Ostrogar, Ulica Złocistego Kwarcu
Niebo zachmurzyło się w mgnieniu oka, pierwsze krople ciepłego letniego deszczu uderzyły w mętną toń portowego basenu, spłynęły po wiszących smętnie żaglach towarowych barkasów. Uwijający się na nabrzeżach dokerzy nie zwolnili nawet na chwilę swej pracy, uginając się pod ciężarem znoszonych ze statków skrzyń. Ostrogar łaknął wszelakich dóbr niczym bogowie dusz, spijał je chciwie ze wszystkich stron świata. Jezioro Dan-Ugor roiło się dniem i nocą od kupieckich kog i barkasów przewożących żywność, opał, materiały budowlane, wstępnie oczyszczone rudy metali, szlachetne kruszce, niewolników i pielgrzymów, żywe zwierzęta, zamorskie tkaniny i przyprawy. Porty we wschodnich dzielnicach miasta pękały w szwach, wibrowały gwarnym życiem, skrzypieniem olinowania, turkotem kół wozów na bruku.
Noszący podniszczone odzienie olf schronił się przed deszczem pod drewnianym zadaszeniem na ścianie zbożowego magazynu, a na jego twarzy pojawił się nikły grymas niesmaku. Deszcz był przelotny i lada chwila mógł ustać, przez co nie stwarzał większego utrapienia dla dokerów, ale mężczyzna odruchowo wystrzegał się każdego niepotrzebnego kontaktu z wilgocią.
- Jesteś niczym mieszczka, która nie chce zmoczyć dekoltu - zaśmiał się stojący przed zadaszeniem gnom w rozłażącej się kapocie, spoglądający w chmury i pozwalający, by ciepły deszcz obmył mu pucołowate oblicze - Posłuchałbyś kapłanów Graama, co to nauczają, że jak się człek często myje, to dłużej żyje.
- Słyszałem o takim gnomie, co się nigdy nie mył i żaden pies się do niego nie zbliżał - odparł cierpkim tonem olf - A potem posłuchał graamitów, umył się i zaraz potem pies go ugryzł. Zachorował na wściekliznę i umarł i tyle z twojej rady dobrego.
- Który umarł, pies czy gnom? - zainteresował się niski kompan, wciąż nie odrywając wzroku od ciemnych przestworzy.
- Nieważne - machnął ręką Ketras - Powiedz mi lepiej, czegoś się dowiedział na starówce.
Gnom wyciągnął w bok dłoń w doskonale zrozumiałym geście, który nie wymagał żadnego tłumaczenia. Przygotowany na to olf podał mu ściśniętą w palcach dużą srebrną monetę, z niejakim żalem rozstając się z pieniążkiem.
- W mieście zawsze znajdą się tacy, którzy nie potrafią się wydobyć z kłopotów - powiedział filozoficznym tonem portowy broker - Mój daleki krewniak od strony ciotecznej siostry ma jakiś kłopot z karczmą, którą odkupił od wuja, co to go katańscy poborcy do nędzy przywiedli. Taka mała karczma na Wapielniku, niedaleko kantorka rodziny Ungerdów. W dobrym miejscu stoi, niedaleko doków, ale jak tylko ją kupił, klienci skarżyć się zaczęli, że spać tam nie mogą, bo śnią im się koszmary tak straszne, że w środku nocy stamtąd uciekali. Był u mego krewniaka kapłan Piana z pomocą, ale wtedy akuratnie nie straszyło, więc tylko go obżarł, opił i poszedł. A potem jeden od Askabadana i też akuratnie wtedy nikomu nic się nie przyśniło. A między nimi i po nich goście cięgiem się skarżyli.
- Po co mi to opowiadasz? - spytał olf okazując demonstracyjne zniecierpliwienie - Co mi po skargach twojego krewniaka? Mam tę karczmę od niego odkupić czy co?
- Odkupić to już od niego chcą, od samego początku chcieli - machnął ręką broker - Ale on jest uparty jak centaur, ciągle zwleka, ale już długo nie pociągnie, pójdzie z torbami jak jego wuj. A i odwdzięczyć by się potrafił, gdyby mu ktoś pomógł, rozumiesz? Wiem, że rozumiesz. Głupi nie jestem, słyszałem to i owo. Bo to pierwszy raz ci coś opowiadam, a potem nagle komuś znikają kłopoty? Masz podobno znajomych, którzy potrafią różne rzeczy. Pomyślisz nad tym?
