Dino Berghar napiął mięśnie czekając na dogodny moment do ataku, nie odrywając zwężonych w szparki oczu od coraz bliższego jeźdźca. Ciemnowłosy mężczyzna o ogorzałej od morskiej bryzy twarzy sprawiał wrażenie rodowitego mieszkańca Karminu. Jechał z zachowaniem sporej ostrożności, najwyraźniej nie chcąc zbliżyć się za bardzo do poprzedzającej go na szlaku gromady konnych.
Półolbrzym nie był ucieszony perspektywą jakiegoś dziwnego ogona, toteż w ułamku chwili zrealizował swój prosty plan. Kiedy jeździec znalazł się na wysokości jego kryjówki, krewki kupiec runął do przodu pośród donośnego trzasku łamanych pędów leszczyny. Całkowicie zaskoczony jego objawieniem, ciemnowłosy jeździec wytrzeszczył szeroko oczy i otworzył mimowolnie usta, bezradnie gmerając dłonią u boku w poszukiwaniu rękojeści miecza.
Berghar nie dał mu nawet sekundy na odzyskanie rezonu. Okręcając w rękach ciężki młot półolbrzym pchnął do przodu dzierżonym oburącz długim trzonkiem broni, godząc w bok konnego niczym szarżujący na smoka rycerz dźgający swą ofiarę lancą.
Tajemniczy Osmundczyk stęknął głośno wylatując w powietrze, grzmotnął o pylisty trakt z całym impetem zrzuconego z siodła ciała. Spłoszony koń zarżał donośnie i z miejsca poszedł w galop, mknąc z tętentem w kierunku oddalającej się grupy Takana.