PBF - Łącznik z południa
- I bardzo dobrze - Banderas podsumował słowa Jaquesa. - Wracamy i szykujcie się na jutrzejszy srogi opierdol. Ja już sobie kupiłem chustę do wycierania gęby ze śliny tego obwiesia. Zresztą, i tak zamierzałem go zabić - dodał pochmurnie.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 22 ketash 606 OR, Przed południem
W okienku składzika wisiała kartka, którą Falko po szybkim otaksowaniu wziął za znak iż wszystko jest w porządku. Jak gdyby nigdy nic obrócił się i zaczął grzebać w kieszeniach wyciągając w koncu zapalniczkę i podpalając niedopalone cygaro. To było z kolei znakiem dla przyczajonych w nieco dalej na ulicy towarzyszy. Stali przy pustej skrzyni udając prostych dokerów, opdoczywających przy robocie. Kilka minut później cała grupa weszła pewnie do punktu kontaktowego. Cordillo podniósł się znad biurka:
- O witam Was. Widzę, że macie moją skrzynię. Świetnie. Zaparzę nam herbaty, bo czeka nas dłuższa pogawędka. - Tajemniczo oświadczył Ryn, a Dennison nie mógł zajść, czy agentowi chodziło o szpicla, czy też o jakąś grubszą sprawę. Rauthe zalał imbryk wrzątkiem i poprosił o przejście do pokoju, w którym wczoraj debatowali. W środku Grog kończył ustawiać zydle, wokół prostego stołu. Widząc przybyszy skłonił się lekko, po czym zasiadł przy jednym z nich, odpalając wielkie cygaro. Cordillo zamknął drzwi wejściowe do sklepiku i z tacą z kubkami i imbrykiem powędrował za wsszytkimi do drugiego pokoju. Usiadł na jednym z zydlów, częstując się herbatą i zapraszając gości, do tego samego.
- Jak już wiecie głównym powodem naszego przybycia, jest królewski nakaz stracenia Olgara, jak się wydawało naszego szpiega, a tak naprawdę zdrajcy na usługach carycy. Ma ręce we krwi dziesiątek Llaelskich bohaterów, wydał także dziesiątki pracowników wywiadu prosto w łapy czerwonych katów. Straty jakie spowodował swoją zdradą, są zaiste straszne. Król osobiście podpisał wyrok, a generał Rebald wytypował kilka zespołów, żeby dorwać drania. - Lewis dobrze wiedział kim był generał Bolden Rebald. Choć nigdy go nie spotkał, to wiadomym było, że odpowiada za struktury cygnarskiego wywiadu. Rauthe kontynuował: - W toku działań operacyjnych ustaliliśmy niemal ze stuprocentową pewnością, że Olgar przybędzie do Merywynu wieczorem pierwszego dnia pierwszego tygodnia Golovenu, czyli za sześć dni. Według raportów ma przybyć na pokładzie barki towarowej do Merywyńskiego portu. Naszym zadaniem jest zgładzenie tego gada za wszelką cenę. Najlepiej jak tylko zjawi się w porcie, lub nawet wcześniej. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie znam nazwy jednostki, an pokładzie, której ma być. Zostaliście poleceni jako ludzie odpowiedni do takiej roboty i mający już na swoim koncie podobne misje. Mamy pięć dni na przygotowanie ataku.
- A czy wiemy jak wygląda ów Olgar? - Wtrącił się Drake: - Bo na razie to mus całą barkę wyrżnąć w nadzieji, że i tego sprzedawczyka ubijemy.
- Nie mam żadnego płótna z podobizną, ale mamy dokładny rysopis Olgara. Średniego wzrostu, ciemny brunet o wątłej budowie ciała. Ma kilka charakterystycznych znaków szczególnych: Kuleje na prawą nogę i brak mu małego palca u prawej ręki. Stracił niegdyś prawe oko i teraz ma magianiczne oko, choć niewykluczone, że po zdemaskowaniu mógł się go pozbyć.
- Zatłukę tę kalekę jedną ręką. - parsknał Banderas.
- Niech Was nie uspokaja ten opis - Rauthe uciszył śmiejącego się złowrogo Cygnarczyka: - Olgar Świetnie strzela z broni palnej, oraz posługuje się sztyletami. To frant kuty na cztery łapy i nie można go niedoceniać. Ponoć już kilkukrotnie wywinął się z pułapek wywiadu. Nie możemy mu pozwolić na kolejną ucieczkę. A tak w ogóle, to jak ma się sprawa z naszym szpiclem. Zdrów kurwisyn?
W okienku składzika wisiała kartka, którą Falko po szybkim otaksowaniu wziął za znak iż wszystko jest w porządku. Jak gdyby nigdy nic obrócił się i zaczął grzebać w kieszeniach wyciągając w koncu zapalniczkę i podpalając niedopalone cygaro. To było z kolei znakiem dla przyczajonych w nieco dalej na ulicy towarzyszy. Stali przy pustej skrzyni udając prostych dokerów, opdoczywających przy robocie. Kilka minut później cała grupa weszła pewnie do punktu kontaktowego. Cordillo podniósł się znad biurka:
- O witam Was. Widzę, że macie moją skrzynię. Świetnie. Zaparzę nam herbaty, bo czeka nas dłuższa pogawędka. - Tajemniczo oświadczył Ryn, a Dennison nie mógł zajść, czy agentowi chodziło o szpicla, czy też o jakąś grubszą sprawę. Rauthe zalał imbryk wrzątkiem i poprosił o przejście do pokoju, w którym wczoraj debatowali. W środku Grog kończył ustawiać zydle, wokół prostego stołu. Widząc przybyszy skłonił się lekko, po czym zasiadł przy jednym z nich, odpalając wielkie cygaro. Cordillo zamknął drzwi wejściowe do sklepiku i z tacą z kubkami i imbrykiem powędrował za wsszytkimi do drugiego pokoju. Usiadł na jednym z zydlów, częstując się herbatą i zapraszając gości, do tego samego.
- Jak już wiecie głównym powodem naszego przybycia, jest królewski nakaz stracenia Olgara, jak się wydawało naszego szpiega, a tak naprawdę zdrajcy na usługach carycy. Ma ręce we krwi dziesiątek Llaelskich bohaterów, wydał także dziesiątki pracowników wywiadu prosto w łapy czerwonych katów. Straty jakie spowodował swoją zdradą, są zaiste straszne. Król osobiście podpisał wyrok, a generał Rebald wytypował kilka zespołów, żeby dorwać drania. - Lewis dobrze wiedział kim był generał Bolden Rebald. Choć nigdy go nie spotkał, to wiadomym było, że odpowiada za struktury cygnarskiego wywiadu. Rauthe kontynuował: - W toku działań operacyjnych ustaliliśmy niemal ze stuprocentową pewnością, że Olgar przybędzie do Merywynu wieczorem pierwszego dnia pierwszego tygodnia Golovenu, czyli za sześć dni. Według raportów ma przybyć na pokładzie barki towarowej do Merywyńskiego portu. Naszym zadaniem jest zgładzenie tego gada za wszelką cenę. Najlepiej jak tylko zjawi się w porcie, lub nawet wcześniej. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie znam nazwy jednostki, an pokładzie, której ma być. Zostaliście poleceni jako ludzie odpowiedni do takiej roboty i mający już na swoim koncie podobne misje. Mamy pięć dni na przygotowanie ataku.
