Strona 10 z 28

: 20 lipca 2011, 10:25
autor: Zygi
To kto z kim handluje, jest akurat "mało istotne" i mało sprawdzalne (ja handlując z wrogiem nie trzymałby takich papierów w magazynie), bardziej moje wątpliwości budzi 'czym jest handlowane' bo równie dobrze mogą tam zamiast ryb, bądź w rybach, jakieś inne ciekawostki.. co mniej prawdopodobne, ale też bardzo bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że zamiast magazynu znajdziemy tam jakąś manufakturę produkującą coś, czego nie można wyrabiać otwarcie..

: 20 lipca 2011, 12:31
autor: tzeentch
Pomysl zastapienia straznikow tez uwazam za dobry. Co do przeszukiwania magazynu - jestem za, bo mozna cos tam dla siebie moze znalezc. Do tego celu pragne wykorzystac swoje umiejetnosci profesjonalne.
A to czy nas wysylaja Osmudczycy, czy Tabadanczycy... O ile nikt nas nie nakryje to nie ma to znaczenia. A jesli ktos nas nakryje... to tez nie ma to przeciez znaczenia :p

Tak czy siak chce sie zaopiekowac sakiewkami straznikow. Jednego czy dwa kopniaki tez im sprzedam dla zasady, ale zadnej trwalej szkody im wyrzadzic nie chce. W koncu plan jest taki, zeby podpalenie w miare mozliwosci wygladalo na ich nieuwage, a nie na efekt napadu.


- Dobrze, towarzysze. Fak jest, ze ktos moze pacholkow na strzay zastapic, a reszta pozar przygotuje. Przydaloby sie troche oliwy lub innych ognistych materialow zebrac i jak to powiedziane ogien albo z maznicy, albo z jakiej latarni, czy pochodni (o ile straznicy takie mieli) podlozyc. A jak kto cos ciekawego znajdzie... to tym lepiej.
- Jak co do czego przyjdzie, to niech kto wyjdzie wczesniej na ulice i przepatruje czy sie nikt nie zbliza, coby nam caly plan ucieczki na panewce nie spalil.

: 20 lipca 2011, 12:54
autor: Zygi
Tak tylko w kwestii technicznej, nie uważam by pachołkiem, zwłaszcza na służbie i to pod nieobecność właściciela mieli przy sobie fortunę. Nie chodzi o jakieś wyrzuty sumienia, że niedość że pewnie stracą pracę to jeszcze ich okradamy, bo to akurat mnie nie rusza, jednak ich historia o napadzie będzie bardziej wiarygodna jeśli kogoś uda im się przekonać 'i jeszcze mieszek mi ukradli, a i tu mnie rozcieli' niż wtedy , gdy wszystko będzie wyglądało jak trzeba i przydarzył się nieszczęśliwy wypadek z maźnicą/lampą, podczas, gdy pijani pachołkowie zasnęli. Może to przesadna ostrożność, ale zawsze może dać dzień-dwa więcej na oddalenie się z miasta, nim zaczną szukać "tych dwóch pijaków, z których jeden pewnie i nos ma teraz złamany", a lepiej mieć taką możliwość nawet czysto teoretyczną, niż nie mieć w ogóle.
Z tego też powodu warto by było zrobić coś z kuflami i beczułką (wylać gdzieś zawartość i je przetrzeć?) by gdy pożar wyjdzie na jaw, nie okazało się zbyt szybko, że pachołkom podano zaprawione wino, bo wtedy to jak byśmy nie upozorowali wypadku wewnątrz, to kwestia nieuwagi nie wchodzi w grę. Chętnie z Goldasthem, skoro wziął się już za przyglądanie drzwiom budynku, być może ktoś 3ci, 4ty natomiast, dobrze by było gdyby pozorował pachołka i on lub ta '3cia' osoba zajęli się "winem"... - jednak nie zamierzam nikomu nic narzucać, to tylko propozycje i sygnalizowanie potencjalnych zagrożeń, choć może zbyt wiele nocy przy WoDzie spędziłem..

: 20 lipca 2011, 13:03
autor: tzeentch
Niech i tak bedzie... z tym sprzataniem wina, bo to pomysl dobry.
W sakiewki zajrzec moge i tak, a moze zloto znajde? Jednak nie zabieram wszystkiego, troche niech zostanie, przeciez nic rozcinac nie trzeba, ajk spia to po dobroci oddadza...

