PBF - Mistyczny Lotos

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 lutego 2016, 11:13

Pokład "Gwiazdy Argos"

Groza ścisnęła lepkimi mackami gardło uzdrowiciela, sparaliżowała go widokiem wynurzających się z morskiej kipieli macek. Potworna paszcza bestii tylko pogłębiała wrażenie nieuniknionej zagłady, mimo dźwięczącej rozpaczliwą determinacją wrzawy ludzkich głosów. Załogi obu statków zaczęły zasypywać potwora strzałami, niektórzy rąbali z szaleńczą werwą oplatające kadłuby macki. Zapominając o tkwiącym w pochwie mieczu, Garro cofnął się czym prędzej od relingu nie chcąc wpaść przypadkiem w wodę.

Śmierć zajrzała zingarańskiemu uzdrowicielowi głęboko w oczy - jemu i całej reszcie załogi.
Ten stateczek w tyle to trzecia jednostka w pobliżu, tak?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 08 lutego 2016, 19:05

Dokładnie tak. Bez lunety nie określisz, do kogo należy. W każdym bądź razie wygląda, jakby jednostka stała w miejscu.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 lutego 2016, 13:36

Pokład "Gwiazdy Argos"

Pokład zatrząsł się gwałtownie, posyłając czarownika na deski. Kolejny wstrząs cisnął go na stojące obok beczki. W ostatniej chwili jednak zdołał osłonić głowę, unikając poważniejszego urazu. Wstał niepewnie, przytrzymując się jedną ręką masztu, a drugą rozmasowując obolałe ramię. Słyszał skrzypliwy jęk, z jakim deski poszycia poddawały się naporowi potwornych macek. Okręt drżał konwulsyjnie, jak gdyby konał i Stygijczyk nie chciał zastanawiać się nad tym, ile jeszcze zdoła wytrzymać...

- Nie umrę tutaj - szepnął, bardziej do siebie, niż do stwora za burtą. - Nie umrę - powtórzył głośniej czując, jak te słowa przywracają mu spokój.

Odetchnął głęboko, czując jak zimny płomień determinacji wspina się wzdłuż kręgosłupa, dociera do serca i wycisza niechciane, wirujące w panice myśli...

I w jednej sekundzie zmysły czarownika wyostrzyły się, a umysł zaczął pracować z szybkością i precyzją, którą wywołać mogła jedynie bliskość śmierci. Nie mógł tutaj zginać, nie na morzu, nie w taki sposób... Miał jeszcze tyle do zrobienia i Bogowie... Sam Set...! Krew Stygii, dziedzictwo Pradawnego Węża, płynęło wszakże w jego żyłach! I do niego należała moc, zdolna odmienić wyroki losu!

Wykreślił przed sobą zapomniany symbol ze świątyni Bezkształtnego i wyszeptał słowa prastarego zaklęcia, czując, jak jego ciało traci wymiar i spójność, właściwe istotom rzeczywistym...
Rzucam na siebie czar: Widmowe Ciało. Następnie chcę się zbliżyć, tak by widzieć paszcze stwora i chcę rzucić do paszczy zaklęcie "Szpony", ewentualnie, jeśli nie będę mógł go rzucić do paszczy, to celuję w oczy - tak by go oślepić.
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2016, 10:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 10 lutego 2016, 16:24

Pokład "Gwiazdy Argos"

Nieludzkie wycie zatrzymało dziewczynę biegnąca w stronę kapitana przeciwników. Nie było podobne do czegokolwiek co wcześniej słyszała. Statek zatrząsł się okrutnie i Eyra upadła z impetem na drewniane deski pokładu. Zaklęła przy tym szpetnie zawstydzając pewnie nie jedną dziewkę portową. Z furią w oczach zerwała się z kolan szukając dzikim wzrokiem wroga odpowiedzialnego za ów stan rzeczy. Odpowiedzi nie musiała szukać zbyt długo. Tuż przednią bowiem wyrosły gigantyczne, obślizgłe macki wynurzające się z morskiej toni. Szybkim ruchem oplotły pokład statku kupieckiego. Łajba przekrzywiła się lekko, a drewno skrzypnęło w boleściach.

