: 09 kwietnia 2018, 17:37
Przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996
Myśli kotłowały się po głowie Westwooda niczym w porypanym mózgu Malakviana. Wydarzenia ostanich kilku sekund, słowa któe docierały do niego z róznych stron. Ledwo nadążał z ich analizą. Może gdyby był jakimś flegamtycznym angielskim gentlemanem z możliwością zatrzymywania czasu to wtedy może by wyrabiał. Dostrzegł też bardzo niepokojące go szczegóły. Karen nie dostała zwykłą kulką. Rany jakie odniosła nie były z tych jakie wampiry leczą w mgnieniu oka.
Jebaniutka twarda sztuka. Świnka ma jaja większe niż moje. Większość Krzykaczy po czymś takim pewnie już zapierdalałaby w szale... - pomyślał z uznaniem o dziewczynie. Jesli przyrównać go do Ray, którego kiedyś poznał i jego krótkiego bezpiecznika, to Karen była przy nim prawdziwą oazą stoickiego spokoju.
No i jej krew... Wsiąkła w bruk dziedzińca w nadnaturalnym tempie, jakby wciągana niewidzialną siła. Szczura przeszedł dreszcz tylko na myśl co mogła zbudzić. W końcu z grubsza miał pojęcie, że mogą tam być niezłe leszcze. Potworne oczy Szczura na ułamek sekundy spotkały się z pięknymi oczami Michelle. ALe te wyrażały strach, co tylko potwierdziło obawy Bradley'a. Nie wiedział, czy to strach czy nie, ale Michelle w końcu wykazała jakąś inicjatywę:
- Lepiej będzie jak się ujawnimy i powiemy Giovanni ze wzielismy ich za czlonkow Sabatu...
No to już jest coś... Ja bym kurwiarzy jeszcze przegadał, ale chyba mamy tu lekki "Houston we've got a pro", więc lepiej nie wyskakiwać z niczym
- Ta krew obudzila coś... - Michelle szeptała dalej: - Coś niewidzialnego i bardzo niebezpiecznego... ta krew sprawiła, że wrota można już otworzyć...
- Fuck... - zaklął Westwood. Nie było dobrze i nie zanosiło się aby mogło być lepiej. Giovani i dzieciarnia Algola mieli ich na talerzu, a tu jeszcze czekało ich coś gorszego.
- Ok zdejmę niewidzialność. Trzeba jakoś Karen ogarnąć, bo nie będzie z nią dobrze...
- Mogę jej pomóc, potrzebujemy krwi. Miała pecha, że akurat ona dostała taką kulą.
Nosferatu spojrzał na leżący na bruku pocisk i już domyślał się jaki niefart miała Krzykaczka. Ale i tak dobrze, że to ona oberwała, bo Szczura pewnie by zdrapywali z muru.
- Coś na to zaradzę może. Mam trochę zaskórniaków.
Potem zaczęła gadać Toreadorka z koterii Algola kończąc błagalnym okrzykiem
- Błagam was, nie róbcie niczego szalonego. Wystarczającym szaleństwem było podkradnięcie się, nie pogarszajcie sytuacji!
Kurwa mieli nas na widelcu. Wymiękła lasencja... Albo domyśla się, że tylko razem będziemy mogli stawić czoła temu co mówiła Michelle. - Słowa Isobell był jednak tym co ostatecznie przekonało Bradley'a żeby przerwać działanie dyscypliny.
I wtedy dopiero zauważył, że podczas gdy gadał z Tremereką, Galaktyka wyrwał się przed szereg z misją dyplomatyczną. Tyle, że bełkot jaki słyszał i wisienka na torcie w postaci pluszowego misia, tylko upewniały Westwooda (i zapewne nie tylko jego), że efekt może być odwrotny od zamierzonego...
Ja pierdolę, zaraz on go zastrzeli, będziemy mieli dwóch wyautowanych w koterii... I wtedy już po zabawie. Będzie dobrze jak samemu z tego wywinę o własnych nogach... - Bradaley niemal złapał się za głowę ze zgrozy, po czym szybko wycedził do Michelle:
- Michelle, zajmij się Karen, a ja... spróbuje załagodzić sytuacje bez misiów koala... - ruszył do przodu ostatecznie przerywając działanie dyscypliny. Wiedział, że po wstępie jaki zafundował koterii Kapitan, będzie to zadanie niemal przerastające możliwości Szczura. Ale w końcu jeśli potrafił zrobić w bambuko Anarchistów i bandę starego ghula, to może i da radę ze Giovanni...