: 20 lipca 2011, 22:16
autor: Keth
Dziedziniec faktorii, Tahar-gar, Tabadan

Zdzielony w ciemię laską elfa strażnik nawet nie stęknął, zatopiony w pozornie bezdennym snie. Pozostali najmici w okamgnieniu pokonali ciemną uliczkę, dopadając żelaznej bramy i zamykając ją za sobą. Przypadając obok maźnicy i kucającego na ubitym dziedzińcu Hariquiela wszyscy poczęli spozierać na ciemny budynek faktorii i otaczające go szopy, dysząc cicho i starając się uspokoić bijące szaleńczo serca. Nikt ich najwyraźniej nie spostrzegł przy wejściu na teren kupieckiej posiadłości, żaden podejrzliwy sąsiad nie podniósł wrzasku ani też nikt nie wypadł z gołym żelazem z samej faktorii.

- Pachołków trza przypilnować, coby który zawczas się nie ocknął - syknął Hariquiel - I zdałoby się jednego w cień odciągnąć, coby kto z nas na jego miejscu zasiadł, a ty byś się zdał ku temu najlepszi.

Rosły Tabadańczyk w lot pojął znaczenie słów elfa, zdarł z głowy najbliższego strażnika jego pocieszną myckę zakładając ją sobie na niesforną i krzywo przyciętą czuprynę, złapał pospołu z Mordentim bezwładnego nieszczęśnika przenosząc go w trymiga w głęboki cień rzucany przez jedną z szop. Obolały po zebranym od Aldura laniu Katańczyk ulżył sobie dwoma solidnymi kopniakami wymierzonymi nieprzytomnemu człowiekowi, potem zaś osunął się na kolana macając po pasie biedaka w poszukiwaniu jego mieszka.

- Ostaw jego sakiewkę, psiakrew! - syknął jeszcze głośniej wciąż kucający przy zastawionej kubkami z winem ławie Hariquiel - Mus nam pozory uczynić, że to pożar z wypadku, a nie umyślny czyn, tedy nie lza ich obrabować!

- A kto rzecze, że ich okradam? - prychnął w odpowiedzi Katańczyk - Ja chcę jeno zerknąć jak dobrze tutejsze kupce płacą, a nuż się do takowej roboty najmę.

Zostawiając towarzysza w cieniu szopy z jego ofiarą i jej mieszkiem Aldur wrócił co sił w nogach do Hariquiela i Goldastha, rozpinając następnemu z kolei strażnikowi pas z szablą i zakładając go sobie na biodra.

- Dychają - szepnął Tabadańczyk dostrzegając unoszące się w płytkim dechu piersi uśpionych strażników - Jak wyglądam, nadam się na jednego z takich onych?

Z pocieszną mycką na głowie i szablą u boku wyprostowany na całą wysokość Aldur sprawiał w ciemnościach wrażenie nader udanego podobieństwa, toteż elf cmoknął z uznaniem wskazując człowiekowi miejsce przy ławie.

- Powylewaj jeszcze wino, a beczułkę gdzie wyrzuć, coby nie za szybko kto pojął, żeśmy ich zatrutym trunkiem podeszli - dorzucił elf podnosząc się zwinnie z kucek - A ty, mości krasnoludzie, pozwól ze mną.

Pozostawiając obu ludziom dziedziniec faktorii pozostali dwaj najmici pomknęli co sił w nogach ku ciemnemu cichemu budynkowi z kamienia i drewna.


Wątek techniczny

Podoba mi się ta Wasza wymiana danych taktycznych w powyższych postach, tego rodzaju współpracę drużynową bardzo u BG cenię! Strażnicy żyją, chociaż płytko oddychają i nie reagują nawet na kopniaki Morientiego. Mają w sakiewkach trochę złota i srebra (info na PW Tzeentcha). Wokół cicho i spokojnie, Aldur siada w mycce na głowie na ławie rozlewając po ziemi zatrute wino.

Dwa zaległe pytania! Gdzie jest teraz piesek? Kto co zostawił w tawernie, a co ma przy sobie? (oraz ile mam Wam ewentualnie odpisać z sakiewek za napiwki, które zostawiliście personelowi za przypilnowanie tych rzeczy).

