Strona 2 z 38

: 25 października 2013, 16:42
autor: 8art
Merywyn; Karczma Łysy Łeb; Wtorek; Gorim 20 Ketash 606OR, wieczór

Cień wychodził. Mijając szynkwas jego wzrok mimowolnie skrzyżowal się na chwilę ze spojrzeniem tajemniczego nieznajomego. Drake uciekł oczyma, żeby nie prowokować mężczyzny i nie zdradzić się, że tamten też jest obserwowany. Cień oczywiście nie bał się łysiejącego grubasa. Po prostu wolał aby nieznajomy był nadal w słodkiej niewiedzy.

Kiedyś pewnie, stałby już koło tego osobnika i trzymał kułaki przy jego twarzy, pytając zaczepnie czemu się gapi. Lub co bardziej pewne, już okładał go tymi kułakami, wszczynając karczemną awanturę. Ale te czasy dawno już minęły. Teraz musiał powściągać dawne karczemne nawyki i skłonność do bitki. Dość, że przez ostatni rok siedział jak mysz pod miotłą. Cygnarski wywiad był jedynym czego się bał. Nawet teraz, gdy wydawało się, że CRS jest tak daleko wolał się nie wychylać. Dobrze wiedział, że żyje tylko warunkowo.

- Śmierć na stryczku lub bezwarunkowa współpraca. - tak brzmiały słowa agenta werbunkowego, który odwiedził go w celi śmierci. Przystał, ale wiedział, że takich jak on wywiad, w razie niesubordynacji, pozbywa się bez mrugnięcia okiem. A sędziowski wyrok to małe piwo w porównaniu z nakazem likwidacji wydanym przez Cygnarskie Rekonasensowe Służby.

Chciał stąd jak najszybciej wyjść i zaszyć się bezpiecznie w mroku nocy. Sam fakt, że byli obserwowani przez kogoś był już niepokojący, a Drake mógł iść o zakład o sto Łabędzi*, że grubas nie jest tu sam. Że na zewnątrz, lub gdzieś czają się jego wspólnicy.

Banderas nagle dostrzegł kątem oka, że minimalne poruszenie pośród swoich towarzyszy. Kilka niemożliwych do opisania symptomów na twarzach, które wskazywały na nagłe przestraszenie połączone z dziwną ekscytacją. Nie musiał być geniuszem, żeby domyślić się o co chodzi. Chyba skrewił sprawę i grubas połapał się w dziwnej grze.

Mężczyzna odszedł od kontuaru, kierując się wprost do stolika zajmowanego przez trzech, niepozornych ludzi, będących na usługach CRS. Drake stał i patrzył się. Nie mógł tego dostrzec ale widzieli to siedzący przy stoliku.

Na jego twarzy otyłego rysowało się dziwne zacięcie i determinacja. Nieznajomy sięgał powolnym, bardzo pewnym ruchem za połę płaszcza, powodując tym samym, że zimny pot wystąpił na plecy Podolskiego.

Przez myśl przeszło mu, że jeśli tylko gruby miał pod płaszczem khardzki garłacz, to już byli zimnymi trupami.
- Jeśli tylko... - powtórzył jeszcze raz w myślach Ivan.

Wątek techniczny

* Łąbędź - dość rzadka, złota cygnarska moneta o wartości dwóch cygnarskich Koron - najbardziej powszechnego, można rzec "biznesowego" środka płatniczego. Korona jest odpowiednikiem naszego dolara lub euro. Prawie nikt nie pogardzi takim środkiem płatności.

Dobro, jeszcze nie zdążyłeś wyjść jak widzisz. Założyłem, że minęło zbyt mało czasu abyś mógł zniknąć w ciemnościach nocy.

Deklarujecie jakieś akcje? Na Wasze pocieszenie dodam, że żaden z Was nie przyszedł do karczmy w zbroji i pełnym rynsztunku. Zakładam, że możecie mieć ze sobą po sztylecie.

: 26 października 2013, 14:35
autor: Keth
Karczma Łysy Łeb; Gorim 20 Ketash 606 OR, wieczór

Falko zesztywniał ledwie zauważalnie, podnosząc głowę i krzyżując spojrzenie z tęgim osobnikiem sięgającym w niejednoznaczny sposób za pazuchę. Człowiek był mu zupełnie obcy i z nikim się nie kojarzył, ale to Tadiriego wcale nie uspokoiło. Magianik wątpił, by nieznajomy reprezentował khadoriańskich najeźdźców, bo nawet opłacany przez okupantów szpicel ściągnąłby do karczmy zawczasu grupę gwardzistów, a dopiero potem ryzykował grę w otwarte karty.

