Strona 10 z 57

: 21 maja 2011, 01:19
autor: 8art
Oczom Eitharta ukazała się ogromna pieczara zasłana ciałami. Ludzie w różnym wieku leżeli na matach, wśród nich krążyło kilkunastu nieludzko zmęczonych kapłańskich pomocników. Chorzy krwawili z oczu, uszu, ust i otworów genitalnych. Majaczyli w gorączce. Smród w pieczrze był okropny, złożony z wymieszanej woni krwi, ekskrementów, ludzkiego potu i kadzideł.
Brunta zwrócił się do wciąż zszokowanego Eitharta: - Do tej pory siedemnaście osób zmarło, w tym jedenaście dzieci. Leży tu ponad pięćdziesięciu ciężko chorych, a obawiam się, że do jutra kilku szczeźnie. A magii użyć już nie możemy ale nawet czarostwo zarazy nie cofało, jeno na czas jakiś objawy wstrzymywało. Do tej pory mimo rozmaitych prób nie udało nam się nikogo wyleczyć...
Eithart obszedł pieczarę przyglądając się chorym i nerwowo wertując w myślach przeczytane medyczne grimuary. Niestety nie przypominało mu się nic wartego uwagi lub już nie wypróbowanego w Duviku przez Sanne i Jareda. W końcu zrezygnowany stwierdził po cichu: - Nic tu nie wymyśle, ta choroba dalece moją wiedze przerasta. Ale skoro magią się jej leczyć nie da tedy znak to, zaraza magiczny rodowód mieć może... Posłać by trzeba po kapłanów Graama z Wielkiej Turegańskiej Katedry... - Jared na to żachnął się: - Sami poradzimy coś na zarazę. Poza tym gdyby w świat poszła jakoby pomór u nas, wtedy karawany przestały by przez Duvik chodzić, a bez nich marny nasz los. Krążąca po pieczarze Sanna dodała: - Esajan należałoby zatrzymać w mieście co najmniej na kilka dni, żeby sprawdzić, czy wszyscy aby zdrowi, bo jakby tak jeszcze zaraze rozwlekli...
- Ja bym karawanę czym prędzej z miasta odesłał, zanim na którego z chutliwych wozaków wapory z ciała niewieściego przejdą. Poza tym jak ich tu siła zatrzymacie, popularności Duvikowi to nie przyniesie - objaśnił krótko Eithart, badając jednego z chorych.
- Sanna ma rację. Porozmawiam jeszcze dziś ze starszym Esajańczyków. A dziewek chętnych to wozak tu nie znajdzie, chyba że siłą weźmie, choć głową by za gwałtownictwo zapłacił. Czy mogę liczyć na Twoją pomoc Eitharcie w rozmowie ze starszym karawany?
- Nie jestem do końca przekonany co do zatrzymania karawany, ale pomogę. Jeśli Esajańczycy pozostaną z dala od miejscowych nic nie powinno się stać.
Kapłani pokręcili się jeszcze trochę po kawernie pomagając chorym i konającym. Eithart stwierdził, że stan kilku z nich był rzeczywiście beznadziejny. W końcu Sanna oświaczyła: - Jestem wyczerpana. Wyjdę na górę zaczerpnąć świeżego powietrza. - Brunta podniósł się od chorego - I na nas czas Eitharcie, chodźmy do karawany a potem na wieczerzę. Sanno spotkamy się w domu zgromadzeń. Mam nadzieję, że spożyjesz z nami posiłek.
Trójka kapłanów wyszła na powierzchnie. Eithart zwrócił się do Brunty z rozbrajającą szczerością: - Jaredzie, niewiele pomogę tym ludziom na dole, a wspomniałeś o zaginionych górnikach. Tam bardziej miecz Gorlama może się przydać. Porozmawiam z kompanami. Może zobaczymy co da się zrobić...
Na zewnatrz gorlamita dostrzegł niecierpliwie czekającego Trehanta...

: 21 maja 2011, 05:55
autor: mordimer00
rozmawiam z Durmakiem ogólnie o wszystkim i niczym, pytam się gdzie tu można piwo dostać, i od jak dawna ludzie tutaj chorują.

