[center]
Calli, Wieczór, 13 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Ostatnie promienie zachodzącego za górami słońca musnęły pokryte zielenią drzew dachy budynków. Ptactwo wzlatywało wysoko w niebo, aby skryć się w cieniu któregoś z licznych ogrodów. Ulice miasta tętniły zaś nieprzerwanie życiem. Ruch, dźwięki najróżniejszych instrumentów wzbierały na sile. Z licznych domostw słychać było radosne śmiechy oraz śpiew. Śpiewano pieśni radości, pieśni na cześć nowo narodzonego dziecka, przyszłego władcy Calli.
Khem Lateef Mibampes wyszedł na zewnątrz. Lekki wiatr ze wschodu przynosił ochłodę po spiekocie całego dnia, wypełnionego wręcz po brzegi muzyką i radością wszystkich Lenja'kare zamieszkujących to położone u podnóża wulkanu miasto. Jego płuca chłonęły przyjemnie orzeźwiające powietrze zbliżającego się wieczoru. Na wschodzie niebo wyraźnie barwiło się już fioletem nocy. Nadszedł czas wizyty w pałacu Jaśniejącego. Do płóciennej, białej tuniki w AjArdzkim stylu miał przypięte pióro jakiegoś nieznanego mu gatunku ptaka, bardzo rzadkiego na Lenji i cenionego na dworach szlacheckich. Był to swoisty znak, dzięki któremu mógł przestąpić progi domu oroni An'harata. Przyspieszył kroku. Minął dźwięczący muzyką sarangi i lutni dom Salima Waz'zahira, jednego z najbogatszych, najbardziej wpływowych rodaków zamieszkujących Calli. Po pewnym czasie jego oczom ukazała się brama rezydencji patrona. Widział wchodzące przez nią pary zacnych Aruan, przybranych w odświętne stroje z długich, znaczonych czarnymi prążkami piór. Przed pokaźnymi odrzwiami stali strażnicy z kasty Tiba. Ukazał im zaproszenie jak i długie, szkarłatne pióro. Po chwili znalazł się już na wypełnionym najróżniejszymi roślinami dziedzińcu pałacu.
W tym samym czasie do pałacu zdążał Ah-saa-brax. Przedzierał się przez gromadę wąskich uliczek Dzielnicy Siwja, obierając jak najkrótszą drogę do rezydencji położonej w północno-zachodniej części miasta. Pióro Quithila zdobiło jego koszulę o elfim kroju. Miało być ono przepustką do wejścia na dwór królewskiego doradcy. Pierwszy raz będzie gościł na tak wystawnej uczcie u dostojnego oroni. Postarał się więc, aby maska skrywająca jego prawdziwą naturę, była więc jak najbardziej wiarygodna i dopasowana. Zmierzał do południowych wrót pałacu. Było to wejście przeznaczone dla wszystkich tych, w których żyłach nie płynęła szlachecka krew. Dołączył do niewielkiej grupy muzyków wnoszących swoje nieraz pokaźne instrumenty. Pokazał zaproszenie. Podążając za grupką innych artystów, znalazł się na niewielkim placu. Nie upłynęło wiele czasu, a z pałacu wyszedł młody siwja, wprowadzając trupę do świata kunsztu i szlacheckiej ogłady.
MezXtli opuścił przestronne komnaty swej rezydencji. Na okazję uczty na cześć następcy tronu, jego ciało oblekała kilkuwarstwowa szata w kolorze zamglonego nieba i równie jasnego fioletu. Jego pierś zdobił okazały selenit oprawiony w delikatną ramkę ze srebra. W miedzianą obręcz na ramieniu wsunął otrzymane pióro - symboliczne zaproszenie jak i barwny dodatek do dobranych ze smakiem elementów stroju. Nie wiele czasu zajęło mu dotarcie do pilnie strzeżonych bram pałacu. Przed nimi spotkał Zyanyę - młodą hierodulę, którą widywał czasem w zacienionych komnatach świątyni Pani Wiedzy i Zrozumienia. Teraz tak jak on, poszukującą najmniejszych choćby informacji odnośnie zaginionych notatek. Wymienił z nią powitalne gesty - skłonił się lekko acz elegancko, na co kobieta dygnęła z gracją, pozdrawiając maga w imieniu Bogini. Oboje ukazali swoje zaproszenia i ich ptasie symbole, po czym przeszli przez wschodnią bramę.
Ehecatlem skończył służbę. Wszyscy zamierzali świętować, a największa uczta miała się odbyć w głębi pałacu władcy. Młodzieniec jednak nie lekceważył słów starszego brata, o tak ważnej pozycji w radzie wpływającej na losy całego miasta. Jego lśniąca złotymi piórami zbroja była idealnym ubiorem również na tą okoliczność. Świadczyła bowiem o istocie przydzielonej mu funkcji, która była w końcu niemałym zaszczytem.
