PBF - Wybawiciel

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 września 2015, 19:48

David Beltford żył w świecie yuppie, garniaków z korpo, wyścigu szczurów i trudnych meetingów. W tym świecie każde negocjacje ociekały krwią, nierzadko na zawsze kończąc czyjąś karierę i jego sny o potędze. W takim świecie wygrywali najsilniejsi i najbardziej brutalni. Liczył się tam każdy szczegół, każdy element który dawał przewagę dlatego nierzadko do trudnych negocjacji wstrzykiwali sobie pewien specyfik rozluźniający mięsnie twarzy w taki sposób, iż nawet wynajęty psycholog nie był w stanie nic wyczytać z mimiki. Oczywiście często decydująca okazywała się także wytrwałość więc kiedy dwaj jego koledzy zmierzali do drzwi on nadal pozostał przy stoliku.

Po uwadze Davida zrobiło się na króciutką chwilę cicho w gabinecie. Pascal zamilkł zerkając na doktora. I David miał wrażenie, że całą uwaga Gayeta teraz skupiła się na nim. Jego dwaj towarzysze nagle przestali się dla doktora liczyć jakby w jedną chwilę zmierzył, zważył i dokładnie poznał ich charaktery by umieścić w jednej z szarych szufladek w swoim umyśle. Głos doktora był spokojny i tak samo jak twarz nie zdradzał żadnych emocji*.

- Cóż wygląda na to, że wypada wyjaśnić powód dla którego zabroniłem podpisywania Panu Pascalowi tego dokumentu. Termin wyznaczony w umowie był ambitny, żeby nie powiedzieć mało realny. Właściciel tego szpitala wyznaczył go nie mając wiedzy jak skomplikowane i czasochłonne jest przekazywanie pacjenta do innych placówek. O ile w miarę bez problemów udało mi się ta sztuka łagodniejszymi przypadkami wśród pacjentów o tyle nie łatwo było znaleźć miejsca dla tych najbardziej... trudnych. Jestem właśnie po kolejnej rozmowie ze szpitalem w Lyonie. Podtrzymują swoją wolę ich przyjęcia ale ze względu na obniżony skład personelu na święta, zrobią to dopiero za kilka dni. Przykro mi, że muszę Pana rozczarować ale do północy kiedy rozpoczną się święta zmarłych pozostało... - powiedział spoglądając na markowy zegarek na ręce - ...niecałe sześć godzin, więc szczerze wątpię czy uda nam się rozwiązać ten problem w całości przed upływem tego czasu. Czy grywa Pan w szachy, Panie Beltfort?
Spoiler!
* test czytania emocji dla Davida, doktor Gayet to bardzo opanowany człowiek i z racji swojej profesji jest to test niezwykle wyzywający. Wyznaczam Stopien Truności na 9 (ST=9) turlam i… test nieudany niestety…
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 września 2015, 22:48

Erwin wyszedł na zewnątrz gabinetu pierwszy za nim wściekły Baart, który o oraz wyjął komórkę próbując gdzieś zadzwonić.

Erwin przystanął na chwilę podziwiając widoki natury. Nie patrzył bynajmniej za okno, gdzie burza zdawała się powoli dochodzić do swego apogeum. Erwina dużo bardziej interesowała Julia, która chcący lub nie była odwrócona do niego plecami i mocno pochylona, poszukiwała w metalowej kartotece zapewne teczek kolejnych pacjentów. Erwin zaciągnął się dymem i pozwalając sobie na rzadką chwilę odprężenia doceniał szczegóły wnikliwym okiem, jakiego nie powstydziłby się żaden najlepszy koneser plastikowej sztuki nowoczesnej.

Rozwścieczony niepoważną sytuacją Baart jeszcze przez chwilę krążył niczym rekin po pomieszczeniu trzymając telefon przy uchu. Nadal się nie poddawał mimo, iż nikt nie odbierał. Spojrzał na zegarek, była dopiero osiemnasta. Mimowolnie jego wzrok opadł na otwartą kartę pacjenta. Czekając na połączenie wzrok bezwiednie sunął po tekście wyłapując najpierw zdjęcie a potem serię wychwyconych z kontekstu wyrazów.

[center]Obrazek[/center]

............................bliźniacy......
................................................wielokrotne morderstwo............................
....................................kanibalizm...............
...................................................zdiagnozowana schizofrenia.........

Nagle telefon stał się drugorzędny i mało ważny a w głowie de Jonga zabrzmiały słowa przed chwilą wypowiedziane przez doktora Gayeta o tych trudniejszych przypadkach. Których jeszcze stąd nie przeniesiono...

- Hej! - powiedział Julia i jednym płynnym ruchem zabrała kartotekę sprzed oczu Baarta - Tak się nie robi Monsieur, to nie eleganckie.
Czekam na wpis Yarina i pcham story dalej.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 22 września 2015, 10:28

David czuł się coraz bardziej nieswojo. Doktor był dobrym play'erem, jak mawiano w jego branży: jego mowa ciała zdawał się nic nie mówić. Ludzie z predyspozycjami do opanowywania komunikacji niewerbalnych byli na miarę lampy Alladyna czy złotej rybki. Agent był pełen podziwu.

