Strona 2 z 41

: 15 października 2011, 20:55
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Zawieszone na zardzewiałych zawiasach drzwi blokhauzu zazgrzytały przeraźliwie, swą złowieszczą nutą podnosząc włosy na karku kaznodziei. Ebenezer przekroczył próg zajazdu otwierając szerzej oczy w nadziei na przejrzenie panującego wewnątrz półmroku. Grube ściany rozległej sali dla przejezdnych pozbawione były okien, promienie słoneczne wpadały do środka przez kilka lufcików w suficie przesłoniętych kawałkami półprzeźroczystego plastiku i folii. Rozlatujące się drewniane krzesła pozbawione były wyściółki, kilka z nich sprawiało wrażenie gotowych ulec najmniejszemu ciężarowi. Siedząca w kącie grupka trzech mężczyzn w postrzępionych kombinezonach obejrzała się ponad ramionami na przybysza, wzrokiem umiarkowanie niechętnym i sugerującym trzymanie się od nich z daleka. Kaznodzieja domyślił się, że należały do nich dwa pozostawione na parkingu samochody, nie zamierzał jednak przynajmniej na wstępie wdawać się z obcymi w rozmowę.

Za brudnym, porysowanym grubymi szramami kontuarem zbitym z kiepsko oheblowanych desek i przesłoniętym zdartą z jakiegoś okna kotarą pojawił się jakiś rosły ponury mężczyzna, zarośnięty równie dziko jak dwaj strażnicy na zewnątrz i równie jak oni niedomyty. Zarzuciwszy sobie na ramię wyświechtany ręcznik spojrzał ponad kontuarem na gościa taksując go znaczącym wzrokiem.

- Chcesz coś zjeść? Chcesz wody? Masz towar na wymianę? - burknął gospodarz opierając się brzuchem o krawędź kontuaru - Jak nie masz towaru, spierdzielaj. Za darmo nic nie dostaniesz.

W prowadzących do sąsiedniego pomieszczenia drzwiach stanęła jakaś zaniedbana kobieta, niedomyta i ubrana w źle pocerowane ubranie. Jej przedwcześnie posiwiałe włosy opadały strąkami na wychudłą twarz, w której błyszczały zapadnięte oczy. Kiedy przesuwała spojrzeniem po postaci Radeforda, mężczyzna niemal czuł bijącą od niej mieszaninę pożądliwości i chciwości, chęci odarcia go z butów czy sprzączki pasa. Kobieta była w zaawansowanej ciąży i widok jej okrągłego brzucha sprawił, że kaznodzieja poczuł cierpnącą skórę. Wątpił szczerze, by dziecko przetrwało pród, gdyby jednak uśmiechnęło się do niego szczęście, najpewniej nie dożyje pierwszych urodzin. Choroby zabijały niemowlęta w zastraszającym tempie, równie morderczo jak niedożywienie i brak troskliwej opieki.

- Chcesz kobiety? - gospodarz podchwycił spojrzenie Radeforda i najwyraźniej opacznie je zrozumiał - Jeśli masz coś na zapłatę, ona zrobi ci tak dobrze jak żadna inna.

Kobieta uśmiechnęła się na dźwięk tych słów szeroko, a ciarki na skórze kaznodziei jeszcze przybrały na mocy, kiedy mężczyzna spostrzegł, że biedaczka nie ma ani jednego zęba.


Wątek techniczny

Jak sami widzicie, pełny pakiet usług, aczkolwiek za stosowną cenę. Jedzenie, picie, seks: co Was interesuje? W środku oprócz gospodarza i jego pomocnicy (żony?) jest jeszcze trzech innych mężczyzn, sprawiających bardzo nieprzyjemne wrażenie, ale nie przejawiających wobec Radeforda żadnych złych intencji... na razie...

To jak, Deliad: wygłaszasz moralizatorskie kazanie czy pozwalasz sobie na chwilkę grzesznego zapomnienia?

: 16 października 2011, 06:48
autor: deliad
- Na początek trochę wody, dobry człowieku.
Czekam aż mój wzrok przyzwyczai się do półmroku, abym mógł się lepiej przyjrzeć trzem mężczyznom.
- Ładnie się tutaj urządziliście. Wasz zajazd niemal ja bunkier wygląda. Ale co począć w tak ciężkich czasach gdzie człowiek człowiekowi wilkiem. Ale do rzeczy. Nie często w tych terenach bywam i chciałem się dowiedzieć czy okolica w miarę spokojna i jakich miejsc lepiej unikać.

