrobili taki tam drobny wyjątek. Czarni darli się na odchodne, że się jeszcze spotkamy... No i śmy się spotkali. Ale to już tutaj, w holu. Był sam. Przyszedł chwilę temu, jakiś gruby łysol w kolorze jak tamci trzej z parkingu. Popatrzył tylko na nas bez słowa i wszedł do salki. Zaraz tutaj obok naszej. To chyba jakiś ich boss był, bo podobno czeka tam na kogoś z zarządu Prepaka, kto ma tu zaraz do niego przyjść. Podsłuchałam jak gadali o tym chłopaki z ochrony. To se pomyślałyśmy, że poczekamy zobaczyć co za morda przyjdzie się zobaczyć z tym czarnuszkiem z Bambus Corporation...

Sara pokręciła głową, niezgadzając się solską.

- Z Banan Coropration - skorygowała - To jest taki większościowy udziałowiec Prepaka..

- Ja wiem! No, że to też nie to samo... - burknęła chmurnie Blondi. - No, że bambus i banan to dwa zupełnie różne krzaki są.

: 05 lutego 2019, 20:50
autor: Nanatar
Praga, 27 lipca 2055, piątek, popołudnie przed brytyjską herbatką

Nie odczekał się Lenu pistoletu, widocznie koledzy ocenili, że nie będzie wiedział kiedy go użyć. Zdążył tylko nałożyć na oczy gesty tusz, już nie najmodniejszy, ale bardziej trwały od rozmytych kałamarnic. Sztuka polegała, że gęsty tusz nakładało się palcami, Lenu robił to jednoczesnym ruchem opuszków palców wskazujących i dużych.

Zatłoczony tunel, migające światła. Uliczki Pragi, które widział tylko z okien taxi, albo jako ikony, kody, bazy danych, nawet zdjęcia z nielicznych sprawnych kamer monitoringu. Lenu pamiętał, że na UW był nawet rozpisany konkurs na kamerę, która przetrwa na Pradze. Były kamery miniatury, pancerne demony, wieże, znikające ptaki i niewidoczne dla sieci, nawet obserwacja z kosmosu, ale każdy typ obserwacji był eliminowany przez gangi, lokalesów czy nawet podobno Policję ukrywającą w tej części miasta swą mroczną stronę. Ktoś wpadł wreszcie na pomysł, żeby włączyć do miejskiego systemu te prywatne rejestratory, których właściciele tego zapragną. I tak powstała iluzja Pragi tworzona przez tubylczych małowładców. Pasowało to wszystkim, miejscowi pokazywali władzom to co chcieli, a władze miasta miały podkładkę. Te nieliczne miejsca były niczym latarnie w mroku dusz mieszkających tu ludzi. Co nie oznaczało, że można było czuć się tam całkiem bezpiecznie.

Lenu wcisnął się głęboko w kaptur kurtki, przy kolegach musiał wyglądać niepozornie, starał się poruszać trochę niezdarnie, lekko się zgarbił. W plecaczku oprócz strzykawek wylądował mały zestaw pierwszej pomocy. Namacał tą którą pozostawił w lewej kieszeni, w prawej ukrywał się paralizator. Mijając uliczne męty i groźnych punków skierował swe kroki wprost do zoologicznego.

- Ciekawe co jest dla animalsów w takim miejscu? - zastanawiał się. Stając przed automatyczną plastikową witryną. Ta upstrzona była bezładną masą animacji reklamowych. Dopiero po około dziesięciu sekundach dźwiękowo świetlnego bełkotu, otworzyły się automatyczne drzwi wpuszczając klientów do przedsionka z drugimi.

: 08 lutego 2019, 15:29
autor: Keth
Biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055, 17:35

Ketarski zmarszczył czoło słuchając opowieści dziewczyn, wyłamał z trzaskiem palce dłoni. Przez jego twarz przebiegł jakiś cień, rozgościł się w oczach, w kącikach skrzywionych nieznacznie ust. Spojrzenie zmrużonych oczu pobiegło w stronę sąsiedniej salki, dobudówki kawiarenki zarezerwowanej dla ważniejszych gości.

- Tam siedzi? - upewnił się manager wstając z sofy i obciągając kurtkę. Już wcześniej zauważył jak obie dziewczyny taksowały go nieco zdziwionymi spojrzeniami, zaskoczone nagłą zmianą wyglądu noszącego na co dzień korporacyjne stroje kadrowca. Krzysztof poprosił je gestem dłoni, aby pozostały na miejscu, po czym ruszył w kierunku sąsiedniego pomieszczenia.

