To wam nie przeszkadza?

Hauerine
Reactions:
Posty: 753
Rejestracja: 16 września 2009, 22:01
Kontakt:

Post autor: Hauerine » 21 grudnia 2009, 00:25

Najkrócej, bo idę spać: nie byłeś, bo nie możesz być. Nie ma obiektywnego odczytu tekstu, bo musiałby być jeden. Pretensje do świata, nie do mnie

Jaki odczyt tekstu? Co ci się znowu pomieszało ?
Punktujesz tam, gdzie potrafisz i nie wierzę, że kierujesz się tu jakąś samarytańską dobrocią.
Twoja wiara (czy nie wiara) to nie za mało, żeby rzucać obraźliwymi tekstami?
Prowadzę dyskusje opartą o merytoryczne argumenty. Bład literowy czy ortograficzny nie ma w mojej opinii znaczenia dla wartości argumentu drugiej strony. Dlatego też nie ma żadnego powodu by na czymś takim się skupiać.
Niestety, powtórzę raz jeszcze, stosujesz nieuczciwe chwyty w dyskusji i przekłamania.
Udowodnij nieuczciwy chwyt lub przekłamanie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 grudnia 2009, 19:40

Dobry Boże, załóżcie sobie osobny topik tylko dla słownych przepychanek, pyskówek i wzajemnych pretensji - najlepiej taki porządni oznakowany, żeby odpowiednio ostrzeżeni czytelnicy nie musieli brnąć przez dziesiątki zbędnych postów w każdym z wątków z osobna. Mój czas jest cenny, wolałbym go poświęcać na czytanie wartościowych merytorycznie wypowiedzi, a nie marnotrawienia na próby zorientowania się, co kto komu kiedy i dlaczego obraźliwego powiedział!

Adminie, weźta się za narzędzia moderujące, proszę! Tutaj naprawdę trzeba zrobić jakiś porządek! :(

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 06 lutego 2010, 19:39

widzę że nieco odbiegliście Państwo od tematu. wracając do niego, odpowiadam: nie przeszkadzają mi czarni rycerze z paladynami na jednej radzie. walczą pewnie na słowa i argumenty by dopiąć swego. nie sądze też by spotykali się w każdą niedziele po sumie.
a tak na dokładkę to mała rada: jak się coś nie podoba to można to zmienić, ja tak robię i to z powodzeniem!!! nikt cyrografu na byczej skórze z panem Arturem nie podpisywał.

Awatar użytkownika
Mrufon
Reactions:
Posty: 2627
Rejestracja: 18 stycznia 2009, 19:17
Has thanked: 1 time
Been thanked: 9 times
Kontakt:

Post autor: Mrufon » 02 września 2011, 18:51

a tak na dokładkę to mała rada: jak się coś nie podoba to można to zmienić, ja tak robię i to z powodzeniem!!! nikt cyrografu na byczej skórze z panem Arturem nie podpisywał.
To złota rada imć Nanatara! Naprawdę idąc z jej duchem można zajść w takie obszary KC, że nagle obudzimy się w świecie bez bugów i dziwaczności.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 11 lipca 2013, 22:39

Mi nie przeszkadzało wtedy gdy KC prowadziłem. Ogólnie miałem to w poważaniu i zakładałem że te "części rowerowe" w Radzie to zdemoralizowane strupy na dzielnym ciele rycerstwa (a grało się wtedy księciuniem Cedryczkiem, jako główny MG zarezerwowałem sobie najbogatszego bohaterka z podstawowych, teoretycznie dobrym chłopakiem z mafii trzęsącej Kupczykowem ... znaczy się Get-war-garu głównej rodziny kupieckiej co ekonomicznie konkurencję przyprawiała o krwawicę odbytniczą).

Ten rycerzyk czorny skończył na paliku, bo go w łapki ostrogarskiej świątyni Seta oddałem. Jego orczy łowcy ludzi po przyjaznym poklepywaniu poznali co to pańska ręka i zostali moimi poddanymi. GM co mi tych dwóch drani prowadził naprawdę doprowadził nas do łez jak oni nie mogli uwierzyć gdy zaryzykowałem życiem ... "to moi zaufani wasale". Oba orki ryczały jak bobry i się na Nate-Krante(niech ich rozsądkiem pokara) zaklinali że mnie nigdy nie zdradzą. A i ja dostawałem krocie PD-ków za świętoszkowanie w stylu kupieckim bo był z tego ubaw dla wszystkich.

