Lokacja - Pałac Andreasborg

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 13 lutego 2018, 16:04

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

Morten postrzegał siebie jako raczej zdecydowanego człowieka, tfu... wampira. Choć wszystkie te wytworne ceregiele i umizgi były czymś zgoła odmiennym niż codzienność w której brał udział, to rozumiał ogólne zarysy zasad. Widział toczącą się w zaciszu salonu grę, widział piruety i skłony, które czynili do siebie poszczególni gracze, przesuwając się niczym figury po szachownicy. Mimo wszystko "wystąpienie" Cezara było dla niego konsternującą zagadką. Zdziwienie, w które go wprawiło, starał się skrzętnie ukrywać pod płaszczykiem obojętności i kamiennego oblicza twarzy. Zapewne moja aura zdradza jednak mój stan duszy - nieco bardziej czujnym wzrokiem, acz powoli zlustrował pomieszczenie. Nikt jednak nie zdawał się zwracać na niego uwagi. Wszyscy na powrót zajęli się swoim towarzystwem lub... podziwianiem wystroju wnętrza.

Pora zrobić nieco polityki - rzekł w duchu. Ujął w dłoń puchar ze szkarłatem i niby od niechcenia ruszył od stolika podziwiać wiszące na ścianach arcydzieła malarstwa. Jego kroki jednak, choć nieco okrężną drogą, zbliżały się do duetu, który choć tymczasowo, tworzyli piękna Isabell i hrabia Algol. Nawet jeśli jego stosunek do klanu Róży był, powiedzmy, ambiwalentny, to nie mógł odmówić urody jej przedstawicielce.

Zbliżając się do pary, zebrał w sobie wszystkie, nie najgłębsze, pokłady etykiety i ogłady, i przywitał się.

- Wyrazy szacunku Isabell, która reprezentujesz Klan Róży. Witam i ciebie, hrabio Algolu, słyszałem o panu wiele dobrych słów. Czy pozwolą Państwo, że przyłączę się do waszego towarzystwa?

Subtelnym ruchem ręki skinął na lokaja by ten przybył z karafką vitae.

- Oczywiście. Im nas więcej, tym weselej - odezwał się hrabia żartobliwie. - W czym możemy pomóc gentlemanowi z Klanu Brujah?
Spoiler!
Chcę się dobrze zaprezentować, by oczarować Isabell i wywrzeć dobre wrażenie na Algolu.
OD MG:
Morten wyrzuca 4 sukcesy na charyzmatyczną prezentację siebie. Może jego strój jest niewyszukany, jednak jego prezencja i sposób zachowania się świadczą o tym, że jest gentlemanem.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere).

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 13 lutego 2018, 16:55

[center]Przebieralnia, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Cezar po wyjściu zaraz za Clausem obserwował porażający wytwornością wystrój wnętrza pałacu księcia. Jednak pytanie, które od wyjścia miał w umyśle nie pozwalało mu zbyt długo zmilczeć.

- Myśli Pan, że to że obaj nagle znaleźliśmy się w tej niefortunnej sytuacji i musieliśmy obaj na raz wyjść to tylko przypadek, czy też raczej sprawka Fortuny, przeznaczenia bądź innej niewidzialnej ręki władnej rządzić rzeczywistością?

Szansa na ciche przeczekanie do audiencji u księcia prysła zadziwiająco szybko. Nie, żeby samotnik nie spodziewał się tego, miał jednak nadzieję, że cisza potrwa trochę dłużej. I o ile nie miał najmniejszej ochoty na kontakty z ludźmi, to grzechem byłoby nie zrobić rozpoznania taktycznego terenu. Wybierając przed lustrem krawat (siła przyzwyczajenia) z kilku przyniesionych przez służbę zapytał wciąż patrząc w lustro:

- Myślę, że gospodarz tego miejsca wezwał nas wszystkich tutaj w konkretnym celu. Nazywam się Claus, Claus Johansen - rzekł, wyciągając na moment rękę ku swemu rozmówcy w przyjaznym, choć ostrożnym geście. - Jak pan uważa, jaki to może być cel, panie...?

Kiedy medyk odwrócił się, by podać dłoń, ujrzał zmęczone bliznami ciało mężczyzny silnie po czterdziestce, które skrywał cudem nie pobrudzony krwią podkoszulek. Oko medyka szybko wyłapało nieprzypadkowy charakter tych blizn, z których część nosiła znamiona postrzałów z broni palnej. Wyciągnięta ręka Cezara zniknęła w uścisku Gangrela. Dłoń, choć niewielkich rozmiarów, miała męski uścisk. Kiedy ją wycofywał, Claus odnotował wzrokiem numer obozowy wytatuowany na przedramieniu.

- Gajusz Juliusz Cezar z rodu Juliuszów, ale proszę mówić do Nas po prostu "Cezarze". Cóż, spotkanie mam nadzieję, nie jest z powodu jakiegoś konfliktu. Dość już krwi się polało tej nocy - zażartował z lekkim rozbawieniem mając na uwadze swój dzisiejszy niefart.

Malkavianin pochwycił wzrok Johansena i wracając do przebierania się ciągnął już znacznie poważniejszym tonem:

- Polało tej nocy, lecz dużo więcej w wielu minionych. Ale mało kto dzisiaj pamięta jak wygląda prawdziwe oblicze Marsa, jak wygląda prawdziwa wojna. Ale tego co mówię nie zrozumie ktoś młodszego pokolenia, kto nie jest żołnierzem.- powiedział z wyczuwalnym posępnym smutkiem w głosie.

- Co do celu spotkania to wszakże prawdy nie znam, ale mogę się podzielić z Panem moją spekulacją w tym temacie, jeśli Pana to interesuje. - Powiedział zapinając ostatnie guziki białej jak śnieg koszuli.

Kurwa, ze wszystkich możliwości musiałem trafić akurat na Świra, przeklął w myślach wojak. Zastanowił go jednak tatuaż na ręku. Jeśli był prawdziwy, oznaczało to, że adwersarz był starszy, zatem być może przebieglejszy, a z pewnością bardziej doświadczony. Z drugiej jednak strony, to wciąż Malkavianin i ta swoista ozdoba ciała mogła okazać się zwyczajnym fabrykatem.

