W drodze do Białej Grani, 13 dzień Ostatnich Siewów
Powożący zaprzęgiem hersir, jasnowłosy Nord o gęstej brodzie i bystrych, aczkolwiek nieco podejrzliwych oczach obejrzał się wpierw uważnie na dunmera, potem zaś wydał z siebie głuche mruknięcie i sięgnął w geście ostrożnej przyjaźni po bukłak. Upiwszy trunku otarł usta rękawem płaszcza i rozsiadł się wygodniej w koźle wozu.
- Od dziesięciu lat z okładem, elfie - odpowiedział na pytanie Llorvasa - Ale drzewiej inakszy bywało. Zanim Wielki Król nie... nie umarł, nie było takiego motłochu na gościńcach. Jarlowie rządzili żelazną ręką, a wszędzie porządek się trzymał i ład. Teraz wszelako jarlowie między sobą skłóceni, a tingu nie widać, chociaż już dawno powinno się go zwołać. Póki nie obiorą nowego Wielkiego Króla, nie będzie spokoju w tej krainie.
- Czemu szukacie obcych, coby spokój na szlakach przywrócić? - spytał elf taksując woźnicę szkarłatnymi oczami - Przecie widzę, żeście bitni wojacy. Sami nie podołacie?
- Pewnie, że podołamy - obruszył się norski hersir - Ale jarl Balgruuf wielce stał się ostatnio przezorny i ostrożny. Żołnierzy w grodzie trzyma, nie pozwala na gościńce ruszać. Widzi mi się, że on się gotowi na co większego niźli potyczki z rozbójnikami.
- Wojna idzie? - Llorvas pochwycił sprytnie temat zasłyszany wcześniej w wielu rozmowach miejscowych, pokiwał z udawanym zasępieniem głową - Też tak myślisz, przyjacielu?
- To jeno bogowie wiedzą, ale wszystko na to wskazuje - wzruszył ramionami drużynnik - Jarl Ulfric zbroi się w Wichrowym Tronie, a władycy wschodnich włości po jego stanęli stronie. On to przecie zabił Torygga, podług jednym w pojedynku, podług innych skrytobójczo. Cesarscy legioniści cięgiem w pogotowiu, co rusz się z Gromowładnymi w górach i lasach ścinają. Oj, będzie z tego siła zła, pomnisz me słowa. A jarl Balgruuf bacznie patrzy, co się szykuje.
Rozważając w myślach słowa hersira Llorvas obejrzał się skrycie w stronę maszerującego wzdłuż wozu Neviersa, bez trudu dotrzymującego kroku sunącemu powoli zaprzęgowi.
Neviers idzie poboczem drogi obok zaprzęgu, spokojny i pogrążony w myślach. Miecz i łuk ma pod ręką, natomiast podróżne sakwy wrzucił wcześniej na wóz z łupami.