Doktor nie odrywał wzroku od twarzy Dawida. Żaden jednak z mięśni na jego twarzy nie podpowiedział Beltfortowi co też doktor dostrzegł i wyczytał z jego twarzy.
- Zapewne dlatego, że skoro zostaje Pan tutaj przypilnować ociągających się w spraw, będzie Pan dysponował większą ilością czasu by znaleźć chwilę na partię. Zawsze to wielka przyjemność spotkać przeciwnika na poziomie, nie sądzi Pan? - zapytał retorycznie doktor - Ja grywam tylko czarnymi, co prawda zaczynają jako drugie i mają jeden ruch mniej ale uprzedzam, że nie zdarzyło mi się przegrać. Ale skoro Pan nie grywa, no cóż...
Doktor zrobił dłużą pauzę, która wydawała się nieco nieznośna.
- W takim razie tym czasowo oddaję Państwu do dyspozycji Pascala, posiada iście encyklopedyczną wiedzę i jest niestrudzonym optymistą mimo iż jest to jego ostatnie zadanie. Mam nadzieję, że uda się wam wypracować jakieś rozwiązanie, kiedy obejrzycie dokładnie mój szpital. Może znajdziecie jakąś opcję, która choć częściowo usatysfakcjonuje wszystkie strony. - powiedział doktor wstając.
Na dźwięk słów doktora o ostatnim zadaniu Pascalowi jakby ktoś nagle przełączył pokrętło z umiarkowanego dystansu w stan uprzejmego zadowolenia.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział Pascal i uśmiechając się wesoło wstał.
Wychodząc z gabinetu doktora Gayeta, David miał nieodparte wrażenie, że czarne właśnie wykonały swój ruch.
Gdy pożegnawszy dyrektora obydwaj wyszli z gabinetu Pascal odwrócił się do pozostałej w sekretariacie dwójki.
- Co Panowie powiedzą na obejrzenie miejsca gdzie już zaczęliście pracę? Na pewno Państwa mocodawcy będą pytać o stan zaawansowania robót gdy tu dotarliście i o opinie na ten temat. A kto wie może znajdziemy jakieś rozwiązanie tej całej sytuacji, po drodze... bądź na miejscu. Muszę tylko zabrać moją teczkę z dokumentami.*
[center]***[/center]
Sanite, wschodnie skrzydło, 30 października, 6 godzin do północy.
Idącym półmrokami korytarza mężczyznom wydawało się jakby ktoś bardzo mocno chciał zaoszczędzić na żarówkach. Paliło się tylko co któreś światło. Wzdłuż mijali kolejne ciemne pokoje z numerami do których wnętrza dostępu broniły wzmocnione drzwi i magnetyczny zamek. Większość była jednak otwarta na oścież.
- Spokojnie - dodał uspokajająco - Wszystkie są puste, to jest wschodnie skrzydło, skąd przenieśliśmy jakiś czas temu pacjentów ze względu na oszczędności. Mam nadzieję, że się Panowie nie boicie. - dodał uśmiechając się pod nosem.
[center]

[/center]
Stukot obcasów niósł się cichym echem. W powietrzu obok zapachu pastowanej podłogi unosiły się jeszcze dwa mniej przyjemne. Zapach leków oraz ten drugi mniej uchwytny, zapach ludzkich feromonów uwalnianych z ludzkiego ciała przy napadu szału, strachu lub ekstazy. Wszystkie wonie mieszały się ze sobą w powietrzu tworząc nieprzyjemną mieszankę drażniąca co czulsze nozdrza.
- Proszę najmocniej o wybaczenie, za całą zaistniałą sytuację doktor miał ostatnio gorszy czas. - przerwał nieznośną ciszę Pascal - Całe to zamknięcie tego szpitala... To miejsce ma swoją długą tradycję. Ten przybytek był otwarty dla chorych ponad sto lat temu i przez cały ten czas nie zmienił swojego charakteru. Pod koniec dziewiętnastego wieku prowadziły go siostry zakonne. Chyba nawet widziałem gdzieś jakieś stare czarno białe zdjęcia z nimi, zdaje się przechowywane gdzieś w biurze, a może w gabinecie na ścianie u doktora.... Zresztą nie istotne. Szkoda, że ten szpital najlepsze lata ma już za sobą. A przecież w szczycie swej chwały ten budynek potrafił pomieścić ponad pięciuset pacjentów szkoda, że te dni już dawno minęły. Czy ktoś z Panów odwiedzał już w podobne miejsce?