Cybernetyczne oko rozpoczęło utajnioną rejestrację obrazu, z wyłączeniem migającego czerwonego punktu pośrodku mechanicznej gałki. Konfigurując setting urządzenia za pomocą mikrosekundowych impulsów nerwowych, Ketarski otworzył na bieżąco zrzut materiału video w chmurę, do której podłączony był jego smartfon. Kopia tego samego pliku zaczęła się jednocześnie transmitować na laptopa Lenu, zapewniając technikowi ewentualny podgląd całego zajścia.
Oko nagrywa do odwołania, plik tworzy się w chmurze gdzieś głęboko w sieci. Zamierzam przejść do poczekalni obok, usiąść sobie naprzeciwko gościa i najpierw go dokładnie sfilmować, a potem przejść do ewentualnej rozmowy (wstęp do konwersacji jeszcze przygotuję).

: 11 lutego 2019, 21:41
autor: Suriel
Praga, 27 lipca 2055, piątek koło godziny 16:50

Z zewnątrz sklep nie zapowiadała się ciekawie. Ostatecznie niewiele sklepów na Pradze nie robiło dobre wrażenie przed wejściem. Była w dzielnicy jakaś trudna do uchwycenia niechęć by obnosić się z zawartością tego co w środku. Jakiś dziwny lęk, nie przed klientelą bynajmniej ale przed obnoszeniem się z dobrami w tej dzielnic. Tak, żeby nie zachęcać boosterów którym ta wystawa mogłaby się niepotrzebne spodobać, bo wówczas... Tyczyło się to również sklepiku z animalsami. Osunięty nieco z dala od gwaru głównej ulicy sklepik, ukryty był pomiędzy przepełnionymi śmietnikami. W uliczce śmierdziało odpadkami, które się nie zmieściły. Uszkodzony jarzeniowy szyld zapraszał mrugającą freonową poświatą do robienia zakupów.

Kiedy weszli ich nozdrza od razu uderzył ten trudny do określenia zapach, zmieszanych futer, gadziej skóry i glonów z akwariów gdzie pływały osobliwe, kolorowe ryby. W środku miejscami panował półmrok, miejscami zaś odwrotnie. Oświetlone solidnej wielkości jarzeniówki nagrzewały terraria w których spoczywał dziwnie wyglądające gady. Półki sklepu wypełniała szczelni karm dla wszelakich pupilów, plastikowe wielobarwne miski i puste klatki, a także setki drobnych elementów, których przeznaczenie stanowiło zagadkę nawet dla takiego miłośnika zwierząt jak Nu.

- Jeśli łaska, proszę go nie drażnić - rzucił ostrożnie młody chłopak do Berghara, który zaglądał ciekawie do wewnątrz oświetlonego terrarium. Było wysypane ciepłym żółtym pisakiem w którym coś się poruszało.

- To chyba jest... Myślałem, że ich modyfikacje genetyczne są zabronione w Europie. Zwłaszcza tego typu. - Powiedział cicho fixer, od razu rozpoznając chodliwy towar.

- Jest już zamówiony dla kogoś, kogo nie jest dobrym pomysłem wkurzać. - Odpowiedział chłopaczek głosem w którym dało się wyczytać rosnące napięcie. Chłopaczek zgasił lecące w swym oku nagranie, które jak w każdym tanim modelu cyberoka wyświetlało się częściowo na tęczówce zdradzając tym samym oglądane treści. Zaległa niezręczna cisza przerywana cichym bulgotaniem filtrów z akwarium.

- Podać może coś konkretnego?



Biurowiec Propak Polska, 27 lipca 2055, 17:35

Ketarski wyszedł na korytarz biurowca. Sterylna biel łączyła się ze sztuczną zielenią kwiatów i niebieskimi wyświetlaczami przy pokojach konferencyjnych. Tylko jeden z elektronicznych informatorów przy sali był czerwony, co świadczyło że pomieszczenie jest aktualnie zajęte. Zazwyczaj te panele puszczały w koło napis z informację, z jakiego powodu sala jest zajęta umożliwiająca identyfikacje dla potencjalnych spóźnialskich. Ale nie tym razem. Krzyś zbliżył się do drzwi w nadziei, że uroni jakieś odgłosy z wnętrza salki pomimo, że dobrze wiedział, że wejście jak i samo wnętrze tych sal są systemowo dźwiękoszczelne, zgodnie z zasadami private policy Prepaka.
Stał krótką chwilę składając fakty.
Tok biegnący myśli przerwał mu odgłos kroków z korytarza. Obrócił się na pięcie. Trzy osoby. Z przodu specjalny przedstawiciel zarządu - Dyndała, obok niego ktoś kogo widział już na wewnętrznym szkoleniu wyłącznie dla HR-owców. Był to młody Chrzanowski z krokowskiego oddziału. Elegancko utrzymana, modna fryzura wyświetlacz na goglach z danymi i dobrze skrojony armanii, z bieżącej kolekcji tak samo zresztą jak i włoskie eleganckie buty z prawdziwej skóry. Za nimi, niosąc ciężką walizę, kroczył wyjątkowo grubokościstej budowy ochroniarz.
Po twarzy Dynadły przebiegł niemal nie zauważalny przebłysk niemego zdziwienia, szybko jednak zastąpiony uprzejmym uśmiechem kiedy ich oczy się spotkały.
Wygląda na to, że wszyscy trzej zmierzają do zajętej salki.

