Strona 2 z 42

: 01 czerwca 2016, 17:02
autor: Keth
[center]Okolice Koronapanu[/center]
Ludzka postać leżała w głębokim cieniu rzucanym przez listowie okolicznych drzew, splatających wzajemnie swe rozłożyste korony. Ubrana była w podniszczone podróżne odzienie i tkwiła w niewygodnej pozycji na lewym biodrze, toteż w pierwszej chwili obaj bracia nie mieli pojęcia, na kogo właściwie spoglądają z wysokości ostrożnie rozgarniętych rękami paproci. Okazała się pociętą głębokimi zmarszczkami starą kobietą dopiero wówczas, kiedy tknięta jakimś przeczuciem odwróciła głowę w ich stronę.

Musiała wpaść w żelazne szczęki co najmniej dzień wcześniej, bo jej prawa łydka pokryta była niemal czarną zakrzepłą krwią, a opuchlizna wokół wbitych w mięśnie zębów pułapki przybrała zatrważających rozmiarów. Gnana zrozumiałą desperacją, w jakiś sposób zdołała uwolnić się od trzymającego zatrzask w miejscu łańcucha, ale z samymi szczękami już sobie nie poradziła, zbyt osłabiona podeszłym wiekiem i niedożywieniem.

Widząc dwóch nieznajomych przymknęła w pierwszej chwili oczy, być może sądząc, że padła ofiarą złudzenia spowodowanego utratą krwi albo brakiem wody. Kiedy po kilku sekundach otworzyła je ponownie, na jej pomarszczonej twarzy pojawił się cień zrozumienia.

Wyciągnąwszy przed siebie rękę wycharczała coś przez kompletnie wyschnięte gardło, przebierając w powietrzu wycelowanymi w myśliwych szponiastymi palcami.
W Waszą pułapkę na dziki wpadła zupełnie nieoczekiwana zdobycz! Jakaś obca kobieta, na oko koło sześćdziesiątki, bardzo zaniedbana. Sprawia opłakane wrażenie i ewidentnie cierpi. Chociaż próbuje coś powiedzieć, nie potrafi wykrztusić żadnego zrozumiałego dźwięku.

: 01 czerwca 2016, 17:23
autor: Keth
[center]Centrum Koronapanu[/center]
Gerard przemknął przez placyk pomiędzy domostwem rodziców i niszczejącą bezpańską chatą, w której przed swym nieszczęśliwym wypadkiem mieszkał samotny pollański myśliwy o imieniu Pankracy. Podniesione ludzkie głosy wciąż wibrowały w powietrzu i anabaptysta w mig pojął, że coś stało się z ustawioną pośrodku osady machiną do młócenia żyta. Gnając w tamtą stronę omal nie zderzył się ze Stowidem, w ostatniej chwili odskoczył w bok pomiędzy gęste pokrzywy i zasyczał pod wpływem ich piekącego dotyku.

- Uważaj, gdzie nogi stawiasz! - wyrzucił z siebie złośliwym tonem Gerard - Jeszcze bym ci kulasa przetrącił!

Młody brat Aspiryny zmierzył łajającego go Gerarda na poły rozzłoszczącym, na poły pełnym politowania spojrzeniem, prychnął niczym rozdrażniony żbik, a potem przyśpieszył kroku biegnąc ku dostrzegalnemu już w wylocie uliczki zgromadzeniu podekscytowanych czymś osadników.
Dla celów ewentualnej konwersacji przyjmijcie, że w efekcie powyższego wpisu przy zepsutej machinie znajdą się następujący członkowie drużyny: Bayer Werk, Gerard i Stowid. Jeśli chcecie przygotować następne wrzutki, mogą się rozgrywać już w docelowej lokacji. Pamiętajcie, że nikt z Was jeszcze nic nie wie na temat tajemniczego włamania do spiżarni Koronapanu.

: 01 czerwca 2016, 19:09
autor: el009
[center]Centrum Koronapanu[/center]

Sicher, sicher. - mruknął wyraźnie urażony Bayer któremu nadal dzwoniło w uszach od donośnego huku - Wszystko w zeszłym sprawdziłem i nasmarowałem, było ganz fertig. Jak mi jakieś smarki piasku w tryby nasypały to im nogi z dup powyrywam...