: 16 października 2011, 12:59
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Zarośnięty człowiek za kontuarem wyciągnął z niewielkiej szafki bulgoczący baniak i nalał z niego wody do uszczerbionej szklanki. Radeford z trudem powstrzymał się od zmarszczenia nosa czując znajomy odór chloru, powstrzymał się jednak przed okazywaniem swej niechęci do mającego paskudny smak napitku. Skażona woda zbierała śmiertelne żniwo wśród nieostrożnych wędrowców, więc nie należało przesadzać z wyszukanym smakiem. Odsuwając połę płaszcza wyciągnął z kieszeni cztery niewielkie metalowe guziki i położył je na kontuarze spoglądając na gospodarza znacząco.

Brodacz odłożył baniak poza zasięg ręki gościa, po czym obejrzał starannie zapłatę i po dłuższej chwili namysłu kiwnął z aprobatą głową. Widząc ten gest ciężarna kobieta pochwyciła guziki i zniknęła z nimi w sąsiednim pomieszczeniu, jakby obawiając się tego, że przejezdny rozmyśli się i zaproponuje inną zapłatę.

- Pytałem, czy okolica spokojna - przypomniał się Ebenezer, ponieważ gospodarz najwyraźniej nie kwapił się do udzielenia odpowiedzi - I jakich miejsc lepiej tu unikać.

- Zależy, co rozumiesz przez spokój - odpowiedział barman, mierząc Radeforda złym spojrzeniem - To ziemia barona Whartona, a my mu służymy, więc nikt się nas nie czepia. Na zachodzie i południu jest gorzej. W Bluefield podobno kręcą się jacyś gangerzy, a przy Princeton mutasy. Wczoraj przejeżdżał tu gość i opowiadał, że tydzień temu baron Sutherland stracił paru ludzi w ich zasadzce.

- A maszyny? - spytał pozornie obojętnym tonem Ebenezer - Łowcy Molocha?

- Nie widziałem tu żadnej maszyny - odparł opryskliwie brodacz - Gdyby tu przylazł jakiś pierdolony łowca, pewnie już by tego zajazdu nie było.

Radeford nie skomentował uwagi mężczyzny, przenosząc spojrzeniem na trójkę gości przy stoliku w rogu, ale jednocześnie dokładając starań, by przypadkiem nie ustawić się do barmana plecami. Nie mógł wykluczyć ewentualności, że goście przy stoliku byli znajomkami brodacza, a jeśli faktycznie tak było, czy chciwość nie weźmie w nich góry nad rozsądkiem. Okolica była skalista i dzika, na otaczających szosę wzgórzach łatwo było zapewne o dyskretne miejsca, w których można się było pozbyć ciała nieostrożnego wędrowca.

Ciężką ciszę przerwał znienacka narastający z każdą sekundą dźwięk samochodowego silnika i jęk zmaltretowanej skrzyni biegów zdradzający pojawienie się kolejnego pojazdu.

- Ruch jak cholera - barman zdobył się ku zaskoczeniu Radeforda na niewymuszony komentarz - Czasami przez tydzień nikt tu nie zajrzy, a dzisiaj już trzecia wizyta.


Wątek techniczny

Blokhauz nie ma okien, ale można zakładać, że źródłem hałasu jest pikap kurierów. Za wodę zapłaciłeś czterema guzikami, reszty nie wydano. Chcesz się dosiąść do trójki w rogu czy pozostać przy kontuarze?

: 16 października 2011, 13:17
autor: deliad
Wątek techniczny
Poczekam przy barze i postaram się pociągnąć barmana za język czy wie coś o tych trzech.

: 16 października 2011, 13:56
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Jack oderwał wzrok od oleistej powierzchni rzeczki płynącej po wschodniej stronie szosy, mieniącej się w promieniach słońca tęczowymi barwami sugerującymi obecność bliżej niezidentyfikowanych substancji chemicznych. Mężczyzna oparł dłoń o rękojeść wsuniętego za pas pistoletu i obejrzał się w stronę zajazdu przeciągając spojrzeniem po ciężkiej przysadzistej sylwecie budynku.

Paul skręcił na ogrodzony drutem kolczastym parking i wcisnął hamulec zastanawiając się, gdzie postawić samochód.

- Salt, co oni robią z motorem wielebnego? - z rozbitego tylnego okienka szoferki padło pytanie, na dźwięk którego Jack przekręcił się natychmiast na pace spoglądając ponad kabiną Canyona w głąb parkingu.