Szybko jednak otrząsnął się, by wrócić na ziemię. Informacje jakie otrzymał jedynie go sfrustrowały. Liczył się fakt, że sprawa się przedłuży, czego David nie znosił jak również to, że nie miał na to wpływu - przecież nie otworzy teraz placówki dla chorych psychicznie pacjentów, by móc nakręcić tę pieprzoną reklamówkę.

Beltfort był zły. Pogoda za oknem nie nastrajała go pozytywnie. Pomimo wchłonięcia niemałej dawki proszku, czuł się zmęczony. Do tego jeszcze klimat tego miejsca - momentalnie zatęsknił za swoim skórzanym fotelem, szklanką świeżo wyciśniętego soku z grejpfruta oraz dźwiękami płyty winylowej pierwszych nagrań Pink Floyd.

- Ja jestem gotów, by wykonać swoje zadanie, jednakże, jak się okazuje, pozostałe zainteresowane strony nie są. Były wystarczająco dużo czasu, aby wykonać wszystkie kroki, bym mógł nakręcić spot reklamowy. Naprawdę - David pochylił się do rozmówcy - na co dzień zajmuję się poważniejszymi zleceniami, a taka sytuacja jest mi zupełnie nie na rękę.

David pomyślał o Nathanie i Julii - och jaka oni będą mieli dużo do odwdzięczenia się za to, ze sam sobie musi radzić z tym bagnem.

- Interesuje mnie, w jaki sposób państwo rozwiążą problem, gdyż nie przyjmuję do wiadomości faktu, abym przez kilka dni, w tak gorącym okresie, jakim są święta, siedział bezczynnie.

Pomimo tego, że administrator dobitnie wyjaśnił, że MUSZĄ poczekać, to jednak David zagrał mocniej - być może coś ugra, gdyż w obecnej sytuacji do stracenia nie ma zbyt wiele.

- Dawno nie grałem w szachy i nie przepadam za tego typu rozrywkami. Zresztą, co to ma do rzeczy?
Ostatnio zmieniony 23 września 2015, 10:33 przez Yarin, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 września 2015, 15:58

- Pardon... - burknął de Jong czujący się jak złapane na kradzieży dziecko. Udał, że skupił się znów na ekranie Iphona, ale w głowie miał cay czas obraz dwóch kuzynów Hanibala Lectera.

W sumie jakiego profilu wariatów miał się tu spodziewać? Kleptomanów kradnących cukierki w Lidlu i erotomanów -gawędziarzy? Zresztą jakie to miało znaczenie. Jeśli jeszcze tu byli, to pewno ślinili się od garści psychotropów, które zapewne łykali codziennie jak dropsy, albo już byli przeniesieni na inną placówkę o zaostrzonej ochronie. I w tym miejscu za jakiś czas mieli wypoczywać bogacze sącząc drinki na tarasach i kontemplując malownicze krajobrazy. Wzdrygnął się na myśl, że miałby spać w pokoju kryjącym mroczną przeszłość...

"Witam w Twin Suite. Pokój ten był przez kilkanaście lat domem dwóch braci kanibali. Naprawdę przeuroczy ludzie. W tej łazience znaleziono ciało jednego z nich w połowie skonsumowane przez brata. Gdyby mieli państwo koszmary, to proszę zamówić środki uspokajające przez room service Życzę miłego pobytu".


Teraz już nawet cieszył się, że doktor grał na zwłokę, lub chciał całkowicie wycofać się z umowy z Azure. Za bardzo współczułby ludziom, którzy mieli tu pracować jako hotelowa obsługa i przebywać jako goście.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 września 2015, 22:10

Doktor nie odrywał wzroku od twarzy Dawida. Żaden jednak z mięśni na jego twarzy nie podpowiedział Beltfortowi co też doktor dostrzegł i wyczytał z jego twarzy.

- Zapewne dlatego, że skoro zostaje Pan tutaj przypilnować ociągających się w spraw, będzie Pan dysponował większą ilością czasu by znaleźć chwilę na partię. Zawsze to wielka przyjemność spotkać przeciwnika na poziomie, nie sądzi Pan? - zapytał retorycznie doktor - Ja grywam tylko czarnymi, co prawda zaczynają jako drugie i mają jeden ruch mniej ale uprzedzam, że nie zdarzyło mi się przegrać. Ale skoro Pan nie grywa, no cóż...

Doktor zrobił dłużą pauzę, która wydawała się nieco nieznośna.

- W takim razie tym czasowo oddaję Państwu do dyspozycji Pascala, posiada iście encyklopedyczną wiedzę i jest niestrudzonym optymistą mimo iż jest to jego ostatnie zadanie. Mam nadzieję, że uda się wam wypracować jakieś rozwiązanie, kiedy obejrzycie dokładnie mój szpital. Może znajdziecie jakąś opcję, która choć częściowo usatysfakcjonuje wszystkie strony. - powiedział doktor wstając.

Na dźwięk słów doktora o ostatnim zadaniu Pascalowi jakby ktoś nagle przełączył pokrętło z umiarkowanego dystansu w stan uprzejmego zadowolenia.

- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział Pascal i uśmiechając się wesoło wstał.

Wychodząc z gabinetu doktora Gayeta, David miał nieodparte wrażenie, że czarne właśnie wykonały swój ruch.

Gdy pożegnawszy dyrektora obydwaj wyszli z gabinetu Pascal odwrócił się do pozostałej w sekretariacie dwójki.

- Co Panowie powiedzą na obejrzenie miejsca gdzie już zaczęliście pracę? Na pewno Państwa mocodawcy będą pytać o stan zaawansowania robót gdy tu dotarliście i o opinie na ten temat. A kto wie może znajdziemy jakieś rozwiązanie tej całej sytuacji, po drodze... bądź na miejscu. Muszę tylko zabrać moją teczkę z dokumentami.*

[center]***[/center]

Sanite, wschodnie skrzydło, 30 października, 6 godzin do północy.

Idącym półmrokami korytarza mężczyznom wydawało się jakby ktoś bardzo mocno chciał zaoszczędzić na żarówkach. Paliło się tylko co któreś światło. Wzdłuż mijali kolejne ciemne pokoje z numerami do których wnętrza dostępu broniły wzmocnione drzwi i magnetyczny zamek. Większość była jednak otwarta na oścież.

- Spokojnie - dodał uspokajająco - Wszystkie są puste, to jest wschodnie skrzydło, skąd przenieśliśmy jakiś czas temu pacjentów ze względu na oszczędności. Mam nadzieję, że się Panowie nie boicie. - dodał uśmiechając się pod nosem.

[center]Obrazek[/center]

Stukot obcasów niósł się cichym echem. W powietrzu obok zapachu pastowanej podłogi unosiły się jeszcze dwa mniej przyjemne. Zapach leków oraz ten drugi mniej uchwytny, zapach ludzkich feromonów uwalnianych z ludzkiego ciała przy napadu szału, strachu lub ekstazy. Wszystkie wonie mieszały się ze sobą w powietrzu tworząc nieprzyjemną mieszankę drażniąca co czulsze nozdrza.

- Proszę najmocniej o wybaczenie, za całą zaistniałą sytuację doktor miał ostatnio gorszy czas. - przerwał nieznośną ciszę Pascal - Całe to zamknięcie tego szpitala... To miejsce ma swoją długą tradycję. Ten przybytek był otwarty dla chorych ponad sto lat temu i przez cały ten czas nie zmienił swojego charakteru. Pod koniec dziewiętnastego wieku prowadziły go siostry zakonne. Chyba nawet widziałem gdzieś jakieś stare czarno białe zdjęcia z nimi, zdaje się przechowywane gdzieś w biurze, a może w gabinecie na ścianie u doktora.... Zresztą nie istotne. Szkoda, że ten szpital najlepsze lata ma już za sobą. A przecież w szczycie swej chwały ten budynek potrafił pomieścić ponad pięciuset pacjentów szkoda, że te dni już dawno minęły. Czy ktoś z Panów odwiedzał już w podobne miejsce?

- Mimo wszystko trochę się dziwię całą tą sytuacją, bo dwa lata temu była tu seria inwestycji. - dodał zamyślony - Co prawda niewielka ponieważ dotyczyła wymiany magnetycznych zamknięć w pokojach dla pacjentów, kamer w korytarzach i takich tam elektronicznych drobnostek.... Ale wyglądało na to, że w końcu stajemy na nogi, a tu nagle właściciel postanowił to sprzedać. - pokręcił z dezaprobatą głową - Strasznie smutna rzecz... Lecz cóż przecież coś się kończy coś się nowego zaczyna. - dodał już z szerokim uśmiechem - Na pewno te zmiany będą miały dla nas wszystkich wiele korzystnych aspektów. Nie sądzicie Panowie? Na marginesie, kiedy przewidują państwo nabór na stanowiska w hotelu?

Pochód szedł coraz wolniej, aż na chwile przystanęli przed jedną z cel. Ciekawość była silniejsza od obrzydzenia, a może jakby nie było wszyscy byli profesjonalistami, którzy nie pozwalali by takie drobnostki rzutowały im na robotę. Administrator wychwytując ciekawskie spojrzenia, włączył światło. Kiepska jarzeniówka migała przez chwilę rozświetlając jako tako ciemne pomieszczenie.

[center]Obrazek[/center]

- No cóż, Hilton to to nie jest. Jak na razie. Tak sobie myślę, że po tylu latach funkcjonowania tego miejsca jako szpitala psychiatrycznego trudno będzie zmienić wizerunek w ludzkiej świadomości. Trzeba by mieć dobrą linię marketingową i naprawdę dobry spot reklamowy stworzony przez kogoś z pierwszej ligi. Czy byłby Pan łaskaw Panie Belttfort uchylić nam rąbka tajemnicy i opowiedzieć jak on będzie wyglądał? - zapytał z życzliwym zaciekawieniem w oczach. - Ułatwiłoby to nam spełnienie Pańskich oczekiwań.

