PBF - Dzieci Ulrica

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 12 kwietnia 2015, 00:49

Johann zatrzymał się jak wmurowany. Wiedział że wdepnął w niezłe gówno i w myślach przeklinał swoją popędliwość, która pognała go poprzez leśną przesiekę wprost pod kusze obcych. Spojrzała na nich starając się dostrzec jakiekolwiek szczegóły w ubraniu, które mogły by podpowiedzieć z kim ma do czynienia. Jeśli to podróżnicy to zaraz sytuacja się uspokoi. Ale aż tylu na raz dobrze uzbrojonych wędrowców? Może najemnicy? W najgorszym razie to banici, co dla Feldmanna oznaczało stryk, kiedy tylko odwiną poły płaszcza by go rozbroić i zobaczą imperialny znak. Nerwowo przełkną ślinę.

Do diaska! Jeśli to bandyci to żeby zabrać choć jednego ze sobą.

- Spokojnie, my nie wilcy tylko ludzie. Z dala szczęk oręża było słychać a że z Darkwaldu nie tylko wilki głodne ale różne insze przeklęte licho na trakt wyłazi to, pospieszyliśmy z pomocą. Kim żeście dobrzy ludzie?
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2015, 18:38 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 kwietnia 2015, 13:01

Drakwald, późna zima roku 2509

Spięty i skrajnie zdenerwowany kusznik miał dwóch towarzyszy, również dzierżących przygotowaną do strzału broń. Wychylając się zza pni drzew wszyscy trzej mężczyźni wymierzyli kusze w parę nieznajomych, budząc w Hummelu mimowolny dreszcz przerażenia. Stirlandczyk nosił grube wełniane odzienie, ale nie miał złudzeń, że w razie tragicznego nieporozumienia ubranie zdoła zatrzymać śmiercionośne bełty.

- Ręce w górze i wyłaźcie na polanę! - rzucił podniesionym głosem ten ze zbrojnych, który pierwszy odkrył obecność ukrytych wśród drzew obcych - I żadnych głupich pomysłów albo zginiecie!
Podczas gdy Feldmann znajduje się na polance na celowniku mnóstwa kusz, Knappe i Hummel są wypędzani z lasu przez innych kuszników...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 kwietnia 2015, 19:10

Drakwald, późna zima roku 2509

- Przyszliście z pomocą, powiadasz? - spośród zbrojnych wychynął jeden z odzianych w futra szlachciców. Jego głos wydawał się wręcz ociekać sarkazmem, nie przypadając Feldmannowi ani trochę do gustu - Tak po prostu wylazłeś z lasu, tak? Usłyszałeś hałasy i przybywasz tutaj, by sprawdzić, co się dzieje?

Mężczyzna był słusznego wzrostu, a jego akcent oraz mowa ciała tylko utwierdziły strażnika dróg w przekonaniu, że stoi przed obliczem jednego ze szlachetnie urodzonych synów Imperium. Johann nigdy nie przejawiał życzliwości wobec tej społecznej klasy, a przepytujący go arystokrata wydawał się przesądzać o opinii, jakoby cesarska szlachta obfitowała w butnych próżniaków. Starannie przycięta ciemna bródka zdobiła wysuniętą dumnie szczękę szlachcica, a przenikliwe czarne oczy lśniły w bladej twarzy. Osadzone były ponad orlim nosem, którego kształt przydawał człowiekowi pewnego drapieżnego wyglądu.

Pośród głośnych ponagleń z puszczy wygramolili się następni brnący poprzez śnieg kusznicy, prowadzący pod grotami bełtów Guntera Hummela i Bernarda Knappe.

- Proszę, spora was gromadka - wycedził przez zęby szlachcic o orlim nosie - Szukacie tutaj kogoś? Może chcecie prawdziwie komuś pomóc? Może tej tu kobiecie?