Jako że byłem lekko zatruty Warmłotkiem, którego pierwsza edycja mnie bezapelacyjnie uwiodła, a Nowe Oblicza KC promowane w MAG-u i MiM-ie wkurzały sam nie wiem czemu ... Np. nie lubię Balamora jako kolejnego Dark Overlorda co mapy do poszukiwań wychodka potrzebuje. Goła legenda o Kryształkach jest jako enigmatyczny wstęp do bardzo starego świata milion razy lepsiejsza. Że tak postaram się uroczo zaseplenić.

W moim wykonaniu "Demoniczna Horda" była wspaniałym scenariuszem. Wybaczcie ale jak komu szkic dość otwartego scenariusza przeszkadza, a sugestii wątków w środku jest multum tylko trzeba uzupełnić własnym wkładem.

Na forum mi przeszkadza starociotkowe zrzędzenie i zakamuflowane pieniactwo. Tak gwoli informacji, używam eufemizmu bo przywykłem do dosadnych słów. :P

W KC przeszkadza mi awansowanie Wielkich Smoków. Wtedy i teraz również. Ja również kocham te wielkie gady ale procentowe przyrosty jako norma to Zło. Jak smoczusie awansuje się normalnie, ignorując tylko te procenty od poziomów, to są wciąż bardzo groźne ale już nie zjadają wszystkiego jak godzillo-smoki z Lineage.
Przykład ? Jeden z graczy(Grający Zagarem tym kowalskim półbogiem) zaczął nadużywać ziółek dających procentowy bonus do PD. A że łajdak miał nieludzkie rzuty na kostkach ... to pierwszy przegonił 50 lvl w profesji. MG tylko się zamartwiał że derailujemy wymiatanie kolejnego labirynciku zagłady bawiąc się w audiencje u Katana, procesowanie się przed Katańskim sądem o ulgi handlowe z Krasnoludami z Tagary Szarej czy otwarcie wielkiej szklarnii gdzie zwaliły nam się legiony Druidów z wielkiego Kręgu Roślin bo każdy miał bezcenną roślinkę zagrożoną wymarciem (Gracz Zagara rzucał na "powodzenie") którą pomagaliśmy rozmnożyć za darmowe próbki do kolekcji. A jak czarne rycerze z Czerwonej Doliny zobaczyli co im pod bokiem wyrosło ... był fun rzucając ich na kolana.

Musiały biedne misie przysięgę wasalną Cedryczkowi składać i tolerować druidów panoszących się po ichniej pustyni. A jak mnie nienawidziły łyczki z Tagary Czarnej i Białej ... ale cóż Rycerzowi na 32 poziomie/Kupcowi 43/Drapieżcy(Miedziany Smokołak) 12 się trudno odmawia. Tak w tamtych czasach pakowaliśmy nasze postacie tak potwornie że dzisiaj był by mi wstyd. Z dobrym rzutem na Charyzmę mogłem zagadać każdą przedstawicielkę przeciwnej płci i być lubianym nawet przez wrogów ideologicznych (chwilowo, a potem pluli sobie w brodę że ich znowu omamiłem gładkimi słówkami).

No nie zacząłem wspominać ... muszę to spisać kiedyś w końcu. I dopisać jakieś fabularnie akceptowalne zakończenie, bo prawdziwe jest głupie i smutne. :)

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 12 lipca 2013, 22:09

Prawdziwy heroic. Ale czytając można odczuć że się fajnie bawiliście. Ale zdobycie 50 levelu, to naprawdę przegięcie. Ja poza 5 nie wyszedłem według normalnych zasad.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 13 lipca 2013, 10:08