: 21 maja 2011, 15:08
autor: Keth
Kapliczka Graama, późne popołudnie

Pozostawiony samemu sobie Trehant kucnął w cieniu rzucanym przez ołtarzyk Niebiańskiego Uzdrowiciela, zapatrzył się posępnym wzrokiem w płaskorzeźbę obrazującą w toporny sposób surowe, ale dostojne oblicze Graama. Słoneczny skwar począł lżeć wieszcząc nadciągający ospale zmierzch, zalegający w zakątkach głębokiej rozpadliny mrok gęstniał zauważalnie. Z wielu domostw wychynęli powoli Duvikanie, zbijający się w niewielkie grupki, trzymające się na dystans od obcego i konferujące w cichym ożywieniu. Obserwując niemo miejscowych półork dostrzegał w ich mowie ciał i wyrazie twarzy bezkresną rozpacz i lęk, zauważał je we wstrząsanych szlochem ramionach kobiet i zaciśniętych gniewnie pięściach mężczyzn, w dobiegających do jego uszu strzępach błagalnych modlitw recytowanych z pełną determinacji żarliwością. Wszyscy stali lub klęczeli na obrzeżach placyku zamkniętego kapliczką Graama i otworem w skale wiodącym do podziemnych grot.

Łowca makunów poczuł się nieco onieśmielony widok coraz liczniejszego tłumu miejscowych, toteż podniósł się z kucek i otrzepał naprędce z piaskowego pyłu swe odzienie. Duvikanie zdawali się nie dostrzegać zakłopotania obcego, modląc się coraz głośniej i wpatrując niecierpliwie w zejście do podziemi.

Trehant dostrzegł nagłe poruszenie ludzi i usłyszał niski pomruk ich głosów. Z groty wychynęła trójka postaci. Byli to Eithart i kthan Jared Brunta, ale towarzyszyła im kobieta, która z miejsca urzekła Trehanta swą urodą, promieniującą od niej pomimo ewidentnych oznak skrajnego wyczerpania. Obaj mężczyźni pogrążeni byli w cichej rozmowie, urwali ją jednak na widok czekających na nich mieszkańców Duviku.

- Bracia i siostry, wróćcie do swych domów! - poprosił słabym głosem Brunta - Ten oto czcigodny mąż, sługa kultu Gorlama, pozostanie z nami, by dołączyć do grona medykusów. Z jego pomocą ostatecznie pokonamy chorobę. Wracajcie do swych domostw i oddajcie się modłom w intencji naszych wysiłków!

Wypełniający obrzeża placyku tłum Duvikan zaszumiał, zafalował nieznacznie, kiedy posłuszna wezwaniu sędziwego kleryka część miejscowych zaczęła się wycofywać bez słowa w głąb osady.

Lecz nie wszyscy.

- Co z moimi dziećmi?! - krzyknęła rozdzierającym głosem jakaś młoda kobieta, z całych sił trzymana w miejscu przez swego męża - Kiedy oddacie mi moje dzieci?!

- Jak się czuje mój brat?! - do młodej matki dołączył jakiś mężczyzna w ubrudzonym ziemią stroju ogrodnika, unosząc wysoko ściskaną zbbielałymi palcami motykę - Kiedy będę go mógł zobaczyć?!

Pomruk wśród Duvikan nabrał na sile, odchodzący już z placyku mieszkańcy zaczęli zawracać.

- Bracia i siostry! - krzyknął donośniej Brunta - Nie ściągajcie na nas wszystkich boskiego gniewu okazując lekceważenie wobec słów sługi Graama! Jam jest jego narzędziem, instrumentem boskiej woli! Mój język przemawia słowami Niebiańskiego Uzdrowiciela! Nie okazując im uszanowania dajecie wyraz nieposłuszeństwa wobec Najwyższego! Nie grzeszcie, opamiętajcie się!

Wśród Duvikan rozległy się krzyki lamentu i szlochy przemieszane z głośnymi modlitwami. Dostrzegając poruszenie w jednym miejscu zgromadzenia Trehant odwrócił głowę w tamtą stronę, ujrzał grupkę wiedzionych przez pierwszego kapitana zbrojnych przepychających się śpiesznie w kierunku kapliczki.

- Bracia i siostry! Wasi bliscy czują się coraz lepiej! - krzyknął sędziwy graamita - Lada dzień choroba opuści ich członki! Idźcie do domów i nie opuszczajcie ich bez potrzeby, jeśli zaś spostrzeżecie, że któryś z was zdradza objawy zarazy, bez chwili zwłoki przyprowadźcie go do mnie!

