: 10 kwietnia 2017, 23:26
23.10.1994, 2951 S Rushton Park Drive, West Valley City
Jared górował stojąc nad pozostałymi, którzy jako jedyni siedzieli na krzesłach. Każda wymiana zdań, którą wymienili między sobą Chuck i Oblivion sporo mówiła o tej dwójce. Ten pojebaniec jest totalnym freakiem z ulicy. Umie jebaniutki pokazać mi to, czego nie widzę, to wedle prawa ulicy jest wyrazem szacunku - rozmyślał przyglądając się każdemu z osobna. Ścisnął czarną bilę w pięści, po czym skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Lepiej bym jak najwcześniej wiedział o słabościach tej ekipy. Od razu widać, że nasz Joker może okazać się dziką kartą w tej misji. Facet na pewno zna to miasto jak własną kieszeń - pomyślał.
Gdy Chuck w swojej wypowiedzi zaprotestował i uznał, że Amelia powinna dalej biegać w sukience Brujah zmarszczył brwi. Co ten kowboj czacza pierdoli?!? Lasencja będzie biegać w czym zechcę kurwa - rozmyślał wkurwiony nie bacząc na to, czy ktoś to widzi czy nie.
Po wysłuchaniu pozostałych nie mógł pozbyć się gniewu, który palił jego serce. Nie znosił tego miasta, wszechogarniającej władzy i kapitalizmu. Ci tutaj zebrani nawet w połowie nie rozumieli tego co naprawdę dzieje się w Kalifornii. Brakowało im doświadczenia i lat, jakie Jared poświęcił na poznanie niuansów polityki, jaka kręciła społeczeństwem Kainitów... Zaczął koncentrować się na mocy ukrytej w swojej vitae, a następnie powtarzał w myślach: Krew z krwi, ciało z krwi, dusza z krwi, gniew z krwi, ogień z krwi, oto będzie moja eucharystia tej nocy. Czas ukraść komuś kilka wieków, to zaszło za daleko. On albo ja - skupił się na swoich prawdziwych intencjach.
Riposta Obliviona była niczym perfekcyjne pchnięcie, na które Chuck nie był gotowy. No to go załatwił na dobre. Coś trzeba będzie im powiedzieć, bo jak drugi raz się tak zepną jak dwa psy chętne na tą samą sukę, to będą kłopoty. Widać kto jest szybszy i działa z zaskoczenia... - już miał wtrącić się, ale odezwał się Eric. Wiedział, że Gangrel ma porządną reputację w Los Angeles, dlatego zagryzł wargi i pozwolił mu mówić. Samotny facet co się w kruka zmienia, jak zwykle ostrożny z profesorską opinią. Do dupy z tym! Idziemy tam dziś, bo jeżeli Mały gdzieś tam jest przetrzymywany... - nie dokończył w myślach, gdyż gniew który czuł był zbyt wielki, by powstrzymać się od komentarza. Wskazał rozkazującym palcem w stronę śliniącej się do Terrora cyganki i przemówił dominującym tonem:
- Przebierzesz się jak tylko to będzie możliwe. Bez dyskusji w tym temacie, bo łeb ukręcę!
Opuścił dłoń, kierując swą uwagę na kowboja w kapeluszu:
- Będzie jak ja mówię. Nie mamy czasu na jęczenie, więc radzę zebrać dupę i pokazać na co nas stać. Będziesz razem ze mną chodził przodem, jasne? Dobrze fizycznie wyglądamy, a to jest najważniejsze w pierwszym kontakcie. I nie zaczepiaj więcej Obliviona... - bezpośrednio poinstruował brata z Anarchii.
- Nie mamy czasu na działanie po omacku, dlatego ufam w twoją znajomość Salt Lake City - zwrócił się do Malkaviana. - Widać, że jesteś wychowany na ulicy chłopcze, więc nie wpływaj negatywnie na resztę w przyszłości. Zależy nam na wysokim morale. Idziemy tam dziś, a ty będziesz robił za zwiadowcę. Zrobisz zwiad w siedzibie Księcia. Zobaczymy co nam noc przyniesie. Bądź gotowy...