- Cóż, słucham zatem - ciemnozielony, jedwabny krawat w lustrze magicznie zaczął się układać w podwójny windsor - tylko proponuję się streścić, jeśli nie mamy ochoty się spóźnić na przyjęcie.

Johansen był świadomy, że odpowiedź może być warta funta kłaków, ale postanowił jeszcze spróbować szczęścia. Tej nocy może być bardzo potrzebne.

- Całe Towarzystwo zgromadzone w sali to młodzi kainici, za wyjątkiem Starszego, który będzie zawiadywał zadaniem i jako jeden z dwóch osób znał jego prawdziwy cel. Drugą osobą która będzie wiedziała więcej niż my jest Tremerka. Sprawa bowiem ociera się o rzeczy spirytualne i okultystyczne, a zostawienie wszystkiego co ewentualnie wypłynie w rękach jednego i to utalentowanego Starszego, bez bezpiecznika patrzącego na ręce było by... - Malkavianin ścisnął krawat kończąc węzeł - Zdaje mi się, że przyszedł na nas czas, by odpracować łaskawą zgodę na przebywanie w mieście, odrobić pańszczyznę, że się tak wyrażę. Proszę, podzieliłem się spekulacją, zgodnie z niepisanymi zasadami etykiety teraz Pan powinien się zrewanżować.

Cezar założył marynarkę i uśmiechnął się dając znać, że w ostatnim zdaniu żartował. Po czym zaczął zbierać się do wyjścia skończywszy przebieranie.

- Ale w sumie może mi Pan coś jednak obiecać. - Niebieskie oczy skupiły się na Gangrelu. - Że nie będzie mnie Pan okłamywał w naszych ewentualnych relacjach. Milczenie albo prawda, czy jest Pan w stanie obiecać coś jak ekstrawaganckiego i trudnego? Jak były żołnierz żołnierzowi?

- Jeśli o mnie chodzi, Cezarze - węzeł pod szyją zaczął się elegancko zaciskać na śnieżnobiałej koszuli - to jestem chyba najbardziej zdziwioną osobą w tym budynku, że zostałem w ogóle wezwany. Tym bardziej, że sprawy polityczne wyjątkowo mnie nie interesują, co zresztą, jako były żołnierz, powinieneś rozumieć - tutaj Gangrel pozwolił sobie na mały przytyk w stronę Malkavianina, ciekaw jego reakcji.

- Zresztą powinien o tym świadczyć chociażby mój wybitnie wizytowy strój, w którym tu przyszedłem. Książę albo chce z nas zrobić koterię w jakimś celu, albo pokazać nam coś pożądanego przez wszystkich i zrobić swoisty wyścig szczurów ku swojej uciesze - taka jest moja koncepcja. Niemniej nie mam pojęcia, co mogłoby być tą nagrodą, dlatego chcę się przekonać na własne oczy.

Zapinając ostatni guzik czarnej marynarki dodał:

- I radziłbym nie dedukować zbyt mocno, o co może chodzić. Znając ten klan, intryga może obejmować wszystko. Szkoda sobie zawracać tym głowę póki nie poznamy faktów. - To mówiąc wyszedł z pomieszczenia ku pozostałym.
Post pisany we współpracy z Surielem.
Claus opuszcza przebieralnię i kieruje się do Złocistego Salonu.
Obecni: Cezar
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 13 lutego 2018, 20:26

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Morten skupił się, by przywołać swe zasoby kurtuazji, po czym odbił uprzejmość:

- Dziękuję za ten komplement, hrabio. Wesołość niekoniecznie jest tym, czego potrzeba temu towarzystwu, zważając na osobliwe zachowania czy zwyczaje pewnych, powiedziałbym, oratorów. Myślę, że przykład ogłady i dobrego smaku mogli by brać z pana.

- Najuprzejmiej dziękuję - skłonił się lekko Starszy. - Przyznam, że to zadziwiające słyszeć taki komplement ze strony klanu słynącego bardziej z czynów, niż słów. Jednak, nie odpowiedział pan na moje pytanie, a sądzę, że i pani Isabell umiera wprost z ciekawości, by dowiedzieć się w jaki sposób możemy panu pomóc. Nie pozwólmy więc damie czekać, dobrze?

Jakby na potwierdzenie słów hrabiego Torreadorka przeniosła spojrzenie na Mortena i zatrzepotała urokliwie rzęsami.

- Jest pan bardzo zdecydowaną osobą, hrabio. Czas na działanie jeszcze przyjdzie, jak sądzę - odezwał się Morten. - Teraz możemy skupić się na rozmowie i aby pani Isabell - tu skłonił się delikatnie w stronę Torreadorki - nie cierpiała już dłużej z niecierpliwości, odpowiem, że to kwestia działań właśnie przywiodła mnie w ten zacny krąg.

- Mój drogi młodzieńcze - Algol uniósł kieliszek, kosztując nieco czerwieni. Lekki uśmiech i płonące w jego oczach iskry pozwalały mniemać, iż świetnie się bawi kontynuując tą rozmowę. - choć może zabrzmieć to paradoksalnie, to Nieumarły z moim doświadczeniem zaczyna cenić sobie czas. Dlatego szanuję tych, którzy czynią podobnie. Powiada pan: działanie... Odrzeknę: to znakomicie. Lecz jeśli wolno mi spytać - w jakiej sprawie i co właściwie chciałby pan osiągnąć? W końcu z jakiejś przyczyny zwrócił się pan do nas właśnie. I choć urok madame Issabelle z pewnością grał w tej kwestii niebagatelną rolę, uważam, że nie był jedynym powodem naszej arcyciekawej dysputy.

- I znów celne spostrzeżenie, hrabio, i w tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na wyrazy uznania w stronę urody pani Isabell. Jednakże, jak sam pan powiedział - czas jest panu bliski. Ja zaś mówiłem o działaniu. Czas teraz mamy wyjątkowy, ha, zdarza się taki raz na 100 lat. Proponuję zatem wspólne działanie w sprawie eksploracji Sorte Kirke, a myślę, że każda ze stron wyniesie z tego benefity - odparł Brujah wznosząc się na, niemożliwe zdawałoby się, wyżyny swej poprawności i elokwencji językowej.

