Strona 2 z 70

: 12 listopada 2012, 19:52
autor: el
Dość, dość... Ostatnie czego nam teraz potrzeba, to żebyście rzucili się sobie do gardeł. - warknął Belvas. Fakt, że jest o głowę niższy od pozostałych członków drużyny zdawał się zupełnie mu nie przeszkadzać.

Mówisz Tecumsehu, że gubernator oferuje nam po trzy setki lun za to zlecenie a chwilę później chcesz płacić co tydzień. - zauważył zabójca - Nijak się tego pogodzić nie da. Cała sprawa śmierdzi jak cymeryjska dziwka. Powiedz wprost co wiesz, zaoszczędzimy sobie wzajem nieco czasu. Problemem są dzikusy? Bestie? Coś jeszcze gorszego?

: 12 listopada 2012, 19:53
autor: koszal
Jako żywo. Nie będziemy tu sterczeć jako te widły w gnoju. Gadaj więc, co wiesz.

: 12 listopada 2012, 19:56
autor: Araven
Ja wolałbym zapłacić za miesiąc po robocie, ale ten tam od tresowania z tym śmiesznym batem chciał zapłaty z góry, ostatecznie mogę zapłacić 1/4 po upływie każdego kolejnego tygodnia. Jako rzekłem nie wiem co tam się dzieje, dopiero mnie przysłano. Co wy myslicie, że Gubernator oferuje po 300 srebrnych lun na tacy za robotę typu zabić tego i tego? nie ma tak lekko. Mamy dopiero odkryć co tam się dzieje, i mieć oko na Piktów zza Rzeki Gromu. Czy to tak trudno zrozumieć? to chyba proste jakbym wiedział co jest źródłem problemów wziąłbym żołnierzy, ale, że nie wiem biorę najemników.

: 12 listopada 2012, 20:02
autor: Procjon
- Powiedziałem już, że wolałbym coś innego, ale przyjmuję.

: 12 listopada 2012, 20:03
autor: el
Twa logika jest godna podziwu szlachetny panie... - mruknął Belvas z ironią, kłaniając się szyderczo - Gdzie i kiedy mamy się stawić?
Dzikus mi się nie podoba, misja mi się nie podoba, ale jeśli będziemy tam tylko my i on - zawsze można dziabnąć go sztyletem i uciec ze srebrem w jakieś sympatyczniejsze okolice. Wszyscy pomyślą, że przepadliśmy jak poprzednia grupa...

: 12 listopada 2012, 20:07
autor: Araven
Ruszymy wspólnie do Delamiry, ja poprowadzę, was tam nikt nie zna mogliby was ustrzelić. Co do srebra, nie mam go przy sobie zapłatę odbierzecie w Wieży Niedźwiedzia od podsetnika Varrusa. Albo co tydzień jak potwierdzę, że zasłużyliście. Jak zginę, musicie udowodnić, że coś odkryliście, coś związanego z usunięciem kłopotów jakie ciązą nad Dealmirą. Na razie dwóch z pięciu z was zadeklarowało udział w misji, a jak pozostali trzej?
Chyba nie liczyliście, że tu sie płaci najemnikom z góry? Musielibyscie mieć wyrobioną markę, a Wy tu raczej nowi jesteście.

: 12 listopada 2012, 20:10
autor: koszal
O zabijanie to się nie martwcie. Skoro dochodziły Was wieści, to i ludzie opowiadali pewnie co ich tam złego spotkało. Bez słowa nikt swego dobytku też od tak nie porzuca, a rzekłeś wpierw, że już trzy setki ludzi stamtąd uszły. Pójdziem na tą robotę, a im więcej się dowiemy, tym lepiej się z zadaniem uporamy, co i Tobie na lepsze wyjdzie.
Miast czas tu mitrężyć, proponuję ruszyć w drogę. Jeno słowo rzeknij jeszcze, czy i poprzedniej drużynie płacić miałeś po tygodniu i czy zdążyli choć jedno wino za Twą zapłatę po tygodniu przepić?

: 12 listopada 2012, 20:23
autor: Araven
Poprzedni po tygodniu zaginęli a zapłatę mieli dostać na zakończenie roboty, ale nic nie odkryli. A jak rzekłem zaginęli, to i zapłaty nie dostali.
Jak pozostali zadeklarują, że biorą robotę to ruszamy.

