PBF - Boskie potyczki
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Niemiłosiernie ciężka powieka zmożonego narkotyczną ociężałością kapłana uległa żelaznej woli swego właściciela i z leniwą powolnością uniosła się o imponujące dwa milimetry.
Przez kilka chwil Gusłek przypatrywał się zadziwiającej scenie. Wszystko wskazywało na to, że oto goblin i półolbrzym biją pokłony przed gnomem, wznosząc przy tym sławiące CZŁONKA pana uciech okrzyki.
- Heeeeę? - wydobył się z kapłańskiego gardła jęk niedowierzania.
Kapłan już miał wyśmiać bałwochwalstwo swych akolitów, gdy uwagę jego przykuł zadziwiający szczegół: oto hen daleko na horyzoncie, uformowany z chmur, unosił się wielki, pierzasty kielich, przez który przenikało słoneczne światło, sypiąc na wszystkie strony złotymi refleksami. Ten chmurzasto-słoneczny kształt do złudzenia przypominał podstawowy przedmiot obrzędowy, doskonale znany wszystkim pianitom, a w dodatku ulokował się DO-KŁA-DNIU-SIEŃ-KO nad głową gnoma.
Pot umysłowego wysiłku wystąpił na przegrzanej skroni Gusłka, gdy jego mózg analizował możliwe implikacje zaobserwowanego faktu. Czyżby w końcu nadeszła legendarna chwila inkarnacji Piana? Trzeba będzie to zbadać podczas stosownego obrzędu, oczywiście musi to być biesiada niespotykanego dotąd kalibru. Z epickim rozmachem. Z monumentalnymi ilościami jadła, napitku i chędożenia. W czasie której objawiony udowodni swą boskość nadprzeciętnymi możliwościami pochłaniania jadła, napitków, a przede wszystkim iście boską jurnością. A potem pokażemy go światu. Ciekawe co na to wszystko powie wódz wioski.
- Gurkun Pian burduruk! - wykrzyknął resztką sił kapłan, zapadając w kolejną narkotyczną wizję.
Przez kilka chwil Gusłek przypatrywał się zadziwiającej scenie. Wszystko wskazywało na to, że oto goblin i półolbrzym biją pokłony przed gnomem, wznosząc przy tym sławiące CZŁONKA pana uciech okrzyki.
- Heeeeę? - wydobył się z kapłańskiego gardła jęk niedowierzania.
Kapłan już miał wyśmiać bałwochwalstwo swych akolitów, gdy uwagę jego przykuł zadziwiający szczegół: oto hen daleko na horyzoncie, uformowany z chmur, unosił się wielki, pierzasty kielich, przez który przenikało słoneczne światło, sypiąc na wszystkie strony złotymi refleksami. Ten chmurzasto-słoneczny kształt do złudzenia przypominał podstawowy przedmiot obrzędowy, doskonale znany wszystkim pianitom, a w dodatku ulokował się DO-KŁA-DNIU-SIEŃ-KO nad głową gnoma.
Pot umysłowego wysiłku wystąpił na przegrzanej skroni Gusłka, gdy jego mózg analizował możliwe implikacje zaobserwowanego faktu. Czyżby w końcu nadeszła legendarna chwila inkarnacji Piana? Trzeba będzie to zbadać podczas stosownego obrzędu, oczywiście musi to być biesiada niespotykanego dotąd kalibru. Z epickim rozmachem. Z monumentalnymi ilościami jadła, napitku i chędożenia. W czasie której objawiony udowodni swą boskość nadprzeciętnymi możliwościami pochłaniania jadła, napitków, a przede wszystkim iście boską jurnością. A potem pokażemy go światu. Ciekawe co na to wszystko powie wódz wioski.
- Gurkun Pian burduruk! - wykrzyknął resztką sił kapłan, zapadając w kolejną narkotyczną wizję.
Bazookh spoglądawszy na gnijącą postać która wynurzyła się z wody upuścił na deski nabrzeża plecak. Podwinąwszy rękawy swego obszernego odzienia zaczął coś mamrotać pod nosem...