Kilku mężczyzn wędrowało przyciemnionym korytarzem klatki schodowej, na każdym piętrze znajdowały się identyczne jak przy pokojach zabezpieczenia, wzbogacone dodatkowo o czujne oko kamery pulsujące czerwonym światłem. Pascal przy użyciu swojej karty magnetycznej otwierał kolejne przejścia prowadzące gości na parter, gdzie już po wejściu przywitały ich liczne wirujące w powietrzu drobiny kurzu z kutych i na nowo tynkowanych ścian.

Na miejscu robót było nieco porozrzucanego sprzętu i dwóch mężczyzn. Jeden wysoki i smukły, sądząc po karnacji Afrykańczyk siedział nieruchomo a przy twarzy trzymał brudną czerwoną szmatę przez która oddychał. Drugi o śniadej cerze i kruczoczarnych kędziorkowych włosach na pierwszy rzut oka mógł pochodzić z bliskiego wschodu. Mocował się właśnie w energiczny sposób z najwyraźniej zaciętym młotem pneumatycznym, śląc obfite wiązanki słów powszechnie uznanych za obelżywe. Gwałtowność ruchów tego drugiego jasno świadczyła, że jego cierpliwość jest już na wyczerpaniu.

Pascal zatrzymał się na ten widok jak wryty i nie odrywając wzroku od scenki rodzajowej odezwał się słowami.

- Czy mogę zadać jedno pytanie Panowie? - nie doczekawszy się znaku sprzeciwu niemal od razu zapytał - Skoro macie tylko dwóch pracowników...; to po co wam od razu w cały ten olbrzymi szpital? - Pytające spojrzenie kierował to raz na Erwina, to na Baarta.

Spoiler!
Test Czujność (lub spryt jak zwał tak zwał) plus empatia, ST 7
Erwin - sukces
Baart - 3 sukcesy!
David - 1 sukces

Całe zachowanie Pascala w szczególności tembr głosu jest bardzo uprzejme, żeby nie powiedzieć obrzydliwie cukierkowe. Niemal w każdym zdaniu jakie wypowiada. Poza tym prawie przez cały czas nie przestaje uśmiechać się wesoło. Nie wydaje się to jednak być sztuczne, on chyba taki po prostu jest.
Post długi i nie wiem czy nie przynudzam. Daję czas do piątku wieczora na dialogi itd. W piątek wprowadzam nowego gracza jeśli podtrzyma do tego czasu zgłoszenie udziału.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 22 września 2015, 23:33

Stahler wbił stalowe spojrzenie w Pascala. Przelotna myśl posiała w jego umyśle buntownicze ziarno.

- A po co Pan tu sterczysz, jak macie tylko kilku pacjentów? I po co wam ten cały szpital, jak większość łóżek pusta? Zawracasz mi Pan cztery litery, a powinieneś wiedzieć, że liczy się w życiu jakość, nie ilość. -skwitował wypowiedź rozmówcy, po czym sam zganił się w myślach, że wogóle dał się wciągnąć w jakieś pogaduchy. Odwrócił się z powrotem w stronę Kebaba, współpracownika, który poza baterią przekleństw niewiele potrafił z siebie wykrztusić w ludzkim języku. Pewnym krokiem ruszył ku niemu pozostawiając panów ładnych.

- Tłumaczyłem ci gamoniu, żebyś najpierw...- seria przekleństw sugerowała szkołę, na której najwyraźniej bazował imigrant. Ervin rzucił w kąt niedopałek papierosa i skupił się na zaciętym młocie. Posiane ziarno tymczasem kiełkowało. Kierownik robót wściekał się czując wymowność całej sceny. Prawdziwi debile sterczeli bezczynnie wyzyskując normalnych ludzi, a ci oporni siedzieli pozamykani gdzieś pośród tych murów. Gdyby to od Ervina zależało zamieniłby lokalizację osób w tym kręgu powszechnie przyjętego układu o jedno oczko w lewo. Niespecjalnie jednak pamiętałby wtedy o dokarmianiu pozamykanych w pokoikach bez klamek Panów Wypucowanych Kołnierzyków. Łypnął jeszcze okiem na Pascala wyobrażając go sobie w jednej z takich kwater. Gdzieś w tym wszystkim- przemianie psychiatryka w hotel dla elit- był boski plan, ale jak zwykle bóg coś spieprzył z kolejnością.
Ostatnio zmieniony 22 września 2015, 23:46 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 23 września 2015, 13:04

Po zamknięciu drzwi sekretariatu, David nieco się rozluźnił. Duszne, jeżeli chodzi o metraż pomieszczenie w końcu przestało krępować swobodę mężczyzny. Niestety, z deszczu pod rynnę, jak to się mawia.

Korytarz, którym szli wydawał się osaczać Beltforta z każdej strony - wiedział, że musiał się przyjrzeć temu budynkowi od środka, by teoria spotu nabrała realnych barw, jednak nie miał pojęcia, że te miejsce będzie tak go dusiło.

Co jest?! - skarcił się w myślach. Ogarnij się, przecież jesteś Beltfort, takie gówna to dla ciebie pestka. Robiłeś w życiu większe rzeczy, w większym stresie!