Kilku zbrojnych rozstąpiło się na tyle, by nie przesłaniać już dłużej swymi ciałami zaprzężonych w konie wielkich sań i kucającej w śniegu młodej kobiety. Feldmann i Hummel otworzyli szerzej oczy na widok grubych łańcuchów skuwających ręce nieznajomej.
Cała trójka znowu razem. Wygląda na to, że gromada szlachetnie urodzonych myśliwych zabrała ze sobą na łowy jakąś więźniarkę. Wszystko to wygląda bardzo dziwnie i niepokojąco, ale musicie zdawać sobie sprawę, że atmosfera jest nadal niezwykle napięta i źle dobrane słowo bądź gest może się zakończyć Waszą śmiercią! Co mówicie, co robicie?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 12 kwietnia 2015, 19:57

Feldmann z dziwnym grymasem obserwował zakutą w kajdany damę. Z jednej strony więzienie kobiet było przestępstwem z drugiej zaś często się zdarzały porwania w wyniku których z czasem powstawały całkiem udane małżeństwa. Zakochany szlachetka był gotów do wszystkiego a mieszanie się między takie sprawy nie bardzo interesowało strażnika dróg. Miłostki i pogonie, zajazdy i zemsty szlachecki rodów nie były tym czego pilnować ślubował. Jego zadaniem była ochrona traktu, zwłaszcza przed pomiotem chaosu.

- Spokojnie Panie! Jesteśmy na służbie. Za zabójcą w ślad idziem. Pozwólcie że Wam udowodnię. - podniósł w górę rękę i powoli ją opuścił do zapięcia płaszcza. Począł powoli i ostrożnie go rozpinać ukazując tunikę z wypłowiałym emblematem oraz sygnowaną tym samym imperialnym znakiem krócicę przy pasie. Trzymał jednak rękę z dala od niej. Nie chciał by któryś z nerwowych najmitów skrócił mu żywot. Zostawili by go pewnie tutaj z bełtem w piersi, pośród mroźnej dziczy. Wilcy szybko by tu obskubali moje kości, że śladu by nie było. Ot kolejny zaginiony strażnik dróg.

- Jedźcie sobie tedy Panie swoją drogą, a my poszukamy sobie naszego bratobójcy dalej.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 kwietnia 2015, 20:36

Drakwald, późna zima roku 2509

Posiadacz orlego nosa, prawdopodobnie przywódca wyprawy, popatrywał na strój Johanna przez dłuższą chwilę, marszcząc czoło i przygryzając wąskie usta.

- Strażnik dróg, powiadasz? - w głosie mężczyzny pojawiła się jakaś nowa nuta, mogąca ujść od biedy za zwątpienie - To się jeszcze okaże. Dzika tu okolica, z dala od gościńca. Równie dobrze mogłeś zamordować strażnika na trakcie i odrzeć go z odzienia. Podprowadźcie tamtych dwóch tutaj!

Prowadzeni pod kuszami, łowcy nagród z przypadku stanęli tuż obok Johanna spozierając z wyraźnym niepokojem na uzbrojonych ludzi skupionych przy saniach. Chociaż w śniegu leżało sześć czy siedem ciał w kolczugach i mokrych od krwi płaszczach, cała uwaga pozostałych koncentrowała się niepodzielnie na trójce odnalezionych w ostępach Drakwaldu obcych.

- Póki nie rozstrzygniemy, kim naprawdę jesteście, pójdziecie pod straż - zdecydował szlachcic o orlim nosie - Sven, Heinrich! W pęta ich!
Szlachcic nieco stracił na aroganckim tonie na widok emblematu drogowej straży, ale wciąż jest bardzo podejrzliwy i nakazał Was spętać. Zamierzacie stawiać opór?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 12 kwietnia 2015, 22:00