Ktos nieobeznany ze Sztuką zapewne pomyślałby że śmierdzący spalenizną krasnolud oszalał i mamrocze coś do siebie pod nosem.
Cień przysłonił na chwilę oblicze krasnoluda. Jego oczy zmieniły się,teraz wygladem przypominały zeszklone oczy trupa. Próbując nawiązać kontakt wzrokowy z utopcem,Bazookh kroczył w jego stronę,szepcząc tajemne zaklecie.
Ktos nieobeznany ze Sztuką zapewne pomyślałby że śmierdzący spalenizną krasnolud oszalał i mamrocze coś do siebie pod nosem.
Cień przysłonił na chwilę oblicze krasnoluda. Jego oczy zmieniły się,teraz wygladem przypominały zeszklone oczy trupa. Próbując nawiązać kontakt wzrokowy z utopcem,Bazookh kroczył w jego stronę,szepcząc tajemne zaklecie.
Borowir - gdzieś u wybrzeży Orkusa Wielkiego
Stojący na molo Skela rozglądał się niepewnie po nabrzeżu niepewnie się rozglądając.
- Co za barbarzyńskie miejsce - mruknął - jak ja tu znajdę Mordila? I co z tą chabetą? Wierzga jakby znów jeżłacza zoba...
Skela urwał w połowie wyrazu gdy zobaczył dziwnego stwora wypełzającego z wody. Chwilę potem zadziałał instynkt łowcy i szybko dobył łuk nakładając strzałę na cięciwę.
W pierwszej kolejności rozglądam się czy nie ma w pobliżu jakiś strażników miejskich/portowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w takich sytuacjach. Jeżeli jedynym kto zainterweniował jest krasnolud posyłam strzałę za strzałą w kierunku stwora do momentu zwarcia. Wtedy używam "przycelowania" aby zmniejszyć ryzyko trafienia walczącego krasnoluda.
Stojący na molo Skela rozglądał się niepewnie po nabrzeżu niepewnie się rozglądając.
- Co za barbarzyńskie miejsce - mruknął - jak ja tu znajdę Mordila? I co z tą chabetą? Wierzga jakby znów jeżłacza zoba...
Skela urwał w połowie wyrazu gdy zobaczył dziwnego stwora wypełzającego z wody. Chwilę potem zadziałał instynkt łowcy i szybko dobył łuk nakładając strzałę na cięciwę.
W pierwszej kolejności rozglądam się czy nie ma w pobliżu jakiś strażników miejskich/portowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w takich sytuacjach. Jeżeli jedynym kto zainterweniował jest krasnolud posyłam strzałę za strzałą w kierunku stwora do momentu zwarcia. Wtedy używam "przycelowania" aby zmniejszyć ryzyko trafienia walczącego krasnoluda.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthura cisnęło we flaku. Wstał delikatnie kładąc Huskuna na ziemi i odszedł w krzaki, sapiąc i próbując utrzymać nieznośnie domagającego się zrzutu balastu.
Przykucnął w krzakach i zaczął drapać się po tłustych kłakach brudnym paluchem z ulgą dając ujście zbędnym produktom przemiany materii. Jak zwykle w takich momentach, kością stawał mu w głowie niemały problem natury technicznej. A dziś w zasadzie dwa. Dziwił czemu gobliny budują takie małe latryny i on sam musi przez to srać w krzakach, zamiast rozkoszować się muchami, niecheblowanymi dechami pod dupą i szeroką paletą niezapomnianych doznań węchowych w latrynach, ale ten problem był w zasadzie nierozwiązywalny. Nie wiedzieć czemu gobliny nie przewidziały, że jakikolwiek inny goblin może osiągnąć tak wielkie rozmiary.
Ludzki kapłan Piana i Huskun, który jakiś czas temu został gorącym orędownikiem boga pijaństwa leżeli durnowato wywracając gałami. Olbrzym spałaszował o wiele wiekszą dawkę, ale w ogóle nie odczuwał jakichkolwiek omamów tudzeż innych atrakcji, których tak wyczekiwał. Poza sraczką, która była nieodłącznym skutkiem ubocznym nie działo się nic. Najszybciej jak się dało załatwił się i wyszedł z chaszczy. Nadal nie czuł działania gusłkowego napitku. Mimo iż minęło zaledwie kilka chwil odkąd poszedł za potrzebą, to zauważył, że nogi dośc mocno zdrętwiały i zrobiło się już ciemno. Huskun trzesąc się z zimna pod chatą wrzasnął do Barthura:
- Urshka murshka kurwha te bush?!