- Interesująca propozycja - odrzekł Starszy, ani na chwilę nie wychodząc z roli wytrawnego gracza, który prowadzi tę salonową dysputę nie tylko dla korzyści, ale przede wszystkim dla przyjemności. - Niemniej, jak się pan zapewne domyśla, oczekuję, iż tego wieczoru usłyszę wiele podobnych. Jednakże, ponieważ cenię sobie zarówno czas jak i pańskie zaangażowanie, skłonny jestem ją rozważyć. Oczywiście po spotkaniu z waszym Księciem. Obecna tutaj madame Isabell także, jak mniemam interesuje się tą sprawą. Dlaczego więc nie mielibyśmy spotkać się, gdzieś... W nieco bardziej przytulnym miejscu, by omówić to w jaki sposób możemy pomóc sobie nawzajem?

- Zaprosiłam co prawda hrabiego na małe tete-a-tete - odezwała się Torreadorka - Lecz w tej sytuacji zmienię oczywiście plany. Niechże więc czuje się pan zaproszony na nasze spotkanie. Nasze sam na sam będzie musiało jeszcze poczekać, hrabio.

- Czekanie jedynie dodaje mu pikanterii - odrzekł hrabia, ponownie całując podaną mu, śnieżnobiałą dłoń Torreadorki.

- Liczę zatem na pozytywne rozważenie propozycji - odrzekł Morten, nie kryjąc iż usatysfakcjonowała go odpowiedź starego czarownika - wierzę też, że potencjalne wspólne ustalenia okażą się owocne.
Wpis stworzony wspólnie z Sigilem i Ferre.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere).

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 14 lutego 2018, 18:32

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

Mimowolnie przemowa Lexa Lutora wpadała w ucho Świra, upewniając bohatera, że nie jest on dobrym człowiekiem i w tym wymiarze.

Zapewne gdyby Supermen poległ jakimś cudem, Lex Lutor i w tym świecie zamienił by się w despotę. Trzeba na niego uważać.

Kiedy Lex z kompanem zostali poprowadzeni do bocznych komnat, wzrok Kapitana Galaktyki spotkał się z oczami Luthora.

Może on coś wie o tej sprawie Batmana...

Następnie spojrzał na zarośniętego mężczyznę i mózg znów zaczął dogrywać dane z komixowej pamięci Malkawiana. Dogrywał szybko, aczkolwiek starannie filtrując personę, która za chwile miała zniknąć z sali. Dostrzegał w postaci siłę i zwierzęce instynkty. I nagle odnalazł w swoim umyśle stary komix, w którym czytał o jego nie do końca bohaterskich czynach. Komix z serii X-Men.

[center]Obrazek[/center]

A więc i Wolverin zaszczycił nas swą obecnością, no no ciekawe towarzystwo się tu zebrało. Logana wyciągnięto z lasu. Coś się święci i to konkretnie.

Po zamknięciu drzwi i zniknięciu dwójki bohaterów, towarzyszka rozmowy odpowiedziała na pytanie Malkawiana.

- Ten bardziej zarośnięty z tych którzy wyszli z służbą. A teraz jeśli mi wybaczysz to przypomniałam sobie, że też chciałam kogoś o coś zapytać.

Mówiła szczerze, że nie wiedziała nic o Batmanie, więc skinął jej głową na znak zakończonej konwersacji.

Kapitan Galaktyka ruszył w stronę pucharów z krwią. Chwytając kielich ostrożnie spojrzał w stronę dobrze bawiącego się Dra Destiny i jego towarzyszki, by wreszcie i ją dograć do swojego szalonego umysłu. Nie zmieniała się, jej kolor włosów ciągle był taki sam, nie pojawiała się maska na twarzy Kanitki. Jednak filtr rzeczywistości działał. Dostrzegł ją, z tego samego komiksu co Logana.

Ruda z X-Menów! Ciekawe czemu woli rozmawiać z tym szarlatanem, niż ze swoim przyjacielem mutantem... Może ten wymiar jest bardziej pokręcony niż myślałem? Może w tym wymiarze nigdy się nie poznali? Może w tym wymiarze Batman został zgładzony? Albo co gorsze jest po stronie Ligi Złoczyńców? Dlatego dla równowagi wszechświata Jocker jest w Lidze Sprawiedliwych? Za dużo pytań, a za mało odpowiedzi. Mam tu sprawę więc, może najpierw skupie się na niej, a potem lub przy okazji dowiem się co się stało z rycerzem Gotham.

W końcu jestem tutaj nie bez przyczyny. Mam misje. Ważną misje. A ja nie odrobiłem lekcji. Podstawowy błąd, którego Batman nigdy by nie popełnił.


Spojrzał jeszcze w stronę swojej niedawnej towarzyszki rozmów, z ciekawości, z kim tak gorączkowo chciała pogadać. Umysł Malkawiana bardzo płynnie przefiltrował rzeczywistość, ukazując mu kolejną bohaterkę z komiksów. Zatannę. Postanowił przysłuchać się rozmowie.

Rozumiem już Huntress szuka informacji u czarodziejów. Rozważnie. W magii jest wiele potencjału, sam w końcu co nieco na ten temat wiem.

Czarny kościół może być bardzo magicznym miejscem. Może dlatego zostałem wezwany. Mało danych, muszę poczekać cierpliwie. Dowiem się coś więcej na pewno, kiedy spotkamy się z gospodarzem.


Kapitan usiadł w rogu sali na wygodnym fotelu. Starszym niż on sam. Usiadł tak by mieć dokładnie wszystkich na oku. Prawą ręką odchylił delikatnie maskę tak by nikt nie ujrzał jego twarzy, a lewą przyłożył puchar do ust by sączyć pyszny trunek. Czekając na powrót Logana, Lexa i na przybycie najważniejszego: gospodarza.

