Rzeczna Puszcza, 11 dzień Ostatnich Siewów
Hroth przechylił się ponad stołem trącając Hastura rączką tępego noża do krojenia sera i odrywając wzrok Redgarda od uśmiechającej się do niego figlarnie siostry kupca.
- Jakem rzeknął, wasza rajza na Czarnygłaz wielką się staje sposobnością, by sprawom nadać nowy bieg - oznajmił drużynnik przybierając poważny wyraz twarzy - Wieści w mig się rozejdą, że ktoś dwa tuziny rozbójników ubił, bo takiej jatki już dawno tu nie było. Inne zbóje z tonu spuszczą, ale jak w ślad za tą bitką nie pójdą następne, po czasie znów się rozzuchwalą.
- Chcesz u jarla zabiegać, by wydać rzezimieszkom otwartą wojnę? - zapytała Gerdur z błyskiem aprobaty w oku, odwracając głowę w stronę hersira - Zdałoby się naprawdę gościńce oczyścić, przywrócić handel z Brumą dla przykładu. Jeszcze rok temu przechodzili tędy kupcy z południa w drodze do Grani, a wiele złota zostawiali. Mało my drewna z tartaku sprzedali przyjezdnym? A tera przez to bezprawie bieda w oczy zagląda.
- Gerdur dobrze gada, a tak samo jako ja myśli - pokiwał głową Hroth - Wiem ci ja też, że na dworze jarla więcej jest takich, co dadzą posłuch naszym słowom. Czas już porządek zaprowadzić wokół Grani, nie lza dłużej czekać. Jeśli zaś do służby jarla tacy zuchowie wstąpią, na zbójów strach blady padnie, pomnicie me słowa.
- Zdałoby się jeno, coby opowieść czym jeszcze podeprzeć - wtrącił przysłuchujący się dotąd niemo rozmowie Faendal. Bosmer od dłuższej chwili nie tknął jadła ani napitku, ustawicznie ważąc coś w myślach, teraz jednak dołączył do konwersacji zwracając na siebie uwagę rozmówców.
- Czym znaczy się podeprzeć? - spytał Hroth zezując na leśnego elfa z ukosa - Mamy w pętach dwóch brańców, ci czerwonym żelazem przypaleni wielkim wrzaskiem wszem i wobec zaświadczą jak się sprawy miały.
- A mnie się zdawa, że jeszcze lepsiej by było, gdyby zaprzęgami do Czarnygłazu pojechać, a zebrać wszytkich tych obwiesiów i do Grani dostarczyć - potrząsnął głową Faendal - Jarl będzie wiedział, co dalej z nimi uczynić, a niechby nawet na murach wywiesić na powrozach. Rozbójnicy mają w mieście swoich szpiegów, swoich donosicieli. Pomyślcie jeno jaki na nich strach padnie jak się dwa tuziny ciał nad bramą za stopy uwiąże.
- Elf dobrze gada - klasnął w dłonie Hroth - Naczelniczko, pożyczycie parę zaprzęgów, a wołów? Jutro skoro świt poszliby my w góry po te trupy, a potem zawiezie się je do Białej Grani. A wy co pomiarkujecie, zuchy? Jak wam się ów pomysł widzi?
Drużynnik posłał pytające spojrzenie ku kończącym syty posiłek cudzoziemskim najmitom.
No właśnie, jak się Wam widzi taki pomysł? Hroth chce zabrać wszystkie trupy z kurhanu i przewieźć je do Grani w celu wystawienia na widok publiczny. Wyraźcie ustami BG swe komentarze (albo nie wyrażajcie, ale mruki nie dostaną premii do Konwersacji, buhaha!). Przy okazji chciałbym nadmienić, że jecie na koszt właścicielki karczmy i sumienie podpowiada, że dobrze by było rzucić na stół grosiwem, inaczej szybko zaczniecie uchodzić w okolicy za mężnych herosów-niepospolitych sknerów.