Strona 2 z 16

: 03 czerwca 2014, 12:42
autor: koszal
Białoruś, ruiny Witebska, 12: 57 czasu wschodnioazjatyckiego

- Sasza, budje nam pomoc djewoczce!
-Bjezrezowski przystanął na moment wskazując ręką dymiący ludzki korpus, który przez chwilę szamotał się jak oszalały.

Niższy, łysawy i nieco krępy, podchodzący pod czterdziestkę towarzysz z celi przelotnie podążył za wzrokiem współwięźnia. Podbiegł ku współwięźniowi, szarpnął za rękaw:

Ohujałeś? To nie jest człowiek!! Tamci też ją zostawili. -wydyszał ciężko.

[center]***[/center]

Metry dzieliły Motłocha od pierwszych zabudowań. niskie, piętrowe domu był w tym miejscu tak zniszczone, że trudno było rozpoznać ich dawne przeznaczenie. Mimo tego w jednej z tych ruder Motłoch dostrzegł groteskowo kontrastujące z poziomem zniszczeń uchylone drzwi wbrew wszystkiemu trzymające się framugi.
Wpadł do środka z biegu roztrzaskując je kopniakiem. Może i przetrwały bombardowanie i ostrzał artyleryjski.
Z kopytem Wasyla nie miały szans.

[center]***[/center]

Syberyjski tygrys wciąż prężył się na plecach Tani. Skąpe resztki odzieży wciąż dymiły uwalniając na światło dzienne większość walorów produkcyjnych modelu.
Cyberlaska skanowała okolicę w poszukiwaniu Jelcynowa. Dwaj nieuzbrojeni cywile. Głośniejszy trzask kilkanaście metrów dalej.
Ostrzał snajperski ustał. Ślady wielkich butów Motłocha.

[center]***[/center]

Drewniane odłamki szybują we wszystkich kierunkach. Motłoch z bossem na ramieniu wpada do pomieszczenia, zaskoczone spojrzenia dwóch rezydentów gruzowiska napotykają równie zdziwione nowoczesne cyberoczy Kiroshi Opticals wielkiego ochroniarza. Jeden z obszarpańców podnosi kałacha w kierunku Motłocha, drugi sięga za pas po krótkiego gnata zamykając nogą klapę od piwnicy. Nim klapa opadnie śmierć upomni się o swoje żniwo.

Kmicic- dopiero teraz dostrzegasz, że Tania, czymkolwiek jest- to nie człowiek. Choć musisz zarazem przyznać, że górne krągłości ma perfekcyjne.
Jelcynow- kolejna rana, Twój stan się pogarsza, lecz zachowujesz przytomność.
Tania- optyka oczyszczona, widzisz którędy pobiegł Motłoch, kroisz cywili na plasterki?
Motłoch- wpadłeś komuś na chatę, dwaj uzbrojeni goście w środku. Jeden z kałachem, drugi z pistoletem. Jeśli chcesz ich zdjąć to stoją kilka metrów od siebie, ale może ci się uda obu- będzie to po prostu trudniejsze. A może nie chcesz. Decyduj.

: 03 czerwca 2014, 14:29
autor: Denver
Motłoch szybko pozbierał szare komórki. Rzucił bossem w jedną stronę, sam przeturlał się w drugą wyszarpując zza paska rewolwer, był większym celem, ale też szybszym i bardziej doświadczonym - wziął na cel gościa z AK, wiedząc że ten drugi musi wycelować. Wiedział też że nie przeładował....
Liczę, że to zwykli goście. Nie jestem już w stanie negocjować, ani obrywać. Eliminuję.

: 03 czerwca 2014, 21:11
autor: 8art
Czas spędzony w celi z dala od jakichkolwiek uciech duszy czy ciała robił swoje. Bjerezowski był wpatrzony w cycki lali jak wół w malowane wrota. W myślach krążył tylko niemożliwy do zapomnienia widok jędrnej, kształtnej pary CYCKÓW.

Z chwilowego resetu wyrwał go krzyk Saszy. Dopiero teraz dostrzegł, że korpus leżący na pobojowisku nie należał do człowieka. Nie było krwi, a z kikutów "ran" sterczały wiązki kabli, metalowych i plastikowych modułów.

