Strona 98 z 170
: 06 lutego 2014, 07:22
autor: deliad
Ulice miasta Rotgan-kir, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Bazookh warknął wkurzony nie na żarty i przeskoczył przez parapet lądując w chaszczach chwastów, ruszyła ku metalowemu płotowi i przesadził go lądując na nogach. Hobbit rwał przed siebie, jakby goniła go sfora demonów.
Krasnolud ruszył za nim licząc, że grubawy Gromko szybko straci dech w tak upalne przedpołudnie. Ludzi na ulicach było miało, więc miał go jak na tacy.
Hobbit biegł w stronę części miasta w którym Bazookha jeszcze nie było.
Minęli jedną przecznicę i drugą i hobbit zaczął się nieznacznie oddalać. Mały uciekinier wbiegł na jakieś podwórze, a następnie pognał przez ogród. Bazookh cały czas za nim. Odległość zwiększyła się wyraźnie, aż w końcu hobbit, wbiegł w boczną uliczkę później w kolejną i jeszcze jedną gubiąc w końcu pościg.
Kostkologia.
Wykonałem serię rzutów kośćmi. Pierwsze dwa na ZR były udane. Kolejne na SZ. Zakładałem, że aby dogonić hobbita na tyle, aby rzucić na niego czar należy uzyskać na kościach przewagę 100 punktów, kumulujących się w kolejnych rzutach. Nie udało się, hobbitowi udało się zbiec.
: 06 lutego 2014, 07:41
autor: deliad
Pracownia alchemiczna, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Gdy Gułsłek dotarł na górę zobaczył jak z dymnego obłoku wychyną gnom taszczący wiadro wody.
- Gdzie Bazookh - zapytał prędko.
- Pognał za tą gnidą. Ratujmy księgi!
- Przygasiłem pożar. Znajdź tą recepturę o której mówiliśmy - krzyknął Gusłek i wybiegł na drogę. Rozejrzał się na boki, ale nie dostrzegł nikogo.
Po kilkunastu minutach do domu alchemika powrócił rozeźlony krasnolud. W tym czasie gnom zdążył ocenić straty i chodził blady jak widmo. Wyszukał księgę o tytule wypisanym pozłacanymi literami "Receptury różnorakie przez Morkona zebrane i szczegółowo opisane".
- To ta - jękną cicho i przekartkował jej stronice. Księga musiała na stosie leżeć otwarta bo spora liczba środkowych stronic wypaliła się, a część poczerniała.
Gnom położył ją na majestatyczne dębowe biurko, nie pasujące zbytnio do tego pomieszczenia, i nasadził na oczodół małą soczewkę. Kartkował księgę mrucząc pod nosem.
- O jest - powiedział będąc niemal na środku księgi - Nie ma co, macie szczęście, co my tu mamy. Historia tej waszej Elissy. Dwie strony i receptura. Oooo - westchnął alchemik docierając do wypalonej części księgi - została się jedynie połowa.
: 06 lutego 2014, 07:48
autor: namakemono
- Dobra i połowa. Uczyńmy kopię. Najlepiej co najmniej dwie. Jedną wezmę ja, drugą Bazookha pieczy powierzymy. A i tobie radzę dla siebie kopię uczynić. Mniemam, że nadszedł czas negocjacji ceny. Zważ, że gdyby nie nasz pośpiech, nie tylko tą, ale i inne księgi byś postradał. Ba, cały dobytek w kupkę popiołu niechybnie by obrócony został. Co zatem powiesz?
: 06 lutego 2014, 07:59
autor: deliad
Ulice miasta Rotgan-kir, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Barthur wraz z Huskunem i Balinem wypytali karczmarza o położenie karczmy "Pod łosiem" i ruszyli w tamtym kierunku. Karczma leżała na granicy dzielnicy portowej i czegoś w rodzaju slamsów, gdzie to znajdowały się najmniej odgruzowane ruiny miasta retilionów zasiedlone przez najuboższych mieszkańców Rotgan-kir. Gdy dotarli na miejsce okazało się, że cała dzielnica składa nie z niewysokich, chaotycznie pobudowanych domków, tak z kamienie jak i z drewna. Były to domki głównie parterowe i w zasadzie bardziej przypominały szopy czy też wychodki niż prawdziwe domostwa. Między tymi budynkami przebiegał labirynt wąziutkich i zaśmieconych do granic możliwości uliczek.