W przypadku rozróby szanse mamy żadne. Zwłaszcza ja :D To może być rzeczywiście krótka przygoda ;)
Feldmann tu dowodzi - w końcu jest oficjalnym przedstawicielem "prawa i porządku". Nie jesteśmy daleko od jego miejsca zamieszkania
więc jeśli ten szlachcic nie przybył z dalekiej północy to powinni mieć jakichś "wspólnych znajomych" ? Lokalny sędzia ? Jakieś nazwisko dla kogo
pracujemy ? Tak czy inaczej Gunter zdaje się na strażnika...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Rikandur
Reactions:
Posty: 392
Rejestracja: 06 lipca 2013, 21:40
Has thanked: 36 times
Been thanked: 3 times

Post autor: Rikandur » 12 kwietnia 2015, 22:33

[Bernard Knappe, wkurzony myśliwy]

"Jak bedzie sie darł, to strzeli i dobry bełt zgubi. A wtedy wilcy zeżrą nieopatrznego mieszczucha. Ja człek spokojny, strażnik dróg wynajął mnie i medykusa ..."
Myśliwy odparł rozdrażnionym głosem jak rozhisteryzowany matoł celował w niego z kuszy. Ale nie stawiał oporu, po cichu chowając grot strzały w ochraniaczu na nadgarstku gdy ze złością kopał śnieżne zaspy.
"Ale wstyd, tak się dać podejść. Rodzina się popęka ze śmiechu, od dziadka do kuzynów."
Jak zobaczył kobietę aż gębę rozdziawił i zwrócił się do szlachciura z oceniającym spojżeniem. A potem zerknął jeszcze raz na kobietę, zarumienił się po same uszy i zaczął unikać patrzenia na szlachcia wprost ... jakby temu druga głowa wyrosła ale było niegrzecznie otwarcie się gapić.
"Jakie kto ma zwyczaje, nie moja żecz. Ale taką ładną białkę w śniegu na łańcuchu trzymać, bidaczka uświerknie szybko ... może dajta jej ciepłej zupy na pożegnanie?"

Keth, biorę że moja wielka wina bo nie napisałem że jestem ostrożny jak na polowaniu. Tak się dać szmaciarzom podejść w lesie. :(
Acha, totalnie planuję podrzynać gardziołka we śnie. Nie będzie mi jakiś pętak w kaszę pluł. A i kobietę się uratuje! :D

A, droga drużyno, pamiętajcie że co się dzieje w Darkwaldzie ... pozostaje w Darkwaldzie. Jedyne prawo jakie nas tu chroni to prawo pięści.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 12 kwietnia 2015, 23:39

Johann ocenił sytuację. Bić się nie było szans. Jeśli by chcieli ich zabić to było to najlepsze po temu miejsce, zdechłe wilki, ślady walki. Johann sam gdyby znalazł innego strażnika dróg w takim miejscu pewnie zaniechałby dalszego śledztwa mając tak oczywiste fakty przed oczyma. Napad głodnych wilków. Zatem skoro nie zabili to znaczy że tego już nie zrobią. Szlachciontko ponarzeka, pouprzykrza żywot ale koniec końców wypuści kiedy w końcu pomiarkuje, że imperialnych tak traktować to same kłopoty dla niego. Że mu pannę mogą za to zaraz zabrać i na sąd go poprowadzić. Szkoda by było nie móc się nacieszyć takim skarbem. Przypomni się mu o tym wszystkim po drodze. A na razie niech krew mu okrzepnie, bo po walce kiedy jeszcze krew w żyłach człowiekowi szumi to różne głupie pomysły do głowy przyjść mu mogą. Niech no tylko ujadą ze dwa stajania od tego przeklętego miejsca, gdzie upozorować wypadku nie będzie już można...

Johann spojrzał po swoich. Knappe był wyraźnie zły, nie dziwota. Człowiek lasu a dał się podejść jak dziewczę na wiejskiej zabawie. I nawet się teraz rumieńcem oblał jak cnotka jaka. Nagle wychwycił dwuznaczne i wyczekujące spojrzenia czarownika i wszystko się stało dla niego jasne.

Szczwany jesteś magiku, oj szczwany.

Johann uśmiechnął się pod nosem.