- Kurwa job twaju mat! - zaklał zaskoczony Bjerezowski i już miał pobiec dalej, gdy przez jego myśl przeszło, że to dla takiej zabawki Belacorp mógł robić taką zadymę w środku Witebska. Czymkolwiek nie była na wpół rozwałkowana lala, to mogła być czymś ważnym dla korporacji. A jeśli Kmicic mógł jakoś pokrzyżować szyki Belacorpu, to wchodził w to bez zastanowienia!

- Saszka dawaj tu! - ponaglił współwięźnia.

Wątek techniczny

Skoczę po borga, ale w razie jakichkolwiek agresywnych ruchów, dam nogę między budynki.

: 03 czerwca 2014, 21:11
autor: Rikandur
"Dziękuję panu za chęć pomocy, ale bez pozwolenia Szefa inni mężczyźni nie mogą mnie dotykać I musiałabym pana skrzywdzić. Taki program, przepraszam."

Tania spojżała na miłego gościa swoim jedynym sprawnym okiem odpowiadając mu lekko mechanicznym głosem miłej dziewczynki, kilkoma mrugnięciami doczyszczając optykę ... nim się skrzywiła i prychnęła jak zakapior na drugiego gościa. Jej oko, nie zakryte opaską ziało niechęcią.

"A ty idź się o kant dupy potłucz, bucu nieludzki ! Człowiekiem byłam !"

Po czym jakby nic się nie stało, cyber-lala stanęła znów na rękach i o ile uszkodzone ramię nie poddało się totalnie podreptała z pełnym skupieniem po ogromnych śladach jakie Motłoch zostawił. W końcu tam min być nie może, prawda ?

"Acha, uważajcie na tych co wypełzną z samolotu ... jakieś terrorysty szał-syf rozlały czy coś, ludzie jak zombie się na siebie rzucają i chyba bólu nie czują. Nogi mi urwali tam ..."
Go, go, go. Denver-minator ! C:V

Koszal, nie ... pokroję tylko jeśli zagrożą szefowi. Jak program lub Dobro każe. ;)

: 03 czerwca 2014, 21:34
autor: 8art
W normalnych okolicznościach Kmicic pewno stanąłby jak wryty słysząc mowę borga, a potem widząc go odreptującego pokracznie używając rąk jako nóg, ale okoliczności nie były normalne. Z jednej strony zadrutowani solosi Belacorpu, z drugiej zombiaki z rozwalonego auta, nie wspominając o polu minowym i totalnej rozpierdusze jak dokonywać musiała się w Witebsku.

Nie stanął jak wryty, tylko pognał dalej ku bezpiecznej osłonie jakie dawały budynki...

: 04 czerwca 2014, 04:50
autor: koszal
Białoruś, ruiny Witebska, 12: 58 czasu wschodnioazjatyckiego


Jebana...
-Sasza gapił się z rozdziawioną gębą na lalę z odległości kilku dobrych metrów. Kmicic nie mógł ocenić, wryło go w ziemię bo był równie jak on wyposzczony, czy chodziło o coś innego.

Gada jak człowiek! Może amerykański, albo japoński szkielet kompaktowy! Sploty myomerowe wysokiej gęstości. A oprogramowanie się prawie nie jebie! Ja pierdolę! Takiego cudeńka nie widziałem nawet na chirurgicznym w Orszy..!

Kmicic odwrócił się przez ramię, by pogonić opieszałego kompana, gdy..

Sasza zamilkł gwałtownie świadom swego błędu. Borg, który żwawo paradował na łapkach zatrzymał się również.

Analiza priorytetów w toku..
Spoiler!
Sasza operuje slangiem technika medycznego.
Warunki wymagają natychmiastowej pomocy bossowi.
Obliczenie szans na znalezienie innego medyka jest niewykonalne z powodu zbyt małej ilości danych.
Paramedycy, którzy prawdopodobnie pojawią się przy samolocie będą należeć do ugrupowań oficjalnych, co może nie sprzyjać zapewnienie bezpieczeństwa "ceniącemu sobie niezależność prawną" szefowi.
[center]***[/center]

http://www.youtube.com/watch?v=74LXx0wSqMI -nietypowy podkładzik

Cholera wie dlaczego stojące w kącie stare, cicho skrzypiące radio odezwało się teraz na cały regulator głośnym i czystym dźwiękiem.

