Sloan
Kierownikiem Sloan okazał się Chomps Lewis, starszy wiekiem mężczyzna o łysiejącej czaszce i siwym zaroście. Cieszący się wśród zamieszkujących górnicze miasteczko ludzi wysokim autorytetem, a nawet otaczany pewną dozą lęku, błyskawicznie zorganizował poczęstunek, potem zaś zaprosił Sue, Sunny, Johna, Barta i Duncana do metalowego kontenera pełniącego rolę jego biura.
Pozostali bojówkarze rozsiedli się w cieniu na zewnątrz zabudowań, pijąc przyniesioną przez miejscowych wodę i włączając się w ożywioną konwersację.
Wnętrze kontenera przypominało od biedy urzędowe miejsce. Skorodowane biurko, skrzypiące metalowe krzesła, sterty dokumentów i przybory do pisania nie przypadły Sue do gustu, podobnie jak panujący w środku zaduch - ale kontener zapewniał przynajmniej odrobinę dyskrecji.
- Od naszej strony dranie cofnęli wszystkie wcześniejsze czujki - oznajmił Lewis, który od razu pochylił się nad spoczywającą na biurku mapą - Nie puszczałem za nimi zwiadu, bo moi ludzie nie są doświadczeni w wojaczce, a strażnicy kaprala Carltona muszą cały czas pilnować podejścia do kamieniołomów.
Carlton - noszący więzienną kamizelkę kapral z oddziału ochrony Jean - przytaknął niechętnie głową, opierając dłonie na biodrach i walcząc z wzrokiem ogniskującym się ustawicznie na osobie Sunny.
- W kamieniołomach też się zadekowali? - spytał Duncan Moore.
- Nie, tam mamy jeszcze bardziej kurewski problem - żachnął się Chomps Lewis - Wstrzymaliśmy wydobycie zaraz po wybuchu buntu w więzieniu i parę dni wystarczyło, żeby się tam zagnieździło stado śmiercioszponów.
Sue gwizdnęła przez zęby słysząc ostatnie słowa kierownika, Bart pobladł mimowolnie.
- Nie boicie się takiego sąsiedztwa? - spytała pochylając się nad biurkiem.
- Kto by się nie bał? - parsknął w odpowiedzi Lewis - To dlatego cały czas pilnujemy miasteczka. Jak RNK zaprowadzi już porządek w Jean, może wykończą te pierdolone drapieżniki. Póki co, robota stoi.
Macie może jakieś pytania do Lewisa?