Strona 91 z 126

: 21 marca 2013, 22:15
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów

Przewodzący hersirom z Białej Grani drużynnik Hroth okazał się człowiekiem sumiennym i trzeźwo myślącym, nim bowiem gromadka wędrowców zdążyła dotrzeć do środka kamiennego mostu, została okrzyknięta przez ukrytych za ogrodzeniem czujnych żołnierzy jarla. Mrużąc oczy przybysze ścierpieli jakoś podetknięte im pod nosy łuczywa, ale szybko okazało się, że każdy doskonale ich pamiętał i że mieszkańcy Rzecznej Puszczy mimo późnej pory wyczekiwali w napięciu powrotu cudzoziemców.

- Cosik mi się widzi, żeście nie mieli spokojnej wycieczki - stwierdził Hroth wprowadzając podróżnych za wschodni mur wioski i posyłając jednocześnie jednego z hersirów do chaty naczelniczki - Wyglądacie, jakby was smok połknął, a po przeżuciu wypluł.

- Nie wywołuj złego z puszczy - odparł Hastur oglądając się z ukosa na drużynnika - Smoka nigdzie śladu?

- Tutaj na pewno - kiwnął głową wojak - Moi ludzie dobrze oczyska wytrzeszczali, ale po smoku ani śladu. A to co za jedni na powrozie? Krzywo na was wejrzeli?

- W kurhanie rozbójnicza banda siedziała, jeden z drugim podrzynacze gardeł, złodzieje, a gwałciciele. Dwóch oszczędziliśmy dla kata, reszta poszła pod nóż - wtrącił idący przy drugim boku hersira Llorvas.

Hroth uniósł znacząco brew słysząc słowa dunmera, spojrzał na odzianego w żelazo elfa w zupełnie nowy sposób.

- Któż by pomyślał, że takie z was zuchy - cmoknął drużynnik - Ilu ich było?

- Będzie ze dwa tuziny - wzruszył ramionami Llorvas, podciągając pod liczbę ubitych opryszków również ofiary szczuraków i wielkiego pająka - Trupy wciąż leżą w grobowcu, tedy sobie sami porachujcie, jeśli nie wierzycie.

- Weźcie tych dwóch łachmaniarzy i do szopy z nimi, a na sznurze trzymać - polecił swym żołnierzom Hroth - A wy chodźcie do karczmy, tam się czegoś napijemy i wszystko opowiecie po kolei. Dwa tuziny, powiadasz? Na Akatosha, ledwie w to wierzę.

- Skoro rzeknął, że tam dwa tuziny trupów leżą, trza mu uwierzyć - odezwał się Neviers, kładąc dziwnie silny akcent na słowo "leżą" - Wszelako prawda to, że opowieść chwilę może zaczekać. Z nóg lecimy, trza nam spocząć.
Witajcie w Rzecznej Puszczy! Łupy zwalone na wielką pryzmę w kącie karczmy, naczelniczka z mężem już do Was dołączyła, prócz niej wielu hersirów, Sven z bosmerem, kupiec Lucian z siostrą, brat Tronda, właścicielka karczmy z pomocnikiem i kilku innych żądnych wieści wieśniaków! Pierwsze dzbany piwa zaraz wjadą na stoły!

: 21 marca 2013, 22:21
autor: Procjon
Wolę się trzymać w kącie, Altmerowie nie są tu mile widziani.

: 21 marca 2013, 22:31
autor: Keth
Wieczór w karczmie jeszcze rozpiszę w formie fabularnej, będzie okazja zapracować na swą reputację - w końcu nazwa sesji do czegoś zobowiązuje, prawda? W ramach pracy domowej pomyślcie w międzyczasie nad kilkoma kwestiami. Czy o świcie ruszycie prosto do Białej Grani czy najpierw zaprzężonym w osła wózkiem po resztę łupów? Co chcecie opchnąć miejscowym, a co zabrać ze sobą do miasta? (i co ewentualnie sobie zostawić). Kto na czas noclegu będzie miał przy sobie runiczny kamień z sarkofagu? (o ile się nie mylę, teraz nosi go przy sobie Neviers).