Na Ymira! - wykrzyknęła wojowniczka - Cóż to za paskudztwo wypluli z swoich trzewi bogowie głębin?! - Jęknęła bezgłośnie i cofnęła się o jeden krok z wzniesionym mieczem w dłoniach. Zimny dreszcz przebiegł po jej ciele. Głowa pulsowała jej niemiłosiernie, a w uszach wciąż dudnił ogłuszający ryk bestii, sprawiając, że nie dokończa słyszała co się dzieje. Z ogromną irytacją przyłożyła dłoń do ucha, lekko opuszczając broń i próbując odetkać sobie słuch. Nie wiele to pomogło, ryknęła więc głośno ze zdenerwowania. Łucznicy celowali w paszcze bestii, a ci o miękkim sercu i słabym umyśle wyskakiwali przez burtę w panice, trafiając wprost do paszczy bestii. Beznadziejni głupcy - pomyślała.

Wzniosła miecz w górę i bulgocząc przekleństwa w barbarzyńskim narzeczu z furią zamachnęła się na grubą i mięsistą mackę owijającą się właśnie o oryglowanie obok ...
Eyra będzie ciachać wszystkie napotkane odnogi tego monstrum z dziką furią. Czekam na info jak jej to idzie.
Ostatnio zmieniony 15 lutego 2016, 07:37 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lutego 2016, 21:24

Pokład "Gwiazdy Argos"

Słane pod adresem Mitry modlitwy nie przynosiły najmniejszego skutku, przyprawiając uzdrowiciela o palpitacje serca. Przerażający morski potwór zdał się Zingarczykowi piekielną bestią z zaświatów, zupełnie odporną na ciosy zadawane orężem śmiertelników i dyszącą żądzą zawładnięcia ich duszami. Tuż nad głową Garro jakiś ściśnięty giętką macką nieszczęśnik wydał z siebie ostatni przejmujący wrzask, po czym przeistoczył się w krwistą miazgę zgnieciony siłą, której nie mógł się przeciwstawić najlepszy pancerz. Krew bryznęła szkarłatnym deszczem na głowy walczących poniżej ludzi, przywodząc wielu z nich na krawędź szaleństwa.

Pamiętny wiszącego u boku oręża, Garro wydarł w końcu z pochwy miecz. Broń ciążyła mu potwornie w dłoni, niczym wykuta z granitu, a zdjęty grozą umysł wcale nie podpowiadał, w jaki sposób miecz użyć, by wyrządzić bestii jakąkolwiek krzywdę.
Psiamać, zarąbcie tego bydlaka, bo w końcu nie wytrzymam i sam to zrobię! Jak długo mam się powstrzymywać, by dać Wam okazję do zabłyśnięcia?!

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 12 lutego 2016, 16:28

Pokład zatrząsł się wydając z siebie przeciągłe skrzypnięcie. Wdzierające się zewsząd fale zbił z nóg Zamorańczyka. Morze nie było jego domeną, a raczej wymuszonym wyborem, gdy nasilające się burczenie w brzuchu skłoniło go do przyjęcia kontraktu. Przez myśl szybko przeleciały wspomnienia..

- To będzie łatwe. Wody w tych regionach są od dawna spokojne. Wiem, co mówię.- przekonywał go Zorian, a widząc kwaśną i nieprzejednaną minę Vanko, znając duszę kanalii przekonywał skutecznie- Po prostu będziemy cały rejs chlali wino pod pokładem i grali w kości..

Teraz te kości chrupotały głośno w najeżonej kłami, ociekającej śluzem paszczy, do której raz po raz trafiały z furkotem rzucone potężnymi mackami wrzeszczące jeszcze ochłapy ludzkich ciał, wyrwane fragmenty relingu i plątanina poszarpanego olinowania. Paraliż na moment zdusił gardło uzbrojonego w sejmitar wojownika, gdy nagle prowadzony ręką przodków dostrzegł idealną wręcz szansę posłania w ohydną gardziel harpunu, który wyrwał właśnie z rąk zbyt już sędziwego na takie hulanki pirata.

