Kolejne deski pękały z hukiem, gdy ogromne macki morskiego stwora zaciskały się na "Odmęcie Głębin". Teraz było widać pierwszy poziom pod pokładem, na którym beczki z różnymi dobrami toczyły się w te i we te, w rytmie kołyszącego się pod naporem macek statku. Galvat przyjrzał się uważniej; w jego głowie majaczył się szalony plan, który nie miał prawa się udać.
Pod warunkiem, że podjąłby się tego ktoś inny, niż Glavat...
Mężczyzna przeskoczył na drugi statek i przetaczając się po pokładzie ominął mackę, która chciała go chwycić. Zanurkował w głąb statku, chwytając się liny zawiązanej na maszcie. Złodziej swobodnie opadał w dół, trzymając się liny i szukając wzrokiem swojego celu.
W końcu znalazł i szczerząc zęby w uśmiechu podbiegł do niego, upewniając się jeszcze co do zawartości.
Najprostsza część planu była wykonana. Teraz zaczną się schody...
[center]***[/center]
Ogromna macka szybowała z ogromną prędkością, zmiatając z pokładu "gwiazdy Argos" wszystkich, którzy byli na tyle nierozważni, by nie paść na brzuch. Nehaher w ostatniej chwili wyszeptał słowa mocy i z ulgą obserwował, jak macka przenika przez jego ciało i leci dalej. Czarownik czuł, jakby był zrobiony z mgły. Delektował się jeszcze przez chwilę tym uczuciem i obrócił się ku najeżonej paszczy potwora, która pożerała kolejnego nieszczęśnika. Usta stygijczyka zacisnęły się w złości. Wyszeptał kolejne zaklęcie, a z jego palców wystrzeliły dziwne, czarne promienie, szybujące wprost w przerażający otwór gębowy morskiego stwora.
Ryk bólu rzucił znów wszystkich na kolana; nie był jednakże tak mocny, jak ten pierwszy, przez co nikt poza chwilowym dzwonieniem w uszach nie odczuł tego niematerialnego ciosu. Za to macki przyśpieszyły i zaczęły chaotycznie uderzać w oba statki.
"Odmęt głębin" powoli rozrywał się na pół, a jego dziób i tył równocześnie opadały do wody. Marynarze przeskakiwali na drugi statek lub wręcz skakali do wody.
[center]***[/center]
Eyra walczyła niczym lew; stała u boku swojego przeciwnika, kapitana Conana, i wspólnie z nim przecinała macki, które jeszcze chwilę podrygiwały w tańcu śmierci. Jej ubranie i twarzy były zachlapane krwią; na szczęście krwią innych ludzi i potwora, nie jej własną. Kątem oka dostrzegła, jak Vanko tylko dobija pomniejsze macki, starajac się ujść z życiem ale i zbytnio nie przemęczyć. Obok niego stał Zorian, który puszczał bełt za bełtem w stronę paszczy potwora; Eyra musiała przyznać, że stary wyga znał się na rzeczy, bo na 5 pocisków aż cztery dosięgły celu.
To nic, że odbijały się od grubej skóry głowo-szczęki stwora... ale trafiały. Przed chwilą mignęło jej przed oczami jakieś czarne strzały, przypominające szpony, które trafiły prosto w paszczę potwora. To musiało go jeszcze bardziej rozzłościć, bo począł miotać chaotycznie mackami, dewastując statek, który odczuwalnie zaczął schodzić na dno...
Kobieta zauważyła coś jeszcze, co ją tylko doprowadziło do jeszcze większej wściekłości. Oto jeden z piratów wybiegł z niewielką beczką spod pokłądu i rozglądał się po okolicy.
- Co za tupet! Okradać statek podczas takiej chwili! - pomyślała, przecinając kolejną mackę.
[center]***[/center]
Niewielka, ale najeżona kolcami macka śmignęła koło głowy Garro, który na oślep walił mieczem, licząc, że coś w końcu trafi. Poza masztem i kawałem skrzyni zielarz nie umiał w nic trafić: za to bardzo zręcznie unikał zaciekłych ataków kolczastej macki.
Pomimo motywujących słów przekazywanych telepatycznie, Garro wcale nie czuł się dobrze. Kątem oka obserwował powoli idący na dno drugi statek. Miał świadomość, że wkrótce i "Gwiazda Argos" pójdzie na dno, co będzie równało się z utonięciem, a w ostateczności w wylądowaniem w brzuchu jakiegoś stwora albo rekina. Marna była to perspektywa...
Marynarzy jak i piratów wciąż ubywało; ostała się ledwo dwadzieścioro ludzi; mnóstwo odrąbanych macek pokłady pełne krwi i zniszczone statki dosadnie obrazowały obraz bitwy. Bitwy, która prawdopodobnie za niedługo zostanie przegrana...
Galvat: trzymasz beczkę z oliwą używaną do pochodni i jako paliwo do latarni morskich.
Pozostali: statek "odmęty głębin" idzie na dno, macie dwie tury, by nie podzielić jego losu...
Macek pozostało jeszcze sporo, a wy opadacie powoli z sił.
Nehaher: twoje zaklęcie zadało obrażenia, ale za małe, by pokonać lub chociaż spłoszyć potwora morskiego.
Trzeci statek zaczął się przybliżać, widzicie go wszyscy, ale wciąż nie możecie bez lunety dostrzec pod jaką płynie banderą.
Wybaczcie mi za długą nieobecność. Miałem bardzo ciężki tydzień, po 12h w robocie, nie miałem kiedy podrapać się po tyłku, nie mówiąc już o odpalaniu prywatnego kompa. Na szczęście szaleństwo w korpo się skończyło, i mam już wolne wieczory...