: 12 lutego 2019, 21:40
autor: Nanatar
Praga, 27 lipca 2055, piątek koło godziny 16:50

Wdychane ciężkie wonie były dla Lenu skarbnicą informacji. Zniknął za terrariami, dokładnie oglądając ofertę punktu. Sprawdził odczyty na nadgarstku. Małe ssaki i owady stanowiły margines populacji sklepu, nie licząc oczywiście wszędobylskich karaluchów, główną ofertę stanowiły duże gady. Wyglądało na to, że cieszyły się wciąż dużym zainteresowaniem poza legalnym rynkiem. Legwany, aligatory i dusiciele. Pytony i boa, oraz oczywiści ich krzyżówki.

Wyłonił się z za uwięzionych w szkle tropikalnych ekosystemów w momencie kiedy zapis oka zatrzymał się.

Dziewczyna lekko zrzuciła kaptur, szeroko uśmiechając się do spiętego sprzedawcy. Lekko mrużąc oczy potrafiła osiągnąć więcej niż Coco z feromonami.

- Ewolucja. Rewelacja. Odrobina nonszalancji. - eleganckimi paznokciami z burgundem stuknęła delikatnie w szkło, wiedząc jak sprowokować gada żeby się pokazał, a zbyt go nie rozjuszyć. - Śliczny, ewolucja kierunkowa, nie ślepy traf natury, przyspieszenie. jeśli ludzie mają tę szansę, dlaczego mielibyśmy skąpić jej reszcie natury? - patrząc na kolegów - Tak, inne istoty też mają szansę. - do sprzedawcy - Czadowe miejsce! Może zmienię pracę, szukacie kogoś? sorry, jestem Larwa - wyciągnęła dłoń do młodego, a on reagując atawistycznym gestem przodków podał dłoń i pozwolił uścisnąć sobie ja przez dziewczynę, jakby byli dobrymi ziomkami, mimo ewidentnego złamania etykiety publicznej.

- Świetnie się składa, jestem Robal. - odparł młody, tonąc powoli w morskiej toni oczu Lenu.

- No właśnie, nie bardzo - wtrącił się fixer - tacy sami jesteście. Larwa i Robal. Robal powinien mieć dziurkę, a nie wciskać się w Larwę, co się okaże robalem. - to kompletnie skonfudowało młodego, a Lenu zastanawiał się czy O.D. był zniecierpliwiony, zazdrosny, czy prześmiewczy. Jakie jednak by nie były jego powody żart wyszedł, a Berghar dostał w podziękowaniu uśmiech.

- O.K. - przeciągnęła dziewczyna - Robal masz szampon dla pudli? Nie, nie patrz tak, odwiedza mnie kuzyn z Afryki, a najlepsze na ich fil-fil są szampony dla pudli. A i potrzebuję trochę bambusa Omega4. - ... - a hoduję sobie i sprzedaję drożej niż Ty, a nie powiem ci co. - droczyła się ze sprzedawcą dziewczyna - No dobra Sipyloidea sipylus i Phyllium giganteum.

- A nie było tu dzisiaj murzyna z owadem? Ciemniakowi padł telefon, gość z Afryki.

Na koniec Lenu rzuci jeszcze pytanie, które dręczyło nu cały czas patrząc na pierzastego niczym chiński smok pytona. - Ma odzyskane geny dinozaurów, czy zanikowe koguta?

Geny współczesnych ptaków przeszczepiane gadom, by nadać im fantastyczny, czy baśniowy charakter, szybko zanikały i powodowały szybszą eksploatacje organizmu, czyli zwierzę przeżywało rok do trzech lat, ale uzyskane niedawno geny dinozaurów, asymilowały się znakomicie, umożliwiając hodowcą z wielkim portfelem tworzyć organizmy niepowtarzalne i trwałe zarazem.

- robal, poszukam cię na asshole*
Lenu uwodzi sprzedawcę i prowokuje do powiedzenia czy był tu dziś murzyn z robalem.

*- bardzo popularny portal społecznościowy, po kryzysie FB, przejął około czterdzieści procent rynku.