PBF - Ścigając samego siebie
Białoskóry walcząc z bólem oczu, otępieniem i zwykłym lenistwem powoli wstał i, próbując unikać światła, przeszedł kilka kroków w stronę doktora, licząc na cokolwiek czym mógłby osłonić twarz przed światłem. Jednocześnie z ciekawością rozejrzał się po pomieszczeniu, instynktownie szukając czegoś czym mógłby zastąpić brak znajomego ciężaru klucza francuskiego w prawej dłoni.
MG - co mamy na sobie? To samo w czym nas wrzucili do dołu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Macie na sobie jedynie bieliznę, w formie mocno doświadczonych losem koszulek i bokserek. Żadnej broni, żadnego osobistego ekwipunku... ale zapewne coś z grobu ocalało, tylko na czas badania doktor rozebrał Was do bielizny właśnie!
Niezależnie od dalszej konwersacji zastanówcie się jednocześnie nad swoim obecnym położeniem (możecie w trybie technicznym). Jesteście chyba w jakiejś w miarę cywilizowanej osadzie, doktor wspominał o nazwie Goodsprings. Wydaje się, że pracowaliście dla kompanii kurierskiej Mojave Express, na kwitku figuruje osoba Johnsona Nasha z filii ME w Primm (gdziekolwiek to nie jest).
Jakie są Wasze cele, zamiary i pomysły na najbliższą przyszłość? Chcecie się skoncentrować na odkryciu swej przeszłości? A może zbadać wpierw dokładnie okoliczności wydarzenia, w wyniku którego straciliście pamięć? A może po prostu ruszycie bez zadawania zbędnych pytań w radosną włóczęgę?
Niezależnie od dalszej konwersacji zastanówcie się jednocześnie nad swoim obecnym położeniem (możecie w trybie technicznym). Jesteście chyba w jakiejś w miarę cywilizowanej osadzie, doktor wspominał o nazwie Goodsprings. Wydaje się, że pracowaliście dla kompanii kurierskiej Mojave Express, na kwitku figuruje osoba Johnsona Nasha z filii ME w Primm (gdziekolwiek to nie jest).
Jakie są Wasze cele, zamiary i pomysły na najbliższą przyszłość? Chcecie się skoncentrować na odkryciu swej przeszłości? A może zbadać wpierw dokładnie okoliczności wydarzenia, w wyniku którego straciliście pamięć? A może po prostu ruszycie bez zadawania zbędnych pytań w radosną włóczęgę?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom doktora Mitchella
Sąsiednie pomieszczenie sprawiało wrażenie pokoju gościnnego; tak przynajmniej można było uznać spoglądając na wyblakły dywan oraz ustawioną pośrodku kanapę i sąsiadujące z nią fotele. Szperający w szufladach komody Mitchell odwrócił się w końcu ze strzykawką w dłoni, podszedł do chudzielca o zmierzwionych włosach prosząc go gestem ręki o uniesienie prawego przedramienia.
- RadX, na dodatek dopiero niedawno przeterminowany - oświadczył z nieco kpiarskim uśmieszkiem doktor, wbijając igłę strzykawki pod skórę pacjenta i naciskając na tłoczek - Siadajcie, proszę, miejsca jest pod dostatkiem.
- W tym grobie... - zaczął niepewnie albinos, sadowiąc się wygodnie w jednym z fotelu - Mieliśmy coś przy sobie czy tylko te gatki?
- Mieliście na sobie ubrania, rzecz jasna - odparł Mitchell chowając pustą strzykawkę z powrotem do szuflady - Musiałem was rozebrać na czas oględzin, ale oczywiście wszystko dostaniecie z powrotem... jednak oprócz ubrań nie znaleźliśmy niczego więcej, choć Sunny i Chet odkopali grób do końca. Ci, którzy was pogrzebali ograbili was do cna. Trudi sądzi, że to robota Szakali, chociaż do tej pory nie podchodzili tak blisko osady, ale ja stawiam swoje sztony na Kajdaniarzy. Nas na razie nie tykają, ale ludzie tacy jak oni na pewno nie wahają się przed napaścią na przejezdnych.
- Szakale i Kajdaniarze? - powtórzył trzeci z pacjentów, szczupły człowiek o niebezpiecznych oczach zaprawionego w walce obieżyświata - Czyli kto?