Ten człowiek najpewniej siedzących przy stoliku mężczyzn z kimś pomylił albo miał jakiś zatarg z którymś z nich - zatarg, o którym Falko nic nie wiedział. Istniała rzecz jasna trzecia opcja, zakładająca cudowne objawienie wyczekiwanego długimi miesiącami wysłannika Cygnarczyków.

Zakonspirowany w domostwie magianika cygnarski botmistrz przyprawiał Llaelijczyka o ustawiczny, choć dobrze dotąd skrywany ból głowy. Nadzorowany przez Szarych Magów kontrwywiad Khadoru infiltrował cały czas ryńskie społeczeństwo, szukając nie tylko wrogich szpiegów bądź nie chcących złożyć broni patriotów, ale i niedobitków południowej armii, którzy zawieruszyli się na terytorium królestwa w dniach wielkiego odwrotu na własne ziemie. Obdarzeni niezwykłym magicznym talentem botmistrzowie byli wbrew pozorom łatwi do odnalezienia, ponieważ otaczająca ich osoby aura zwracała na siebie uwagę khadoriańskich parobotów.

Koncentrując myśli na postaci nieznajomego Falko ujął dłonią za krawędź blatu stołu, gotów w każdej chwili kopnąć w mebel od spodu i przewrócić go na bok w zamiarze wzniesienia prowizorycznej barykady mogącej odgrodzić go od obcego.

- Jeśli chcesz wyciągnąć zegar, by sprawdzić godzinę, niepotrzebna to fatyga - powiedział magianik siląc się na obojętność w głosie - Każdy widzi, że dość późno, by się zbierać do domu.
Jeśli wyciągnie broń, przewracam stół i wyciągam z rękawa nóż (siedzi sobie w sprężynowym pokrowcu na prawym przedramieniu). Ale nie sądzę, aby to był zamachowiec, szczerze nie sądzę...

: 27 października 2013, 12:55
autor: Araven
Ivan zaczął być czujny, jak to jakiś szpicel albo agent Khardów, to mamy problem pomyślał,
ale może to tak długo oczekiwany łącznik.
Ivan czeka na rozwój wypadków.

: 27 października 2013, 15:33
autor: Keth
Falko, Dennison i Ivan siedzą przy stoliku, a Banderas stoi opodal drzwi. Czy to znaczy, że tęgi jegomość jest odwrócony do Banderasa plecami? I kto przy stoliku siedzi ewentualnie plecami do niego? (znaczy się, obcego).

Ile jeszcze osób siedzi w karczmie i ile z nich sprawia wrażenie potencjalnie niebezpiecznych? Czy my jesteśmy w tym przybytku znani obsłudze czy nie?

: 27 października 2013, 21:16
autor: Dobro
Ok, jeśli gość mnie nie widzi, zakradam się do niego od tyłu ze sztyletem i przykładam mu go do gardła, sugerując, by zamknął gębę i się nie ruszał.

: 27 października 2013, 21:29
autor: Keth
Karczma Łysy Łeb; Gorim 20 Ketash 606 OR, wieczór

Magianik widział skradającego się od strony drzwi Banderasa, ale dołożył wszelkich starań, by przez przypadek nie ostrzec tęgiego mężczyzny przedwcześnie zbyt otwartym spojrzeniem bądź co gorsza, zupełnie niepotrzebnym w takiej sytuacji słowem.

Umbrianin wbił twarde spojrzenie w oczy dziwnie zdesperowanego obcego, ustawiając jednocześnie w taki sposób swoją prawą rękę, by zwolniony poprzez nacisk o powierzchnię stołu sprężynowy mechanizm naramiennej pochwy wyrzucił obosieczny długi nóż prosto w jego oczekującą na znajomy ciężar ostrza dłoń - dokładnie w tym momencie, kiedy sięgnięcie po oręż stałoby się absolutnie nieuniknione.

Palcami lewej ręki złapał w zamian za krawędź stołu, gotów zaraz potem poderwać mebel w górę i przewrócić go w stronę nieznajomego.
Plan bez zmian, jeśli chodzi o sięgnięcie po broń. Jeśli Drake zdoła podejść obcego, ułatwi nam sprawę, ale oczywiście bardzo podniesie atmosferę w karczmie. Dalsze reakcje w odpowiedzi na rozwój sytuacji!

: 28 października 2013, 16:53
autor: Waylander
Witam Wszystkich ;).

Będę wredny i wepchnę się z taką małą sugestią dla Draka, chodzi mi o to że nóż przyłożony do gardła będzie raczej trudno ukryć... może by tak przyłożyć go do nerki kiedy Drake podejdzie do gościa od tyłu i nagle po kumpelsku zrobi misia z khardem wołając coś w stylu: "co tam się tak w rogu chowałeś stary, czemu od razu nie podeszłeś itd.", a przy misiu szepnie mu na ucho żeby się zachowywał bo dostanie kose?
To i tak dość ryzykowne ale przynajmniej jest szansa że zaraz nie zacznie się walka z połową karczmy. A może uda się wam wyjść szybko z nieznajomym na dwór i rozmówić w jakiejś alejce:P.