: 21 marca 2013, 22:41
autor: Procjon
- Słuchaj, trochę się o ciebie boję. Pamiętasz tamtą niebieską poświatę w grobowcu? Kamień może mieć z tym coś wspólnego. Lepiej nie noś go przy sobie.
Ja go znalazłem i ja będę pilnować!

: 22 marca 2013, 08:20
autor: Araven
Trzeba Neviersa skłonić by oddał płytkę, bo gotów z nią zwiać.

: 22 marca 2013, 08:42
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów

Karczma "Pod Śpiącym Gigantem" pękała w szwach mimo późnej pory, bo oprócz miejscowych górali zeszli się do niej również ci hersirowie, którzy akuratnie nie trzymali straży wokół wioski. Otoczeni ciasnym kręgiem podekscytowanych słuchaczy, najmici z Cesarstwa próbowali się jakoś posilić, odpowiadając jednocześnie na mnóstwo sypiących się z wszystkich stron pytań. Gerdur i Hod siedzieli po przeciwnej stronie stołu, razem z Hrothem i Faendalem, podsuwając wyczerpanym gościom kolejne kawałki wędzonego pstrąga i sera.

- Co oni tam czynili, w tym kurhanie? - zapytał drużynnik podpierając brodę pięścią i spoglądając na jedzącego w osobliwy sposób jaszczura - Chcieli sobie kryjówkę urządzić?

- Plądrowali, co się dało - odparł z pełnymi ustami Llorvas - Wszelako mieli też oko na wioskę. Lepiej by wam było nie ostawiać tej strażnicy na stoku pustej, mieli tam straż dającą na was baczenie.

- Zabiliście wszystkich prócz tych dwóch w szopie? - dopytywał z niepokojem Hod, wodzący wzrokiem pomiędzy Hasturem i chłepczącym z miski mleko Barr'tehem - Pewniście tego?

- Prawdę mówią - odezwał się Trond, który do tej pory szeptał coś na skraju ławy ze swoim starszym bratem Alvorem - Mnie akuratnie dobrze znacie, tedy posłuchajcie, co mam do powiedzenia. Ci tutaj to niebywali rzezacze, iście niepospolici. Wyrżnęli tę bandę do nogi, prócz dwóch nicponiów na obwieszenie ostawionych.

- Tedy dzięki bogom zanoszę - Hod uniósł dłonie ku powale karczmy - Kurhan już bezpieczny?

- Czy on bezpieczny, tego nam do końca nie wiadomo - odparł Llorvas - Bandytów już tam nie ma, wszelako inne skrywał paskudztwa, których lepiej byłoby wam nie poznawać.

- Draugry tam były - wtrącił Trond - Nieumarli. Tych też zasiekli jednego po drugim, chociaż lekko nie było.

- Walczyliście z draugrami? - Hroth odstawił od ust podnoszony do nich kufel piwa, spojrzał uważnie w stronę młodego górala - Na Stendarra, opowiadajcie, opowiadajcie!
Potraktujcie ten fragment sesji jako okazję do rozwinięcia fabularnych skrzydeł - to dobry moment, by się odpowiednio zareklamować, podkreślić własne zasługi i zyskać poklask publiki. Czekam na obszerne klimatyczne wpisy!

: 22 marca 2013, 08:57
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów

Sivariael siedział w kącie karczmy, przyciśnięty do jej ściany plecami i przysłuchujący się ożywionym rozmowom w milczeniu. Świadomy swego pochodzenia, elf wysokiego rodu wolał nie rzucać się miejscowym w oczy. Nordowie w przeważającej mierze nie cierpieli altmerów, oskarżając ich słusznie o wiele zbrodni uczynionych w imię narzuconej Skyrimowi doktryny politycznej Dominium. Górale pokroju Tronda, nie okazujący elfom otwartej wrogości, należeli do ogromnej mniejszości, przez wielu Nordów postrzeganej zresztą za ostoję zdrady.

W wioskach takich jak Rzeczna Puszcza, odległych od miast i ukrytych pośród lesistych gór, altmerowie podróżujący samopas dla własnego dobra winni byli czynić wszystko, by nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Przebywający na królewskim dworze w Samotni Thalmorczycy przysporzyli całemu swemu gatunkowi bardzo złej sławy, koordynując czystki etniczne i religijne pogromy, a przeciętny Nord nie potrafił dostrzec żadnej różnicy pomiędzy obywatelem Thalmoru i wędrowcem z dowolnej innej krainy Dominium.

