: 21 marca 2013, 22:15
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Przewodzący hersirom z Białej Grani drużynnik Hroth okazał się człowiekiem sumiennym i trzeźwo myślącym, nim bowiem gromadka wędrowców zdążyła dotrzeć do środka kamiennego mostu, została okrzyknięta przez ukrytych za ogrodzeniem czujnych żołnierzy jarla. Mrużąc oczy przybysze ścierpieli jakoś podetknięte im pod nosy łuczywa, ale szybko okazało się, że każdy doskonale ich pamiętał i że mieszkańcy Rzecznej Puszczy mimo późnej pory wyczekiwali w napięciu powrotu cudzoziemców.
- Cosik mi się widzi, żeście nie mieli spokojnej wycieczki - stwierdził Hroth wprowadzając podróżnych za wschodni mur wioski i posyłając jednocześnie jednego z hersirów do chaty naczelniczki - Wyglądacie, jakby was smok połknął, a po przeżuciu wypluł.
- Nie wywołuj złego z puszczy - odparł Hastur oglądając się z ukosa na drużynnika - Smoka nigdzie śladu?
- Tutaj na pewno - kiwnął głową wojak - Moi ludzie dobrze oczyska wytrzeszczali, ale po smoku ani śladu. A to co za jedni na powrozie? Krzywo na was wejrzeli?
- W kurhanie rozbójnicza banda siedziała, jeden z drugim podrzynacze gardeł, złodzieje, a gwałciciele. Dwóch oszczędziliśmy dla kata, reszta poszła pod nóż - wtrącił idący przy drugim boku hersira Llorvas.
Hroth uniósł znacząco brew słysząc słowa dunmera, spojrzał na odzianego w żelazo elfa w zupełnie nowy sposób.
- Któż by pomyślał, że takie z was zuchy - cmoknął drużynnik - Ilu ich było?
- Będzie ze dwa tuziny - wzruszył ramionami Llorvas, podciągając pod liczbę ubitych opryszków również ofiary szczuraków i wielkiego pająka - Trupy wciąż leżą w grobowcu, tedy sobie sami porachujcie, jeśli nie wierzycie.
- Weźcie tych dwóch łachmaniarzy i do szopy z nimi, a na sznurze trzymać - polecił swym żołnierzom Hroth - A wy chodźcie do karczmy, tam się czegoś napijemy i wszystko opowiecie po kolei. Dwa tuziny, powiadasz? Na Akatosha, ledwie w to wierzę.
- Skoro rzeknął, że tam dwa tuziny trupów leżą, trza mu uwierzyć - odezwał się Neviers, kładąc dziwnie silny akcent na słowo "leżą" - Wszelako prawda to, że opowieść chwilę może zaczekać. Z nóg lecimy, trza nam spocząć.
Przewodzący hersirom z Białej Grani drużynnik Hroth okazał się człowiekiem sumiennym i trzeźwo myślącym, nim bowiem gromadka wędrowców zdążyła dotrzeć do środka kamiennego mostu, została okrzyknięta przez ukrytych za ogrodzeniem czujnych żołnierzy jarla. Mrużąc oczy przybysze ścierpieli jakoś podetknięte im pod nosy łuczywa, ale szybko okazało się, że każdy doskonale ich pamiętał i że mieszkańcy Rzecznej Puszczy mimo późnej pory wyczekiwali w napięciu powrotu cudzoziemców.
- Cosik mi się widzi, żeście nie mieli spokojnej wycieczki - stwierdził Hroth wprowadzając podróżnych za wschodni mur wioski i posyłając jednocześnie jednego z hersirów do chaty naczelniczki - Wyglądacie, jakby was smok połknął, a po przeżuciu wypluł.
- Nie wywołuj złego z puszczy - odparł Hastur oglądając się z ukosa na drużynnika - Smoka nigdzie śladu?
- Tutaj na pewno - kiwnął głową wojak - Moi ludzie dobrze oczyska wytrzeszczali, ale po smoku ani śladu. A to co za jedni na powrozie? Krzywo na was wejrzeli?
- W kurhanie rozbójnicza banda siedziała, jeden z drugim podrzynacze gardeł, złodzieje, a gwałciciele. Dwóch oszczędziliśmy dla kata, reszta poszła pod nóż - wtrącił idący przy drugim boku hersira Llorvas.
Hroth uniósł znacząco brew słysząc słowa dunmera, spojrzał na odzianego w żelazo elfa w zupełnie nowy sposób.
- Któż by pomyślał, że takie z was zuchy - cmoknął drużynnik - Ilu ich było?
- Będzie ze dwa tuziny - wzruszył ramionami Llorvas, podciągając pod liczbę ubitych opryszków również ofiary szczuraków i wielkiego pająka - Trupy wciąż leżą w grobowcu, tedy sobie sami porachujcie, jeśli nie wierzycie.
- Weźcie tych dwóch łachmaniarzy i do szopy z nimi, a na sznurze trzymać - polecił swym żołnierzom Hroth - A wy chodźcie do karczmy, tam się czegoś napijemy i wszystko opowiecie po kolei. Dwa tuziny, powiadasz? Na Akatosha, ledwie w to wierzę.
- Skoro rzeknął, że tam dwa tuziny trupów leżą, trza mu uwierzyć - odezwał się Neviers, kładąc dziwnie silny akcent na słowo "leżą" - Wszelako prawda to, że opowieść chwilę może zaczekać. Z nóg lecimy, trza nam spocząć.
Witajcie w Rzecznej Puszczy! Łupy zwalone na wielką pryzmę w kącie karczmy, naczelniczka z mężem już do Was dołączyła, prócz niej wielu hersirów, Sven z bosmerem, kupiec Lucian z siostrą, brat Tronda, właścicielka karczmy z pomocnikiem i kilku innych żądnych wieści wieśniaków! Pierwsze dzbany piwa zaraz wjadą na stoły!