: 28 października 2013, 19:06
autor: 8art
W karczmie nie jest już tłoczno, ale wciąż oprócz Was jest tam jeszcze około 20 osób kończących ostatnie napitki.

Czy jesteście znani w karczmie? Raczej nie bardzo, może karczmarz kojarzy Wasze twarze. Zakładam, że przez ostatni rok bywaliście tu na przemian co dwa tygodnie, więc trudno mówić żebyście byli "stałymi klientami".

Siadam do pisania posta. Update juz wkrótce.

: 28 października 2013, 19:20
autor: Dobro
Nie zmieniam deklaracji, nóż na gardło.

: 28 października 2013, 21:37
autor: 8art
Merywyn; Karczma Łysy Łeb; Wtorek; Gorim 20 Ketash 606OR, wieczór

Falko łypnął oczyma na boki widząc ostatnich klientów karczmy, dopijających swoje napitki. Wiedział, że zaraz wiekszość ludzi zniknie z karczmy, bojąc się złapania na ulicach miasta przez patrole Gwardii Zimowej. Szansa na spotkanie z jakimikolwiek przedstawicielami prawa wieczorem w zaułkach Rue Cotan było dość niskie. Niebezpieczeństwo czaiło się pośród licznych ciemnych zakamarków dzielnicy.

Dla Falka, który wychował się w tych ubogich kwartałach miasta jasne było, że obawiać należało się lokalnych gangów, gotowych zabić człowieka za kilka miedziaków. Nawet wzmocnione patrole Gwardii wolały nie zadzierać z bandytami i partyzantami. Merywyn potrafił zaskakiwać obcych. Szerokie bulwary, piekne budynki, świetne jadło i napitki. Miasto wydawało się oazą spokoju i nic też dziwnego, że początkowo żołnierzom armii okupacyjnej przydział do niegdysiejszej stolicy Llaelu jawił się przepustką do raju. Nic bardziej mylnego i najeźdzcy szybko się o tym przekonali. Do ubogich kwartałów miasta zaglądali tylko za dnia, a w nocy siłach, jakim nie mogły stawić czoła miejscowe rzezimieszki.

Nikt z klientów karczmy nie wyglądał na zanipokojonego zachowaniem nieznajomnego mężczyzny. Pewno nikt nie dostrzegł jak sięga pod połę płaszcza. Pewno nikt nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego w upalny wieczór. Jeszcze tego nie wiedzieli, ale mieli zapamiętać ten wieczór na długo.

Wszystko stało się bardzo szybko. Gdy Tardiri chwytał lewą ręką krawędź stołu, gdy Podolski patrzył uważnie co się stanie, a nieznajomy zbliżał się do ławy zajmowanej przez agentów, w ręku Drake'a błysnęła stal. Cień doskoczył do mężczyzny przykładając mu do szyi sztylet. Trójka przy stoliku zdębiałakompletnie. Nieznajomy usłyszał tylko szept Cygnarczyka:

- Zawrzyj gębę, a ruszysz się to Cie wypatroszę jak wieprza...

Grubas, którego możnaby wziąść za Ryna, nie odezwał się ni słowem, ale Drake nie przewidział jednego: że może odezwać się ktoś inny. Swój głos zabrał złowrogo odciągany zamek garłacza i był to dzwięk, który w uszach Cienia przerastał wrzask klientów karczmy.

Zza szynkwasu, karczmarz mierzył w Drake'a z najwiekszego garłacza, jaki widział Merywyn:

- Ruszysz się szubrawcze, a będziesz bogatszy o funta hufnali...
No i zaczęło się. Cień na oczach całej klienteli, ni z gruszki ni z pietruszki, przyłożył nóż nieznajomego. Reakcja była raczej do przewidzenia... Karczmarz wziął go wariata i wyciągnął na stół swoje argumenty. Generalnie bycie low profile raczej właśnie poszło w diabły:) Jakieś deklarki?

: 28 października 2013, 21:46
autor: Araven
Spokojnie panie karczmarz, postaram się uspokoić tego gostka z nożem, widocznie zaszła tu jakaś pomyłka.

Kolego zwracam się do Draka, nie znam cię, ale odłóż tą kosę, ten pan na którego gardle trzymasz nóż, nie jest tym kogo szukasz, pewnie się pomyliłeś, albo za dużo wypiłeś.
Odłóż kosę i znikaj z tego lokalu, nim się tu zjawi jakiś patrol...
Może ten pan jakiemu grozisz nie wniesie skargi? prawda panie? ....