Szczęściem przodkowie Vanko nie byli w ciemię bici i bohaterskie wyczyny wyśmiewali pośród pełnych wina pucharów, grzejąc pośladki na ciepłych poduchach dalekiego południa. Przynajmniej tak wolał nierzadko myśleć syn podstarzałej dziwki i zbłądzonego nomada. Widząc zatem szansę, by przejść do legendy ryzykując w imię większej sprawy Vanko pozbył się harpunu niby oparzony i z zapałem skoczył pod nieuszkodzone jakimś cudem solidnie jeszcze trzymające się elementy flaszburty. Były właściciel harpunu mimo poważnego już wieku okazał się nadzwyczaj zwinny wtórując mu w tym działaniu. Oczy obu mężczyzn spotkały się na moment, gdy przylgnęli plecami do osłony. Parsknęli krótkim, urywanym porozumiewawczym śmiechem zaraz zakrywając usta- co było działaniem przesadnie ostrożnym, bo w czynionym wokół rwetesie była to zupełnie nieistotna nuta. Nim jednak staruch zdążył wziąć kolejny oddech osłona eksplodowała we wszystkich kierunkach roztrzaskana opadającą z siłą kamiennego bloku macką. Uszy Vanka wypełnił głuchy dźwięk, działał teraz szybciej niż biegły jego myśli, twarz i korpus pokrywały fragmenty zmiażdżonej czaszki chwilowego towarzysza niedoli. Wisząc na wbitym w ostatniej chwili w burtę sejmitarze Vanko z obrzydzeniem wypluł oko starucha kurczowo zaciskając na orężu ręce. W dole, na tle szalejących fal i szczątków ginącego Odmętu Głębin widział własne nogi rozpaczliwie szukające jakiegoś oparcia.
No to.. Panie przodem. Jak mógłbym odebrać radość z ubicia potwora barbarzyńcy? To wbrew Vankowym zasadom.
Ostatnio zmieniony 13 lutego 2016, 15:04 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 lutego 2016, 17:23

Pokład "Gwiazdy Argos"

Galvat od samego początku chciał jak najszybciej dostać się na ląd. Miał dość piratów, korsarzy i innych lubujących się w morskich klimatach osobników. To co wydarzyło się na wyspie nie dawało mu spokoju. Zdawał sobie sprawę, iż został wplątany w jakąś intrygę i narobił sobie nowych wrogów. Ledwo uciekłem z podpalonego więzienia jaką była piracka wyspa, a teraz pływam razem z jednym z największych zabijaków jakiego widziały te wody. Byleby dotrzeć do Mesancji... Nie... Ja chcę na ląd, nieważne gdzie...

I wtem Conan rozkazał zaatakować statek jaki pojawił się na horyzoncie. No i stało się, znów się zacznie to, co ostatnio. Tylko tym razem nie pakuję się do walki. Poczekam i popatrzę...

Walka rozgorzała na dobre. Szczęk metalu, wrzaski, latające strzały, kołysanie statkiem i wiatr niosący zapach krwi przestały robić na złodzieju wrażenie. Po prostu w ostatnich dniach widział więcej odciętych kończyn i osób, które chcą go zabić, niż przez wszystkie dwadzieścia lat swego życia. Sam mordowanie uważał za ostateczność, bo uważał, że trup nie opowie o tym jak został oszukany. Martwy nie stworzy legendy...

Ukrył się za skrzynią obserwując rozwój sytuacji. Gdy członkowie załogi kapitana Conana zaczęli przegrywać, Galvat wyciągnął dwa noże i trzymał je w gotowości. Jednak to co wydarzyło się potem, było kompletnym zaskoczeniem dla wszystkich. Mackowate monstrum wyłoniło się spod powierzchni wody, a jego macki z niesamowitą zręcznością zaczęły oplatać obydwa statki, oraz łapać kogo popadnie i ciskać wprost do zębatej paszczy. Wrzask ogólnej paniki i ryk bestii sprawiły, że Zamorańczyk złapał się za głowę i oparł prawym barkiem o skrzynię obok, wypuszczając przy tym noże z rąk. Co to za plugastwo?! - zapytał sam siebie nie wierząc własnym oczom.

Strach sparaliżował go, a fala rozpaczy zalała jego serce. To koniec, zdechnę tutaj! Stąd nie ma ucieczki... - myślał spanikowany i przerażony.

