[center]Przebieralnia, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Cezar po wyjściu zaraz za Clausem obserwował porażający wytwornością wystrój wnętrza pałacu księcia. Jednak pytanie, które od wyjścia miał w umyśle nie pozwalało mu zbyt długo zmilczeć.
- Myśli Pan, że to że obaj nagle znaleźliśmy się w tej niefortunnej sytuacji i musieliśmy obaj na raz wyjść to tylko przypadek, czy też raczej sprawka Fortuny, przeznaczenia bądź innej niewidzialnej ręki władnej rządzić rzeczywistością?
Szansa na ciche przeczekanie do audiencji u księcia prysła zadziwiająco szybko. Nie, żeby samotnik nie spodziewał się tego, miał jednak nadzieję, że cisza potrwa trochę dłużej. I o ile nie miał najmniejszej ochoty na kontakty z ludźmi, to grzechem byłoby nie zrobić rozpoznania taktycznego terenu. Wybierając przed lustrem krawat (siła przyzwyczajenia) z kilku przyniesionych przez służbę zapytał wciąż patrząc w lustro:
- Myślę, że gospodarz tego miejsca wezwał nas wszystkich tutaj w konkretnym celu. Nazywam się Claus, Claus Johansen - rzekł, wyciągając na moment rękę ku swemu rozmówcy w przyjaznym, choć ostrożnym geście. - Jak pan uważa, jaki to może być cel, panie...?
Kiedy medyk odwrócił się, by podać dłoń, ujrzał zmęczone bliznami ciało mężczyzny silnie po czterdziestce, które skrywał cudem nie pobrudzony krwią podkoszulek. Oko medyka szybko wyłapało nieprzypadkowy charakter tych blizn, z których część nosiła znamiona postrzałów z broni palnej. Wyciągnięta ręka Cezara zniknęła w uścisku Gangrela. Dłoń, choć niewielkich rozmiarów, miała męski uścisk. Kiedy ją wycofywał, Claus odnotował wzrokiem numer obozowy wytatuowany na przedramieniu.
- Gajusz Juliusz Cezar z rodu Juliuszów, ale proszę mówić do Nas po prostu "Cezarze". Cóż, spotkanie mam nadzieję, nie jest z powodu jakiegoś konfliktu. Dość już krwi się polało tej nocy - zażartował z lekkim rozbawieniem mając na uwadze swój dzisiejszy niefart.
Malkavianin pochwycił wzrok Johansena i wracając do przebierania się ciągnął już znacznie poważniejszym tonem:
- Polało tej nocy, lecz dużo więcej w wielu minionych. Ale mało kto dzisiaj pamięta jak wygląda prawdziwe oblicze Marsa, jak wygląda prawdziwa wojna. Ale tego co mówię nie zrozumie ktoś młodszego pokolenia, kto nie jest żołnierzem.- powiedział z wyczuwalnym posępnym smutkiem w głosie.
- Co do celu spotkania to wszakże prawdy nie znam, ale mogę się podzielić z Panem moją spekulacją w tym temacie, jeśli Pana to interesuje. - Powiedział zapinając ostatnie guziki białej jak śnieg koszuli.
Kurwa, ze wszystkich możliwości musiałem trafić akurat na Świra, przeklął w myślach wojak. Zastanowił go jednak tatuaż na ręku. Jeśli był prawdziwy, oznaczało to, że adwersarz był starszy, zatem być może przebieglejszy, a z pewnością bardziej doświadczony. Z drugiej jednak strony, to wciąż Malkavianin i ta swoista ozdoba ciała mogła okazać się zwyczajnym fabrykatem.
- Cóż, słucham zatem - ciemnozielony, jedwabny krawat w lustrze magicznie zaczął się układać w podwójny windsor - tylko proponuję się streścić, jeśli nie mamy ochoty się spóźnić na przyjęcie.
Johansen był świadomy, że odpowiedź może być warta funta kłaków, ale postanowił jeszcze spróbować szczęścia. Tej nocy może być bardzo potrzebne.
- Całe Towarzystwo zgromadzone w sali to młodzi kainici, za wyjątkiem Starszego, który będzie zawiadywał zadaniem i jako jeden z dwóch osób znał jego prawdziwy cel. Drugą osobą która będzie wiedziała więcej niż my jest Tremerka. Sprawa bowiem ociera się o rzeczy spirytualne i okultystyczne, a zostawienie wszystkiego co ewentualnie wypłynie w rękach jednego i to utalentowanego Starszego, bez bezpiecznika patrzącego na ręce było by... - Malkavianin ścisnął krawat kończąc węzeł - Zdaje mi się, że przyszedł na nas czas, by odpracować łaskawą zgodę na przebywanie w mieście, odrobić pańszczyznę, że się tak wyrażę. Proszę, podzieliłem się spekulacją, zgodnie z niepisanymi zasadami etykiety teraz Pan powinien się zrewanżować.
Cezar założył marynarkę i uśmiechnął się dając znać, że w ostatnim zdaniu żartował. Po czym zaczął zbierać się do wyjścia skończywszy przebieranie.
- Ale w sumie może mi Pan coś jednak obiecać. - Niebieskie oczy skupiły się na Gangrelu. - Że nie będzie mnie Pan okłamywał w naszych ewentualnych relacjach. Milczenie albo prawda, czy jest Pan w stanie obiecać coś jak ekstrawaganckiego i trudnego? Jak były żołnierz żołnierzowi?
- Jeśli o mnie chodzi, Cezarze - węzeł pod szyją zaczął się elegancko zaciskać na śnieżnobiałej koszuli - to jestem chyba najbardziej zdziwioną osobą w tym budynku, że zostałem w ogóle wezwany. Tym bardziej, że sprawy polityczne wyjątkowo mnie nie interesują, co zresztą, jako były żołnierz, powinieneś rozumieć - tutaj Gangrel pozwolił sobie na mały przytyk w stronę Malkavianina, ciekaw jego reakcji.
- Zresztą powinien o tym świadczyć chociażby mój wybitnie wizytowy strój, w którym tu przyszedłem. Książę albo chce z nas zrobić koterię w jakimś celu, albo pokazać nam coś pożądanego przez wszystkich i zrobić swoisty wyścig szczurów ku swojej uciesze - taka jest moja koncepcja. Niemniej nie mam pojęcia, co mogłoby być tą nagrodą, dlatego chcę się przekonać na własne oczy.
Zapinając ostatni guzik czarnej marynarki dodał:
- I radziłbym nie dedukować zbyt mocno, o co może chodzić. Znając ten klan, intryga może obejmować wszystko. Szkoda sobie zawracać tym głowę póki nie poznamy faktów. - To mówiąc wyszedł z pomieszczenia ku pozostałym.
Post pisany we współpracy z Surielem.
Claus opuszcza przebieralnię i kieruje się do Złocistego Salonu.
Obecni: Cezar