Dzięki Avnar. Ale to ... już z samymi MiM-owymi przygodami do KC (lub adaptowalnymi do KC) można wpełznąć na 10-15 poziom w zależności od ilości graczy. Ja naprawdę zdobyłem nieludzką potęgę w samych sprzymierzeńcach. "Kopalnia" -> "Demoniczna Horda" oprócz naprawdę obscenicznie wielkiego skarbu, praktycznie niepilnowanego przez nikogo pozwalają ci złapać unikatowe potworki w formie super-kopaczo-aliena Harkora, bo go nie dobijaliśmy jak w agonię wpadł tylko zabandażowaliśmy i do klatki dla niegrzecznych potworków. Nasz el Silvaran zaczął przemyśliwać jak to zutylizować potworka z pożytkiem ... a w następnej przygodzie, skarb wyciągneliśmy w akcie głupoty i zaczęło się walić zgodnie ze scenariuszem. A jak strach do tylniej części zajrzał to zaczęliśmy działać taktycznie i rozsądnie.
Strasznej głupawki dostaliśmy widząc niestrzeżone dobro do zarekwirowania. :P

W każdym razie, z ogrami pogadał nasz Barbarzyńca i dla zachowania twarzy wodza troszkę się poszturchali. Ogry zeżarły pół naszych zapasów i wynajęliśmy pętaków. Smoczki zostały spałowane ale jak im litościwie zaproponowałem poddanie się to się do mnie przyłączyły (zeżarły niemal tyle co Ogry) i wysłałem je na zwiad w poszukiwaniu dużego zwierzaka do zjedzenia. Z gobolami się dogadałem i, dla zachowania twarzy dowódcy wklepałem ambitnemu zastępcy co sobie szumiał, zyskując w ten sposób kawalerię lekką. I odkupiłem od nich tych rannych ludzi i "papiery" jak Czarnoksiężnik zidentyfikował to Mag zemdlał. Zgodziliśmy się by Mag zachował jeden ale drugi miał pójść na udomowienie Harkora. Smoczki znalazły stadko opasów. Gobliny je naszpikowały strzałami z daleka, było wielkie żarcie ... i w nocy nas Slan-Mor naszedł. Pochlastał ogry potężnie i prawie zajechał mnie, poważnie dewastując moją biedną smoczą skórkę, ale mag zmarnował Życzenie i walnął Slan-Morkowi Przejęcie Postaci. Fuksem stworek spaprał rzuty obronne. Czarnoksiężnik widząc to nie żałował złośliwości na temat "nie zadaję się z mroczną magią bo ona i tak śmierdzi" a nasz elfik był strasznie zestresowany bo MG fundował mu koszmarki w ramach mentalnej integracji z nowym podwładnym.

Harkor okazał się bardzo spolegliwy jak mu Slan-Mor kazał. Wiesniacy z Impur-Kir uciekli widząc naszą hordkę. Była kupa śmiechu jak się starucha rozdarła że dziewicą nie jest gdy zobaczyła smoka. No a potem ... teleportneliśmy maga z Glidii Białych Magów do Ostrogarskiej siedziby i pognaliśmy na pogrom Goblińskiego Księcia Buntownika ... bo czemu tyle dobra miałoby się zmarnować ? :D

EDIT: A ten 50 poziom ... to dość proste jak wiesz jak naginać zasady systemu. Nasz MG dał nam znaleźć spis ziółek i Zagar zaczął nagminnie wsuwać te co PD-ki zwiększają. Cała drużyna ganiała jak naćpana, od alchemicznych mikstur zrobionych z tych ziółek co współczynniki zwiększają. Większość normalnych przeciwników nie miała większych szans, więc bardziej się rolplejowi poświęcaliśmy, ja przejmowałem wioski i inne złotodajne okazje, np. nadania ziemskie Goblińskiego Księcia Buntownika. Co prawda jeden przeciwnik niemal nas wyrżnął jak pieseczki, ale to był ze "Smoczego Prawa" Smok Czarnotrup którego przypadkowo obudziliśmy. Musieliśmy zastąpić złodzieja i barbarzyńcę bo im dusze explodowały czy coś tam. Zagar użył przemiany by nas ochronić i jak się smok czarnotrup znudził to odleciał, a my się później bawiliśmy w totalną wojnę "Apokalipsa Zombi Smoka Czarnotrupa !" oczywiście nigdy się nie przyznaliśmy nikomu że to nasza wina. Udało nam się winę zwalić na bogom ducha winnego czarnoksiężnika, no nie tak niewinnego ale był już martwy więc wiele nie ucierpiał.

Popatrz jakie przegięte efekty można było zdobyć jak ci rzuty wyszły ... Żywotność podwójna, procentowe przyrosty Siły itd. Totalna masakra, jak dzisiaj popatrzymy. Aczkolwiek Zagarowi trudno było dorównać i mnóstwo kasy szło na PM-ki do Życzeń. Jakie ten gościu miał przegięte rzuty ...
Ostatnio zmieniony 13 lipca 2013, 10:19 przez Rikandur, łącznie zmieniany 1 raz.