Czekam na deklarki wszystkich najemników, co do udziału w misji. Do kompletu co nieco brakuje. Np. deklarki Cymeryjczyka. Poczekam jeszcze chwilę. W razie jej braku polecimy dalej.

: 12 listopada 2012, 21:19
autor: Araven
Jest około dwie godziny do wieczora, za Rzeką Gromu i Rzeką Czarną słychać piktyjskie bębny. Twarz Tecumseha stężała. Coś go zaniepokoiło. Po chwili rzekł, skoro dla mnie pracujecie, to skoczymy to sprawdzić, nie płyniemy tam walczyć, a zrobić zwiad. Poza Piktami za Czarna Rzeką pojawili się Liguryjczycy, sa tam juz kilka dni. Sprawdzimy co się tam dzieje. Liguryjczyków jest dwustu, to duża siła. Nie walczą z Piktami, ale tez jak na razie nie zawarli sojuszu. Płyniemy za Czarną Rzekę, na terytorium Piktów, zobaczymy co jesteście warci.
Tecumseh usłyszał piktyjskie bębny, zmiana planów płyniecie to sprawdzić. Czujność i ostrozność zalecam, nawet Conan niemal tam zginął.

: 12 listopada 2012, 21:35
autor: Waylander
Witam
Sorry że tak długo.

Co do charakterystyki Drussa to trochę bym o pomniejszył tak do 185cm.
Ma czarne włosy, niebieskie oczy. 22lata na karku.
rzuciłem 4 i 5.

Chciałbym jeszcze pomęczyć pikta w jednej sprawie(w trakcie marszu w kierunku rzeki) mianowicie co będzie jak my będziemy łazić po lesie i szukać powodu kłopotów wieśniaków a w tym czasie plemiona za rzeki wyrżną wioskę? Nie możemy być w dwóch miejscach na raz. a Druss nie ma zamiaru zostać pozbawiony zapłaty(czy zostać oczerniony jako nie wywiązujący się ze zlecenia) tylko dlatego że było ono z założenia niemożliwe do wykonania.


: 12 listopada 2012, 21:40
autor: Dobro
- Zapowiada się niezła zabawa - mruknął Zorian, bez cienia radości w głosie.

Aquilończykowi bardzo nie podobał się fakt bytowania Liguryjczyków za Czarną Rzeką, zwłaszcza gdy ich siła liczyła dwustu ludzi. Z sakwy u prawego boku wyciągnął wcześniej zrobioną, drobną drewnianą wykałaczkę i wsadził w usta. Przestał zwracać uwagę na najemników kręcących się wokoło. Tarcze przewiesił przez plecy, załadował bełt na kusze.

Rozglądam się za dobrym miejscem obserwacyjnym w odległości do 200 metrów od naszego miejsca. Jeżeli nie będzie takowego to zostaje w grupie i bacznie obserwuje otoczenie z kuszą gotową do oddania strzału.

: 12 listopada 2012, 21:54
autor: Araven
Popłyniemy canoe, jak zapadnie zmrok ruszamy. Po godzinie będziemy za Czarną Rzeką. W czasie płynięcia obowiązuje cisza. Co do ksy, dopóki wypełniacie moje polecenia otrzymacie zapłatę. Obecnie mamy zawieszenie broni z Piktami, ale te bębny brzmią jak zapowiedź wojny. Musimy to sprawdzić, a także to co do cholery robią tu dwie setki Liguryjczyków. Ja ponoszę odpowiedzialność za tę wyprawę.
Waylander 209 srebrnych lun. Reszta ma kasę jak poprzednio. Wzrost Cymeryjczyka 190 cm minimum musi być, przy takim SIZ to i tak mało. Za moment wpis o tym co się stanie za Czarną Rzeką.

: 12 listopada 2012, 22:06
autor: Araven
Przepłynęliście Czarną Rzekę.

Piktyjskie bębny nie dawały wam spokoju, tak więc ruszyliście nocą z tropicielem Czarnych Kaczek Tecumsehem przez ciemny las, ostrożnie wymacując drogę wśród potężnych pni; chwilami pełzaliście na czworakach, a czasem czuliście serce podchodzące do gardła, gdy jakieś pnącze otarło się o waszą twarz lub rękę.

W tej puszczy żyją olbrzymie węże, które czasami zaczepiają się ogonem o gałęzie i tak czyhają na swoje ofiary. Jednak stworzenia, które podchodziliście teraz, były groźniejsze od żmij i w miarę jak dudnienie bębna stawało się głośniejsze, szliście coraz ostrożniej.