Upadł z bólem porzucony jak worek kartofli. Jelcynow zawył z bólu, obraz zaszedł mgłą; chciał się odczołgać, lecz ślizgał się tylko po podłodze szamocząc nogami. Usłyszał strzał, na ułamek sekundy stracił poczucie tego, co się dzieje.

Waronin życie miał paskudne. Można rzec, że niespecjalnie mogło być gorsze. Gdyby jednak Maksym Waronin wiedział, że dwunastomilimetrowy pocisk, który rozerwał mu tętnicę szyjną był majstersztykiem wysokiej klasy, że rdzeń pocisku rozpuścił się w locie i do celu trafił już jako kropla poruszającego się z dużą prędkością ciężkiego płynu- być może w tej ulotnej, ostatniej sekundzie życia poczułby się dotknięty wyjątkowym zaszczytem. Stare AK-47 Maksyma spadło z gruchotem na podłogę.
Goryl Jelcynowa przetoczył się po podłodze przeklinając w duchu niską szybkostrzelność broni. Drugi z partyzantów wykorzystał szansę od losu dając nura wprost za wywróconą, starą, zdezelowaną lodówkę. Motłoch znalazł dla siebie osłonę ze starego, drewnianego stołu. Cisza trwała ledwie nanosekundy.

Do ciężkiej cholery! Boss przecież zwijał się z bólu pośrodku tej rudery!

Jelcynow zacisnął zęby. Podciągnął się ku zimnemu jak stal Motłochowi, który tylko czekał, aż obszarpany pajac wychyli zza lodówki choćby paznokieć.

Miast tego usłyszał znajomy dźwięk. Chwilę później głośne liczenie pajaca:

Adin, dwa ..

W powietrzu pojawiła się "mandarynka" pikująca wprost pod nogi Jelcynowa..

Idiot..!! -wrzasnął Motłoch na całe gardło.

Jelcynow zaś poczuł się przytomny i rześki jak nigdy dotąd.
A taka to mandarynka- http://cyberpunk.net.pl/zbrojownia/bron ... onnyc.html
Teraz konkretniej- Jelcynow i Motłoch- macie sekundę na wykminienie co zrobić z tym fantem- granatem. Za chwilę upadnie on w nogach Jelcynowa.
A może macie dwie lub trzy sekundy? Plotka głosi, że wszystkie 3- sekundowe granaty mają 5-cio sekundowe zapalniki..

: 04 czerwca 2014, 07:44
autor: Denver
Motłoch może nie był naukowcem i nie nadawał się do Mensy. Wiedział za to co zrobić z rzuconym mu pod nogi granatem - szybko wykalkulował jak mocno kopnąć i o co odbić niespodziankę. Cholerna lodówka powinna osłonić ich przed odłamkami....i kopnął.
Motłoch spróbuje zagrać granatem w bilard i wyeliminować gościa za lodówką- jeśli debris na podłodze to uniemożliwia, wtedy jedynym artunkiem pozostaje podniesienie i odrzucenie, ale kopniak byłby o niebo szybszy

: 04 czerwca 2014, 09:30
autor: Dobro
Jelcynow z przerażeniem patrzał, jak obuta stopa Motłocha wykopuje granat, który szybuje w stronę przewróconej lodówki. Do bossa doratł jeszcze jeden fakt: obojętnie, czy granat wybuchnie mu pod nogami, czy w drugim końcu pomieszczenia, wiedział jedno: wywali wszystkim bębenki i ogłuszy na dobre kilka minut. Czas znowu spowolnił.

Borys odwrócił się i odpychając się nogami z całych sił, jakie jeszcze miał, rzucił się szczupakiem w kierunku odwrotnym do lodówkowej barykady i mknącego tam granatu, jednocześnie przykładając dłonie do obu uszu i otwierając usta, zamykając zaś oczy.

: 04 czerwca 2014, 11:53
autor: koszal
Białoruś, ruiny Witebska, 12: 58 czasu wschodnioazjatyckiego

Tri!!!