Gobliński dla początkujących
Przykucnął w krzakach i zaczął drapać się po tłustych kłakach brudnym paluchem z ulgą dając ujście zbędnym produktom przemiany materii. Jak zwykle w takich momentach, kością stawał mu w głowie niemały problem natury technicznej. A dziś w zasadzie dwa. Dziwił czemu gobliny budują takie małe latryny i on sam musi przez to srać w krzakach, zamiast rozkoszować się muchami, niecheblowanymi dechami pod dupą i szeroką paletą niezapomnianych doznań węchowych w latrynach, ale ten problem był w zasadzie nierozwiązywalny. Nie wiedzieć czemu gobliny nie przewidziały, że jakikolwiek inny goblin może osiągnąć tak wielkie rozmiary.
Ludzki kapłan Piana i Huskun, który jakiś czas temu został gorącym orędownikiem boga pijaństwa leżeli durnowato wywracając gałami. Olbrzym spałaszował o wiele wiekszą dawkę, ale w ogóle nie odczuwał jakichkolwiek omamów tudzeż innych atrakcji, których tak wyczekiwał. Poza sraczką, która była nieodłącznym skutkiem ubocznym nie działo się nic. Najszybciej jak się dało załatwił się i wyszedł z chaszczy. Nadal nie czuł działania gusłkowego napitku. Mimo iż minęło zaledwie kilka chwil odkąd poszedł za potrzebą, to zauważył, że nogi dośc mocno zdrętwiały i zrobiło się już ciemno. Huskun trzesąc się z zimna pod chatą wrzasnął do Barthura:
- Urshka murshka kurwha te bush?!
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Borowir, pora letnia, wczesne przedpołudnie.
Obłożony skórą i związany sznurkiem pakunek poturlał się na krawędź mola, gdy półnagi tragarz porzucił go widząc zbliżające się monstrum.
Przewracając się, wyjąc i klnąc tragarze uciekali z mola.
Z głośnym dudnieniem metalowych podtów uderzających o drewniane molo, srokacz pomknął w stronę miasta. Przytrzymujący go dotychczas rosły marynarz półork, ugodzony przednimi kopytami w pierś z chlupotem wpadł w odmęty wody.
W ułamku sekundy najbliższą żywą istotą, a przez to celem oblepionego wodorostami umrzyka, stał się Skela. Obok niego wciśnięty między skrzynie kapitan barki, pojękiwał z cicha drżąc na całym ciele.
Skela jednym płynnych ruchem ściągną z pleców łuk i nasadził na strzałę. Już po chwili celował z przyciśniętą do policzka strzałą. Jego spojrzenie utkwiło w celu i .... coś w nim pękło. Zmroziło umysł, odebrało siły.Poczuł przemożną chęć ucieczki i tylko trening siły woli zatrzymał do w miejscu.
Stwór szedł, a pozostawiane za sobą mokre ślady niemal od razy znikły pod wpływem lejącego się z nieba żary. Był coraz bliżej.
Balin nie czekał długo, widząc wypełzające w morza monstrum. Wyszarpnął zza pasa topór i imieniem swego boga na ustach ruszył do ataku. Przepychał się przez spanikowanych ludzi gdy na ujrzał pędzącego rumaka. W ostatniej chwil odskoczył w bok, grzmotnął pancerzem w deski nabrzeża.
Bazookh z nonszalancją wysunął skryty pod rękawem amulet i sprawnym ruchem strząsnął do dłoni. Ciekawy okaz nieumarłego sunął molem, jakieś pięćdziesiąt metrów od niego. Za daleko zamruczał i ruszył, aby zmniejszyć dystans.