- A czy wiemy jak wygląda ów Olgar? - Wtrącił się Drake: - Bo na razie to mus całą barkę wyrżnąć w nadzieji, że i tego sprzedawczyka ubijemy.
- Nie mam żadnego płótna z podobizną, ale mamy dokładny rysopis Olgara. Średniego wzrostu, ciemny brunet o wątłej budowie ciała. Ma kilka charakterystycznych znaków szczególnych: Kuleje na prawą nogę i brak mu małego palca u prawej ręki. Stracił niegdyś prawe oko i teraz ma magianiczne oko, choć niewykluczone, że po zdemaskowaniu mógł się go pozbyć.
- Zatłukę tę kalekę jedną ręką. - parsknał Banderas.
- Niech Was nie uspokaja ten opis - Rauthe uciszył śmiejącego się złowrogo Cygnarczyka: - Olgar Świetnie strzela z broni palnej, oraz posługuje się sztyletami. To frant kuty na cztery łapy i nie można go niedoceniać. Ponoć już kilkukrotnie wywinął się z pułapek wywiadu. Nie możemy mu pozwolić na kolejną ucieczkę. A tak w ogóle, to jak ma się sprawa z naszym szpiclem. Zdrów kurwisyn?
No to szykuje się Wam grubsze zadanie. Coś odpowiedniego na barki kilku zabijaków i cwaniaków z Rue Cotan;)
Szkoda tylko, że Cordillo prypomniał sobie o szpiclu, który zszedł z tego świata, będąc w Waszych rękach. Oj ciężkie jest życie szpiega na usługach CRS. Co też chcecie powedzieć Waszemu agentowi prowadzącemu?
Aha, kto z Was pije herbatę?
Szkoda tylko, że Cordillo prypomniał sobie o szpiclu, który zszedł z tego świata, będąc w Waszych rękach. Oj ciężkie jest życie szpiega na usługach CRS. Co też chcecie powedzieć Waszemu agentowi prowadzącemu?
Aha, kto z Was pije herbatę?
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2013, 21:46 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Jak herbata nie smakuje jak piwo to nie piję.
- Kto? - Banderas zrobił zdziwioną minę, jakby nie wiedział o kim mówił Cordillo. - Panowie, czy naszemu dowódcy chodzi o tego typka, co nam zszedł na zawał wczoraj? - odwrócił się do reszty, patrząc na ich twarze. Banderas miał tak wielką radość, że mógł dopiec dowódcy, że nawet po narkotykach nie czuł się tak dobrze. - A, to zakopaliśmy go w lesie. Spokojnie, spokojnie, żaden zwierz go nie wywlecze na górę. Dokopaliśmy się chyba do jądra ziemi przy pochówku...Cień sięgnął do kieszeni po chustę. Czuł, że zaraz się przyda.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 22 ketash 606 OR, Przed południem
- Jak to na sercu usłabł? - spokojnie zapytał Rauthe.
- Rzygnął juchą i poszedł kurwizdrajca wprost do Morrowa. - wyjaśnił krótko Podolski.
Drake upił łyczka nadzwyczaj dobrej herbaty, która sądząc po aromacie musiała pochodzić z gdzieś znad Złamanego Wybrzeża na południu Cygnaru. Zrobił to bardzo szybko, bo jak mniemał kupiec pewno zaraz da im bobu. Wbrew wszystkiemu czego spodziewali wszyscy, Cordillo nie wybuchnął atakiem niekontrolowanego gniewu. Zrobił się jednak nieco bardziej czerowny na twarzy, kierując nienawistny wzrok w kierunku Groga. Trolak kiwnał ramionami siląc się na spokój i wstał kierując się do wyjścia:
- Chyba żem mu za dużo serum podał, co by gadał gładko. Pójdę sprawdzić lepiej czy wszystko w porządku...
Gdy tylko Grog zamknął drzwi, Cordillo głośno wypuścił powietrze.
- Kurwości... Dobrzeście się spisali, że ciało sprawiliście, co go nikt nie najdzie. Ja sobie jeszcze z Grogiem porozmawiam, bom mówił co by go tak nie faszerował. Kwatermistrzostwo dało nam kilka działek eksperymentalnego specyfiku i widać Grog przecholował z dawką. Trudno, nie dane nam będzie tego szpicla wykorzystać w przyszłości. Mus nam uradzić, jak Olgara ubić.
- Jak to na sercu usłabł? - spokojnie zapytał Rauthe.
- Rzygnął juchą i poszedł kurwizdrajca wprost do Morrowa. - wyjaśnił krótko Podolski.
Drake upił łyczka nadzwyczaj dobrej herbaty, która sądząc po aromacie musiała pochodzić z gdzieś znad Złamanego Wybrzeża na południu Cygnaru. Zrobił to bardzo szybko, bo jak mniemał kupiec pewno zaraz da im bobu. Wbrew wszystkiemu czego spodziewali wszyscy, Cordillo nie wybuchnął atakiem niekontrolowanego gniewu. Zrobił się jednak nieco bardziej czerowny na twarzy, kierując nienawistny wzrok w kierunku Groga. Trolak kiwnał ramionami siląc się na spokój i wstał kierując się do wyjścia:
- Chyba żem mu za dużo serum podał, co by gadał gładko. Pójdę sprawdzić lepiej czy wszystko w porządku...
Gdy tylko Grog zamknął drzwi, Cordillo głośno wypuścił powietrze.
- Kurwości... Dobrzeście się spisali, że ciało sprawiliście, co go nikt nie najdzie. Ja sobie jeszcze z Grogiem porozmawiam, bom mówił co by go tak nie faszerował. Kwatermistrzostwo dało nam kilka działek eksperymentalnego specyfiku i widać Grog przecholował z dawką. Trudno, nie dane nam będzie tego szpicla wykorzystać w przyszłości. Mus nam uradzić, jak Olgara ubić.
Jakoś się Wam udało. Wszystko wskazuje, że Cordillo nie obwinia Was za śmierć szpicla, ale czeka na wasze pomysły. Jak domyślacie się, Olgar to kawał cwanego skurwysyna, pewno nawet gorszego od Drake'a;) i w dodatku całkiem dobrze radzącego sobie w walce. Bądź co bądź wyrwać się kilka razy cygnarskiemu wywiadowi, to nie jest prosta sprawa. Sami o tym wiecie, bo takie polowania to część Waszej roboty. Ryn czeka pomysły profesjonalistów.
Siedząc w swoim małym pokoiku Lewis przyglądał się swojemu odbiciu w niewielkim lusterku, twarz jaką widział miała niepokojąco niewiele wspólnego z młodym człowiekiem jakiego pamiętał z odbicia w tafli przestronnego lustra ponad rok temu kiedy ostatni raz odwiedzał rodzinę przed rozpoczęciem ostatniego, nigdy nie ukończonego roku nauki w akademii wojskowej.