- Ciekawi mnie jak selektywna jest ta niepamięć i czy można cofnąć jej efekty - powiedział doktor, po czym zmitygował się zauważalnie i uniósł w geście przeprosin dłoń - Szakale to banda łupieżców grasująca na pustkowiach pomiędzy Primm, Nipton i Nowym Vegas. Zwyczajni bandyci, na dodatek wyzbyci wszelkich skrupułów. Od patroli RNK trzymają się z daleka, ale chętnie napadają na handlarzy i innych podróżnych. Kajdaniarze to inna historia...
Zamknąwszy komodę doktor usiadł na kanapie obok dużo spokojniejszego chudzielca, wyraźnie zadowolonego z otrzymanego zastrzyku.
- Po wejściu do Nevady korpusu ekspedycyjnego RNK Kalifornijczycy przejęli na własność przedwojenne więzienie opodal Jean i wsadzili tam groźnych przestępców, a ci dranie wywołali bunt i zdobyli więzienie dla siebie. Bardzo niebezpieczna banda, wierzcie mi, na dodatek uzbrojona i pewna siebie. Garnizon RNK w Nowym Vegas podobno siedzi na terenie lotniska i nie wytyka stamtąd nosa, z wyjątkiem obszarów nad Kolorado, zwłaszcza Zapory Hoovera. Ci obsadzający Przyczółek Mojave na granicy z Kalifornią pilnują od jakiegoś czasu własnych nosów i sytuacja na drogach pomiędzy Przyczółkiem, a Vegas stała się fatalna. Bandy grasują wszędzie, do tego namnożyło się dzikich zwierząt i mutantów. Kajdaniarze na tym korzystają, bo na razie nikt nie próbuje ich nawet tknąć.
Mitchell zamyślił się przelotnie, toteż w pokoju zapadła przedłużająca się z każdą sekundą niezręczna cisza.
Sąsiednie pomieszczenie sprawiało wrażenie pokoju gościnnego; tak przynajmniej można było uznać spoglądając na wyblakły dywan oraz ustawioną pośrodku kanapę i sąsiadujące z nią fotele. Szperający w szufladach komody Mitchell odwrócił się w końcu ze strzykawką w dłoni, podszedł do chudzielca o zmierzwionych włosach prosząc go gestem ręki o uniesienie prawego przedramienia.
- RadX, na dodatek dopiero niedawno przeterminowany - oświadczył z nieco kpiarskim uśmieszkiem doktor, wbijając igłę strzykawki pod skórę pacjenta i naciskając na tłoczek - Siadajcie, proszę, miejsca jest pod dostatkiem.
- W tym grobie... - zaczął niepewnie albinos, sadowiąc się wygodnie w jednym z fotelu - Mieliśmy coś przy sobie czy tylko te gatki?
- Mieliście na sobie ubrania, rzecz jasna - odparł Mitchell chowając pustą strzykawkę z powrotem do szuflady - Musiałem was rozebrać na czas oględzin, ale oczywiście wszystko dostaniecie z powrotem... jednak oprócz ubrań nie znaleźliśmy niczego więcej, choć Sunny i Chet odkopali grób do końca. Ci, którzy was pogrzebali ograbili was do cna. Trudi sądzi, że to robota Szakali, chociaż do tej pory nie podchodzili tak blisko osady, ale ja stawiam swoje sztony na Kajdaniarzy. Nas na razie nie tykają, ale ludzie tacy jak oni na pewno nie wahają się przed napaścią na przejezdnych.
- Szakale i Kajdaniarze? - powtórzył trzeci z pacjentów, szczupły człowiek o niebezpiecznych oczach zaprawionego w walce obieżyświata - Czyli kto?
- Ciekawi mnie jak selektywna jest ta niepamięć i czy można cofnąć jej efekty - powiedział doktor, po czym zmitygował się zauważalnie i uniósł w geście przeprosin dłoń - Szakale to banda łupieżców grasująca na pustkowiach pomiędzy Primm, Nipton i Nowym Vegas. Zwyczajni bandyci, na dodatek wyzbyci wszelkich skrupułów. Od patroli RNK trzymają się z daleka, ale chętnie napadają na handlarzy i innych podróżnych. Kajdaniarze to inna historia...
Zamknąwszy komodę doktor usiadł na kanapie obok dużo spokojniejszego chudzielca, wyraźnie zadowolonego z otrzymanego zastrzyku.
