PBF - Oddech ciemności
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 Katesh 608 OR, nad brzegiem Norricku
Noszący nazwę Norricku górski potok okazał się bardzo wartki, szemrzący melodyjnie na otoczakach i przeraźliwie zimny. Zeskoczywszy z siodła Prescott uklęknął na brzegu i nabrawszy wody w złożone dłonie napił się do syta. Grzmociciele zaczęli zsiadać jeden po drugim z koni, korzystając z okazji do rozprostowania kości i ulżenia pęcherzom.
Pogrążony dotąd w głębokiej zadumie Yaros Thane przeszedł się wzdłuż potoku, pogrzebał czubkiem podkutego buta w wysokiej trawie spoglądając z narastającym zainteresowaniem na wyzierające spod ziemi fragmenty utwardzonej drogi zbudowanej ze skruszonej skały i kamieni.
- Deszcze mocno ją zniszczyły, naniosły ziemi, a trawa zrobiła resztę, ale to właśnie ta droga, co ją Rhulity pobudowali - oznajmił przewodnik dostrzegając obiekt zainteresowania alchemika - Jak pojedziemy nią w górę potoku, dostaniemy się do Turni.
- Daleko to jeszcze? - zapytał Thane, odrywając wzrok od porośniętych trawą kamieni i wodząc nim dla odmiany po krystalicznie czystej toni potoku.
- Do zmroku pokonamy połowę drogi - odparł Prescott wyciągając z sakwy w przy łęku siodła zawiniętą w szary papier paczkę i butelkę brandy - Przenocujemy w dogodnym miejscu, a jutro rano przed południem dotrzemy na miejsce. Jak tam kto złota szuka czy inszych metali, musiał rozbić obozowisko na płaskowyżu pod Turnią, gdzie indziej się nie da. Tedy tam pewnikiem najdziemy tych waszych górników, panie Thane.
Noszący nazwę Norricku górski potok okazał się bardzo wartki, szemrzący melodyjnie na otoczakach i przeraźliwie zimny. Zeskoczywszy z siodła Prescott uklęknął na brzegu i nabrawszy wody w złożone dłonie napił się do syta. Grzmociciele zaczęli zsiadać jeden po drugim z koni, korzystając z okazji do rozprostowania kości i ulżenia pęcherzom.
Pogrążony dotąd w głębokiej zadumie Yaros Thane przeszedł się wzdłuż potoku, pogrzebał czubkiem podkutego buta w wysokiej trawie spoglądając z narastającym zainteresowaniem na wyzierające spod ziemi fragmenty utwardzonej drogi zbudowanej ze skruszonej skały i kamieni.
- Deszcze mocno ją zniszczyły, naniosły ziemi, a trawa zrobiła resztę, ale to właśnie ta droga, co ją Rhulity pobudowali - oznajmił przewodnik dostrzegając obiekt zainteresowania alchemika - Jak pojedziemy nią w górę potoku, dostaniemy się do Turni.
- Daleko to jeszcze? - zapytał Thane, odrywając wzrok od porośniętych trawą kamieni i wodząc nim dla odmiany po krystalicznie czystej toni potoku.
- Do zmroku pokonamy połowę drogi - odparł Prescott wyciągając z sakwy w przy łęku siodła zawiniętą w szary papier paczkę i butelkę brandy - Przenocujemy w dogodnym miejscu, a jutro rano przed południem dotrzemy na miejsce. Jak tam kto złota szuka czy inszych metali, musiał rozbić obozowisko na płaskowyżu pod Turnią, gdzie indziej się nie da. Tedy tam pewnikiem najdziemy tych waszych górników, panie Thane.
Macie chwilę na odpoczęcie od siodeł, ale długo ta ulga nie potrwa, czas w dalszą drogę...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Skoro już jesteśmy przy temacie nocnego popasu, może faktycznie od razu rozpiszecie wszystkie warty, żeby później nie dochodzić mozolnie do tego, kto jest winien śmierci towarzyszy z rąk bogrinów, kto odpowie za to, że komuś narobił do buta lemaks i komu zarzuci się, że przeoczył wizytę w obozowisku złożoną przez głodnego trollora! 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- A mnie to za jedno. - stwierdził Stryker, który już choć czuł się lepiej orzeźwiony kilkoma łykami z "tajemniczej" torby Presscota, to nadal nie był w pełni formy: - Byleby nam lemaksy do butów nie naszczały, albo gatory oblazły..