Wtem dotarł do niego gromki głos Conana, nawołującego do wspólnej walki z bestią. To pozwoliło Zamorańczykowi pozbyć się paraliżu, który zawładnął jego mięśniami. Spojrzał jeszcze raz na wirujące dookoła ogromne macki, a potem na paszczę wystającą ze wzburzonej wody. To nie ma sensu. Trzeba stąd uciec! - myśli tej towarzyszył kolejny trzask pękającego drewna, który upewnił Galvata, że pozostało mu bardzo niewiele czasu... I żadnej drogi odwrotu...

Podniósł leżące pod nogami noże, po czym zaczął się rozglądać w poszukiwaniu swoich towarzyszy.
Plan Galvata jest taki:
Zorientować się gdzie są towarzysze, a następnie zrobić coś z potworem. Jak jest jakaś beczka z oliwą to będę starał się by znalazła się w paszczy potwora. Może mnie nawet z nią złapać, a potem Galvat wyślizgnie się w odpowiednim momencie.
Jeżeli nie ma oliwy lub czegoś łatwopalnego to rzucam nożami w oko potwora. Jeżeli jest po za zasięgiem, to trzeba dostać się do oka bliżej. Tutaj korzystam z Anatomicznej Precyzji, bo nie wierzę, że sztylet jest w stanie przebić się przez pancerz tego plugastwa.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 lutego 2016, 17:42

Pokład "Gwiazdy Argos"

- Do boju! - niespodziewanie Nehaher poparł nawoływania Conana, nadając odpowiednie wezwanie telepatyczne, do swych towarzyszy.

- Jeśli my tego nie ubijemy, to ubije nas! Dalej, stąd nie ma ucieczki, więc i tak nie mamy wyjścia!

Musiał przyznać, że ten napływ heroizmu był dla niego samego czymś nowym i zaskakującym i czuł się z nim dość dziwnie... Niemniej... Tym razem naprawdę nie mieli wyjścia. Bystry umysł czarownika pracował cały czas nad znalezieniem jakiejś drogi ucieczki, lecz jeśli on jej nie widział, był pewien, że pozostali także jej nie dostrzegą. W takim wypadku pozostawało tylko jedno rozwiązanie: walka. Nie miał zamiaru dać się pokonać jakiejś przerośniętej ośmiornicy, gdy gdzieś tam Menkara mógł poznawać właśnie kolejne zaklęcie lub czynić kolejny krok na drodze do sukcesu! Na demony! Zdecydowanie trzeba było coś z tym zrobić, a panika w jaką popadli jego towarzysze nie wróżyła niestety dobrze na przyszłość...

- Skupcie się, trza pokonać bestię! To jest statek, na Demony, jeśli on go zgniecie to zginiemy wszyscy! Więc zróbmy coś, dopóki jeszcze możemy!
Drogi MG: moja poprzednia deklaracja odnośnie zaklęć (Widmowe Ciało i Szpony w pysk potwora) nadal jest aktualna. W przerwach jednak staram się wykorzystać łącze telepatyczne by nieco zmotywować mych towarzyszy, którym tej motywacji najwyraźniej brak.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 lutego 2016, 21:14

Pokład "Gwiazdy Argos"

Jakiś głos w myślach uzdrowiciela przybierał na intensywności, zachęcając przerażonego Zingarczyka do większej waleczności. Nie do końca panujący nad emocjami Garro niemal uwierzył w to, że przemawia do niego sam Mitra, chociaż piskliwy głosik rozsądku dźwięczący gdzieś w tyle głowy wskazywał raczej na Nehahera.

Tak czy owak, ponaglenia do podjęcia walki przełamały w końcu zrozumiały opór uzdrowiciela. Garro zamachał na próbę swym mieczem, a potem powiódł po pokładzie pełnym obłędu spojrzeniem szukając dostatecznie małej macki, by móc żywić choć cień nadziei na jej przerąbanie.
Mistrzu, mogę prosić o jakiś test ataku? Tylko błagam o małą mackę! :o

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lutego 2016, 20:09

Pokład "Gwiazdy Argos"

Stan przemożnej grozy paraliżującej uparcie wszystkie członki uzdrowiciela sprawił, że czas w jego myślach zwolnił w niewyobrażalnym stopniu. Chociaż od dobycia miecza minęło zaledwie kilka uderzeń serca, Garro mógłby przysiąc, że stoi na dygoczącym drewnianym pokładzie całe dnie, czekając bezradnie na jakiś ruch kosmicznego gracza, boskiego Mitrę przesuwającego z niezrozumiałym mozołem reprezentujące śmiertelników pionki po szachownicy świata.

