PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 marca 2016, 13:31

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Westwood utykając ruszył przez tłum rozpychając się łokciami i próbując jakby płynąć przez morze ludzi. Nie musiał się długo przepychać. Clubcrawlerzy zmierzający do Żądła zniknęli w jego czeluściach jeszcze szybciej niż się pojawili. Słyszał Silvio rzucającego gładkie słowa w stronę kobiety. Dziwne prawie zapomniane uczucie nagle targnęło Nosferatu. Mimo wszystkiego co się działo wokół, Brad dostrzegł jedną rzecz na którą wcześniej nie zwrócił uwagi. Odkąd umarł liczył się przecież już tylko smak vitae:

- Kurde ten Silvio to jest naprawdę przystojny koleś. Kiedyś to bym się pewnie w takim gościu zadurzył po uszy...

To było dziwne uczucie. Po raz pierwszy od bardzo dawna spostrzegł, że ludzie, nieumarli nadal mogą być na swój fizyczny sposób pociągający.

Nieumarli zaczęli się szamotać ze śmiertelnikami. Westwood kiwnął ręką w ledwie widocznym geście i kontury kainitów rozmazały się, zaczynając znikać z oczu. Wampir nawet nie zdążył się ucieszyć w oczekiwaniu na to aż znikną całkowicie, bo kontury nieumarłych wciąż pozostały widzialne.

Widząc jedynie połowiczny sukces, zmienił taktykę. W tym samym momencie Bertrand syknął do blondyna:

-Uciekaj!

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 12 marca 2016, 14:33

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Po niezbyt udanej (jak sądził) próbie wykorzystania Prezencji Silvio spróbował klasycznej metody - wyślizgnięcia się z uścisku kobiety i kontynuowanie dialogu z bezpiecznej odległości. Nie znosił bowiem wkraczania w jego przestrzeń prywatną bez zgody. Próba wyrwania się zakończona niepowodzeniem tylko pogłębiła niepokój kainity.

Szlag! Co tu się właściwie dzieje? Myślał wampir próbując się coraz bardziej desperacko wyswobodzić z żelaznego uścisku. W jego umyśle rozpoczęła się galopada złych przeczuć spowodowana strachem.
Czego ona chce? Dokąd mnie prowadzi? Dlaczego nie chce mnie puścić? A co jeśli ktoś mnie zaraz zaatakuje? Co jeśli wyciągnie broń?! Ta ostatnia myśl wystarczyła, by toreador wpadł w panikę. Nigdy nie był zbyt silny, jednak dopiero teraz zaczął autentycznie tego żałować. Zebrał wszystkie swoje wątłe siły, byleby tylko uwolnić się z potrzasku. Jedynym słowem pędzącym w jego umyśle na wszystkie strony i możliwe sposoby było UCIEKAĆ!

W tym momencie nie liczyło się nic innego. Śpiewak wiedział, że jedynym słusznym kierunkiem jest przeciwny do tego, którym jest właśnie wleczony. Po dłuższej chwili szamotania się udało mu się wreszcie uwolnić rękę z pułapki, kiedy usłyszał gdzieś za swoimi plecami znajomy głos:

- Uciekaj!

Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać. W tym akurat był jeśli nie mistrzem, to z pewnością bardzo dobry.
W momencie, w którym Silvio zdaje sobie sprawę, że jest wolny, używa Akceleracji i po prostu ucieka sprintem w kierunku, z którego przyszedł. Jedyne, co go w tym momencie interesuje to jakiś ciemny kąt, w którym mógłby się skulić niewidoczny i przeczekać zagrożenie.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2016, 14:39 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 12 marca 2016, 16:55

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Motherf*cker! - zaklął w myślach Ventru. Krótkie spojrzenie w głąb uliczki i widok czarnego vana czekającego z włączonym silnikiem były jak rzut oka na prostą ewidencję, która z pola "suma" krzyczała KIDNAPPING. Syreny zagrożenia na dobre rozwyły się w głowie młodego biznesmena.

Spokrewniony przez moment skupił swoją wolę. Krew w jego żyłach zaczęła płynąć szybciej, a na krawędzi jego wzroku pojawiły się rozmyte szkarłatne plamy. Poczuł się znacznie silniejszy, jak po szczodrej kresce koksu.

Eat this, trash! - po czym szarpnął ręką znajdującą się w uścisku. Ku jego zdziwieniu, a ułamki sekund później - przerażeniu, nie przyniosło to żadnego skutku.

Z zajadłością dzikiego zwierza, postanowił walczyć do końca, całymi swoimi siłami. Kopniak wymierzony w zewnętrzną nogę intruza miał na dobre ostudzić jego zapał, a być może nawet pozbawić go jedynek w kontakcie z brukiem. Tak się jednak nie stało - napastnik z gracją kota uniknął ciosu, a co gorsza, z chłodnym obyciem profesjonalisty chwycił kainitę i przerzucił go przez ramię.