Włosy które od co najmniej kilku miesięcy powinny odbyć spotkanie z nożycami były w nieładzie i brudne. Pojawił się niechlujny co najmniej tygodniowy zarost którego postanowił nie golić, ponieważ o wiele lepiej wtapiał go w masę ubogich robotników niż dokładnie przystrzyżona na Caspijską modę bródka. Jednak to były tak naprawdę szczegóły, ważne może dla innych ale nie dla niego najgorsze były oczy,niby niezmienione, taka sama mieszanka niebieskiego i szarego jak kiedyś a jednak kiedy na nie patrzył najprościej było mu je opisać jak dwa "martwe otwory" w jego twarzy, w których tylko od czasu pojawiały się jakieś ślady emocji i to takie że najpewniej widzący go w tej chwili sąsiedzi do końca zostali by przekonani że na strychu mieszka szaleniec. Wczorajszy wyjście na miasto pomogło mu choć odrobinę odzyskać równowagę po niemal roku uwiezienia na strychu. Jednak jednocześnie sprowadziły na niego inny może irracjonalny ale nietracący na upiornej sile lęk. Z początku sądził że to strach przed aresztowaniem, ale szybko odkrył że to strach przed czymś innym, głupi sądził że udało mu się przez ten rok zakopać ten niepokój głęboko w swojej podświadomości, że znalazł dość argumentów aby przekonać samego siebie że rzecz której obawiał się bardziej niż śmierci w łapach Khadorskich oprawców się nie wydarzy...:
W końcu jestem daleko za liniami frontu, w mieście stacjonowało niewiele jednostek liniowych wroga, a sztandary tych które przebywają znam na pamięć ,żaden z nich nie przypomina... -przerwał zapewnienia które powtarzał jak mantrę i wściekły cisnął lusterkiem o ścianę rozbijając je na drobny mak, po czym chwycił poplamiony płaszcz i wyszedł z pokoju.
***
Popijając powoli herbatę Lewis słuchał słów ich dowódcy, szybko odkrył że filiżanka herbaty jest wspaniałym wynalazkiem, nie dość że zawarty w niej płyn był całkiem niezły to jeszcze samo naczynie było bardzo przydatne jeśli nie chciało się aby rozmówca widział czyjąś twarz. A Cordillo na pewno zapamiętałby sobie gdyby zobaczył że po dość "specyficznym" przedstawieniu sprawy śmierci ich wczorajszego pasażera przez Banderasa, Cygnarczyk o mało nie wytrzymał i nie zarechotał schowany za filiżanką. Kiedy po odczekaniu chwili był pewien że panuje nad twarzą odstawił filiżankę i po odchrząknięciu zaczął:
- Na początek niech nam Pan powie jakie są widoki na zidentyfikowanie barki? Jacyś ludzie się tym zajmują czy musimy to zrobić we własnym zakresie?...
Ciągnąc dalej:
- czy wiemy coś o obstawie celu? Jak może być liczna, to będą umundurowani żołnierze khadoru czy tajniacy, a może najemnicy?
- Czy wiemy w jakim celu i skąd cel przybywa do miasta?
- Czy umie pływać?
- Czy posługuje się magią?
-Czy może mieć jakieś podejrzenia że mamy na niego namiar(np. nieudana próba likwidacji ostatnimi czasy)?
To tak na początek... .
Pierwszy pomysł jaki przyszedł Lewisowi do głowy to zatopić barkę jakimś ładunkiem wybuchowym przyczepionym do burty, jeśli cel nie umie pływać to mogłoby załatwić sprawę dość gładko.
Co do samej identyfikacji to mam taki pomysł, zakładam że barka ma napęd parowy, więc co jakiś czas musi się zatrzymywać przy punkcie z węglem. Jeśli będziemy wiedzieli którędy barka będzie płynęła to moglibyśmy zaczaić się przy takim punkcie.... i np. zdobyć mundury Khadorskie i udawać jakąś lotną kontrolę, że niby wchodzimy na pokład w poszukiwaniu kontrabandy i "południowych bandytów", moglibyśmy sobie wtedy obejrzeć wszystkich pasażerów, załogi oraz całe jednostki. Nawet lepszy byłby podobny motyw tylko z tym że skombinowalibyśmy jakąś łódź patrolową czy coś w tym stylu.
Oczywiście minusem jest to to że pewnie szybko ludzie zaczęliby zadawać niewygodne pytania o nowy punkt kontrolny i sprawa mogłaby szybko się posypać dość spektakularnie w momencie zjawienia się jakiejś kontroli z miejscowego dowództwa chcącej sprawdzić co się dzieje i cośmy za jedni:D.
Włosy które od co najmniej kilku miesięcy powinny odbyć spotkanie z nożycami były w nieładzie i brudne. Pojawił się niechlujny co najmniej tygodniowy zarost którego postanowił nie golić, ponieważ o wiele lepiej wtapiał go w masę ubogich robotników niż dokładnie przystrzyżona na Caspijską modę bródka. Jednak to były tak naprawdę szczegóły, ważne może dla innych ale nie dla niego najgorsze były oczy,niby niezmienione, taka sama mieszanka niebieskiego i szarego jak kiedyś a jednak kiedy na nie patrzył najprościej było mu je opisać jak dwa "martwe otwory" w jego twarzy, w których tylko od czasu pojawiały się jakieś ślady emocji i to takie że najpewniej widzący go w tej chwili sąsiedzi do końca zostali by przekonani że na strychu mieszka szaleniec. Wczorajszy wyjście na miasto pomogło mu choć odrobinę odzyskać równowagę po niemal roku uwiezienia na strychu. Jednak jednocześnie sprowadziły na niego inny może irracjonalny ale nietracący na upiornej sile lęk. Z początku sądził że to strach przed aresztowaniem, ale szybko odkrył że to strach przed czymś innym, głupi sądził że udało mu się przez ten rok zakopać ten niepokój głęboko w swojej podświadomości, że znalazł dość argumentów aby przekonać samego siebie że rzecz której obawiał się bardziej niż śmierci w łapach Khadorskich oprawców się nie wydarzy...:
W końcu jestem daleko za liniami frontu, w mieście stacjonowało niewiele jednostek liniowych wroga, a sztandary tych które przebywają znam na pamięć ,żaden z nich nie przypomina... -przerwał zapewnienia które powtarzał jak mantrę i wściekły cisnął lusterkiem o ścianę rozbijając je na drobny mak, po czym chwycił poplamiony płaszcz i wyszedł z pokoju.