Wciąż jeszcze żywa pamięć okrutnej przygody jaka ich naszła na bagnach, że Trzeci szybko zmienił swiją postawę, krótko stwierdzając:
- Ja i Rogan wciąż jesteśmy ranni, więc nie powinniśmy mieć warty razem. Toteż ja będę z Hawkiem, a Vain z Presscotem.
Wciąż jeszcze żywa pamięć okrutnej przygody jaka ich naszła na bagnach, że Trzeci szybko zmienił swiją postawę, krótko stwierdzając:
- Ja i Rogan wciąż jesteśmy ranni, więc nie powinniśmy mieć warty razem. Toteż ja będę z Hawkiem, a Vain z Presscotem.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Cóż inna jak trzecia im nie została, mruknął Reynard, ale rozkaz jest rozkaz.
[offtopic]Bannister nie do końca wiedział co myśleć o pracodawcy, nieco cwaniakowaty, jeszcze nie udowodnił, że nie narobi w spodnie jak dojdzie do walki.
I wydawało mu się, że za te marne grosze co płaci, nabył Grzmocicieli na własność.
Cóż na razie go nie zabiję, pomyślał Bannister, dam mu szansę, może zmądrzeje.[/offtopic]
[offtopic]Bannister nie do końca wiedział co myśleć o pracodawcy, nieco cwaniakowaty, jeszcze nie udowodnił, że nie narobi w spodnie jak dojdzie do walki.
I wydawało mu się, że za te marne grosze co płaci, nabył Grzmocicieli na własność.
Cóż na razie go nie zabiję, pomyślał Bannister, dam mu szansę, może zmądrzeje.[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 11 sierpnia 2014, 20:30 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 Katesh 608 OR, nad brzegiem Norricku
Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, a podróżnicy poczuli na skórze pierwszy dotyk wieczornego chłodu, Stary Prescott zatrzymał swego konia na niewielkiej przecince sąsiadującej z brzegiem potoku. Taksując wybrane przez przewodnika miejsce ostrożnymi spojrzeniami, Grzmociciele szybko doszli do wniosku, że nada się ono w sam raz do nocnego popasu.
Rozsiodłane konie zaczęły się paść na obfitującej w wysoką gęstą trawę, przywiązane do sporządzonych naprędce palików. Skończywszy doglądania wierzchowców, mężczyźni rozpalili tuż nad wodą ognisko i rozścielili wokół niego derki szykując sobie posłania.
Prescott miał wśród swego dobytku również niewielki żeliwny kociołek, toteż podśpiewując pod nosem jął z miejsca gotować coś przywodzącego na myśl zupę, bulgoczącego w niebywale kuszący Grzmocicieli sposób.
- Ja tam nikogo za ozór ciągać nie chcę - powiedział po dłuższej chwili spoglądając znacząco na Strykera i Vaina - Ale każdy głupi by zauważył, że te wasze rany całkiem świeże są. Kto was tak poharatał, jeśli wolno spytać?
Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, a podróżnicy poczuli na skórze pierwszy dotyk wieczornego chłodu, Stary Prescott zatrzymał swego konia na niewielkiej przecince sąsiadującej z brzegiem potoku. Taksując wybrane przez przewodnika miejsce ostrożnymi spojrzeniami, Grzmociciele szybko doszli do wniosku, że nada się ono w sam raz do nocnego popasu.
Rozsiodłane konie zaczęły się paść na obfitującej w wysoką gęstą trawę, przywiązane do sporządzonych naprędce palików. Skończywszy doglądania wierzchowców, mężczyźni rozpalili tuż nad wodą ognisko i rozścielili wokół niego derki szykując sobie posłania.
Prescott miał wśród swego dobytku również niewielki żeliwny kociołek, toteż podśpiewując pod nosem jął z miejsca gotować coś przywodzącego na myśl zupę, bulgoczącego w niebywale kuszący Grzmocicieli sposób.
- Ja tam nikogo za ozór ciągać nie chcę - powiedział po dłuższej chwili spoglądając znacząco na Strykera i Vaina - Ale każdy głupi by zauważył, że te wasze rany całkiem świeże są. Kto was tak poharatał, jeśli wolno spytać?
Późny wieczór, obozowisko nad potokiem, pora kolacji, pora luźnych pogawędek...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- I tak nie uwierzysz z czym nam się przyszło mierzyć. Ale niech tam będzie. I tak nie ma nic lepszego do roboty, to opowiemy. - Stryker odpalił cygaro i zaczął opowieść- Kilka tygodni temu nasz świętej pamięci druh nagrał nam robotę. Prosta eskorta, wzięliśmy bez zastanowienia. I wyobraź sobie nasz przewodnik, kurwi syn w rzyć chędożony thamarycki zdrajca nas wyprowadził na manowce...
