Dzięki za ciepłe przyjęcie. Może jak znajdę notatki to napiszę więcej, bo tego było kilka ładnych latek i bardzo dawno temu więc pamięć dziurawa. Całe soboty i niedziele się szalało, bo kto musi się uczyć ?
Kurcze, pamiętam jak kumpel przystojniak dzieweczki odstraszał zapraszając je na sesje. Jak tylko dowiadywały się że on gra półelfką(wypadek przy badaniu artefaktów zmienił czarnoksiężnika w babę) farbowaną blondzią to najpierw wytrzeszczały ślepka a potem wycofywały się na strategiczne pozycje. Ech, dzisiaj bym zapłakał nad tą dawną naiwnością. Było się młodszym i gładkim, a pannice były mniej pyskate niż dzisiaj ...
Czegoj, masz absolutną rację. Po 20 POZ to tylko nasz zafajdany Zabójco/Alchemik ... nie pamiętam dokładnie, robił mixtury wybuchowe i mieszał naszym postaciom ziółka lepiej od druida, szkolił się na Zabójcę w miarę normalnie, a reszta z nas musiała pełzać u stóp Maga by
Życzenie rzucił i wspomógł biednych nas. MG mówił prosto z mostu że Zagar jest najpotężniejszym żywym Półbogiem na Orchii. On tylko chichotał i mówił że idzie pomedytować. Szczur, w domyśle Skaven, miał najwyższy POZ ze wszystkich ... a i kult dość rozpasiony by na wiele lat nie martwić się o wymaganą liczbę stronników.
Kupca się nauczyłem w Glidii Kupieckiej Get-War-Garu(jak sypnałem goldem to mnie dali unikatowego artefaktu podziwiać a to była księga wiedzy, MG powiedział że taki Machiavelli dla kupców), a Smokołak (Nie drażnijcie Smoczych Czarnotrupów gdy zdychają, to był pieprzony Smoczy Kapłan) rósł naturalnie bo w czasie gry mijały lata. Było to problematyczne przed 20 POZ, ale w zamian byłem niemal niezniszczalny z amuletem ochrony przed ogniem. :/dymek
Główną zaletą było, według mnie, że MG nie mówił że coś jest niemożliwe i byśmy spadali na bambus. Musieliśmy mu przygotować materiały, bo było nas 4 i robiliśmy rotacje w MG-owaniu, i z tego mała encyklopedia urosła. Jak później oderwałem się od Warmłotka i próbowałem znowu zagrać w tym stylu, Epic Fantasy, to mnie szlag trafiał raz za razem. W D&D jak grałem z angielskojęzycznymi to ciągle słyszałem że jestem Min/Maxer i grać nie umiem. Śmieszek polega na tym że grałem jednoprofesyjnym Fighterkiem. Tylko sobie atuty dobrałem mądrze i nie szarzowałem jak głupek. W ten sposób mogłem zmiatać dowolne ilości potworków po tym jak się czarusie z slotów wyprztykali. GM-i dostosowywali się w miarę często do moich sugestii i robili nam prawdziwy grinder. Było fajnie ... ale żadko inni gracze wytrzymywali moje Ego OOC. No a potem zacząłem grać w D&D z nową drużyną smarkaczy, i był fun, trzy razy z 20 lvl restartowaliśmy aż dopadłem Epickie Zasady Upper_Krusta i zaproponowałem. Mój wojowniczek dopełzł do 250+ lvl. I pozostał śmiertelnikiem ... w miarę, bo miał Templates kilka ...

Niestety chłopaki na studia poszli i wykruszyli się znowu. W przerwach zacząłem pykać w Exalted na forum Rpol.net. Bo tam również system gry zachęca do epickiego rozmachu (i tylko amerykańscy Storytellers are bunch of pussies). Ale jak zacząłem zwykłym mortalem trząść okolicą to się wrzask podnosił ze strony Exaltów.
Sorry, zacząłem żółć wylewać. Przepraszam chłopaki.
W każdym badź razie, Czegoj ... byłbyś tak miły i wymienił dlaczgo miałeś problemy z POZ i stronnikami ? Zamek można było podbić zwyczajnie ... taki DOOM z mieczami i kuszami, POZ podnieść płacąc krocie za Życzenie w glidii takiej czy owakiej. A stronników normalnie ... część sama się zgłaszała a część rekrutowałem własnoręcznie spośród szarych mas. Albo fajnych NPC-ów, jak srebrna smoczyca ze "Smoczego Prawa" z którą maga elfika spiknąłem, i jak go przyłapałem gdy ją za rękę trzymał to zmusiłem go do wzięcia odpowiedzialności, jak to panienki w Hentaiach płaczą.

Ja miałem dość problemów z paskudną żoną jaką mi Katan "łaskawie" naraił, i adoptowanymi smokami jakie hodowałem od jajeczek. Dodaj do tego hordę goblinów (ich lojalność łatwo było kupić, bo mogli mi służyć lub dalej się przeciw Katanowi buntować) oraz wielu kupców co było częścią mojej siatki handlowej. Plus elfka od reptiliona i księżniczka z mojej początkowej przygódki (elfetkę wykształciło się na Paladyna/Maga a Żonę Nr 1 na Kupca/Łowcę) ... miałem operę mydlaną cały czas gdy nie wiałem z resztą drużyny na przygody, znaczy się MUSIELIŚMY opuścić nasze drugie połowy(ćwiartki itd) tymczasowo i wbrew sobie by ratować świat.
EDIT: A jak Cię grzecznie poproszę powiesz mi jak królem zostałeś ? Ja ledwie utrzymałem się na pozycji księcia Get-War-Garu ... bo zewsząd ambicje i zazdrość, piraci i poborcy podatków ... zanim mnie Katan osobiście zwolnił z podatków za małżeństwo(bez prawa dziedziczenia) z jakąś jego bardzo wredną i brzydką kuzynką ...