- Po wejściu do Nevady korpusu ekspedycyjnego RNK Kalifornijczycy przejęli na własność przedwojenne więzienie opodal Jean i wsadzili tam groźnych przestępców, a ci dranie wywołali bunt i zdobyli więzienie dla siebie. Bardzo niebezpieczna banda, wierzcie mi, na dodatek uzbrojona i pewna siebie. Garnizon RNK w Nowym Vegas podobno siedzi na terenie lotniska i nie wytyka stamtąd nosa, z wyjątkiem obszarów nad Kolorado, zwłaszcza Zapory Hoovera. Ci obsadzający Przyczółek Mojave na granicy z Kalifornią pilnują od jakiegoś czasu własnych nosów i sytuacja na drogach pomiędzy Przyczółkiem, a Vegas stała się fatalna. Bandy grasują wszędzie, do tego namnożyło się dzikich zwierząt i mutantów. Kajdaniarze na tym korzystają, bo na razie nikt nie próbuje ich nawet tknąć.
Mitchell zamyślił się przelotnie, toteż w pokoju zapadła przedłużająca się z każdą sekundą niezręczna cisza.
Chudzielec dostał RadXa, więc mam nadzieję, że się rozanielił 
- Doktorze, skoro nie wymagamy już nieprzerwanej opieki, niech odda nam pan ubrania, dobrze? Mimo że nie ma tu za dużo słońca, chyba już zaczynam się rumienić. Ciekaw jestem co się nam mogło stać.
Biały od stóp do głów człowiek pochylił się w fotelu i zaczął rozmyślać nad możliwościami. "Widocznie miałem taki nawyk" - pomyślał. Gdy tylko szare komórki zaczęły pracować, w głowie albinosa natychmiast pojawiło się mnóstwo pomysłów, w większości spod znaku "co mi się stało?", ale gdzieś mignął też kadr z filmu, który najprawdopodobniej oglądał kiedyś dawno temu. Nagi, nieprzytomny człowiek dryfujący w słonej wodzie. Z dwiema kulami w plecach. Wizja była tak realna, że biały lekko się wystraszył. Z zamyślenia wyrwał go chudzielec, machając mu dłonią przed oczami i mówiąc:
- Co ci, biały? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. Ej, nie odpływaj nam tu!
Biały od stóp do głów człowiek pochylił się w fotelu i zaczął rozmyślać nad możliwościami. "Widocznie miałem taki nawyk" - pomyślał. Gdy tylko szare komórki zaczęły pracować, w głowie albinosa natychmiast pojawiło się mnóstwo pomysłów, w większości spod znaku "co mi się stało?", ale gdzieś mignął też kadr z filmu, który najprawdopodobniej oglądał kiedyś dawno temu. Nagi, nieprzytomny człowiek dryfujący w słonej wodzie. Z dwiema kulami w plecach. Wizja była tak realna, że biały lekko się wystraszył. Z zamyślenia wyrwał go chudzielec, machając mu dłonią przed oczami i mówiąc:
- Co ci, biały? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. Ej, nie odpływaj nam tu!
Można maleńkiego flashbacka? Takiego tyci, tylko żeby sobie przypomniał ksywkę? 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom doktora Mitchella
Poproszony o zwrot ubrań pacjentów doktor udał się do sąsiedniego pomieszczenia, powracając po dłuższej chwili z naręczem strojów posortowanych w trzy komplety. Widząc przyniesione rzeczy trzej mężczyźni podnieśli się ze swoich miejsc, nie końca wiedząc, po które sięgnąć.
- Spokojnie, opatrzyłem wszystko etykietkami - uśmiechnął się ze zrozumieniem siwowłosy lekarz - To są twoje, te twoje, a te twoje. Na dodatek poprosiłem Trudi, żeby je wyprała, więc są czyste.
Trzej pacjenci wymruczeli w odpowiedzi jakieś podziękowania, zachodząc zapewne w głowę, kim była owa Trudi i czemu w ogóle chciało jej się prać cudze łachy.
- Jestem pewien, że umieracie z głodu - powiedział po chwili doktor, przyglądający się w milczeniu zakładającym dżinsy i swetry mężczyznom - Nie mam niczego świeżego w domu, ale przejdziemy się do tutejszego baru, tam was nakarmią. Chodźcie ze mną. Miejscowi to przyjaźni ludzie, chociaż mocno podejrzliwi. Jeśli będziecie się zachowywali w porządku, nikt wam krzywdy nie zrobi. Nie podnoście na nikogo głosu ani nie obrażajcie, we własnym interesie. Wytłumaczę im specyfikę waszego urazu, żeby uniknąć ewentualnych nieporozumień.