Tłum zafalował ponownie, rozdarty pomiędzy gniewem, lękiem przed karą boską i surowymi twarzami zbrojnych, którzy ustawili się w międzyczasie przed wejściem do pieczary. Modląc się, płacząc, a w kilku przypadkach również złorzecząc Duvikanie zaczęli w końcu opuszczać placyk.

- Gdzie reszta naszych? - zapytał ściszonym głosem Eithart podchodząc do czekającego na niego Trehanta - Mus mi pilno wam cosik rzec.

- Nie tobie jednemu - odpowiedział ze śmiertelnie poważną miną półork - Skela w chatce dla gości został, Uhra pewnikiem jest w domu zgromadzeń, a goblin gdziesik wsiąknął. Jak cię nie było, jużeśmy zdążyli z tutejszym komendantem zadrzeć i to nie na żarty, lada chwila gotów nas pod byle pretekstem powiesić.

Trehant przeniósł badawcze spojrzenie na wydającego żołnierzom ciche rozkazy Oktara Detelfa, ten jednak sprawiał wrażenie takie jakby półorka wcale nie zauważył.

- Świątobliwy Eitharcie, udasz się ze mną do starszego karawany? - zapytał Jared Brunta kładąc pomarszczoną dłoń na ramieniu gorlamity. Młody kleryk odpowiedział twierdzącym kiwnięciem głowy, ale mijając Trehanta złapał go szybko za rękaw i szepnął półorkowi dl ucha kilka słów.

- Znajdź wszystkich! Mus mi się z wami rozmówić!


Wątek techniczny

Czy dla zachowania płynności sesji mogę przyjąć automatycznie, że zgodnie z prośbą Eitharta Trehant odnalazł Uhrę i Mordila i bez zwłoki zapędził ich do chatki, by tam czekać na przyjście gorlamity? W międzyczasie rozegrałbym scenkę przedstawiającą negocjacje z Esajanami i zaraz potem moglibyście już w pełnym gronie BG rozmówić się na temat bieżącej sytuacji siedząc w progu chatki dla gości.

A propos tego rozmówienia się, nie musicie na siłę pisać postów fabularyzowanych, równie dobrze możemy tę naradę zaliczyć za pomocą normalnych postów technicznych (tryb niebieski), wtedy szybciej Wam to pójdzie.

8ART, jaka taktyka w stosunku do Esajan? Zdolności profesjonalne, może jakieś sztuczki?

: 21 maja 2011, 19:03
autor: Treant
Wątek techniczny

Zgodnie z prośbą Eitharta Trehant uda się najpierw po Uhrę, by zapewne ku jej niezadowoleniu przerwać jej flirt z łowczym, następnie w drodze do chatki będziemy rozglądać się za Mordilem, a jeśli go nie odnajdziemy i po powrocie nie będzie tam któregoś z naszych towarzyszy, spytamy okolicznych mieszkańców, czy nie widzieli gdzieś goblina i/lub grubo odzianego człowieka z twarzą osłoniętą kapturem. Wspomnę Uhrze o rozmowie z kapitanami w naszej chatce i gniewie Mordila, który ściągnął na nas kłopoty. Oznajmię też, że powodem mojego milczenia w świątyni była obecność Hakana, który mógłby wszystko przekazać Bruncie, a ja nie mam powodów, by ufać kapłanowi.

: 21 maja 2011, 19:07
autor: 8art
Wątek Techniczny

Ide z Brunta do Esajan i czekam jak zareaguja na słowa kapłana. W razie jakiś sprzeciwów wyjasniam (prawiąc kazanie - CHx2) że jeżeli nie poddadzą się kwarantannie i którys z nich zawlecze chorobę do Tureganu to tamtejszy władca każe ich pewno żywcem zakopać, jak to uczynił jego pradziad z chorymi podczas zarazy czarnej śmierci 85 lat temu. Więc lepiej żeby zostali w duviku kilka dni. Oczywiscie stawiam Brunte przed faktem dokonanym i stwierdzam, że starszyzna z pewnością zatroszczy sie żeby mieli preferencyjne ceny wody i żywności, co by stratni nie byli na postoju.