***
Popijając powoli herbatę Lewis słuchał słów ich dowódcy, szybko odkrył że filiżanka herbaty jest wspaniałym wynalazkiem, nie dość że zawarty w niej płyn był całkiem niezły to jeszcze samo naczynie było bardzo przydatne jeśli nie chciało się aby rozmówca widział czyjąś twarz. A Cordillo na pewno zapamiętałby sobie gdyby zobaczył że po dość "specyficznym" przedstawieniu sprawy śmierci ich wczorajszego pasażera przez Banderasa, Cygnarczyk o mało nie wytrzymał i nie zarechotał schowany za filiżanką. Kiedy po odczekaniu chwili był pewien że panuje nad twarzą odstawił filiżankę i po odchrząknięciu zaczął:
- Na początek niech nam Pan powie jakie są widoki na zidentyfikowanie barki? Jacyś ludzie się tym zajmują czy musimy to zrobić we własnym zakresie?...
Ciągnąc dalej:
- czy wiemy coś o obstawie celu? Jak może być liczna, to będą umundurowani żołnierze khadoru czy tajniacy, a może najemnicy?
- Czy wiemy w jakim celu i skąd cel przybywa do miasta?
- Czy umie pływać?
- Czy posługuje się magią?
-Czy może mieć jakieś podejrzenia że mamy na niego namiar(np. nieudana próba likwidacji ostatnimi czasy)?
To tak na początek... .
Pierwszy pomysł jaki przyszedł Lewisowi do głowy to zatopić barkę jakimś ładunkiem wybuchowym przyczepionym do burty, jeśli cel nie umie pływać to mogłoby załatwić sprawę dość gładko.
Co do samej identyfikacji to mam taki pomysł, zakładam że barka ma napęd parowy, więc co jakiś czas musi się zatrzymywać przy punkcie z węglem. Jeśli będziemy wiedzieli którędy barka będzie płynęła to moglibyśmy zaczaić się przy takim punkcie.... i np. zdobyć mundury Khadorskie i udawać jakąś lotną kontrolę, że niby wchodzimy na pokład w poszukiwaniu kontrabandy i "południowych bandytów", moglibyśmy sobie wtedy obejrzeć wszystkich pasażerów, załogi oraz całe jednostki. Nawet lepszy byłby podobny motyw tylko z tym że skombinowalibyśmy jakąś łódź patrolową czy coś w tym stylu.
Oczywiście minusem jest to to że pewnie szybko ludzie zaczęliby zadawać niewygodne pytania o nowy punkt kontrolny i sprawa mogłaby szybko się posypać dość spektakularnie w momencie zjawienia się jakiejś kontroli z miejscowego dowództwa chcącej sprawdzić co się dzieje i cośmy za jedni:D.
Drake'owi nieco zrzedła mina. Miał nadzieję na pokaz złości i wściekłości, a tu nic. Zaczekał, aż Lewis skończy litanie pytań i nim Cordillo zdążył odpowiedź, wtrącił się.
- Myślę, że powinniśmy przyczaić się w porcie, jako tragarze, żebracy, albo marynarze. Gdy cel zejdzie na ląd, obserwować go i nie spuszczać z oczu. Priorytet to zrobić to po cichu. W sumie myślałem też o sztuczce nawiedzonego ojca... - wszyscy spojrzeli po mordercy ze zdziwieniem.
- No to stara sztuczka. Ktoś z nas, na przykład ja, będzie udawał szalonego ojca, wypatrującego syna, który zginął na morzu. Najpierw zagaducha do majtków portowych, by cel się przekonał, że szalony tatuńco jest niegroźny. Potem szaleniec podchodzi do celu i powtarza mu to samo, co innym. Cel prawdopodobnie nie będzie miał podejrzeń w stosunku do takiego gościa: będzie się spodziewał gadaniny o zaginionym synu. A tymczasem ojczulek wbije mu w plecy nóż - Banderas uśmiechnął się i powędrował myślami do tego momentu.
- Myślę, że powinniśmy przyczaić się w porcie, jako tragarze, żebracy, albo marynarze. Gdy cel zejdzie na ląd, obserwować go i nie spuszczać z oczu. Priorytet to zrobić to po cichu. W sumie myślałem też o sztuczce nawiedzonego ojca... - wszyscy spojrzeli po mordercy ze zdziwieniem.
- No to stara sztuczka. Ktoś z nas, na przykład ja, będzie udawał szalonego ojca, wypatrującego syna, który zginął na morzu. Najpierw zagaducha do majtków portowych, by cel się przekonał, że szalony tatuńco jest niegroźny. Potem szaleniec podchodzi do celu i powtarza mu to samo, co innym. Cel prawdopodobnie nie będzie miał podejrzeń w stosunku do takiego gościa: będzie się spodziewał gadaniny o zaginionym synu. A tymczasem ojczulek wbije mu w plecy nóż - Banderas uśmiechnął się i powędrował myślami do tego momentu.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Skład Cordillo; Gorim 22 ketash 606 OR, przed południem
Tadiri nie skorzystał z zaproponowanego przez rezydenta CSR poczęstunku, nawet nie spojrzał w stronę filiżanek herbaty rozważając w zamian w myślach założenia planu egzekucji. Kiedy Umbrianin w końcu zdecydował się odezwać, w jego głosie dźwięczała wyjątkowo sceptyczna nuta.
- Panie Rauthe, niedługo trzeba czekać, byście udowodnili, żeście nowi w Merywynie - oznajmił Falko usiłując tak dobrać słowa, by agenta przypadkiem nie urazić - To jest miasto portowe, chociaż na rzece, a nie morzu. Tutaj codziennie przepływa sto rzecznych parowców z okładem, a mowa tylko o tych kupieckich, bo łodzi rybackich to już nawet nie liczę. Jeśli nie będziecie wiedzieli, jakim statkiem ten szubrawiec przybędzie, nic nie zdołamy zaplanować. Ostanie nam jeno kręcenie się po nabrzeżach w nadziei, że nam się nie prześlizgnie... ale próba zabicia go na kilkuset oczach może się nie udać nawet nam.
Magianik zawiesił na chwilę znacząco głos, po czym podjął swój wywód starając się nie brzmieć zbyt defetystycznie.
- Może zatem wiadomo wam coś o tym, z kim ów zdrajca ma się tutaj spotkać albo gdzie się zatrzyma... czy też może rzecz cała idzie o to, by zdążyć go uśmiercić, zanim się z kimś spotka?
Tadiri nie skorzystał z zaproponowanego przez rezydenta CSR poczęstunku, nawet nie spojrzał w stronę filiżanek herbaty rozważając w zamian w myślach założenia planu egzekucji. Kiedy Umbrianin w końcu zdecydował się odezwać, w jego głosie dźwięczała wyjątkowo sceptyczna nuta.
- Panie Rauthe, niedługo trzeba czekać, byście udowodnili, żeście nowi w Merywynie - oznajmił Falko usiłując tak dobrać słowa, by agenta przypadkiem nie urazić - To jest miasto portowe, chociaż na rzece, a nie morzu. Tutaj codziennie przepływa sto rzecznych parowców z okładem, a mowa tylko o tych kupieckich, bo łodzi rybackich to już nawet nie liczę. Jeśli nie będziecie wiedzieli, jakim statkiem ten szubrawiec przybędzie, nic nie zdołamy zaplanować. Ostanie nam jeno kręcenie się po nabrzeżach w nadziei, że nam się nie prześlizgnie... ale próba zabicia go na kilkuset oczach może się nie udać nawet nam.
