Drakwald, późna zima roku 2509
Powtórzywszy magiczną obdukcję na osobie skamieniałego z wrażenia Johanna, pomarszczony starzec zbliżył się do czekającego na swą kolej Hummela. Gunter został skuty w mniej bezceremonialny, co jego druhowie sposób, być może przez wzgląd na swą nie sprawiającą groźnego wrażenia posturę, być może zaś z powodu odrzuconego natychmiast noża.
Johann i Bernard zostali podniesieni ze śniegu przez zbrojnych, po czym żołdacy wrzucili ich na tył wielkich sań. Siwek Feldmanna też został do nich uwiązany, odzyskując nieco pewności siebie w towarzystwie innych koni.
- Pośpiesz się, Voormann! - krzyknął człowiek tytułowany przez pozostałych hrabią - Musimy jechać, stado pewnie już tu nie wróci.
Nie robiąc sobie zbyt wiele z ponagleń arystokraty, stary czarodziej obejrzał bardzo uważnie ostatniego więźnia, a potem splótł nieznane Gunterowi zaklęcie wypełniając mroźne powietrze przed obliczem młodzieńca migotliwymi zarysami runicznych znaków.
- Sethay Aqshy - szepnął niemal bezgłośnie Gunter, nie odrywając oczy od twarzy Voormanna. Czarodziej zesztywniał natychmiast, zmrużył swe skrzące się ciekawością oczy.
- Nie do wiary - oznajmił poplecznik hrabiego strzelając dla podkreślenia swych słów palcami - Oto człek wyznający się na arkanach sztuk czarodziejskich. Cóż za spotkanie w takiej dziczy. Nigdy bym się nie spodziewał, zwłaszcza tutaj. A może nie powinienem być zdziwiony?
Gunter nic nie odrzekł, nieco zaniepokojony zmianą tonu rozmówcy. Voormann ściągnął mu z ramienia podróżną sakwę, zajrzał do środka i zagwizdał cicho przez zęby dostrzegając w torbie oprawioną w świńską skórę księgę.
- Najbardziej szczególny z wszystkich trzech gości - powiedział czarodziej taksując Hummela ponownie wzrokiem - Niezmiernie interesujące...
- Voormann, na wszystko, co święte, jedziemy! - krzyknął nie znoszącym sprzeciwu głosem szlachcic, który już zdążył wsiąść na sanie - Chodź że tutaj!
- Ten jest dla mnie bardzo cenny - oznajmił starzec przenosząc spojrzenie na pilnujących Hummela żołdaków - Porządnie, ale nie trwale. Może nam się przydać.
Gunter zmarszczył czoło nie pojmując sensu zasłyszanych słów, nim jednak zyskał sposobność głębiej się nad nimi zastanowić, zadany czymś twardym potężny cios w potylicę w jednej chwili odebrał mu świadomość pogrążając młodzieńca w błogiej ciemności.
Koniec końców najgorzej potraktowany został Hummel, ale być może powodowane to było naturalną podejrzliwością każdego, kto złapałby w ostępach Drakwaldu nieznanego czarownika!