[center]***[/center]
[center]

[/center]
Pałac był iście ogromny. Wzniesiony bezpośrednio z ściany skalnej rozpościerał swe eleganckie komnaty mnogością barw, zapachów oraz dostarczonych z dżungli, niesamowitych roślin. Goście przechodzili korytarzami pokrytymi najbardziej miękkimi, sprowadzonymi z AjArd dywanami. Powietrze zaś wypełniał wszechobecny zapach delikatnych kadzideł. Służba prowadziła zaproszonych do położonej w samym centrum pałacu komnaty, do której prowadziło czworo szerokich drzwi przesłoniętych zasłonami z granatowych jedwabi. Wnętrze rozległego, prostokątnego pomieszczenia robiło nieprawdopodobne wrażenie. Na środku wznosiła się rzeźbiona kolumna, porośnięta niemalże całkowicie ognistym kwieciem liliowców Xaihtara. Dookoła niej wznosiło się zaś podium przeznaczone do pokazów. Otaczał je ułożony w podkowę niski, lecz nieprawdopodobnie długi stół z inkrustowanego złotem mahoniu. W jego środkowa część przeznaczona była wyraźnie dla najlepiej urodzonych i najbardziej wpływowych obywateli miasta. Przyozdobieni szeleszczącymi przy każdym ruchu piórami, pokryci misternie wykonanymi wzorami na skórze oraz kosztowną biżuteria, czekali na rozpoczęcie uczty. Każdy zacniejszy gość był odpowiednio wcześniej wprowadzany do komnaty, czemu towarzyszyło przedstawienie oraz wymiana tytułów i pełnionych funkcji.
[center]

[/center]
Gdy służba zapowiedziała przybycie Ehecatlema, został on poprowadzony do miejsca za raz po prawicy oroni Ahtactl Maxcaill An'harata. Każdemu przydzielone było jego własne, odpowiednie do statusu miejsce. MezXtli dołączył do części przeznaczonej dla nielicznych członków kasty Alinur, w pobliżu znalazła się również Zyanya prowadzona przez powabną młódkę z kasty siwja. Służący, który na tę noc miał towarzyszyć AjArdzkiemu alchemikowi, zaprowadził go do części po prawej stronie, gdzie zbierali się również bardziej majętni kupcy, rodacy Khema Lateefa Mibampesa. Gdy każdy z pośród lepiej urodzonych znalazł się w komnacie. Służący wprowadził do niej również grupę muzyków. Przydzielone zostało im miejsce na samym końcu długiego stołu, po zachodniej stronie pomieszczenia.
[center]

[/center]
Oczekiwano z niecierpliwością przemówienia pana domu. Jego sylwetka mimo podestu, na którym znajdowało się miejsce przeznaczone dla oroni, górowała nad innymi, otaczającymi go Aruan. Jego diadem lśnił złotem i intensywnością turkusowo granatowych piór. Muskularne ciało pokrywała zaś szata w odcieniu głębokiego szmaragdu - barwy charakterystycznej dla rodu An'harat. Gestem przyozdobionej w liczne pierścienie dłoni nakazał ciszę. Ozwał się niskim, niemal tubalnym głosem:
- Witajcie w moim domu. Zostaliście tutaj zaproszeni, aby uczcić niepowtarzalną okazję. Ilekroć czekaliśmy na ten wspaniały dzień, modląc się, prosząc o łaskę Mechit-Urtia. Nasze prośby zostały wysłuchane, a królowa powiła dziedzica. Niechaj oko Holis zawsze ma nad nią pieczę! Attax'ah karaini! - Zgromadzeni jednym głosem powtórzyli słowa pana domu - Attax'ah karaini - Niech tak się stanie!
- Błogosławione łono, które wydało na świat przyszłego władcę Calli. Niech siła Naszego Ojca wypełni go i zawsze będzie przy nim. Tad Aixamui! - z gardeł zebranych kobiet i mężczyzn rozniosło się niczym echo - Tad Aixamui - Niech żyje!
- Pochwalona niech będzie siła i mądrość Aru Ari - Pana Panów, Oświetlającego swój lud, Słonecznego Żaru spopielającego wrogów, Ostrza Włóczni torującego drogę do zwycięstwa, Dawcy pożywienia i wszelkich dóbr. To z jego łaski możemy dzisiaj pić i jeść wyborne potrawy. To za jego sprawą Calli stawiło opór wszelkim przeciwnościom. Tad Aixamui Colute'Hool! - biesiadnicy powtórzyli - Tad Aixamui Colute'Hool!
- A teraz spocznijcie! - tymi słowami oroni zajął honorowe miejsce przy głównym stole. Później zasiedli również dostojni przedstawiciele najznamienitszych rodów Aruan, nieliczni Alinur, a następnie wszyscy inni zaproszeni. Pan domu niewielkim gestem dłoni dał znać służbie.