: 20 lipca 2011, 22:29
autor: Zygi
Nie pochwalam wyciągania czegokolwiek z tych sakiewek, a nuż moneta będzie umagiczniona i łatwo ją będzie zlokalizować, no, ale nie zamierzam też nad nikim stać i pilnować.. akcję należy przeprowadzić szybko i bez sprzeczek w zespole.
Akki jest w jednej z wąskich uliczek(można przyjąć, że przeciwległą do tej, z której obserwowaliśmy cały popis aktorski w wykonaniu Aldura i Moriento) przed bramą i obserwuje, w razie zagrożenia zagwiżdże na niego, jeśli usłyszy to doskoczy.. on hałas też może szczekaniem(a raczej wyciem) wznieść, ale nie przesadzając z inteligencją psa, raczej to będzie dla odwrócenia czyjejś uwagi niż dla ostrzeżenia ans o niebezpieczeństwie, bo ciężko mu będzie takowe zidentyfikować.
Co do karczmy to został tam mój łuk, kołczan i pakunek, w którym znajdzie się trochę jedzenia i książka. Jednej z usłużnych dziewek zostawiłem 35 tabarów i szeroki uśmiech, by przypilnowała tego, kiedy ja chwilę spaceru nad morzem zaznam, a z pewnością do niej wróce jak tylko zapach soli i ryb weźmie górę nad urokami wichru rozbijającego wodę, i choć pewnie zmęczony będę to stęskniony za ciepłą karczmą i jej urokami chętnie wysłucham co ciekawego działo się podczas mego spaceru i czy jakieś trudności z zaopiekowaniem się ekwipunkiem były ;) [mam nadzieje że cedzenie słodkich słówek pozwoli jej przymknąć oko na to, że gdziekolwiek wychodziłem tej nocy, a spacer nad morzem będzie tłumaczył ew. zapach ryb]

: 20 lipca 2011, 23:54
autor: avnar
Ja w karczmie zostawiłem tylko bambetle podróżne, a resztę mam ze sobą. Nawet po dołożeniu szabli do pasa, to i tak chodzę z tarczą i siekierą. Co do napiwków, to można odliczyć 10 srebrników.


W każdym razie rygluję bramę i idę się rozejrzeć przy murze czy da się przez niego szybko przeskoczyć jeśli byłaby taka konieczność. Jeśli nie ma żadnej szopki, skrzyń czy ław, to postaram się to zgromadzić po stronie w którą mamy uciekać, czyli tej przeciwnej do studni. To tak na wszelki wypadek gdyby nas coś do nagłej ucieczki zmusiło a brama była zablokowana.

Oprócz tego, w okolicach bramy gromadzę też jakieś rupiecie, aby ewentualnie trochę zawalić przejście.

Staram się to robić CICHO, jeśli coś jest ponad moje siły albo robi hałas za duży, to daje sobie spokój.

Po tych przygotowaniach staję sobie w cieniu bramy i obserwuję co się pobliżu faktorii dzieje. Staram się też wyczulić co też robią moi towarzysze.

Pytanie Keth: Czy uśpieni strażnicy będą bezpieczni od pożaru tam gdzie ich zostawiliśmy? Czy może lepsze byłoby jakieś inne miejsce?

: 21 lipca 2011, 00:05
autor: Keth
Faktoria Kaleda Raffura, Tahar-gar, Tabadan

Nie oglądając się więcej na swych ludzkich towarzyszy elf i krasnolud prześlizgnęli się pod frontową ścianę faktorii, przycisnęli do niej plecy podkradając się do drewnianych drzwi. Hariquiel odczekał chwilę nasłuchując bacznie, ale z wnętrza budynku nie dobiegł go najmniejszy szmer. Naciśnięta lekko klamka opadła w dół z nadspodziewaną ciszą, zdradzając czyjąś wielką troskę o regularne oliwienie jej mechanizmu.

Popchnięte delikatnie drzwi uchyliły się odsłaniając czerń wnętrza budynku. Elf zesztywniał ponownie, nie słysząc jednak żadnego dźwięku skinął głową stojącemu u jego boku krasnoludowi, a potem bez dalszego namysłu wsunął się za próg.

Parter okazał się rozległym pomieszczeniem zastawionym drewnianymi meblami, pośród których wyróżniały się pulpity skrybów pracujących za dnia nad księgami rachunkowymi swego pryncypała. Chociaż w powietrzu unosił się nikły rybi zapach, wyczuwalny zwłaszcza dla nozdrzy Hariquiela, elf pojął od razu, że w tym miejscu nie przechowywano ryb, a jedynie zawierano kupieckie transakcje. Nie potrzebując w ciemnościach lamppy elf poruszał się po zagraconym wnętrzu parteru ze zgrabnością, której ludzie mogli mu tylko pozazdrościć.