Devil damn it! - przeklął Richard, tym razem na głos. Zaczął szarpać się, próbując się oswobodzić. Wiedział, że to co właśnie się działo, nie było osobliwym zaproszeniem na piknik dobroczynny lub przyjęcie niespodziankę. Czarne myśli na dobre zaczęły zasnuwać jego horyzont, a w serce wlewać się strach. Kątem oka dostrzegł nadbiegającego Nicholasa, który wyprzedził ich i skierował pełne siły spojrzenie na oprawcę.

Nieoczekiwanie długowłosy blondyn zatrzymał się i wypuścił ze swych rąk przestraszonego kainitę. Ten usłyszał jeszcze wysyczane przez zęby - Uciekaj - i zanim Richard zdołał wydusić z siebie słowo, aryjsko wyglądający mężczyzna puścił się pędem w stronę końca uliczki, zaś Tremere oddalił się w kierunku kobiety w sukni.
Spoiler!
Muszę się jeszcze zastanowić co robię w tej sytuacji. Chciałem jednak napisać posta, żeby pozwolić akcji toczyć się dalej.
Richard bacznie rozgląda się po uliczce, próbując zauważyć jakieś potencjalnie istotne szczegóły (postacie, które być może obserwowały zajście, może jakieś przedmioty, które mógł zgubić napastnik itp.). Patrzy się też w kierunku vana, starając się dostrzec jakieś charakterystyczne detale lub postać/postacie siedzące z przodu. Oczywiście nie próbuje się do niego zbliżyć i po chwili bardzo ostrożnym krokiem, oglądając się za siebie zmierza w kierunku klubu Żądło aby dołączyć do pozostałych.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2016, 12:01 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 marca 2016, 17:39

To blondyn zostaje zdominowany i ucieka. I ewnetualnie Toreador;) Tremere chyba nie nawiewa w stronę klubu.
OD MG: Już naprawione.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2016, 18:01 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 marca 2016, 15:45

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Silvio ile sił w nogach rzucił się w kierunku wejścia do klubu. Wyminął swoich towarzyszy, a użyta moc krwi pozwoliła na przyspieszenie ruchów. Bał się, a dwa wystrzały z broni palnej jakie usłyszał za swoimi plecami, spotęgowały instynktowną reakcję swojej Bestii. Nie miał zamiaru odwracać się za siebie, chciał jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Gdy dobiegł do Żądła, spostrzegł że w okolicy nie ma żadnych ludzi. Gdzie się wszyscy podziali? Co jeśli przy wyjściu na ulice też ktoś czyha? - kolejne pytania przelatywały przez głowę przerażonego Toreadora. Nie miał zamiaru wchodzić do Żądła. Złe wspominania i czający się wszędzie napastnicy mogli również tam się na niego zasadzić. Ta speluna naprawdę paskudnie mu się kojarzyła... Postanowił schować się za pobliskim pordzewiałym kontenerem na śmieci. W końcu wychylił głowę i ujrzał, że alejka w której znajdowali się jego towarzysze spowita jest gęstym szarym dymem, który całkowicie zasłaniał widoczność.

Westwood widząc, że potężna Dyscyplina nie zadziałała tak jak sobie tego życzył postanowił użyć mocy Zniknięcia tylko na sobie. Tym razem udało się i wiedział doskonale, że nikt go nie widzi. Po rozkazie długowłosy blondyn zrobił coś, czego się nikt nie spodziewał. Z nadludzką szybkością wyciągnął granat dymny i rzucił go pod nogi Nicholasa, po czym rzucił się do ucieczki. Dym błyskawicznie zaczął obejmować niewielką przestrzeń między pokrytymi graffiti ścianami budynków. W tym samym momencie kobieta, której Silvio wyrwał się i zaczął uciekać wyciągnęła srebrny pistolet i wymierzyła w Nicholasa. Zaskoczony Spokrewniony poczuł uderzenie w klatkę piersiową, gdy kula weszła w jego martwe ciało. Ciemna krew rozbryznęła się na ceglanym murze, nim Bertrand zdążył cokolwiek zrobić rozległ się kolejny strzał. Tym razem jednak kula sięgnęła próbującego wstać z bruku Richarda. Arystokrata oberwał w nogę, a kula w sekundę zmieniła jego nogawkę od spodni w krwawy strzęp. Chwilę później pojawił się ostry ból przeszywający ciało, a Bestia wyciągnęła na powierzchnie naturalną agresję tkwiącą w każdym Kainicie. Nicholas i Richard jednak bardzo szybko oparli się nadchodzącej z wnętrza fali gniewu.