Myśli kotłowały się po głowie Westwooda niczym w porypanym mózgu Malakviana. Wydarzenia ostanich kilku sekund, słowa któe docierały do niego z róznych stron. Ledwo nadążał z ich analizą. Może gdyby był jakimś flegamtycznym angielskim gentlemanem z możliwością zatrzymywania czasu to wtedy może by wyrabiał. Dostrzegł też bardzo niepokojące go szczegóły. Karen nie dostała zwykłą kulką. Rany jakie odniosła nie były z tych jakie wampiry leczą w mgnieniu oka.
Jebaniutka twarda sztuka. Świnka ma jaja większe niż moje. Większość Krzykaczy po czymś takim pewnie już zapierdalałaby w szale... - pomyślał z uznaniem o dziewczynie. Jesli przyrównać go do Ray, którego kiedyś poznał i jego krótkiego bezpiecznika, to Karen była przy nim prawdziwą oazą stoickiego spokoju.
No i jej krew... Wsiąkła w bruk dziedzińca w nadnaturalnym tempie, jakby wciągana niewidzialną siła. Szczura przeszedł dreszcz tylko na myśl co mogła zbudzić. W końcu z grubsza miał pojęcie, że mogą tam być niezłe leszcze. Potworne oczy Szczura na ułamek sekundy spotkały się z pięknymi oczami Michelle. ALe te wyrażały strach, co tylko potwierdziło obawy Bradley'a. Nie wiedział, czy to strach czy nie, ale Michelle w końcu wykazała jakąś inicjatywę:
- Lepiej będzie jak się ujawnimy i powiemy Giovanni ze wzielismy ich za czlonkow Sabatu...
No to już jest coś... Ja bym kurwiarzy jeszcze przegadał, ale chyba mamy tu lekki "Houston we've got a pro", więc lepiej nie wyskakiwać z niczym
- Ta krew obudzila coś... - Michelle szeptała dalej: - Coś niewidzialnego i bardzo niebezpiecznego... ta krew sprawiła, że wrota można już otworzyć...
- Fuck... - zaklął Westwood. Nie było dobrze i nie zanosiło się aby mogło być lepiej. Giovani i dzieciarnia Algola mieli ich na talerzu, a tu jeszcze czekało ich coś gorszego.
- Ok zdejmę niewidzialność. Trzeba jakoś Karen ogarnąć, bo nie będzie z nią dobrze...
- Mogę jej pomóc, potrzebujemy krwi. Miała pecha, że akurat ona dostała taką kulą.
Nosferatu spojrzał na leżący na bruku pocisk i już domyślał się jaki niefart miała Krzykaczka. Ale i tak dobrze, że to ona oberwała, bo Szczura pewnie by zdrapywali z muru.
- Coś na to zaradzę może. Mam trochę zaskórniaków.
Potem zaczęła gadać Toreadorka z koterii Algola kończąc błagalnym okrzykiem
- Błagam was, nie róbcie niczego szalonego. Wystarczającym szaleństwem było podkradnięcie się, nie pogarszajcie sytuacji!
Kurwa mieli nas na widelcu. Wymiękła lasencja... Albo domyśla się, że tylko razem będziemy mogli stawić czoła temu co mówiła Michelle. - Słowa Isobell był jednak tym co ostatecznie przekonało Bradley'a żeby przerwać działanie dyscypliny.
I wtedy dopiero zauważył, że podczas gdy gadał z Tremereką, Galaktyka wyrwał się przed szereg z misją dyplomatyczną. Tyle, że bełkot jaki słyszał i wisienka na torcie w postaci pluszowego misia, tylko upewniały Westwooda (i zapewne nie tylko jego), że efekt może być odwrotny od zamierzonego...
Ja pierdolę, zaraz on go zastrzeli, będziemy mieli dwóch wyautowanych w koterii... I wtedy już po zabawie. Będzie dobrze jak samemu z tego wywinę o własnych nogach... - Bradaley niemal złapał się za głowę ze zgrozy, po czym szybko wycedził do Michelle:
- Michelle, zajmij się Karen, a ja... spróbuje załagodzić sytuacje bez misiów koala... - ruszył do przodu ostatecznie przerywając działanie dyscypliny. Wiedział, że po wstępie jaki zafundował koterii Kapitan, będzie to zadanie niemal przerastające możliwości Szczura. Ale w końcu jeśli potrafił zrobić w bambuko Anarchistów i bandę starego ghula, to może i da radę ze Giovanni...
Dobra, na razie tyle. Nie zaczynam jeszcze dialogu z nekromantą, bo nie wiem, czy MG nie zacznie tego co przeczuwa Michelle, a poza tym muszę dobrze przemyśleć czy podaruję Giovanni pluszaka, czy paciorki i lusterko 
Post pisany we współpracy z MG
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]