: 22 maja 2011, 03:24
autor: mordimer00
wracam na narade

: 22 maja 2011, 14:12
autor: Keth
Chatka dla gości, wczesny wieczór

Wypoczęty po całodziennej drzemce gulmak piszczał na widok Mordila i ustawicznie próbował swego pana lizać szorstkim jęzorem, ale goblin nie zwracał na te objawy sympatii najmniejszej uwagi, kucając pomiędzy przednimi łapami zwierzęcia i obserwując zgromadzenie ludzi przy zagrodzie dla wołów. Pakujący swój dobytek Esajanie rzucili całą robotę wywołani na zewnątrz pieczary przez Eitharta i towarzyszącego mu duvikańskiego kapłana, wspartego ciężko na swym kosturze. Za plecami obu kleryków stało paru miejscowych zbrojnych w lekkich skórzniach i chustach zawiązanych na głowach, z palcami oplatającymi rękojeści mieczy lub drzewca włóczni.

- Jakowysie kłopotne? - zapytał głośno goblin nie odrywając wzroku od rozmawiających ze starszym karawany kapłanów - Chętne wszytkie precz na Turegan jechować?

- Cosik mi się widzi, żeś daleki od racji - pokręcił głową Trehant - Nie myślę, że Eithart się tera gdzieś wybierał, chociaż może zmieni zdanie jak mu powiem, com się zwiedział.

- No to rzeknij od razu, a nie miel ozorkiem po próżnicy - zniecierpliwiła się Uhra - Wielce tajemny żeś się zrobił, wszystkich tu bez objaśnienia przywlókł. O co rzecz idzie, o tego ichnego złego ducha, co chorobę przywlókł?

- Wybacz, żem nic przy tamtym myśliwym nie rzekł, ale gotów on jeszcze co swemu kapłanowi rzec, a jakoś nie mam ja do tego starca ufności - mruknął Trehant - Rzecz idzie o kopalnię, a raczej o to, że nie we wszystkim byli z nami kapitanowie szczerzy, wiele zdali się przemilczeć. Lecz nie chcę się powtarzać, tedy poczekajmy na Eitharta, ma się on z wozakami rozmówić na prośbę tego Brunty i zaraz potem tu przyjdzie.


Wątek techniczny

Zaraz napiszę wstawkę dla 8ART-a opisującą spotkanie z Esajanami i po jej publikacji będziecie już mogli oficjalnie wymienić między sobą zdobyte informacje, ocenić bieżącą sytuację i podjąć decyzje co do dalszego pobytu w Duviku lub jego opuszczenia. Do zapadnięcia zmroku dwie godziny, do wieczerzy pół.

: 22 maja 2011, 14:52
autor: Keth
Zagroda dla wołów, wczesny wieczór

Zgodnie z podejrzeniami Eitharta, uprzejma prośba Jareda Brunty nie spotkała się ze zrozumieniem esajańskich karawanników. Pokrzykując gniewnie i potrząsając głowami, smagłoskórzy mężczyźni poczęli w charakterystyczny dla swej kultury sposób objawiać niezadowolenie z wizji spędzenia kolejnego dnia w Duviku. Poszturchiwany przez najbardziej śmiałych kompanów starszy karawany postąpił krok do przodu wspierając ręce na biodrach i zadzierając wyzywająco podbródek.

- Wielchnie złowawa proposta, mościewy - oznajmił Esajanin spluwając demonstracyjnie na piasek pod nogami. Gorlamita poczuł na ów widok lekkie ukłucie złości, ale wiedział od początku podróży, że Salach był zagorzałym sharamitą i nie zwykł okazywać przesadnej atencji kapłanom innych kultów - Mychne uwidali tako, iże ne ostanmy w tacho mistinu, gde placha.

Eithart położył prawicę na swym mieczu słysząc harde słowa Salacha, postąpił raptownie do przodu zwracając tym nagłym ruchem uwagę wszystkich i uciszając pomrukujących z aprobatą dla słów Salacha karawanników.

- Kto zło czyni choćby i nieświadomie, wspólnikiem złego pozostaje - powiedział gromkim głosem gorlamita, nie zdejmując dłoni z miecza - Choroby roznoszą posłańcy złych bogów, naszym zaś powołaniem jest ich zwalczanie. Osada ta plagą jest trawiona, lecz choroba pozostaje uwięziona w tych skałach, w tym wąwozie, wystawiona na ciężką próbę dzięki mądrości i mocy tutejszych kapłanów i mej skromnej pomocy. Czcigodny Brunta mądrze czyni prosząc was, abyście pozostali na kilka dni, albowiem do tego czasu pokonamy plagę, wy zaś nie zawleczecie jej przez przypadek do miast Tureganu.

- Szto te urutywał? - odkrzyknął Salach ujmując się jeszcze mocniej pod boki - Mychne wszte nie chorytwe, a z unymi ne macane. Placha mychnych nie uchłapła, tede uchodytme.