Dym z granatu skutecznie zakrył całą widoczność, jednak dało się jeszcze słyszeć kroki biegnącej do Vana dwójki napastników. Nosferatu starał się jak najszybciej dostać do pojazdu, jednak jego nie do końca sprawna noga była największym problemem. Kuśtykał najszybciej jak się da, aż w końcu udało mu się wyjść na tyle daleko, by widzieć coś przez gęsty dym. Zdążył zobaczyć jak dwójka wsiadła już do samochodu, który właśnie ruszył z piskiem opon. Spuścił głowę wiedząc, że nie był w stanie ich dogonić. Postanowił wrócić i zobaczyć co z jego towarzyszami.
Spoiler!
Runda IV:

Inicjatywa:
Napastnicy: 3 sukcesy.
Bradley: 2 sukcesy.
Silvio: 1 sukces.
Nicholas: 1 sukces.
Richard: 1 sukces.

Ci co mają identyczną ilość sukcesów na Inicjatywę, działają równocześnie.

Blondyn przyspiesza swoje ruchy. Rzuca pod nogi Nicholasa granat dymny i ucieka do stojącego na końcu alejki Vana.
Kobieta przyspiesza swoje ruchy. Wyciąga doskonale ukryty pistolet i strzela do Ventrue i Tremere.

1 strzał w Nicholasa ST:7 - 1 (za bliski zasięg) = 2 sukcesy. Obrażenia 2 (za trafienie) + 4 broń - 1 (wyparowanie Wytrzymałością) = 5 obrażeń. Tremere obrywa kulkę, a jego stan to Mauled!

2 strzał w Richarda, który nie zdążył podnieść się z bruku. ST:7 - 1 (za bliski zasięg) = 2 sukcesy. Obrażenia 2 (za trafienie) + 4 broń - 3 (wyparowanie Wytrzymałością + Odpornością) = 3 obrażenia. Ventrue obrywa kulkę, a jego stan to Injured.

Bradley kuśtyka "pośpiesznie" w stronę Vana.

Ból, strach i sytuacja generująca dużo stresu działa na waszą Bestię:

Nicholas i Richard wykonują test Samokontroli, aby nie wpaść w szał:
Tremere: 3 sukcesy. Opanowujesz Bestię, jednak potrzebujesz do tego jednej rundy. Odruchowo schowasz się w kłębach dymu.
Ventrue: 5 sukcesów. W pełni opanowujesz Bestię, jednak potrzebujesz do tego jednej rundy. Odruchowo schowasz się w kłębach dymu.

Runda V:

Cała uliczka zostaje objęta gęstym dymem. Koniec walki, bo napastnicy oddalili się.
Spoiler!
Test Użycia Niewidoczności 4 = 4 sukcesy. Znikasz całkowicie.
Widzisz wyraźnie numer rejestracyjny i rodzaj wozu. Blachy wskazują na to, że Van pochodzi z Nowego Yorku.
Obrażenia możecie regenerować. Po kulach są to zwykłe rany, więc leczenie jest 1 rana za 1 Punkt Krwi. Głód (będą testy) pojawia się przy stanie Krwi: 10 - wartość Człowieczeństwa.
Co robicie dalej? Do klubu Zaćmienie macie niecałe 5 minut drogi.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 marca 2016, 17:41

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

- Z Nowego Yorku... - szepnął sam do siebie Bradley. Rejestracja vana nagle przywołała wspomnienie rodzinnego miasta. Klub Stonewall Inn, West Village, gdzie często balował do białego rana odreagowywująv stresy tygodnia. Otrząsnął się nagle uzmysławiając sobie, że w gęstym dymie strzelano. Strzelano do kainitów, bo Westwood dobrze widział dziewczynę wskakującą do furgona z dymiącym jeszcze rewolwerem w dłoni. Widział zmykającego z nadnaturalną prędkością Silvio i uznał, że Degenerat wyszedł z tajemniczej napaści bez szwanku

- Ot, trafił się bohater ostatniej akcji. Spieprzał tylko się kurzyło. Nie ma mu co ufać w sytuacjach podkoszowych... - zanotował sobie w pamięci.

Mgła zaczęła się powoli przerzedzać. Nosferatu spostrzegł dwóch Spokrewnionych. W oczach obu tlił się przez ułamek sekundy niebezpieczny błysk i Bradley wiedział co on oznaczał. Zrzucił z siebie dar niewidzialności i pojawił się znów pod postacią jaką go znali. Wolał ich dodatkowo nie straszyć nagłym poajwieniem się.

- Wszystko w porządku? - zapytał w zasadzie z kurtuazji, widać było, że postrzałowe rany zdołają wyleczyć w niemożliwie krótkim dla śmiertelnych czasie. Bardzoej zastanawiał się jak mają zamiar pojawić się na imprezie w ciuchach z przestrzelinami. Uśmiechnął się tajemniczo, wyobrażając sobie Arystokratę i Czarodzieja paradujących na disco w polamionych od vitae, dziurawych od kul łachach.