Palę głupa, że Draka nie znam.

A tak w ogóle, to nie dało się podejść i spytać kulturalnie czemu się przygląda nam? a nie od razu z nożem w miejscu publicznym?
A jak to nie żaden szpicel, a nasz dawno oczekiwany łącznik to teraz pół karczmy go zapamięta.
I nas też i jesteśmy spaleni tutaj.

: 28 października 2013, 21:53
autor: Keth
Karczma Łysy Łeb; Gorim 20 Ketash 606OR, wieczór

W karczmie zapadła wiele znacząca cisza, przerywana jedynie ledwie słyszalnym skrzypieniem niektórych krzeseł. Tadiri poruszył się leciutko - na tyle zdecydowanie, by zwrócić tym ruchem uwagę karczmarza, a jednocześnie dość powoli, by nie sprowokować go do nieszczęśliwego w skutkach pociągnięcia za cyngiel.

- Ów szubrawiec zapewne już wychodzi, bon ami - oznajmił Umbrianin - A złapał za ostrze, bo w dzisiejszych czasach łacno natrafić na nieżyczliwych jegomościów, którzy zbyt żwawo sięgają za pazuchę. Tu oto obecny tęgi jegomość wsadził rękę za pazuchę zbyt żwawo, nieprawdaż?

Falko urwał na chwilę, wodząc spojrzeniem po reszcie klienteli w poszukiwaniu śladu jakiegoś khadoriańskiego szpicla i miotając jednocześnie w myślach gromy na gwałtownego z natury Banderasa.

- Nikomu nie stanie się krzywda, bo nikt nie jest chyba tak głupi, by poważyć się na awanturę parę minut przed rozpoczęciem godziny policyjnej - dokończył magianik, przenosząc wzrok z powrotem na ściskającego garłacz karczmarza.
Mam nadzieję, że nieznajomy przemówi...

: 28 października 2013, 22:14
autor: 8art
Merywyn; Karczma Łysy Łeb; Wtorek; Gorim 20 Ketash 606OR, wieczór

- Ja... Ja tylko... - głos grubasa uwiązł mu w gardle, a na jego czole pojawiły się nagle krople perlistego potu, po czym bardzo powoli wyciągnął spod płaszcza, nie grantat, nie garłacz, a parę binokli: - Ja... na oczach słabuje...

Ivan i Falko zmęli w ustach przekleństwo. Przez ostanie miesiące żyli w ciągłym stresie, spowodowanym ukrywaniem się i strachem przed dekonspiracją. Wszyscy byli jak beczka prochu, którego wybuch mogła wywołać byle iskra. Cień, choć może wiedziony słusznym przekonaniem o zagrożeniu, nagle ściągnął na nich wszystkich uwagę, a na siebie samego ziejącą dziurę garłacza, która mogła okazać się bardzo szybkim sposobem na wykonanie zawieszonego niegdyś wyroku śmierci.
Nieznajomy przemówił, czekam jeszcze na deklarację Dobra.

: 29 października 2013, 23:01
autor: Dobro
- No i było tak od razu - Banderas schował sztylet na miejsce. - Widziałem, jak patrzałeś na mnie. Jakbyś chciał iść za mną i obrabować mnie z koleżkami, w ciemnej uliczce. Nikomu nie można ufać. - dodał chłodno, wycofując się tyłem, nie spuszczając z oczu gospodarza przybytku.
No, w końcu coś się dzieje! Wychodzę na zewnątrz i próbuję schować się gdzieś w cieniu, z widokiem na wyjście gospody.

: 30 października 2013, 07:05
autor: maciej
Dennison Kendrik siedział cały czas za stołem,pozornie beznamiętnie przygladając się całej sytuacji. Pot spływał po skroni,ręka pod stołem powędrowała w stronę miejsca,gdzie kryło się krótkie ostrze. Gotów był wspomóc znajomków gdyby wybuchła grubsza awantura,sam jednak za dużymi burdami nie przepadał.
Z niesmakiem popatrzył na brutalne zachowanie Drake'a.
-Za moich czasów napadało się ludzi z pewną klasą,na gościńcu,elegancko i bez sporej dawki przemocy.-pomyślał. Widać Drake wywodził się z grupy tych podlejszych zbirów,nie mających za grosz szacunku dla ''klienta''. Z drugiej zaś strony dobrze było mieć takiego ze sobą jesli się patyczkować nie trzeba.
Kendrik,jeśli trzeba było też się nie pieścił z ofiarą,ale osobiście wolał być zapamiętany jako rabuś-gentleman. Ale to było zanim Khador na dobre zapukał do drzwi.