Sporo czasu zajęło Nieulękłym odnalezienie karczmy do której prowadziła ślepo zakończona, zwiła uliczka przechodząca, koło rzeźnika i szopy z której dochodziło pochrumkiwanie.
Izba był brudna i zatęchła, za stoliki robiły przywleczone tutaj duże płaskie ułamki kulumny. Szynk był zbudowany podobnie i siedział za nim ork o wyłupionym lewym oku. Drugie jednak miał sprawne i bystro mierzył nim nowo przybyłych. Poza nim w karczmie siedziało dwóch typów wciśniętych w kąt i całkowicie zajętych swoimi sprawami.
: 06 lutego 2014, 08:44
autor: deliad
Pracownia alchemiczna, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Gnom ciężko przysiadł na krawędzi biurka i westchnął.
- Sam więc widzisz kapłanie, że potrzebuję teraz pieniędzy, bardziej niż kiedykolwiek. Spójrz na moją pracownię, całkowicie zniszczona. I to akurat w chwili gdy wchodzę z wami w interesy. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności? Nie, nic nie mów. Nie chcę wiedzieć. Im mniej wiem, tym dłużej pożyję. Zapłacisz mi za połowę ustalonej ceny, bo masz połowę receptury - sapnął gnom, po czym uśmiechnął się chytrze.
- Natomiast, za informację, gdzie jest druga część zapłacisz sto sztuk złota. Bez możliwości negocjacji.
Bazookh opanował nerwy, wyszukał przybory do pisania i zabrał się do lektury i kopiowania. Księgę spisano wyraźnym i ładnym charakterem pisma w języku wspólnym. Dział dotyczący eliksiru Elissy zaczynał się jej krótką historą.
Elissa Ellindiel była elfką pochodzącą z zachodniej części imperium. Parała się alchemią i magią klerykalna. Na Orkus Wielki dotarła po tragedii życiowej. Jej mąż został obarczony permanentną klątwą likantropii. Elissa wydał sporą część swojego majątku na pochwycenie wilkołaka żywcem. Całe jej kolejne dzieje to próba odwrócenia klątwy. Elissa prowadziła eksperymenty latami mieszkając na południu Orkusa w pobliżu miasta Rotgan-kir. Ponoć zajęła mistyczną wieżę Akal-mar. Ne wiadomo w jaki sposób zmarła, ale w jej zapiskach odnaleziono recepturę eliksiru oraz zapewnienia, że ów eliksir w rzeczywistości zadziała. Nie są znane żadne przypadki potwierdzenia jego działania. Wykonanie eliksiru wymaga posiadania unikatowych składników i przyrządów, co odstrasza większość alchemików od prób jego wytworzenia i zastosowania w praktyce.
Poniżej znajduje się tekst receptury eliksiru, zwanego Eliksirem Elissy. Ze względu na jego stopień skomplikowania i aby nie powstały przekłamania z tytułu źle przetłumaczonych jego niuansów, zapisuję go w wersji oryginalnej w języku elfów.
Dalej znajduje się wierszowany przepis na eliksir.
Dalsza część recepty została zniszczona.
Gusłek, ani gnom nie znają języka elfów. Jednak Bazookh ze względu na jego historię oraz zawód tłumacza zna go doskonale.
: 06 lutego 2014, 10:14
autor: namakemono
- Bazookhu, rozumiesz coś z tego? Nie posiadam biegłości w tym języku. Czy byłbyś tak miły i przepisując uczynił translację?
- A ty, nędzniku, dajesz mi przepis, który psu na budę zdać się może i żądania tak wygórowane stawiasz? Na co mi ten przepis, skoro jest niekompletny? Nikczemniku, klątwą cię obłożę! Do końca żywota trunku do ust nie weźmiesz, bo gdy to uczynisz trzewia ci na drugą stronę przenicuje i przed tydzień żabami wymiotować będziesz!