Przy pozostawionym obok dwóch zakurzonych samochodów motocyklu Radeforda stali dwaj mężczyźni przywodzący na myśl pancerne żuki: obwieszeni zbudowanymi własnoręcznie zbrojami z blachy, drutu i innych użytecznych śmieci. Wbijając w nich wzrok Salt uświadomił sobie, że wbrew obawom Wilsona zarośnięci strażnicy niczego z maszyną Ebenezera nie robili, przynajmniej nie w chwili, kiedy pikap wjechał na parking. Stali po obu stronach Enduro tak blisko jak to tylko było możliwe bez złamania zasady niedotykania cudzej własności przyglądając się uważnie pojazdowi i rozmawiając między sobą z wyrazem ożywienia na niedomytych twarzach.

Widząc wjeżdżający na parking samochód cofnęli się od Enduro podnosząc ręce w geście obojętnego pozdrowienia i w zauważalny sposób eksponując swe uzbrojenie. Paul nie wyłączył od razu silnika, wciąż siedział w kabinie zastanawiając się nad kolejnym posunięciem.

Jack rozumiał niepokój swego partnera. Nie podobał mu się ten zajazd i nie podobał mu się natarczywy wzrok strażników, gapiących się na pikapa w sposób taki jakby już szacowali w myślach jego wartość.

Radeforda nie było nigdzie widać, więc podnoszący się z paki kurier musiał przyjąć, że kaznodzieja przebywał w środku blokhauzu.


Wątek techniczny

Pikap z parą pozostałych BG dotarł do zajazdu. Pytanie, co dalej? Gasicie silnik i wchodzicie do środka? Zostawiacie wartownika? Planujecie dłuższy pobyt? Jakieś specyficzne środki ostrożności?

: 16 października 2011, 14:09
autor: Goldwin
- Paul, ustaw się tak żeby można było od razu wiać. Radeforta nie widać, wejdę do środka i sprawdzę czy głosi kazanie, jak będzie spokojnie dam znać - powiedział schylając się do szoferki - W razie czego wiesz co masz robić.
Uśmiechnął się i zeskoczył z paki zabierając swój dobytek. W międzyczasie odbezpieczył broń i odpiął kurtkę.

W końcu miał ją w kaburze pod pachą :P

- Hej! - pozdrowił strażników podniesioną ręką - Chyba dzisiaj ruch w interesie?!

: 16 października 2011, 14:48
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Radeford upił niewielki łyczek chlorowanej wody i tym razem nie zdołał już powstrzymać grymasu niesmaku. Wciąż ustawiając się tak, by mieć barmana w swym polu widzenia przeniósł wzrok na trójkę mężczyzn w postrzępionych kombinezonach. Jego zmieszanie budził widok ciężarnej kobiety przyczajonej za progiem sąsiedniego pomieszczenia, milczącej, ale gapiącej się na niego wzrokiem pełnym wyrazu niepokojąco kojarzącego się Ebenezerowi z chorą fascynacją.

- Co to za jedni, ci w rogu? - zapytał odsuwając od ust szklankę, pamiętny tego, by nie pić od razu wszystkiego, tylko odczekać chwilę w próbie zidentyfikowania efektów ubocznych. Zajazd mógł leżeć na obszarze Federacji Appalachów, ale to nie dawało gwarancji, że jego gospodarz nie dosypywał swym gościom jakiegoś proszku do wody - Skąd jadą?

Barman obrzucił grupkę przy stoliku obojętnym spojrzeniem, po czym wzruszył ramionami dając Radefordowi do zrozumienia, że ani jego to nie obchodzi ani tym bardziej nie powinno obchodzić kaznodziei.

- Sam się spytaj jak jesteś ciekaw - burknął brodacz pocierając naznaczoną plamkami wrośniętego brudu ręką swój podbródek - Ja tu tylko daję żreć, reszta mnie nie ciekawi.

Pchnięte silnie drzwi otworzyły się zgrzytając złowieszczo i w rozjaśnionym poświatą słonecznego dnia progu stanął Jack Salt, opierający prawą dłoń nonszalanckim gestem na noszonej u boku kaburze.

