Ostrogar, Chłopskie Krocze; 25 orakt-ran
Błoto pryskało spod łapci Milcarra, gdy ten wielkimi susami umykał z pułapki w zaułku. Chociaż wyczulone uszy nożownika desperacko nasłuchiwały odgłosu tnących powietrze strzałek, mieszaniec nie poczuł żadnego delikatnego ukłucia, żadnego uderzenia. Skręciwszy raptownie w ulicę przyśpieszył jeszcze bardziej, pognał na złamanie karku w kierunku następnego w kolejności zaułka zamierzając okrążyć skrytobójcę i dopaść go z przeciwnej strony.
Modląc się w myślach o łaskawość i miłosierdzie boskiego Sureliona, zabójca posłał kopniakiem w powietrze jakieś zbutwiałe skrzynki po warzywach, śmiertelnie przeraził liżącego rybie ości kota. Gdzieś zza ścian kiepsko pobielonej rudery dobiegały wściekłe okrzyki Eco, starającego się za wszelką cenę przykuć uwagę napastnika.
Milcarr nie wątpił, że teraz wszyscy mieszkańcy okolicznych domów byli już postawieni na nogi i że zerkali na ulicę zza uchylonych nieznacznie drzwi, ale nadal nikt nie poważył się wystawić nogi na zewnątrz.
Okrążywszy do połowy ruderę mieszaniec zwolnił gwałtownie, jął się dla odmiany zwinnie skradać nie chcąc zaalarmować przeciwnika odgłosem swych kroków. Ściskany w dłoni kindżał łaknął krwi, podobnie jak gniewne serce nożownika. Czarnowłosa elfka była dla Milcarra nikim, chociaż bardzo mu przypominała kogoś bliskiego. Sprawy miały się inaczej z Borlonem. W Chłopskim Kroczu prawdziwe męskie przyjaźnie należały do rzadkości, lecz czasem się trafiały. Poczciwy z natury i pracowity Borlon nie był dla Milcarra przyjacielem z prawdziwego zdarzenia, ale stanowił solidną jego namiastkę w dzielnicy nędzy i zbrodni.
Teraz zaś leżał martwy w błocie i odpadkach, pozostawiwszy w niszczejącej suterenie chorą żonę z siódemką równie podupadłych na zdrowiu dzieci.
Milcarr nie zamierzał okazywać mordercy litość, lecz kiedy okrążył ruderę do końca, jego uleczonym na jakiś czas oczom ukazał się kompletnie opustoszały zaułek.
- Milcarr, to ty?! - zza wiklinowego kosza posuwającego się powoli w głąb zaułka dobiegł podniesiony głos gwardzisty - Masz go?!
Nożownik opuścił uzbrojoną w nóż rękę, prychnął z narastającą złością.
- Uciekł!
Jak powyżej, na tyłach rudery nikogo nie ma. Strzelec najpewniej uciekł w międzyczasie, czmychnął na sąsiednią ulicę. I co teraz?
Co do pytania Suriela o śledztwa straży, IMHO straż miejska pochyla się nad każdym zabójstwem, natomiast status społeczny ofiary przesądza o gorliwości w dochodzeniu. Morderstwo z zaułka zostanie odnotowane przez skrybę ze strażnicy, a jak nie znajdą się żadne ślady mogące pomóc zidentyfikować zabójcę, to się sprawę umorzy. Teoretycznie Eco jako strażnik miejski powinien zgłosić ten przypadek przełożonym, jak nie od razu to najdalej z rana.