Wyraźnie zdenerwowany Werk uniósł pokrywę i zajrzał do wnętrza wiekowego mechanizmu. Przeczucie mówiło mu, że dziś nic już nie wymłócą. Miał tylko nadzieję, że nie zabraknie mu części zamiennych.
Biorąc pod uwagę włam do magazynu jestem przekonany, że był to akt sabotażu.
Bayer jednak jeszcze o tym nie wie więc spodziewa się bardziej "naturalnych" przyczyn awarii. Rzuć kostkami mistrzu, zobaczymy czy coś z tego będzie czy umarło na wieki.

: 01 czerwca 2016, 21:22
autor: dretch
Rudzielec przemknął przez zbiór gapiów tylko pobieżnie się rozglądając. Nie sposób było nie zauważyć co się stało z maszyną. Kilka jej kawałków leżało niedaleko. Gerard porozglądał się czy nikt nie jest ranny. Jednak ani nikt nie krzyczał, czy wył z bólu ani nie wołał pomocy.
Widząc Werka majstrującego coś przy urwanej części maszyny, podniósł jedną cześć maszyny i powoli podszedł do mechanika dodał szybko -

Młockarnia już kaputt?
Jeżeli w krótkiej rozmowę Werk powie coś więcej o maszynie Gerard będzie chciał zrozumieć przyczynę "usterki" - być może wpadnie na jakiś błyskotliwy pomysł i pomoże "bratu" z wioski. Poturlałbym kostki INT+SCI ;)

: 01 czerwca 2016, 21:39
autor: Keth
[center]Centrum Koronapanu[/center]
Bayer czuł narastającą wściekłość, chociaż po prawdzie nie miał pojęcia, na kogo się złościł. Markus zapewne nie miał niczego złego na myśli, a mimo to mechanik odebrał jego pytanie jako przejaw złośliwości i powątpiewania w jego kompetencje.

- Cofnij się, bo ci znowu kicha blutnie! - warknął w mało wyszukany sposób pod adresem uczynnego Gerarda, po czym wsadził głowę do wnętrza uszkodzonej machiny. Zgromadzeni wokół osadnicy rozmawiali między sobą z przejęciem, niezbyt chętnie rozważając wariant z ręcznym młóceniem żyta.

- A to co za kurewskie Scheisse?! - Werk skończył prezentować zebranym swe ukryte pod pocerowanymi spodniami pośladki, wychynął z wnętrza urządzenia ściskając w dłoniach niewielką, ale masywną żelazną rurkę.

- Coś się urwało? - podpowiedział Markus, ale mechanik natychmiast zaprzeczył ruchem głowy.

- To nie element młockarni - oznajmił potrząsając rurką - Nigdy takiej części nie montowałem. Nie wiem, kto ją tu mógł wsadzić. Wy wiecie?

Rozjuszone spojrzenie Bayera omiotło zaprzeczających szczerze ziomków.
Odpowiedni rzut to AGI (5)+Crafting (4). W sumie 9k6 przeciwko poziomowi trudności 2 (bo Bayer zna tę machinę, sam ją wiele razy modyfikował). Rzucam uzyskując wyniki: 2, 6, 1, 2, 5, 1, 2, 5, 6. Cztery sukcesy (w tym dwa triggery), pięć porażek. Próg trudności przebity, problem zidentyfikowany!

: 02 czerwca 2016, 07:04
autor: Waylander
Czyli Snowid/Wegland był w magazynie żywności czy nie Mistrzu? Jeśli tak to poodchodzę jak najszybciej do Markusa i po cichu informuje go o kradzieży i proszę o ludzi do pomocy w pościgu za złodziejami.

: 02 czerwca 2016, 10:09
autor: el009
[center]Centrum Koronapanu[/center]

- Jak się dowiem który dummkopf wsadził to gówno w tryby, to wepchnę mu tą rurkę tak głęboko w dupę, że mu zęby wybije. - warknął Werk wymachując podrdzewiałym kawałkiem rury - Scheisse, idźcie po cepy albo szukajcie tego arschloh, mnie to bez różnicy. Muszę teraz naprawić ten złom, będzie gotowe jak skończę.

Bayer określił termin zakończenia remontu z precyzją właściwą wszystkim mechanikom. Nie wiedział jakie spustoszenie w mechanizmach poczynił kawałek żelastwa ani tym bardziej skąd weźmie części zamienne. Mogło to zająć godzinę, dzień lub miesiąc. Wciąż czerwony z wściekłości zaczął zbierać rozrzucone po okolicy fragmenty maszyny.