Magianik zawiesił na chwilę znacząco głos, po czym podjął swój wywód starając się nie brzmieć zbyt defetystycznie.
- Może zatem wiadomo wam coś o tym, z kim ów zdrajca ma się tutaj spotkać albo gdzie się zatrzyma... czy też może rzecz cała idzie o to, by zdążyć go uśmiercić, zanim się z kimś spotka?
Potrzebujemy więcej informacji - Merywyn jest zbyt dużym miastem, byśmy wyłapali w nim szpiega dzięki łutowi szczęścia. Ten pomysł z przejętą patrolową kanonierką jest bardzo zuchwały, ale wcale nie głupi - tylko tak samo istotne staje się, byśmy wiedzieli na czas, którym statkiem Olgar przypłynie. Jeśli Rauthe nie da nam odpowiedzi, będzie trzeba kombinować z innym planem, bo wypad kanonierką na Czarną Rzekę na oślep to pewna dekonspiracja - dolny nurt Czarnej Rzeki to strefa wojenna, na dodatek krasnoludy z Rhulu ustawicznie próbują forsować od góry rzeki khadoriańskie blokady, żeby się przebić na południe ze swoimi towarami... wystarczy, żebyśmy się spotkali z inną kanonierką i po nas!
Dennison popijał spokojnie herbatkę,wsłuchując się w rozmowę toczącą się w pokoju. Nie był wcześniej specjalnie przejęty niespodziewanym zejściem donosicela i autentycznie było mu wszystko jedno czy Rauthe ich zbeszta czy nie. Kolejne zadanie zapowiadało się znacznie ciekawiej. Trzeba było zlokalizować człowieka i sprzątnąć typka,jak to się mówiło na ulicy. Jako śledczy mógł się teraz wykazać swoimi talentami wywiadowczymi.
Czy można dowiedzieć się jakie jednostki rzeczne mają zawinąć w najblizszym czasie do miasta oraz co wiadomo Rauthe o ostatnim miejscu pobytu Olgara?
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 22 ketash 606 OR, Przed południem
Ryn przytakując, uważnie słuchał wszystkich spostrzeżeń uczynionych przez swoich podwładnych i widać było, że choć szpiegowskim światku nie był kimś zielonym, to zalezy mu bardzo na opini członków miejscowej komórki.
- Dobrze prawicie. W tej materii zdam się na Wasze pomysły i plan, boście eksperiencją większą obdarzeni w tego typu akcjach. Będę wiedział napewno, jaki statek zdrajce do miasta przywiezie i z jaką obstawą, ale te informacje dostanę pewnikiem kilkanaście godzin, jesli nie kilka przed tym jak jednostka zaiwinie do portu, toteż czasu nie będzie wiele, aby dopracować szczegóły. Chce jednak abyście z grubsza nakreślili, co czynić i jak Olgara ubić.
Rauthe upił gorącej herbaty zastanwiając się nad pytaniami Tardiriego i Lewisa, dotyczących zarówno Olgara jak i celu podróży podwójnego agenta:
- Pytacie Panie Falko, gdzież Olgar może zawitać w mieście. Martwie się, że kiep może jakoweś ważne informacje mieć jeno dla uszu najważniejszych i pewnikiem wprost do jakowyś koszarów, lub silnie strzezonego miejsca trafi, a wtedy całą misję bezpowrotnie szalg trafi. Wy pracujcie nad planem, zdaję się na Was. Ja jak tylko będę potrafił wspomogę. Wiem jeszcze co nieco o Olgarze z jego kartoteki, ale nie miałem dostępu do wszystkiego, bom nieupoważniony do wglądu we wszystko. Z tego co mi wiadomo magianiką się nie para, co nie wyklucza, że mekaniczny ekwipunek mieć może, a wspominałem że magianiczne oko ma. Jak żem już powiedział, będę wiedział co nieco o jego obstawie, ale na krótko, przed jego przyjazdem, choć nie spodziewałbym się licznej ochrony. Czy pływać umie tego nie wiem, ale strzelałbym, że pewnie tak. A wywiadowi się już dwa razy wywinął, więc głupi nie jest i pewno orientuje się, że CRS czycha na jego życie.
Ryn przytakując, uważnie słuchał wszystkich spostrzeżeń uczynionych przez swoich podwładnych i widać było, że choć szpiegowskim światku nie był kimś zielonym, to zalezy mu bardzo na opini członków miejscowej komórki.
- Dobrze prawicie. W tej materii zdam się na Wasze pomysły i plan, boście eksperiencją większą obdarzeni w tego typu akcjach. Będę wiedział napewno, jaki statek zdrajce do miasta przywiezie i z jaką obstawą, ale te informacje dostanę pewnikiem kilkanaście godzin, jesli nie kilka przed tym jak jednostka zaiwinie do portu, toteż czasu nie będzie wiele, aby dopracować szczegóły. Chce jednak abyście z grubsza nakreślili, co czynić i jak Olgara ubić.
Rauthe upił gorącej herbaty zastanwiając się nad pytaniami Tardiriego i Lewisa, dotyczących zarówno Olgara jak i celu podróży podwójnego agenta:
- Pytacie Panie Falko, gdzież Olgar może zawitać w mieście. Martwie się, że kiep może jakoweś ważne informacje mieć jeno dla uszu najważniejszych i pewnikiem wprost do jakowyś koszarów, lub silnie strzezonego miejsca trafi, a wtedy całą misję bezpowrotnie szalg trafi. Wy pracujcie nad planem, zdaję się na Was. Ja jak tylko będę potrafił wspomogę. Wiem jeszcze co nieco o Olgarze z jego kartoteki, ale nie miałem dostępu do wszystkiego, bom nieupoważniony do wglądu we wszystko. Z tego co mi wiadomo magianiką się nie para, co nie wyklucza, że mekaniczny ekwipunek mieć może, a wspominałem że magianiczne oko ma. Jak żem już powiedział, będę wiedział co nieco o jego obstawie, ale na krótko, przed jego przyjazdem, choć nie spodziewałbym się licznej ochrony. Czy pływać umie tego nie wiem, ale strzelałbym, że pewnie tak. A wywiadowi się już dwa razy wywinął, więc głupi nie jest i pewno orientuje się, że CRS czycha na jego życie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Panie Rauthe, kiedy możecie coś wiedzieć?
Znaczy czas przypłynięcia, okręt jakim pzrypłynie, ew. gdzie ma zamieszkać?
Dobrze by było załatwić sobie robotę w dokach jako niby ochrona jakiegoś magazynu, by mieć oko na port.
Trzaby może podkupić kogoś z kompanii najemnej by nam zlecił ochronę, odpowiedniego budynku w porcie.
Po mojemu trzeba by spróbować załatwić go jak postawi nogę w porcie, albo na jego tymczasowym mieszkaniu, ale to drugie jest trudniejsze.
Znaczy czas przypłynięcia, okręt jakim pzrypłynie, ew. gdzie ma zamieszkać?