Jego wzrok zawiesił się na jeszcze jednym bohaterze, który tak ochoczo szedł w stronę Rudej i Doktora. Jego umysł zaczął ponownie swoją prace i nim spostrzegł już wiedział kim jest ten bohater. Halucynacje zaczęły działać. Ujrzał jak głowa Mortena zaczęła płonąć. Twarz zniknęła rozpadając się w eter. Pozostawiając tylko płonącą czaszkę.

[center]Obrazek[/center]

Ghost Rider też tutaj jest. Widzę że Supermen zebrał samą śmietankę towarzystwa. Zadanie musi być nie zwykle trudne skoro wezwał nawet demona z piekieł.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere).
Ostatnio zmieniony 25 lutego 2018, 11:34 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 15 lutego 2018, 15:16

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

Gangrel po powrocie do sali zauważył, że właściwie wszyscy (nie licząc zamaskowanej postaci siedzącej w kącie na fotelu) podzielili się na 2 grupy. W tym momencie zdał sobie sprawę z tego, w jak bardzo niekorzystnym położeniu się obecnie znajduje - sam przecież nie rozwikła tej zagadki. Są co prawda przyjaciele, aczkolwiek raczej jak do tej pory będzie zdany praktycznie wyłącznie na siebie. A zdecydowanie nie był specjalistą od kościołów ani innych religijnych pierdół. Po zlustrowaniu obecnych doszedł do wniosku, iż grupa skoncentrowana wokół czarnego dziadka ma w sobie większy potencjał, wobec tego podszedł sprawdzając uprzednio, czy nie przerwie w ten sposób jakiejś istotnej rozmowy.

Odczekał na stosowną chwilę, po czym skłonił się krótko, acz pewnie i powiedział do pozostałych:

- Witam serdecznie wszystkich. Nazywam się Claus Johansen i nie dało się nie zauważyć, jak znamienite postaci się tutaj zebrały. Proszę mi wybaczyć, lecz nie znam się kompletnie na zasadach wytwornej etykiety, zatem powiem tak jak potrafię, czyli wprost - w tym momencie rozejrzał się po twarzach zebranych, by ocenić ich reakcje, po czym kontynuował:

- Niewątpliwie wszyscy posiadacie wielkie talenty i sądzę, że jeśli chodzi o sprawy materii umysłowej czy duchowej, to świetnie sobie z nimi poradzicie. Jednak nie wiadomo, co kryje się za drzwiami Sorte Kirke. Tak się szczęśliwie składa, iż lepszą osobę w cichym zwiadzie i bezpośrednim starciu trudno będzie znaleźć w okolicy. Dodatkowo w pakiecie zapewniona ochrona osobista na najwyższym poziomie i wsparcie naturalnej części miasta. Ach, zapomniałbym też wspomnieć, że wiem to i owo o leczeniu, co, choć nam może nie być potrzebne, to ponownie zadam pytanie - czy wiemy, co kryje się w kościele? Myślę, że możemy się wszyscy wzajemnie świetnie uzupełnić. Co Państwo sądzą o mojej propozycji?

Medyk cały czas stał wyprostowany czekając na jakiekolwiek odpowiedzi pozostałych. Liczył się z możliwością odrzucenia propozycji, ale jak to mówili jego koledzy ze Stanów "If you don't ask it, you won't get it"*

*Ang. "Jeśli o coś nie poprosisz, nie dostaniesz tego"
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 lutego 2018, 15:43

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
- Jak pan widzi, Mortenie - odezwał się Algol, zwracając się do stojącego obok Brujaha - miałem rację. Obawiam się, że tego wieczora będę się musiał liczyć z popularnością nie przystającą zgoła do mej wrodzonej skromności.

Szkarłatny błysk w lewym oku Starszego, oraz lekki ton jakim wypowiedziana została ta uwaga, zdradzały, iż humor najwyraźniej nie opuszczał hrabiego. Czarownik przybrał jednakże nieco poważniejszy ton, zwracając się do Clausa:

- Myślę, że pana propozycja jest nie tylko nad wyraz uprzejma, ale i pożyteczna - rzekł, spoglądając w oczy Gangrela. - Grubiaństwem zaiste byłoby ją zignorować. Jednakże, rozważając sytuację, w której znajdujemy się teraz, proponowałbym przenieść naszą dyskusję zarówno w czasie jak i w przestrzeni. Tak się składa bowiem, iż zaprosiłem już madame Isabelle oraz pana Mortena na małe spotkanie, poświęcone sprawie Sorte Kirke. Jeśli więc, po audiencji u Księcia, będzie pan nadal zainteresowany współpracą, sugeruję dołączyć do naszego trio. Cóż rzeknie pan na to?
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 15 lutego 2018, 15:59

[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

- Uważam, - odpowiedział spokojnym tonem Gangrel - iż jest to bardzo dobra propozycja. Zobaczmy zatem, co książę ma nam do powiedzenia w tej sprawie.

To mówiąc Claus pozostał w grupie przysłuchując się rozmówkom pozostałych, samemu raczej się nie odzywając nie pytanym.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 lutego 2018, 21:22

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

W końcu nadeszła chwila na którą wszyscy czekali. Do Złocistego Salonu wszedł ubrany w strój średniowiecznego błazna - Primogen klanu Malkavian. Ukłonił się nisko przed wszystkimi czyniąc elegancji gest powitania:

- Witajcie, Spokrewnieni. Książę zaprasza na audiencję.

Goście razem z Lukasem Niesporem przeszli korytarzem do Sali Tronowej. Wszyscy obecni byli już tutaj wcześniej przynajmniej raz, nie zaskoczył ich więc kierunek wybrany przez Malkavianina. Pomieszczenie, do której weszli, przechodząc przez misternie rzeźbione drzwi, przyćmiewało swym splendorem Złocisty Salon. Bogactwo władcy Isdaggry było tutaj aż nadto widoczne. Na końcu wysoko sklepionej komnaty, w otoczeniu marmurowych filarów, zasiadał Książę.

[center]Obrazek[/center]
Członkowie Camarilli uklęknęli na lśniącej posadzce, oddając Księciu należny mu hołd. Hrabia Algol zaś zgiął się w głębokim ukłonie, dyktowanym szacunkiem względem potężniejszego władcy. Ventrue odczekał kilka chwil, po czym przemówił:

- Witamy wszystkich przybyłych. Usiądźcie - ton Księcia zdradzał, iż jego właściciel nawykł do posłuchu. Lukas wskazał Kainitom stojące przed tronem krzesła.

