Strona 10 z 14
: 21 marca 2014, 13:15
autor: deliad
Wos marszcząc nos wytarł o trawę pozostałości krwi o trawę.
- Musiała być na ścianie domu, o który się oparłem. Skąd krew na ścianie? A, tamci czemu pilnują wody? Zatruta, czy jedyna zdatna do picia - zastanawiał się Nargo.
: 22 marca 2014, 16:20
autor: Araven
Skoro nie widziałeś nikogo innego, to może ja podejdę do strażników, pogadać z nimi wy mnie ubezpieczajcie.
Czy ktoś inny pójdzie pogadać? A ja jako łucznik i Nargo będziemy ubezpieczać?
: 23 marca 2014, 15:49
autor: Dobro
To rozumiem, że Galdor idzie na pogawędkę, a reszta go ubezpiecza?
: 23 marca 2014, 15:56
autor: Araven
Niech będzie, skoro wolą wysłać snajpera na rozmowy, to idę.
: 23 marca 2014, 16:41
autor: Denver
Widzę, że woleli zaryzykować Twoim życiem niż moim

: 24 marca 2014, 17:02
autor: koszal
Staaać!
Nie ma mowy, żeby krasnolud stchórzyl iść tam, gdzie idą inni! Ja pójdę.
W końcu i takm jestem najbardziej rozważny i wygadany ze wszystkich -oznajmil Dwalin wypinając pierś.
: 24 marca 2014, 17:04
autor: Araven
Dobrze Dwalinie, ruszaj, ale stań w miarę możności tak byśmy miel z Nargo czysty strzał. W razie czego.
: 24 marca 2014, 18:24
autor: koszal
Brodacz, jak to miał w zwyczaju burknął jedynie coś niezrozumiałego pod nosem, po czym docisnął hełm, niczym czapkę na mrozie i ruszył ku studni równym, marszowym krokiem głośno narzucając sobie rytm, co niezmiernie dodawało odwagi.
Raz- dwa! Raz- dwa! Raz- dwa! -stopy miękko uderzały o grunt, rękami poruszał miarowo niczym królewski gwardzista.
: 24 marca 2014, 19:25
autor: deliad
Wos mrugnął do Galdora i zajął pozycję dogodną do strzału. W wiosce lała się krew, a to oznacza, że może lać dalej, więc krasnolud i reszta drużyny była zagrożona. Żałował, że tak strasznie lękał się ducha, bo teraz wysłaby go na przeszpiegi. Tel lęk dziwił go i ciekawił zarazem, bo przecież nie raz widział duchy przodków po zjedzeniu grzybów mun-mun, podczas rytuału pojednania pokoleń. Jedak w dziewczyna była czymś całkiem innym. Nienormalnym i wbrew naturze. Coś ją zatrzymało w tym przeklętym lesie i ie chciał przepościć do krainy zmarłych, a przecież każdy wie, że jak jest nie na swoim miejscu to w końcu oszaleje albo się wścieknie.
: 24 marca 2014, 21:55
autor: Denver
Den'ver w takim razie zmieni się w niedźwiedzia i obejdzie wioskę korzystając z wyczulonego węchu i zwierzęcych instynktów.
: 25 marca 2014, 21:35
autor: Dobro
Nim Den'ver na dobre przemienił się w niedźwiedzia, a Nagro i Galdor zajęli pozycje, Dwalin wyszedł na główną wioskową drogę, nie kryjąc przy tym swojej obecności. Strażnicy zauważyli go zaraz po tym, jak krasnolud wyszedł zza domostwa. Zagwizdali i kierując włócznie w stronę Dwalina, podchodzili powoli, starając się okrążyć brodacza. Krzyczeli coś w dziwnym języku, a ich brązowe oczy uważnie wpatrywały się w przybysza.
