PBF - Góra Szeptów
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Farmy hydroponiczne, poziom -3
- Wstydzę ? - wycedziła Blizna przez zaciśnięte zęby - A czemu mam się wstydzić rozmowy z kimś o mniejszych cyckach niż moje ?
Każdy miał jakieś słabości, a Blizna umiała je błyskawicznie i bezbłędnie wyłapywać. Lilia miała całkiem ładną buzię, ale Blizna nigdy w swoim
życiu nie spotkała kobiety, która nie miała by jakichś kompleksów - uzasadnionych czy zupełnie urojonych. Piersi Lilli były jeszcze mniejsze niż
piersi Blizny i obie kobiety doskonale zadały sobie z tego sprawę. Mrużąc z pogardą swoje zielone oczy Blizna ruszyła w stronę Lilli zmuszając ją
do niezgrabnego cofnięcia i w ostatniej chwili wyminęła potykającą się dziewczynę lekko ocierając się o nią ramieniem.
- Możesz ponosić trochę te wiadra - rzuciła przez ramię - Słyszałam, że ćwiczenia fizyczne powiększają rozmiar biustu.
Od dłuższego już czasu rozgoryczenie Blizny osiągnęło poziom, przy którym przestało jej zależeć na postawie pełnej pokory i uległości. Coś w niej
pękło i czuła, że jej życie musi się zmienić bo dłużej tego nie wytrzyma... Miarowy krok niósł się ciemnym korytarzem a cichy śmiech Blizny słychać było
jeszcze długo po tym jak zniknęła w mroku.
- Wstydzę ? - wycedziła Blizna przez zaciśnięte zęby - A czemu mam się wstydzić rozmowy z kimś o mniejszych cyckach niż moje ?
Każdy miał jakieś słabości, a Blizna umiała je błyskawicznie i bezbłędnie wyłapywać. Lilia miała całkiem ładną buzię, ale Blizna nigdy w swoim
życiu nie spotkała kobiety, która nie miała by jakichś kompleksów - uzasadnionych czy zupełnie urojonych. Piersi Lilli były jeszcze mniejsze niż
piersi Blizny i obie kobiety doskonale zadały sobie z tego sprawę. Mrużąc z pogardą swoje zielone oczy Blizna ruszyła w stronę Lilli zmuszając ją
do niezgrabnego cofnięcia i w ostatniej chwili wyminęła potykającą się dziewczynę lekko ocierając się o nią ramieniem.
- Możesz ponosić trochę te wiadra - rzuciła przez ramię - Słyszałam, że ćwiczenia fizyczne powiększają rozmiar biustu.
Od dłuższego już czasu rozgoryczenie Blizny osiągnęło poziom, przy którym przestało jej zależeć na postawie pełnej pokory i uległości. Coś w niej
pękło i czuła, że jej życie musi się zmienić bo dłużej tego nie wytrzyma... Miarowy krok niósł się ciemnym korytarzem a cichy śmiech Blizny słychać było
jeszcze długo po tym jak zniknęła w mroku.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kompleks mieszkalny, poziom -2
Zadzior wyślizgnął się z hamaka i podszedł do siedzącego przy stoliku Rękawka, łapiąc po drodze za jedno z wolnych metalowych krzesełek. Brodaty mechanik spojrzał na współmieszkańca pytającym wzrokiem, po czym wzruszył ramionami i pogrążył się ponownie w lekturze.
- Co to takiego? - spytał Zadzior siadając okrakiem na obróconym tyłem w przód krzesełku i krzyżując ręce na jego oparciu - Instrukcja?
- Znalazłem w starym tunelu niedaleko Dna - odpowiedział ostrożnie Rękawek, zerkając na Zadziora z ukosa - Schematy generatorów prądotwórczych, takie tam sprawy... nie zrozumiesz, nie znasz się.
- Szperałeś po Dnie? - zaciekawił się młody mężczyzna, puszczając koło ucha protekcjonalną uwagę mechanika - Ostry o tym wie? Mówiłeś mu?
- Pewnie, że mówiłem - żachnął się Rękawek - Głupi nie jestem, nie? Chyba by mi łeb urwał, jakbym coś czytał bez jego pozwolenia.
- Myślisz, że komuchy miały kiedykolwiek szansę, żeby przeszmuglować do Enklawy jakieś wywrotowe materiały? - zapytał szczerze zaintrygowany Zadzior - Przecież Ojcowie nigdy ich nie wpuścili do środka.
- A skąd ja mam to wiedzieć? - wzruszył ramionami brodaty mechanik - Ja się nie znam na polityce ani komuchach ani czerwonej zarazie. To nie na moją głowę, od tego są Ostry, Księgarz czy Harmonijka. Nawet nie wiem jak taki komuch wygląda i wcale nie chcę się dowiedzieć. To jest instrukcja do generatora diesla, rozumiesz? Schematy, cyferki, takie tam sprawy. Nic wywrotowego... chyba.
- A po co ci to? - Zadzior nie ustawał w zadawaniu pytań, zapominając na chwilę o wrażeniu dotkliwego ssania w żołądku - Chcesz naprawić jakiś generator? A co do niego wlejesz?
- A może się do niego odleję? - w głosie Rękawka pojawiła się nuta poirytowania - Chcę wiedzieć jak to działa. Przy elektrowni jest stara rozdzielnia, przecież też tam byłeś. Te generatory wyglądają na sprawne, tylko ropy mi potrzeba. Jakby znaleźć chociaż paręnaście galonów, można by spróbować je uruchomić... - rozdrażnienie w głosie mechanika zniknęło w jednej chwili, zastąpione nutą rozmarzenia - Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby w Enklawie paliły się wszystkie lampy. Trzyłapka i jej banda nigdy nie dadzą rady nakręcić dość prądu, żeby wszystko się zapaliło...