Mężczyźni ruszyli w ślad za gospodarzem przez zaniedbane, ale czyste domostwo, zerkając przez otwarte drzwi mijanych pokojów. Wszędzie dostrzegali podniszczone meble, wyblakłe dywany i zapewne nie działające już dawno elektryczne przybory, od biurkowych lampek po stary odkurzacz. Mitchell otworzył drzwi wejściowe domu i wyszedł na zewnątrz, pogwizdując cicho pod nosem.
Poproszony o zwrot ubrań pacjentów doktor udał się do sąsiedniego pomieszczenia, powracając po dłuższej chwili z naręczem strojów posortowanych w trzy komplety. Widząc przyniesione rzeczy trzej mężczyźni podnieśli się ze swoich miejsc, nie końca wiedząc, po które sięgnąć.
- Spokojnie, opatrzyłem wszystko etykietkami - uśmiechnął się ze zrozumieniem siwowłosy lekarz - To są twoje, te twoje, a te twoje. Na dodatek poprosiłem Trudi, żeby je wyprała, więc są czyste.
Trzej pacjenci wymruczeli w odpowiedzi jakieś podziękowania, zachodząc zapewne w głowę, kim była owa Trudi i czemu w ogóle chciało jej się prać cudze łachy.
- Jestem pewien, że umieracie z głodu - powiedział po chwili doktor, przyglądający się w milczeniu zakładającym dżinsy i swetry mężczyznom - Nie mam niczego świeżego w domu, ale przejdziemy się do tutejszego baru, tam was nakarmią. Chodźcie ze mną. Miejscowi to przyjaźni ludzie, chociaż mocno podejrzliwi. Jeśli będziecie się zachowywali w porządku, nikt wam krzywdy nie zrobi. Nie podnoście na nikogo głosu ani nie obrażajcie, we własnym interesie. Wytłumaczę im specyfikę waszego urazu, żeby uniknąć ewentualnych nieporozumień.
Mężczyźni ruszyli w ślad za gospodarzem przez zaniedbane, ale czyste domostwo, zerkając przez otwarte drzwi mijanych pokojów. Wszędzie dostrzegali podniszczone meble, wyblakłe dywany i zapewne nie działające już dawno elektryczne przybory, od biurkowych lampek po stary odkurzacz. Mitchell otworzył drzwi wejściowe domu i wyszedł na zewnątrz, pogwizdując cicho pod nosem.
Macie na sobie zwyczajne cywilne ciuchy: dżinsowe spodnie, swetry, buty a'la adidasy. Albinos dodatkowo kapelusz z szerokim rondem pozwalający zacienić twarz oraz przeciwsłoneczne okulary. Żaden element stroju nie zapewnia Punktów Pancerza, niestety...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, dom doktora Mitchella
Dom doktora Mitchella wznosił się na niewielkim wzgórzu, z którego dostrzec można było każdy bez mała zakątek zaniedbanej osady, sprawiającej wrażenie miasteczka wymarłego przed wielu laty i popadającego w coraz większą ruinę. Wciągnięta na maszt przed domostwem doktora niebieska flaga stanu Nevada łopotała na lekkim wietrze, suchym trzaskiem materiału przerywając panującą na zewnątrz dziwną ciszę.
Rdzewiejący wrak pozbawionego kół pikapa tkwił rozkraczony opodal centralnego skrzyżowania Goodspings, stanowiąc przygnębiający element krajobrazu świadczącego o postępującym upadku mieściny. Zerwane przewody elektryczne zwisały z próchniejących słupów, a wzbijane w powietrze kłęby drobniutkiego kurzu tworzyły niewielkie tumany wędrujące co chwila w innym kierunku.
- Cmentarz jest na tamtym wzgórzu - doktor wskazał dłonią wzniesienie, na którym w niebo pięła się metalowa cysterna na deszczówkę - To tam znalazł was blaszak.
- Ale grzeje - burknął albinos naciągając mocniej na czoło swój kapelusz, wypowiadając słowa zbolałym tonem urodzonego męczennika - To południe?
- Parę minut po jedenastej, o ile mogę wierzyć swojemu chronometrowi - odparł Mitchell zerkając na przypięty do nadgarstka staromodny zegarek - Lepiej dla ciebie, żebyśmy nie stali zbyt długo na słońcu.