Salam
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 28 sierpnia 2009, 23:16

Post autor: Salam » 13 lipca 2013, 12:25

To się nazywa zabawa. Nie wiem jak innym ale fajnie się to czytało ;)

avnar
Reactions:
Posty: 1140
Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
Has thanked: 2 times
Been thanked: 8 times

Post autor: avnar » 13 lipca 2013, 17:58

Mnie też się fajnie czytało. Od razu sentyment wraca od swoich własnych przygód. Ale jednocześnie jest to świetny przykład jak niedorobione były KCety, że się takie numery dało robić:)

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 13 lipca 2013, 18:16

Oj dla mnie to akurat zaleta. Grupa dostosowała się do swojego MG. Co nie jest zabronione to jest dozwolone. Jeśli MG pozwala bić lewele i nie brakuje mu pomysłów na przeciwników to nie ma problemu. Jestem ciekaw jak było z punktem stronnicy i posiadłości oraz nauczycielami na poziom, bo coś mam wrażenie, że jakoś łatwo. Inaczej ciężko byłoby wskoczyć na poziom 50. Ja chyba rekordzistą rycerzem, który został królem byłem na poziomie 25.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 13 lipca 2013, 20:32

Dzięki za ciepłe przyjęcie. Może jak znajdę notatki to napiszę więcej, bo tego było kilka ładnych latek i bardzo dawno temu więc pamięć dziurawa. Całe soboty i niedziele się szalało, bo kto musi się uczyć ? :P

Kurcze, pamiętam jak kumpel przystojniak dzieweczki odstraszał zapraszając je na sesje. Jak tylko dowiadywały się że on gra półelfką(wypadek przy badaniu artefaktów zmienił czarnoksiężnika w babę) farbowaną blondzią to najpierw wytrzeszczały ślepka a potem wycofywały się na strategiczne pozycje. Ech, dzisiaj bym zapłakał nad tą dawną naiwnością. Było się młodszym i gładkim, a pannice były mniej pyskate niż dzisiaj ... :D

Czegoj, masz absolutną rację. Po 20 POZ to tylko nasz zafajdany Zabójco/Alchemik ... nie pamiętam dokładnie, robił mixtury wybuchowe i mieszał naszym postaciom ziółka lepiej od druida, szkolił się na Zabójcę w miarę normalnie, a reszta z nas musiała pełzać u stóp Maga by Życzenie rzucił i wspomógł biednych nas. MG mówił prosto z mostu że Zagar jest najpotężniejszym żywym Półbogiem na Orchii. On tylko chichotał i mówił że idzie pomedytować. Szczur, w domyśle Skaven, miał najwyższy POZ ze wszystkich ... a i kult dość rozpasiony by na wiele lat nie martwić się o wymaganą liczbę stronników.

Kupca się nauczyłem w Glidii Kupieckiej Get-War-Garu(jak sypnałem goldem to mnie dali unikatowego artefaktu podziwiać a to była księga wiedzy, MG powiedział że taki Machiavelli dla kupców), a Smokołak (Nie drażnijcie Smoczych Czarnotrupów gdy zdychają, to był pieprzony Smoczy Kapłan) rósł naturalnie bo w czasie gry mijały lata. Było to problematyczne przed 20 POZ, ale w zamian byłem niemal niezniszczalny z amuletem ochrony przed ogniem. :/dymek