W myślach Zingarczyka pojawiła się wręcz zupełnie irracjonalna myśl, nie mająca nic wspólnego z koszmarem morskich macek i skowytem miażdżonych w paszczy krakena żeglarzy.

Czyżby Mitra zatrzymał czas w miejscu? Jakby cały ten niewysłowiony dramat był jedynie jakąś boską grą?
...

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 21 lutego 2016, 16:15

Kolejne deski pękały z hukiem, gdy ogromne macki morskiego stwora zaciskały się na "Odmęcie Głębin". Teraz było widać pierwszy poziom pod pokładem, na którym beczki z różnymi dobrami toczyły się w te i we te, w rytmie kołyszącego się pod naporem macek statku. Galvat przyjrzał się uważniej; w jego głowie majaczył się szalony plan, który nie miał prawa się udać.

Pod warunkiem, że podjąłby się tego ktoś inny, niż Glavat...

Mężczyzna przeskoczył na drugi statek i przetaczając się po pokładzie ominął mackę, która chciała go chwycić. Zanurkował w głąb statku, chwytając się liny zawiązanej na maszcie. Złodziej swobodnie opadał w dół, trzymając się liny i szukając wzrokiem swojego celu.

W końcu znalazł i szczerząc zęby w uśmiechu podbiegł do niego, upewniając się jeszcze co do zawartości.

Najprostsza część planu była wykonana. Teraz zaczną się schody...

[center]***[/center]

Ogromna macka szybowała z ogromną prędkością, zmiatając z pokładu "gwiazdy Argos" wszystkich, którzy byli na tyle nierozważni, by nie paść na brzuch. Nehaher w ostatniej chwili wyszeptał słowa mocy i z ulgą obserwował, jak macka przenika przez jego ciało i leci dalej. Czarownik czuł, jakby był zrobiony z mgły. Delektował się jeszcze przez chwilę tym uczuciem i obrócił się ku najeżonej paszczy potwora, która pożerała kolejnego nieszczęśnika. Usta stygijczyka zacisnęły się w złości. Wyszeptał kolejne zaklęcie, a z jego palców wystrzeliły dziwne, czarne promienie, szybujące wprost w przerażający otwór gębowy morskiego stwora.

Ryk bólu rzucił znów wszystkich na kolana; nie był jednakże tak mocny, jak ten pierwszy, przez co nikt poza chwilowym dzwonieniem w uszach nie odczuł tego niematerialnego ciosu. Za to macki przyśpieszyły i zaczęły chaotycznie uderzać w oba statki.

"Odmęt głębin" powoli rozrywał się na pół, a jego dziób i tył równocześnie opadały do wody. Marynarze przeskakiwali na drugi statek lub wręcz skakali do wody.

[center]***[/center]

Eyra walczyła niczym lew; stała u boku swojego przeciwnika, kapitana Conana, i wspólnie z nim przecinała macki, które jeszcze chwilę podrygiwały w tańcu śmierci. Jej ubranie i twarzy były zachlapane krwią; na szczęście krwią innych ludzi i potwora, nie jej własną. Kątem oka dostrzegła, jak Vanko tylko dobija pomniejsze macki, starajac się ujść z życiem ale i zbytnio nie przemęczyć. Obok niego stał Zorian, który puszczał bełt za bełtem w stronę paszczy potwora; Eyra musiała przyznać, że stary wyga znał się na rzeczy, bo na 5 pocisków aż cztery dosięgły celu.

To nic, że odbijały się od grubej skóry głowo-szczęki stwora... ale trafiały. Przed chwilą mignęło jej przed oczami jakieś czarne strzały, przypominające szpony, które trafiły prosto w paszczę potwora. To musiało go jeszcze bardziej rozzłościć, bo począł miotać chaotycznie mackami, dewastując statek, który odczuwalnie zaczął schodzić na dno...

Kobieta zauważyła coś jeszcze, co ją tylko doprowadziło do jeszcze większej wściekłości. Oto jeden z piratów wybiegł z niewielką beczką spod pokłądu i rozglądał się po okolicy.