- Język ci kołkiem w gębie stanął? - zapytał ściszonym głosem Neviers, siadając na stołku obok Sivariaela i opierając się z błogim westchnięciem o drewniane belki ściany.

- Dobrze ci wiadomo, że w takich miejscach lepiej mi zamilknąć - odparł niechętnie altmer, nie spuszczając wzroku z otaczających resztę drużyny miejscowych - Ty wszelako dobrze tam pasujesz, więc czego szukasz tutaj? Nikt nie zaszczycił cię ofertą przyjaźni?

- Za duży gwar - wzruszył ramionami Breton - A może odrobina sentymentalności? W końcu tak długo się nie widzieliśmy...

- Ani dnia za długo - odparował elf odwracając w stronę rozmówcy wzrok i odnotowując w myślach dziwną bladość na twarzy Bretona - Słuchaj, trochę się o ciebie boję. Pamiętasz tamtą niebieską poświatę w grobowcu? Kamień może mieć z tym coś wspólnego. Lepiej nie noś go przy sobie.

Neviers ściągnął twarz w nieładnym uśmiechu, promieniującym sarkazmem i drwiną.

- Zaiste wzruszająca to troska, ale trudno mi uwierzyć w jej prawdziwość - odpowiedział ważąc każde słowo - Nie wiem, co to było... to coś przy ołtarzu, ale zapewniam cię, że czuję się wyśmienicie. A kamień przy mnie najbardziej chyba bezpieczny, niechaj więc tak pozostanie.
Jeśli Sivariael będzie nalegał na zwrot znaleziska, o rezultacie rozmowy zadecyduje test Konwersacji na poziomie trudnym. Udany zapewni zwrot kamienia, nieudany pogorszy relacje z Neviersem. Turlać kostki?

: 22 marca 2013, 09:27
autor: namakemono
- Gadać mi się nie chce, bo i nie ma o czym - rzekł Hastur między kolejnymi łykami piwa. - Nie powiem, że to była kaszka z miodkiem, ale cośmy mieli zrobić, tośmy zrobili. I z życiem żeśmy uszli, a to dla mnie najcenniejsze, chwała Arkayowi. A że przy tej okazji wioska od zbójów wolna będzie, to Stendarrowi, nie nam dziękujcie. Baczcie tylko, coby insza banda, gorsza może jeszcze, pustego tera leża w strażnicy za swoje nie uznawszy w ryzy was nie wzięła. Tedy pamiętajcie, żeby strażnicę obsadzić a może i z kurhanem porządek jakowyś zrobić, wejście do podziemi zawalić, nie wiem, teraz to już nie moja rzecz. A i zbójom dobrą naukę dajcie, bo jak miłosierdzie okażecie, to za wasze dobre serca pewno z inną bandą was łupiwszy podziękują. Ot i tyle mam do powiedzenia. Tera tylko jadło, napitek a potem spoczynek mi w głowie, bom ździebko strudzon. Szkoda tylko, że jakowaś młoda, zdrowa dziewka w nocy ogrzewać mnie nie będzie, prędzej bym do kondycji powrócił...

: 22 marca 2013, 11:36
autor: Procjon
- Nie sądzę by przy tobie był bardziej bezpieczny niż przy mnie, ale cóż, twoja wola. A co się działo ostatnio u ciebie, jeśli wolno spytać?
A niech się tym kamieniem udławi, zostawię mu go.

: 22 marca 2013, 20:09
autor: 8art
Barr'teh pozornie był pochłonięty chlipaniem mleka i ogryzaniem którejś z odłożonych na gorsze czasy kosteczek, ale uszy hajita strzygły co i rusz, a wzrok skupiony był na Nieversie. Choć Breton dał powody do zaufania, to kotołak wolał go nie spuszczać z oczu, mniemając, że cwany człowiek może poczekać aż najemnicy nieco rozgrzeją się alkoholem i wtedy skorzysta z okazji i zniknie bez śladu. No niezupełnie bez sladu, bo pewnie skieruje się ze znaleziskiem do swojego pryncypała. Chyba, że Nievers tylko łgał sugerując, że pracuje dla tej samej osoby.