Główną zaletą było, według mnie, że MG nie mówił że coś jest niemożliwe i byśmy spadali na bambus. Musieliśmy mu przygotować materiały, bo było nas 4 i robiliśmy rotacje w MG-owaniu, i z tego mała encyklopedia urosła. Jak później oderwałem się od Warmłotka i próbowałem znowu zagrać w tym stylu, Epic Fantasy, to mnie szlag trafiał raz za razem. W D&D jak grałem z angielskojęzycznymi to ciągle słyszałem że jestem Min/Maxer i grać nie umiem. Śmieszek polega na tym że grałem jednoprofesyjnym Fighterkiem. Tylko sobie atuty dobrałem mądrze i nie szarzowałem jak głupek. W ten sposób mogłem zmiatać dowolne ilości potworków po tym jak się czarusie z slotów wyprztykali. GM-i dostosowywali się w miarę często do moich sugestii i robili nam prawdziwy grinder. Było fajnie ... ale żadko inni gracze wytrzymywali moje Ego OOC. No a potem zacząłem grać w D&D z nową drużyną smarkaczy, i był fun, trzy razy z 20 lvl restartowaliśmy aż dopadłem Epickie Zasady Upper_Krusta i zaproponowałem. Mój wojowniczek dopełzł do 250+ lvl. I pozostał śmiertelnikiem ... w miarę, bo miał Templates kilka ... ;)
Niestety chłopaki na studia poszli i wykruszyli się znowu. W przerwach zacząłem pykać w Exalted na forum Rpol.net. Bo tam również system gry zachęca do epickiego rozmachu (i tylko amerykańscy Storytellers are bunch of pussies). Ale jak zacząłem zwykłym mortalem trząść okolicą to się wrzask podnosił ze strony Exaltów. :o

Sorry, zacząłem żółć wylewać. Przepraszam chłopaki.

W każdym badź razie, Czegoj ... byłbyś tak miły i wymienił dlaczgo miałeś problemy z POZ i stronnikami ? Zamek można było podbić zwyczajnie ... taki DOOM z mieczami i kuszami, POZ podnieść płacąc krocie za Życzenie w glidii takiej czy owakiej. A stronników normalnie ... część sama się zgłaszała a część rekrutowałem własnoręcznie spośród szarych mas. Albo fajnych NPC-ów, jak srebrna smoczyca ze "Smoczego Prawa" z którą maga elfika spiknąłem, i jak go przyłapałem gdy ją za rękę trzymał to zmusiłem go do wzięcia odpowiedzialności, jak to panienki w Hentaiach płaczą. :P
Ja miałem dość problemów z paskudną żoną jaką mi Katan "łaskawie" naraił, i adoptowanymi smokami jakie hodowałem od jajeczek. Dodaj do tego hordę goblinów (ich lojalność łatwo było kupić, bo mogli mi służyć lub dalej się przeciw Katanowi buntować) oraz wielu kupców co było częścią mojej siatki handlowej. Plus elfka od reptiliona i księżniczka z mojej początkowej przygódki (elfetkę wykształciło się na Paladyna/Maga a Żonę Nr 1 na Kupca/Łowcę) ... miałem operę mydlaną cały czas gdy nie wiałem z resztą drużyny na przygody, znaczy się MUSIELIŚMY opuścić nasze drugie połowy(ćwiartki itd) tymczasowo i wbrew sobie by ratować świat. ;)

EDIT: A jak Cię grzecznie poproszę powiesz mi jak królem zostałeś ? Ja ledwie utrzymałem się na pozycji księcia Get-War-Garu ... bo zewsząd ambicje i zazdrość, piraci i poborcy podatków ... zanim mnie Katan osobiście zwolnił z podatków za małżeństwo(bez prawa dziedziczenia) z jakąś jego bardzo wredną i brzydką kuzynką ...

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 13 lipca 2013, 21:08

Oj to było wieki temu i już nie pamiętam. Wiem, że starałem się grać zafascynowany Dragonlancem - rycerzem o wdzięcznym imieniu Sturm. Poziom 25 osiągnąłem zrzekając się swojej postaci po jednej z epicki bitew, która trwała nie wiem jak długo (chyba kilka dni, a może miesiąc) i po pomieszkaniu nie można było chodzić bo była cała w kartonikach. Wyobrażanie sobie bitwę na prawie pełnych zasadach KC? Trwało to i trwało. Przy okazji zginęła większa część drużyny w tej bitwie i bez sensu było grać postacią, kiedy inni startowali od początku. U nas o wskrzeszenie nie było tak łatwo, jakby mogło się wydawać z zasad.

Wracając do pytania, ja nie mówię, że nie można osiągnąć 50 poziomu, ale mówię, że gra się tak jak MG pozwala. U nas 25 poziom był chyba maksem, chociaż dwuprofesyjni zdarzali się na sumie poziomów wyższej niż 25, a byli i trzyprofesyjni.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 13 lipca 2013, 23:24

No, ja zawsze byłem niemożebnie rozdrażniony gdy MG skamlał że on nie umie kontrolować postaci powyżej jakiegoś poziomu. Jasne, jakby nie było te kartki papieru mogą mi naklepać jak będą chciały.