- Co za tupet! Okradać statek podczas takiej chwili! - pomyślała, przecinając kolejną mackę.

[center]***[/center]

Niewielka, ale najeżona kolcami macka śmignęła koło głowy Garro, który na oślep walił mieczem, licząc, że coś w końcu trafi. Poza masztem i kawałem skrzyni zielarz nie umiał w nic trafić: za to bardzo zręcznie unikał zaciekłych ataków kolczastej macki.

Pomimo motywujących słów przekazywanych telepatycznie, Garro wcale nie czuł się dobrze. Kątem oka obserwował powoli idący na dno drugi statek. Miał świadomość, że wkrótce i "Gwiazda Argos" pójdzie na dno, co będzie równało się z utonięciem, a w ostateczności w wylądowaniem w brzuchu jakiegoś stwora albo rekina. Marna była to perspektywa...

Marynarzy jak i piratów wciąż ubywało; ostała się ledwo dwadzieścioro ludzi; mnóstwo odrąbanych macek pokłady pełne krwi i zniszczone statki dosadnie obrazowały obraz bitwy. Bitwy, która prawdopodobnie za niedługo zostanie przegrana...

Obrazek
Galvat: trzymasz beczkę z oliwą używaną do pochodni i jako paliwo do latarni morskich.

Pozostali: statek "odmęty głębin" idzie na dno, macie dwie tury, by nie podzielić jego losu...

Macek pozostało jeszcze sporo, a wy opadacie powoli z sił.

Nehaher: twoje zaklęcie zadało obrażenia, ale za małe, by pokonać lub chociaż spłoszyć potwora morskiego.

Trzeci statek zaczął się przybliżać, widzicie go wszyscy, ale wciąż nie możecie bez lunety dostrzec pod jaką płynie banderą.
Wybaczcie mi za długą nieobecność. Miałem bardzo ciężki tydzień, po 12h w robocie, nie miałem kiedy podrapać się po tyłku, nie mówiąc już o odpalaniu prywatnego kompa. Na szczęście szaleństwo w korpo się skończyło, i mam już wolne wieczory...
Ostatnio zmieniony 21 lutego 2016, 16:20 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 lutego 2016, 21:37

Pokład "Gwiazdy Argos"

Ociekający potem Garro siekł mieczem na prawo i lewo, z prawdziwie heroicznymi wrzaskami tnąc puste powietrze, rozrąbując fragmenty drewnianego relingu i szatkując zwisający ze złamanego masztu żagiel. Opadające w dół macki bestii próbowały go pochwycić, ale panika dodawała uzdrowicielowi szybkości jakiej na co dzień nigdy by się u siebie nie spodziewał.

- Mitro, dodaj mi sił! Niechaj twa łaska wiedzie mój miecz!
Zabiłem tę mackę czy nie? dwd;

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 lutego 2016, 14:17

Pokład "Gwiazdy Argos"

Kolejna macka przeniknęła przez ciało Stygijczyka, czemu towarzyszyło uczucie lekkiego łaskotania. Czarownikowi jednak zdecydowanie nie było do śmiechu. Demoniczne szpony wniknęły w ciało mackowatego stworu, jednak ich siła nie była wystarczająca by powstrzymać monstrum i Nehaher poczuł narastającą frustrację. Przekleństwo! - zaklął w myślach - Niechaj pochłoną to sploty Seta! Czyliż mam tu zginać marnie, jeno z uwagi na to, że miast magii bojowej studiowałem bardziej zaawansowane dziedziny wiedzy? Przez chwilę poczuł dojmujący smutek na myśl o tym, że wszechświat mógłby zostać pozbawiony tak wybitnego umysłu i talentu. Wtedy jednak wzrok czarownika padł na okręt w oddali i w jego umyśle wykiełkowała nowa idea:

Menkara, ty czołgający się w pyle robaku! Oby Set strzaskał twe kości, a demony wyżarły twój mózg! Pewnie wezwałeś tą maszkarę a teraz radujesz się stojąc tam na pokładzie i oglądając moją klęskę! Nie ma sprawiedliwości na świecie, skoro tak potężne zaklęcia dostają się w ręce takich miernot intelektualnych! Macki! Na szczęki Seta, obyś się udławił tymi mackami!

Miejsce frustracji momentalnie zajęła wściekłość.