- Eiric i Amelia będą trzymać się za nami jako grupa wsparcia. I nie wiem co jest z tobą nie tak Gangrelu... - skierował swe słowa w ostatniego rozmówcę. - Pamiętasz jak Jeremy MacNeil rozkazał spuścić psy rewolucji? Pamiętasz siłę z jaką uderzyliśmy na Camarillę w czterdziestym czwartym?? - pytania lidera Anarchistów zawisły w powietrzu.
- Od tego czasu oni się nas boją do ciężkiej cholery i niech dotrze to do każdego z was! Oni są słabi! - przemawiał starając się podnieść morale całej ekipy. - Ventrzak boi się zgranej grupy takiej jak my, bo wcześniej atakował pojedyncze jednostki. Mamy duże szanse, jak tylko pokażemy ludziom Harrisa, jak bardzo przerażający możemy być. Jeżeli Mały jest martwy wypierdolimy w powietrze norę tego skurwysyna, a wybuch będzie słyszalny w Los Angeles! - kończąc obdarzył Eryka niszczącym spojrzeniem.
- Nie mamy czasu na planowanie i zbieranie posiłków. Działamy bezpośrednio i z całą siłą jaką zebraliśmy w tym domku. Rany wyliżemy u Julie. Czas na prawdziwą przemoc jakiej to miasto jeszcze nie widziało! - zakończył przemówienie, a na jego twarzy malował się uśmiech przyszłego triumfu.
Jared górował stojąc nad pozostałymi, którzy jako jedyni siedzieli na krzesłach. Każda wymiana zdań, którą wymienili między sobą Chuck i Oblivion sporo mówiła o tej dwójce. Ten pojebaniec jest totalnym freakiem z ulicy. Umie jebaniutki pokazać mi to, czego nie widzę, to wedle prawa ulicy jest wyrazem szacunku - rozmyślał przyglądając się każdemu z osobna. Ścisnął czarną bilę w pięści, po czym skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Lepiej bym jak najwcześniej wiedział o słabościach tej ekipy. Od razu widać, że nasz Joker może okazać się dziką kartą w tej misji. Facet na pewno zna to miasto jak własną kieszeń - pomyślał.
Gdy Chuck w swojej wypowiedzi zaprotestował i uznał, że Amelia powinna dalej biegać w sukience Brujah zmarszczył brwi. Co ten kowboj czacza pierdoli?!? Lasencja będzie biegać w czym zechcę kurwa - rozmyślał wkurwiony nie bacząc na to, czy ktoś to widzi czy nie.
Po wysłuchaniu pozostałych nie mógł pozbyć się gniewu, który palił jego serce. Nie znosił tego miasta, wszechogarniającej władzy i kapitalizmu. Ci tutaj zebrani nawet w połowie nie rozumieli tego co naprawdę dzieje się w Kalifornii. Brakowało im doświadczenia i lat, jakie Jared poświęcił na poznanie niuansów polityki, jaka kręciła społeczeństwem Kainitów... Zaczął koncentrować się na mocy ukrytej w swojej vitae, a następnie powtarzał w myślach: Krew z krwi, ciało z krwi, dusza z krwi, gniew z krwi, ogień z krwi, oto będzie moja eucharystia tej nocy. Czas ukraść komuś kilka wieków, to zaszło za daleko. On albo ja - skupił się na swoich prawdziwych intencjach.
Riposta Obliviona była niczym perfekcyjne pchnięcie, na które Chuck nie był gotowy. No to go załatwił na dobre. Coś trzeba będzie im powiedzieć, bo jak drugi raz się tak zepną jak dwa psy chętne na tą samą sukę, to będą kłopoty. Widać kto jest szybszy i działa z zaskoczenia... - już miał wtrącić się, ale odezwał się Eric. Wiedział, że Gangrel ma porządną reputację w Los Angeles, dlatego zagryzł wargi i pozwolił mu mówić. Samotny facet co się w kruka zmienia, jak zwykle ostrożny z profesorską opinią. Do dupy z tym! Idziemy tam dziś, bo jeżeli Mały gdzieś tam jest przetrzymywany... - nie dokończył w myślach, gdyż gniew który czuł był zbyt wielki, by powstrzymać się od komentarza. Wskazał rozkazującym palcem w stronę śliniącej się do Terrora cyganki i przemówił dominującym tonem:
- Przebierzesz się jak tylko to będzie możliwe. Bez dyskusji w tym temacie, bo łeb ukręcę!