: 06 lutego 2014, 10:50
autor: Denver
Krzątający się po pracowni Bazookh wyszukał sobie przybory piśmienne i zapas pergaminu. Zrobił sobie miejsce przy kawałku stołu, podsunął zydel, sprawdził ostrość pióra i już miał zamoczyć je w inkauście, kiedy wrzaski Gusłka i gnoma przerwały jego skupienie. Odwrócił sie powoli ze zmarszczonymi brwiami, nadal nie opuściwszy ręki z piórem.
-
Czcigodny Gusłku, racz proszę negocjacje prowadzić w drugim pomieszczeniu, to tłumaczenie wymaga wielkiej uwagi i skupienia, a te wrzaski mi nie pomagają.
MG:
: 06 lutego 2014, 22:52
autor: Keth
Zanim siądziemy w karczmie i poprosimy o siki łosia czy co oni tam podają w tym lokalu, chciałbym skorzystać z okazji, by szepnąć to i owo o zabranym na poszukiwania ekwipunku. Mam nadzieję, że nie jest już na to za późno, ale Huskun chciałby założyć skórzany kubrak i wierzchnie odzienie podróżne, nie sięgając tym razem ani po strój złodziejsko-nocny ani po wytworny z peruczką. Zabiera też amulet (rzecz jasna), mieszek z dziesięcioma sztukami złota oraz dwa zwyczajne sztylety przypasane do boków.
Zajmijmy miejsca w jakimś rogu, gdzie będziemy mieli bezpieczne plecy, a potem poprośmy o piwo. Jak już je wysączymy, Huskun poda karczmarzowi dyskretnie złotą monetę i przekaże, że chce pilnie rozmówić się z Gromkiem (jeśli karczmarz coś zaaranżuje, dostanie obietnicę zarobienia całej dychy).
: 07 lutego 2014, 08:07
autor: deliad
Pracownia alchemiczna, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Gnom sięgnął szybko po czytaną prze Bazookha księgę.
- Nie dam księgi póki nie zobaczę tych piętnastu sztuk złota. Może i nie ma tam całej receptury, ale dobry alchemik resztę może odtworzyć. Jak nie chcecie to nie. Trudno, takie czasy, że wszystko jest w cenie. Nawet informacja. A, ja wiem gdzie resztę możecie znaleźć, co przyspieszy wam wytworzenie eliksiru. Chcę za taką informację sto sztuk złota i ceny nie opuszczę!
Chwilowo gnom chce uzyskać 15 sztuk złota, za możliwość skorzystania z nadpalonej księgo. Jak zapłacicie to możecie dalej negocjować cenę informacji gdzie jest reszta receptury.
: 07 lutego 2014, 08:27
autor: Denver
Masz tu swoje złoto dusigroszu i dawaj księgę i spokój. Wielebny Gusłek, dobije z Tobą targu co do reszty - jestem tego pewien.
: 07 lutego 2014, 08:37
autor: deliad
Pod Łosiem, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Nieulękli siedzieli w kącie karczmy pijąc najgorsze piwo jakie przyszło im wziąć kiedykolwiek do ust. Huskun nawet brał pod uwagę możliwość otrucia. Nawet na bagnach gobliny potrafiły uwarzyć lepszy trunek. Nikt jednak nie wykazał objawów zatrucia. Jeszcze.
Gdy karczmarz zobaczył złotą monetę tak wytrzeszczył jedyne oko, że zaistniało ryzyko, że zaraz je straci. Przykrył monetę szmatą i zgarnął udając, że przeciera szynk.
- Poczekajcie. Sprawdzę co da się zrobić - sapnął i zniknął za drzwiami znajdującymi się na zapleczu.
Jego miejsce zajęła gruba i brzydka jak noc baba o pogardliwym wyrazie twarzy.