Presscot słysząc o przewodniku skrzywił się odruchowo, bo sam przecież nie robił tu za nikogo innego. Stryker uspokoił go ręką:
- Nie obawiaj się, tyś chyba nie taki piekielnik. O czym to ja... Aha, jużeśmy go z Roganem i Bannisterem na końcu stali mieli, gdy się zjawiły gatory, bagienne stwory z któren ten pies w zmowie był...
- Coś mi się zdaję, że mnie w koze robicie panie Stryker... - wtrącił się przewodnik z uśmiechem niedowierzania.
- No przecież mówiłem, że nie uwierzycie. Mam opowiadać dalej, czy będziecie się śmiać. My swoje widzieli i przeżyli...
Watek techniczny
Ciągnąc dalej?
Presscot słysząc o przewodniku skrzywił się odruchowo, bo sam przecież nie robił tu za nikogo innego. Stryker uspokoił go ręką:
- Nie obawiaj się, tyś chyba nie taki piekielnik. O czym to ja... Aha, jużeśmy go z Roganem i Bannisterem na końcu stali mieli, gdy się zjawiły gatory, bagienne stwory z któren ten pies w zmowie był...
- Coś mi się zdaję, że mnie w koze robicie panie Stryker... - wtrącił się przewodnik z uśmiechem niedowierzania.
- No przecież mówiłem, że nie uwierzycie. Mam opowiadać dalej, czy będziecie się śmiać. My swoje widzieli i przeżyli...
Watek techniczny
Ciągnąc dalej?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Presscot spojrzał po Grzmocicielach spodziewając się dostrzec jakieś cienie chichotu z opowieści Strykera, ale żaden z mężczyzn nie zdradzał choćby najmniejszego cienia uśmiechu. Przewodnikowi zdawało się, że widzi ból w oczach obstawy ekspedycji. Cicho zwrócił się do Trzeciego:
- No już nie frasujcie się panie Stryker. Jak żem tak spojrzał na Waszych to Wam wierzyć zaczynam, chyba że tacy dobrzy w krotchwilach jesteście.
- Polejcie panie Presscot tej potrawki co tam pichcicie, bo co Wam będę tak o pustym brzuchu opowoadał.
Przewodnik zanurzył menażkę w kociołku, wybierając z dna co smaczniejsze kąski i podał Nathanielowi. Chłopak zaczął dalej kontynuować swoją opowieść, co jakiś czas przerywając i sycąc się łyżką gorącej zupy:
- No to jak ż już mówił przewodnik nasz, co całą karawanę zoorganizował postanowił towary gatorom sprzedać, a zysk cały sobie przywłaszczyć. Kiep ich językiem gadał. Syczał i prychał jak jaszczurka! Nie było wyjścia. Siła ich była. Poszliśmy w niewole.
- Nie może być. Nie zeżarły Was?
- Ano nie bo inny co do nas koncept miały, choć trzeba przyznać, że świętej pamięci Finna ukatrupiły, świeć Morrowie nad jego biedną duszą. Takoż zabrały nas do swej wioski czółnami i w dole uwięziły gdzieśmy najgorszego losu wyczekiwali. Zjawił się i nasz przewodnik chcełpiąc się jak to wszystkich oszukał, naszego pracodawce, nas i gatory. Jednego tylko dureń nie przewidział. Szaman gatorski naszą mowę rozumiejąc, a nie zdradziwszy tego przed thamaryckim ścierwem, podstęp zrozumiał i przewodnika naszego los słuszny spotkał. Żałuję jeno tylko, że mało wycierpiał przed śmiercią, bo jak by mi go oddano, to bym na wolnym ogniu piekł jak świniaka. No ale sprawiedliwości choć tyle zadość się stało. Nas jednak czekał inszy los. Owe gatory umyśliły sobie aby z pomocą ludzkich rąk i oka porządek z sąsiadami uczynić.
- Jakże to? Oko Wam wydłubali i jakoś użyć chcieli? - spytał się zdumiony Presscot nie rozumiejąc jeszcze do czego zmierzał Trzeci.