Opuścił dłoń, kierując swą uwagę na kowboja w kapeluszu:
- Będzie jak ja mówię. Nie mamy czasu na jęczenie, więc radzę zebrać dupę i pokazać na co nas stać. Będziesz razem ze mną chodził przodem, jasne? Dobrze fizycznie wyglądamy, a to jest najważniejsze w pierwszym kontakcie. I nie zaczepiaj więcej Obliviona... - bezpośrednio poinstruował brata z Anarchii.
- Nie mamy czasu na działanie po omacku, dlatego ufam w twoją znajomość Salt Lake City - zwrócił się do Malkaviana. - Widać, że jesteś wychowany na ulicy chłopcze, więc nie wpływaj negatywnie na resztę w przyszłości. Zależy nam na wysokim morale. Idziemy tam dziś, a ty będziesz robił za zwiadowcę. Zrobisz zwiad w siedzibie Księcia. Zobaczymy co nam noc przyniesie. Bądź gotowy...
- Eiric i Amelia będą trzymać się za nami jako grupa wsparcia. I nie wiem co jest z tobą nie tak Gangrelu... - skierował swe słowa w ostatniego rozmówcę. - Pamiętasz jak Jeremy MacNeil rozkazał spuścić psy rewolucji? Pamiętasz siłę z jaką uderzyliśmy na Camarillę w czterdziestym czwartym?? - pytania lidera Anarchistów zawisły w powietrzu.
- Od tego czasu oni się nas boją do ciężkiej cholery i niech dotrze to do każdego z was! Oni są słabi! - przemawiał starając się podnieść morale całej ekipy. - Ventrzak boi się zgranej grupy takiej jak my, bo wcześniej atakował pojedyncze jednostki. Mamy duże szanse, jak tylko pokażemy ludziom Harrisa, jak bardzo przerażający możemy być. Jeżeli Mały jest martwy wypierdolimy w powietrze norę tego skurwysyna, a wybuch będzie słyszalny w Los Angeles! - kończąc obdarzył Eryka niszczącym spojrzeniem.
- Nie mamy czasu na planowanie i zbieranie posiłków. Działamy bezpośrednio i z całą siłą jaką zebraliśmy w tym domku. Rany wyliżemy u Julie. Czas na prawdziwą przemoc jakiej to miasto jeszcze nie widziało! - zakończył przemówienie, a na jego twarzy malował się uśmiech przyszłego triumfu.
DO MG:
Poproszę teścik na poniesienie morale ekipy. Charyzma + Przywództwo.
Poproszę teścik na poniesienie morale ekipy. Charyzma + Przywództwo.
[center]OD MG:[/center]
Wypada 7 sukcesów!
Może i Black8 nie przebiera w słowach, ale nie możecie mu odmówić racji. Jego uwagi są rzeczowe i treściwe, od razu widać, że chłop wie o co mu chodzi. Dodatkowo zapał, z jakim wierzy w swoje racje udziela się każdemu z was, w tej chwili czujecie się przez niego tak natchnieni, że bez mrugnięcia okiem wyszlibyście za nim na słońce. Nie będziecie mieć wątpliwości, że to wy jesteście tymi, których powinna bać się Camarilla!
Dopóki MG nie odwoła efektu, wszyscy otrzymują -2 do ST testów SW związanych z wysokim morale.
Wypada 7 sukcesów!
Może i Black8 nie przebiera w słowach, ale nie możecie mu odmówić racji. Jego uwagi są rzeczowe i treściwe, od razu widać, że chłop wie o co mu chodzi. Dodatkowo zapał, z jakim wierzy w swoje racje udziela się każdemu z was, w tej chwili czujecie się przez niego tak natchnieni, że bez mrugnięcia okiem wyszlibyście za nim na słońce. Nie będziecie mieć wątpliwości, że to wy jesteście tymi, których powinna bać się Camarilla!
Dopóki MG nie odwoła efektu, wszyscy otrzymują -2 do ST testów SW związanych z wysokim morale.
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]