- To musiały być czyjeś ghule. Postaram się dowiedzieć, ci to za typki. Widziałeś Nick? Blondyn nawet oparł się Twojej sugestii... Albo tak właśnie by spieprzał... Albo właśnie zdominowałeś Silvio. Widać było od razu, że Degenerat wziął sobie bardzo do serca twoje słowa. Jeśli utrzymał tempo, to już pewnie opuścił Luizjanę... Zbierajmy się lepiej, zanim zjawi się NOPD. I nie wiem jak wy sami uważacie, ale chyba musicie zmienić garderobę z lekka, nawet obradrty Szczur pogardziłby teraz waszymi wdziankami, ni chyba, że w Haloween...

Westwood rozejrzał się jeszcze wokół wypatrując kamer cctv, choć wątpik aby zapluty zaułek w pobliżu Żądła był objęty monitoringiem miejskim. Zostawała jeszcze kwestia innych śladów. Kule, łuski, krew kainitów na ziemi...
Próbuje odnaleźć łuski, proszę o kule, jeśli utkwiły w ciałach wampirów. Jeśli przebiły się na wylot to szukam ich też. Przed odejściem, otwieram hydrant, żeby zimna woda zmyła ślady krwi nieumarłych.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 marca 2016, 18:22

Francuska Dzielnica, Mardi Gras

Nicholas podniósł prawą dłoń do postrzępionego otworu w swej eleganckiej marynarce, z chorobliwą fascynacją wsunął palec wskazujący w broczącą ciemnym płynem ranę. Nienaturalnie gęsta krew Kainity miała dużo ciemniejszy odcień od ludzkiej, przez co jeszcze wyraźniej plamiła odzież - nie to jednak zafascynowało Bertranda, a świadomość tego, że mroczny dar Rodzica kolejny raz pozwolił Tremere uniknąć ewidentnej śmierci. Klątwa wampiryzmu niosła prócz wszystkich budzących grozę implikacji również poczucie prawdziwej nieśmiertelności, które potrafiło upajać znacznie silniej od najlepszego trunku trzody.

Przymykając oczy Nicholas jął zasklepiać ranę siłą swego nadludzkiego umysłu, wypychając spłaszczony ołowiany pocisk na zewnątrz swego ciała spazmami regenerującej się szybko tkanki. Do jego uszu dotarł szum wylewającej się z uszkodzonego hydrantu wody, spłukującej bruk z plamiącą uliczkę krwi Spokrewnionych.

Policja i mniej znane rządowe agencje dysponowały coraz bardziej zaawansowaną technologią, zwłaszcza w dziedzinie badań genetycznych - trzeba było zadbać o odpowiednią ostrożność i Bradley w jednej chwili zyskał niechętne uznanie Bertranda swą pomysłowością.
Zużywam pięć Punktów Krwi do odzyskania pełni zdrowia. Zastanawiam się, czy może lepiej byłoby nie zmieniać ubrania. Może w "Zaćmieniu" spotkamy kogoś, kto posiada wiedzę na temat tego zajścia? Może obserwacja reakcji niektórych gości na nasz widok da nam przesłanki co do motywów napaści?

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 13 marca 2016, 19:06

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994


O kurwa...

Silvio nie znosił przeklinać, jednak w wyjątkowych sytuacjach mu się to zdarzało, choć zawsze się za to w duchu ganił. Ale nie tym razem. Teraz, siedząc skulony za starym, blaszanym kontenerem na śmieci z twarzą schowaną w dłoniach kołysał się miarowo, próbując nie stracić resztek rozumu.

Niestety nie było to łatwe, bowiem przed oczyma przelatywały mu urywki wspomnień "tamtego" wydarzenia, które to w konsekwencji doprowadziło w sposób pośredni do jego przemiany...
Nie, błagam, tylko nie teraz! Skup się na występie! Książę! - powtarzając tę wypowiedź w myślach niczym mantrę, po dłuższej chwili udało mu się częściowo opanować, choć drżenie rąk jeszcze zdradzało jego obecny stan. Gdy już się w miarę uspokoił, Kainita zwrócił uwagę na cichy szum wody dobiegający gdzieś z tyłu w oddali. Wstał, otrzepując zarazem lekko przybrudzony prochowiec i dziękował sobie w myślach za to, że w dniu swoich występów zawsze ma na miejscu przygotowany strój właśnie na takie nieprzewidziane okazje.
Eh, pomyślał, i znów trzeba będzie kombinować, jak wyjść z z tego z twarzą, chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego wstydu... Co prawda często udawał przed innymi opanowanego, pewnego siebie artystę, jednak nie miał powodów ku temu, by okłamywać samego siebie.

Zawsze był tchórzem. najwyraźniej była to jedna z tych rzeczy, która pomimo przemiany nie uległa zmianie, i pozostało się tylko pogodzić z tym faktem, przynajmniej narazie. I pomyśleć, że kiedyś myślałem, iż gdy umrę, to pasmo nieustannej hańby ostatecznie się zakończy. No nic, zobaczmy w takim razie, jak tam moi fani sobie poradzili, przedstawienie musi trwać.
Wysilił się na uśmiech, poprawiając czarny kapelusz na głowie i wyszedł zza kontenera jednocześnie wystawiając ręce w przyjaznym geście mówiąc:

- Świetna robota panowie! Wszyscy cali?