- A słuchajże panie Presscot, nie przerwywaj... Gatory musiały niechybnie w swej zuchwałości jakiś wojskowy transport ograbić, bo strzelb, a pistoletów miały, jeno z racji swej wielkości używać ich nie mogły. A miały kłopot ze swymi pomniejszymi kuzynami trogami. I takoż umyśliły aby jeńcy ludzcy, znaczy my z wodzem trogów porządek zrobili. I mus nam było ich oego szamana z cygnarskiej strzelby ustrzelić. Wdaliśmy się w potyczkę z gadami i tal nas tam pocharatały, żeśmy się ledwo objęciom śmierci wyrwali z panem Vainem. Dlategoż on teraz jeszcze szpetniejszy na mordzie, a i mnie piękności nie przybyło jak mi oko wyłupiły. A potem z niewoli uciekliśmy kiedy inne stado gatorów na bagienną wioskę nastąpiło pożogę czyniąc. Morrow nad nami czuwał bośmy następnego dna na wojskowy patrol się natknęli. Innaczej to już pewno do białych kości ogryIeni na bagnach byli...
- Aż się wierzyć nie chce, że takie rzeczy w Cygnarze się dzieją... - pokiwał głową przewodnik.
Wątek twchniczny
Celowo nie zdradzałem, kto był naszym pracodawca, kto przewodnikiem itp. Po co to komu wiedziec:)
- No już nie frasujcie się panie Stryker. Jak żem tak spojrzał na Waszych to Wam wierzyć zaczynam, chyba że tacy dobrzy w krotchwilach jesteście.
- Polejcie panie Presscot tej potrawki co tam pichcicie, bo co Wam będę tak o pustym brzuchu opowoadał.
Przewodnik zanurzył menażkę w kociołku, wybierając z dna co smaczniejsze kąski i podał Nathanielowi. Chłopak zaczął dalej kontynuować swoją opowieść, co jakiś czas przerywając i sycąc się łyżką gorącej zupy:
- No to jak ż już mówił przewodnik nasz, co całą karawanę zoorganizował postanowił towary gatorom sprzedać, a zysk cały sobie przywłaszczyć. Kiep ich językiem gadał. Syczał i prychał jak jaszczurka! Nie było wyjścia. Siła ich była. Poszliśmy w niewole.
- Nie może być. Nie zeżarły Was?
- Ano nie bo inny co do nas koncept miały, choć trzeba przyznać, że świętej pamięci Finna ukatrupiły, świeć Morrowie nad jego biedną duszą. Takoż zabrały nas do swej wioski czółnami i w dole uwięziły gdzieśmy najgorszego losu wyczekiwali. Zjawił się i nasz przewodnik chcełpiąc się jak to wszystkich oszukał, naszego pracodawce, nas i gatory. Jednego tylko dureń nie przewidział. Szaman gatorski naszą mowę rozumiejąc, a nie zdradziwszy tego przed thamaryckim ścierwem, podstęp zrozumiał i przewodnika naszego los słuszny spotkał. Żałuję jeno tylko, że mało wycierpiał przed śmiercią, bo jak by mi go oddano, to bym na wolnym ogniu piekł jak świniaka. No ale sprawiedliwości choć tyle zadość się stało. Nas jednak czekał inszy los. Owe gatory umyśliły sobie aby z pomocą ludzkich rąk i oka porządek z sąsiadami uczynić.
- Jakże to? Oko Wam wydłubali i jakoś użyć chcieli? - spytał się zdumiony Presscot nie rozumiejąc jeszcze do czego zmierzał Trzeci.
- A słuchajże panie Presscot, nie przerwywaj... Gatory musiały niechybnie w swej zuchwałości jakiś wojskowy transport ograbić, bo strzelb, a pistoletów miały, jeno z racji swej wielkości używać ich nie mogły. A miały kłopot ze swymi pomniejszymi kuzynami trogami. I takoż umyśliły aby jeńcy ludzcy, znaczy my z wodzem trogów porządek zrobili. I mus nam było ich oego szamana z cygnarskiej strzelby ustrzelić. Wdaliśmy się w potyczkę z gadami i tal nas tam pocharatały, żeśmy się ledwo objęciom śmierci wyrwali z panem Vainem. Dlategoż on teraz jeszcze szpetniejszy na mordzie, a i mnie piękności nie przybyło jak mi oko wyłupiły. A potem z niewoli uciekliśmy kiedy inne stado gatorów na bagienną wioskę nastąpiło pożogę czyniąc. Morrow nad nami czuwał bośmy następnego dna na wojskowy patrol się natknęli. Innaczej to już pewno do białych kości ogryIeni na bagnach byli...
- Aż się wierzyć nie chce, że takie rzeczy w Cygnarze się dzieją... - pokiwał głową przewodnik.