- Bogowie patrzają, a oceniają, również w tej chwili! - podniósł głos jeszcze wyżej Eithart - Lecz cosik mi się zdawa, że wam boska kara pewnikiem potrzebna nie będzie, że bogów ktoś inny wyręczy, jeśli chorobę w ziemie Tureganu poniesiecie. Mus wam bowiem wiedzieć, że niecałe sto lat temu podczas Czarnej Śmierci tamtejsi satrapowie zwykli żywcem grzebać chorych, by z zarazą walczyć. O ile mnie pamięć nie myli, wciąż żywy jest ten obyczaj w Tureganie, wciąż żywy.

Przy zagrodzie zapadła cisza, ciągnąca się w nieskończoność i uginająca pod ciężarem ogromnego napięcia. Salach spojrzał na swych ziomków wzrokiem, w którym gorlamita spostrzegł pierwsze iskierki niezdecydowania.

- Byście zaś nie czuli się ukrzywdzeni na mieszkach, tutejsi mieszkańcy zaopatrzą was w jadło i napitki bez sięgania głęboko w wasze sakiewki, prawda, kthanie Brunto?

- Tak, kthanie Eitharcie - odpowiedział natychmiast sędziwy graamita, pośpieszając swemu młodszemu kompanowi z pomocą - Strawa i woda za bezcen, ani srebrnika nie weźmiemy, zapraszamy w gościnę.

Salach splunął ponownie na piasek rozważając te słowa, potem nie dodając nic więcej odwrócił się w miejscu wyładowując całą swą złość na ziomkach i nakazując im ochrypłymi okrzykami zaprzestać dalszego pakowania bagaży.


Wątek techniczny

Udało się powstrzymać Esajan przed wyjazdem z osady, aczkolwiek uczynili to bardo niechętnie i istnieje ryzyko, że mimo wszystko dadzą nogę, gdy spuści się z nich oko. Co do mechaniki, Eithart zaliczył poprawnie testy na MDi CH (układając w myślach treść kazania i charyzmatycznie je wygłaszając), potem zaś zaliczył na wyniku 95 przekonywanie Salacha, który poległ w próbie odparcia sugestii wynikiem 81.

Teraz możemy już przyjąć, że Brunta poszedł do domu zgromadzeń, a Eithart wpadł do chatki dla gości. Naradę czas zacząć, oddaję Wam klawiaturę!

: 22 maja 2011, 18:31
autor: Treant
- Uhro, Eitharcie. Najwyższa pora, abyście się dowiedzieli do czego tu doszło podczas waszej nieobecności. Chwilę po tym, gdy odeszliście odwiedzili nas kapitanowie osady Oktar Detelf i Ilef Sharat, by złożyć nam propozycję oczyszczenia kopalni z bestyj, które zasadzają się na górników i z zaskoczenia pazurami i zębiskami życia ich pozbawiają. Żołnierze chcieliby w tunelach porządek zrobić, jednak dopóki trwa zaraza, kapłan Brunta zabronił im wypuszczać się poza mury osady. Dlatego ponoć u nas pomocy szukali, w zamian za wytępienie stworów i wywiedzenie się o losy kilku zaginionych górników jakoweś nieobrobione szlachetne kamienie i metale oferując. Rzekłem im, że musimy razem z Esejanami w dalszą drogę ruszać, gdy Salach da znak do wymarszu, jednakowoż powiedzieli, iż owa kopalnia jest niedaleko stąd i powinniśmy zdążyć przed wyruszeniem w kierunku kolejnej osady. Już zaczęli rozkładać mapy kopalni, gdy nagle zagniewany Mordil zerwał się na nogi i odpowiedział im, że nie dość, iż ceny tu mają straszliwe, to i miast własnymi wojakami, naszą grupką wysłużyć się planują, dając nam coś, co na pustyni nic warte nie jest. Zanim rzeknę co dalej mnie spotkało, niechaj Mordil powie co go tak onegdaj wzburzyło, bo pierwszy kapitan o całej rozmowie rychło kazał zapomnieć i wyobrażacie sobie, zagroził nam, że jeśli będziemy się po domostwach kręcić w mig okrzykną nas kradziejami i jeśli tylko jakoweś propozycje tutejszym kobietom czynić zaczniemy jako gwałtowników nas ukarzą, bo nie jesteśmy tu mile widziani.

