Panowie. Kiedy zaczynałem wraz z innymi graczami przygotowania do sesji TTA, każdy z nas napisał w wątku technicznym niezobowiązującą fabularkę przedstawiającą swego bohatera w konfrontacji z wyzwaniami dnia powszedniego. Myślę, że to był fajny pomysł i chciałbym Was zachęcić do stworzenia takiej fabularki dla bohaterów z Koronapanu. Poniżej skrobnąłem coś własnego na dobry początek.
Zbrojownia osady zbudowana została z ciężkich metalowych płyt przynitowanych do czworokątnej stalowej ramy. Surowce użyte do jej wzniesienia pochodziły z porośniętych gęstym świerkowym lasem ruin siedliska Minionych Czasów, na obrzeżach którego rozsiadł się Koronopan. Rdza pokrywała zewnętrzną część ścian i dachu intensywnie rudą barwą, ale Markus pewien był, że wytrzyma jeszcze kilka lat, zanim część elementów trzeba będzie wymienić na nowe. Umieszczone na metalowej prowadnicy drzwi przesuwały się z pewnym trudem, co mężczyzna odnotował skrupulatnie w pamięci. Bayern Werk miał dość pracy na cały dzień, ale natłuszczenie skorodowanych rolek na prowadnicy nie powinno mu było zająć zbyt wiele czasu.
Zadowolony z wyników inspekcji, Markus oparł się plecami o zamknięte drzwi zbrojowni i wyciągnął z kieszonki skórzanej kurtki własnoręcznie wykonanego tytoniowego skręta. Sprężynowa zapalniczka szczęknęła cicho kilka razy, póki nie zamigotała jasnym płomykiem. Zaciągając się głęboko aromatycznym dymem Borkanin zaczął wodzić spojrzeniem po rozrzuconych wokół drewnianych chatkach, z których kominów unosiły się w pogodne niebo snopy dymu. Większość ludzi pracowała na poletkach i w warzywnikach, niektórzy rąbali przyniesione z lasu drewno, inni próbowali naprawić pod przewodnictwem Bayerna własnej roboty młóckarnię do żyta. Głosy rozmów i nawoływania mieszały się ze śmiechem plewiących grządki dzieci, niecierpliwie czekających na sygnał wieszczący koniec znojnej pracy. Kukurydza dojrzewała ciesząc oczy pełnymi kolbami, konkurowała ich żółtą barwą z pomarańczowym kolorem gotowych do zebrania dyń.
Uprawy obrodziły tego sezonu nad wyraz obficie, co dobrze wieściło na długie zimowe miesiące. Markus nie sądził, by Koronopan stać było na sprzedanie sąsiednim osadom ewentualnych nadwyżek zbiorów, ale nie wątpił, że tutejsza społeczność zdoła się najbliższej zimy wyżywić. Niezależność od Pasiecznika, Zielonej Groty i Klanu Liszaja była podstawą samostanowienia Koronapanu, chociaż Markus doświadczył już kilkakrotnie prób zdominowania osady przez ekspansywnie nastawionych sąsiadów. Wiedział też, że z głębi puszczy Koronapan obserwowały ciekawskie ludzkie oczy osadzone w pokrytych tatuażami groźnych twarzach ludzi lasu. Niewielkie puszczańskie klany przemierzały okolice osady w rytmie pór roku, ale ograniczały kontakty z osadnikami do kradzieży plonów wprost z warzyników bądź łapania kręcących się poza zagrodami kur.
Dopóki żaden z dzikich nie próbował wyrządzić mieszkańcom Koronapanu krzywdy, Markus tolerował te incydenty uznając je za element zwyczajnego życia. Miał kiedyś sposobność do obejrzenia miasteczka, przez które przetoczył się kroczący po wojennej ścieżce klan i wspomnienia tamtego miejsca czasami wciąż budziły go w środku nocy ze snu. Było to doświadczenie, którego zamierzał oszczędzić blisko setce ludzi zamieszkujących Koronapan.
- Dragan i Juran jeszcze nie wrócili? - zza rogu zbrojowni wychynął Nikodemus, zmierzający zgodnie z rozkładem wart na jedną z czterech narożnych wież obserwacyjnych osady. Młody wychowanek Richtera był nierozłączny ze swoim odziedziczonym po zmarłym mentorze kapeluszem, ale ciężki skórzany płaszcz zostawił w domku przez wzgląd na ciepło słonecznego dnia. Markus potrząsnął w odpowiedzi głową, strzepnął na ziemię popiół nadpalonego skręta.
- Mieli zahaczyć o dziką pasiekę za strumieniem - odpowiedział wzruszając ramionami - Spóźnią się jak zwykle. Nie sądzę, by Eleni była z tego powodu nieszczęśliwa.
Poważny na co dzień Nikodemus pozwolił sobie na przelotny uśmiech, kiedy jego spojrzenie zatrzymało się na ładnej ciemnowłosej dziewczynie piorącej coś w metalowym wiedrze na krańcu uliczki. Przerywając co jakiś czas męczącą czynność, wymieniała żartobliwe docinki z nadzorującym naprawę młóckarni Bayernem udając, że nie dostrzega jego wymownych spojrzeń.
- Za krótko ją trzymają - skomentował młody konstabl - I tak nie upilnują, tylko narobią jakiegoś kłopotu. Ale nie martw się, mam na nich oko.
Markus Stern to dobrze się trzymający pięćdziesięciolatek sprawujący nad Koronapanem nieformalną pieczę. Mieszkańcy słuchają go, ponieważ nie jest głupi, wręcz przeciwnie - dba o osadę i dysponuje szeroką wiedzą w wielu dziedzinach, od sztuki medycznej po uprawę roli. Dorzucę jeszcze później kilka wstawek opisujących różne aspekty życia w tej społeczności. W międzyczasie możecie napisać coś swojego, nie krępujcie się.