Po chwili olbrzymia sala wypełniła się zapachem świeżych kwiatów i cytrusów. Każdy z zaproszonych gości otrzymał okrągłą srebrną tacę, na której lśniła niewielka miska wypełniona wodą i sokiem z cytryny, równie srebrna obręcz, a za nią zatknięty kwiat o mięsistym kielichu barwy głębokiej purpury, obok zaś leżał kawałek delikatnego, białego jedwabiu oraz niewielki korzeń cynamonu. Po tym jak zebrani przemyli swoje dłonie w pachnącej cytryną wodzie oraz nasączyli swe usta nektarem świeżego kwiatu, służba zabrała srebrne tace wnosząc kolejno odpowiednie potrawy. Każda z nich miała swoją określoną kolejność, przydzieloną do niej odpowiednią zastawę. Na stole pojawiły się wielkie wazy z niemal wrzącym jeszcze kremem z korzeni czarnomiostu gwieździstego doprawionym sproszkowanym goździkiem, błękitnoskóre ptaki aat'luu faszerowane owocami granatu, orzechami nerkowca i różnymi innymi bakaliami. W sporych, głębokich wazach czaiły się natomiast inne smakołyki - sałatka z owocami ghelu doprawionymi słodkawą krwią węża xaidriqu, wymieszanymi z kawałeczkami pomarańczy i białego miąszu rambutanów. Obok ustawiono tacę z chrupiącymi i niesamowicie gorącymi modliszkami dandella, obtoczonymi w migdałowych płatkach i ziarnach sezamu, skropionymi nutką soku z guawy. Honorowe miejsce zajmowała platera z Aromatyczną Niespodzianką - olbrzymim kwiatem chuqualli o mięsistych, intensywnie różowych płatkach. Pośród nich skrywał się najrzadszy i najbardziej luksusowy przysmak - miękkie, nasączone różaną wodą jaja ghizzuaria - największego spotykanego motyla, którego skryte w ziemi larwy przepoczwarzają się dopiero po cyklu dwudziestu ośmiu lat. Zza przejrzystej skorupki można było dostrzec poruszającego się delikatnie, zwiniętego turkusowego robaka, którego smak przywodził na myśl odległe, niedostępne dla samotnych wędrowców rejony dżungli Orefun. Do czar wlewano gęste, doprawione gniewką ognistoskórą kakao, a zdobne w sceny z życia dworu kielichy napełniły się złotym winem, przywiezionym z odległych miast AjArd. Gdy przepyszne jedzenie pojawiło się na stole i zagościło na talerzach gości, władca nakazał ciszę:
- Za nim rozpocznie się uczta, pozwólmy wpierw nasycić się naszemu duchowi. Wysłuchajmy pieśni na cześć naszego przyszłego władcy. - skinął lekko w stronę krańca stołu przeznaczonego dla muzyków. Podniosła się młoda niewiasta, znana jako Eualia Thamais. Ah-saa-brax znał ją jednak pod innym imieniem i wiedział również, że pod bielą skóry Xan-saah-mah kryją się granatowo-błękitne łuski tworzące rozległe, piękne wzory. Kobieta wkroczyła na podium, kłaniając się nisko przed panem domu. Pozdrowiła szlachetnego oroni i delikatnie szarpnęła struny winy. Pierwsze nuty podniosłej, ale subtelnej pieśni rozniosły się echem w ciszy wypełniającej pierwiej komnatę...
W momencie jak tylko wasze postacie wchodzą do jadalni szlachcica, wykonuję dla nich test Etykieta + Charyzma.
Khem: Szlacheckie urodzenie i doskonałą znajomość zawikłanych niuansów AjArdzkiej etykiety, pozwala mu równie dobrze zrozumieć normy postępowania na dworze Lenja'kare. Radzi sobie znakomicie (3 przebicia), a jego status rośnie o 4.
Zyanya: Dobra znajomość zasad etykiety pozwala jej odnaleźć się na dworze szlachcica. Nie wyróżnia się w tym jednak od większości zaproszonych osób (1 przebicie). Status rośnie o 2.
Paladyn: Ehecatlem jako brat oroni, nie raz bywał na wielkich ucztach, więc wie jak się zachować. Przez zmęczenie nie zabłyśnie jednakże w towarzystwie (marginalny sukces), które i tak go już dobrze zna. Status rośnie tylko o jeden.
Ah-saa-brax: jest dobrym obserwatorem i szybko się uczy. Podpatruje dostojnych i ich maniery i dostosowuje się do otoczenia. Nie wybija się jednak ponad innych uczestników biesiady (z resztą sam raczej stara się nie wyróżniać); 1 przebicie, status rośnie o 2.
MezXtli: niestety Mag najwyraźniej nie spał zbyt dobrze i nie jest zbyt elokwentny ni wyszukanie szarmancki w tym co robi. Nie popełni jednak żadnego błędu, przez który mógłby stracić w oczach innych (brak sukcesu - status bez zmian).
Uczta się rozpoczęła! Możecie działać.