- Jak tu ma być entwicklung i dobrobyt, jak ci zacofani chłopi sabotują moje maszyny? - rozżalony Werk zwrócił się do Markusa - To na pewno ci anabaptystyczni wsteczniacy, od dawna krzywo im było że młockarnia ułatwia pracę, bełkotali o herezji i karach za grzechy starej cywilizacji... Spójrz na tego rudego, jak mu się gęba cieszy. Tylko huknęło to zaraz przybiegł, na pewno coś wie.

Bayer spojrzał spode łba na Gerarda jakby to on był winien awarii
Coś czuję że Werk jest cholerykiem z lekką paranoją i skłonnością do obwiniania innych. Markus zna go od dłuższego czasu to raczej nie powinien tym posądzeniom dać wiary...
Teraz jednak chciałbym zajrzeć pod maskę jeszcze raz i oszacować straty. Niezwłocznie biorę się za naprawę.

: 02 czerwca 2016, 10:53
autor: dretch
Kawałek odgiętej blachy wbił się jak szpadel w ziemie. Gerard oparł dłuższy jej koniec o ścianę maszyny. Chciał to zrobić zwinnie i szybko, jednak nie wyszło mu to zbyt zgrabnie, opierając kawał żelastwa przechylił się zbytnio i chwilowo stracił równowagę. Poskakał trochę na jednej nodze machając rekami łapiąc kurczowo pion - przebierał rękami jakby tonął i chciał wypłynąć na powierzchnie. W końcu mu się udało - i stanął na równe nogi.

Scheiße - ciężkie to żelastwo. Widzisz Werku lepiej spalić ta maszynę niż znowu naprawiać tą Schrotthaufen. Gerard lubił dokuczać, tym razem też się nie powstrzymał. Jednak darzył go sympatią niż nienawiścią.

Pomogę Ci - obrócił się na pięcie i podszedł do najbliższej części maszyny. Chwycił ją w dłoń obejrzał i zwrócił swoją piegowatą twarz do mechanika.

Werk - myślisz, że komuś zależałoby żeby nie młócić zboża - pojednawczo rzucił rudzielec - przecież my wszyscy jesteśmy dzięki łasce świętego Rebisa, jak jedna wielka rodzina. Wyciągając takie oskarżenia musimy być ostrożni. Spojrzał w niebo a później oczami wodził utęsknionym wzrokiem po zgromadzonych gapiach wyszukując Eleni.

Schrotthaufen - hałdę złomu
Scheiße - gówno/cholera

No tak Gerard nie mógł się powstrzymać, lubił dokuczać mechanikowi, pomimo tego że mu dokuczał, pewnie dlatego, że Gerard miał tylko podstawową wiedzę na temat nauki, a Werk znał się na majsterkowaniu, czym bardzo chciał się zająć anabaptystyczny młodzieniec, jednak jego los był inny.

Mistrzu - zostaje w centrum i znoszę części maszyny pomagając Werkowi, jeżeli będzie taka możliwość jestem dokuczliwy, oczywiście w granicach rozsądku wszystko obracając w żart. Jeżeli nie będę mógł pomóc mechanikowi, podejdę jeszcze do Ojca i zapytam w miarę na osobności, czy wiedział o planach matki związanych z Katedralnym Miastem.

: 02 czerwca 2016, 14:58
autor: Jarlaxle
[center]Okolice Koronapanu[/center]
Dragan był szczerze zaskoczony znaleziskiem. Rozejrzał się podejrzliwie oczekując, że zza krzaków wyskoczy nagle grupa napastników. Jednak pobieżne oględziny stanu kobiety przekonały go, że jest pechową ofiarą przechadzki po lesie, a nie wabikiem.

Sięgnął po tykwę z wodą i podał kobiecie.
Jeśli odzyska mowę to super. Jeśli się nie dogadamy, to oswobodzimy ją "na siłę". Jeden ją przytrzyma, drugi otworzy szczęki pułapki.

Z włóczni, pasów i skór/futer (nasze odzienia) zrobimy prowizoryczne nosze. Żeby uratować nogę trzeba ją szybko przenieść do osady. Przesłuchanie możemy prowadzić w drodze ;) No chyba, że ona mówi po bardzo-nie-naszemu.