I w końcu dostrzegliście czerwony błysk wśród drzew i usłyszeliście pomruk głosów mieszający się z monotonnym łoskotem. Jakakolwiek upiorna ceremonia miała miejsce pod tymi drzewami, było bardzo prawdopodobne, że wokół wystawiono straże; a wiecie, jak cicho i nieruchomo Pikt potrafi stać na warcie, wtapiając się w leśny gąszcz i ujawniając swoją obecność dopiero wbitym w serce ofiary ostrzem. Dreszcz przebiega wam często po plecach na myśl o spotkaniu z jednym z tych ponurych strażników.

Jednak wiedzieliście, że nawet Pikt nie zdołałby dostrzec mnie w tych ciemnościach, zalegających pod splątanymi konarami drzew i pod zasnutym chmurami niebem.

Światło jakie widzieliście wcześniej okazało się blaskiem ogniska, wokół którego kręciły się czarne postacie, jak diabły krążące wśród piekielnych ogni. Wreszcie przyczaiłem się w gąszczu modrzewi i spojrzałeliście na okoloną czarnymi ścianami lasu polankę oraz na poruszające się na niej sylwetki.

Czterdziestu lub pięćdziesięciu Piktów, odzianych tylko w przepaski biodrowe i odrażająco wymalowanych, przysiadło tyłem do mnie szerokim półokręgiem, spoglądając na ognisko. Po sokolich piórach w ich gęstych, czarnych włosach poznałem, że należeli do plemienia Sokołów czyli Onayaga. Na środku polany stał prymitywny ołtarz usypany z kamieni i na ten widok znów dreszcz przebiegł mi po plecach, bowiem widziałem już na odludnych leśnych polanach te piktyjskie ołtarze, osmolone ogniem i zbroczone krwią. I chociaż nigdy nie byliście świadkami odprawianych przy nich obrzędów, słyszałem opowieści o nich z ust ludzi, którzy byli jeńcami Piktów albo szpiegowali ich tak, jak teraz ja to robiłem.

Ozdobiony piórami szaman tańczył między ogniskiem a ołtarzem powolny, niezgrabny i nieopisanie groteskowy taniec, w którym jego pióropusz kołysał się i zawijał. Twarz miał
ukrytą za szczerzącą zęby, szkarłatną maską, która wyglądała jak oblicze leśnego demona. Jeden z siedzących półokręgiem wojowników trzymał między nogami bęben i gdy uderzał
weń zaciśniętą pięścią, instrument wydawał ten niski, warczący pomruk przypominający
odgłos odległego grzmotu.



Między wojownikami a tańczącym szamanem stał człowiek, który nie był Piktem. Był równie wysoki jak najwyżsi z was, a w blasku ogniska jego skóra wydawała się niezwykle jasna. Odziany był jedynie w nogawkę i mokasyny z jeleniej skóry, miał pomalowane ciało, a we włosy wetknięte sokole pióro. Domyśliliście się, że musi być jednym z Liguryjczyków, tych jasnoskórych dzikusów, którzy zamieszkują w małych klanach te rozległe puszcze, zwykle walcząc z Piktami, ale czasem zawierając pokój i sprzymierzając się z nimi. Ich skóra jest równie biała jak Akwilończyków. Piktowie również są biali w tym sensie, że nie mają skóry
czarnej, brązowej czy żółtej; jednak są czarnoocy, czarnowłosi i smagłoskórzy. Ani ich, ani Liguryjczyków mieszkańcy Westermarcku, nie uważają za białych - pojęcie to rezerwując jedynie dla ludzi należących do hyboryjskiej rasy.

Zobaczyliście, jak trzej wojownicy przywlekli w krąg światła rzucanego przez ognisko innego człowieka również Pikta, nagiego i zalanego krwią, który wciąż miał we włosach pióro, świadczące, że należy do klanu Kruków, z którymi Sokoły toczyły nieustanną wojnę. Prześladowcy rzucili go na ołtarz. Nieszczęśnik miał związane ręce i nogi; widziałem, jak jego mięśnie napinają się i drżą w blasku płomieni, gdy daremnie próbuje zerwać rzemienne pęta.