W tym momencie przyjrzał się pozostałej trójce. Nie umknęły jego uwadze ślady po kulach.

- Oj, widzę, że było weselej, niż sądziłem. Nie martwcie się, wykonam później kilka telefonów i spróbuję ustalić, o co tutaj chodzi. Może nawet w garderobie znajdą się jakieś zapasowe ubrania dla was. - Mówiąc to, przyglądał się przez chwilę przestrzelonym i pobrudzonym ubraniom towarzyszy. Ktoś ma jakieś przypuszczenia, co tu właściwie zaszło?
Idąc w stronę pozostałych upewniam się, że zwróciłem na siebie ich uwagę i ponownie używam Prezencji, by choć częściowo zatrzeć tchórzostwo postaci.
OD MG: Silvio z sukcesem użył Prezencji 1 na waszej grupie. Czujecie sporą sympatię do Toreadora, proszę o odegranie tego w dialogach. Działanie mocy do końca sceny.
Spoiler!
Test użycia Prezencji 1 ST:7 = 3 sukcesy. Moc działa na wszystkich w grupie.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2016, 19:50 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 marca 2016, 20:02

Francuska Dzielnica, Mardi Gras

Bertrand zasklepił do końca ranę, podał wyjęty z niej pocisk Bradleyowi, po czym podszedł pośpiesznie do przejętego napaścią Silvia. Torreader sprawiał wrażenie szczerze zakłopotanego przebiegiem wydarzeń. Jego zmieszana mina wzbudziła w Tremere życzliwą sympatię - uczucie niezbyt często towarzyszące Spokrewnionemu po przemianie.

- To zwyczajny postrzał - oznajmił Nicholas machając ręką w taki sposób jakby ukąsił go komar - Ubranie zaś to tylko ubranie, nic więcej. Jak się czujesz, drogi Silvio? Czy coś ci zrobili?

Tremere nie rozumiał do końca ogromu swego zaaferowania osobą Silvia, ale koniec końców poddał się potrzebie niemal ludzkiej w swym natężeniu opiekuńczości. Torreader cudem wywinął się z poważnych kłopotów i doświadczenie owe mocno nim musiało wstrząsnąć, a Nicholas mógł nieszczęsnemu artyście jedynie współczuć.
Mam nadzieję, że sytuacja nie zmusi mnie do zaniesienia Silvia do "Zaćmienia" na rękach! :o

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 13 marca 2016, 21:48

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica - uliczka przy klubie Żądło, Mardi Gras - luty 1994

Zdetonowany pod nogami Nicholasa granat dymny wprawił Richarda w małe zaskoczenie - a więc mamy do czynienia z konkretnymi profesjonalistami. Po chwili cały zaułek zaczął wypełniać się gęstym całunem szarego dymu. W głowie Richarda obok zaskoczenia pojawiło się też małe uznanie dla działań blondyna. W swej pokrętnej logice Ventrue potrafił docenić dobrą robotę, która choć finalnie spieprzona, nosiła wszelkie znamiona dobrze zaplanowanej.

Z filozoficznych rozważań wyrwał go podwójny huk wystrzału i dosyć silne szarpnięcie lewej nogi. Nim zdążył pojawić się ból, usłyszał jeszcze stukot damskich butów przebiegających nieopodal w gęstym dymie.

- Son of a bitch - wysyczał przez zęby. Wraz z upływem kolejnych mililitrów drogocennej vitae, po jego nodze zaczął rozpływać się przeszywający ból. Zaskoczenie i okruchy strachu wymiotło z jego wnętrza szalejące tornado agresji. Czuł jak jego ukryta, drapieżna natura zaczęła dochodzić do głosu. Rozwieśmy jelita tych skurwysynów na okolicznych płotach, a bezdomne koty będą na nie srać i rzygać! Tak wyobrażam sobie nową dekorację do tego fucking Mardi Gras!

Richard weź się w garść - pomyślał i zgasił wewnętrzny płomień gniewu. Bestia wróciła do ciemnego sarkofagu w czeluściach psychiki wampira, zaś ból na powrót był głównym bodźcem wypełniającym jego percepcję. Nieco skołowany, siedząc na brudnej ulicy zebrał rozdygotane siły swojej woli i rozpoczął proces regeneracji rany. Czuł jak w magiczny sposób rana zaczyna się zasklepiać, zaś ból ustępować. Gdy już uleczył swą nogę, a dym nieco się przerzedził mógł dostrzec, że nieopodal niego znajduje się Nicholas, a po chwili z dymu wyłonił się Bradley pytając - Wszystko w porządku?