Wątek twchniczny
Celowo nie zdradzałem, kto był naszym pracodawca, kto przewodnikiem itp. Po co to komu wiedziec:)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
29 Katesh 608 OR, nad brzegiem Norricku
Zapakowana w szary papier solona wieprzowina nie uchodziła za specjał, ale na szlaku żaden z Grzmocicieli nie zamierzał wybrzydzać. W połączeniu z marchwią, cebulą i kawałkami sera skromny posiłek zdołał jako tako zaspokoić ich zaostrzony wieloma godzinami na świeżym powietrzu głód.
Majestatyczny Wyrmwall słynął z wielu niebezpieczeństw, toteż nikt nie oponował, kiedy przyszło do wyznaczania nocnych wart. Jak się wnet okazało, Yaros Thane miał niewielki chronometr, odmierzający upływ czasu z dokładnością, o której zwyczajny człowiek nawet nie mógł marzyć. Instrument ten, pozornie do niczego w dziczy nieprzydatny, miał tym razem wytyczyć sprawiedliwe ramy czasowe dla wartowników, dzieląc noc pomiędzy trzy pary mężczyzn.
Świadomi tego, że niebawem wciąż przyjdzie im wstać, Grzmociciele zasnęli niemal natychmiast naciągając na siebie derki i umiejętnie ignorując dobiegające zewsząd tajemnicze dźwięki, stanowiące zwyczajne tło nocnego życia w górach.
Thane i Bannister pozostali przy ognisku, przez wzgląd na wzajemną rezerwę niemal ze sobą nie rozmawiając i nadstawiając w zamian bacznie uszu. Sporadyczne pokrzykiwania puszczyków, jakieś piski i chroboty w koronach drzew oraz odległe wilcze wycie tworzyły niepokojący klimat świata całkowicie odmiennego od bezpiecznych ulic Clockers Cove.
Zapakowana w szary papier solona wieprzowina nie uchodziła za specjał, ale na szlaku żaden z Grzmocicieli nie zamierzał wybrzydzać. W połączeniu z marchwią, cebulą i kawałkami sera skromny posiłek zdołał jako tako zaspokoić ich zaostrzony wieloma godzinami na świeżym powietrzu głód.
Majestatyczny Wyrmwall słynął z wielu niebezpieczeństw, toteż nikt nie oponował, kiedy przyszło do wyznaczania nocnych wart. Jak się wnet okazało, Yaros Thane miał niewielki chronometr, odmierzający upływ czasu z dokładnością, o której zwyczajny człowiek nawet nie mógł marzyć. Instrument ten, pozornie do niczego w dziczy nieprzydatny, miał tym razem wytyczyć sprawiedliwe ramy czasowe dla wartowników, dzieląc noc pomiędzy trzy pary mężczyzn.
Świadomi tego, że niebawem wciąż przyjdzie im wstać, Grzmociciele zasnęli niemal natychmiast naciągając na siebie derki i umiejętnie ignorując dobiegające zewsząd tajemnicze dźwięki, stanowiące zwyczajne tło nocnego życia w górach.
Thane i Bannister pozostali przy ognisku, przez wzgląd na wzajemną rezerwę niemal ze sobą nie rozmawiając i nadstawiając w zamian bacznie uszu. Sporadyczne pokrzykiwania puszczyków, jakieś piski i chroboty w koronach drzew oraz odległe wilcze wycie tworzyły niepokojący klimat świata całkowicie odmiennego od bezpiecznych ulic Clockers Cove.
Podział wart dokonany, posiłek spożyty, noc mija w powolnym tempie...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
30 Katesh 608 OR, nad brzegiem Norricku
Nathan i Hawke objęli wartę zbudzeni przez zmęczonego, a przez mocno zniecierpliwionego Reynarda, potrząsani uparcie za ramiona i mamroczący coś pod nosami z wyraźną niechęcią w głosach. Obaj mężczyźni orzeźwili się przynajmniej po części zimną wodą z potoku wylaną na twarze i karki, dorzucili suchych szczap do dogasającego powoli ogniska. Jasny blask Calderu srebrzył się na najwyższych szczytach okolicznych gór, odbity w grubej warstwie lodu tworzącego krystalicznie czystą skorupę na wierzchołkach masywu.
Konie podróżnych spały leżąc nieruchomo w trawie, rysując się ciemnymi kształtami na tle czarnej ściany pobliskich zagajników. Hawke obszedł obozowisko starając się nie obudzić przypadkiem żadnego zwierzęcia, powrócił do ogniska siadając po przeciwnej do Strykera stronie.