David zmarszczył czoło w momencie, gdy neurony w mózgu ożywiły się - prosiły, nie, nie prosiły, żądały czegoś od niego. Kiedy administrator coś mówił, David rozejrzał się nieco na boki, spoglądając na towarzyszy. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nawilżył trochę palec wskazujący i środkowy, włożył rękę do kieszeni spodni i jednym, szybkim ruchem otworzył samarkę. Zatapiane koniuszki palców już teraz uszczęśliwiały Davida, nie wspominając o pobudzonych neuronach.
Spokojnie wyjął rękę z kieszeni w taki sposób, by ani jeden jego malutki przyjaciel nie upadł na zimną, brudną posadzkę szpitala i jak gdyby nigdy nic, potarł nos. gdyby w tym momencie ktoś to zauważył, miał wytłumaczenie: alergia. To zawsze działa: czy to w pięknym, hotelowym pokoju, w sali projekcyjnej, w restauracji.

- ...kaw Panie Belttfort uchylić nam rąbka tajemnicy i opowiedzieć jak on będzie wyglądał? - usłyszał już nie jakby zza ściany David.

Beltfort uśmiechnął się nieco już rozluźniony, za co neurony były mu zapewne wdzięczne, potęgując swoją pracę.
- Ciężko jest opisać to, co niesie ze sobą na papierze projekt, panie Pascal. Ekipa, która ma dokładne wytyczne scenopisu, po obejrzeniu tego miejsca będzie wiedzieć, jak uchwycić pełną ideę zamysłu spotu. Azure to poważana i potężna marka i na niej będzie głównie bazować starając się nie przypominać potencjalnym klientom o obecnym przeznaczeniu budynku.

Kiedy doszli do miejsca, gdzie dwaj pracownicy budowlani nieudolnie starali się walczyć z młotem pneumatycznym. David wyjął komórkę i przeczytał smsa, uśmiechając się do siebie...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 września 2015, 16:06

Czy mogę zadać jedno pytanie Panowie? - nie doczekawszy się znaku sprzeciwu niemal od razu zapytał - Skoro macie tylko dwóch pracowników...; to po co wam od razu w cały ten olbrzymi szpital? - Pytające spojrzenie kierował to raz na Erwina, to na Baarta.

De Jong kiwnął ramionami. Budowlańcy nie byli jego broszką. On miał tu tylko odebrać budynek i jechać do domu, aby w Dzień Zmarłych odwiedzić groby dziadków, a tymczasem wyglądało, że sprawa się rypła.

- A skąd ja to mogę wiedzieć panie Pascalu? Nie jestem wtajemniczony w plany zarządu Azure. Ja tu miałem tylko odebrać budynek i wracać do domu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 września 2015, 20:33

"...- A po co Pan tu sterczysz, jak macie tylko kilku pacjentów?..."

Pascal grzecznie poczekał aż Erwin zakończy wypowiedź po czym, niefrasobliwie wypalił.

- No tak ale my się przecież zamykamy z tego właśnie powodu. A co do jakości o której Pan wspomniał... - nie dokończył bo w słowo wszedł mu bezczelnie, wciąż walczący z młotem Camille

- Ja tak dalej nie mogę! Mam ochotę jebnąć to wszystko i se pójść jak Bertrand. Nic tu nie działa dobrze. Elektryka wariuje. Spaliło nam jedne młot, drugi się zaciął - to mówiąc puścił go na ziemie i kopnął

- A co do jakości o której Pan wspomniał to ma Pan rację - skończył szybko Pascal i odwrócił twarz by nie można dostrzec jego miny.

- Napierdalamy w tą ścianę co nam kazali a tu ledwo idzie. Miała być cegła, a jest twarde... - kontynuował Camille silnie gestykulując i zupełnie nie zwracając uwagi na Lavseca - Godzinę temu zrywam te poduchy w celach ze ścian, no tych co chronią wariatów, żeby sobie nie zrobili krzywdy. A tam takie napisy, patrzcie! - złapał za rękę Erwina i pociągnął do najbliższych drzwi.

[center]Obrazek[/center]

- Przecież to człowiekowi psychikę ryje, jak się tak napatrzy. Powinienem jakieś chorobowe dostać czy coś. I za pracę w święta! Ci Polacy co tu z nami robili się zawinili a ja musze zapierdalać tak?! Ja się pytam za jakie pieniądze? A najgorsze są te wyłączenia prądu. - nagle światło zamigotało w całym skrzydle jakby na potwierdzenie - O! Właśnie o tym mówię. - No to poszedłem do skrzynki zobaczyć co gra . Ja wracam a ten mówi że ktoś mu wpierdol spuścił i nie chce mi powiedzieć kto.

Camille odwrócił się wskazując na murzyna ręką.

- No to powiedz teraz czemu nie chcesz powiedzieć kto cię tak urządził? To byli ci dwaj sanitariusze, co nie?

- Nie... - powiedział cicho Numbi - ...był, niższy.

- Jak ja? - zapytał Pascal który mógł mieć na oko Erwina nie więcej jak metr siedemdziesiąt.