- Jesteście tutaj - odezwał się ponownie Książę - ponieważ tym razem zamierzamy zapobiec bezsensownym sporom, które mają miejsce za każdym razem, gdy "Sorte Kirke" otwiera swoje podwoje. Przeto mając na względzie dobro Camarilli zdecydowaliśmy, iż zabronimy Starszym zbliżania się do tego przeklętego miejsca. Dlatego tutaj jesteście. Młodzi i posłuszni...

- Z wyjątkiem hrabiego Algola - wzrok Księcia spoczął na czarowniku - który przyjął me zaproszenie i również pragnie udać się tam osobiście. Akceptuję tą decyzję. Nie jesteś moim poddanym, Starszy, dlatego nie będę cię zatrzymywał. Niechaj los ci sprzyja.

- Dziękuję, Książę - Hrabia skłonił się lekko w odpowiedzi, przyjmując decyzję Ventrue. Oczy władcy miasta spoczęły ponownie na zebranych członkach Camarilli:

- Zdecydowaliśmy, iż ten z was, który zdejmie klątwę z "Sorte Kirke" otrzyma to miejsce na własność. Jeżeli przez miesiąc będzie można tam wchodzić co noc, bez obawy o własne życie i zdrowie natychmiast, książęcym dekretem, zdecydujemy o przyznaniu domeny. Rozumiem, że każdy z klanów jest zainteresowany "Sorte Kirke". Tym bardziej więc będziemy radzi przydzielić teren młodemu, ambitnemu obywatelowi Camarilli. To wasza ogromna szansa, nie zmarnujcie jej więc, ni naszej wiary jaką w was pokładamy. Kolejna taka okazja może trafić się dopiero za sto lat. Macie czas do końca jutrzejszej nocy - zakończył.

- Możecie teraz zadać Księciu pytania - odezwał się stojący obok tronu Lucas - Nie nadużywajcie jednak czasu Jego Wysokości i starajcie się trzymać istotnych spraw.
Jeżeli chcecie się odzywać do Księcia, to proszę uważać aby nie zwracać się na ty i używać pluralis maiestatis. Dobre będą zwroty: mości książę, panie, władco Isdaggry itd.
Jeżeli nie macie pytań do Księcia, to także ujmijcie to w poście, by wasz MG nie musiał się domyślać.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus, Cezar, Lukas oraz Nosferatu, który wszedł do Sali Tronowej jako ostatni.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 lutego 2018, 22:47

Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996

Ostatnią osobą która wśliznęła się do sali był Nosferatu, ubrany w starannie dopasowany, trzyczęściowy garnitur w kolorze błękitu paryskiego, którego nie powstydziłby się nawet japiszonowaty Ventrue. Całości dopełniała jasnobeżowa koszula z wąskim kołnierzykiem, związany w podwójny krzyż, cienki, rudy krawat i ciemnobrązowe eleganckie buty. Trzeba było przyznać, że garderoba leżała świetnie na szczupłej, wysokiej, podobnej modelowi sylwetce szczura i o dziwo nie śmierdziało kanałem. Byłoby rewelacyjnie, gdyby ogólnego wizerunku nie psuła ochydna nosferacka morda: trupia twarz pozbawiona nosa i warg z czarnymi jak smoła, bardziej podobnymi zwięrzęciu niż istocie ludzkiej oczyma, dopełniającymi makabrycznego wyglądu. Ponieważ wydawało się, że był przybył w ostatnim momencie, więc czasu zostało mu jedynie na ograniczone do przyjaznego kiwania głową przywitanie z wchodzącymi do sali kainitami. Próbując się przepraszająco uśmiechać do zgromadzonych (co miało w praktyce straszny efekt) szczur usiadł na wskazanym miejscu.

Przez te zasrane skarpetki zdążyłem ledwo na czas. Rodney może i głupi nie jest, ale żeby pomylić kolor orzechowy z kasztanowym... Masakra jakaś. Wyglądałbym jak debil jakiś w zbyt jasnych skarpetach.

Szczur słuchał w skupieniu Andreasa i analizując wszystko na bieżąco, choć przemyślenia miły wiele dygresji, niekoniecznie związanych z powagą sprawy. Siłą rzeczy jego myśli kręciły się wokół szanownych gości Księcia. Słyszał o nich co nieco, ale niektórych widział pierwszy raz. Uznał, że najmocniejszym kandydatem do zerwania klątwy jest Starszy. Konkurencji nie miał zbyt silnej, bo w postaci młodzików takich jak Szczur.

Zna się ziomek na tych wszystkich mambo-dżambo hokusach pokusach, ma mocniejszą krew i jeszcze cała familiade na usługach podobno. Jakbym miał strzelać, to koleżka ma największe szanse załatwić sprawę, jeszcze upilnować kościół przez miesiąc i wyruchać konkurencje w kakałko. Trzeba przyznać, że przystojny w chuj! Jakbym był żywy to bym pochasał na całego z takim... No dobra, największe szanse w tym przypadku pewnie i tak są promilowe. Skoro świątyni nikt nie otworzył przez stulecia a próbowały już pewnie nie takie kozaki... No jeszcze jest ta całą Michelle. Może suczyca coś namieszać w szykach Algolowi...

Toreadorka, no niczego sobie... Odstawiła się jak gwiazda. Gust ma faktycznie jebaniutka. Na shopping trzeba by z nią wyskoczyć tylko pewnie będzie strzelać z dupy, że się musiałaby z nosferem wozić, wstyd na całą degeneracje. Fuck, czemu Izunia mi się z tym całym szurniętym Ray'em kojarzy? Przecież niebo a ziemia, taka różnica.

Za Karen to też się muszą hetero obracać, no i ma warsztat. Wygląda na swoją dziewuchę. Pewno nie ma takiego kołka w dupie jak weźmy na to, ta Tremerka. BTW w moim Chargerze trzeba jakieś przyczłapy do burgatorów wymienić... coś tam o tym Rodney pierdział. Kurwa same kłopoty z tym gratem. Ale kto ci fure wyserwisuje? Rodzine należy wspierać, nie Bradley?