[center]
[/center]
Dom doktora Mitchella wznosił się na niewielkim wzgórzu, z którego dostrzec można było każdy bez mała zakątek zaniedbanej osady, sprawiającej wrażenie miasteczka wymarłego przed wielu laty i popadającego w coraz większą ruinę. Wciągnięta na maszt przed domostwem doktora niebieska flaga stanu Nevada łopotała na lekkim wietrze, suchym trzaskiem materiału przerywając panującą na zewnątrz dziwną ciszę.
Rdzewiejący wrak pozbawionego kół pikapa tkwił rozkraczony opodal centralnego skrzyżowania Goodspings, stanowiąc przygnębiający element krajobrazu świadczącego o postępującym upadku mieściny. Zerwane przewody elektryczne zwisały z próchniejących słupów, a wzbijane w powietrze kłęby drobniutkiego kurzu tworzyły niewielkie tumany wędrujące co chwila w innym kierunku.
- Cmentarz jest na tamtym wzgórzu - doktor wskazał dłonią wzniesienie, na którym w niebo pięła się metalowa cysterna na deszczówkę - To tam znalazł was blaszak.
- Ale grzeje - burknął albinos naciągając mocniej na czoło swój kapelusz, wypowiadając słowa zbolałym tonem urodzonego męczennika - To południe?
- Parę minut po jedenastej, o ile mogę wierzyć swojemu chronometrowi - odparł Mitchell zerkając na przypięty do nadgarstka staromodny zegarek - Lepiej dla ciebie, żebyśmy nie stali zbyt długo na słońcu.
[center]
[/center]
Na ilustracji widok z progu domu Mitchella. Jak sami widzicie, Goodsprings nie może się poszczycić reputacją metropolii. Na lewo od domostwa na wzniesieniu widać opuszczoną stację benzynową, po prawej częściowo zawalony gmach szkoły podstawowej, u podstawy wzniesienia ciągną się mocno zniszczone parterowe domki.
Czekam teraz na jakieś obszerne fabularki BG (na dowolny temat, od przemyśleń nt przyczyn amnezji po kontemplację panoramy Goodsprings)!
Czekam teraz na jakieś obszerne fabularki BG (na dowolny temat, od przemyśleń nt przyczyn amnezji po kontemplację panoramy Goodsprings)!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec rozglądał się rozkojarzony po panoramie miasteczka. Gdzieś w głowie tliły się odległe obrazy podobnych miejsc, lub może była to podpowiadająca coś wyobraźnia:
- Ja chyba... Nie kurwa, nic nie pamiętam... - machnął ręką zdenerwowany. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że krajobraz jest mu znany, ale w tej chwili nawet pewno przedwojenna metropolia jawiłaby mu się jak dom rodzinny.
- Chodźmy na ten cmentarz. Obejrzymy swoje mogiły.
- Ja chyba... Nie kurwa, nic nie pamiętam... - machnął ręką zdenerwowany. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że krajobraz jest mu znany, ale w tej chwili nawet pewno przedwojenna metropolia jawiłaby mu się jak dom rodzinny.
- Chodźmy na ten cmentarz. Obejrzymy swoje mogiły.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, dom doktora Mitchella
Mitchell przysłonił dłonią oczy chroniąc je przed ostrym słońcem, spojrzał przelotnie na górujące ponad osadą wzgórze.
- Nie oczekujcie ode mnie, że się tam będę wspinał - wzruszył ramionami doktor - Zaczekam na was w barze, to ten budynek w głębi drogi, drugi po lewej. A ty uważaj na słoneczne światło, przyjacielu, bo naprawdę możesz sobie zrobić krzywdę w taki dzień jak ten.
Udzielając albinosowi ostatniej przestrogi siwowłosy lekarz zamknął drzwi swego domostwa i ruszył w dół wzniesienia ku wskazanemu chwilę wcześniej barowi. Trzej pozbawieni pamięci mężczyźni wymienili między sobą niepewne spojrzenia, po raz kolejny studiując wzrokiem nawzajem swe twarze.
Nadpobudliwy chudzielec ruszył jako pierwszy ku cmentarnemu wzgórzu, rozglądając się jednocześnie wokół siebie w zamiarze bliższego poznania Goodsprings. Niewielkie parterowe domki przylegały do przecinającej osadę drogi, przedzielone uprawianymi skrzętnie warzywniakami, na których rosły fasola, kukurydza i dynie. Tu i ówdzie w zbudowanych z desek i kawałków blachy zagrodach kręciły się kozłorogi, wełniaste stworzenia dorównujące masą dorosłemu człowiekowi, żujące wrzucone do paśników naręcza trawy i liści. Kilku pracujących przy nich mężczyzn pozdrowiło obcych zdawkowymi gestami dłoni, odprowadzając ich wzrokiem w drodze na wzgórze.