- Niech będzie, że pomyślę - machnął lekceważąco dłonią olf - Masz coś jeszcze, coś naprawdę wartego tej monety?
- Córka Mortada, ta najstarsza, zniknęła z domu - oznajmił z dramatyczną nutą broker, co Ketras natychmiast skwitował ciężkim westchnięciem - Już tak nie stękaj, bo Mortad wie, gdzie ona jest. Puściła się z niejakim Odrzyskórą, a ten gaszek zanim ją zabrał, splądrował staremu cały kantorek, nawet gęsie pióra i atrament wyniósł. A przede wszystkim jakąś szkatułkę, na której Mortadowi zależy bardziej od cnoty córki, bo tę to ona już dawno straciła. Poszedł nawet do Odrzyskóry, żeby dziewczynę zatrzymał, a oddał szkatułę, a ten mu obił gębę i wrzucił do gnojownika, dajesz wiarę? I postraszył znajomymi strażnikami miejskimi.
- Ze strażą lepiej nie zadzierać - pouczył swego rozmówcę Ketras - Chciałbyś mnie widzieć przy pręgierzu? Albo na barce w drodze do solnych żup? A Odrzyskóra to nie przypadkiem ten łachmyta, z którego zrobiło głupka paru nierozgarniętych rybaków z północy?
Olf urwał na chwilę konwersację, bo przy niedalekim nabrzeżu podniósł się nielada rwetes. Napierający na kołowroty portowego żurawia półolbrzymowie wyciągnęli z ładowni dużej kogi metalowe klatki, w których kłębiły się wściekle jakieś wilgotne czarne cielska. Kilku rozochoconych dokerów wepchnęło między pręty klatek kije poszturchując nimi uwięzione stworzenia, ale przestali skarceni przez dostojnie odzianego krasnoluda.
- Trytony z południowego wybrzeża - oznajmił z miną znawcy gnomi broker - Na Morską Arenę w Szmaragdowej Toni. Zapowiadają się wspaniałe walki. Podobno jakiś szlachetnie urodzony opłacił trzy dni widowiska dla uczczenia ożenku swego syna, ale jego miana nie pomnę. Tak czy owak, od kilku dni łowcy bestii ściągają do miasta różne dziwolągi, tedy pewnikiem poleje się mnóstwo krwi. Nawet nie chcę myśleć o tym, ile będą zdzierali za wstęp.
- Co do walk, coś mi się przypomniało - olf oderwał wzrok od klatek z trytonami, zerknął z ukosa na gnoma - Parę dni temu na Wapielniku porąbało się kilku miejscowych, straszna tam ponoć była jatka. Wiesz coś o tym?
- Mało się o tym słyszy, bo strach zamyka niektórym mocno gęby, ale podobno banda Szkarłatnego Nazhara chce wykończyć za wszelką cenę Czarne Szczury. Dragimor, herszt Szczurów, ściąga haracz z rybaków od Katańskiego Falochronu po Kotwicowisko Eleora i Nazhar mu pozazdrościł złota. Ci, co ich zarąbano na Wapielniku to byli zbóje od Dragimora. Po pijaku ich ponoć wzięli, z zaskoczenia. Straż się tego nie tyka, bo podobno najpierw Szczury mają im zapłacić dodatkowy podatek od ochrony, a Nazhar korzysta z czasu, żeby Dragimora dorżnąć. Ale ja bym ci radził nie wpychać palców między te drzwi, bo cię lubię. To są niebezpieczni gracze, chociaż nie tacy mocni jak Zgraja Szachraja czy Przeklętnicy. Wleziesz między nich nieopacznie i nazajutrz wyłowią cię z jeziora. Gra niewarta świeczki.
Wątki na kilka przygód, które już mam w zanadrzu, wystarczy tylko wybrać odpowiedni temat. Od czasu do czasu będę wrzucał takie niezobowiązujące wstawki opisujące z mojego punktu widzenia świat Ostrogaru. Własna twórczość innych MG mile widziana, dzięki temu zbudujemy żywy świat stolicy świata, zwłaszcza ten związany z jej niższymi klasami społecznymi.
Gdy już wszyscy stworzą swe postacie i pojawi się co najmniej trzech aktualnie chętnych graczy, mogę aktywować się jako Mistrz. Czekam na odzew.