Obłożony skórą i związany sznurkiem pakunek poturlał się na krawędź mola, gdy półnagi tragarz porzucił go widząc zbliżające się monstrum.
Przewracając się, wyjąc i klnąc tragarze uciekali z mola.
Z głośnym dudnieniem metalowych podtów uderzających o drewniane molo, srokacz pomknął w stronę miasta. Przytrzymujący go dotychczas rosły marynarz półork, ugodzony przednimi kopytami w pierś z chlupotem wpadł w odmęty wody.
W ułamku sekundy najbliższą żywą istotą, a przez to celem oblepionego wodorostami umrzyka, stał się Skela. Obok niego wciśnięty między skrzynie kapitan barki, pojękiwał z cicha drżąc na całym ciele.
Skela jednym płynnych ruchem ściągną z pleców łuk i nasadził na strzałę. Już po chwili celował z przyciśniętą do policzka strzałą. Jego spojrzenie utkwiło w celu i .... coś w nim pękło. Zmroziło umysł, odebrało siły.Poczuł przemożną chęć ucieczki i tylko trening siły woli zatrzymał do w miejscu.
Stwór szedł, a pozostawiane za sobą mokre ślady niemal od razy znikły pod wpływem lejącego się z nieba żary. Był coraz bliżej.
Balin nie czekał długo, widząc wypełzające w morza monstrum. Wyszarpnął zza pasa topór i imieniem swego boga na ustach ruszył do ataku. Przepychał się przez spanikowanych ludzi gdy na ujrzał pędzącego rumaka. W ostatniej chwil odskoczył w bok, grzmotnął pancerzem w deski nabrzeża.
Bazookh z nonszalancją wysunął skryty pod rękawem amulet i sprawnym ruchem strząsnął do dłoni. Ciekawy okaz nieumarłego sunął molem, jakieś pięćdziesiąt metrów od niego. Za daleko zamruczał i ruszył, aby zmniejszyć dystans.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gdzieś an bagnach Borowiru, popołudnie.
- Kurdak, ćpunak radak - wrzasnął gobliński wódz widząc mętne twarze wylegujących się pod chatą czcicieli Piana.
Najroślejszy w obozie goblin nie słyną ze zbytniej cierpliwości ani wyrozumiałość. Jego czarne kaprawe oczy ciskał gromami gdy przyglądał się całemu towarzystwu.
Ucapił Gusłka za koszulę na piersi i przyciągną jego twarz do swojej .
- Bagara mutora burtur - zasyczał wściekle i odrzucił kapłana.
- Rak krak or murkak! Or gar brak - warknął do reszty.
- Ty idzasz też - dorzuciła w mowie wspólnej do kapłana, a na jego ustach zagościł złośliwy uśmieszek.
Wódz ruszył dziarskim krokiem do szałasu szamana, ten stał tuż przy jego wejściu i obserwował przymrużonymi oczyma całe zajście.
Tłumaczenie z goblińskiego na wspólny.
- Kurdak, ćpunak radak - wrzasnął gobliński wódz widząc mętne twarze wylegujących się pod chatą czcicieli Piana.
Najroślejszy w obozie goblin nie słyną ze zbytniej cierpliwości ani wyrozumiałość. Jego czarne kaprawe oczy ciskał gromami gdy przyglądał się całemu towarzystwu.
Ucapił Gusłka za koszulę na piersi i przyciągną jego twarz do swojej .
- Bagara mutora burtur - zasyczał wściekle i odrzucił kapłana.
- Rak krak or murkak! Or gar brak - warknął do reszty.
- Ty idzasz też - dorzuciła w mowie wspólnej do kapłana, a na jego ustach zagościł złośliwy uśmieszek.
Wódz ruszył dziarskim krokiem do szałasu szamana, ten stał tuż przy jego wejściu i obserwował przymrużonymi oczyma całe zajście.
Tłumaczenie z goblińskiego na wspólny.