...iota!! -Motłoch sprężył się ze wszystkich sił wznosząc zamaszystym kopniakiem potężny tuman gruzu i kurzu. Umięśniona noga niczym parowóz przeorała podłoże.
Rozmarzony Niedźwiedź uśmiechnął się w duchu do szybującego w otchłań odłamka cegły szybującego w kierunku lodówki jednocześnie przykładając dłonie do obu uszu i otwierając usta, zamykając zaś oczy.

Eksplozja bólu w kostce zmroziła wszystkie inne doznania, Jelcynowowi zdawało się, że słyszy trzaska łamanych kości, własnych kości. Odruchowo i gwałtownie poderwał się pod wpływem bólu i szoku po czym odpłynął ponownie upadając jak rzucony na ringu okrwawiony, biały ręcznik.

Nie udało się Wasyl? Stawaj jeszcze raz!! -przez umysł najemnika przemknęły słowa opiekuna z domu dziecka, który dorabiał sobie nieco na boku bójkami między dorastajacymi gówniarzami.

Wiedział, że solidnie trafił bossia. Z niepodrasowanej nogi nie byłoby co zbierać. Dobrze, że szefu dał mu się swego czasu namówić na kosmetyczną modyfikację skóry.

Myślałby o tym wszystkim, gdyby tylko miał na to czas! Poleciał drugi i trzeci kopniak w stronę mandarynki. Motłoch rozpaczliwie pruł podłoże, gdy granat zniknął mu z oczu..
Nie wiedział, czy mu się udało..

[center]***[/center]

Usłyszeli huk eksplozji. Kmicic, który chwilę wcześniej widział pakującego się na oślep ku budynkom blisko dwumetrowego mięśniaka zahamował na butach nieomal tracąc równowagę.
Niewielki ładunek wybuchowy, lub granat. Budynki mogły być zaminowane!
Kostkologia w skrócie:
Motłoch, żeby mu się udało musi wyrzucić 6 lub więcej na k10. Wypada 1! W mechanice CP oznacza to krytyczny pech! Tego się nawet Wasz drogi MG nie spodziewał. Idziemy za ciosem- tabela efektów pecha- tym razem wypada 10, co oznacza trafienie członka drużyny. Masakra!
Jelcynow dostaje kopniaka, szczęśliwie niezbyt mocnego- splot skórny teraz też ratuje mu skórę, jednak 1 obrażenie przechodzi. Trzeba rzucać na przytomność Jelcynowa i tym razem jest to już 3 lub mniej- porażka. Jelcynow wybiera się do krainy snów.
W niewyobrażalnym przypływie łaski Wasz dobry MG daje Motłochowi jeszcze jedną szansę, ale teraz Motłoch musi mieć 8 lub więcej na kostce i ..wypada 8. Łaskę tą jednak okupujecie efektem nieco innym od zamierzonego. Tak dobrze to nie ma! Efekty poznacie, jak pozostali nadgonią w postach.

: 04 czerwca 2014, 11:59
autor: Denver
dammit! :P

: 04 czerwca 2014, 17:11
autor: 8art
Budynki, które jeszcze kilka sekund temu jawiły się jako bezpieczny azyl, teraz zdawały się być kolejną pułapką. Kmicic rozejrzał się. Po placu szła ku nim tyraliera korporacyjnych siepaczy, obok "zombiaki" przed którymi ostrzegł ich swoim słodziutkim głosem borg (i nagle zainteresował się Saszą), poza tym pole minowe i snajperzy. Rachunek wydawał się prosty. Lepsze zaminowane budynki, dające jakiekolwiek schronienie, niż pozostanie na środku strefy śmierci.

- Sasza uchadim!

I pobiegł dalej w ku ruinom...

: 05 czerwca 2014, 01:18
autor: Rikandur
"Chodzicie ze mną po śladach buciorów ! Tam już wybuchło a ludzie ranni są również pewnie ... Ja osłonię jak trzeba, programy nie bronią."