Przyszło im czekać godzinę. Znowu nachodziły ich myśli, że karczmarz zwiał z dostana monetą, ale jednak wrócił. Przyniósł do stolika po jeszcze jednym kuflu piwa i szepnął Huskunowi do ucha.
- Ten kogo szukacie skontaktuje się z wami wieczorem, tam gdzie ostatnio.
Nieulękli ruszyli w drogę powrotną. Tuż koło rzeźnika stał wóz wypełniony flakami zarzniętych zwierząt z kłębiącym się rojem much. Tam właśnie na dachach ukazali się przyczajeni łucznicy, którzy bez pardonu wypuścili grad strzał.
Wiedziony instynktem Huskun wskoczył do chlewika wpadając w łajno świń, ale ratując życie.
Huskunowi jako jedynemu wyszedł test na zaskoczenie, więc wskoczył w jedyne dostępne w miarę bezpieczne miejsce - rzut na 1/2 SZ - 26. Balin 55 - test nieudany, Barthur - 46 - test nieudany. Wynik ostrzału podam już wkrótce.
: 07 lutego 2014, 09:47
autor: 8art
- Oż ciul obesrany! - zaklął wróżbita, zdając sobie sprawę, czemu karczmarza nie było aż tak długo. Dostrzegł jak huskun z plaskiem ląduje w nieczystościach chlewika i zdecydował, że prędzej go poszatkują niż zanurkuje między prosiaki w pachnącej jeszcze kuśnierzem zbroicy.
Mam oszczep ze sobą? Jeśli tak i przeżyje ostrzał, to rzuce w któregoś z drani. Jak nie mam przy sobie, co byłoby logiczne oszczepu, to spróbuje ewentualnie młotem obalić jakąś podporę dachu, gdzie stoją łucznicy.
: 07 lutego 2014, 10:09
autor: deliad
Wąskie uliczki slamsów, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Barthur zdążył jedynie się skulić gdy z furkotem i świstem strzały zaczęły ciąć powietrze. Budynki były niewysokie, co najwyżej o głowę wyższe niż wróżbity. Strzelcy o zamaskowanych twarzach zasadzili się na dachach i musieli tam leżeć czekając na swoje ofiary. Co dziwne mimo, że Barthur był dużym i o wiele łatwiejszym celem niż krępy i mocnej opancerzony Balin, to żadna, ale do żadna strzała nie była wycelowana w niego.
Balin nim zorientował się co się dzieje poczuł ból promieniujący z niemal każdej części ciała. Zaczął przypominać jeża, tyle utkwiło w nim strzał. Jednak ciężka zbroja i twarda krasnoludzka skóra nie dopuściła strzał do bardziej żywotnych narządów. Krasnolud żył, stał i był wściekły.
Wynik ostrzału jest następujący:
Czterech zbirów oddało po dwa strzały, każdy mierzony w Balina. Trafiło siedem strzał - wynikało to z małej obrony krasnoluda. Zaskoczenie i obrona daleka. Obrażenia zadana przez strzały to: 142, 131, 129, 163, 103, 127, 121, przy wyparowaniach 135 wychodzi, że Balin miał wiele szczęścia bo odniósł zaledwie 63 obrażenia.
Pierwsza runda minęła, czekam na deklaracja co robi Balin i Huskun w drugiej rundzie.
: 07 lutego 2014, 10:13
autor: deliad
Pracownia alchemiczna, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Alchemik zgarnął pieniądze Bazookcha i upchnął do kieszeni kamizelki.
- Proszę o to księga. Muszę się napić i wezwać staż. Mam w kuchni butelczynę zacnego wina. Nie godzi się ubijać interesów bez dobrego trunku. Chodźmy kapłanie.
: 07 lutego 2014, 10:20
autor: 8art
Oczywiście ten dach zwalam jesli mizerna konstrukcja na to pozwala. Ewentualnie jesli Barthurowi wyda sie to prostsze to postaram sie podskoczyc, zlapac ktoregos z lucznikow, jesli sa w zasiegu ramion i sciagnac na uliczke, (uzyje jako zywej tarczy;)