- Nie... jeszcze niższy... bardziej jak... - mocno zawahał się czy powiedzieć prawdę - bardziej, jak karzeł - wydusił z siebie murzyn - ...ale uderzył mnie łopatą - dodał szybko jakby to wszystko miało wyjaśnić.

Głośny rechot Camille zagłuszył wszystkie myśli zaskoczonych słuchaczy.

- Ja nie mogę, dwumetrowego faceta znokautował karzełek łopatą.... - wybuchnął kolejnym rykiem śmiechu. Uspokoił się na chwilę, po czym przez łzy zapytał:
- A jak wyglądał? Bardziej jak Frodo czy raczej jak Lannister? - kolejna salwa śmiechu złożyła go niemal wpół.

- Jak go kierownik nie uspokoi to mu zaraz sieknę - warknął Numbi patrząc na Erwina - On to robi, bo... bo jestem muzułmaninem...

Nagle Camille w jednym momencie się uspokoił.
- Nie mów takich bzdur, ja też jestem muzułmaninem. Żaden wstyd się przyznać.

- Ja również wieżę w Allacha. - dodał tajemniczy mężczyzna wychodząc z mroku.

- O kurwa! -powiedział Camille - przez ten cały cyrk zapomniałem powiedzieć, że ktoś na was czeka...
Spoiler!
Jesteś tu wysłany celem dopilnowania wszelkich niezbędnych dokumentów do poprawnego pod względem księgowym przekazania nieruchomości. Przeważnie jest to prosta robota dla zwykłego księgowego ale… Tym razem właścicielem spółki sprzedającej szpital jest ten sam podmiot który posiada większościowy pakiet kontrolny w spółce kupującej czyli Azure. Sprawa się wydaje nieco bardziej skomplikowana ponieważ nie chodzi tylko o ustalenia poprawnych i dobrze udokumentowanych cen transferowych ale również i o fakt, że kupujący jest podmiotem z zagranicznym kapitałem (amerykańskim) podlegający innym zasadom księgowym niż we Francji a kupuje zorganizowaną cześć przedsiębiorstwa. Taki układ spraw przekracza możliwości zwykłego francuskiego księgowego.

Masz też przy sobie kopertkę dla deJonga a w niej 1000 euro na bonusy, nagrody i inne drobne sprawy by jak najszybciej szły tutaj sprawy. Oczywiście on wydaje a wypłacasz i pilnujesz pokwitowań Ty.
Spoiler!

Robotnik 1 turek - Camille Ozgur (elektryka, tynki)
Robotnik 2 afrykańczyk - Fabien Numbi (murarka, rozbiórki, tynki)
Ja tylko na chwilę by podrzucić wam nowego gracza, ponieważ uwinął się z konceptem wcześniej. Wpis właściwy bez zmian, czyli w piątek.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 23 września 2015, 21:40

- Nie ładnie tak przeklinać, gdy Allach wszystko widzi i słyszy - uśmiechnął się przybysz. - Ahmed Assad Omar, Azure Limited. - przedstawił się, spoglądając ciekawie na zebranych i zdając się niezauważać ich spojrzeń. Z pozoru nienaganny garnitur z przeceny w jego ulubionym sklepie robił wrażenie mężczyzny, który jest między klasą średnią a zamożną. Jego wygląd; schludny, z zadbaną brodą, przeciętnego wzrostu przypominał gościa, którego mija się codziennie setki na ulicy. To ten rodzaj faceta, który dba o siebie wystarczająco, ale nie traci czasu na czytanie modowych blogów i innych pierdół z poradami od pedałów, którzy siedzą pół dnia przed lustrem, a potem wychodzą na miasto w spodniach wyglądających jak pełne kupy getry dwulatka. Jakież później jest zdziwienie, gdy Ahmed nie jest tym, za kogo biorą go wszyscy... Oczywiście nie biorąc pod uwagę stereotypów i skrajnych prawicowców, uważających, że skoro arab, to pewnie zaraz wybuchnie z głośnym krzykiem na ustach.

- No, i jak sprawy stoją? Nie ukrywam, że trochę mi się śpieszy...
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 14:39 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 września 2015, 10:03

Przez chwilę skala niekompetencji pracodawców niemal poraziła de Jonga. Totalny chaos po prostu. Miał reprezentować koncern, tym czasem na miejscu byli też inni reprezentanci firmy, co samo w sobie nie było żadnym ewenementem, ale mógłby chociaż ktoś o tym wspomnieć. Baart w myślach sobie przysiągł, że już nigdy w życiu nie da wciągnąć się naiwnie w takie "fuchy po godzinach".