- Mimo wszystko trochę się dziwię całą tą sytuacją, bo dwa lata temu była tu seria inwestycji. - dodał zamyślony - Co prawda niewielka ponieważ dotyczyła wymiany magnetycznych zamknięć w pokojach dla pacjentów, kamer w korytarzach i takich tam elektronicznych drobnostek.... Ale wyglądało na to, że w końcu stajemy na nogi, a tu nagle właściciel postanowił to sprzedać. - pokręcił z dezaprobatą głową - Strasznie smutna rzecz... Lecz cóż przecież coś się kończy coś się nowego zaczyna. - dodał już z szerokim uśmiechem - Na pewno te zmiany będą miały dla nas wszystkich wiele korzystnych aspektów. Nie sądzicie Panowie? Na marginesie, kiedy przewidują państwo nabór na stanowiska w hotelu?
Pochód szedł coraz wolniej, aż na chwile przystanęli przed jedną z cel. Ciekawość była silniejsza od obrzydzenia, a może jakby nie było wszyscy byli profesjonalistami, którzy nie pozwalali by takie drobnostki rzutowały im na robotę. Administrator wychwytując ciekawskie spojrzenia, włączył światło. Kiepska jarzeniówka migała przez chwilę rozświetlając jako tako ciemne pomieszczenie.
[center]

[/center]
- No cóż, Hilton to to nie jest. Jak na razie. Tak sobie myślę, że po tylu latach funkcjonowania tego miejsca jako szpitala psychiatrycznego trudno będzie zmienić wizerunek w ludzkiej świadomości. Trzeba by mieć dobrą linię marketingową i naprawdę dobry spot reklamowy stworzony przez kogoś z pierwszej ligi. Czy byłby Pan łaskaw Panie Belttfort uchylić nam rąbka tajemnicy i opowiedzieć jak on będzie wyglądał? - zapytał z życzliwym zaciekawieniem w oczach. - Ułatwiłoby to nam spełnienie Pańskich oczekiwań.
Kilku mężczyzn wędrowało przyciemnionym korytarzem klatki schodowej, na każdym piętrze znajdowały się identyczne jak przy pokojach zabezpieczenia, wzbogacone dodatkowo o czujne oko kamery pulsujące czerwonym światłem. Pascal przy użyciu swojej karty magnetycznej otwierał kolejne przejścia prowadzące gości na parter, gdzie już po wejściu przywitały ich liczne wirujące w powietrzu drobiny kurzu z kutych i na nowo tynkowanych ścian.
Na miejscu robót było nieco porozrzucanego sprzętu i dwóch mężczyzn. Jeden wysoki i smukły, sądząc po karnacji Afrykańczyk siedział nieruchomo a przy twarzy trzymał brudną czerwoną szmatę przez która oddychał. Drugi o śniadej cerze i kruczoczarnych kędziorkowych włosach na pierwszy rzut oka mógł pochodzić z bliskiego wschodu. Mocował się właśnie w energiczny sposób z najwyraźniej zaciętym młotem pneumatycznym, śląc obfite wiązanki słów powszechnie uznanych za obelżywe. Gwałtowność ruchów tego drugiego jasno świadczyła, że jego cierpliwość jest już na wyczerpaniu.
Pascal zatrzymał się na ten widok jak wryty i nie odrywając wzroku od scenki rodzajowej odezwał się słowami.
- Czy mogę zadać jedno pytanie Panowie? - nie doczekawszy się znaku sprzeciwu niemal od razu zapytał - Skoro macie tylko dwóch pracowników...; to po co wam od razu w cały ten olbrzymi szpital? - Pytające spojrzenie kierował to raz na Erwina, to na Baarta.
Post długi i nie wiem czy nie przynudzam. Daję czas do piątku wieczora na dialogi itd. W piątek wprowadzam nowego gracza jeśli podtrzyma do tego czasu zgłoszenie udziału.