- Jakbym przysnął, obudź mnie - rzucił zaspanym głosem zaklinacz, tłumiąc jednocześnie dłonią ziewnięcie.
- Jaja sobie robisz? - obruszył się równie zaspany Nathan - Ja mam tylko jedno oko, chyba nie zapomniałeś? Jak ktoś ma parę, lepiej mu się wartuje. Jak ja przysnę tylko jednym, to mam drugie w czarnej dupie.
- Chyba w gatorskiej - Longsworth wzdrygnął się na wspomnienie dramatycznych wydarzeń sprzed kilku tygodni, złapał za długi drewniany kijek i zaczął grzebać nim w ognisku wyrzucając w powietrze mrowie czerwonych iskier.
Stryker ziewnął raz jeszcze, rozejrzał się wokół siebie. Thane i Bannister zasnęli natychmiast po przyłożeniu głów do posłania, Vain i Prescott nawet podczas zmiany warty nie drgnęli. Zerkając od czasu do czasu na grzebiącego w ognisku Longswortha, Trzeci pogrążył się w rozmyślaniach nad swą przyszłością oraz troskach, jakie wzbudził po powrocie z bagien swej rodzinie.
Hawke coś powiedział, ale skupiony na własnych sprawach Stryker nie zrozumiał adresowanego do siebie pytania. Ponownie dusząc ziewnięcie mężczyzna pochylił się do przodu spoglądając na towarzysza.
Hawke siedział w bezruchu z pytającym wyrazem twarzy, najwyraźniej czekając na jakąś odpowiedź. Jakiś ciemny kształt pojawił się bezszelestnie ponad głową zaklinacza, opadając w dół z wysokości jednej z najwyższych gałęzi pobliskiego drzewa.
Nathan i Hawke objęli wartę zbudzeni przez zmęczonego, a przez mocno zniecierpliwionego Reynarda, potrząsani uparcie za ramiona i mamroczący coś pod nosami z wyraźną niechęcią w głosach. Obaj mężczyźni orzeźwili się przynajmniej po części zimną wodą z potoku wylaną na twarze i karki, dorzucili suchych szczap do dogasającego powoli ogniska. Jasny blask Calderu srebrzył się na najwyższych szczytach okolicznych gór, odbity w grubej warstwie lodu tworzącego krystalicznie czystą skorupę na wierzchołkach masywu.
Konie podróżnych spały leżąc nieruchomo w trawie, rysując się ciemnymi kształtami na tle czarnej ściany pobliskich zagajników. Hawke obszedł obozowisko starając się nie obudzić przypadkiem żadnego zwierzęcia, powrócił do ogniska siadając po przeciwnej do Strykera stronie.
- Jakbym przysnął, obudź mnie - rzucił zaspanym głosem zaklinacz, tłumiąc jednocześnie dłonią ziewnięcie.
- Jaja sobie robisz? - obruszył się równie zaspany Nathan - Ja mam tylko jedno oko, chyba nie zapomniałeś? Jak ktoś ma parę, lepiej mu się wartuje. Jak ja przysnę tylko jednym, to mam drugie w czarnej dupie.
- Chyba w gatorskiej - Longsworth wzdrygnął się na wspomnienie dramatycznych wydarzeń sprzed kilku tygodni, złapał za długi drewniany kijek i zaczął grzebać nim w ognisku wyrzucając w powietrze mrowie czerwonych iskier.
Stryker ziewnął raz jeszcze, rozejrzał się wokół siebie. Thane i Bannister zasnęli natychmiast po przyłożeniu głów do posłania, Vain i Prescott nawet podczas zmiany warty nie drgnęli. Zerkając od czasu do czasu na grzebiącego w ognisku Longswortha, Trzeci pogrążył się w rozmyślaniach nad swą przyszłością oraz troskach, jakie wzbudził po powrocie z bagien swej rodzinie.
Hawke coś powiedział, ale skupiony na własnych sprawach Stryker nie zrozumiał adresowanego do siebie pytania. Ponownie dusząc ziewnięcie mężczyzna pochylił się do przodu spoglądając na towarzysza.
Hawke siedział w bezruchu z pytającym wyrazem twarzy, najwyraźniej czekając na jakąś odpowiedź. Jakiś ciemny kształt pojawił się bezszelestnie ponad głową zaklinacza, opadając w dół z wysokości jednej z najwyższych gałęzi pobliskiego drzewa.
...