Wysłali tu jego za premię paru euro, bo pewnie szkoda im było opłacać firmowego prawnika kasującego po kilkaset euro za godzinę plus ekstrasy. Concierge ocenił garnitur Ahmeda na obtaniony wzór z kolekcji H&M albo Q&A, przeciętna koszula, krawat, nijaki zegarek i tanie buty. Mężczyzna nie mógł być prawnikiem firmy. Ci nosili renomowane marki, dorgie zegarki, szyli stroje na miarę, więc co tu robił? Wyciągnął rękę aby się przywitać z kolegą z koncernu:

- Witaj Ahmed, Baart de Jong, miałem tu przejąć budynek, ale sprawa się skomplikowała. A ciebie czemu tu przysłano?
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 10:10 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 24 września 2015, 14:30

- Mam tylko doglądać, czy wszystko się w księgach zgadza - Ahmed uścisnął dłoń korposzczura. Ponieważ ten przeszedł z nim płynnie per 'ty', Ahmed również się nie krępował. - Mam cię wspomóc w pewnych kwestiach oraz nadzorować poprawność zaksięgowania operacji według GAASu - Omar domyślił się, że skrót ten nic nie mówi de Jongowi. - Generally Accepted Auditing Standards - wyjaśnił płynnie po angielsku - używanych głównie w USA. Żabojady niestety z ledwością radzą sobie z własnymi standardami, a co dopiero obcymi.

Assad poprawił sobie zegarek, który obsunął mu się na nadgarstek. Powinien już dawno kupić sobie nowy, ale na jego liście priorytetów czekało zbyt dużo rzeczy, by je kupić naraz. Zegarek musiał więc poczekać.

- Generalnie całkiem przyjemny budynek, nie sądzicie? - przerwał drętwą ciszę, która zapadła w pomieszczeniu. Być może to przez docinek o żabojadach, a być może przez aurę tego miejsca. Mężczyzna podrapał się lewą dłonią po brodzie. Brzydził się strasznie dotykać czegokolwiek lub kogokolwiek, oprócz siebie, swojej kobiety i rzeczy, które sam wcześniej umył/zrobił. Czuł się wtedy spaczony, nieczysty, brudny. Sięgnął prawą ręką do kieszeni spodni i chwilę w niej pogmerał, udając, że czegoś szuka, a tak naprawdę gorączkowo starał się powycierać dłoń, która nosiła jeszcze ślady potu i ciepła de Jonga.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 14:43 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 września 2015, 01:16

Lavasec obserwował przez chwilę nowo przybyłego mężczyznę. Nie odrywał od niego wzorku w widoczny jednak sposób kalkując jakąś możliwość.

- No dobrze, chyba mam satysfakcjonujące rozwiązanie, a przynajmniej chwilowo. - wyjął ze swojej teczki pogięte kartki i szybko coś napisał i wypalił z widoczną satysfakcją - Voila, co prawda nie mogę przekazać panom całości budynku ale mogę bez uszczerbku dla szpitala oddać całe wschodnie skrzydło, w którym nie ma już pacjentów. Dzięki czemu możecie Panowie sobie działać nadal bez opóźnień dla waszego terminarza robót. Proszę potraktować to jak przyjacielską przysługę - mrugnął okiem - ...taki akt dobrej woli. Wystarczy podpisać Panie deJong. - powiedział wręczając dokument Baartowi.

Numbi stał przez chwile z nadzieją na jakąś reakcję Erwina ale nie doczekawszy się jej z niechęcią spojrzał na Camille. Przez moment światło ponownie zamigotało a po chwili rozjaśniało jaśniej niż chwilę temu przed migotaniem. W tym samym momencie, porzucony na ziemi młot pneumatyczny ożył. Numbi chwycił go niezwłocznie i podniósł do góry.

- Skoro działała, to trza go wykorzystać póki chodzi. - wykrzyczał starając się przekrzyczeć hałas urządzenia po czym przyłożył go do ściany gdzie było już spore wgłębienie i naparł na niego ze złością. Tak, jakby chciał przenieść na niego gniew za całe zaznane chwilę temu upokorzenie.

Młot jęknął zwierając się na chwilę ze ścianą szpitala, by niemal od razu przebić ją z głośnym rumorem i przelecieć na drugą stronę przedziurawionej ściany. Pozostał po nim jedynie pomarańczowy kabel zasilający, świadczący niebicie o tym jak wykwalifikowaną kadrę tu przysłano. Sopre kawałki ściany odpadły obsypując się po obydwu stronach przekutej ściany, wzbijając przy tym spore tumany kurzu, które w większości przyległy do ciała Afrykanina.

Numbi zaczął otrzepywać się z pyłu. Wyglądał jak młynarz po dwunastogodzinnej pracy przy mieleniu ziarna.

- Nic dziwnego żem się nie mógł tak łatwo przebić, ta ściana ma chyba z pół metra. No i miała być z cegły a jest lity kamień, kto tak buduje? To wygląda mi na jakieś małe pomieszczenie... - powiedział Numbi zbliżając się do ziejącej ciemnością wyrwy w ścianie.

- Absolutnie niemożliwe. - powiedział Pascal -Po drugiej stronie powinna być spora sala do zajęć wspólnych, mogąca śmiał pomieścić pacjentów z całego bloku. Właściwie to jedno z największych pomieszczeń w szpitalu, ponieważ zostało przerobione ze starej kaplicy.

- No to chuja, się zgadza. To mi wygląda na jakieś tajne przejście. - Powiedział Camille ciekawie zaglądając przez dziurę obok kolegi przez którą teraz mógłby się śmiało przecisnąć rosły mężczyzna.

Tymczasem Pascal wyjął z czarnej aktówki stara mapę i rozłożył w powietrzu.