Claus to chyba się z lasu urwał, ale ktoś taki może się przydać. Jeśli ma ciut więcej odwagi niż dobrze mi znany kolega Silvio, to jest git. W końcu to spokojny Gangrel, a nie jakiś narwany Brujah jak ten cały Ray... Chociaż jak popatrze na Mortena, to jakbym reinkarnacje tego wariata widział, ale ten to podobno jakiś szatan czy tam inszy blakołak. Ale rozsiadł sie na zydlu zupełnie jak wypisz wymaluj Richie Rich, tylko patrzeć jak zacznie kapustą strzelać z rękawów.

Obu Malkavów nie ma co ignorować. Może wyglądają śmiesznie i mają nasrane do garów przez ich wrodzone skłonności, ale wbrew pozorom w ich szaleństwie kryje się czasem wielka mądrość. Wystarczy spojrzeć na Lukasa. Nic dziwnego, że Wesołek Morten strzela fochy o niego. Co tu się oszukiwać, konkurencje ma niedoścignioną póki co... No i jeszcze ja między nimi, pierwszy pedzio w domenie, kurwa bosko po prostu.


Nie łudził się każdy z tu zgromadzonych nie przybył ze swojego widzi mi się. Był przekonany, że za każdym stoi primogen klanu, a kto wie, pewnie nawet ktoś wyżej. Sorte Kirke było zbyt wysoką stawką na stole, aby zotawić ją do grania młodzikom. Zresztą Andreas nawet się z tym bardzo nie krył.

- ... wasza ogromna szansa, nie zmarnujcie jej więc, ni waszej wiary jaką w was pokładamy...

Jest szansa? Chyba wyruchać szympansa... W sumie w razie W łatwo stracić takich frajerów jak my, dużo łatwiej niż siebie samego. Nie no trochę optymizmu. Damy rade. No to mamy czas do jutrzejszej nocy. Thanks Good Evening Bye. O jeszcze sesja Q&A! Zajebiście! Nie wyrywaj się Westwood, daj mówić mądrzejszym...
Bradleyowi wypadło kilka sukcesów, także jeśli chodzi o dobór stroju jest dobrze, gorzej z doborem mordy, ale nie wypada przed Księciem się pod inną postacią pojawiać. Ci którzy kiedyś spotkali już Westwooda, pewnie go widzą pierwszy raz bez maski.Generalnie Nosfer nie będzie się wywrywał z pytaniami póki co. Zaczeka i ewentualnie pod koniec dopyta o coś, jeśli będzie musiał.
Nosfer wygląda na lekko speszonego tym, że nie mial się spóźnił, ale nie popełnia żadnego Faux paus swoim zachowaniem.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus, Cezar, Lukas oraz Bradley.
Ostatnio zmieniony 16 lutego 2018, 23:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 lutego 2018, 00:19

Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996

Kiedy Cezar wkroczył do Złocistego Salonu liczył, że zdoła zamienić jeszcze słowo z Kapitanem, niestety nie było mu to dane. Dalsze zdarzenia zadziały się dalej nader szybko. Nagłe pojawienie się Szczura, które na zaskoczyło Cezara.... Choć jeśli chodzi o Nosferatu to jest tak, że nigdy tak naprawdę nie jesteśmy całkowicie pewni czy aby na pewno nie było ich z nami od samego początku, prawda? Potem wejście Lukasa, błazna i mędrca w jednym które w jednej chwili ucięło trwającą w sali sielankę i zawiązywanie koterii. Chociaż Cezar i tak nie zamierzał zajmować żadnej ze stron póki nie dowie się o co idzie samemu wielkiemu Księciu Isdaggry. Nie w jego stylu obstawiać w ciemno ruletkę kiedy nie wiadomo jeszcze w którą stronę się kręci, nie był przecież wariatem jak reszta jego klanu. Zawężało jego możliwości także jego niezbyt udane wyjście z mroku, po tylu latach w trakcie których... Cóż, musiał spojrzeć w twarz swemu własnemu boskiemu odbiciu w lustrze i szczerze przyznać, iż w kwestiach społecznych, zardzewiał bardziej niż kawałek żelastwa porzucony przez Wulkana w najciemniejszej części jego bezkresnej kuźni.

Należy te rzeczy nadrobić i przywrócić bo inaczej ilość ruchów staje się nader ograniczona już na samym wstępie... Nie mniej jednak jest jak myślałem, będzie to i tak pojedynek wyłącznie pomiędzy Algolem a...

Tak jak się spodziewał, jedynie dwóch liczących się graczy. Nikt bowiem inny ze zgromadzonych tutaj członków Rodziny raczej nie posiadał wystarczająco dużo sekretnej wiedzy okultystycznej, by podołać wyzwaniu rzuconemu przez Księcia. Tej wiedzy po prostu nie dało się nadrobić w jedną noc. To były dziesiątki lat studiów magicznych i praktyk odbywanych przy świecach, w komnatach krytych niezrozumiałymi znakami, przy starożytnych inkunabułach, kartach z ludzkiej skóry spisanych przez... W sumie patrząc na to krytycznie, dopuszczenie do tego wyścigu Algola było jak wystawienie profesjonalnego zawodnika wagi ciężkiej w ringu dla amatorów. Właściwie nie było czego porównywać w tym pojedynku i młodzież obstawiająca na samym początku, w ciemno na Starszego to wiedziała. Wynik wyścigu bowiem zdawał się z góry przesądzony.
Gdyby nie to, że za Michelle stał murem cały jej klan...