Rozmyślania kotołaka zaczynało przyćmiewać jednak coś innego. Ciężar słonecznych krążków przypominał Barr'tehowi jaką ilość księżycowego cukru mógłby za nie kupić. Khajit wtrącił się nagle do rozmowy człowieków, przerywając tyradę Hastura:

- Barr'teh ma ochotę księżycowy cukier... Człowieki znają kogoś kto może poczęstować smakołykiem?

: 22 marca 2013, 20:21
autor: Procjon
- Trond, a co masz zamiar zrobić z całym tym żelastwem które wytargałeś z kurhanu? spytał elf.
MG, proszę o aktualizację statystyk!

: 23 marca 2013, 20:27
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów

Wysłuchawszy słów Hastura Hroth poklepał go z aprobatą po ramieniu, a potem przepił do Redgarda z trzymanego w dłoni rogu.

- Zaiste skromność idzie tu w parze z mężnym sercem - oznajmił drużynnik otarłszy wpierw lepkie od mocnego norskiego miodu usta - Prawdziwy wojak, nie jakiś tam mocny w gębie bard.

Oparty o jedną ze ścian Sven posłał żołdakowi wielce niechętne spojrzenie, ale Hroth nawet go nie zauważył.

- Zamierzacie się dłużej zatrzymać w Białej Grani? - spytał drużynnik zerkając znad rogu na Hastura - Jarlowi pewnikiem zdałoby się kilku dodatkowych hersirów w służbie, a widać przecie, żeście nie ułomki.

- A szuka jarl zbrojnych do drużyny? - ciemnoskóry miecznik uniósł nieznacznie brwi, pozwalając jednocześnie, by Orgnar dolał mu miodu do kubka - Jakeśmy na dworze byli, nikt słowem o tym nie wspomniał.

- Wieści jeszcze daleko się nie rozeszły - wzruszył ramionami Hroth, znienacka nieco pochmurniejąc - Rzeknąłbym nawet, że wcale jeszcze w świat nie poszły, ale każdy ich wyczekuje. Rzecz w tym, że Biała Grań winna w końcu porządek uczynić w swych włościach, a ku temu jarlowi dobre miecze potrzebne.

- Po prawdzie to dwór już zbyt długo z tym zwleka - odezwała się z błyskiem w oku Gerdur - Na gościńcu coraz więcej zbójów się panoszy, a coraz zuchwalszych. Cesarscy żołnierze kłaka warci, w niczym sobie z nimi nie radzą, a ci się jarlowi w twarz śmieją. Zresztą oni nie jedną drzazgą nam w boku, inne niebezpieczeństwa też się nad wszelaką miarę w królestwie wyroiły. Wiły w lasach na podróżnych czyhają, ich krwią zraszają ziemię w swych matecznikach. Spod ziemi falmerowie wypełzają po nocach, bydło porywają, a i ludzkim mięsem nie gardzą. Czarnygłaz dobrym tu przykładem, gdzie jeno jaki kurhan otwarty, a stara strażnica, tam rozbójnicy.

- Handel cierpi najbardziej, mało kupców teraz na szlakach, to i nasi w Grani podupadają - pokiwał głową Hroth - Wcześniej Towarzysze też porządku pilnowali, ale teraz wynajmują się byle komu, reputację coraz sobie bardziej szargają. Stary Kodiak widać nie ma wśród młodych posłuchu, chociaż mus mi przyznać, że są wśród nich i tacy, co obrotni są w robieniu żelazem.

- Skoro tak tu niespokojnie, zwłaszcza teraz, kiedy pojawił się smok, będzie chciał jarl porządki robić na swej ziemi? - spytał Hastur odsuwając od siebie opróżniony do połowy kubek. W głowie Redgarda myśli płynęły coraz mniej składnym ciągiem, a jego oczy coraz częściej biegły ku siedzącej ławę dalej i zerkającej ku niemu ustawicznie Camilii, ale instynkt najemnika podpowiadał mężczyźnie, że warto było pokierować prowadzoną właśnie rozmowę w korzystnym dla siebie kierunku.