Zadzior wyślizgnął się z hamaka i podszedł do siedzącego przy stoliku Rękawka, łapiąc po drodze za jedno z wolnych metalowych krzesełek. Brodaty mechanik spojrzał na współmieszkańca pytającym wzrokiem, po czym wzruszył ramionami i pogrążył się ponownie w lekturze.
- Co to takiego? - spytał Zadzior siadając okrakiem na obróconym tyłem w przód krzesełku i krzyżując ręce na jego oparciu - Instrukcja?
- Znalazłem w starym tunelu niedaleko Dna - odpowiedział ostrożnie Rękawek, zerkając na Zadziora z ukosa - Schematy generatorów prądotwórczych, takie tam sprawy... nie zrozumiesz, nie znasz się.
- Szperałeś po Dnie? - zaciekawił się młody mężczyzna, puszczając koło ucha protekcjonalną uwagę mechanika - Ostry o tym wie? Mówiłeś mu?
- Pewnie, że mówiłem - żachnął się Rękawek - Głupi nie jestem, nie? Chyba by mi łeb urwał, jakbym coś czytał bez jego pozwolenia.
- Myślisz, że komuchy miały kiedykolwiek szansę, żeby przeszmuglować do Enklawy jakieś wywrotowe materiały? - zapytał szczerze zaintrygowany Zadzior - Przecież Ojcowie nigdy ich nie wpuścili do środka.
- A skąd ja mam to wiedzieć? - wzruszył ramionami brodaty mechanik - Ja się nie znam na polityce ani komuchach ani czerwonej zarazie. To nie na moją głowę, od tego są Ostry, Księgarz czy Harmonijka. Nawet nie wiem jak taki komuch wygląda i wcale nie chcę się dowiedzieć. To jest instrukcja do generatora diesla, rozumiesz? Schematy, cyferki, takie tam sprawy. Nic wywrotowego... chyba.
- A po co ci to? - Zadzior nie ustawał w zadawaniu pytań, zapominając na chwilę o wrażeniu dotkliwego ssania w żołądku - Chcesz naprawić jakiś generator? A co do niego wlejesz?
- A może się do niego odleję? - w głosie Rękawka pojawiła się nuta poirytowania - Chcę wiedzieć jak to działa. Przy elektrowni jest stara rozdzielnia, przecież też tam byłeś. Te generatory wyglądają na sprawne, tylko ropy mi potrzeba. Jakby znaleźć chociaż paręnaście galonów, można by spróbować je uruchomić... - rozdrażnienie w głosie mechanika zniknęło w jednej chwili, zastąpione nutą rozmarzenia - Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby w Enklawie paliły się wszystkie lampy. Trzyłapka i jej banda nigdy nie dadzą rady nakręcić dość prądu, żeby wszystko się zapaliło...
Mała scenka obyczajowa!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kompleks mieszkalny, poziom -2
Rzemień przestał z wrażenia naciskać na dynamo swej latarki i po kilku sekundach snop światła stracił wiele ze swej intensywności. Łowca sprawiał przez moment wrażenie skamieniałego, szybko jednak odzyskał panowanie nad narządami mowy.
- Ty naprawdę jesteś mocny w gębie, wiesz? - cmoknął wprawiając jednocześnie w ruch dynamo latarki - Tylko, że to się dobrze nie skończy, oj nie skończy. Chcesz się spróbować, nie ma sprawy, dawno nikomu nie obiłem mordy.
Łowca rozluźnił się powoli, przechylił w bok głowę lustrując zawziętego Rzeźnika badawczym spojrzeniem, w którym dominowała jakaś denerwująca iskra protekcjonalizmu.
- Pogadam z Ostrym, żeby dał ci szansę - oznajmił kpiarskim tonem - Załatwimy sprawę na arenie. Sam sobie wybierzesz broń, dla mnie to bez znaczenia. Jeśli pękniesz i będziesz chciał odwołać sparing, daj znać. Myślę, że moi to zrozumieją, najwyżej się trochę pośmieją, ale potem ci odpuszczą.
Rzemień urwał na chwilę słysząc jakieś dźwięki niosące się w oddali, w plątaninie starych wilgotnych korytarzy. Stłumione echo ludzkich głosów przemieszczało się w kierunku jadłodajni, świadcząc o niedalekiej już porze codziennego posiłku.
- Nie spóźnij się, bo ci któryś z cudaków zeżre zupę - rzucił drwiącym tonem łowca, przestając poruszać dynamem latarki i mijając Rzeźnika w taki sposób, by niby przypadkiem trącić go ramieniem w ramię.
Nożownik odprowadził aroganckiego rozmówcę złym wzrokiem, myślami już przenosząc się na wyłożoną metalowymi płytami arenę, gdzie łowcy zwykli ćwiczyć między sobą walkę na broń białą i pięści.
- Skopię ci dupsko - wysyczał przez zaciśnięte zęby, lecz chociaż Rzemień dosłyszał te słowa, nie zrobiły one na nim najmniejszego wrażenia.
Rzemień przestał z wrażenia naciskać na dynamo swej latarki i po kilku sekundach snop światła stracił wiele ze swej intensywności. Łowca sprawiał przez moment wrażenie skamieniałego, szybko jednak odzyskał panowanie nad narządami mowy.
- Ty naprawdę jesteś mocny w gębie, wiesz? - cmoknął wprawiając jednocześnie w ruch dynamo latarki - Tylko, że to się dobrze nie skończy, oj nie skończy. Chcesz się spróbować, nie ma sprawy, dawno nikomu nie obiłem mordy.
Łowca rozluźnił się powoli, przechylił w bok głowę lustrując zawziętego Rzeźnika badawczym spojrzeniem, w którym dominowała jakaś denerwująca iskra protekcjonalizmu.