Mimo to, Cezar niemal czuł ciężar w powietrzu jaki skupiał się mimowolnie wokół osoby Algola. Jego stronnictwo liczyło, że przemówi pierwszy. Ze względów powagi doświadczenia w tym czym czarownik się parał i lubował a także starszeństwa należało mu się pierwszeństwo w zadawaniu pytań. Cezar czekał zatem i sam również mimowolnie łypał ukradkiem na Algola, zupełnie jak pozostali.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere), Claus, Cezar, Lukas, Bradley oraz czekający na tronie Książę.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 19 lutego 2018, 13:20

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Gromadzenie się coraz większej ilości osób wokół Algola zastanawiało ją nieco. Wprawdzie sama chciała początkowo udać się w jego kierunku, ale jej chodziło tylko i wyłącznie o Toreadorkę, a on miał być tylko dobry dodatkiem. Oczywiście był tu najstarszy i oczywiście znał się na jakiś dziwnych rzeczach, więc może i był najbardziej kompetentny w sprawie Kościoła, ale nie był członkiem Camarilli. Książe mógł go tolerować, ba mógł go nawet lubić, ale nie zmieniało to dla Karen faktu, że hrabia prawdopodobnie nie mógł jej pomóc w osiągnięciu wymarzonego celu.

Czyżby reszcie zależało bezpośrednio na tym magicznym kościele? Jak na nich patrzę to jakoś ciężko mi w to uwierzyć.


Wreszcie pojawił się Lukas i zostali poprowadzeni przed obliczę władcy miasta. Karen starała trzymać się z tyłu grupy by móc obserwować zachowania lepiej obeznanych z etykietą wampirów i robić to co oni by nie popełnić jakiejś gafy. Gdy siadali nie powstrzymała się jednak przed dokładniejszym przyjrzeniem niemal spóźnionemu Nosferatu.

Taki to ma pecha, ładne ubranie tylko podkreśla szkaradność jego gęby. Ciekawe kto to?

Jego twarz bez maski nie mówiła jej zbyt wiele, a nie dosłyszała zapowiedzi kamerdynera, gdy opuszczali Salon. Jednak szybko przestała zgadywać kto to może być, skupiając się na słowach Księcia.

Domena... No to się porobiło.

Nagle bezpośrednie zainteresowanie Sorte Kirke wydało jej się dużo bardziej logiczne.

Czyżby cześć wiedziała o nagrodzie wcześniej?

A słowa Andreasa "jeżeli przez miesiąc będzie można tam wchodzić co noc, bez obawy o własne życie i zdrowie" sprawiły, że miejsce stało się w jej oczach znacznie ciekawsze.

Pytania oczywiście kłębiły się w jej głowie tonami, ale nie miała zamiaru zadać żadnego zanim przynajmniej wyżsi statusem nie zadadzą swoich. Starała się na szybko przemyśleć o co tak naprawdę bezpiecznie było spytać w tym miejscu.

Mam nadzieję, że oni nie są wszechwiedzący i jednak o coś spytają.
Karen będzie czekać aż padną pytania i odpowiedzi innych, przynajmniej wyższych lub równych statusem. Chyba, że bardzo długo nikt się nie odezwie i wyjdzie na to, że jak ona tego nie zrobi to Książę zakończy spotkanie, to wtedy zaryzykuje zadanie pytania.
Obecni: Książę, Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle, Claus, Cezar, Lukas oraz Bradley.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 lutego 2018, 14:42

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Hrabia Algol nie miał pytań. A przynajmniej nie takich, które nadawały się do zaprezentowania w obecności zaproszonych gości. Oczywiście istniało kilka spraw, które go zastanawiały w połączeniu z Sorte Kirke. Miały one jednak naturę specjalistyczną, można by rzec: ściśle zawodową. Dostrzegając jednak z całą jasnością, iż w tej komnacie jest najbardziej kompetentną osobą w temacie, nie tracił czasu na próżne dywagacje. I tak nikt z zebranych nie miałby najmniejszej szansy ich pojąć.

Być może, gdyby był w innym nastroju, mógłby uznać lapidarność Andreasa za złośliwość najczystszej wody. Mówiąc jednak szczerze, nieszczególnie chciało mu się skupiać uwagę na tego rodzaju drobiazgach. Tej nocy miał jeszcze wiele spraw do załatwienia. Spraw ważnych i ciekawych - w przeciwieństwie do wysiadywania na krześle w komnacie tronowej Ventrue. Przybrał więc maskę uprzejmej cierpliwości, która mówiła jasno, iż Starszy zjawił się tu jedynie po to, by dopełnić formalności. Kurtuazja wszakże nie pozwalała na wkraczanie na czyjś teren bez wcześniejszej zapowiedzi. Zwłaszcza, gdy ten ktoś wystosowywał do ciebie regularnie listy co sto lat... Listy, które jak dotąd kończyły nieodmiennie w kominku...

Ignorując całkowicie ukradkowe spojrzenia, jakim co jakiś czas obdarzali go członkowie Camarilli - najwyraźniej żywiąc próżną lecz uroczą nadzieję, iż zechce ulżyć im w cierpieniach - skupił się na podziwianiu wystroju komnaty. Zastanawiał się, czy powinien użyć drewna cisowego, czy topolowego? Runiczny pręt będzie najlepszy. Choć kość runiczna miałaby lepszy tydor. Może wykorzysta też czaszkę. Coś niewielkiego, ale posiadającego właściwy rezonans... Zając nie bardzo, może kret... Wrona, kruk...? Nie... Ptaki mają niestety zbyt delikatny szkielet... Zresztą, będzie trzeba sprawdzić co zostało na stanie. Miał nadzieję, że dzieciaki z Camarilli nie będą miały dużo pytań. Najlepiej żadnych. I tak tkwił tutaj już o wiele za długo... Będzie musiał pomyśleć, jak rozplanować to wszystko w czasie... Andreas, na demony, powiedz już, byśmy szli szukać szczęścia i kończmy to przedstawienie...
Algol nie ma kompletnie żadnych pytań i nie wygląda na to, by w ciągu całego spotkania miał jakieś mieć. Jest wszakże zbyt rozsądny i dobrze wychowany, by jawnie okazać znudzenie.
Obecni: Książę, Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle, Claus, Cezar, Bradley, Lukas
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 19 lutego 2018, 19:52

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

Ach tak, zobaczmy teraz, kto o niczym nie wiedział.
Pomyślała dyskretnie spoglądając na pozostałych kainitów. To wyjaśnia brak obecności starszych, brakujący element puzli. Wyśmienity pomysł, przenieść konkurencję na niższy szczebel. W ten sposób nie powinno dojść do żadnych dramatyzmów wśród starszych. Widocznie książę chce upiec kilka pieczeni na raz, utrzymując przy tym polityczną równowagę.