Spoiler!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- No dobra, mus nam na nogi rychło stanąć, bo ten wrzaskun wódz (niech go Pian wiotką kuśką pokara), nogi z zadków nam gotów powyrywać. - kapłan przetarł rękawem skacowaną twarz. - Dam wam zara taki dekokt, co nas na nogi postawi a łby napizgać zaprzestaną. Rzeknijcie mi jeno, czym to we śnie widział, czy nie, bo mi się coś widzi, żem Piana w osobie własnej zoczył. Ale co on w tym zaplutym pierdziszewie by miał szukać? Nie, zwid to był pewno, omam jakowyś. Hm...
Jeśli Gusłek ma w zapasie, to zaaplikuje sobie i potrzebującym wywar z Pulus-sor, a jeśli nie ma, to uda się do lasu w celu owego ziela zlokalizowania i przetworzenia na leczniczy środek.
Edit: "Mus Gusłkowi w las ruszyć, bo zapasy ziół się wyczerpały." - Takie oto słowa sam Pian Gusłkowi w ucho szepnął, tak więc nie ma co czasu trwonić, czas Gusłkowi w las.
Ostatnio zmieniony 06 marca 2013, 08:57 przez namakemono, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goblińska wioska gdzieś na bagnach
Kiedy wódz Burgul w końcu zechciał odejść zabierając ze sobą dziwacznego gnoma, Huskun odetchnął z nieskrywaną ulgą. Koteria pianickiego kapłana cieszyła się wśród zwykłych goblinów zazdrosną niechęcią, ale w kwestii władzy prym w wiosce wiódł przez cały czas Burgul i jego banda zaprawionych w bojach weteranów, potężnych goblinów o pokiereszowanych starymi bliznami i śladami po samookaleczeniach gębach, posępnych, bezwzględnych i otwarcie obnoszących się z wyższością wobec całej reszty plemienia.
Wszyscy oni ostentacyjnie unikali bliższych kontaktów z humhumem i jego akolitami, obstając twardo przy wierze w Cycatego Morka, ale zarazem nie chcąc podnosić na bezczelnych innowierców ręki w obawie przed pomstą Piana. Huskun nie wątpił, że stary Urah niejednemu z tych rzeźników szeptał do ucha mordercze zachęty, nakłaniając przybocznych Burgula do rozprawy z człowieczym intruzem, póki jednak sam wódz tolerował obecność Gusłka w wiosce, żaden liczący się z własną pozycją wojownik plemienia nie zamierzał z wolą Burgula zadzierać.
Spotkanie z oblubieńcem Grubelli wstrząsnęło Huskunem do głębi, ale pokrętny chytry umysł goblina szybko powrócił na utarte tory rozumowania, uparcie trzymając się pewnego szelmowskiego pomysłu.
Pomysłu, do którego realizacji potrzebna była pomoc humhuma.
- Huskun pomognie Gusłakowi! - oznajmił w łamanym asserze wychowanek szamana, klepiąc dużo wyższego od siebie kleryka po pośladku - Huskun wielce proszalny do Gusłaka, pomocności upatra. Huskunowi potrzebaśnie owe ziołska na wywarki, którne wigoroności przydawują dupczelnikom, a owe na spansko.
Kiedy wódz Burgul w końcu zechciał odejść zabierając ze sobą dziwacznego gnoma, Huskun odetchnął z nieskrywaną ulgą. Koteria pianickiego kapłana cieszyła się wśród zwykłych goblinów zazdrosną niechęcią, ale w kwestii władzy prym w wiosce wiódł przez cały czas Burgul i jego banda zaprawionych w bojach weteranów, potężnych goblinów o pokiereszowanych starymi bliznami i śladami po samookaleczeniach gębach, posępnych, bezwzględnych i otwarcie obnoszących się z wyższością wobec całej reszty plemienia.
Wszyscy oni ostentacyjnie unikali bliższych kontaktów z humhumem i jego akolitami, obstając twardo przy wierze w Cycatego Morka, ale zarazem nie chcąc podnosić na bezczelnych innowierców ręki w obawie przed pomstą Piana. Huskun nie wątpił, że stary Urah niejednemu z tych rzeźników szeptał do ucha mordercze zachęty, nakłaniając przybocznych Burgula do rozprawy z człowieczym intruzem, póki jednak sam wódz tolerował obecność Gusłka w wiosce, żaden liczący się z własną pozycją wojownik plemienia nie zamierzał z wolą Burgula zadzierać.