- Dziwne, to mi w żaden sposób nie pasuje do tego co mam na rzutach budynku... - wymamrotał cicho przyglądając się planowi.

- Ty, tam coś jest, jakby krzyże i coś jeszcze... - powiedział szybko Camille, przekładając z ciekawością głowę na drugą stronę dziury.

W pomieszczeniu gdzie wszyscy stali, powoli zaczął się rozchodzić zapach zatęchłego powietrza świadczącego, że to pomieszczenie nie było otwierane od bardzo dawna...
Tym razem nie ruszam dalej z fabułą, aż do deklaracji graczy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 26 września 2015, 11:57

David jeszcze przez chwilę spoglądał na swojego smartfona. Właśnie dlatego planował z Mary Ann przyszłość - była normalną dziewczyną. W dobie społecznego obnażanie się ze wszystkiego, zdarzają się wyjątki. Pomimo tego, że tak popularne są belfie, Mary przysłała mu zdjęcie...jej samej. Po prostu, w fartuchu, z lekko nadgryzioną przez pracę fryzurą i co najważniejsze, z uśmiechem. David kochał jej dołeczki, kiedy się uśmiechała. Zdjęcie podpisane było: MissU:* - zawsze tak pisze, jak ma nawał pracy, ale pisze i pamięta.

Nowa osoba przerwała mikroskopijną idyllę Beltforta. Mężczyzna od razu zauważył, jakiego pochodzenia i wyznania jest Ahmed, jak się za chwilę okazało nazywa się nowo przybyły. W otoczeniu, w jakim obracał się agent, temat muzułmanów, terroryzmu i samej wiary w Allacha był nieco tematem tabu, jednakże wszyscy, o których wiedział David, byli negatywnie nastawieni do tych ;odmienności;. David nie znał nikogo z firmy i nie spotkał żadnego muzułmanina w swoim życiu zawodowym.

A zatem musiało to coś znaczyć.

Beltfort przyjaźnie kiwnął głową i uśmiechnął się na znak przywitania, jednak nie podał reki ani się nie przedstawił sprawiając wrażenie, jakby sprawdzał coś niezwykle ważnego w smartfonie. Hałas, jaki wytwarzał młot był nie do zniesienia chyba bardziej, aniżeli nieudolność pracowników oraz ich prosty język.

Udostępnienie skrzydła dawało jakąś nadzieję i cień szansy na szybszą realizację zlecenia. Szczerze mówiąc, Davidowi po głowie kołowały myśli o rezygnacji z tej reklamówki. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na stracenie tak ważnego partnera strategicznego, jakim jest Azure, ale do jasnej cholery: to już zakrawa na komedię!
Kiedy okazało się, że pracownicy dokopali się do małego pomieszczenia, którego nie było na planach, David od razu pomyślał o jakiejś kapliczce - informacja o krzyżach przekonało go o tym, więc nie brał tego za coś niezwykłego.

Takie miejsca mają swoje tajemnice.

Mężczyzna stał z tyłu ciekaw, wychylając głowę, kto pierwszy wejdzie i przyjmie na siebie odór starego pomieszczenia, a sam zakrywał dłonią twarz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 26 września 2015, 13:26

Ervin był zbyt pochłonięty ogarnięciem sytuacji, by zwrócić uwagę na kolejną papugę w kociołku. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sporo sprzętu nie jest pierwszej jakości. Szef zwyczajnie przyciął tu i tam wydatki, żeby pohulać z dupą na plaży. Teraz Stahler musiał świecić oczami przed ekipą i wmawiać im, że coś spaprali. Z drugiej strony cały czas leciała kasa za nadgodzinki, więc ze swojej strony miał gdzieś, ile czasu to wszystko zajmie i bawiły go kamienne, pełne powagi gęby wgapionych w całe zajście sztywniaków. Myślami kombinował już raczej jak wyciągnąć tę pannę zza biurka i rozkleić jej zgrabne nóżki.
W jakiś dziwny sposób dziura w ścianie i tajemnica za nią z siłą młota kowalskiego skupiły jego rozbiegane myśli.

-Dawajcie jakąś latarkę. Albo weź z ciężarówki samochodową. Szybciej!- ponaglił Kebaba, po czym nie czekając aż ją przywlecze wetknął łeb do dziury rozświetlając mrok zapalniczką żarową i kawałkiem stłuczonego lustra. Mizerne światło, ale zawsze. Najpierw cholera wie dlaczego pomyślał o skarbach trzeciej rzeszy, potem o zamurowanym wariacie, na koniec...
Fajna miejscówka na ruchalnię.. -śledził pełzajace po ścianach krzyże i cienie.
.. szczerze pożałował, że znaleźli je wspólnie i tyle mord będzie ciekawa odkrycia.

Jakieś świeczki... pewnie lubi nastrój, z trzy dychy na winiacza i jakąś pizzę się zamówi. Koc to chyba był w aucie.. tylko trzeba jakąś wyciągnąć tę biurwę.. i będzie fajnie.

-Huja, nic ciekawego nie ma. -rzucił do pozostałych.
Ostatnio zmieniony 26 września 2015, 13:50 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