: 16 października 2011, 19:58
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Paul Wilson odprowadził swojego kumpla wzrokiem aż za drzwi blokhauzu, po czym spojrzał czym prędzej w stronę obu pilnujących parkingu strażników. Faceci nie budzili jego zaufania, chociaż od chwili wjazdu na teren posiadłości nie zrobili żadnego wrogiego gestu. Sprawiali nieodparte wrażenie bezwzględnych włóczęgów, a ich dźwięczące przy każdym ruchu ciężkie pancerze tylko nieufność kierowcy pogłębiały. Upewniając się, że kluczyki wciąż tkwią w stacyjce Paul namacał ręką aktówkę i zdjąwszy ją z siedzenia pasażera wsadził walizeczkę między nogi.

Strażnicy postali chwilę przed maską Canyona oglądając rozbite przednie lampy pikapa, a potem zrobili coś, co sprawiło, że kurier natychmiast zesztywniał. Zaczęli obchodzić powolnym krokiem samochód, jednakże nie razem z jednej strony, tylko rozdzielając się przed maską. Ten z nabitą ćwiekami deską zbliżał się powoli od strony okienka kierowcy, natomiast jego dźwigający groźnie wyglądający samopał towarzysz nadchodził z przeciwnego kierunku, od strony okienka pasażera. Paul przeciągnął MP5 na kolana i odbezpieczył broń bez odrywania wzroku od zarośniętej twarzy draba z deską, wsuwając palec wskazujący w kabłąk broni.

Nie miał pojęcia, czy strażnicy tylko chcieli z nim uciąć pogawędkę czy też planowali coś grubszego, ale już przeklinał w myślach ich niekorzystne rozstawienie. Mógł strzelać w jednej chwili tylko w jednego z napastników i siłą rzeczy musiał to być ten z samopałem, stwarzający znacznie większe zagrożenie od swego kompana z prowizoryczną pałką... ale wbite w czaszkę zardzewiałe gwoździe mogły zabić równie szybko jak ołowiana kula.

- Knajpa się nie podoba czy dupa do siedzenia przyrosła? - zapytał kpiarskim tonem człowiek z samopałem poklepując osłonę silnika. Wilson nie znosił, kiedy ktoś obcy dotykał bez pozwolenia jego samochodu, ale był na parkingu sam i znajomy ciężar MP5 na kolanach tym razem wcale nie dodawał mu otuchy.


Wątek techniczny

Żeby nie było, że tylko Deliad i Goldwin mogą się bawić, przygotowałem małą scenkę dla Vampire1308. Ciekaw jestem reakcji, albowiem większość moich graczy chyba już wie, co dzieje się z postaciami tych BG, którzy rzadko zaglądają do topiku...

: 17 października 2011, 00:31
autor: Goldwin
Rozluźnił się lekko widząc stojącego przy kontuarze Radeforda, jednak spojrzenie czujnie omiotło pomieszczenie zatrzymując się nieznacznie na siedzących w kącie przybyszach.
Odwrócił się w progu i spojrzał w stronę Wilsona. Ujrzawszy strażników okrążających pojazd rzucił szybko jakby do siebie:

- Byłbym zapomniał... - i odwróciwszy się na pięcie wycofał się na zewnątrz nie domykając drzwi.

Ustawiam się plecami do ściany w kierunku Paula, najlepiej tak żeby kątem oka widzieć trzech kolesi w środku i Radeforda. Oczywiście jeśli nie przysłoni mi ich otwarte skrzydło drzwi. Przygotowuję się na szybkie dobycie broni i pomoc Wilsonowi gdyby panom ciekawskim coś strzeliło do głowy. Za pierwszy cel obiorę uzbrojonego w broń palną.

: 17 października 2011, 09:40
autor: deliad
Widząc dziwne zachowanie towarzysza staje się ostrożny. Nic nie mówiąc opuszczam karczmę. W taki sposób by mieć na oku "barmana" i trójkę przy stole. Jednocześnie oceniam czy przewrócony stół zapewniłby mi ochronę przed kulami.

: 18 października 2011, 09:52
autor: vampire1308
Wiecie panowie po długiej jeździe jest ciężko wstać z tego siedzenia, dupa boli,kręgosłpwysiada. ( nie odkładam broni,jeżeli są pasy to je odpisam jedną,lewą ręką. tak żebym mógł położyć sie nasiedzeniu w razie gdyby chcieli mnie zaatakować) a widzę,że panowie czujni. chwali się,że dbacie o klientów:) (czekam na ewentualną reakcję)