- Wiecie, kto chciał nas kropnąć? - albinos przerwał ciszę kopiąc jednocześnie duży okruch skały i patrząc jak kamień toczy się w dół zbocza.
- Wiem tyle, co ty - odburknął trzeci z pacjentów doktora wzruszając jednocześnie ramionami - Może kogoś obraziłeś?
- Mnie się coś kojarzy - wtrącił chudzielec, zerkając na swych towarzyszy z ukosa - Forsa mi się kojarzy. Chyba sporo ode mnie pożyczyliście, a tamci nas obrobili, ale to nie zmienia faktu, że ciągle mi tę forsę wisicie...
- Pierdzielisz jakbyś w łeb oberwał - prychnął albinos - Poszukaj innego frajera, ja tam żadnego długu nie pamiętam.
Zbocze cmentarnego wzgórza oferowało widok na całe Goodsprings oraz otaczające go skaliste wzniesienia, porośnięte kępami kolczastych zarośli i wysokich suchych traw. Sama osada składała się z kilkunastu mocno podniszczonych zabudowań, w większości sprawiających wrażenie porzuconych i skazanych na powolny upadek.
Cmentarz znajdował się na samym szczycie wzgórzu, otoczony metalową barierką i ocieniony masywną bryłą zbudowanej na wzniesieniu cysterny. Tuzin mogił znaczył miejsca, w których mieszkańcy Goodsprings pochowali swych bliskich. Leżące na nich pęki dawno zwiędłych kwiatów dowodziły sporadycznych wizyt na grobach, ale poprzedniej nocy w miejscu tym pojawili się zupełnie inni goście.
- To chyba ten grób - odezwał się chudzielec pokazując palcem na dół w ziemi otoczony zwałem świeżego gruntu - Chyba stąd nas wyciągnęli.
Mitchell przysłonił dłonią oczy chroniąc je przed ostrym słońcem, spojrzał przelotnie na górujące ponad osadą wzgórze.
- Nie oczekujcie ode mnie, że się tam będę wspinał - wzruszył ramionami doktor - Zaczekam na was w barze, to ten budynek w głębi drogi, drugi po lewej. A ty uważaj na słoneczne światło, przyjacielu, bo naprawdę możesz sobie zrobić krzywdę w taki dzień jak ten.
Udzielając albinosowi ostatniej przestrogi siwowłosy lekarz zamknął drzwi swego domostwa i ruszył w dół wzniesienia ku wskazanemu chwilę wcześniej barowi. Trzej pozbawieni pamięci mężczyźni wymienili między sobą niepewne spojrzenia, po raz kolejny studiując wzrokiem nawzajem swe twarze.
Nadpobudliwy chudzielec ruszył jako pierwszy ku cmentarnemu wzgórzu, rozglądając się jednocześnie wokół siebie w zamiarze bliższego poznania Goodsprings. Niewielkie parterowe domki przylegały do przecinającej osadę drogi, przedzielone uprawianymi skrzętnie warzywniakami, na których rosły fasola, kukurydza i dynie. Tu i ówdzie w zbudowanych z desek i kawałków blachy zagrodach kręciły się kozłorogi, wełniaste stworzenia dorównujące masą dorosłemu człowiekowi, żujące wrzucone do paśników naręcza trawy i liści. Kilku pracujących przy nich mężczyzn pozdrowiło obcych zdawkowymi gestami dłoni, odprowadzając ich wzrokiem w drodze na wzgórze.
- Wiecie, kto chciał nas kropnąć? - albinos przerwał ciszę kopiąc jednocześnie duży okruch skały i patrząc jak kamień toczy się w dół zbocza.
- Wiem tyle, co ty - odburknął trzeci z pacjentów doktora wzruszając jednocześnie ramionami - Może kogoś obraziłeś?
- Mnie się coś kojarzy - wtrącił chudzielec, zerkając na swych towarzyszy z ukosa - Forsa mi się kojarzy. Chyba sporo ode mnie pożyczyliście, a tamci nas obrobili, ale to nie zmienia faktu, że ciągle mi tę forsę wisicie...
- Pierdzielisz jakbyś w łeb oberwał - prychnął albinos - Poszukaj innego frajera, ja tam żadnego długu nie pamiętam.
