6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Nieszczęsny właściciel "Cycka" musiał tego wieczoru znieść jeszcze jedno upokorzenie, albowiem próbujący przywrócić mu przytomność Grzmociciele sięgnęli od razu po najlepiej znany sobie sposób - wymierzając biedakowi kilka siarczystych policzków. Stękając i pocierając policzki mężczyzna pozbierał się z pomocą Longwortha z posadzki, rozbieganymi oczami szacując naprędce poczynione w piwniczce szkody.
- Tatku, wszystko z wami dobrze?! - na ostatnim stopniu schodów pojawiła się ogromnie przejęta Kira, ściskająca w dłoniach wielki mosiężny świecznik, który miał jej zapewne posłużyć za śmiercionośny oręż - Nikt was nie ukrzywdził? Wołać straż?
- Nikogo nie wołaj! - odpowiedział gospodarz dostrzegając znaczące skinięcie brata Murdocha - Mieliśmy tu szkodnika, ale już przegoniony, z wielką pomocą czcigodnych rycerzy i tych tu oto dżentelmenów.
Uświadomiwszy sobie znienacka, że poznane chwilę wcześniej urodziwe dziewczę jest potencjalną dziedziczką "Winnego Cycka", Hawke czym prędzej podparł właściciela pomocnym ramieniem.
- Nie wiem, czy i tak nie przyjdą, bo połowa gości nie zdzierżyła tego rwetesu i czmychnęła, a niektórzy z nich bez płacenia! - Kira postąpiła o krok do piwniczki, lustrując obecnych w niej mężczyzn nader podejrzliwym wzrokiem.
- Idź na górę i uspokój wszystkich - polecił jej ojciec - Dla tych, co zostali, kolejka piwa na nasz koszt! A wy, czcigodni, rzeknijcie, co to właściwie było, to coś w beczce?
- Skrzatuch, taki bardziej pospolity - odparł Murdoch - Różnie się go zwie, my wszelako ochrzciliśmy go mianem żłopnika. Żmijowy pomiot uwielbia dobre trunki, w nich się przeto nurza i w nich paskudzi, a nadto potrafi mącić w myślach odurzonych ludzi, podburzać ich do złego magicznym śpiewem, który tylko oni słyszą.
- Kiedy ten strzelec na górze rzekł, że śpiew w głowie wskazał mu waszego druha za mordercę, z miejsca nas to tknęło - dodał drugi rycerz - Stąd te poszukiwania w piwniczce.
- Ale ta wodna bańka... to jego przeobrażenie w ciecz... on wyzionął ducha? - dopytywał dalej wstrząśnięty gospodarz, z wdzięcznością wspierając się na ramieniu Longwortha.
- Gdzie tam - machnął ręką Murdoch - Zwykłym orężem skrzatuchowi ciężko zaszkodzić, co najwyżej można mu życie uprzykrzyć. Zmienił swą postać, by łatwiej mu było uciec, ale nie troskaj się nim, poczciwcze, albowiem tutaj już nie wróci. Będzie się bał, że morrowiańscy klerycy zastawią na niego pułapkę.
Bannister pragnie czym prędzej czmychnąć z "Cycka", iście na podobieństwo skrzatucha. Reszta idzie za jego przykłądem?