Spotkanie z oblubieńcem Grubelli wstrząsnęło Huskunem do głębi, ale pokrętny chytry umysł goblina szybko powrócił na utarte tory rozumowania, uparcie trzymając się pewnego szelmowskiego pomysłu.
Pomysłu, do którego realizacji potrzebna była pomoc humhuma.
- Huskun pomognie Gusłakowi! - oznajmił w łamanym asserze wychowanek szamana, klepiąc dużo wyższego od siebie kleryka po pośladku - Huskun wielce proszalny do Gusłaka, pomocności upatra. Huskunowi potrzebaśnie owe ziołska na wywarki, którne wigoroności przydawują dupczelnikom, a owe na spansko.
Mówiąc po naszemu, goblin potrzebuje wywary z ziół basdar-sor i cokars-sor. Według zasad oba gatunki występują na terenach podmokłych, bagnach i trzęsawiskach, a zatem musi ich być w okolicy zatrzęsienie. MG, da się tego towaru zdobyć na tobołek lub dwa? Kto jeszcze idzie na bagna prócz Gusłka i Huskuna?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goblińska wioska gdzieś na bagnach
Spolegliwość Gusłka niezmiernie Huskuna ucieszyła, toteż nie tracąc czasu goblin pomknął ku glinianej chatce współdzielonej od dłuższego czasu z włochatym półolbrzymem. Pozbierawszy swój oręż i kilka wiklinowych koszyków awanturnik powrócił pod rozpadający się trzcinowy domek oddany do dyspozycji humhuma, drapiąc się na przemian po nosie i w kroczu.
Dźwięczący w każdym zakątku osady harmider wcale nie słabł, bo chociaż popołudniowy skwar zniechęcił większość mieszkańców do pracy, współplemieńcy Huskuna zaczęli w zamian umilać sobie czas kłótniami, drwinami i płataniem sobie nawzajem złośliwych figli. Kilku wyrostków wypuściło z klatki wsadzone tam młode błotnego smoka i posykujący wściekle gad pokąsał parę nie dość szybko pierzchających goblinów, dopóki przyboczni Burgula nie zaprowadzili pod klatką spokoju dzieląc razy sprawiedliwie pomiędzy samego smoka i sprawców zamieszania.
Huskun nie zwracał na to zamieszanie większej uwagi, z racji statusu wychowanka szamana nie niepokojony przez współplemieńców i zaprzątnięty tajemniczym napisem na pale Barthura. Wyzywające słowa zniknęły po krótkiej chwili nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu, ale goblin wciąż potrafił przywołać przed oczy ich wspomnienie.
Wstrząsające wrażenie wywarte spotkaniem z gnomem już przeminęło, w zamian w myślach Huskuna pojawiło się narastające z każdą chwilą podejrzenie, że kochanek ponętnej Grubelli był sprytnym szarlatanem.
- Barthur, lenthe japath! - sarknął uczeń szamana widząc wyciągniętego leniwie pod chatką półolbrzyma - Hatatra e kiratra!
Gobliński dla początkujących
Spolegliwość Gusłka niezmiernie Huskuna ucieszyła, toteż nie tracąc czasu goblin pomknął ku glinianej chatce współdzielonej od dłuższego czasu z włochatym półolbrzymem. Pozbierawszy swój oręż i kilka wiklinowych koszyków awanturnik powrócił pod rozpadający się trzcinowy domek oddany do dyspozycji humhuma, drapiąc się na przemian po nosie i w kroczu.
Dźwięczący w każdym zakątku osady harmider wcale nie słabł, bo chociaż popołudniowy skwar zniechęcił większość mieszkańców do pracy, współplemieńcy Huskuna zaczęli w zamian umilać sobie czas kłótniami, drwinami i płataniem sobie nawzajem złośliwych figli. Kilku wyrostków wypuściło z klatki wsadzone tam młode błotnego smoka i posykujący wściekle gad pokąsał parę nie dość szybko pierzchających goblinów, dopóki przyboczni Burgula nie zaprowadzili pod klatką spokoju dzieląc razy sprawiedliwie pomiędzy samego smoka i sprawców zamieszania.