Zbocze cmentarnego wzgórza oferowało widok na całe Goodsprings oraz otaczające go skaliste wzniesienia, porośnięte kępami kolczastych zarośli i wysokich suchych traw. Sama osada składała się z kilkunastu mocno podniszczonych zabudowań, w większości sprawiających wrażenie porzuconych i skazanych na powolny upadek.
Cmentarz znajdował się na samym szczycie wzgórzu, otoczony metalową barierką i ocieniony masywną bryłą zbudowanej na wzniesieniu cysterny. Tuzin mogił znaczył miejsca, w których mieszkańcy Goodsprings pochowali swych bliskich. Leżące na nich pęki dawno zwiędłych kwiatów dowodziły sporadycznych wizyt na grobach, ale poprzedniej nocy w miejscu tym pojawili się zupełnie inni goście.
- To chyba ten grób - odezwał się chudzielec pokazując palcem na dół w ziemi otoczony zwałem świeżego gruntu - Chyba stąd nas wyciągnęli.
Dotarliście do swojego grobu. Jakie to uczucie, móc na niego spojrzeć z perspektywy niedoszłego rezydenta? 
- Kurwa. Cieszmy się życiem. Albo najpierw kropnijmy tych skurwieli co nas tam wrzucili, a potem cieszmy się życiem. Może nie jestem zbyt bojowo nastawiony... A może jestem? Nie pamiętam. Jestem chudy i trzęsą mi się palce, więc pewnie nie jestem. Ale wracając: może nie jestem zbyt bojowo nastawiony, ale kurwa nie dajmy sobie dmuchać w kaszę którą uczciwie sobie ukradliśmy z gruzów ludzkości! - albinos wszedł w lekko patetyczny ton, ale jako że nie był zbyt wybitnym mówcą, brzmiało to raczej żałośnie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, cmentarz na wzgórzu
Pozostali dwaj mężczyźni zerknęli z ukosa na wypowiadającego kwestię podniosłym tonem albinosa, obeszli wkoło swój niedoszły grób rozglądając się wokół w poszukiwaniu śladów mogących zidentyfikować tożsamość ludzi, którzy tak bezwzględnie dybali na ich życie.
Widziane w dole pustkowia nie napawały ochotą do radosnej włóczęgi. Porośnięte skąpą roślinnością wzgórza ciągnęły się we wszystkich kierunkach, omiatane porywistym wiatrem, który wprawiał w ruch łopatki wznoszącego się przy głównej drodze osady wiatraka. Bez względu na stopień swego zaniedbania, Goodsprings jawiło się pozbawionemu pamięci tercetowi prężnym ośrodkiem cywilizacji.
- Jak chcesz ich znaleźć? - przerwał w końcu milczenie chudzielec, trącając czubkiem buta jakieś walające się przy grobie niedopałki - Wiesz, dokąd poszli?
Pozostali dwaj mężczyźni zerknęli z ukosa na wypowiadającego kwestię podniosłym tonem albinosa, obeszli wkoło swój niedoszły grób rozglądając się wokół w poszukiwaniu śladów mogących zidentyfikować tożsamość ludzi, którzy tak bezwzględnie dybali na ich życie.
Widziane w dole pustkowia nie napawały ochotą do radosnej włóczęgi. Porośnięte skąpą roślinnością wzgórza ciągnęły się we wszystkich kierunkach, omiatane porywistym wiatrem, który wprawiał w ruch łopatki wznoszącego się przy głównej drodze osady wiatraka. Bez względu na stopień swego zaniedbania, Goodsprings jawiło się pozbawionemu pamięci tercetowi prężnym ośrodkiem cywilizacji.
- Jak chcesz ich znaleźć? - przerwał w końcu milczenie chudzielec, trącając czubkiem buta jakieś walające się przy grobie niedopałki - Wiesz, dokąd poszli?
Szukacie na wzgórzu czegoś konkretnego? Macie jakieś szersze plany w ogólnym ujęciu? Schodzicie zaraz do osady do baru czy chcecie jeszcze gdzieś się pokręcić? BG, do dzieła, brakuje mi trochę Waszej interakcji! C:V
- Ślady. Jeżeli ktoś nas zakopał, musiał zostawić jakieś ślady. Nie tylko butów. Niedopałki papierosów, upuszczone przedmioty, skrawki ubrań... Szukajcie. Jak nic nie znajdziemy, dopiero wtedy zaczniemy pytać ludzi. Właśnie! - pstryknął albinos. - Niedopałki! Licząc niedopałki i znając czas potrzebny im na zakopanie nas, możemy stwierdzić ilu ich było, a chociaż ilu paliło nad naszym grobem. Jakość tytoniu i bibułek też może nam dużo powiedzieć o ich stanie majątkowym. Kurde, ja tak umiem?! No nic, szukajcie jeszcze.