: 02 czerwca 2016, 16:55
autor: 8art
Yuran podejrzliwie rozglądał się po gęstwie. Pozwolił bratu zająć się ranną, samemu upewniając się, że dwójce Koronapańcxyków nie grozi żadne niebezpieczeństwo. Dopiero zabezpieczywszy perymetr, podszedł by pomóc zdjąć sidła. Musieli zabrać kobietę do osady. Babka nie wyglądała na człowieka z klanu Liszaja, lub na kogoś mieszkającego po sąsiedzku. Syknął cicho nachylając się nad ranną:

- A godosz ty po naszemu? Sprechen sie borkan? Godoj babka pókim dobry.
Nyśkę, że popatrzymy jeszcze wokół w poszukiwaniu śladów. Może babka była tylko częścią większej grupy i zostawiono ją "na stracenie"? Może uda nam się ustalić, czy szła/szli od wsi lub do wsi itp.

: 02 czerwca 2016, 17:09
autor: Keth
[center]Okolice Koronapanu[/center]
Kobieta niemal wyszarpnęła tykwę z rąk myśliwego, przystawiła ją do ust rozchlapując nieporadnie większość zapasu wody na twarz i szyję. Piła desperackimi łykami, wytrzeszczając oczy i ściskając naczynie z całej siły rękami. Dragan dzielił uwagę pomiędzy jej pocięte zmarszczkami oblicze oraz silnie okaleczoną nogę, opuchniętą i nienaturalnie wykręconą, prawie zmiażdżoną w uścisku żelaznych kleszczy.

- Rozumiesz moją mowę? - zapytał kucając w trawie i wspierając się na wbitej w grunt włóczni - Rozumiesz, co do ciebie mówię?

Nieznajoma odsunęła od siebie opróżnioną do ostatniej kropli tykwę, opadła na plecy przymykając na chwilę oczy, potem otworzyła je spoglądając zamglonym wzrokiem na pollańskiego myśliwego. Miała na sobie uszyte ze zwierzęcych skór podróżne ubranie i podkute podróżne buty, niegdyś całkiem porządne, ale mocno już podniszczone. Myszkujący wkoło oczami Dragan nie zauważył żadnej sakwy, żadnego plecaka, chociaż skrycie szukał wzrokiem porzuconego dobytku kobiety.

- To wasze? - wycharczała przez ściśnięte gardło pełnym cierpienia głosem - Wasze wnyki?

- To nasza ziemia - odpowiedział Dragan starannie akcentując słowa - Więc i nasze wnyki. Mało kto tędy chadza prócz zwierząt. Kim jesteś i czego tutaj szukałaś?

Nieznajoma milczała przez dłuższą chwilę, przełykając co chwila ślinę. Widząc jej poruszającą się spazmatycznie grdykę Dragan pojął, że musiała od dłuższego czasu cierpieć z powodu odwodnienia; co tłumaczyło też pewne problemy ze zrozumieniem jej chrapliwego głosu. Mówiła z silnym obcym akcentem, który dodatkowo utrudniał komunikację, ale na szczęście jej nie uniemożliwiał.

- Chcesz się jeszcze napić? - zapytał po dłuższej chwili milczenia Dragan. Kobieta kiwnęła głową, po czym rozkaszlała się tak silnie, że jej ciało zaczęło się skręcać w konwulsjach. Wykrztuszane z głębi gardła, do ubrania nieznajomej przykleiły się białe grudy galaretowatej flegmy, rozmazały się po brudnej skórzanej odzieży.

- Co to, kawałek płuca?! - stojący obok Dragana Yuras skrzywił z niesmakiem twarz, odsunął się na wszelki wypadek krok w tył.
Wygląda na to, że zmiażdżona noga jest tylko jednym z problemów zdrowotnych nieszczęsnej podróżniczki. Chcecie ją dalej wypytywać czy wolicie najpierw uwolnić z potrzasku?

: 02 czerwca 2016, 17:12
autor: Keth
[center]Centrum Koronapanu[/center]
Markus westchnął bezradnie, bo z doświadczenia wiedział, że w sytuacjach takich jak obecna dyskusje z Werkiem nie miały większego sensu. Mechanik musiał wpierw rozładować frustrację, dać upust wewnętrznemu ciśnieniu poprzez intensywną pracę z uszkodzonym obiektem.

- Pomóżcie mu w miarę możliwości - mężczyzna wskazał dłonią na Gerarda i Snowida, głową kiwnął na młockarnię - Ja i reszta zabierzemy snopki na plac przy bibliotece, wymłócimy żyto na betonie ręcznymi cepami.