- Jest z nami ktoś jeszcze. Zawołam go, ale nie lękajcie się. Wszyscy pójdziemy z wami dobrowolnie. - zanim ktokolwiek reagował Feldmann włożył do palce do ust i zagwizdał. Z dala słychać było skrzypienie śniegu jakby coś darło przez zaspy. Po chwili pojawił się ukochany rumak strażnika i za razem jedyny członek drużyny, który był wystarczająco sprytny by nie dać się wziąć w jasyr obcym. I właśnie za tą końską przebiegłość Feldmann kochał go najbardziej.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2015, 09:03

Drakwald, późna zima roku 2509

Rozważywszy w myślach konsekwencje stawiania oporu, Johann wyciągnął zza pasa swój samopał dokładając przy tym ogromnych starań, by żaden jego ruch nie wydał się nerwowym kusznikom podejrzany. Jeden ze zbrojnych podszedł do strażnika i odebrał mu broń cofając się natychmiast w tył. Inny człowiek pochwycił za uzdę prychającego cicho konia, zatrzymał spłoszone zwierzę, które nerwowo reagowało na zapach roztaczany przez leżące w śniegu martwe wilki.

- Oddaj łuk i nóż, a żwawo! - zakrzyknął jeden z kuszników na rozgniewanego Knappe, mamroczącego coś niezrozumiale pod nosem. Grymas na twarzy łowcy mówił wszystko, toteż inny ze zbrojnych obszedł Bernarda wkoło, a potem bez słowa ostrzeżenia zdzielił mężczyznę w kark kolbą swej kuszy.

Myśliwy stęknął głucho padając twarzą w śnieg.

- Nie bijcie go! - krzyknął Hummel, który w międzyczasie odrzucił już od siebie dzierżony w dłoni nożyk - Przecie Johann powiedział, że nie mamy złych zamiarów!

- Pan baron powiedział, że idziecie w pęta! - odpowiedział jeden ze zbrojnych wykręcając Gunterowi do tyłu ręce i zatrzaskując na nich metalowe bransolety - Nie wierć się!
Zbrojni dość bezceremonialnie zaczęli Was obezwładniać, nie odmawiając sobie przyjemności obicia niepokornego myśliwego. Co więcej, zamiast sznurów użyli żelaznych obręczy.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 13 kwietnia 2015, 09:11

Johann powoli wyjął krócicę i podał najmicie trzymając za lufę.

- Uważaj, jest nabity.

Oddawał ją bardziej niż niechętnie. Nie dziwota bowiem to co stanowiło o byciu strażnikiem dróg, co budziło postrach na traktach wśród banitów a szacunek i posłuch wśród chłopstwa nie było ni sygnetem ni glejtem. Takich rzeczy nie uznawali prości ludzie którzy jak Johann nie umieli pisać ani czytać. Co innego zginało karki pospólstwa i hamowało głupie zapędy szlachciców. Chociaż być może nie tym razem. Była to tunika z herbem jaśnie panującego, znaczony znakiem garnizonu rumak i pistolet wyrobiony przez sławetnych imperialnych rusznikarzy z Nuln. Z tych rzeczy najbardziej wartościowa była krócica, za stratę której groziły w garnizonie największe kary. Słyszał jak kilku z jego pułku w lasy pouciekało kiedy głupio broń stracili, słusznie się obawiając że szafot ich czeka. Nic dziwnego bowiem jej wartość wielokrotnie przekraczała roczny żołd strażnika. Dla Feldmanna i innych jego pokroju to był wielki honor że sam Jego Mość Imperator taki majątek powierzył i tym samym zaufaniem obdarował.
Ze złością i smutkiem oddawał więc ten kawałek żelaza, czując jakby go kto z funkcji okradał. Jakby mu honoru wzbraniał i królewskie zaufanie podważał. I tego, obiecał sobie, im nie podaruje. Płazem zniewagi nie puści.
Teraz jednak pozwolił się jednak rozbroić widząc jak mu towarzysza kolbą potraktowano i bojąc się że przez jego opór jeszcze bardziej ucierpieć obaj mogą.