- Pogadam z Ostrym, żeby dał ci szansę - oznajmił kpiarskim tonem - Załatwimy sprawę na arenie. Sam sobie wybierzesz broń, dla mnie to bez znaczenia. Jeśli pękniesz i będziesz chciał odwołać sparing, daj znać. Myślę, że moi to zrozumieją, najwyżej się trochę pośmieją, ale potem ci odpuszczą.
Rzemień urwał na chwilę słysząc jakieś dźwięki niosące się w oddali, w plątaninie starych wilgotnych korytarzy. Stłumione echo ludzkich głosów przemieszczało się w kierunku jadłodajni, świadcząc o niedalekiej już porze codziennego posiłku.
- Nie spóźnij się, bo ci któryś z cudaków zeżre zupę - rzucił drwiącym tonem łowca, przestając poruszać dynamem latarki i mijając Rzeźnika w taki sposób, by niby przypadkiem trącić go ramieniem w ramię.
Nożownik odprowadził aroganckiego rozmówcę złym wzrokiem, myślami już przenosząc się na wyłożoną metalowymi płytami arenę, gdzie łowcy zwykli ćwiczyć między sobą walkę na broń białą i pięści.
- Skopię ci dupsko - wysyczał przez zaciśnięte zęby, lecz chociaż Rzemień dosłyszał te słowa, nie zrobiły one na nim najmniejszego wrażenia.
Rękawica została rzucona! Rzeźnik przeciwko Rzemieniowi, na pięści, noże, pałczugi bądź dźgacze. Termin pojedynku wyznaczy Ostry, niebawem wszystkiego się dowiemy!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomieszczenie jadalne, poziom -2
Kiedy modlitwa dobiegła końca, przebywający w kantynie ludzie opuścili ją bez czynienia zbędnego hałasu robiąc miejsce kolejnej grupie mieszkańców czekających cierpliwie na swoją kolej w sąsiednim korytarzu. Ustawiając się w rzędzie do dozowników z odżywczą papką, nowi przybysze - w przeważającej mierze obarczeni mnóstwem genetycznych wad - skłaniali z szacunkiem głowy ku osobie stojącego przy pierwszym stole starca. Kiepskie oświetlenie nie pozwalało dostrzec zbyt wielu szczegółów fizjonomii białobrodego, kiedy jednak przemówił, nikt nie potrafił się wyzbyć wrażenia, że w jego głosie dźwięczy nuta pewnego nie dość starannie skrywanego niesmaku.
- Bracia i siostry, nim zasiądziecie do posiłku, wysłuchajcie mojej prośby - powiedział Mędrzec. Słysząc jego słowa wszyscy znieruchomieli posłusznie, nie chcąc okazywać przywódcy Enklawy lekceważenia. W kantynie zapadła pełna wyczekiwania cisza.
- W osadniku ponownie utworzył się zator - powiedział starzec wspierając się na ramieniu towarzyszącego mu mężczyzny - Na dolnym poziomie nieczystości wylewają się z rur, a wszyscy doskonale wiemy, jakimi to grozi chorobami. Potrzebuję kilku ochotników, którzy zejdą na dół i przetkają odpływy przy osadniku. Chętni zostaną wynagrodzeni, nie tylko dodatkowymi racjami żywnościowymi, ale też dniem wolnym od pracy i naszymi modlitwami.
W kantynie ponownie zapadła cisza. Wszyscy spoglądali na Mędrca w milczeniu, ale nikt nie odezwał się ani słowem. Już wyprawa do osadnika nieczystości, usytuowanego na samym dnie Enklawy, stanowiła wyzwanie samo w sobie, wiodąc poprzez pozbawione oświetlenia tunele i szyby pełne przerdzewiałych drabinek i wydartych częściowo ze ścian pęków kabli. Wypełniający ciasne zagracone przestrzenie fetor fekaliów zwykł wysyłanych na Dno nieszczęśników dusić, przyprawiając ich o wymioty i potworny ból głowy.
- Bracia i siostry, proszę was o zrozumienie - powiedział po chwili milczenia białobrody starzec - Jeśli nie znajdą się ochotnicy, będę zmuszony zarządzić loterię, a wówczas czarny kamyk może przypaść dziecku bądź komuś w podeszłym wieku. Czy naprawdę nie znajdzie się nikt, kto zechce zrobić to dobrowolnie?
Kiedy modlitwa dobiegła końca, przebywający w kantynie ludzie opuścili ją bez czynienia zbędnego hałasu robiąc miejsce kolejnej grupie mieszkańców czekających cierpliwie na swoją kolej w sąsiednim korytarzu. Ustawiając się w rzędzie do dozowników z odżywczą papką, nowi przybysze - w przeważającej mierze obarczeni mnóstwem genetycznych wad - skłaniali z szacunkiem głowy ku osobie stojącego przy pierwszym stole starca. Kiepskie oświetlenie nie pozwalało dostrzec zbyt wielu szczegółów fizjonomii białobrodego, kiedy jednak przemówił, nikt nie potrafił się wyzbyć wrażenia, że w jego głosie dźwięczy nuta pewnego nie dość starannie skrywanego niesmaku.
- Bracia i siostry, nim zasiądziecie do posiłku, wysłuchajcie mojej prośby - powiedział Mędrzec. Słysząc jego słowa wszyscy znieruchomieli posłusznie, nie chcąc okazywać przywódcy Enklawy lekceważenia. W kantynie zapadła pełna wyczekiwania cisza.
- W osadniku ponownie utworzył się zator - powiedział starzec wspierając się na ramieniu towarzyszącego mu mężczyzny - Na dolnym poziomie nieczystości wylewają się z rur, a wszyscy doskonale wiemy, jakimi to grozi chorobami. Potrzebuję kilku ochotników, którzy zejdą na dół i przetkają odpływy przy osadniku. Chętni zostaną wynagrodzeni, nie tylko dodatkowymi racjami żywnościowymi, ale też dniem wolnym od pracy i naszymi modlitwami.