: 22 maja 2011, 20:37
autor: 8art
Watek techniczny

Z kobietami tutejszymi lepiej sie nie zadawac, bo wapory moga przejsc, ew dla co bardziej chutliwych Uhra pozostaje:))) i chory w pieczarze sie znajdzie.

Zaraza jest smiertelna, co starszyzna trzyma w tajemnicy przed mieszkancami i niech lepiej tak zostanie. Moim zdaniem zaraza ma magiczny charakter, gdyz magia nie leczy choroby a jedynie ja czasowo wstrzymuje.

Sytuacje z kapitanem mam nadzieje jakos zalagodzimy.

Osobiscie uwazam ze zaraza, kwetia kopalni i morderstwo na pustyni sa jakos polaczone.

Czekam na posty reszty graczy a potem wypracujemy jakas strategie.

: 22 maja 2011, 22:08
autor: Ula
"Kapłanie ty się , urwa, swoją osobą dysponuj." wypaliłam natychmiast

"a co do kopalni, czemu nie, warto pójść zoczyc co tam siedzi, tutejszy zwidowca wskazał mrówkoludy na możliwych zabójców tych biedaków, a chorobę miejscowy szaleniec nazywa zemstą upira pustynni za grzechy ojców, cóż to za grzechy dowiedzieć się nie zdołałam."

: 23 maja 2011, 00:50
autor: 8art
Sorry Ula, cały mój post jest wątkiem technicznym: Eithart nie rzuciłby takiego tekstu. To tylko sexistowski żart poza osią PBF. Sorry.

: 23 maja 2011, 04:11
autor: mordimer00
-"Ja nie ufać ta ludź, gdzie być ich dziecia co? Wszystka z broń łazić i nikt po swoich do kopalnie nie iść? Choroba, tamte dwa trupy też być z ta osada, tera kopalnia? Moja nie ufać tych ludzia! Te człeki coś knować!
A wyśta się cosik dowiedzieli?"

: 23 maja 2011, 06:54
autor: Ula
Uhra - co bardziej hutliwym rzeczywiscie pomóc może - po przez amputację tego czegoś :P

i weź nie żaruj z przeprosinami - wszak to gra, i na prawdę nie zwykłam odbierać do siebie teksty rzucane o mojej postaci. bo przecież ona mną nie jest i raczej nie będzie. //ja też nie jestem taka walczącą feministka jak mi Uhra wychodzi//

: 23 maja 2011, 08:51
autor: Treant
- Poszedłem więc szukać waszej dwójki, bo chciałem was uprzedzić o groźbie kapitana i jak tylko o wstrzymaniu poszukiwań górników do czasu ustąpienia zarazy usłyszałem, to przeszło mi przez myśl, że ten Brunta coś knuje, bo przecie stwory mogły któryś z szybów opanować i robotników od wyjścia odciąć. A tamci nękani głodem i pragnieniem mogą nadaremno na ratunek czekać, bo jak słyszę tutejszy kapłan woli chorych, którym pomóc nie potrafi w piwnicach trzymać i ze straży w celu ochrony tych ciemnic przed zaniepokojonymi krewnymi chorym korzystać. Sam widziałem jak żołnierze nadeszli, gdy tylko tłum wieści o swych bliskich domagać się począł.
Ale to nie wszystko: błądząc wśród domostw, gdzie o miejsce pobytu Eitharta chciałem wypytać, zostałem nagle wywołany z zaułka przez niewiastę twarz pod kapturem skrywającą. Od razu pomyślałem o zarazie i groźbie kapitana, więc nabrałem podejrzeń. Kobieta bacznie rozglądała się we wszystkie strony, jakby niebezpieczeństwo jakoweś na nią czyhało. Zaświtało mi w głowie, że może ma gdzieś w zakamarkach wspólników i w jakąś rozróbę wciągnąć mnie planują, toteż rozglądałem się bacznie po dachach, ale nikogo tam nie uświadczyłem. W końcu treserka nielotów jak się okazało, spytała czy z kapitanami rozmawialiśmy. Oni wspomnieli o kilku górnikach, zaś Erill zaklinała się, że do osady nie wróciło ich prawie dwudziestu! Dlaczego Oktar z Ilefem tak zaniżyli tę liczbę? A może reszta tych zagubionych wcale do kopalni nie doszła? Skąd wiemy, czy nie leżą gdzieś pochlastani nożem i ogryzani przez lisy? Umówiłem się z Erill, że dam jej odpowiedź, gdy do owych tuneli przyjdzie nam ruszyć.