: 03 lutego 2018, 23:15
[center]Opodal Mądrego Kamu, 29 Łżykwiat (Aloqua)[/center]
Wciągając w nozdrza całkiem przyjemny zapach stęchlizny, podkreślony charakterystyczną nutą pleśni i kuszącą wonią mułu, Kallan przykucnął obok Felidae nie chcąc przypadkiem nadepnąć zwalniającemu kroku czworonogowi na ogon.
- Roztropnie prawisz, druhu - szepnął czarownik - Wszelako na tych mokradłach nie dość drzewów, co byś mógł po nich skakać, a do wody nie wpaść. Wleź ty mi lepiej na pukel, poniosę cię jak kozę z pastwiska, bo jak przemokniesz, znów będziesz kichał i smarkał bez ustanku.
W zapachową kompozycję pieszczącą powonienie Vileny wdarł się nagle akcent nie pasujący do całości: woń niedawno rozczesanego gęstego futerka, słonawa i znajoma. Nętka.
- Siostro, czy twój skrzydlaty towarzysz zechce stać się naszymi oczami? Mus nam ominąć skrzętnie groblę, wszelako na tych bagnach czai się zło, o których wszyscy słyszeliśmy.
Pieśniarz Astralu wzdrygnął się na samą myśl o topielnikach, odrażających nieumarłych kryjących się pośród porośniętych rzęsą sadzawek i grząskich rozlewisk. Utopce czyhały w tym miejscu tak długo jak tylko Kallan sięgał pamięcią, chociaż nigdy nie zbliżały się do wioski, najpewniej odstraszane od Kamu czarodziejską mocą ochronnego menhiru - a tak przynajmniej sądził niezbyt obyty w teorii magii guślarz. Szeptane złośliwie po kątach plotki głosiły, że pierwszym z nich był jakiś ludzki przybysz z Drecare, który wbrew zdrowemu rozumowi rozkochał się bezgranicznie w babce Nętki i który utopił się własnoręcznie w bagnie po odrzuconych przez nią zalotach - tradycyjnie wychowana Utra nie potrafiła bowiem znieść widoku jego bezwłosego torsu. Vilena, z oczywistych powodów nie czujący żadnego pociągu ani do obdarzonych brzydkimi oczami ludzi ani do cierpiących na brak kostnych płytek Utra, nie miał pojęcia, ile w tej historii było prawdy, a ile przekornej złośliwości, wszelako przygody wielu napastowanych na bagnach ziomków jawnie dowodziły tego, że utopce cały czas tam krążyły!
Wciągając w nozdrza całkiem przyjemny zapach stęchlizny, podkreślony charakterystyczną nutą pleśni i kuszącą wonią mułu, Kallan przykucnął obok Felidae nie chcąc przypadkiem nadepnąć zwalniającemu kroku czworonogowi na ogon.
- Roztropnie prawisz, druhu - szepnął czarownik - Wszelako na tych mokradłach nie dość drzewów, co byś mógł po nich skakać, a do wody nie wpaść. Wleź ty mi lepiej na pukel, poniosę cię jak kozę z pastwiska, bo jak przemokniesz, znów będziesz kichał i smarkał bez ustanku.
W zapachową kompozycję pieszczącą powonienie Vileny wdarł się nagle akcent nie pasujący do całości: woń niedawno rozczesanego gęstego futerka, słonawa i znajoma. Nętka.
- Siostro, czy twój skrzydlaty towarzysz zechce stać się naszymi oczami? Mus nam ominąć skrzętnie groblę, wszelako na tych bagnach czai się zło, o których wszyscy słyszeliśmy.
Pieśniarz Astralu wzdrygnął się na samą myśl o topielnikach, odrażających nieumarłych kryjących się pośród porośniętych rzęsą sadzawek i grząskich rozlewisk. Utopce czyhały w tym miejscu tak długo jak tylko Kallan sięgał pamięcią, chociaż nigdy nie zbliżały się do wioski, najpewniej odstraszane od Kamu czarodziejską mocą ochronnego menhiru - a tak przynajmniej sądził niezbyt obyty w teorii magii guślarz. Szeptane złośliwie po kątach plotki głosiły, że pierwszym z nich był jakiś ludzki przybysz z Drecare, który wbrew zdrowemu rozumowi rozkochał się bezgranicznie w babce Nętki i który utopił się własnoręcznie w bagnie po odrzuconych przez nią zalotach - tradycyjnie wychowana Utra nie potrafiła bowiem znieść widoku jego bezwłosego torsu. Vilena, z oczywistych powodów nie czujący żadnego pociągu ani do obdarzonych brzydkimi oczami ludzi ani do cierpiących na brak kostnych płytek Utra, nie miał pojęcia, ile w tej historii było prawdy, a ile przekornej złośliwości, wszelako przygody wielu napastowanych na bagnach ziomków jawnie dowodziły tego, że utopce cały czas tam krążyły!
Nie wiem jak działa ewentualnie obciążenie w przypadku niesienia na grzbiecie kota, ale teoretycznie Kallan jest gotowy go ponieść (o ile to ma sens). Natomiast nie wiem, czy to bezpieczne, żeby stuha wychodził w tym czasie w astral - nie jest przypadkiem tak, że na tych nawiedzonych mokradłach coś może łatwiej w niego wleźć?
[/center]
[/center]
[/center]