: 01 czerwca 2016, 17:02
[center]Okolice Koronapanu[/center]
Ludzka postać leżała w głębokim cieniu rzucanym przez listowie okolicznych drzew, splatających wzajemnie swe rozłożyste korony. Ubrana była w podniszczone podróżne odzienie i tkwiła w niewygodnej pozycji na lewym biodrze, toteż w pierwszej chwili obaj bracia nie mieli pojęcia, na kogo właściwie spoglądają z wysokości ostrożnie rozgarniętych rękami paproci. Okazała się pociętą głębokimi zmarszczkami starą kobietą dopiero wówczas, kiedy tknięta jakimś przeczuciem odwróciła głowę w ich stronę.
Musiała wpaść w żelazne szczęki co najmniej dzień wcześniej, bo jej prawa łydka pokryta była niemal czarną zakrzepłą krwią, a opuchlizna wokół wbitych w mięśnie zębów pułapki przybrała zatrważających rozmiarów. Gnana zrozumiałą desperacją, w jakiś sposób zdołała uwolnić się od trzymającego zatrzask w miejscu łańcucha, ale z samymi szczękami już sobie nie poradziła, zbyt osłabiona podeszłym wiekiem i niedożywieniem.
Widząc dwóch nieznajomych przymknęła w pierwszej chwili oczy, być może sądząc, że padła ofiarą złudzenia spowodowanego utratą krwi albo brakiem wody. Kiedy po kilku sekundach otworzyła je ponownie, na jej pomarszczonej twarzy pojawił się cień zrozumienia.
Wyciągnąwszy przed siebie rękę wycharczała coś przez kompletnie wyschnięte gardło, przebierając w powietrzu wycelowanymi w myśliwych szponiastymi palcami.
Ludzka postać leżała w głębokim cieniu rzucanym przez listowie okolicznych drzew, splatających wzajemnie swe rozłożyste korony. Ubrana była w podniszczone podróżne odzienie i tkwiła w niewygodnej pozycji na lewym biodrze, toteż w pierwszej chwili obaj bracia nie mieli pojęcia, na kogo właściwie spoglądają z wysokości ostrożnie rozgarniętych rękami paproci. Okazała się pociętą głębokimi zmarszczkami starą kobietą dopiero wówczas, kiedy tknięta jakimś przeczuciem odwróciła głowę w ich stronę.
Musiała wpaść w żelazne szczęki co najmniej dzień wcześniej, bo jej prawa łydka pokryta była niemal czarną zakrzepłą krwią, a opuchlizna wokół wbitych w mięśnie zębów pułapki przybrała zatrważających rozmiarów. Gnana zrozumiałą desperacją, w jakiś sposób zdołała uwolnić się od trzymającego zatrzask w miejscu łańcucha, ale z samymi szczękami już sobie nie poradziła, zbyt osłabiona podeszłym wiekiem i niedożywieniem.
Widząc dwóch nieznajomych przymknęła w pierwszej chwili oczy, być może sądząc, że padła ofiarą złudzenia spowodowanego utratą krwi albo brakiem wody. Kiedy po kilku sekundach otworzyła je ponownie, na jej pomarszczonej twarzy pojawił się cień zrozumienia.
Wyciągnąwszy przed siebie rękę wycharczała coś przez kompletnie wyschnięte gardło, przebierając w powietrzu wycelowanymi w myśliwych szponiastymi palcami.
W Waszą pułapkę na dziki wpadła zupełnie nieoczekiwana zdobycz! Jakaś obca kobieta, na oko koło sześćdziesiątki, bardzo zaniedbana. Sprawia opłakane wrażenie i ewidentnie cierpi. Chociaż próbuje coś powiedzieć, nie potrafi wykrztusić żadnego zrozumiałego dźwięku.