Dobrze by było załatwić sobie robotę w dokach jako niby ochrona jakiegoś magazynu, by mieć oko na port.
Trzaby może podkupić kogoś z kompanii najemnej by nam zlecił ochronę, odpowiedniego budynku w porcie.
Po mojemu trzeba by spróbować załatwić go jak postawi nogę w porcie, albo na jego tymczasowym mieszkaniu, ale to drugie jest trudniejsze.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2013, 14:42 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Armistead dolał sobie herbaty przysłuchując się propozycją reszty i wyjaśnieniom dowódcy, po chwili kiedy nastąpiła chwila ciszy ponownie włączył się w dyskusje:
- Skoro będziemy wiedzieć którym statkiem płynie dopiero kilka godzin przed akcją to może być trudno zaplanować atak w samym porcie, chyba że będziemy wiedzieć także gdzie statek ten zawinie. Musimy znać miejsce zasadzki żeby wiedzieć jak ją zaplanować- przerwał dając sobie chwilę na solidny łyk herbaty- Nadal sądzę że powinniśmy spróbować dorwać nasz cel jeszcze na rzece, najlepiej po za miastem. Chodzi o to że w mieście jest wielu żołnierzy którzy zaraz przyjdą mu z pomocą, albo inaczej przyjdą spacyfikować wszystkich na miejscu zajścia, w tym masę cywilów którzy mogą przebywać w okolicy. Na rzece mamy szanse dorwać cel jeszcze relatywnie odizolowany od zewnętrznej pomocy, zdany tylko na siebie, swoją ochronę i ewentualnie załogę statku, właśnie czy będziemy mieć też jakieś informacje o tym czy załoga jest po stronie celu czy to zwykli cywile którzy o niczym nie wiedzą? Jeśli nic nie wiedzą to mogą nam nawet pomóc dorwać zdrajcę jeśli to miejscowi.
Chodzi mi przede wszystkim o to że nawet jeśli na rzece nam się nie uda to będziemy mieli jeszcze czas na kolejne próby później, już w mieście. Jeśli nie uda się w mieście to cel najprawdopodobniej zadekuje się w jakiś koszarach gdzie szanse na likwidacje będą minimalne, i co najważniejsze będąc w mieście będzie mieć czas na przekazanie tych hipotetycznych informacji co może nas bardzo zaboleć nawet jeśli po tym go zlikwidujemy - ponownie przerwał robiąc przerwę na łyk herbaty- Myślę o tym wszystkim jak o odwróceniu zasady głębokiej obrony, lepiej zaatakować jak najszybciej, oczywiście w zaplanowany sposób, żeby w razie niepowodzenia mieć szanse uderzyć ponownie.
Z kolejnej serii pytań
- Czy możemy jakoś wspomóc proces uzyskania informacji o statku którym płynie cel? Może trzeba iść kogoś przycisnąć albo wykraść jakieś dokumenty? Moglibyśmy wtedy albo zając się najpierw tym, albo działać w dwóch grupach, jedna zdobywa informacje o statku a druga planuje zamach.
- Czy dostaniemy jakieś dodatkowe środki/(pieniądze/materiały itd.)ludzi do wykonania zadania? Chodzi mi tu przede wszystkim o miejscowych partyzantów. podejrzewam że nie mieli by nic przeciwko udziałowi w likwidacji zdrajcy odpowiedzialnego za śmierć wielu z ich rodaków. Przy ich udziale możliwe byłoby załatwienie sprawy po przez najzwyklejsze zdobycie statku siłą na rzece i zabicie celu w trakcie walki albo egzekucje po niej. Mówiąc też brutalnie partyzanci mogliby ściągnąć po tym na siebie cały gniew okupanta maskując całkowicie lub przynajmniej częściowo nas udział.
- Z jakiego powodu cel zdradził? Wiem że pytanie dość dziwne ale poznanie motywów jego działania może pomóc nam w przewidzeniu jego ruchów w walce i nie tylko.
- Czy mamy go po prostu zabić, czy w sprzyjających warunkach przesłuchać/zabrać jakieś dokumenty itd. najpierw?
Co do pomysłów na likwidacje to nadal myślę nad zatopieniem/podpaleniem statku na rzece. Nawet jeśli nie zginie wtedy to w wodzie będzie raczej mało groźny. Wystarczy że zorganizowalibyśmy sobie jakąś łódź która byłaby blisko zatapianej jednostki i mielibyśmy idealną szanse na likwidacje udając przypadkowych ludzi ratujących rozbitków, cel mógłby sam do nas podpłynąć i...zamiast pomocnej dłoni wciągającej go na pokład zaliczyć kilka postrzałów z pistoletów. Nawet jeśli się wymknie to będzie szansa na pościg w sytuacji kiedy będzie z daleka od ewentualnych Khadorskich posiłków.
Kolejna sprawa to ewentualny atak przy pomocy parobota, podejrzewam że całkiem sporo pracuje ich w porcie, jeśli udałoby mi się przejąć nad którymś kontrole to rozgniecenie celu na miazgę powinno być dość proste(i to nawet nie bezpośrednim atakiem a w formie jakiegoś wypadku, bo bot puścił np. sznur trzymający w powietrzu jakąś skrzynie...będącą tuż nad celem:P itd.) bo ochrona przygotowana do odparcia ataku ludzi może nie być gotowa na atak maszyny.
Kolejny pomysł(dość brutalny ale co tam XD) może nasz alchemik przygotuje jakiś paskudny gaz który rozpylimy na rzece? Szanse powodzenia całkiem spore, bo cel może nie mieć sprzętu ochronnego, a ryzyko dla nas minimalne bo sami będziemy zabezpieczeni. Oczywiście wiązałoby się to z duża liczbą potencjalnie postronnych ofiar...no ale cóż cel uświęca środki, no i to kolejny plan który lepiej przeprowadzić jeszcze po za miastem
. Z resztą może to być jakiś zwykły usypiacz, bo tak czy tak wypadało by wejść na pokład i upewnić się czy cel nie żyje tudzież załatwić go kiedy będzie nieprzytomny.
EDIT:
Magnus chciałby się dowiedzieć czy statek będzie płynął z prądem czy pod prąd. Po za tym najchętniej zaatakowałby płynący statek jakimś branderem dodatkowo wypchanym po brzegi własnoręcznie zrobionym materiałem wybuchowym:P. Jak nie da rady to stawia na rozstawienie snajperów przed i w porcie.
- Skoro będziemy wiedzieć którym statkiem płynie dopiero kilka godzin przed akcją to może być trudno zaplanować atak w samym porcie, chyba że będziemy wiedzieć także gdzie statek ten zawinie. Musimy znać miejsce zasadzki żeby wiedzieć jak ją zaplanować- przerwał dając sobie chwilę na solidny łyk herbaty- Nadal sądzę że powinniśmy spróbować dorwać nasz cel jeszcze na rzece, najlepiej po za miastem. Chodzi o to że w mieście jest wielu żołnierzy którzy zaraz przyjdą mu z pomocą, albo inaczej przyjdą spacyfikować wszystkich na miejscu zajścia, w tym masę cywilów którzy mogą przebywać w okolicy. Na rzece mamy szanse dorwać cel jeszcze relatywnie odizolowany od zewnętrznej pomocy, zdany tylko na siebie, swoją ochronę i ewentualnie załogę statku, właśnie czy będziemy mieć też jakieś informacje o tym czy załoga jest po stronie celu czy to zwykli cywile którzy o niczym nie wiedzą? Jeśli nic nie wiedzą to mogą nam nawet pomóc dorwać zdrajcę jeśli to miejscowi.