- Te bydło zniszczyło moje spodnie warte 300 papierów! - faktycznie, nogawka, nie dość że uwalana krwią, to wyglądała jakby ktoś odpalił wewnątrz niej sporą petardę.

- To musiały być czyjeś ghule. Postaram się dowiedzieć, co to za typki. Widziałeś Nick? Blondyn nawet oparł się Twojej sugestii... Albo tak właśnie by spieprzał... Albo właśnie zdominowałeś Silvio. Widać było od razu, że Degenerat wziął sobie bardzo do serca twoje słowa. Jeśli utrzymał tempo, to już pewnie opuścił Luizjanę... Zbierajmy się lepiej, zanim zjawi się NOPD. I nie wiem jak wy sami uważacie, ale chyba musicie zmienić garderobę z lekka, nawet obdarty Szczur pogardziłby teraz waszymi wdziankami, ni chyba, że w Haloween... - ciągnął dalej Westwood

Richard z aprobatą kiwał głową, niechętnie musząc przyznać, że szczur dobrze kombinował - racja, lets get out of here.

Po chwili do trójki bohaterów dołączył Silvio - Świetna robota panowie! Wszyscy cali?

Już miał krytycznie i w sposób pełen sarkazmu odnieść się do bullshitu wydobywającego się z ust Toreadora, gdy nagle jego uczucia zrobiły niespodziewany zwrot o 180 stopni. Damn, ten Silvio to jednak klawy gościu. Całkiem gruba akcja, a ten wychodzi z niej z klasą i nawet jego ubiór pozostał nienaganny. I jeszcze tak się o nas troszczy, dobrze mieć takiego kumpla. Richard podszedł do śpiewaka i poklepał go po ramieniu - najważniejsze, że ty jesteś cały.

Genlemen, nie możemy tego tak zostawić! - zwrócił się do wszystkich - Szczególnie, że chcieli uprowadzić naszego kochanego Silvio - rzekł Richard łapiąc Toreadora za policzek i dobrotliwie tarmosząc. Proponuję czym prędzej udać się do klubu Zaćmienie, tam się przegrupować i spróbować ustalić kto miał tak niemądry pomysł by na nas zapolować. Nie będziemy stać w tym pieprzonym zaułku i prowadzić kurtuazyjnych rozmów o tym co właśnie zaszło, jeżeli za moment mogą tu być gliny.

Zużywam 3 punkty krwi do wyleczenia obrażeń.
Uwadze Richarda nie umknęły też działania Bradleya, który sporo zyskał w jego oczach. Nie chciał jednak mówić o tym głośno, by nie osłabiać swojej pozycji.
Info dla MG:
Spoiler!
Próbuję przejąć dowodzenie nad grupą z Leadership (proszę o rzut)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 marca 2016, 22:24

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Westwood poczuł nagłe wyrzuty sumienia. Silvio oddalił się z miejsca zdarzenia, ale co przecież zrobił Bradley? Zniknął. Co prawda chciał ogłuszyć kierowce vana, ale nie zdążył tam dokuśtykać. Czy to było jakiekolwiek wytłumaczenie. Głupio się czuł, że naśmiewał się z Toradora, a tymczasem wcale nie był lepszy. Grunt, że nic nie stało się artyście.

Nosferatu kulejąc podszedł do Silvio i pogładził delikatnie ramię wampira dłonią:

- Dobrze, że jesteś cały Silvio. Chyba wszyscy się tu o Ciebie martwiliśmy...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 marca 2016, 22:48

Francuska Dzielnica, Mardi Gras

Nicholas zadrżał w duchu pod wpływem przemożnego wzburzenia, chociaż jednocześnie poczuł się nim również zaskoczony. Nachalne zachowanie Speara i Westwooda względem Bertone wydało mu się dziwnie nie na miejscu, zupełnie nie pasujące do całokształtu tej przykrej dla artysty sytuacji. Tremere nie rozumiał, dlaczego dwaj pozostali Kainici pozwalają sobie na tak oburzającą poufałość wobec Torreadora, na dodatek zupełnie niezasłużenie!

Targnięty irracjonalnym ukłuciem zazdrości, Bertrand wepchnął się w mało uprzejmy sposób pomiędzy Silvia i jego nadopiekuńczych przyjaciół, zrywając zupełnie niepotrzebny kontakt fizyczny Torreadora z parą pozostałych Kainitów.

Wykorzystując ich zaskoczenie objął Silvia ramieniem przytulając zalęknionego wampira do siebie, nie pragnąc niczego więcej od zapewnienia mu ochrony przed zakusami nieprzyjaznego świata.