MG, jakie dane na temat niedopałków?
Ostatnio zmieniony 13 maja 2014, 22:45 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Goodsprings, cmentarz na wzgórzu
Starając się nie odsłonić przypadkiem skóry albinos zaczął myszkować w kucki wokół grobu, podnosząc znalezione na ziemi niedopałki i przyglądając im się uważnie zmrużonymi oczami.
- Patrzcie tylko - gwizdnął przez zęby podrzucając niedopałek w dłoni - Wszystkie takie same. Filtr owinięty czerwonozłotym papierem. Znacie tę markę?
Chudzielec oraz milkliwy facet o aparycji zabijaki potrząsnęli przecząco głowami, chociaż przyjrzeli się rzuconym przy grobie petom z pewnym zainteresowaniem. Albinos szybko pozbierał wszystkie niedopałki wsadzając je po dokładnych oględzinach do kieszeni spodni.
- Siedem sztuk - oświadczył tryumfalnym tonem, wstając z kucek i naciągając rękawy obszernej kurtki tak, by ukryć w nich dłonie - I wszystkie takie same i wyglądają na dość drogie, mówię wam.
Starając się nie odsłonić przypadkiem skóry albinos zaczął myszkować w kucki wokół grobu, podnosząc znalezione na ziemi niedopałki i przyglądając im się uważnie zmrużonymi oczami.
- Patrzcie tylko - gwizdnął przez zęby podrzucając niedopałek w dłoni - Wszystkie takie same. Filtr owinięty czerwonozłotym papierem. Znacie tę markę?
Chudzielec oraz milkliwy facet o aparycji zabijaki potrząsnęli przecząco głowami, chociaż przyjrzeli się rzuconym przy grobie petom z pewnym zainteresowaniem. Albinos szybko pozbierał wszystkie niedopałki wsadzając je po dokładnych oględzinach do kieszeni spodni.
- Siedem sztuk - oświadczył tryumfalnym tonem, wstając z kucek i naciągając rękawy obszernej kurtki tak, by ukryć w nich dłonie - I wszystkie takie same i wyglądają na dość drogie, mówię wam.
Oprócz niedopałków oraz śladów po kilku różnego rodzaju butach nie znaleźliście niczego, co mogłoby Was przybliżyć do rozwiązania zagadki własnego pochówku. Co teraz?
Goodsprings, cmentarz na wzgórzu
- Wnioski: palił jeden, bogaty, najprawdopodobniej szef. Obejrzyjmy jeszcze ślady butów, spróbujcie policzyć ile jest różnych typów odcisków. Aha, i jakby wam się rzuciły w oczy ślady lakierków, to będzie ważne. Kurde, przydałby mi się gips i trochę kartonu, albo chociaż czarny papier. Zrobiłbym odciski. A ja pogrzebię trochę w naszej "mogile", może ktoś coś tam w środku zgubił.
Albinos złapał leżącą gdzieś w pobliżu deskę i zaczął odgrzebywać świeżą ziemię. Po chwili odezwał się:
- Lepiej uzgodnijmy jak będziemy się przedstawiać. Co jak ktoś nas nagle spyta o imiona?
- Wnioski: palił jeden, bogaty, najprawdopodobniej szef. Obejrzyjmy jeszcze ślady butów, spróbujcie policzyć ile jest różnych typów odcisków. Aha, i jakby wam się rzuciły w oczy ślady lakierków, to będzie ważne. Kurde, przydałby mi się gips i trochę kartonu, albo chociaż czarny papier. Zrobiłbym odciski. A ja pogrzebię trochę w naszej "mogile", może ktoś coś tam w środku zgubił.
Albinos złapał leżącą gdzieś w pobliżu deskę i zaczął odgrzebywać świeżą ziemię. Po chwili odezwał się:
- Lepiej uzgodnijmy jak będziemy się przedstawiać. Co jak ktoś nas nagle spyta o imiona?
Jak skończymy, idziemy do pierwszej lepszej knajpy wysłuchiwać lokalnych plotek.
Ostatnio zmieniony 13 maja 2014, 23:10 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.