- Jarl od dłuższego czasu to rozważa, ale dotąd wstrzymywał się z działaniem, bo czasy iście przecie niespokojne - oznajmił Hroth - Po śmierci Wielkiego Króla niepokój wszędzie się szerzy, nikt nie wie, kto władzę obejmie, a czas ucieka. Gromowładni na wschodzie rządzą, Pękninę w garści trzymają, a Zimową Twierdzę, a Twierdza przecie ostoją czarodziejów jest. Kto wie, po której ci opowiedzą się stronie? Do Wichrowego Czuba cesarscy wcale się nie zbliżają, bo tam na nich pewna śmierć czyha. Nasy jarl jeno siły zbiera, a wypatruje, w którą stronę wiatr powieje, ale ileż tak można?

- Bacz, drużynniku, na swe słowa, byś przypadkiem nie spróbował mówić jarlowi, co winien on czynić - rzekła z przekąsem Gerdur - Wszelako wiele masz racji w swych słowach, bo zdałoby się przetrzebić te bandyckie gromady. Niedaleko stąd jest stara kopalnia, tam też jacyś siedzą opryszkowie i chociaż nam dotąd krzywdy nie uczynili, pewnikiem na zniszczeniu Helgen skorzystają, w zuchwałość obrosną.
Aby przygoda nie składała się wyłącznie ze scen batalistycznych, uzupełniam ją sukcesywnie o scenki przybliżające setting świata gry. Korzystajcie zatem z okazji, by porozmawiać z miejscowymi i wzbogacić swą wiedzę o Skyrimie - kto wie, kiedy może się Wam ona przydać?

: 23 marca 2013, 20:33
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów

Niewinne w swym zamierzeniu pytanie kotołaka uniosło w górę brwi kilku siedzących najbliżej górali, ale odezwał się tylko jeden z nich, mniej widać spłoszony osobą khajiita od reszty.

- Widać od razu, żeś tutaj przejezdny i na ważkich sprawach się kiepsko wyznawasz - oznajmił barczysty hersir o twardych rysach twarzy i gęstej jasnej brodzie, zamiast lewego ucha mający jedynie naznaczony śladami pazurów kikut - Księżycowy cukier zakazany jest od dawna, a za handel nim idzie się do kozy.

- Do kozy? - zdumiony khajiit postawił na sztorc swe uszy - A po co do kozy? Barrteh słyszał, że są człowieki, co lubią z kozami swawolić, ale żeby za cukier? Człowieki bardzo dziwne są.

- Nie idzie tu o kozę, co meczy, jeno o loch, abo klatkę na łańcuchu, pojmujesz? - żołdak zarechotał donośnie, a siedzący wokół niego górale natychmiast ów śmiech podchwycili - Z tego waszego cukru robi się specyfik, co ludziom w głowach przewraca, zdrowy rozum im odejmuje. Królewskim dekretem tedy cukier wyjęty jest spod prawa, a kto nim handluje, ten zbrodzień jest i się go w lochu zamyka.
Gwoli wyjaśnienia - to prawda, co wojak mówił o księżycowym cukrze, ten smakołyk khajiitów jest zakazany na północy, ponieważ wytwarza się z niego bardzo uzależniający ludzi i argonian narkotyk zwany skoomą. Towar przemycany przez karawanę sierściuchów z Białej Grani może im napytać nie lada biedy w razie przeszukania przez cesarski patrol...

: 23 marca 2013, 20:34
autor: Procjon
Młody elf ożywił się lekko na słowo "kopalnia". Skrzywienie zawodowe. Wszędzie widzę Dwemerów, pomyślał. Co w starej norskiej kopalni mieliby robić Dwemerowie? Ale może...
- A opowiedzcie więcej o owej kopalni, naczelniczko - ostrożność Sivariaela ustąpiła nagromadzonej ciekawości.
Staram się dowiedzieć ile się tylko da i przy okazji wybadać nastawienie tutejszych wobec mnie.

: 24 marca 2013, 08:12
autor: Araven
Druhowie, rzeba nam łupy porachować, rano rusyć do stanicy z jakimiś mułami, potem zdecydowac co dalej, cy tu sprzedamy zdobyc, cy ją zabierzemy. Rusymy pewnie ku Białej Grani co myślicie? Napij ssie mleka kotołak jak cukru tu nie ma.