W kantynie ponownie zapadła cisza. Wszyscy spoglądali na Mędrca w milczeniu, ale nikt nie odezwał się ani słowem. Już wyprawa do osadnika nieczystości, usytuowanego na samym dnie Enklawy, stanowiła wyzwanie samo w sobie, wiodąc poprzez pozbawione oświetlenia tunele i szyby pełne przerdzewiałych drabinek i wydartych częściowo ze ścian pęków kabli. Wypełniający ciasne zagracone przestrzenie fetor fekaliów zwykł wysyłanych na Dno nieszczęśników dusić, przyprawiając ich o wymioty i potworny ból głowy.
- Bracia i siostry, proszę was o zrozumienie - powiedział po chwili milczenia białobrody starzec - Jeśli nie znajdą się ochotnicy, będę zmuszony zarządzić loterię, a wówczas czarny kamyk może przypaść dziecku bądź komuś w podeszłym wieku. Czy naprawdę nie znajdzie się nikt, kto zechce zrobić to dobrowolnie?
Już widzę oczami wyobraźni te rwące do przodu tłumy ochotników...
Hieaaa-paała!- radośnie pokrzykiwał Pała niezręcznie bujając się na małym, drażniącym uszy, pordzewiałym i nieludzko skrzypiącym rowerku, gdy nie wiadomo, który raz z rzędu okrążał stołówkę, w której na zbyt wąskich ławkach tłoczyły się mutanty.
Jak zwykle nadmiernie pobudzony drążącym organizm specyfikiem był przekonany, że potem nie będzie głodny. Sześćdziesiąt siedem okrążeń wcześniej z radosną karykaturą uśmiechu odstąpił Trzyłapce swą zwyczajową rację, której cuchnąca zawartość, zeskrobana z przypalonego spodu wspólnego kotła, zwyczajowo doprawiona przez wiecznie wściekłego na regularne zgrzytanie pordzewiałego bmx'a Pały Sieczki, pełniącego m.in funkcję kucharza najpodlejszej z warstw Enklawy.
Hiiihaaa-dobfa-mooja!- sześćdziesiąte ósme okrążenie powoli wypalało rozbudzonego działaniem mojej dobrej pały mutanta. Choć odmieniec zazdrośnie strzegł swoich receptur, szerokie grono współmieszkańców tej część Enklawy potrafiło już rozpoznawać odmienne stany ćpuna, czy nawet konkretne nazwy "Pałoróbek".
Moja-dobfa-pała była zaś jedną z tych szczególnie łatwo rozpoznawalnych..
Nagfodaa!!- do- Jefe!!
Jak zwykle nadmiernie pobudzony drążącym organizm specyfikiem był przekonany, że potem nie będzie głodny. Sześćdziesiąt siedem okrążeń wcześniej z radosną karykaturą uśmiechu odstąpił Trzyłapce swą zwyczajową rację, której cuchnąca zawartość, zeskrobana z przypalonego spodu wspólnego kotła, zwyczajowo doprawiona przez wiecznie wściekłego na regularne zgrzytanie pordzewiałego bmx'a Pały Sieczki, pełniącego m.in funkcję kucharza najpodlejszej z warstw Enklawy.
Hiiihaaa-dobfa-mooja!- sześćdziesiąte ósme okrążenie powoli wypalało rozbudzonego działaniem mojej dobrej pały mutanta. Choć odmieniec zazdrośnie strzegł swoich receptur, szerokie grono współmieszkańców tej część Enklawy potrafiło już rozpoznawać odmienne stany ćpuna, czy nawet konkretne nazwy "Pałoróbek".
Moja-dobfa-pała była zaś jedną z tych szczególnie łatwo rozpoznawalnych..
Nagfodaa!!- do- Jefe!!
Ostatnio zmieniony 08 lipca 2013, 22:34 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-Szanowny mędrcze-Trzyłapka uniosła się na muskularnych nogach dzwigających poteżnie rozrośniętą górę ciała.- Zgłaszam się na ochotnika by czuwać nad owieczkami które zgodnie podążą na dół by ulżyć cierpieniom potrzebującym.
Na twarzy mutantki zagościł przez chwilę niepokojący grymas kiedy obrzuciła wzrokiem salę jadalną w poszukiwaniu innych chętnych.
-Bóg w swej wielkości bywa miłosierny ale i okrutny. Bracia! -weszła na stół wznosząc trzy ramiona ku górze-Czy pozwolicie aby za wasz brak entuzjazmu cierpieli ci którzy swe życie już poświęcili naszemu bożemu przybytkowi-wskazała kilku starców na sali-i dali z siebie wszystko by nam tutaj obecnym żyło się lepiej. A może wolicie poświęcić przyszłość naszego domu by nie miała mozliwości wykazania się przed dobrym Bogiem swą wiarą. Myślę tu o naszych dzieciach,wszelako każdy z Was woli by Bóg przez swe sługi bywał dobry i miłosierny niż karcący. Dalej,bracia i siostry. Wykażcie więcej entuzjazmu,wszak chodzi tylko o czystość a nie o wyprawę w piekielne czeluście!
Na twarzy mutantki zagościł przez chwilę niepokojący grymas kiedy obrzuciła wzrokiem salę jadalną w poszukiwaniu innych chętnych.