[center][/Obrazekcenter]
Ostatnio zmieniony 13 kwietnia 2015, 17:40 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2015, 09:12

Drakwald, późna zima roku 2509

Bernard Knappe jęknął porażony upiornym bólem, zamrugał oczami, do których wpadły mu płatki lodowatego śniegu. Leżał na brzuchu tuż przed cielskiem jednego z martwych wilków, wpatrzony bezradnie w zaciągnięte szklistą mgiełką ślepia stworzenia. Obezwładniający go żołnierze zatrzasnęli na nadgarstkach więźnia metalowe obręcze, wrzynające się boleśnie w ciało myśliwego.

Ktoś przykucnął obok powalonego w śnieg Bernarda i złapał go bezceremonialnie za włosy podnosząc w górę głowę nieszczęśnika. W nozdrza myśliwego wdarł się smrodliwy ciepły oddech, a jego wzrok skrzyżował się ze spojrzeniem zimnych i na pewien sposób szalonych oczu osadzonych w pomarszczonej męskiej twarzy.

Zrogowaciała starcza dłoń przesunęła się przed nosem myśliwego, pozostawiając za sobą w powietrzu lśniącą nienaturalną smugę, która szybko zniknęła bez śladu.

- Wygląda na nieskażonego esencją Chaosu - oznajmił czarodziej, przemawiając głosem zaskakująco dźwięcznym i wyraźnym - Przyjrzę się jeszcze pozostałym, wszelako pewność zyskam dopiero po przewiezieniu ich do zameczku.
Oprócz zbrojnych i pomniejszych szlachciców w skład nieznanego Wam hrabiego wchodzi również czarodziej!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 13 kwietnia 2015, 13:24

Ohh... a więc czarodziej ? No cóż... jeśli nie rozpozna we mnie ucznia to dupa z niego nie czarodziej :)

Szepnę mu Sethai Aqshy kiedy się nade mną pochyli :)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2015, 13:44

Drakwald, późna zima roku 2509

Powtórzywszy magiczną obdukcję na osobie skamieniałego z wrażenia Johanna, pomarszczony starzec zbliżył się do czekającego na swą kolej Hummela. Gunter został skuty w mniej bezceremonialny, co jego druhowie sposób, być może przez wzgląd na swą nie sprawiającą groźnego wrażenia posturę, być może zaś z powodu odrzuconego natychmiast noża.

Johann i Bernard zostali podniesieni ze śniegu przez zbrojnych, po czym żołdacy wrzucili ich na tył wielkich sań. Siwek Feldmanna też został do nich uwiązany, odzyskując nieco pewności siebie w towarzystwie innych koni.

- Pośpiesz się, Voormann! - krzyknął człowiek tytułowany przez pozostałych hrabią - Musimy jechać, stado pewnie już tu nie wróci.

Nie robiąc sobie zbyt wiele z ponagleń arystokraty, stary czarodziej obejrzał bardzo uważnie ostatniego więźnia, a potem splótł nieznane Gunterowi zaklęcie wypełniając mroźne powietrze przed obliczem młodzieńca migotliwymi zarysami runicznych znaków.

- Sethay Aqshy - szepnął niemal bezgłośnie Gunter, nie odrywając oczy od twarzy Voormanna. Czarodziej zesztywniał natychmiast, zmrużył swe skrzące się ciekawością oczy.

- Nie do wiary - oznajmił poplecznik hrabiego strzelając dla podkreślenia swych słów palcami - Oto człek wyznający się na arkanach sztuk czarodziejskich. Cóż za spotkanie w takiej dziczy. Nigdy bym się nie spodziewał, zwłaszcza tutaj. A może nie powinienem być zdziwiony?

Gunter nic nie odrzekł, nieco zaniepokojony zmianą tonu rozmówcy. Voormann ściągnął mu z ramienia podróżną sakwę, zajrzał do środka i zagwizdał cicho przez zęby dostrzegając w torbie oprawioną w świńską skórę księgę.