Poprowadziłeś pełną bitwę ? Ho, pamiętam pamiętam. Było ich kilka, ale po pierwszej (przeciw małym siłom goblinów Księcia Buntownika zaraz po "Demonicznej Hordzie") gdy niemal zdechliśmy z wyczerpania, bo MG kazał nam liczyć wszystko samemu a on tylko pokazywał na kartce jak hałkujące gobliny na wargach szarżują i zarzucają nas chmurami strzał. Zbroja odlewana warta kupę złota poszła na szmelc jak podliczyłem uszkodzenia ... bo się prawie rozpadła mi na grzbiecie w trakcie bitwy. Palce mnie bolały od turlania tych kości. Trzy tygodnie ta bitwa trwała, całe dni wolne. :D

W każdym bądź razie ... robiliśmy potem bitwy jako tło, a my ... podobnie do L5R, mogliśmy zmieniać przebieg wynikający z rzutów losowych MG biorąc odpowiednio duże ryzyko. No ale wtedy byliśmy mądrzejsi po szkodzie i własne armie wystawialiśmy.

Z drugiej strony, jak PD podliczyliśmy za tą rzeź gobliniątek ... :P

ghasta
Reactions:
Posty: 2356
Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
Has thanked: 3 times
Been thanked: 9 times
Kontakt:

Post autor: ghasta » 14 lipca 2013, 21:16

A moim zdaniem gra na tak wysokich poziomach nie ma sensu. O ile bohaterów nieczarujących jeszcze można ciągnąć tak czarujące destabilizują świat. 20 POZ mag czy czarnoksiężnik staje się dla MG całkowicie niegrywalną postacią bo poziom wyzwań staje się absurdalnie głupi. 20 POZ półbóg właściwie jest niezniszczalny.

Co to za radocha gdy 'wyzwaniem' staje się chorda smoków i odliczanie setek punktów obrażeń na cios, przeciwników zabijanych dziesiątkami (bo inaczej nie ma sensu) na czar?
Klimatyczna przygoda typu Dom jest wtedy niegrywalna bo postacie są za silne do gry. Zaś nieczarujący stają się po prostu wypełniaczem. Rycerz ubije 2-3 a mag 20-30 w tym samym momencie...

Ta oczywiście, można robić 'inne typy przygód' ale moce jakie otrzymują czarujący całkowicie to uniemożliwiają. Teleportacja, czytanie myśli, przepowiadanie przyszłości, moce typu cud czy życzenie.... Zero zabawy. Dla MG i pozostałych graczy.

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 14 lipca 2013, 23:37

ghasta napisał(a):
A moim zdaniem gra na tak wysokich poziomach nie ma sensu. O ile bohaterów nieczarujących jeszcze można ciągnąć tak czarujące destabilizują świat. 20 POZ mag czy czarnoksiężnik staje się dla MG całkowicie niegrywalną postacią bo poziom wyzwań staje się absurdalnie głupi. 20 POZ półbóg właściwie jest niezniszczalny.
Nie ? Ja się bardzo nie zgadzam z takim poglądem na granie. Z całym szacunkiem dla odmiennych opinii ... ale zbyt często spotykam się z podejściem które właśnie tak wygląda a ja osobiście, z pełną złośliwością, nazywam amerykańskim jojczeniem.

MG ma władzę ABSOLUTNĄ. Jest niczym Biblijny Bóg w odniesieniu do świata gry. Osobiście nie miałem nigdy problemów z zajmowaniem się postaciami które w realiach gry były niemal niepokonane. To wymaga pewnych przemyśleń ze strony MG oraz graczy nawykłych do szanowania jego zdania, albo może rozbić grupę jak się pyskówki w rękoczyny zmienią.