- Już się tak nie spoufalajcie, dobrze? - sarknął bez cienia życzliwości, gładząc jednocześnie Bertone po włosach - Silvio potrzebuje chwili spokoju, nie obmacywania. Takie zachowanie jest nie na miejscu, zwłaszcza ze strony Nosferatu. Wstydu nie macie!
Co prawda dopiero zacząłem przygodę ze Światem Mroku, ale coraz bardziej mi się ten Wampir podoba, daję słowo! /EVILS/
Spoiler!
Uświadomiony przez MG, zmieniłem błędne personalia głaskanej ofiary - od tego zauroczenia wszystko mi się miesza, zaraz pewnie wszystkich zacznę głaskać! :o
Ostatnio zmieniony 13 marca 2016, 23:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 marca 2016, 23:31

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Woda z hydrantu zaczęła zalewać brudną alejkę, zmywając wszelkie ślady walki i rozbryzganą na chodniku krew. Grupa Spokrewnionych postanowiła udać się do klubu Zaćmienie. W końcu dalej posiadali zaproszenia, okolica zaś przestała wydawać się bezpieczna i przyjazna. Nikt nie chciał ryzykować, oddalając się od grupy w pojedynkę. Klub posiadał status Elizjum, a przesiadujący w nim członkowie Rodziny na pewno pomogliby neonantom w potrzebie. Nosferatu jako pierwszy wyszedł przed grupę sprawdzając, czy nikt na nich nie poluje. Upewniwszy się, że nie ma zagrożenia dał znak ręką pozostałym, że droga jest wolna. Pospiesznym krokiem ruszyli w kierunku Burbon Street.

By dotrzeć do celu, nie potrzebowali więcej, niż pięciu minut. Kilka razy przecisnęli się przez kolejne grupy bawiących się ludzi, podejrzliwie patrząc na każdą twarz i zachowanie bliżej stojących osób. Nikt ich nie zaczepiał, a sama droga minęła spokojnie i bez dodatkowych przygód. W końcu stanęli przed wejściem do budynku. Klub znajdował się na górnych piętrach. Poniżej znajdowała się sieć sklepów oraz lokal dla śmiertelników, o nazwie Burbon Street. Aby dostać się do wejścia należało skierować się do środkowej części budynku i zacząć wchodzić na górę krętymi schodami, które prowadziły do małego opuszczonego przedsionka oraz białych drewnianych drzwi.

Każdy z Spokrewnionych wiedział, że Zaćmienie jest małym, kameralnym miejscem służącym przede wszystkim do rozmów, załatwiania swoich interesów i małych występów lokalnych artystów. Dlatego też w okolicy nie można było znaleźć szyldu, czy innych znaków, które mogłyby skierować niepowołane osoby w to tajemne miejsce spotkań Nieumarłych. Przychodzili tutaj nie tylko członkowie Rodziny, a także Ghule, którzy potrzebowali zaszyć się przed otaczającym światem. Każdy człowiek, który przypadkiem dostał się do tego miejsca był informowany, że znajduje się w części prywatnej i skutecznie przekonywany o konieczności natychmiastowego opuszczenia przybytku. Wszelkie prawa Elizjum obowiązywały w lokalu, z głównym naciskiem na zasadę braku użycia przemocy fizycznej. Nie tolerowano także rozwiązywania konfliktów między osobami lub grupami. Ci którzy nie przestrzegali prostych zasad tracili możliwość wchodzenia na teren na rok lub dłużej, w zależności od powagi uchybień.

Przekraczając drzwi, ujrzeli, że klub podzielony był na dwie części. W pierwszej otoczony kilkoma stołkami barowymi, znajdował się stół bilardowy, nad którym wisiała niewielka świetlówka. Po drugiej stronie, w samym rogu stał 26 calowy kolorowy telewizor. Ekran aktualnie był wyłączony i odbijał wnętrze baru, niczym ciemne zwierciadło. Pośrodku ustawione zostało kilka drewnianych stołów do gry w karty, wraz z otaczającymi je prostymi krzesłami. Po lewej znajdował się mały barek, zgrabnie wkomponowany w niewielką wnękę.

Druga część baru, stanowiła pewną opozycję do "sekcji dla graczy", sprawiając wrażenie, jakby czas zatrzymał się tutaj dawno. Wystrój przywodził na myśl klub dla gentlemanów z roku 1920. Idealne miejsce do rozmów oraz czytania, umeblowane w bardzo eleganckim stylu. Na środku znajdowała się luksusowa skórzana kanapa otoczona mniejszymi stolikami z drewna w kolorze wiśni. Wśród nich stał także piękny, szklany i ręcznie ozdabiany stolik na kawę. Na meblach leżały aktualne egzemplarze najważniejszych czasopism i gazet jakimi żyła Ameryka: Forbes, Time, Fortune, The New York Times, USA Today i The Wall Street Journal. Pod ścianą stały ciemnobrązowe krzesła z sporym oparciem oraz stoliki, bliźniaczo podobne do tych, które znajdowały się przy głównej kanapie. Prawie na każdym stoliku stała mała lampka służąca do przyjemnego czytania. Na dwóch ścianach wisiały dwie ciężkie dębowe półki, na których stały największe klasyki literatury.