Rozmyślający gorączkowo mężczyzna uznał, że wystarczy mu w zupełności drewnianego zapasu opału, by wzniecić pożar zdolny strawić całą faktorię do gołej ziemi. Wystarczyło rozbić olejną lampę o jeden z zasłanych czystymi zwojami papieru pulpitów...

Elf obrócił się w miejscu odszukując w ciemności wzrokiem krasnoluda i wówczas dostrzegł kątem oka coś, co wcześniej zupełnie przeoczył: padającą gdzieś z góry ledwie widoczną poświatę, promieniującą nikłym blaskiem od strony wiodących na pierwsze piętro schodów.

: 21 lipca 2011, 02:15
autor: Goldwin
Techniczny:

Kolczuga, topór za pasem, kordelasy na pasach na piersi i tarcza na plecach. Pochodnia w zanadrzu, hubka z krzesiwem i jedna dzienna racja. Torbę wraz z pozostałym ekwipunkiem pozostawiłbym pod ochroną barmana za opłatą 1 złocisza (jakieś 100 srebra). Chyba nie zginie...

: 21 lipca 2011, 04:03
autor: tzeentch
W gospodzie zostawiłem plecak, wraz z kocami, bukłakami/manierkami itd oraz koce i większość ubrań. Wziąłem natomiast ze sobą broń, linkę z kotwiczką, wytrychy, księgę (wszystko to w mniejszym worku) oraz większość broni (kilka bełtów do kuszy, ale nie biorę całego pęku). Broń, zbroja i tarcza została u moich towarzyszy w trakcie naszego małego przedstawienia, ale teraz znów mam to na sobie. Tarcza na razie na plecach, kusza zawieszona na pętli pod płaszczem, ale mam na niej rękę, aby w razie czego dostać ją jednym ruchem (bełt obok - nie jest nałozony na łoże, żeby nie spadł...)

Uważniejsi obserwatorzy dostrzegą na lewym nadgarstku przywieszony niewielki amulet. Osoby obeznane z magią zapewne domyślą się, że Moriento potrafi w razie potrzeby rzucać czary, chociaż na razie w żaden sposób się z tym nie zdradził.

Co do ilości zostawionych pieniędzy - kilka tabarów (2-5) dla pachołków. Nie przesadzajmy z napiwkami :p Opieka nad ciuchami nie może wyjść drożej niż sam nocleg :)

P.S nie dostałem żadnego PW.


Gdy kończę obrabiać się z pachołkami przesuwam się do drzwi. Zaglądam do środka co robią moi towarzysze. Nie wiem n a ile widzę bez dodatkowego oświtlenia. Na pewno w pomieszczeniu są jakieś lampy, które mogę potem w razie czego odpalić od maźnicy.

: 21 lipca 2011, 08:45
autor: Zygi
Póki co chciałbym uniknać zapalania jakichkolwiek lamp, szkoda się zdradzać póki nie jest to konieczne.
Elf zauważywszy stróżkę światła, wyszedł cichutko przed krasnoluda i lewą dłonią wskazał mu podejrzany kierunek. Nie chcąc wydawać nawet najmniejszych dźwięków przyłożył swój długi, szczupły palec do ust, a następnie gestem ręki wskazał na siebie, po czym na lewą stronę schodów i powoli udał się w tamtym kierunku, jednocześnie wskazując na Goldastha i prawą stronę schodów, kilka stopni niżej niźli uprzednio..
Chciałbym po cichu sprawdzić czy ktoś tam jest, czy może ktoś jest przetrzymywany.. oczywiście można by się tym nie przejmować, zebrać podpałkę i puścić cały interes z dymem, ale wolałbym zrobić to 'za moment', po wcześniejszym upewnieniu się dlaczego nie tylko mi, być może przeczulonemu na miejskie intrygi, coś w tym wszystkim nie gra..
Na zebranie papierów z ławy też przyjdzie czas, może trafi się coś ciekawszego u góry..

: 21 lipca 2011, 09:57
autor: tzeentch
Szczerze powiedziawszy mialem pomysl puszczenia czerwnego kura bez wywiabiania ludzi ze srodka. Im mniej kontaktow, tym bezpieczniej. Jesliby wejsc na dach magzynu to albo stamad, albo przez okiennice moznaby sie dostac do srodka i obejsc ludzi, ktorzy siedza w tym pokoju. A ogien w czesci magazynowej nie powinien im raczej odciac drogi ucieczki. Jak duza czesc budynku zajmuje pomieszczenie skrybow? Podejrzewam, ze niewielka. I jak daleko jest od wejscia do drzwi, zza ktorych saczy sie swiatlo?