Obsługujący wcześniej machinę osadnicy zaczęli ładować świeżo skoszone zboże na dwukołowe wózki, pomstując pomiędzy sobą na niespodziewany defekt. Żaden nie wziął do siebie niedorzecznych zarzutów Bayera, wszyscy znali bowiem doskonale borkańskiego specjalistę i jego dziecinne czasami humory.

- Mamy problem - u boku Markusa wyrósł znienacka posępny jak burzowa chmura Nikodemus. Towarzyszący mu z równie ponurą miną Wegland rozglądał się przez cały czas na wszystkie strony jakby szukał wzrokiem czegoś niezmiernie ważnego w porastających peryferia Koronapanu chaszczach.

- To pytanie czy stwierdzenie? - odrzekł Markus odwracając w stronę sędziego głowę - Jeśli pytanie, to tak. Wygląda mi na poważną awarię i nie wiem, ile czasu potrwa naprawa. Na wszelki wypadek weźmiemy się za ręczne młócenie.

- Nie o to chodzi - coś w głosie Nikodemusa sprawiło, że Gerard i Snowid obejrzeli się w kierunku sędziego nadstawiając bacznie uszu - Mamy inny problem... zewnętrzny.

Markus w okamgnieniu pojął, co Nikodemus chciał mu w miarę dyskretnie przekazać. Wymienił spojrzenia z Gerardem i Snowidem, uświadomił sobie, że obaj młodzieńcy dosłyszeli ciche oświadczenie sędziego. Machnąwszy ręką przywołał ich do siebie cofając się jednocześnie w wylot jednej z bocznych uliczek. Wszyscy zbili się w ciasną grupkę z Nikodemusem i Weglandem, pochylając ku sobie głowy.

- Ktoś włamał się do spiżarni - wyjawił sędzia - Podważył płyty ściany i zrobił płytki podkop. Nie wierzę, żeby to był ktoś z naszych. Pozostają jedynie obcy.

Snowid gwizdnął z wrażenia przez zęby, Gerard zmełł w ustach przekleństwo. Markus nie pozwolił sobie na żaden przejaw emocji, ale jego wzrok zatrzymał się na chwilę na zablokowanej machinie do młócenia żyta.

- Bayer zrobił przed chwilą dziką awanturę o podrzuconą do młockarni rurę - powiedział półgłosem - To ona rozwaliła coś w środku. Jeśli się nie pomylił, a przecież zna ten złom co do ostatniej śrubki, ktoś musiał ją wsadzić do środka. Też nie wierzę, żeby to był ktoś z naszych. Widzieliście cokolwiek podejrzanego?

- Niczego - zaprzeczył Wegland - Myślimy z Nikodemusem, że to się stało w nocy. Trzeba przepytać wartowników.

- Nie patrzcie tak na mnie - sarknął Snowid, który natychmiast poczuł na sobie badawcze spojrzenia ziomków - Nie zmrużył oka nawet na minutę. Nikogo nie widziałem, inni też nic nie zgłaszali.
Poproszę o jakieś zgrabne fabularki demonstrujące Wasze oburzenie z tytułu kradzieży i prawdopodobnego sabotażu. W dyskretnej naradzie udział biorą na razie Markus, Wegland, Nikodemus, Gerard i Snowid. Co do pytania Waylandera, Snowid to BG, a Wegland to NPC.

: 02 czerwca 2016, 20:31
autor: 8art
Czy Yuran wie, kiedy ktoś pluje Sepsą, gdy stanie się Leperosem?

: 02 czerwca 2016, 21:55
autor: Keth
Nikt w osadzie nie ma pojęcia o istnieniu Primera, nie wiecie też nic o sepsis - natomiast obaj myśliwi są ostrożni z natury i miewali już kontakt z obcymi roznoszącymi różne konwencjonalne choroby. Rozsądek może im zatem sugerować pewien dystans wobec chorej...

: 02 czerwca 2016, 22:37
autor: Waylander
Młody myśliwy przełknął ślinę i doszedł do wniosku że jego tłumaczenie się mogło nie być najlepszym pomysłem. Ich osada otrzymała dwa ciosy które mogły jej wyrządzić niepowetowane straty, trzeba było to jak najszybciej naprawić. Spojrzał na Markusa i zaczął mówić rzeczowym tonem:

- Proponuje jak najszybciej zebrać najlepszych myśliwych i spróbować pościgu, mają nad nami przewagę ale my znamy doskonale teren jeśli nie zacierali świetnie śladów to dopadniemy tych cholernych złodziei. A wtedy zapłacą nam za wszystko z nawiązką