Po chwili z głębi wioski nadbiegło kilkunastu kolejnych żołnierzy, odzianych w lekkie pancerze, stalowe hełmy i dziwny materiał, zasłaniający całą twarz oprócz oczu. Wszyscy byli podobnie uzbrojeni: prostokątne pawęże z sześcioma guzami, do tego krótkie włócznie o dużych ostrzach.
Jeden z nich wyróżniał się: to musiał być dowódca. Czarne pióra na czubku hełmu szeleściły lekko, gdy wyszedł przed szereg i uważnym wzorkiem zmierzył krasnoluda.
- Nie wyglądasz na orka. Ty być mniejszy, ale wyglądać silnie. Kim ty być? Krasnolud? Tutaj? - rzucił gardłowo we wspólnym, dając ręką znać, by reszta żołnierzy została na pozycjach. Nagle mężczyzna spojrzał w stronę ukrywających się w krzakach towarzyszy. - Ty nie być sam. Wy przyjść tutaj, my pogadać! - krzyknął, przykładając dłonie do ust.
Den'ver: przemiana zakończona sukcesem. Czujesz dziwny zapach; ale raczej nie orków. Tropów wokoło nie widać.
: 25 marca 2014, 21:56
autor: Araven
Wojownicy z Rhun, pewnie idą do Dol Guldur, albo do samego Mordoru, nie kochają krasnoludów, za dunedainami też nie przepadają. Ja wyjdę ty Nargo zostań. Denver też się nie ujawniaj.
Wychodzę z łukiem ale się nie zbliżam do nich zbytnio zachowuję około 10 metrowy dystans. Opuszczam łuk, ale jestem gotów do strzału. Staram się wypatrzeć mieszkańców.
: 25 marca 2014, 22:20
autor: Dobro
- Raz! Jeden wyszedł! - krzyknął dowódca. - Więc, co was tu sprowadzać? - dodał po chwili. Jego ludzie ani drgnęli: wciąż stali w półkolu przed Dwalinem w pozycji na "baczność". Galdor zliczył na szybko 15 żołnierzy, ale nie wykluczone, że w pobliżu było ich więcej. Za to po mieszkańcach ani śladu...
Mniej więcej tak wyglądają:

: 26 marca 2014, 03:40
autor: koszal
Dwalin spojrzał w górę oceniając rozmiar przeciwnika. -pokręcił nosem, beknął doniośle, po czym ze spokojem podjął.
Dlaczego to witasz mnie jedynie tak skromnym orszakiem Panie żołnierzu?
Nie strach Wam tylko w piętnastu na krasnoluda nastawać, gdy przechadza się po lesie? Dowódcę sprowadź, acz nie nagaduj mu o mnie zbyt wiele, żeby zbędnego mu stracha nie napędzić.
-dumny ze swej przemowy Dwalin wypiął pierś niby napełniony ponad miarę bukłak, z którego zaraz zacznie się ulewać. Sztuki dyplomacji uczył go sam dziadek, niechybnie uradowany wnukiem, jeśli tylko miał sposobność widzieć go w tejże chwili z zzaświatów.
: 26 marca 2014, 19:55
autor: Dobro
Mężczyzna z piórem na hełmie odwrócił głowę w prawo, mówiąc coś do swoich ludzi w dziwnym języku. Ci ryknęli śmiechem, niemal łapiąc się za boki. Dowódca znowu spojrzał na krasnoluda i zbliżającego się Galdora.
- Ty być śmieszny, mały człowieku. Lubie cię, dlatego pozwolę tobie i twoim ludziom odejść w spokoju. Zbierzcie waszą kompanię i kierujcie się na zachód traktem. Po drodze uważajcie na orków, te brzydale nie lubią ludzi - powiedział chłodnym głosem, jakby już mniej kalecząc wspólny język, po czym rzucił komendę i wraz z resztą żołnierzy bezceremonialnie odwrócili się od krasnoluda i Dunedaina i rozpoczęli marsz rytmicznym krokiem w głąb wioski.