Plan podpalenia i zrzucenia winy na straznikow i tak juz sie raczej nie powiedzie, bo osoby uciekajace z budynku przed ogniem na pewno zwroca uwage na to, ze straznikow nie daje sie dobudzic.

: 21 lipca 2011, 10:09
autor: Zygi
Problem jest w tym, że gdyby mieli w budynku być strażnicy to:
1. Byliby niedaleko wejścia, w końcu należałoby chronić również papiery(być może poufne dane)
2. Byliby przy najbardziej wartościowej rzeczy, przy tym, czego tak naprawdę cała ta szopka dotyczy
Więc jeśli byliby to strażnicy to i tak chyba warto się tam rozejrzeć, bo po coś tam są, natomiast jeśli nie strażnicy to kto? Może "przyjaciołom przyjaciół" 'pomyliła się' data wyjazdu właściciela i nie tylko ryby miały iść z dymem, a być może jest tam ktoś przetrzymywany?Może właściciel?Może jakiś jego jeniec? A może po prostu ktoś światła nie dogasił? Nawet jeśli nie w celu zaspokojenia swojej ciekawości i próby dowiedzenia się o co w tym wszystkim chodzi (tak wiem, wiem, osoby zadające mniej pytań dłużej żyją a zlecenia kolejne na pewno też przyjdą bez gmatwania się w jakieś większe afery..choć nie przepadam za zostawianiem spraw niedokończonych i to przeważa nad unikaniem wiedzy), to może dla lepszej umowy z kimś kto tam jest, nawet jeśli się nie dogadamy, nic nie stoi na przeszkodzie by sprawdzić. A dźwięk sakiewki nawet do Ciebie z pewnością przemówi.
Zresztą, jeśli ktoś tam jest, kto może nam zagrozić to i tak zagrozi, bo całkowicie bezdźwięcznie się wszystkich przygotowań nie zrobi, jeśli ktoś, kto zagrozić nie może, to nic nie stoi na przeszkodzie by go na oczy ujrzeć..

: 21 lipca 2011, 13:28
autor: tzeentch
Jeśli się uprzesz tam zajrzeć, to nie dam rady cię powstrzymać, ale wg. mnie to kiepski pomysł. Jeśli są tam strażnicy... to i tak nie interesuje mnie za bardzo co tam trzymają. Jeśli jest jeniec... to jego strata, a może strażnik będzie laskawy i wypusci go w trakcie pożaru.

Co do zrobienia tego bezgłośnie - jeśli wejdzie się na dach od drugiej strony, to nie powinno być problemów z hałasem - magazyn jest duży. Przecież nie muszę po nim całym myszkować - wystarczy trafnie spuszczona latarnia...

Jaki dźwięk sakiewki masz na myśli? Potencjany zysk z bliżej niesprecyzowanej tajemnicy za drzwiami? Nie widzę zysku w takim ryzyku. Mamy proste zlecenie... Jeśli jest tam ktoś kto może nam zagrozić ale nas nie usłyszy, to... nam nie zagrozi.

: 21 lipca 2011, 13:43
autor: Zygi
Szczerze? chodzi o zaspokojenie ciekawości i dowiedzenie się co w tym całym zleceniu mi nie pasowało. Co do ryzyka - owszem, ale tak samo ryzykowne jest zostawienie tego światła sobie, bo jeśli nikt nie ucieknie z pożaru to wcale nasz plan z 'zaspanymi, pijanymi strażnikami i wypadkiem' nie musi spalić na panewce(;)). Co więcej wejście tam daje szanse na to, że zamiast zaskakiwanym, będziemy zaskakującymi, a to zawsze pewna przewaga. Nie chciałbym, by okazało się, iż w trakcie podkładania ognia ktoś nas zobaczy, a później z rozpoznaniem nie będzie miał problemów.
A tak na marginesie, zadania nigdy nie są takie proste i nieskomplikowane jak się wydają, a jeśli rzeczywiście takie się przydarzy to ani chwały, ani zysku, ani nic dobrego nie przyniesie ;> Nie jestem rycerzem, ni wojem, więc do wojny otwartej między ludzkimi królestwami mnie nie ciągnie, ale skoro wiele się na to zapowiada, to wolę mieć w tym czasie inne zajęcie i innych zleceniodawców niż admirałowie na galerach czy fregatach, a takiej okazji samemu trzeba sobie poszukać.