- Najbardziej szczególny z wszystkich trzech gości - powiedział czarodziej taksując Hummela ponownie wzrokiem - Niezmiernie interesujące...

- Voormann, na wszystko, co święte, jedziemy! - krzyknął nie znoszącym sprzeciwu głosem szlachcic, który już zdążył wsiąść na sanie - Chodź że tutaj!

- Ten jest dla mnie bardzo cenny - oznajmił starzec przenosząc spojrzenie na pilnujących Hummela żołdaków - Porządnie, ale nie trwale. Może nam się przydać.

Gunter zmarszczył czoło nie pojmując sensu zasłyszanych słów, nim jednak zyskał sposobność głębiej się nad nimi zastanowić, zadany czymś twardym potężny cios w potylicę w jednej chwili odebrał mu świadomość pogrążając młodzieńca w błogiej ciemności.
Koniec końców najgorzej potraktowany został Hummel, ale być może powodowane to było naturalną podejrzliwością każdego, kto złapałby w ostępach Drakwaldu nieznanego czarownika!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 13 kwietnia 2015, 13:59

Czarownika ? Czarownika ?? Nie jestem żadnym Czarownikiem ! Posłużyłem się wyższym językiem magii i powinienem zostać rozpoznany jako uczeń Maga ! A nie żaden dziki Czarownik...zresztą gdybym był Czarownikiem to nie dałbym się skuć jak pajac... :P
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2015, 14:04

Drakwald, późna zima roku 2509

- Jeśli spadniesz, łeb ci skręcę - warknął jeden ze zbrojnych, sprawiający wrażenie zaprawionego w bojach podoficera. Siedzący na krawędzi sań Bernard odpowiedział żołdakowi wymownym spojrzeniem, w którym czaiła się obietnica śmierci. Widząc to inny zbrojny obrócił w dłoni kuszę gotowiąc się do uderzenia myśliwego kolbą broni.

- Żadnych figli - powstrzymał go gramolący się na sanie czarodziej - Chcę ich w dobrym stanie.

Przysłuchujący się słowom Voormanna Johann poczuł jakiś lodowaty dreszcz. Było coś takiego w głosie czarodzieja, co przejęło strażnika dróg lękiem głębszym od niepotrzebnej brutalności żołdaków.

Sanie ruszyły z miejsca, pociągnięte przez trzy pary mocnych koni. Hrabia i kilku towarzyszących mu zauszników podróżowało w przedniej ich części, więźniowie jechali w tyle. Żołnierze podróżowali na płozach uczepieni burt śnieżnego pojazdu bądź siedzieli na koźle obok woźnicy.

Odrywając spojrzenie od zawijającego się w płaszcz Voormanna strażnik dróg zerknął ku siedzącej tuż obok młodej kobiecie. Miała długie proste włosy o barwie szczerego srebra, a jej oczy zdawały się mienić w promieniach słońca złotawym kolorem. Szczupła i wysoka, emanowała drapieżnym wdziękiem, naturalnym i przykuwającym uwagę. Urody nieznajomej nie mogły przyćmić ani pokryte dziwnymi runami żelazne kajdany, którymi skuto jej za plecami ręce ani też założona na szyję obręcz, połączona za pomocą grubego łańcucha z metalową obejmą w burcie sań.

- Uczeń czarodzieja - mruknął do samego siebie Voormann, który nie bacząc na podskakujące w zaspach sanie jął studiować zarekwirowaną Hummelowi księgę - Czeladnik. Jakie to urocze.

Gunter odzyskał już świadomość, ale pamiętny okrutnego potraktowania, leżał na dnie sań obok nóg Johanna nie odzywając się nawet słowem.
I tak sobie podróżujecie. Piękna okolica, jeszcze piękniejsza kobieta do towarzystwa, oprócz niej wykształcony i zapewne obyty w świecie czarodziej. W dodatku jesteście gośćmi imperialnego arystokraty - czy można chcieć od życia czegoś więcej?

ODPOWIEDZ