: 13 lutego 2018, 16:04
[center]Złocisty Salon, po zachodzie słońca, 13 maj 1996[/center]
Morten postrzegał siebie jako raczej zdecydowanego człowieka, tfu... wampira. Choć wszystkie te wytworne ceregiele i umizgi były czymś zgoła odmiennym niż codzienność w której brał udział, to rozumiał ogólne zarysy zasad. Widział toczącą się w zaciszu salonu grę, widział piruety i skłony, które czynili do siebie poszczególni gracze, przesuwając się niczym figury po szachownicy. Mimo wszystko "wystąpienie" Cezara było dla niego konsternującą zagadką. Zdziwienie, w które go wprawiło, starał się skrzętnie ukrywać pod płaszczykiem obojętności i kamiennego oblicza twarzy. Zapewne moja aura zdradza jednak mój stan duszy - nieco bardziej czujnym wzrokiem, acz powoli zlustrował pomieszczenie. Nikt jednak nie zdawał się zwracać na niego uwagi. Wszyscy na powrót zajęli się swoim towarzystwem lub... podziwianiem wystroju wnętrza.
Pora zrobić nieco polityki - rzekł w duchu. Ujął w dłoń puchar ze szkarłatem i niby od niechcenia ruszył od stolika podziwiać wiszące na ścianach arcydzieła malarstwa. Jego kroki jednak, choć nieco okrężną drogą, zbliżały się do duetu, który choć tymczasowo, tworzyli piękna Isabell i hrabia Algol. Nawet jeśli jego stosunek do klanu Róży był, powiedzmy, ambiwalentny, to nie mógł odmówić urody jej przedstawicielce.
Zbliżając się do pary, zebrał w sobie wszystkie, nie najgłębsze, pokłady etykiety i ogłady, i przywitał się.
- Wyrazy szacunku Isabell, która reprezentujesz Klan Róży. Witam i ciebie, hrabio Algolu, słyszałem o panu wiele dobrych słów. Czy pozwolą Państwo, że przyłączę się do waszego towarzystwa?
Subtelnym ruchem ręki skinął na lokaja by ten przybył z karafką vitae.
- Oczywiście. Im nas więcej, tym weselej - odezwał się hrabia żartobliwie. - W czym możemy pomóc gentlemanowi z Klanu Brujah?
Morten postrzegał siebie jako raczej zdecydowanego człowieka, tfu... wampira. Choć wszystkie te wytworne ceregiele i umizgi były czymś zgoła odmiennym niż codzienność w której brał udział, to rozumiał ogólne zarysy zasad. Widział toczącą się w zaciszu salonu grę, widział piruety i skłony, które czynili do siebie poszczególni gracze, przesuwając się niczym figury po szachownicy. Mimo wszystko "wystąpienie" Cezara było dla niego konsternującą zagadką. Zdziwienie, w które go wprawiło, starał się skrzętnie ukrywać pod płaszczykiem obojętności i kamiennego oblicza twarzy. Zapewne moja aura zdradza jednak mój stan duszy - nieco bardziej czujnym wzrokiem, acz powoli zlustrował pomieszczenie. Nikt jednak nie zdawał się zwracać na niego uwagi. Wszyscy na powrót zajęli się swoim towarzystwem lub... podziwianiem wystroju wnętrza.
Pora zrobić nieco polityki - rzekł w duchu. Ujął w dłoń puchar ze szkarłatem i niby od niechcenia ruszył od stolika podziwiać wiszące na ścianach arcydzieła malarstwa. Jego kroki jednak, choć nieco okrężną drogą, zbliżały się do duetu, który choć tymczasowo, tworzyli piękna Isabell i hrabia Algol. Nawet jeśli jego stosunek do klanu Róży był, powiedzmy, ambiwalentny, to nie mógł odmówić urody jej przedstawicielce.
Zbliżając się do pary, zebrał w sobie wszystkie, nie najgłębsze, pokłady etykiety i ogłady, i przywitał się.
- Wyrazy szacunku Isabell, która reprezentujesz Klan Róży. Witam i ciebie, hrabio Algolu, słyszałem o panu wiele dobrych słów. Czy pozwolą Państwo, że przyłączę się do waszego towarzystwa?
Subtelnym ruchem ręki skinął na lokaja by ten przybył z karafką vitae.
- Oczywiście. Im nas więcej, tym weselej - odezwał się hrabia żartobliwie. - W czym możemy pomóc gentlemanowi z Klanu Brujah?
Spoiler!
OD MG:
Morten wyrzuca 4 sukcesy na charyzmatyczną prezentację siebie. Może jego strój jest niewyszukany, jednak jego prezencja i sposób zachowania się świadczą o tym, że jest gentlemanem.
Morten wyrzuca 4 sukcesy na charyzmatyczną prezentację siebie. Może jego strój jest niewyszukany, jednak jego prezencja i sposób zachowania się świadczą o tym, że jest gentlemanem.
Obecni: Algol, Isabela, Karen, Kapitan Galaktyka, Morten, Michelle (Obywatelka z klanu Tremere).
[/center]
[/center]
[/center]