-Bóg w swej wielkości bywa miłosierny ale i okrutny. Bracia! -weszła na stół wznosząc trzy ramiona ku górze-Czy pozwolicie aby za wasz brak entuzjazmu cierpieli ci którzy swe życie już poświęcili naszemu bożemu przybytkowi-wskazała kilku starców na sali-i dali z siebie wszystko by nam tutaj obecnym żyło się lepiej. A może wolicie poświęcić przyszłość naszego domu by nie miała mozliwości wykazania się przed dobrym Bogiem swą wiarą. Myślę tu o naszych dzieciach,wszelako każdy z Was woli by Bóg przez swe sługi bywał dobry i miłosierny niż karcący. Dalej,bracia i siostry. Wykażcie więcej entuzjazmu,wszak chodzi tylko o czystość a nie o wyprawę w piekielne czeluście!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomieszczenie jadalne, poziom -2
Stojący przy stołach ludzie sprawiali wrażenie organicznych manekinów, sparaliżowanych niezdecydowaniem. Tubalny głos Trzyłapki odbił się echem od ścian jadłodajni przyprawiając niektórych z mieszkańców Enklawy o zimne dreszcze. Pozornie serdeczny i zachęcający, zdawał się kryć w sobie bezwzględną nutę groźby.
Mało kto ważył się na zatargi z Trzyłapką, z wyjątkiem łowców i starszyzny - jej zmienne nastroje i impulsywny charakter szły w parze z masą mięśniową, składając się na wybuchową mieszankę o silnie religijnym podtekście.
Co nie zmieniało faktu, że nikt o zdrowych zmysłach nie rwał się ochoczo do paskudnej roboty w osadniku fekaliów, nawet ze świadomością płynących z takiego zadania profitów. Głód stał się w Enklawie już dawno czymś równie powszechnym jak potrzeba snu czy zmęczenie, ale dla wielu obietnica dodatkowej porcji pożywienia stanowiła wystarczającą zachętę do zgięcia karku i schowania własnej dumy.
- Prawda to, że nie należy oceniać nikogo powierzchownie - oznajmił dźwięcznym mimo starczego wieku głosem Mędrzec - Bóg cię ukochał, Trzyłapko i dziennie daje temu dowód napełniając cię mądrością i poczuciem obowiązku.
Stojący przy stołach ludzie sprawiali wrażenie organicznych manekinów, sparaliżowanych niezdecydowaniem. Tubalny głos Trzyłapki odbił się echem od ścian jadłodajni przyprawiając niektórych z mieszkańców Enklawy o zimne dreszcze. Pozornie serdeczny i zachęcający, zdawał się kryć w sobie bezwzględną nutę groźby.
Mało kto ważył się na zatargi z Trzyłapką, z wyjątkiem łowców i starszyzny - jej zmienne nastroje i impulsywny charakter szły w parze z masą mięśniową, składając się na wybuchową mieszankę o silnie religijnym podtekście.
Co nie zmieniało faktu, że nikt o zdrowych zmysłach nie rwał się ochoczo do paskudnej roboty w osadniku fekaliów, nawet ze świadomością płynących z takiego zadania profitów. Głód stał się w Enklawie już dawno czymś równie powszechnym jak potrzeba snu czy zmęczenie, ale dla wielu obietnica dodatkowej porcji pożywienia stanowiła wystarczającą zachętę do zgięcia karku i schowania własnej dumy.
- Prawda to, że nie należy oceniać nikogo powierzchownie - oznajmił dźwięcznym mimo starczego wieku głosem Mędrzec - Bóg cię ukochał, Trzyłapko i dziennie daje temu dowód napełniając cię mądrością i poczuciem obowiązku.
Trzyłapka zgłosiła akces do misji ratunkowej, zyskując sobie uznanie i przychylność przywódcy społeczności. Czy reszta zdaje się na los i czeka na nieuchronne losowanie "ochotników"?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Tylko idiota albo samobójca zdecydowałby się ochotniczo uczestniczyć w takim zadaniu - pomyślał zadzior z krzywym uśmieszkiem na ustach. - Z własnej woli do roboty, jeszcze tak śmierdzącej? Miesiącami nie będzie mogła zmyć z siebie zapachu gówna, ludzie będą omijać ją z daleka, a za plecami będą przylepiać jej obraźliwe przydomki, każdy związany ze smrodem. Nie, dziękuję.
Poczekam, aż zostanę ochotniczo wybrany, lub wybrany zostanie starzec albo pacholę, wtedy rozważę zgłoszenie się.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomieszczenie jadalne, poziom -2
Siwowłosy przywódca Enklawy odczekał jeszcze chwilę, przymykając swe bladoniebieskie oczy i poruszając niemo ustami, najpewniej pogrążony w kontemplacji. Nie słysząc dalszego odzewu westchnął ciężko i otworzył oczy, a przez jego łagodną na co dzień twarz przebiegł jakiś cień, który po krótkiej chwili zniknął zastąpiony wyrazem smutnego rozczarowania.
- Sama Trzyłapka nie podoła takiemu wyzwaniu, nie wolno też pozwolić, by narażała się w pojedynkę dla nas wszystkich - oznajmił starzec potrząsając delikatnie głową - Zdajmy się zatem na wolę Pańską.
Widząc znajomy gest uczyniony ręką Mędrca, towarzyszący mu Księgarz podniósł z pobliskiego stolika lniany woreczek, w którego wnętrzu postukiwały jakieś niewielkie przedmioty. Mędrzec odebrał swemu zausznikowi woreczek, rozsznurował go i uniósł w górę.
- Białe i czarne kamienie - oznajmił, chociaż wszyscy obecni w kantynie doskonale znali reguły losowania - Czarny kamień oznacza udział w zadaniu, moi bracia i siostry. Niechaj ci, którzy wyciągną czarny okażą pokorę w obliczu wyroków Pana i przysłużą się z radością dobrej sprawie naszej rodziny.
Księgarz powiódł spojrzeniem po twarzach stojących najbliżej współziomków i chociaż niektórzy z nich zapewne poczuli ochotę do natychmiastowego wycofania się za ostatnie stoliki jadłodajni, żaden nie odważył się stchórzyć na oczach przywódcy społeczności.
- Rzeźniku, pozwól do nas - powiedział Księgarz przywołując spośród nieruchomej grupy ciemnowłosego mężczyznę w rozpiętym roboczym kombinezonie - Wyjmij z woreczka kamień.