: 18 października 2011, 20:29
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Radeford zmarszczył lekko czoło, kiedy Salt wycofał się na parking nie przekraczając progu blokhauzu, nie pozwolił sobie jednak na przybranie zafrasowanego wyrazu twarzy. Kaznodzieja widział wyraźnie, że trzej siedzący przy narożnym stoliku mężczyźni obserwują zmrużonymi oczami zarówno jego samego jak i otwarte szeroko wejście, najwyraźniej ciekawi tożsamości nowego przybysza. Duszne stęchłe powietrze uwięzione w czterech ścianach budwoli zgęstniało jeszcze bardziej, przesycone atmosferą wyczekiwania. Ebenezer otaksował spojrzeniem całą trójkę, odnotowując w pamięci ciężkie robocze buty, obwieszone sprzączkami i haczykami kombinezony oraz ochronne gogle dyndające na szyjach przejezdnych. Między ich stopami tkwiły wypchane po brzegi plecaki, starannie zasznurowane i ustawione tak, by nikt przypadkiem nie zdołał ich wyszarpnąć zaskakując wpierw jakimś cudem właścicieli. Na blacie stolika leżała też broń, rzucona ostentacyjnie pomiędzy butelkę jakiegoś żółtawego trunku i trzy kubki zrobione z puszek po konserwach: dwa bębenkowe rewolwery, których typu kaznodzieja nie rozpoznał z powodu kiepskiego oświetlenia.

Wciąż czekając na powtórne pojawienie się Salta Radeford zerknął w bok na tkwiącego za kontuarem barmana i przez czysty przypadek spostrzegł coś, co przeoczył wcześniej, a co w razie ewentualnych kłopotów mogło zaważyć o losie kłopotliwych przejezdnych. Na jednej z szaf za plecami gospodarza wisiała przybita gwoździami metalowa blacha, wypolerowany nieporadnie płat metalu mogący od biedy uchodzić za prymitywne zwierciadło. Starając się ukryć swoje zainteresowanie kaznodzieja zerknął ponownie w stronę blaszanego lustra, z miejsca upewniając się, że wzrok go nie zawiódł.

Z jednej z półeczek kontuaru, tuż poniżej jego blatu, wystawała drewniana kolba wsadzonej tam strzelby, znajdującej się tuż przed biodrami opartego o bar gospodarza i gotowej do wyciągnięcia w przypadku najmniejszego przejawu zagrożenia.

Zachowanie Salta coraz bardziej Radeforda niepokoiło - tym bardziej, że ze swego miejsca przy barze nie widział ani kuriera ani tym bardziej zaparkowanego gdzieś za ścianą samochodu. Nic nie mówiąc cofnął się od kontuaru, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała w uniwersalnym geście świadczącym o neutralnej postawie. Barman i trzej goście w narożniku odprowadzili go spojrzeniami, nie odzywając się ani słowem i nie wykonując żadnych ruchów oprócz mrugania oczami.


Wątek techniczny

Ponieważ zaraz dokleję dwie inne fabularki, nie będę się zbyt obszernie rozpisywał w tym poście. Radeford opuści blokhauz nie niepokojony, toteż stanie się świadkiem wszystkiego, co zawarłem w kolejnych dwóch wpisach. Polecam uwadze zawartość wątku technicznego w poście związanym z Paulem Wilsonem.

: 18 października 2011, 20:30
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Jack wyślizgnął się na zewnątrz blokhauzu i oparł plecami o masywną betonową ścianę, dziękując w duchu opatrzności za to, że budowniczy zajazdu przyjawiali tak daleko idącą niechęć do okien. Zajmując obecną pozycję Salt zyskiwał pełne pole widzenia na parking, a jednocześnie kątem oka wciąż mógł obserwować wejście do blokhauzu. Zaskoczyć mógł go jedynie ktoś, kto w międzyczasie wyślizgnąłby się z zajazdu innym wejściem i obszedł budynek skradając się za jego przeciwny róg lub ktoś na tyle cichy i sprytny, by podkraść się do mężczyzny dachem i napaść go od góry.

Ochroniarze stali po przeciwnych stronach pikapa rozmawiając półgłosem z wyraźnie spiętym Wilsonem i chociaż Paul odniósł wrażenie, że obaj zauważyli jego obecność, niczym nie dali po sobie tego poznać, ani się w stronę kuriera nie odwracając ani nie odstępując od samochodu.

Prawa ręka Salta wisiała wzdłuż jego uda, dostatecznie blisko tkwiącego w kaburze, by w razie potrzeby natychmiast wyciągnąć odbezpieczony pistolet.


