Jak mówiłem, każdy stosuje swoje rozwiązania, jeśli o mechanikę chodzi. Po latach prowadzenia (prawie 20) doszedłem do takich, a nie innych gdyż:
- upraszczają walkę;
- czynią ją bardziej ryzykowną i epicką;
- skracają ją;
Dlatego:
- Doliczam sukcesy z trafienia do obrażeń;
- Doliczam od razu plus do obrażeń z broni, jako automatyczny sukces;
- Doliczam całą pulę pancerza jako sukcesy w teście wyparowania;
- Przy Akceleracji i wydawaniu szału nie stosuję ograniczenia akcji z uwagi na zręczność (stosuję je tylko przy normalnym podziale akcji), ponieważ oznaczałoby to, że przeciętny Bubastii ma więcej akcji niż Filodoks Pomiotu. A to trochę dziwne by było...

- Aczkolwiek (żeby nie było, iż tak do końca wredny jestem) pozwalam Wampirom rzucać na wyparowanie obrażeń prawdziwych za pomocą wytrzymałości, jeśli nie są to obrażenia od ognia, słońca i mocy świętej (np wody święconej) - wtedy Wampir wyparowuje tylko Odpornością.
Generalnie tak, jak widać jestem ohydnym, paskudnym MG, który nie jest przyjazny dla graczy.
No cóż, trudno...

A tak na poważnie, dodam jeszcze, że gdy walczy wataha moich graczy zadają średnio od 11 do 16 obrażeń w ataku (wliczyć należy fetysze i dary). Ponadto dodajmy do tego pomoc Totemu, który np. ich leczy, a także duchów opiekuńczych, Galiarda z Zewem Dzikuna etc...
Generalnie wszystko to sprawia, że Garou w walce może się skutecznie przeciwstawić jedynie Bastet z Plemienia: Khan, Simba lub Baalam, albo Rokea...
Oczwiście w mojej wersji WoDa.
Ale każdy ma prawo do swojej, czyż nie?
Acha - Garou na drugiej randze, to naprawdę nie jest rzadkość... Chyba, że ktoś prowadzi tylko szczeniaki i leszczy na I, to się nie dziwię, że Wampiry z nimi wygrywają.