Huskun nie zwracał na to zamieszanie większej uwagi, z racji statusu wychowanka szamana nie niepokojony przez współplemieńców i zaprzątnięty tajemniczym napisem na pale Barthura. Wyzywające słowa zniknęły po krótkiej chwili nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu, ale goblin wciąż potrafił przywołać przed oczy ich wspomnienie.
Wstrząsające wrażenie wywarte spotkaniem z gnomem już przeminęło, w zamian w myślach Huskuna pojawiło się narastające z każdą chwilą podejrzenie, że kochanek ponętnej Grubelli był sprytnym szarlatanem.
- Barthur, lenthe japath! - sarknął uczeń szamana widząc wyciągniętego leniwie pod chatką półolbrzyma - Hatatra e kiratra!
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
Zabrałem maczetę, sztylety i zapas koszyków. Szukamy przede wszystkim ziół nasennych i miłosnych, ale jeśli po drodze trafi się inny znany Gusłkowi rodzaj rośliny, do koszyka z nią!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Ucha tera nadstaw, Huskun, i ucz się, jak to dobry a pobożny wyznawca pana uciech zachowywać się winien. Zanim w leśne głusza wstąpim, modlitwę mus nam wznieść, coby dobry a łaskawy Pian dziatki swe pobłogosławił, a bezpiecznie i szczęśliwie do wioski sprowadził, takoż zielem świeżutkim a mocnym w działaniu w zacnej ilości obdarzył.
Znaczy się Gusłek przed wyruszeniem chciałby się pomodlić o powodzenie leśnej wyprawy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goblińska wioska gdzieś na bagnach
Świadomy powagi religijnego ceremoniału, Huskun trącił półolbrzyma łokciem dając mu do zrozumienia, że winien jest zachować nabożną ciszę, sam zaś zapatrzył się w wielki mosiężny amulet zawieszony na szyi Gusłka, odlany na podobieństwo dorodnego fallusa i wypolerowany na błysk.
Zgiełk codziennego życia goblińskiej osady ucichł znienacka w uszach Huskuna, wsłuchanego w tajemnicze i niemal zupełnie dla niego niezrozumiałe przez wzgląd na braki w edukacji słowa, promieniujące wszelako niemal namacalną mocą i potęgą.
Świadomy powagi religijnego ceremoniału, Huskun trącił półolbrzyma łokciem dając mu do zrozumienia, że winien jest zachować nabożną ciszę, sam zaś zapatrzył się w wielki mosiężny amulet zawieszony na szyi Gusłka, odlany na podobieństwo dorodnego fallusa i wypolerowany na błysk.
Zgiełk codziennego życia goblińskiej osady ucichł znienacka w uszach Huskuna, wsłuchanego w tajemnicze i niemal zupełnie dla niego niezrozumiałe przez wzgląd na braki w edukacji słowa, promieniujące wszelako niemal namacalną mocą i potęgą.
MG, czas rzucić pierwsze kości! WI 85 i ZW 10 - Gusłek odprawia modlitwę w intencji udanej wyprawy po zioła! Czekamy niecierpliwie na wynik!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur trącony łokciem przestał nawet wygrzebywać z garńca jagody, pozwalając Gusłkowi się spokojnie pomodlić. Choć już nie mlaskał to głośno beknął, uwalniając zamknięty w żoładku odór grzybowej nalewki i świeżych jagód. Skrzywił się i dmuchnął kilka razy aby rozwiać smród:
- Huskun, khe beet mut? Mhe hoku-poku yala yala.
Szybko wyciągnął z sakwy kilka kulek kału utoczonych przez żuczki gnojowce i cisnął nimi w goblina. Od tego czy się rozbrzydają, czy nie, wiele zależało. Niepisane nauki Morka Cycatego wiele mówiły o wadze trajektorii lotu i innych zmiennych znacząco wpływających na pomyslność wróżby, toteż półolbrzym z ogromną uwagą przyglądał się kulkom odbijającym się od kubraka Huskuna. Klasnął w ręce wykrzykując niemal na całą wioskę:
- Dobra nasza!