Chodzi mi przede wszystkim o to że nawet jeśli na rzece nam się nie uda to będziemy mieli jeszcze czas na kolejne próby później, już w mieście. Jeśli nie uda się w mieście to cel najprawdopodobniej zadekuje się w jakiś koszarach gdzie szanse na likwidacje będą minimalne, i co najważniejsze będąc w mieście będzie mieć czas na przekazanie tych hipotetycznych informacji co może nas bardzo zaboleć nawet jeśli po tym go zlikwidujemy - ponownie przerwał robiąc przerwę na łyk herbaty- Myślę o tym wszystkim jak o odwróceniu zasady głębokiej obrony, lepiej zaatakować jak najszybciej, oczywiście w zaplanowany sposób, żeby w razie niepowodzenia mieć szanse uderzyć ponownie.
Z kolejnej serii pytań
- Czy możemy jakoś wspomóc proces uzyskania informacji o statku którym płynie cel? Może trzeba iść kogoś przycisnąć albo wykraść jakieś dokumenty? Moglibyśmy wtedy albo zając się najpierw tym, albo działać w dwóch grupach, jedna zdobywa informacje o statku a druga planuje zamach.
- Czy dostaniemy jakieś dodatkowe środki/(pieniądze/materiały itd.)ludzi do wykonania zadania? Chodzi mi tu przede wszystkim o miejscowych partyzantów. podejrzewam że nie mieli by nic przeciwko udziałowi w likwidacji zdrajcy odpowiedzialnego za śmierć wielu z ich rodaków. Przy ich udziale możliwe byłoby załatwienie sprawy po przez najzwyklejsze zdobycie statku siłą na rzece i zabicie celu w trakcie walki albo egzekucje po niej. Mówiąc też brutalnie partyzanci mogliby ściągnąć po tym na siebie cały gniew okupanta maskując całkowicie lub przynajmniej częściowo nas udział.
- Z jakiego powodu cel zdradził? Wiem że pytanie dość dziwne ale poznanie motywów jego działania może pomóc nam w przewidzeniu jego ruchów w walce i nie tylko.
- Czy mamy go po prostu zabić, czy w sprzyjających warunkach przesłuchać/zabrać jakieś dokumenty itd. najpierw?
Co do pomysłów na likwidacje to nadal myślę nad zatopieniem/podpaleniem statku na rzece. Nawet jeśli nie zginie wtedy to w wodzie będzie raczej mało groźny. Wystarczy że zorganizowalibyśmy sobie jakąś łódź która byłaby blisko zatapianej jednostki i mielibyśmy idealną szanse na likwidacje udając przypadkowych ludzi ratujących rozbitków, cel mógłby sam do nas podpłynąć i...zamiast pomocnej dłoni wciągającej go na pokład zaliczyć kilka postrzałów z pistoletów. Nawet jeśli się wymknie to będzie szansa na pościg w sytuacji kiedy będzie z daleka od ewentualnych Khadorskich posiłków.
Kolejna sprawa to ewentualny atak przy pomocy parobota, podejrzewam że całkiem sporo pracuje ich w porcie, jeśli udałoby mi się przejąć nad którymś kontrole to rozgniecenie celu na miazgę powinno być dość proste(i to nawet nie bezpośrednim atakiem a w formie jakiegoś wypadku, bo bot puścił np. sznur trzymający w powietrzu jakąś skrzynie...będącą tuż nad celem:P itd.) bo ochrona przygotowana do odparcia ataku ludzi może nie być gotowa na atak maszyny.
Kolejny pomysł(dość brutalny ale co tam XD) może nasz alchemik przygotuje jakiś paskudny gaz który rozpylimy na rzece? Szanse powodzenia całkiem spore, bo cel może nie mieć sprzętu ochronnego, a ryzyko dla nas minimalne bo sami będziemy zabezpieczeni. Oczywiście wiązałoby się to z duża liczbą potencjalnie postronnych ofiar...no ale cóż cel uświęca środki, no i to kolejny plan który lepiej przeprowadzić jeszcze po za miastem
EDIT:
Magnus chciałby się dowiedzieć czy statek będzie płynął z prądem czy pod prąd. Po za tym najchętniej zaatakowałby płynący statek jakimś branderem dodatkowo wypchanym po brzegi własnoręcznie zrobionym materiałem wybuchowym:P. Jak nie da rady to stawia na rozstawienie snajperów przed i w porcie.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2013, 17:29 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jestem pewien, że cel przypłynie w górę rzeki, bo Corvis leży na południu, a tereny na północ od Merywynu to już niemalże bezpieczna Mateczka-Ojczyzna Khardów.
Mam kilka uwag odnośnie propozycji Waylandera.
- Wykorzystanie ruchu oporu to niegłupi pomysł, więc jestem ciekaw, czy CSR jest w stanie zaaranżować operację łączoną (albo też w ramach supportu operację odwracającą uwagę od rejonu rzeki). Zakładam, że my sami nie mamy żadnego bezpośredniego kontaktu z bojownikami ruchu oporu. Co do ostatniej konkluzji jednak, Falko nie podziela pragmatyzmu botmistrza, ponieważ jest Llaelijczykiem i zupełnie inaczej będzie patrzył na kwestię wykorzystania bojówkarzy jako mięsa armatniego.
- Zniszczenie statku na rzece brzmi bardzo dobrze i najlepiej, gdybyśmy zdołali dokonać tego jeszcze przed Merywynem i jego wiecznie czujnym garnizonem. Proponuję zaniechać podpuchy w postaci tonącego statku, bo jeśli Olgar będzie miał bystrą obstawę, ominą rozbitków szerokim łukiem nie chcąc podejmować żadnego potencjalnego ryzyka. Przyznam szczerze, że bardziej mnie kręci motyw z porwaniem rzecznej kanonierki, ale jeśli pójdziemy tą drogą, trzeba będzie zacząć bardzo szybko kombinować.
- W razie akcji w porcie przejęcie kontroli nad fabotem byłoby doskonałym wzmocnieniem naszego potencjału, ponieważ w dokach pracuje mnóstwo cywilnych parobotów i nawet najbardziej w Llaelu popularne lekkie Sculliony to wciąż masa rzędu trzech-czterech ton. A nasz botmistrz potrafi przejmować kontrolę nad cudzymi korteksami?
- Jakiś gaz bojowy byłby doskonały w każdy z wariantów (akcja w porcie, akcja na rzece, inny plan). Falko zachomikował swego czasu parę granatów z wojskowego magazynu, pomyślimy później jak je podzielić między ekipę.