Potem szaman znów zaczął tańczyć, kreśląc skomplikowane wzory nad ołtarzem i leżącym na nim mężczyzną; ten, który trzymał bęben, wprowadził się w stan bliski szaleństwa, waląc w instrument jak człowiek opętany przez demony. Nagle z nisko zwieszonych gałęzi zsunęła się jedna z tych ogromnych żmij, o których wspominałem. Gdy pełzła w kierunku ołtarza, jej łuski lśniły w blasku ogniska, paciorkowate ślepia błyszczały, a rozdwojony język wysuwał się i chował, lecz wojownicy nie okazywali strachu, chociaż minęła ich w odległości dwóch metrów. Zdziwiło mnie to, ponieważ zazwyczaj żmije te są jedynymi żywymi stworzeniami,
jakich lękają się Piktowie.

Potwór wygiął szyję i podniósł łeb nad ołtarzem, spoglądając na szamana ponad ciałem więźnia. Czarownik pląsał, machając rękami i ledwie poruszając nogami, a wielki wąż wił się razem z nim, kołysząc się i chwiejąc jak zaklęty. Gdy zza maski szamana wydobyło się upiorne wycie, które poniosło się jak szum wiatru wśród suchych trzcin na moczarach, wielki gad powoli uniósł się wyżej i wyżej, oplatając ołtarz i leżącego tam człowieka, aż całe ciało Pikta zniknęło pod lśniącymi zwojami i widać było jedynie głowę, nad którą kołysał się ten straszliwy łeb.

Pisk szamana podniósł się do przeraźliwego, triumfalnego wrzasku i czarownik cisnął coś w ogień. Gęsta chmura dymu popłynęła w kierunku ołtarza, niemal skrywając gada oraz jego ofiarę i sprawiając, że ich sylwetki stały się niewyraźne i zamglone. Jednak pośród tego dymu dostrzegłem przerażającą przemianę - obie sylwetki jakby zlewały się i stapiały ze sobą, tak że przez chwilę nie byłem w stanie rozróżnić, gdzie znajduje się człowiek, a gdzie żmija. Piktowie wydali jęk strachu, który zabrzmiał jak świst wichru wśród suchych gałęzi.

Potem dym rozwiał się i widząc węża leżącego bezwładnie na ołtarzu, pomyśleliście, że obaj uczestnicy tego ponurego obrzędu nie żyją. Jednak szaman chwycił żmiję za kark i odwinął jej wiotkie cielsko z ołtarza, tak że ześlizgnęło się na murawę, po czym zepchnął leżącego tam człowieka i przeciął mu rzemienie na rękach i nogach.
Później znów zaczął pląsać wokół nich, zawodząc i szaleńczo wymachując rękami. W końcu mężczyzna poruszył się. Jednak nie podniósł się z ziemi. Kołysał głową na boki i zobaczyliście, że raz po raz wysuwa i chowa język. I, na Mitrę! zaczął wić się i uciekać od ognia, pełznąc na brzuchu jak wąż!

Wąż zaś nagle zadrżał konwulsyjnie, wygiął kark i uniósł się niemal na całą swą długość, po czym znów opadł, zwój za zwojem, i znowu daremnie próbował się podnieść, jak pozbawiony kończyn człowiek, który na próżno usiłuje wstać i chodzić.

Dzikie wycie Piktów przeszyło mrok nocy, a wy, ukryci w gąszczu, poczuliście gwałtowne mdłości i z trudem powstrzymywałem wymioty. Teraz zrozumieliście sens tej okropnej ceremonii. Opowiadano mi o niej. Za pomocą jakiejś czarnej magii, zrodzonej i uprawianej w tej pierwotnej dżungli, wymalowany szaman przeniósł duszę pojmanego wroga w ciało obrzydliwego gada. To była potworna zemsta. Wrzask oszalałych od żądzy krwi Piktów niósł się niczym wycie wszystkich demonów Piekieł. Szaman wymalował jeszcze białą czaskę na piersi Liguryjczyka.

Co robicie? Piktowie zdają się odchodzić, Tecumseh wydaje polecenie wycofania się do canoe, by wrócić na waszą stronę Rzeki.

: 12 listopada 2012, 22:18
autor: koszal
/Dzikie, piekelne psy, należałoby obciąć im języki i wyłupić oczy/- myślał Vanko powoli, niespiesznie, ostrożnie wycofując się w kierunku kanoe.

: 12 listopada 2012, 22:26
autor: Dobro
- Na Mitrę! Skóra mi cierpnie od tej magii! Za dużo ich, a z miłą chęcią zestrzeliłbym tego szamana...

Zorian cofał się najciszej jak potrafił, mocno zaciskając palce na kolbie kuszy, ciągle gotowej do strzału.