Ale to brak kultury poszczególnych osób o prymitywnej osobowości. Nie "postać powyżej X POZ jest niemożliwa do opanowania dla gracza i MG". To jest, względnie mówiąc, absurd. Nic, nawet bogowie świata gry nie ma mocy porównywalnej z MG.
ghasta napisał(a):
Co to za radocha gdy 'wyzwaniem' staje się chorda smoków i odliczanie setek punktów obrażeń na cios, przeciwników zabijanych dziesiątkami (bo inaczej nie ma sensu) na czar ?
Niektórym takie starcia sprawiają mnóstwo radości. Np. mnie obrona przełęczy przed hordą Sharańczy bardzo się spodobała. Zrujnowany sprzęt (bardzo drogia zbroja i broń) wisiał na honorowym miejscu w miejscowej świątynii Oriaka gdzie złożyłem je jako vota na poczet zwycięstwa i przetrwania. A jeśli będziecie ciekawi dlaczego mój rycerzyk był taki twardy na 10-19 POZ to odpowiem że nosił na łebku i ramionkach białe opaski z gwiazdkami. Szkolenie na twardziela jest zajebiste. dwd;

Moją osobistą radą, jak MG do innego MG, jest danie graczom szansy na power-playing. Tylko Ty jako MG możesz ustanowić dodatkowe ograniczenia mające na celu ułatwienie Ci życia. Np. w mojej starej KC-towej bandzie (bo normalną drużyną raczej nie byliśmy na początku) każdy wiedział że musi brać pod uwagę że ktoś kogo pognębi, może następnej sesji oddać z nawiązką.

I wydaje mi się że chyba w KC nie prowadziłeś walki z porządnym wielkim smokiem. Te bydlaki to Boss level powyżej 15 POZ doświadczenia. Tysiące Żywotności, plus używanie własnych skarbów i znane im czary wspomagające ... totalna masakra zwłaszcza że mają Antymagię wrodzoną. Dlatego w moich Domowych Zasadach zmodyfikowałem Wielkie Smoki by nie były przesadnie przepakowane.

A jak weźniesz pod uwagę że Wielki Smok może mieć Smoczy Lud na zawołanie ... to jest kampania na wyprawę wojenną.

A wiesz co zniechęca Półbogów od używania przemian w walce itd ? Wznoszenie okrzyków bojowych zawierających boskie imiona. ZW x3 ma niemiłą szansę gwarantowania zmarnowania Przemiany. Mój Zagar rzadko używał przemian, generalnie, bo MG-owie kazali mu rzucać na szanse zauważenia również. Więc chłopina poszedł po rozum do głowy i olał przemiany, bo z rzadka mu wychodziły nawet the najsłabiej zauważalne.
ghasta napisał(a):
Klimatyczna przygoda typu Dom jest wtedy niegrywalna bo postacie są za silne do gry. Zaś nieczarujący stają się po prostu wypełniaczem. Rycerz ubije 2-3 a mag 20-30 w tym samym momencie ...


Co ty nie powiesz ? Ja raz pozwoliłem graczom pakerom znajomego MG na zagranie w "House", D&D wersję, bo on im zachwalał mój "grinding like good old AD&D2ed style". Musiałem wszystko oczywiście na angielski tłumaczyć, i im niemal epickie postacie zaczęły zdychać bo lenistwo umysłowe uskutecznili. Tylko włamyhobbit skumał o co chodzi z tym drewnianym mieczykiem ale nie zdążył bo go dziadzia pierwszego udusił. A jak reszta skumała że ten drewniany mieczyk to ostatnia nadzieja, to mieli już niemal przechlapane na całego (bo biedny dziadziuś im te HP powolutku odbierał, starość nie radość) i skończyło się że drużynowy paladynek mógł raz Smite dziadkowi zrobić (we właściwej lokacji nawet gdzie uciekli) ale niefortunnie dla drużyny dziad przetrwał i następnym atakiem dobił Paladyna. A kapłan był już sztywny, więc mag jeszcze troszeczkę pobiegał i po demolował dom. Dziadka to nie obeszło jak go laską tłukł.

Gracze byli pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza że w autorskiej kontynuacji ich rezerwowe postacie (Cohorty) były prześladowane przez upiory poprzednich i ostro się napociły by jakoś przywrócić tamtych do życia. Zwłaszcza że żadnych magów tam nie mieli. :/toast
ghasta napisał(a):
Zero zabawy. Dla MG i pozostałych graczy.
Nie, starczy odrobinę inne podejście ze strony graczy i MG. Ale to by pewnie wymagało długotrwałych dywagacji albo nawet eseju napisanego w stylu Ketha. Rozumiem niechęć, choć jestem zdecydowanie przeciw.

ODPOWIEDZ