Wyraźnie niezadowolony, ale posłuszny odwiecznym nakazom obowiązującym w Enklawie, Rzeźnik podszedł do Mędrca i włożył prawą dłoń do woreczka, ściskając w palcach jeden z ukrytych tam kamyków. Wyciągnąwszy rękę, przez chwilę trzymał kamień w zaciśniętych palcach nie potrafiąc się zdecydować na sprawdzenie jego koloru.
- Objaw nam wolę Pana - poprosił pojednawczym tonem Mędrzec. Rzeźnik odwrócił dłoń wierzchem do podłogi, otworzył ją z oporem. Księgarz przysunął promieniującą zielonym światłem fosforyzującą pałeczkę do ręki mężczyzny, skwitował wynik kiwnięciem głowy.
- Czarny kamyk - oznajmił sucho - Blizno, pozwól do nas.
Siwowłosy przywódca Enklawy odczekał jeszcze chwilę, przymykając swe bladoniebieskie oczy i poruszając niemo ustami, najpewniej pogrążony w kontemplacji. Nie słysząc dalszego odzewu westchnął ciężko i otworzył oczy, a przez jego łagodną na co dzień twarz przebiegł jakiś cień, który po krótkiej chwili zniknął zastąpiony wyrazem smutnego rozczarowania.
- Sama Trzyłapka nie podoła takiemu wyzwaniu, nie wolno też pozwolić, by narażała się w pojedynkę dla nas wszystkich - oznajmił starzec potrząsając delikatnie głową - Zdajmy się zatem na wolę Pańską.
Widząc znajomy gest uczyniony ręką Mędrca, towarzyszący mu Księgarz podniósł z pobliskiego stolika lniany woreczek, w którego wnętrzu postukiwały jakieś niewielkie przedmioty. Mędrzec odebrał swemu zausznikowi woreczek, rozsznurował go i uniósł w górę.
- Białe i czarne kamienie - oznajmił, chociaż wszyscy obecni w kantynie doskonale znali reguły losowania - Czarny kamień oznacza udział w zadaniu, moi bracia i siostry. Niechaj ci, którzy wyciągną czarny okażą pokorę w obliczu wyroków Pana i przysłużą się z radością dobrej sprawie naszej rodziny.
Księgarz powiódł spojrzeniem po twarzach stojących najbliżej współziomków i chociaż niektórzy z nich zapewne poczuli ochotę do natychmiastowego wycofania się za ostatnie stoliki jadłodajni, żaden nie odważył się stchórzyć na oczach przywódcy społeczności.
- Rzeźniku, pozwól do nas - powiedział Księgarz przywołując spośród nieruchomej grupy ciemnowłosego mężczyznę w rozpiętym roboczym kombinezonie - Wyjmij z woreczka kamień.
Wyraźnie niezadowolony, ale posłuszny odwiecznym nakazom obowiązującym w Enklawie, Rzeźnik podszedł do Mędrca i włożył prawą dłoń do woreczka, ściskając w palcach jeden z ukrytych tam kamyków. Wyciągnąwszy rękę, przez chwilę trzymał kamień w zaciśniętych palcach nie potrafiąc się zdecydować na sprawdzenie jego koloru.
- Objaw nam wolę Pana - poprosił pojednawczym tonem Mędrzec. Rzeźnik odwrócił dłoń wierzchem do podłogi, otworzył ją z oporem. Księgarz przysunął promieniującą zielonym światłem fosforyzującą pałeczkę do ręki mężczyzny, skwitował wynik kiwnięciem głowy.
- Czarny kamyk - oznajmił sucho - Blizno, pozwól do nas.
Rozpoczęło się losowanie "ochotników". Księgarz przywołuje do siebie wybrane spośród tłumku osoby, Mędrzec pozwala im wyciągać z woreczka kamyki.
Kończąc sześćdziesiąte dziewiąte okrążenie zwaliste bydlę ledwo utrzymujące się na skrzypiącej, do granic nadwyrężonej konstrukcji roweropodobnej z piskiem opon zatrzymało się tuż przed swym niekwestionowanym autorytetem duchowym. Kwestia autorytetu i starszyzny była dla mutanta zjawiskiem dalece wykraczającym poza jego proste rozumowanie. Jednakże wiedział, że nieposłuszeństwo wobec nich wiązało się z niezadowoleniem Trzyłapki.
A ona budziła już zrozumiały respekt i szacunek.
Potrafiła przywalić.
I wiedziała, co będzie dobre dla Pały.
Zeskoczywszy zwinnie niczym słoń zrzucony z mostu Pała doczłapał się do mutantki po czym niezgrabnie naśladując jej dumnie wyprostowaną pozę karykaturalnie zasalutował dotykając środkowym palcem łapy wielkości solidnego rondla wprost do napiętego organu na swej lewej skroni. Palce zwisajace po obu stronach podbródka wciąż falowały przy wtórze podekscytowanych sapnięć cargo, nabrzmiała, dodatkowa gałka oczna wyrastająca w jednej z dziurek od nosa nerwowo mrugała sprawiając wrażenie, że lada chwila pęknie z napięcia.
Pała najpfód ku nowej przyo-o-odzie!
A ona budziła już zrozumiały respekt i szacunek.
Potrafiła przywalić.
I wiedziała, co będzie dobre dla Pały.
Zeskoczywszy zwinnie niczym słoń zrzucony z mostu Pała doczłapał się do mutantki po czym niezgrabnie naśladując jej dumnie wyprostowaną pozę karykaturalnie zasalutował dotykając środkowym palcem łapy wielkości solidnego rondla wprost do napiętego organu na swej lewej skroni. Palce zwisajace po obu stronach podbródka wciąż falowały przy wtórze podekscytowanych sapnięć cargo, nabrzmiała, dodatkowa gałka oczna wyrastająca w jednej z dziurek od nosa nerwowo mrugała sprawiając wrażenie, że lada chwila pęknie z napięcia.