Wątek techniczny

Tu w zasadzie niewiele można dodać, bo Salt czeka w tej chwili na dalszy rozwój wydarzeń. Wstępne deklaracje już mam, zobaczymy, co się z tego wykluje (najwięcej zależy w najbliższym czasie od reakcji Vampire1308).

: 18 października 2011, 20:31
autor: Keth
Zajazd przy Kellysville, 3 maja 2055

Zachowanie obu strażników trudno było uznać za otwartą agresję, aczkolwiek Paul wiedział doskonale, że w bardziej ekstremistycznych i odizolowanych od świata społecznościach za samo klepanie ręką cudzego samochodu mogli zawisnąć na najbliższym drzewie. Wilson widział kątem oka wychodzącego na zewnątrz Salta i spostrzegł, że oba odziani w pokraczne zbroje strażnicy też są obecności drugiego kuriera świadomi.

Żaden z nich nie wydawał się tym faktem specjalnie poruszony, chociaż Jack w czytelny sposób trzymał swą prawą dłoń opodal wsadzonego w kaburę pistoletu. Mężczyzna z samopałem zajrzał przez boczne okienko do wnętrza Canyona, spostrzegł leżącą w poprzek kolan Paula broń i uśmiechnął się prezentując rozliczne szczerby po straconych zębach.

- Niezła giwera - oświadczył strażnik cmokając znacząco - Nie chcesz odsprzedać? Możemy pohandlować, dobry handelek nigdy nie jest zły.

- Pewnie, że pewnie - dodał osiłek z deską, uśmiechając się wyjątkowo nieszczerze, ale opuszczając zarazem swój prymitywny oręż i wspierając się na nim w oczekiwaniu na odpowiedź Wilsona.


Wątek techniczny

Myślę, że ogólny obraz sytuacji jest już nakreślony. W zajeździe znajduje się czworo właścicieli/pracowników oraz trzech przejezdnych (oprócz Was samych, naturalnie). Wszyscy są na jakiś tam sposób uzbrojeni, wszyscy przejawiają nastawienie co najmniej nieżyczliwe, chociaż nie da się ukryć, że majętni goście darzeni są tutaj sporym zainteresowaniem (choć może nie tyle goście, co ich dobytek).

Nie chcąc rozbijać wątku na zbyt wiele aktualizacji poproszę o skomasowane deklaracje dotyczące dalszego pobytu w zajeździe (w tym posobu na rozwiązanie obecnego impasu). Kto wraca do środka, kto na zewnątrz? Co kupujecie? (woda, żarcie, pamiątki z podróży). Jak zachowujecie się względem gospodarza czy strażników, a jak względem trzech obwiesiów w kącie? O co ewentualnie wypytujecie? Prowokujecie burdę czy się tego wystrzegacie? Jak długo zamierzacie w zajeździe zabawić? (odnośnie ostatniego, macie około trzech godzin do zajścia słońca, teoretycznie dość czasu, by dojechać jeszcze tego samego dnia do Bluewell i przenocować tam przed podjęciem podróży do Anawalt). Inne deklaracje?

Ponieważ zaś RPG to odgrywanie ról i emocji, poproszę też o opis wrażenia, jakie zajazd w Kellysville wywarł na Waszych bohaterach (poznając dzięki takim wstawkom charakter i osobowość Waszych postaci łatwiej mi je później kreślić samemu we wstawkach fabularnych). Oczywiście fabularka nie jest wymagana, możecie napisać wszystko w trybie technicznym.

: 18 października 2011, 23:29
autor: vampire1308
Generalnie nie chce zwady,ale jestem gotów na wszystko. Miejsce mi nie pasuje i ludzie tu jacyś paskudi:) a ci trzej to niestety może być jakiś zwiad bandy,która czai się gdzieś niedaleko.... lub może podróżnie?? niestety ja nawet ich nie widzę:P
"Panowie to cacko nie jest na sprzedaż i powiem krótko ani ja nie szukam problemów ani WY nie chcecie ich stwarzać" odpoczniemy chwile i spadamy stąd.
mówię do Soula głośno i wyraźnie: troche rozprostujemy nogi i jedziemy dalej. Nie mamy czasu tu siedzieć, i tak już zmarnowaliśmy go wystarczającą. "Panowie odejdą od drzwi bo nie chciałbym nimi kgoś uderzyć" :) wychodzę z samochodu i rozprostowuje nogi. (Czy jest możliwość bym miał fajkę i trochę tytoniu?? jeżeli tak to sobie zapale:P )