- Nikczemny pomiocie otchłani! - zawył czarownik potępieńczo, wskazując bestię jedną dłonią a drugą kreśląc jakiś złożony symbol. - Wracaj do swego plugawego leża w głębinach! Nina Anzillu barra! Ezeru me semu, anna Asbu abatu!

[center]Obrazek[/center]
MG pytanie i deklaracja zaklęcia na PW.


* acher. Odejdź wodne plugastwo! Usłysz mą klątwę, uciekaj w mroczne głębiny!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 24 lutego 2016, 15:41

Na pusty łeb Zoriana! Jakże nienażarta musi być ta poczwara? -zdumiał się Vanko cudem unikając macki, która impetem swego natarcia niechybnie pozbawiłaby go głowy i kilku utęsknionych za nią par żeber przy okazji. Walczył już z bezmyślnymi potworami, lecz to doświadczenie przeczyło poprzednim. Zwykle bestie takowe nie stawały w szranki na śmierć i życie, odstępując raczej po napełnieniu brzucha tudzież kilku poważniejszych kuksańcach. Albo zatem ta tutaj poczwara była wezwanym z zaświatów potworem na usługach jakiegoś czarownika, albo.. szkaradnym monstrum broniącym swego potomstwa, co zwykle też dodawało potworom animuszu. Nażre się wtedy jednym statkiem, albo i nie poczwara..- skalkulował sięgając pamięcią pradawnej górze skrywającej skarby Acheronu.
Był tam stygijski czarownik i pewna wiedźma, a ich plugawa magia podobne przyciągnęła monstrum! Taaak! Gdzieś tutaj czaił się pewnie jakowyś zły czarownik, co na chwałę swoich mrocznych bogów wezwał potwora.
Omiótł chyboczące się pokłady wzrokiem. Wtem dostrzegł psubrata! Dobrzem podejrzewał! -ręką jedną złapał się połamanego masztu, drugą sięgnąwszy po zapomniane talizmany, których- choć nie był specjalnie religijny- na wszelki wypadek nosił sporo na szyi. Na takowe właśnie wypadki- po jednym dla każdego z zasłyszanych bogów.
- O Cromie, Panie Kurhanów! Dodaj mi sił i mocy!- krzyknął dłoń zacisnąwszy na wisiorku o kształcie topora.
- Kruczowłosa Badb! Niech Twa witalność napełni me ramiona!- oblizał pióro wrony i z rąk wypuścił, sięgnąwszy pod pazuchę dalej..
- Mannanie! Władco morskich głębin! -niespecjalnie coś znalazłwszy w połaciach ubioru nabożnie ucałował resztki kołyszącego się masztu..
- .. i inni... których szanuję wielce.. choć .. nie zawsze pamiętam.. siły mi dodajcie do walki z czarownikiem...- wzrok utkwił nienawistny w posępnej postaci na pokładzie wrogów- albo chociaż tego zmarnowanego wina.. zaklął wściekle widząc turlającą się po nierównym pokładzie beczkę, która z furkotem roztrzaskała się o burtę budząc w zamorańczyku gniew wielki zarówno na tak niepowetowaną stratę, jak i na fakt, że mimo czynionych wysiłków nie znalazł tejże podczas ostatnich tygodni poszukiwań.
- Toż spisek demonów!!! -zaryczał niczym mniejszy, acz drugi kraken, po czym wprawionym ruchem bicz oplątał wokół jednej z macek dając się jej szarpnąć w stronę "Gwiazdy Argos"..

Od tego momentu podkład sugerujący kolejne poczynania- (tylko dla graczy o mocnych nerwach)- https://youtu.be/-bTpp8PQSog?t=6
MG- Vanko może wybaczyć wszystko, ale nie marnowanie wina. Bicz oplata wokół macki, by uczepiwszy się jej przeskoczyć na drugi pokład i zależnie co jest celem łatwiejszym i bardziej po drodze- cisnąć w przelocie sejmitarem w łeb krakena, albo skoczyć na czarownika co bestią kieruje, ponieważ jak do tej pory w przygodach Vanka ubijanie czarowników było skutecznym remedium na każde nieszczęście.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2016, 18:51 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 24 lutego 2016, 21:41

Pokład "Odmętu głębin"

Eyra przeskoczyła pomiędzy wyrwami w pokładzie w huku walących się masztów i zerwanych lin. "Odmęt głębin" podążał ku swojemu przeznaczeniu. Wiedizała, że nic już nie pomoże tej łajbie. Rozejrzała się szybko za następną plugawa macką do odrąbania. W wirze szału walki nie do końca zauważała kto, co robi. Wiedziała tylko, że przecież potwora nie może mieć nieskończonej ilości odnóg! Kiedyś na wszystkich bogów Vanaheimu muszą się skończyć! Każda bestia po odcięciu tylu części cielska powinna się już wykrwawić. Cóż to za piekielne sztuczki?!