Pała najpfód ku nowej przyo-o-odzie!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomieszczenie jadalne, poziom -2
Blizna potrząsnęła ponownie głową, jakby nie potrafiąc przyjąć do wiadomości rezultatów losowania. Odprowadziła zabrany jej czarny kamyk spojrzeniem tak złym, że gdyby generowało ono choć małą cząstkę promieniowania, kamyk najpewniej w jednej chwili uległby całkowitemu stopieniu. Dziewczyna zagryzła swe usta przenosząc wzrok na równie zawzięte twarze kompanów z przypadku.
Choć rzecz jasna nie wszyscy z nich obnosili się ze swoją złością. Groteskowa mutantka o trzech rękach, demonstracyjnie okazująca ogromne przywiązanie do kwestii chrześcijańskiej wiary, sprawiała wrażenie szczerze uszczęśliwionej okazją do paprania się po uszy w ekskrementach. Równie zdegenerowany fizycznie Pała patrzył w Trzyłapkę niczym w lustro, dostrzegając w niej dla siebie tylko ekscytujące przymioty.
Rzeźnik i Zadzior nie wyglądali na szczęśliwych, chociaż próbowali ukryć przed resztą swe rozczarowanie. Blizna doskonale rozumiała ich uczucia, sama na myśl o celu ekspedycji czuła wzbierające torsje.
- Zostaliście wybrani - powiedział Mędrzec oddając woreczek z kamykami Księgarzowi - Zjedzcie obiad, a potem zgłoście się do Ostrego po narzędzia. Będę czekał niecierpliwie na wieści z Dna.
Blizna potrząsnęła ponownie głową, jakby nie potrafiąc przyjąć do wiadomości rezultatów losowania. Odprowadziła zabrany jej czarny kamyk spojrzeniem tak złym, że gdyby generowało ono choć małą cząstkę promieniowania, kamyk najpewniej w jednej chwili uległby całkowitemu stopieniu. Dziewczyna zagryzła swe usta przenosząc wzrok na równie zawzięte twarze kompanów z przypadku.
Choć rzecz jasna nie wszyscy z nich obnosili się ze swoją złością. Groteskowa mutantka o trzech rękach, demonstracyjnie okazująca ogromne przywiązanie do kwestii chrześcijańskiej wiary, sprawiała wrażenie szczerze uszczęśliwionej okazją do paprania się po uszy w ekskrementach. Równie zdegenerowany fizycznie Pała patrzył w Trzyłapkę niczym w lustro, dostrzegając w niej dla siebie tylko ekscytujące przymioty.
Rzeźnik i Zadzior nie wyglądali na szczęśliwych, chociaż próbowali ukryć przed resztą swe rozczarowanie. Blizna doskonale rozumiała ich uczucia, sama na myśl o celu ekspedycji czuła wzbierające torsje.
- Zostaliście wybrani - powiedział Mędrzec oddając woreczek z kamykami Księgarzowi - Zjedzcie obiad, a potem zgłoście się do Ostrego po narzędzia. Będę czekał niecierpliwie na wieści z Dna.
Dwóch ochotników i trzech nieboraków z przymusowego poboru. Macie chwilę, żeby się ogarnąć i coś zjeść, potem trzeba będzie wybrać się na najniższe poziomy podziemnej bazy. Ktoś chce coś powiedzieć, być może pokrzepić kompanów?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pomieszczenie jadalne, poziom -2
Przez kilkudziesięciu zgromadzonych przy stołach mieszkańców Enklawy przeszedł stłumiony pomruk, będący wyrazem ulgi i wdzięczności. Poklepywani przez sąsiadów po ramionach, wybrańcy losu zasiedli przy metalowych stolikach sięgając po wypełnione odżywczą papką płytkie tacki. Chociaż nikt nie wyrzekł tego na głos, wszyscy zdawali się myśleć o tym samym.
Czekając cierpliwie na swą kolej przy stołach, nie słyszeli, by Mędrzec poprosił o pomoc kogokolwiek z pierwszej grupy.
Pierwsza grupa składała się z ludzi pozbawionych zauważalnych defektów genetycznych, względnie zdrowych i pełniących w większości przypadków odpowiedzialne funkcje, na jej resztę składali się zaś członkowie ich rodzin. Mimo ustawicznie powtarzanych zapewnień o równości od kilku lat dało się zauważyć, że społeczność Enklawy dzieliła się powolutku na dwie kasty, lecz wszyscy mieszkańcy zdawali się godzić z tym rozpadem na bardziej i mniej uprzywilejowanych. Powodem takiej biernej akceptacji były w dużej mierze brane za dobrą monetę wyjaśnienia Mędrca i jego zaufanych doradców. Ryzyko rozpowszechnienia chorób dziedzicznych i troska o zachowanie czystej krwi zaowocowały już dawno zakazem jakichkolwiek związków pomiędzy zdrowymi obywatelami Enklawy, a tymi jej rezydentami, którzy przejawiali zauważalne deformacje. Zakaz zawierania małżeństw czy nawet uprawiania grożącego niepożądaną ciążą seksu poszedł z biegiem czasu dalej, przejawiając się rozgraniczeniem przestrzeni mieszkalnej czy nawet wprowadzeniem odrębnych pór posiłków we współdzielonej kantynie.
Druga grupa, złożona z ludzi obarczonych coraz dalej postępującymi mutacjami bądź ich krewnych, po kilku latach łagodzonej różnymi przychylnymi gestami separacji zaczęła odczuwać przyczepioną sobie etykietkę pośledniejszej klasy, otrzymując coraz więcej uciążliwych zadań związanych z utrzymaniem upadającej infrastruktury Enklawy.