Ściana za którą znajdowała się ulica Burbon posiadała dwa francuskie okna, prowadzące na balkon, z którego można było obserwować całą okolicę. W centralnej części Elizjum mieściła się także mała scena.

Gdy Kainici weszli do klubu odkryli, że w środku było cicho. Jedynie muzyka jazzowa oraz odgłosy bawiących się ludzi, dobiegały z ulicy przez otwarte wejścia na balon. Wewnątrz znajdowało się trzech kainitów. Członkowie klanu Tremere Nigel Porter i Regent Sebastian Walcott siedzieli razem przy jednym stole grając w karty. Brujah Jake Almerson jak tylko zobaczył gości, natychmiast poderwał się z krzesła i podbiegł do wchodzących.

- Co się wam stało? Potrzebujecie pomocy? - Krzykacz wydawał się szczerze przejęty stanem, w jakim ujrzał wchodzących gości. Jego spojrzenie przeskakiwało z ich twarzy ku ciemnym plamom krwi i dziurom po kulach, wciąż widocznych na ich ubraniach.

Postacie:
Na górze Jake Almerson, niżej, po lewej: Nigel Porter, po prawej: Sebastian Walcott

[center]Obrazek
Obrazek Obrazek[/center]
Moc Prezencji Toreadora przestała działać.
Ostatnio zmieniony 14 marca 2016, 00:22 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 marca 2016, 23:52

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Nicholas drgnął usłyszawszy okrzyk Almersona, potrząsnął głową niczym zauroczony człowiek odzyskujący władzę nad swoim rozsądkiem. Na jego twarzy pojawił się wyraz szczerego skonfundowania - jakby Tremere dopiero teraz zorientował się, że cały czas prowadza za rękę Silvia Bertone. Puszczając dłoń Torreadora Bertrand odsunął się od artysty na kilka kroków, próbując jednocześnie przypomnieć sobie spowite dziwną mgłą powody tak troskliwego zachowania.

- Zostaliśmy napadnięci w drodze do klubu - oznajmił machając jednocześnie ręką w stronę Walcotta i Portera - Bynajmniej nie przez przypadkowych kryminalistów. To byli śmiertelni. Wiedzieli, z kim zadzierają. Nie przeszkadzaliśmy im w ucieczce, rzecz jasna wyłącznie przez wzgląd na prawa Maskarady. Na ulicach pełno ludzi, ryzyko dekonspiracji było naprawdę wysokie.
Pora usiąść i ochłonąć...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 marca 2016, 15:24

Nowy Orlean, Francuska Dzielnica, Mardi Gras - luty 1994

Cała grupa szła spokojnie do klubu. Bradley rozważał nawet objęcie Nicka i Ricka mocą maski, ale zważywszy, że nikt nie zwracał uwagę na czwórke mężczyzn, porzucił plan. Rozterki nadal jednak targały Nosferatu.

- Mogłem poprowadzić Silvio kanałami, tam byłby bezpieczny, nie musiałby się bać. Tylko pewnie upapraliby się wszyscy gównem. Ciekawe czy Silvio zgodziłby się na taką podróż? W końcu to w trosce o niego powziąłbym takie środki. W sumie to jakby ominąć główną magistralę i iść kanałem pomocniczym, to nawet nie trzeba by się daleko czołgać. Gra warta świeczki...

Rozmyślania Westwooda przerwało dostrzeżenie szyldu Zaćmienia. Nagle zdał sobie sprawę, że Toreador niecnie zabawił się ich kosztem:

- Cholera, użył na nas Prezencji! Wszyscy się nabraliśmy na tanią sztuczkę. Następnym razem siłą zaciągnę cwaniaka do kanałów w największy ściek!

Weszli do środka, gdzie rozpoznał trzech kainitów. Rick zaczął tłumaczyć co zaszło, a Bradley zaciekawiony choć nieco rozczarowany rozejrzał się po wnętrzu lokalu w którym nigdy dotąd nie był, gdyż Nosferatu omijali go szerokim łukiem.

- Miałem nadzieję na jakieś disko, tańce te sprawy, a tu taka trochę lipa dla nudziarzy. Wystroiłem się jak na ostrą potańcówę, a będę chyba tylko sączył burbona. Twilight... Myślałem, że to od ostrych jazd ma się tu zaćmienie, a tymczasem twilight okazuje się twatlight'em

Westwood uśmiechnął się mimowolnie, bo Twilight brzmiał nieźle jako tytuł gównianej, cieknącej mrokiem sagi dla młodzieży. Oczywiście o wampirach w high school.
Nosferek jest lekko wnerwiony za manipulację toreadora i trochę rozczarowany klubem, bo spodziewał się imprezy. Jest tu jakiś komputer, który Bradley mógłby użyć do włamania się do stosownych organów i sprawdzenia danych wozu?

ODPOWIEDZ