Toreadorka postąpiła krok to przodu jakby wychodząc przed szereg. Dygnęła wdzięcznie unosząc do tego lekko suknię wyćwiczonym gestem.

- Słowa miłościwie nam panującego są jasne i klarowne. Nie posiadam pytań, którymi można by zainteresować osobę naszego najjaśniejszego władcy. Serdecznie dziękuję za podarowanie nam takiej szansy.

Po wypowiedzianych słowach odstąpiła krok do tyłu.
Obecni: Książę, Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle, Claus, Cezar, Bradley, Lukas
Sanity is for the weak!

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 20 lutego 2018, 14:04

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996
[/center]

Wzrok Kapitana Galaktyki dojrzał nienagannie ubranego Nosferatu, jednak trybiki w głowie szaleńca były aktualnie zajęte inną dywagacją, niż dogrywaniem postaci do kalki komiksowego świata.

Zadanie będzie niechybnie trudne, muszę dogadać się z Zatanną i Hunthunter. Sądzę, że się zgodzą ze mną współpracować. Jako bohaterki pewnie nie chcą, by zwyciężył ktoś taki jak Dr Destiny, Wolverin czy Ghostrider. Grunt to zdjęcie klątwy, jednak jeśli takie miejsce w padnie w ręce kogoś takiego Dr Destini lub Lex Lutor, to równowaga we wszechświecie może zostać naruszona.

Malkawianin rozejrzał się delikatnie po zgromadzonych. Upewniając się, że może zadać pytanie władcy. Chwile zastanowił się nad odpowiednim doborem słów, by nie rozgniewać Supermena.

-Sprawiedliwy Panie, który dbasz o porządek w tym jakże wspaniałym mieście. Nieśmiertelny i niezniszczalny, najsilniejszy z najsilniejszych, który spalasz na popiół wrogów Ligi samym tylko swym spojrzeniem. Niezrównany bohaterze, któremu należny jest hołd i chwała. Jakże ciesze, się że w swej łasce pozwoliłeś i mi stanąć przed twym obliczem, bym mógł wziąć udział w tym jakże wielkim zadaniu. Zamierzam dołożyć wszelkich starań, by zdjąć klątwę z Czarnego Kościoła. Niestety nie wiem zbyt wiele na jego temat. Gdyż nie pochodzę stąd i nie miałem wystarczająco czasu, by zaznajomić się z tutejszymi legendami. Tak więc mam wiele pytań z nim związanych. Nie chciałbym zajmować najjaśniejszemu zbyt dużo czasu, gdyż wiem, że świat cię potrzebuje Panie. Każdy wie przecież, że bez ciebie ziemia pogrążyłaby się w chaosie. Więc jeśli taka twa wola, oddeleguj mnie do osoby, bądź literatury która mogłaby mnie oświecić w tym temacie. A jeśli rad jesteś udzielić mi odpowiedzi na głębiące mnie pytania. Będę niezmiernie uradowany, słuchając jej z twych ust.

Omal nie powiedziałem Supermen... uuhuu... Dobrze, że istnieje słowo PAN. - przeszło mu przez głowę, po czym wyrzucił z siebie ciąg pytań:

-Kto zbudował kościół i czy był on okultystą? Kiedy została rzucona klątwa i przez kogo? Ilu ludzi i zacnych nieśmiertelnych bohaterów pochłonął kościół? Czy ktoś ocalał przed gniewem klątwy, z którym mógłbym zamienić słowo? W jaki sposób Sorte Kirke zabija, czy coś wiadomo o energiach tam panujących? Czy ktoś próbował już zdjąć klątwę i w jaki sposób, bym nie popełniał tych samych błędów?
Obecni: Książę, Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle, Claus, Cezar, Bradley, Lukas

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 21 lutego 2018, 12:28

[center]Sala Tronowa, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]

Niespodziewane pojawienie się Nosferatu, w swojej prawdziwej postaci nieco poruszyło młodego Kainitę. Ten kontrast pomiędzy jego nienagannym strojem, a koszmarnym... obliczem skonsternował nawet nawykłego do różnych widoków Mortena. Wygląda jak trupem wyjęty z jakiegoś horroru, że też nie boi się tak stawiać przez księciem. Krótkie rozmyślenia na kilka sekund wybiły wampira z rytmu. Na powrót skupił się na monologu władcy Isdaggry.

...i naszej wiary jaką w was pokładamy. Kolejna taka okazja może trafić się dopiero za sto lat. Macie czas do końca jutrzejszej nocy - skończył swą wypowiedź książę.

Nastał czas na pytania w stronę władcy, a Morten czuł jakby właśnie ktoś kazał mu przejść przez pole minowe. Szlag, rozmowa z tymi ugłaskanymi złotodupcami to był przy tym pryszcz - pomyślał. Przełknął ślinę i ponownie zaczął układać sobie w głowie te wszystkie wykrochmalone i wyprasowane w kancik wypowiedzi.

Odczekał aż wypowiedzieli się wszyscy wyżsi statusem od niego. Brujah intuicyjnie znał swoje miejsce w hierarchii. Nim zwrócił się do Andreasa, powstał ze swego siedziska i skłonił głowę:

- Wasza wysokość, a co w przypadku, gdy zdjęcie klątwy będzie udziałem całej grupy Spokrewnionych? Jak wtedy zostanie rozstrzygnięta kwestia przydzielenia domeny?

Nie pytał o co będzie w przypadku niepowodzenia. Znikoma wiedza, którą posiadał na temat Sorte Kirke wystarczała mu do tego, by nie zadawać tak naiwnych pytań.

- Panie, oświećcie nas też kto i w jaki sposób będzie sprawdzał czy klątwa jest już zdjęta? Czy wyznaczone będzie do tego celu specjalne gremium?
Obecni: Książę, Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle, Claus, Cezar, Bradley, Lukas
Ostatnio zmieniony 21 lutego 2018, 13:12 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