Ktoś ma jakieś inne pomysły? Jeśli tak, piszcie, bo akcja nam nieco stopnęła!
Mam kilka uwag odnośnie propozycji Waylandera.
- Wykorzystanie ruchu oporu to niegłupi pomysł, więc jestem ciekaw, czy CSR jest w stanie zaaranżować operację łączoną (albo też w ramach supportu operację odwracającą uwagę od rejonu rzeki). Zakładam, że my sami nie mamy żadnego bezpośredniego kontaktu z bojownikami ruchu oporu. Co do ostatniej konkluzji jednak, Falko nie podziela pragmatyzmu botmistrza, ponieważ jest Llaelijczykiem i zupełnie inaczej będzie patrzył na kwestię wykorzystania bojówkarzy jako mięsa armatniego.
- Zniszczenie statku na rzece brzmi bardzo dobrze i najlepiej, gdybyśmy zdołali dokonać tego jeszcze przed Merywynem i jego wiecznie czujnym garnizonem. Proponuję zaniechać podpuchy w postaci tonącego statku, bo jeśli Olgar będzie miał bystrą obstawę, ominą rozbitków szerokim łukiem nie chcąc podejmować żadnego potencjalnego ryzyka. Przyznam szczerze, że bardziej mnie kręci motyw z porwaniem rzecznej kanonierki, ale jeśli pójdziemy tą drogą, trzeba będzie zacząć bardzo szybko kombinować.
- W razie akcji w porcie przejęcie kontroli nad fabotem byłoby doskonałym wzmocnieniem naszego potencjału, ponieważ w dokach pracuje mnóstwo cywilnych parobotów i nawet najbardziej w Llaelu popularne lekkie Sculliony to wciąż masa rzędu trzech-czterech ton. A nasz botmistrz potrafi przejmować kontrolę nad cudzymi korteksami?
- Jakiś gaz bojowy byłby doskonały w każdy z wariantów (akcja w porcie, akcja na rzece, inny plan). Falko zachomikował swego czasu parę granatów z wojskowego magazynu, pomyślimy później jak je podzielić między ekipę.
Ktoś ma jakieś inne pomysły? Jeśli tak, piszcie, bo akcja nam nieco stopnęła!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 22 ketash 606 OR, Przed południem
- Ruchu oporu nie chce w to mieszac bezposrednio, bo zabicie Olgara, to wewnetrzna sprawa CRS, a Wasz w niej udział to jeno część większej operacji, której szczegółów sam nie znam. Chyba, że rzeczywiście macie jakieś układy z miejscowymi i mogą przeprowadzić skoordynowany atak, aby odwrócić uwagę. Mus nam jednak pamiętać, że Llaelczycy to nasi sprzymierzeńcy i na pewną śmierć nie godzi nam się ich wieść, nawet przy tak priorytetowym zadaniu. Co do operacji na rzece, to istotnie Olgar przybędzie z południa. Podoba mi się pomysł z kanonierką, jeno czy zdołacie wszystko zoorganizować na czas, bo jak mówiłem może być i tak, że informacje o wszystkim dostanę dosłownie minuty wcześniej. Jeśli nie to trzeba będzie go ubić w porcie, lub zaraz potem na ulicach miasta, bo nie chcę ryzykować, że trafi w miejsce gdzie go nie dopadniemy. Jeśli trzeba Wam co opłacić, to mówcie jak najwcześniej, co bym mógł poaranżować wszystko najlepiej przez osoby trzecie tak, aby Was ze sprawą nie wiązano. No i pamiętajcie żeby jak najmniej ofiar niewinnych było, nie chcemy mieć na rękach masowego mordu. Jeno Olgar i ewentualna obstawa, choć i to niekoniecznie.
- Ruchu oporu nie chce w to mieszac bezposrednio, bo zabicie Olgara, to wewnetrzna sprawa CRS, a Wasz w niej udział to jeno część większej operacji, której szczegółów sam nie znam. Chyba, że rzeczywiście macie jakieś układy z miejscowymi i mogą przeprowadzić skoordynowany atak, aby odwrócić uwagę. Mus nam jednak pamiętać, że Llaelczycy to nasi sprzymierzeńcy i na pewną śmierć nie godzi nam się ich wieść, nawet przy tak priorytetowym zadaniu. Co do operacji na rzece, to istotnie Olgar przybędzie z południa. Podoba mi się pomysł z kanonierką, jeno czy zdołacie wszystko zoorganizować na czas, bo jak mówiłem może być i tak, że informacje o wszystkim dostanę dosłownie minuty wcześniej. Jeśli nie to trzeba będzie go ubić w porcie, lub zaraz potem na ulicach miasta, bo nie chcę ryzykować, że trafi w miejsce gdzie go nie dopadniemy. Jeśli trzeba Wam co opłacić, to mówcie jak najwcześniej, co bym mógł poaranżować wszystko najlepiej przez osoby trzecie tak, aby Was ze sprawą nie wiązano. No i pamiętajcie żeby jak najmniej ofiar niewinnych było, nie chcemy mieć na rękach masowego mordu. Jeno Olgar i ewentualna obstawa, choć i to niekoniecznie.
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2013, 21:55 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jeśli zdecydujemy się na przejęcie rzecznej kanonierki, będziemy musieli sprawdzić, gdzie najłatwiej będzie ją przechwycić. Falko przejdzie się do portu, sprawdzi rozmiary takiego parostatku, ilość załogi, uzbrojenie, miejsce kotwiczenia tych kanonierek, które akurat mają postój. Wydaje mi się, że warto byłoby już wcześniej zaopatrzyć się w khadoriańskie uniformy, to ułatwi nam zbliżenie się do celu. Falko jest z pochodzenia Umbrianinem i mówi w khurzicu, to może ułatwić realizację podstępu.
Jeśli to się uda, będziemy mogli zatrzymać barkę Olgara na rzece pod pretekstem lotnej kontroli, a to ułatwi eliminację celu (od biedy możemy nawet zatopić kanonierkę w ramach symulowania wypadku, jeśli Olgar będzie płynął jednostką wojskową). Tak czy owak, po wykonaniu zadania zatapiamy zdobyczną kanonierkę i pryskamy w bezpieczne miejsce.
To oczywiście tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy misji, więc nie krępujcie się i zarzucajcie własnymi!
MG, przypomnij nam proszę, ile czasu mamy do przybycia tego szubrawca!
Jeśli to się uda, będziemy mogli zatrzymać barkę Olgara na rzece pod pretekstem lotnej kontroli, a to ułatwi eliminację celu (od biedy możemy nawet zatopić kanonierkę w ramach symulowania wypadku, jeśli Olgar będzie płynął jednostką wojskową). Tak czy owak, po wykonaniu zadania zatapiamy zdobyczną kanonierkę i pryskamy w bezpieczne miejsce.
To oczywiście tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy misji, więc nie krępujcie się i zarzucajcie własnymi!
MG, przypomnij nam proszę, ile czasu mamy do przybycia tego szubrawca!