Różnica w podziale obowiązków i przywilejów stawała się coraz wyraźniejsza, ale nauczeni długimi latami posłuszeństwa członkowie podziemnej społeczności nie kwestionowali otwarcie tego aprobowanego od dawna układu, godząc się na reguły przyjęte zapewne jeszcze przed narodzinami obecnego przywódcy Enklawy.
Przez kilkudziesięciu zgromadzonych przy stołach mieszkańców Enklawy przeszedł stłumiony pomruk, będący wyrazem ulgi i wdzięczności. Poklepywani przez sąsiadów po ramionach, wybrańcy losu zasiedli przy metalowych stolikach sięgając po wypełnione odżywczą papką płytkie tacki. Chociaż nikt nie wyrzekł tego na głos, wszyscy zdawali się myśleć o tym samym.
Czekając cierpliwie na swą kolej przy stołach, nie słyszeli, by Mędrzec poprosił o pomoc kogokolwiek z pierwszej grupy.
Pierwsza grupa składała się z ludzi pozbawionych zauważalnych defektów genetycznych, względnie zdrowych i pełniących w większości przypadków odpowiedzialne funkcje, na jej resztę składali się zaś członkowie ich rodzin. Mimo ustawicznie powtarzanych zapewnień o równości od kilku lat dało się zauważyć, że społeczność Enklawy dzieliła się powolutku na dwie kasty, lecz wszyscy mieszkańcy zdawali się godzić z tym rozpadem na bardziej i mniej uprzywilejowanych. Powodem takiej biernej akceptacji były w dużej mierze brane za dobrą monetę wyjaśnienia Mędrca i jego zaufanych doradców. Ryzyko rozpowszechnienia chorób dziedzicznych i troska o zachowanie czystej krwi zaowocowały już dawno zakazem jakichkolwiek związków pomiędzy zdrowymi obywatelami Enklawy, a tymi jej rezydentami, którzy przejawiali zauważalne deformacje. Zakaz zawierania małżeństw czy nawet uprawiania grożącego niepożądaną ciążą seksu poszedł z biegiem czasu dalej, przejawiając się rozgraniczeniem przestrzeni mieszkalnej czy nawet wprowadzeniem odrębnych pór posiłków we współdzielonej kantynie.
Druga grupa, złożona z ludzi obarczonych coraz dalej postępującymi mutacjami bądź ich krewnych, po kilku latach łagodzonej różnymi przychylnymi gestami separacji zaczęła odczuwać przyczepioną sobie etykietkę pośledniejszej klasy, otrzymując coraz więcej uciążliwych zadań związanych z utrzymaniem upadającej infrastruktury Enklawy.
Różnica w podziale obowiązków i przywilejów stawała się coraz wyraźniejsza, ale nauczeni długimi latami posłuszeństwa członkowie podziemnej społeczności nie kwestionowali otwarcie tego aprobowanego od dawna układu, godząc się na reguły przyjęte zapewne jeszcze przed narodzinami obecnego przywódcy Enklawy.
Chciałbym teraz opowiedzieć pokrótce o Waszej społeczności. Tworzy ją niecała setka ludzi mieszkających od wielu pokoleń w rozległej, ale w dużej części niezaludnionej podziemnej bazie. Wysoka śmiertelność sprawia, że liczebność grupy spada z pokolenia na pokolenie, powodowana przede wszystkim pogłębiającymi się mutacjami, a także uważanym już za coś oczywistego głodem. Od pewnego czasu dostrzegalny jest coraz wyraźniejszy podział na dwie kasty, bardziej i mniej uprzywilejowaną. Do drugiej należą przede wszystkim mutanci oraz osobnicy uważani przy procesie racjonalizowania zasobów za mniej wartościowych dla Enklawy.
Największym skarbem jest przylegający do podziemi rezerwuar czystej, nieskażonej wody, pochodzącej z górskich źródeł ukrytych w naturalnych pieczarach. Tam właśnie funkcjonują pielęgnowane od pokoleń farmy hydroponiczne, hodowle glonów i mchów służące za podstawowy pokarm mieszkańców Enklawy. Uuzpełnieniem ubogiej diety jest mięso upolowanych co jakiś czas zwierząt, łapanych przez wychodzących na powierzchnię Łowców (ale mięso to wielka rzadkość, bo ostrożność starszyzny nie pozwala na zjadanie wszystkiego, co myśliwi upolują).
Starszyzna i Łowcy należą do pierwszej grupy społecznej, BG (pełniący w społeczności rolę robotników) do drugiej. Druga kasta nie wychodzi na powierzchnię, to zaszczyt i zarazem ogromne wyzwanie stawiane jedynie przed najlepszymi Łowcami, a oni prawie nigdy nie rozmawiają otwarcie o świecie na górze.
Jeśli macie jakieś pytania odnośnie miejsca rozpoczęcia przygody, oto dobra chwila, by je zadać!
Największym skarbem jest przylegający do podziemi rezerwuar czystej, nieskażonej wody, pochodzącej z górskich źródeł ukrytych w naturalnych pieczarach. Tam właśnie funkcjonują pielęgnowane od pokoleń farmy hydroponiczne, hodowle glonów i mchów służące za podstawowy pokarm mieszkańców Enklawy. Uuzpełnieniem ubogiej diety jest mięso upolowanych co jakiś czas zwierząt, łapanych przez wychodzących na powierzchnię Łowców (ale mięso to wielka rzadkość, bo ostrożność starszyzny nie pozwala na zjadanie wszystkiego, co myśliwi upolują).
Starszyzna i Łowcy należą do pierwszej grupy społecznej, BG (pełniący w społeczności rolę robotników) do drugiej. Druga kasta nie wychodzi na powierzchnię, to zaszczyt i zarazem ogromne wyzwanie stawiane jedynie przed najlepszymi Łowcami, a oni prawie nigdy nie rozmawiają otwarcie o świecie na górze.
Jeśli macie jakieś pytania odnośnie miejsca rozpoczęcia przygody, oto dobra chwila, by je zadać!