Tania na tyle na ile mogła spróbowała zaapelować do logiki obu więźniów. Jakakolwiek pomoc dla rannych towarzyszy byłaby bezcenna.
Witaj w klubie ryzyk-fizyków Denver ! :D

Koszalu jak dotrę do szefa i Motłocha, łapię się za kałacha i do okna. Medykowi dramatycznie wskazuję rannych drugą łapką nim się podpieram w miarę wygodnie by pruć do nadchodzących. Jak zbliżą się za bardzo, po nogach by produkować rannych. W miarę możliwości celując bardzo uważnie.

: 05 czerwca 2014, 11:06
autor: koszal
Motłoch nie wiedział, czy mu się udało..

odruchowo zasłonił głowę rękoma, nie było już czasu poszukać osłony. Nie usłyszał uderzenia granatu o jakąkolwiek powierzchnię.
Potem nastąpiła eksplozja. Dziwnie stłumiona, jakby ktoś wrzucił mandarynkę do garnka, lecz wciąż na tyle potężna by wstrząsnąć posadami budynku.
Dudniło mu w uszach, otworzył oczy oglądając milczącą scenę spadających z sufitu odłamków gruzu. Było tam jeszcze coś.. z nonszalancką gracją w powietrzu obracała się nieszczelna, żelazna klapa od piwnicy wygięta teraz niczym sprasowany banan. Nagle nabrała tempa. Runęła w dół z metalowym brzękiem wbijając się między niego, a bossa.

Jelcynow leżał obok, nieprzytomny i całkowicie niewzruszony zjawiskiem z obojętnym wyrazem twarzy. Niegdyś biały garnitur upaprany był teraz mieszaniną pyłu, krwi i błota. Porozdzierany, poszarpany w wielu miejscach. Wielki boss przypominał teraz swoją karykaturę, wartą dolara, może dwa.
Wciąż jednak oddychał.

Ruch przy wejściu frontowym, za nim. Ktoś się zbliżał.

Jednocześnie zza lodówki, przed nim wyłaniał się z wolna znajomy kształt amatora mandarynek.


[center]***[/center]

Kmicic wpadł jako pierwszy do skąpanego w szybko ulatniającej się chmurze pyłu domu. Przez jego umysł przebiegła wątła myśl. Choć tak zmieniony i zniszczony. Wydawało się to niemożliwe, a jednak! To była miejscówka jego pierwszego noclegu, kiedy przeniósł się do Witebska.

Podbiegł bliżej, ostrożnie zaglądając do środka.
Trzy osoby na ziemi, ktoś z gnatem celował do niego zza wywróconej lodówki.
Nie był gotowy na taki widok.
Krew w żyłach byłego Czerwonego Bereta z długoletnim doświadczeniem bojowym zamarzła.

Strzał.

[center]***[/center]

Pobiegli przodem ignorując ją. Tania ogarnęła jeszcze wzrokiem okolicę. Eksplozja już nastąpiła, więc mogła spodziewać się wszystkiego, włącznie z automatycznym resetem całego systemu w wypadku potwierdzenia zgonu protekta.

Strzały snajperskie ustały. Korporacyjne siły porządkowe wkraczały pomiędzy wraki. Ostrość superwzroku powracała. Pomiędzy szczątkami samolotu widoczna była szamotanina pomiędzy pasażerami, a personelem ratowniczym.
Niezrozumiały brak jednostek powietrznych, tylko jeden transporter i tak szybki czas reakcji po katastrofie.

: 05 czerwca 2014, 13:19
autor: Denver
W jajcarza od mandarynek przymierzam ostatni strzał z likwidacyjnego i ładuję bębenek hydra shocków - jak będzie trzeba to przestrzelę go razem z tą jebaną lodówką...

: 05 czerwca 2014, 19:58
autor: koszal
Strzał.

Bjerjezowski wciąż stał sparaliżowany, gdy czaszka obcego rozchlapała się po przeciwległej ścianie niczym uderzony młotem arbuz. Skrył się za murem. Równie dobrze strzelec mógł wziąć na cel jego. Zresztą miałby dość czasu, gdyby spróbował go odstrzelić.

Przed oczyma wciąż miał widok partyzanta, mógłby przysiąc, że miał twarz..
przecież setki razy widział tę twarz..
Spoiler!
To był tylko ułamek sekundy, pomieszczenie zapylone, gość miał brudną gębę, był w czapie, ale- gość wyglądał zupełnie jak Sasza.