Rudowłosa dziewczyna choć nieźle już poobijana nie opuściła nawet na chwilę gardy. Wierząc, że według wszelkich praw natury bestia powinna w końcu się zmęczyć i wyzionąć ducha. Nie wiele więcej sama mogła zrobić. Krew plugawych wymiocin otchłani była już wszędzie dookoła niej i na niej.

A żeby ci woda obcą była, a ziemia nie chciała cię nosić!! - wrzeszczała w furii nie przestając ciąć wszystkiego, czym potwór machał wokół niej. Nie czuła jednak wielkiej zmiany sytuacji - O rzesz ty w kółko golony w kuble maczany! Zdychaj wreszcie !!

Miała wrażenie, że jej wszystkie wysiłki nic nie dają, gdy wtem z drugiego końca pokładu usłyszała coś na kształt magicznego zaklęcia w obcym języku z południowych krain, pełnych ciemności i występku. No w końcu, któryś z tych wymokniętych, skwaszonych jak trzydniowe mleko, cherlawych magów na coś się przyda.

Kraken zawył potwornie i zatrząsł w konwulsji.

Ta chwila wytchnienia dała jej jednak czas by rozejrzeć się dookoła. Cała ociekała w ciemnej posoce poczwary. Jej krew była oleista i słona, obrzydliwa jak stary śledź peklowany w occie, którego zjadła kiedyś w brudnym porcie zingaryjskim. Prawie nie zwymiotowała na to wspomnienie.

Dopiero wtedy zauważyła, spod spływającej po twarzy krwi, że obok niej walczy dumny kapitan tego statku o chmurnym jak wzgórza Cymerii obliczu. Jego osmolona w słońcu cera i miliony blizn mówiły same za siebie. Był barbarzyńcą, tak jak ona. Poczuła przypływ nagłej radości, która w jej przypadku oznaczała niecierpliwość, by znów podnieść swój miecz i zdrowo coś lub kogoś ugodzić. W tym przypadku była to preferencyjnie morska maszkara. W następnej kolejce może być to ten pirat, który właśnie wykrada w takiej chwili trunek ze statku - pomyślała odprowadzająca wzrokiem niegodnego syna owłosionej kaczki.

Po rzuconym zaklęciu Eyra już prawie odetchnęła z ulgą, gdy kraken nagle zaczął bić z jeszcze większą furią o pokład.

- Ufaj czarownikom... - pomyślała z drwiną - Lepiej pokładać nadzieje w stai i sile własnych ramion.

Po czym znów rzuciła się w wir walki. Tym razem bardziej skrupulatnie zaczęła się przyglądać częścią ciała maszkary, szukając co bardziej witalnych i kluczowych. Widziała już kilka potworów wypełzających z otchłani, wierzyła, że jest w stanie ocenić co zaszkodziło by bestii najbardziej. W końcu nie była w ciemię bita. Na pewno miała więcej inteligencji niż ten żałosny, chmurny jak noc, Stygijski syn węża. Jego zaklęcie tylko rozjuszyło potworę...

Wtem na horyzoncie pojawił się trzeci statek, wcale nie spłoszony obecnością potwora, zbliżał się ku nim.

- Co jest do .... - czyż są tak ślepi czyż też tak szaleni? - nie miała jednak ochoty zaprzątać sobie głowy losem głupców.

MG - Eyra używa swojej wiedzy z przetrwania i znajomości potworów (tych co już widziała) by skonkretyzować swoje ataki na bardziej godzące i szuka opcji wszelakich. Więcej na pw wkrótce
Ostatnio zmieniony 01 marca 2016, 22:26 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

ODPOWIEDZ