Gobliński dla wtajemniczonych
- Huskun, khe beet mut? Mhe hoku-poku yala yala.
Szybko wyciągnął z sakwy kilka kulek kału utoczonych przez żuczki gnojowce i cisnął nimi w goblina. Od tego czy się rozbrzydają, czy nie, wiele zależało. Niepisane nauki Morka Cycatego wiele mówiły o wadze trajektorii lotu i innych zmiennych znacząco wpływających na pomyslność wróżby, toteż półolbrzym z ogromną uwagą przyglądał się kulkom odbijającym się od kubraka Huskuna. Klasnął w ręce wykrzykując niemal na całą wioskę:
- Dobra nasza!
Gobliński dla wtajemniczonych
Spoiler!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła opodal wioski plemienia Turhunów
Porośnięte tatarakiem, rzęsą i kępami niskich drzewek bagna rozpoczynały się kilkanaście kroków od wytyczonej niewielkimi kamieniami granicy wioski. Nieruchome wody ulegały poruszeniu jedynie wtedy, kiedy ich toń wzburzały kryjące się pod wodnymi liliami ryby, wielkie jadowite żaby i bagienne węże. W powietrzu uwijały się chmary uciążliwych dla człowieka komarów, jednakże goblin i półolbrzym nie zwracali na żądne krwi insekty żadnej uwagi, chronieni grubą szorstką skórą, której kleryk Piana mógł im tylko pozazdrościć.
O połowę niższy od Barthura Huskun kolejny raz dziękował w duchu za to, że bogowie zesłali niegdyś Turhunom pociesznego potomka olbrzymów, bo dzięki swemu imponującemu wzrostowi mocarz potrafił dostrzec na czas większość czyhających na bagnach niebezpieczeństw, a nie brzydzące się goblińskim mięsem błotne smoki też zdawały się trzymać od posiadacza wielkiej pały na dystans.
- Patrzaj dobrze, czy aby cosik z wody nie wyłazi - przykazał Barthurowi goblin, przemawiając do niego w plemiennym dialekcie - Jak wylezie, wal w łeb bez pytania. Potem się sprawdzi, czy nada się do zjedzenia.
Porośnięte tatarakiem, rzęsą i kępami niskich drzewek bagna rozpoczynały się kilkanaście kroków od wytyczonej niewielkimi kamieniami granicy wioski. Nieruchome wody ulegały poruszeniu jedynie wtedy, kiedy ich toń wzburzały kryjące się pod wodnymi liliami ryby, wielkie jadowite żaby i bagienne węże. W powietrzu uwijały się chmary uciążliwych dla człowieka komarów, jednakże goblin i półolbrzym nie zwracali na żądne krwi insekty żadnej uwagi, chronieni grubą szorstką skórą, której kleryk Piana mógł im tylko pozazdrościć.
O połowę niższy od Barthura Huskun kolejny raz dziękował w duchu za to, że bogowie zesłali niegdyś Turhunom pociesznego potomka olbrzymów, bo dzięki swemu imponującemu wzrostowi mocarz potrafił dostrzec na czas większość czyhających na bagnach niebezpieczeństw, a nie brzydzące się goblińskim mięsem błotne smoki też zdawały się trzymać od posiadacza wielkiej pały na dystans.
- Patrzaj dobrze, czy aby cosik z wody nie wyłazi - przykazał Barthurowi goblin, przemawiając do niego w plemiennym dialekcie - Jak wylezie, wal w łeb bez pytania. Potem się sprawdzi, czy nada się do zjedzenia.
Założyłem, że na bagna poszliśmy w składzie Gusłek, Barthur i Huskun. Szukamy przede wszystkim ziół nasennych i miłosnych. MG, jeśli nie planujesz dla nas żadnych mrożących krew niespodzianek, może podałbyś od razu efekty poszukiwań, a my skrobniemy sami stosowne opisy? (o ile nadal masz niedomiar wolnego czasu, rzecz jasna). I rzucisz proszę na proszalną modlitwę Gusłka?